Jak budować opisy (z "Galerii Złamanych Piór" Feliksa W. Kresa)

Napisanie powieści jest szalenie proste. Napisanie dobrej powieści jest bardzo trudne. Jak pisać opowiadania, tworzyć piękną poezję? Jak szlifować styl, konstruować postaci, angażować czytelnika? Te oraz inne dyskusje, porady oraz rozmowy dotyczące pisarstwa oraz pisania.
Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6510
Zobacz teksty użytkownika:

Jak budować opisy (z "Galerii Złamanych Piór" Feliksa W. Kresa)

Post#1 » 23 sie 2019, o 14:06

Poradnik poniżej jest częścią świetnego cyklu felietonów "Galeria złamanych piór" Feliksa W. Kresa. Jako że te felietony od długiego czasu są niedostępne (książka została wydana laaata temu w małym nakładzie i jest praktycznie nie do zdobycia, a też usunięta została strona autora, na której się znajdowały), zrobiłam długie kopanie w sieci i po odnalezieniu ich, udostępniam poniżej treść jednego z bardzo istotnych na temat tego, jak budować opisy i dlaczego jest tak istotne robienie tego w przemyślany sposób - a jest to tym bardziej obrazowy poradnik, że bazuje na fragmentach tekstu i widać jak na dłoni, w czym rzecz. Naprawdę g o r ą c o polecam.  

 

 

 

 

Jak budować opisy 

 

KĄCIK ZŁAMANYCH PIÓR „Feniks" 1/101 2001 

 

Dla bywalców „Kącika" nie będzie to nic nowego: zacytuję obszerny fragment (prolog) nadesłanego tekstu i będę go ilustrował swoimi uwagami. Od razu mówię, że utwór, na tle tego, co otrzymuję, nie jest katastrofalny (plasuje się w dolnych warstwach średnich). Zaczynamy. 

 

Krzyk. Straszliwy, ochrypły krzyk. Pełen bólu, nienawiści i przerażenia. Kenar starał się przed nim uciec. Lecz to nie było takie proste. Chociaż już nie raz słyszał płaczliwe zawodzenie ludzi prowadzonych na rzeź, nie mógł się wyzbyć litości i żalu nad tymi, którzy ginęli za niego. 

 

Tak więc, Kenar usiłuje uciec przed krzykiem, lecz nie jest to takie proste. Aż dziw, bo przecież zwykle bardzo łatwo jest uciec przed krzykiem. Ale to nie wszystko. Straszliwy, ochrypły krzyk, pełen bólu, nienawiści i przerażenia to - zdaniem autora - płaczliwe zawodzenie. Chłopie kochany... Przecież, gdybym ryknął Ci nad uchem tak jak opisujesz, to czy nazwałbyś ów dźwięk „płaczliwym zawodzeniem"? Być może miałeś na myśli, że oni najpierw zawodzili (nie wiem, prowadzeni na plac kaźni, albo gdzieś?) a ryczeli dopiero w momencie egzekucji, ale z tekstu nic podobnego nie wynika. 

 

- To wszystko wina tego przeklętego starucha - syknął z zajadłą nienawiścią w głosie. - Na Isztar, gdy będę miał okazję, będzie pierwszą ofiarą, jaką złożę Setowi! Wino, tak tylko ono zsyła ukojenie. A ty Pakantrusie dlaczego nie pijesz? 

Zagadnięty mężczyzna chwilę milczał, jakby się nad czymś zastanawiał (może istotnie się zastanawiał? - FWK), po czym odrzekł: 

- Kenarze, to już czwarty człowiek, który był wtajemniczony w nasz spisek! Pętla z każdą chwilą bardziej się zacieśnia. Jeśli chcesz zostać władcą Agrupeae to... 

- Zamilcz - syknął Kenar - nie wiesz, że w tym przeklętym mieście nawet ściany mają uszy? Ale masz rację, musimy działać. Jutro skoro świt, zmienisz straże Najwyższego Kapłana i zastąpisz ich (ich? straże? no ale dobrze, nie będę się czepiał, w końcu to wypowiedź podekscytowanrego faceta; nie musi być idealnie zgodna z regułami gramatyki, ale chciałbym wierzyć, że ta niegramatyczność wynika z zamysłu autora - FWK) oddziałem Amenliego. Rozumiesz? 

- Tak Kenarze.

 

 

Co my tu mamy. No, już dwa plany: ten, na którym ktoś ryczy (kto, gdzie?) i ten, na którym dwaj faceci piją wino i uciekają przed krzykiem. Konia z rzędem temu, kto mi powie, gdzie to wszystko właściwie się dzieje. W jakimś... lochu? W pałacu, a na pałacowym dziedzińcu ucinają, ten tego, ryczącemu pół organizmu? Wyobrazić sobie mogę dwie gadające głowy, zawieszone w próżni; no, prawda, obok jednej głowy jest ręka trzymająca kielich z winem, bo druga głowa nie pije. Do czego zmierzam? Ano do tego, że to nie jest dobry opis sytuacji, albowiem ta sytuacja nie ma wcale tła. Kiepsko z plastycznością opisu. Nie namawiam przecież, by wyliczać duperele bez znaczenia (Dwaj ludzie siedzieli w izbie, która miała drzwi i cztery okna. W izbie znajdowały się: stół, krzesło i wazon, fotel, pianino, trampolina oraz...). Ale trzeba dać czytelnikowi jakiś punkt zaczepienia. Słowo-klucz, które otworzy - że tak ładnie powiem - odpowiednią szufladkę ze skojarzeniami. Bo każdy widział jakąś izbę w kurnej chacie, w zwiedzanym skansenie lub na filmie, dużą albo małą, ze sklepieniem palmowym lub powałą, więc trzeba się do tego dyskretnie odwołać. Zagadnięty mężczyzna milczał, wodząc wzrokiem po klepisku brudnej izby - choćby tak. Mowa o tym gościu, przypomnę, który milczał, jakby się zastanawiał. Otóż gdy milczy, jakby się zastanawiał - jest to milczenie dla utworu jałowe. Jeśli milczy wodząc czymś po czymś (niekoniecznie wzrokiem, bo może wodzić palcem po blacie krzywego stołu - tak?) jest to milczenie nader konstruktywne, bo zawarta zostaje w tekście informacja dla czytelnika istotna. Krzywy stół nie stoi raczej w książęcej komnacie, stoi pewnie w jakimś biednym pomieszczeniu; uruchomiony zostaje w ten sposób łańcuch skojarzeń i czytelnik bez udziału świadomości zbuduje sobie jakieś tło, niedookreślone ale zgodne w ogólnych zarysach z tym, co widzi autor. Lecz oto nowy akapit i: 

 

W tej samej chwili, jakiś niewyraźny kształt, oderwał się od gzymsu jedynego okna komnaty i poszybował w mroczną noc. 

 

A więc nie izba, lecz komnata! Z jedynym oknem, więc wreszcie jest jakiś konkret - powiada się, że lepiej późno, niż wcale. Okno ma gzyms (zamiast parapetu, jak rozumiem) a na gzymsie siedział (leżał?) kształt, jakiś niewyraźny. 

Jedźmy dalej. Akapitu ciąg dalszy: 

 

Z każdą chwilą zbliżał się (ten jakiś kształt niewyraźny, oderwany od parapetu - FWK) do olbrzymiej wieży, znajdującej się w centrum miasta.  

 

Brawo! Nie mieliśmy nic, za to teraz, w dwóch zdaniach, mamy wszystko: okna komnaty, noc, olbrzymią wieżę i centrum miasta - szanownego czytelnika uprasza się, by sobie to po ludzku w dwie sekundy poskładał. Ale mało tego, bo: 

 

Wieża ta, mimo, że panowała noc, była dobrze widoczna. Materiał, z którego została wzniesiona, miał dziwną właściwość: w blasku dnia zdawał się pochłaniać światło słońca, nocą zaś ten sam materiał (no jasne, że ten sam; czy ktoś mógł go zmieniać wieczorem? - FWK) powodował, że wokół wieży rozciągała się jasna poświata. Gdy twór (sic!) znalazł się przy niej, wpadł do środka przez jedno z małych okienek, znajdujących się u jej szczytu. Przemykając przez zakurzone i ciemne korytarze, tylko sobie znanym sposobem, dotarł w końcu do jasno oświetlonej sali. 

 

Najpierw - nic. Próżnia doskonała, a w niej krzyki potępieńcze i głowy gadające. Potem nagła wolta: autor gotów detalicznie opisać strukturę cegieł tej cholernej wieży, okienka małe u stropu, korytarzyki, panie, zakurzone a kręte, wreszcie salę rzęsiście oświetloną, do której to sali dociera... no, wiadomo, „twór". Najpierw żadnych tropów, podpowiedzi - nic i nic. Potem - wszystkiego w nadmiarze. Rzec by się chciało za Tuwimem: „Ten czarny tłok i nagła pustka/ Są jak w dominie mydło-szóstka". Bo czyż nie? 

Niestety. Opis, a zwłaszcza opis szczegółowy, podany być musi zgodnie z pewnymi regułami. Pisałem już kiedyś o tym: myślimy tak, jak widzimy, trudna rada. Oko ludzkie rejestruje najpierw światło, potem ruch, a dopiero na końcu kształt i rozmaite detale. Nie można opisywać olbrzymiej wieży tkwiącej w środku uśpionego miasta - dopiero na końcu podając informację, że świeciła niczym golas w ambasadzie. Bo wszyscy, idę o zakład, zdążyli już sobie wyobrazić te wieżę jako ponury, ciemniejszy od nocy kształt, odcinający się co najwyżej od granatowego nieba. A potem nagle „nie, nie, pardon - powiada autor - chodziło mi o choinkę". 

Na tym nie koniec, niestety. 

 

Sala była niewielka.
 

 

Tako rzecze autor. Więc, na miłość boską, dlaczego „sala", zamiast „izba"? Ostatecznie pokój, salka, komnatka... Ale - sala? I znów trzeba korygować obraz, który już się zmaterializował. 

 

Przytłaczające wrażenie sprawiały setki, jeśli nie wręcz tysiące książek, woluminów i papirusów, zalegających półki oraz olbrzymi stół, stojący na środku sali. 

 

Autorze! Autorze, na Boga, co Waćpan wypisujesz! Więc duże czy małe było to pomieszczenie? Setki albo i tysiące książek, woluminów - przecież to się nie zmieści w przerobionej na pracownię ubikacji! Zdaje mi się z jakiegoś powodu, że te książki to nie były „harlequiny"? Na dodatek olbrzymi stół (olbrzymi! nie duży, nie wielki, lecz olbrzymi! wyżej w hierarchii są już tylko stoły gigantyczne, względnie monstrualne!) stojący POŚRODKU SALI. Niczym taboret na podłodze w kuchni. Jaka była ta duża/niewielka sala/salka Autorze? Ile Twoim zdaniem metrów kwadratowych może mieć niewielkie pomieszczenie nazywane salą, pośrodku którego stoi ogromny stół, a wzdłuż ścian piętrzą się regały z tysiącami książek?  

 

Mapy na nim (na stole - FWK) rozwinięte przedstawiały niejednokrotnie królestwa, które od wieków już nie istniały, a o których pamięć zaginęła w pomrokach dziejów. 

 

Niestety, źle. Mapa nie może przedstawiać czegoś niejednokrotnie - co najwyżej niektóre z tych map przedstawiały królestwa, podczas gdy inne... coś innego, w każdym razie nie pradawne królestwa. 

 

Przy stole siedział na wpół pochylony starzec Wtem drgnął. Będąc w symbiozie z tworem wyczuł jego obecność. Postać starca przyjęła pozę wyczekiwania... 

 

Pozę wyczekiwania przyjęła. Postać starca. Bardzo proszę, by każdy teraz usiadł sobie na krześle i przyjął swą na wpół pochyloną postacią pozę wyczekiwania. Autorze? Jak postać przyjmuje pozę wyczekiwania? 

I na tym koniec prologu. 

Specjalnego podsumowania nie będzie, bo chyba wystarczająco wyraźnie przedstawiłem swoje zastrzeżenia i wszyscy wiedzą, o co mi chodzi. Jeszcze tylko dwa słowa do Autora. Wiem, że trochę boli, kiedy ktoś jak czołg przejedzie się po tekście. Ale nie rozwalam tu nikogo dla zboczonej przyjemności. Nie nalegam, byś przysłał mi kwiaty, ale z listu zrozumiałem, że zamierzasz kontynuować pracę nad tym tekstem; mam nadzieję, że trochę Cię przystopowałem. Dobrze uczyniłeś, przysyłając mi początek. Jest to na razie zalążek bardzo słabego dziełka i jeśli nie podszlifujesz umiejętności warsztatowych, to pisanie ciągu dalszego zupełnie mija się z celem. Przykro mi. W każdym razie, nie zdradzając przed czytelnikami swojej tożsamości dowiedziałeś się dzisiaj, że sporo ciężkiej pracy przed Tobą. Lepsze to, niż wydać własnym sumptem książczynę, nad którą później, w sąsiedniej rubryce, jawnie i publicznie będzie pastwić się Różowa Lula. Bo to przecież do niej trafiają ci, którzy nie trafili najpierw do mnie. Lub nie wyciągnęli żadnych wniosków.  

 

Feliks W. Kres


Awatar użytkownika
zapachmaciejki
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125
Zobacz teksty użytkownika:

Jak budować opisy

Post#2 » 23 sie 2019, o 16:42

Przeczytałam z ogromną ciekawością :-) Mam nieodparte wrażenie, że ten tekst zamieściłaś tu dla mnie Camenne. Tym bardziej się cieszę, bo to oznacza, że chcesz bym się uczyła, a nie zaprzestała pisania :D 

Zastosuję poprawki, oczywiście na tyle, na ile będę umiała. Pozdrawiam :-)


Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6510
Zobacz teksty użytkownika:

Jak budować opisy

Post#3 » 23 sie 2019, o 16:48

Poniekąd tak, ale generalnie na forum brakuje takich tematów, do których każdy mógłby zajrzeć po sensowne porady, a w końcu na tym uczenie się również polega. Nie trzeba samemu próbować wymyślać koła, skoro można skorzystać z rad i spojrzenia ludzi, którzy sami już tę drogę przeszli. Postaram się odszukać inne felietony Kresa, by je wrzucić na forum.

Awatar użytkownika
Alchemik
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1330
Zobacz teksty użytkownika:

Jak budować opisy

Post#4 » 24 sie 2019, o 01:00

Lubię Kresa za jego powieści. 

 

Wszystkie te nauki skłaniają się do naturalności. 

Ja nie muszę ich rozumieć. 

Trzeba poczuć, że pomiędzy sceną i rzeczywistością jest odrobina miejsca na wpasowanie swojej naturalności. 

Co przez to rozumiem? 

Aktor na scenie albo odgrywa role, albo wczuwa się w rolę. 

Minimalna różnica dzieląca dwa światy. 

Nawet w najbardziej fantastycznym i groteskowym świecie, który tworzysz, bądź sobą. 

Możesz też wyobrazić sobie opętanie, w którym jesteś i nie jesteś sobą. 

Naturalnym jest, że wtedy walczysz. 

Na scenie. 

Przestajesz być drętwym. 

 

W kwestii opisów. 

Jeżeli Twoja opowieść jest magiczna, to postaraj się, żeby opisy były jak najprostsze. 

Jeżeli Twoja opowieść jest sucha poniżej rzeczywistości, to ubarwiaj opisem. 

 

Jurek


kresowa pani

Jak budować opisy

Post#5 » 24 sie 2019, o 15:43

Alchemik pisze:Lubię Kresa za jego powieści. 

 

Wszystkie te nauki skłaniają się do naturalności. 

Ja nie muszę ich rozumieć. 

Trzeba poczuć, że pomiędzy sceną i rzeczywistością jest odrobina miejsca na wpasowanie swojej naturalności. 

Co przez to rozumiem? 

Aktor na scenie albo odgrywa role, albo wczuwa się w rolę. 

Minimalna różnica dzieląca dwa światy. 

Nawet w najbardziej fantastycznym i groteskowym świecie, który tworzysz, bądź sobą. 

Możesz też wyobrazić sobie opętanie, w którym jesteś i nie jesteś sobą. 

Naturalnym jest, że wtedy walczysz. 

Na scenie. 

Przestajesz być drętwym. 

 

W kwestii opisów. 

Jeżeli Twoja opowieść jest magiczna, to postaraj się, żeby opisy były jak najprostsze. 

Jeżeli Twoja opowieść jest sucha poniżej rzeczywistości, to ubarwiaj opisem. 

 

Jurek

 

 

„Ogary poszły w las”. O konstruowaniu opisowego sztafażu 

 

Dlatego że od najwcześniejszych lat, czyli od momentu, kiedy zaczynałam przelewać na papier swoje – powiedzmy, że oryginalne myśli - zostałam uznana przez swoich nauczycieli za „małą mistrzynię opisu”, w związku z czym dołączywszy do dyskusji w niniejszym poście, to postaram s własnymi słowami oraz na podstawie indywidualnego doświadczenia zarekomendować kilka uwag. 

 

Niedawno pisałam o „wyższości prozy nad poezją” podając jako przykład opowiadanie „Cruiser”, w którym – abstrahując oczywiście od paru ortograficzno-stylistycznych potknięć – mamy praktycznie wszystko, w tym: pomysł i wartki bieg akcji okraszone wewnętrznymi wynurzeniami bohaterów, wśród których, przykładowo: 

 

a) ” Dziewczyna z niemym zachwytem przyglądała się nieznajomemu – wysoki, potężny mężczyzna, ubrany w wojskowe buty, błękitne dżinsy i czarną, wzmocnioną kevlarem kurtkę siedział na masywnym, czarnym jak sama śmierć Road Star 1700. Maszyna mruczała cicho na wolnych obrotach czterocylindrowego V-twina, jakby zirytowana nieoczekiwanym postojem, a chromowane, lśniące w letnim słońcu elementy błyszczały królewskim blaskiem, zmuszając autostopowiczkę do zmrużenia oczu.” 

 

b) aby nieco później: 

 

„Zacisnęła zęby i skupiła się na podziwianiu widoków – Wisła lśniła jak pomalowana srebrem – fale odbijały promienie słońca, błyszczały niczym ruchomy obraz w galerii, dając wrażenie nieuchwytności przemijania.”  

 

Bowiem prozaik musi mieć przede wszystkim: 

 

a) malarskie widzenie świata, a to już jest zapalona w nim „Boża iskra”, którą się posiada albo w ogóle nie jej nie ma i jednocześnie: 

 

b) owo myślenie poprzez spoglądanie obrazami nie jest w żadnym wypadku zarezerwowane tylko dla "wykształconych". Tu m. in. niech nam posłużą jako tzw. „exempla” ludowi gawędziarze: dowcipni, elokwentni o bogatym, plastycznym słownictwie, którzy potrafią zapędzić w przysłowiowy kozi róg niejednego inteligenta. I to właśnie w sytuacji kreowania tychże opisów w formie sztafaży, kiedy: 

 

„Ogary poszły w las. 

 

Echo ich grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym. Zdawało się chwilami, że nikły dwugłos jeszcze brzmi w boru, nie wiedzieć gdzie, to jakby od strony Samsonowskich lasów, od Klonowej, od Bukowej, od Strawczanej, to znowu jakby od Jeleniowskiej Góry... Gdy powiew wiatru nacichał, wynurzała się cisza bezdenna i nieobjęta na podobieństwo błękitu nieba spomiędzy obłoków i wówczas nie słychać było nic a nic. 

[…] 

Rafał, plecami oparty o pień grubego buka, stał bez ruchu i nasłuchiwał.” (Stefan Żeromski: „Popioły”) 

 

w związku z czym, to my adepci winniśmy bądź starać się doskonalić tę naszą wrażliwość, samokrytycznie zakładając, iż mamy do tego określony talent. 

Nauczyć oraz wyuczyć się można wszystkiego z rzępoleniem na smyczkowych instrumentach włącznie, wszak cała tak przez nas pożądana umiejętność zostanie pozbawiona właściwego sobie oraz dla siebie „ducha” (esprite’u). A nam przecież cały czas marzy się sztuka?


Awatar użytkownika
Alchemik
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1330
Zobacz teksty użytkownika:

Jak budować opisy

Post#6 » 24 sie 2019, o 22:38

Opis występuje zarówno w prozie jak i w poezji. 

Opis jest tłem opowieści. 

Ale niekoniecznie. 

Niekiedy opis steruje opowieścią. 

Opis nie jest tylko dekoracją. 

Opis powinien żyć. 

Często połykałem drętwe opisy w opowiadaniach, w których akcja wciągała. 

A to jest złe. 

Opis powinien wciągać. 

Opis może być też akcją. 

 

Ogary poszły w las... 

Natenczas Wojski zadął w swój róg bawoli... 

Opis to aktywny świat określonego Uniwersum. 

 

Jako adepci bierzmy przykład z Boga. 

Czyli rozejrzyjmy się wokół. 

Jeżeli stwarzamy swój własny wszechświat, nie musimy tego robić na podobieństwo, oprócz jednego, zasadniczego... 

Powinien żyć, być aktywny. 

Wpływać na zachowanie naszych bohaterów. 

Opis nie jest dodatkiem i dekoracją. 

Musi tworzyć całość z zanurzonymi weń aktywnymi kreacjami.


Awatar użytkownika
Cam
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 6510
Zobacz teksty użytkownika:

Re: Jak budować opisy

Post#7 » 24 sie 2019, o 23:03

Alchemik pisze:W kwestii opisów. 

Jeżeli Twoja opowieść jest magiczna, to postaraj się, żeby opisy były jak najprostsze. 

Jeżeli Twoja opowieść jest sucha poniżej rzeczywistości, to ubarwiaj opisem. 

 

Jurek

 

To jest trafne i jednocześnie niesamowicie użytkowe, ująłeś prosto w słowach bardzo wartościową radę, każdy, nawet najbardziej początkujący, skorzysta - bo zrozumie i poczuje, w czym rzecz. Sugestii z dalszych postów aspirujący prozaik nie będzie w stanie wykorzystać, a, nie oszukujmy się, ten temat, bo i poradnik Kresa, jest właśnie do nich skierowany, poniekąd do nich powinny też być adresowane ewentualne porady pod nim. Nie zapominajmy, że osoby początkujące często nie tylko często boją się opisywać, bo na przykład nie chcą nudzić czytelników (częste szkolne urazy po Nad Niemnem, mam wrażenie :P), ale wręcz nie wiedzą, jak się za to zabrać. Mają jakiś obraz w głowie, że nie potrafią go przenieść na tekst.  

Dla takich wartościową radą jest, że na przykład mogą piórem podążać za własnym wzrokiem. Niby oczywiste, ale nie dla wszystkich, że gdy opisują nawet coś tak prostego jak krajobraz - mogą tak zwyczajnie przelewać w słowa to, co widzą, czy to dosłownie fizycznie, czy wyobraźnią. Bo czasem nawet muszą zacząć od obserwacji natury, by odblokować w swojej wyobraźni to, co pozwoli im potem widzieć to samo po prostu w głowie.  

 

A nawet jak przeleją, to czasem tak, że czytelnik w tym tonie z różnych względów lub np. brakuje temu sensu. To ostatnie akurat Kres dobrze zobrazował komentarzami do tekstu, który oceniał ;)


Wróć do „Jak pisać? Poradniki pisarskie i dyskusje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości