Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Proza marca: Złodziej wspomnień - prolog | Poezja marca: cztery pory odpustów

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”!
Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Nasze pierwsze opowiadania

Dyskusje, porady oraz rozmowy dotyczące pisarstwa oraz pisania.
a_cappella
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290

Nasze pierwsze opowiadania

Post#51 » 18 maja 2013, o 16:02

Ahahahaha, TYLE WSPOMNIEŃ! *leży i kwiczy*

Jeśli o mnie chodzi, to pierwsze próby pisarskie podjęłam w wieku mniej więcej - wnioskując po tym, że wszystko zapisane było drukowanymi literami, więc pewnie nie umiałam jeszcze zbyt dobrze pisać - sześciu czy siedmiu lat, były to bajeczki o gadających żabkach i misiach pisane czerwonym długopisem na posklejanych kartkach zeszytu. Co się z tym stało - nie mam pojęcia i, ma się rozumieć, bardzo żałuję, bo miałabym przecudowną pamiątkę xD

Co dalej? Ano opowiadania tworzone z kumpelkami za czasów gimnazjum, których bohaterami byli najczęściej znajomi (oczywiście opatrzeni odpowiednią ksywką) i nauczyciele, z czasem ich perypetie stawały się coraz bardziej hardcore'owe: była historyjka a'la 'Lost', potem prawdziwy hit: w rolach głównych znienawidzone koleżanki, trzy dyrektorki i my jako dream team, i tak dalej, i tak daaalej... Ach, ta pomysłowość gimbazy! <3

Następnie nadeszła kolej na House'owe fanficki, a w międzyczasie zdarzało mi się skrobnąć coś, co już może nadawało się jako tako do wyciągnięcia na światło dzienne. Miłe czasy :D

SHIROGACE
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 41

Nasze pierwsze opowiadania

Post#52 » 18 maja 2013, o 16:40

a_cappella pisze:Ahahahaha, TYLE WSPOMNIEŃ! *leży i kwiczy*

Jeśli o mnie chodzi, to pierwsze próby pisarskie podjęłam w wieku mniej więcej - wnioskując po tym, że wszystko zapisane było drukowanymi literami, więc pewnie nie umiałam jeszcze zbyt dobrze pisać - sześciu czy siedmiu lat, były to bajeczki o gadających żabkach i misiach pisane czerwonym długopisem na posklejanych kartkach zeszytu. Co się z tym stało - nie mam pojęcia i, ma się rozumieć, bardzo żałuję, bo miałabym przecudowną pamiątkę xD

Co dalej? Ano opowiadania tworzone z kumpelkami za czasów gimnazjum, których bohaterami byli najczęściej znajomi (oczywiście opatrzeni odpowiednią ksywką) i nauczyciele, z czasem ich perypetie stawały się coraz bardziej hardcore'owe: była historyjka a'la 'Lost', potem prawdziwy hit: w rolach głównych znienawidzone koleżanki, trzy dyrektorki i my jako dream team, i tak dalej, i tak daaalej... Ach, ta pomysłowość gimbazy! <3

Następnie nadeszła kolej na House'owe fanficki, a w międzyczasie zdarzało mi się skrobnąć coś, co już może nadawało się jako tako do wyciągnięcia na światło dzienne. Miłe czasy :D

House'owe? Czy ja słyszałam coś o dotkorze House'ie? :serce:

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Nasze pierwsze opowiadania

Post#53 » 23 maja 2013, o 12:17

Co dalej? Ano opowiadania tworzone z kumpelkami za czasów gimnazjum, których bohaterami byli najczęściej znajomi (oczywiście opatrzeni odpowiednią ksywką) i nauczyciele, z czasem ich perypetie stawały się coraz bardziej hardcore'owe: była historyjka a'la 'Lost', potem prawdziwy hit: w rolach głównych znienawidzone koleżanki, trzy dyrektorki i my jako dream team, i tak dalej, i tak daaalej... Ach, ta pomysłowość gimbazy! <3

To było piękne. :lol:
Chyba najbardziej wrył mi się w pamięć pierwszy opis klasy włącznie z połknięciem jakiegoś kwasu...? Oraz tajemne przejście pod szkołą. :lol:
A przypadkiem nie było też lotniska? xD
Po prostu robię za zły charakter.

a_cappella
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290

Nasze pierwsze opowiadania

Post#54 » 24 maja 2013, o 12:39

Kostucha pisze:To było piękne. :lol:
Chyba najbardziej wrył mi się w pamięć pierwszy opis klasy włącznie z połknięciem jakiegoś kwasu...? Oraz tajemne przejście pod szkołą. :lol:
A przypadkiem nie było też lotniska? xD

Prawda? xD
Połknięciem kwasu? Tego akurat sobie nie przypominam... Tak samo jak lotniska (chociaż niewykluczone, że tam było, ostatecznie wszystko ewoluowało w zabójczym tempie! Coś a propos samolotów kojarzę tylko z tego cuda a'la 'Lost'), ale faktycznie zapamiętałam tajemne przejście pod szkołą, no i nie mogę nie wspomnieć o trójkąciku w sali nr 12. :D

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Nasze pierwsze opowiadania

Post#55 » 25 maja 2013, o 14:17

No, na samym wstępie w opisie. A lotnisko było dlatego, że chyba nikt nas nie chciał i wystartowaliśmy spod szkoły, czyli boiska, lol. Tak, to było to cudo a'la Lost. :)
Po prostu robię za zły charakter.

a_cappella
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290

Nasze pierwsze opowiadania

Post#56 » 26 maja 2013, o 21:29

Hahaha! Szkoda, że tak mało pamiętam! Swoją drogą - ciekawe, co się stało z tymi zeszytami.

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Nasze pierwsze opowiadania

Post#57 » 26 maja 2013, o 21:32

Jak będziemy w wieku, gdzie stoimy tuż nad grobem, to spotkamy się we wspólnym gronie i pośmiejemy się z tego - pewnie wtedy dowiemy się, kto trzyma u siebie te cuda, bo póki co nie widzę na to szans. :D
Po prostu robię za zły charakter.

AngeSkye
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 6

Nasze pierwsze opowiadania

Post#58 » 29 lip 2013, o 13:46

Moje pierwsze... coś, bo opowiadaniem nie można tego nazwać, było o dziewczynie, która wraz z matką i siostrą przeprowadziła się do starego dworu. Miał być to romans z paranormalnym wątkiem, ale przerwałam pisać, nim do czegokolwiek, związanego z fantastyką, dotarłam xD Jakiś czas temu odgrzebałam to ze starty papierów i padłam ze śmiechu - dziecinne pismo, płaskie postacie, a o przecinkach nie wspomnę. Choć z tego wszystkiego dialogi były najgorsze, takie sztuczne i banalne, że miałam ochotę uderzyć głową o blat. Niemniej jednak to początek mojej historii z pisaniem, więc sentyment jest, nawet jeśli to kitch ;p
[center]Artysta jest twórcą piękna.[/center]

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Nasze pierwsze opowiadania

Post#59 » 11 sie 2013, o 20:58

Oto pierwszy tekst-potworek mnie wtedy szesnastoletniego. No straszny jest, ale wtedy zdawało mi się, że wybitny.

Jest gorąco i chcę umrzeć, a ręka świerzbi, by dobyć z majtek rewolwer, nacisnąć spust i poczuć temperaturę po raz ostatni, w postaci żelaznej kuli, a nie palącego słońca. Ale idę, ledwo włóczę nogami, stopy zapadają się w piasku, ale idę, bo do baru kilka kroków, a w barze pijaków mekka.
Drzwi. Wchodzę i potykam się o próg, bo oślepia mnie dym papierosowy, mrużę oczy i znajduję stołek, stawiam walizkę obok. Dłonie mi się kleją, kleję się do blatu.
-Wódki polać – mówię i mylę języki, przecież w Meksyku jestem. Poprawiam się i przechodzę na hiszpański.
-Amerykanin? - pyta barman płynną angielszczyzną.
-Polak właściwie, polej pan. Wódki.
Wlewam w siebie kieliszek, drugi i trzeci, proszę o czwarty. Sięgam po portfel. Barman uśmiecha się i ruchem ręki każe mi schować pieniądze. Dopiero teraz mu się przyglądam, łypie na mnie małymi oczkami spod rudej, wpół wyłysiałej czupryny, a jego twarz, morda raczej, wygląda na twarz recydywisty. Nic dziwnego, bo o ile każdy Meksykanin chce wyjechać do USA, to do Meksyku wyjeżdżają tylko amerykańscy rabusie, mordercy i gwałciciele, ewentualnie mafijni bossowie, ale Rudemu pewnie bliżej do gwałciciela.
-Nic pan nie płacisz – Mówi.
Pali mnie czaszka, mózg składa się z siedemdziesięciu ośmiu procent z wody, moja woda z mózgu pewnie już wyparowała, ale procenty uzupełniam wodą piekielną.
Odwracam się na stołku i rozglądam po sali, podłoga, brud, pianino, odpadający tynk, jest stół do bilardu, ale nie ma kul i kijów, rozkradli pewno. Meksykańska żulernia widząc że się jej przyglądam milknie i patrzy na mnie jak na pupcię pierwszej ujrzanej w życiu blondynki, wysyła spojrzenia spod znaku tych groźnych, albo pedalskich, palą, więc ciężko stwierdzić.
-Na mnie też tak z początku patrzyli i chyba trochę nadal patrzą, ale się przyzwyczaili do facjaty kogoś o karnacji jaśniejszej od opony – ciągnie dalej Rudy – Zresztą nie muszą mnie lubić, ważne żeby lubili moją whiskey. Biznes jest biznes.
Jelita dają o sobie znać, brzuch burczy, burczę.
-Jedzenia też mamy – mówi – Ludzi tutaj stać albo na żarcie, albo picie. Większość woli raczej pić. Maria! Maria, chodź tu do cholery!...
Po schodach schodzi latynoska kobieta, dzicz gwiżdże, chętnie też bym to zrobił. Przestraszona, ale o twarzy godnej, zgrabnie kroczy w kierunku szefa, któremu, zdaje się, jest nie tylko pracownicą, ale też kochanką. Piękna kobieta. I choć oddziałuje na ukrwienie mojego skarbu, nie mam ochoty jej zbezcześcić, raczej zaprosić na lampkę wina, chociaż wina nie lubię. Maria idzie do kuchni.
- Nie chcę się spić, podaj pan czegoś lżejszego – mówię.
Maria już wraca, minęło trzydzieści minut, kolejnych trzydziestu już bym nie wytrzymał, nie, czując zapach żarcia, bo powoduje u mnie mimowolny kiszko skręt. Idzie, nie patrzy na mnie ani na Rudego, ale widzę jej twarz dokładnie, zielone i wodniste oczka, niespotykane w Meksyku, wbite w próżnię, kilka piegów na małym nosku. Stawia przede mną tacę z jedzeniem, podnosi pokrywkę, odchodzi.
- Kochasz pan Meksyk podczas jedzenia, nienawidzisz pan Meksyku podczas srania. Fasola robi swoje – rzuca barman.
Smażony kurczak. Fasola czerwona i nie czerwona, zupa. Placki. Kukurydza gotowana. Papryka i naczosy z sosem. Kocham Meksyk.
Jem, zajadam się, Meksyki patrzą z zazdrością, patrzy też barman, trunki popija.
Podnosi się krzyk i wrzawa, oklaski, odwracam się. Idzie murzyn w czarnych okularach, szura laską po posadzce, ślepy, myślę. Kładzie dłonie na pianinie, ale nie są to smukłe i delikatne dłonie pianisty, a styrane łapska robola. Napiera palcami na klawisze; rozbrzmiewa dźwięk i entuzjazm, dźwięk jazzu rozbrzmiewa, jazzu, bez trąbki i kontrabasu.
- Wpadł tu trzy lata temu, zagrał, i od tamtego czasu gra co wieczór, czarnuch jeden – oznajmia Rudy. – Brązowuch raczej, taki czarny to on nie jest. Mieszaniec, czy co.
Wóda i jazz uderzają do głowy, barman stuka palcami w szklankę i wybija rytm.
- Chciałbym dziewczynę zamówić – mówię.
- Burdel jest na górze – odpowiada Rudy i uśmiecha się – Jakieś konkrety? Gruba, chuda, czarna, zarośnięta, nawet blondynka jest, bierz pan którą chcesz albo i dwie.
- Marii chcę.
Maska wesołka znika, znika hollywoodzki uśmiech i po raz pierwszy widzę jego prawdziwą twarz. Jest zły, myśli intensywnie, oczka jak pięć groszy.
- Zatańczyć z nią chcę, nic więcej.
Tańczę z Marią, spojrzenia wszystkich wbite we mnie i gdyby mogły ranić, wisiałbym powieszony z jaja, z wydłubanymi oczami i wyciętym językiem. Murzyn wali w klawisze i czuje, że nikt tu nigdy nie tańczył, czuje i wali w klawisze jeszcze mocniej, w imię tańca i jazzu rytm rozbrzmiewa i nasze kroki. Rudy widzi wyzywające spojrzenia Marii i wie już, że to jest gorsze, niż gdybym ją splugawił, że to jest gorsze, niż gdybym w nią wszedł. Wie, i drapie się w głowę w miejsca gdzie powinny być włosy, a są zakola.
The words of the prophets are written on the subway walls.

Kiwi
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 556

Nasze pierwsze opowiadania

Post#60 » 13 sie 2013, o 22:20

Ej, Kosteczek, nie ma co się wstydzić, jak na pierwszy tekst, może nie wybitny, ale da się czytać, ładne, zgrabne, do rzeczy, brudne, dialogi płyną, jest fajnie.
Kochasz pan Meksyk podczas jedzenia, nienawidzisz pan Meksyku podczas srania. Fasola robi swoje
Cudo!

Wróć do „Jak pisać?”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości