[Doctor Who] Ciemność

Stare teksty z działu Fantastyka.
Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

[Doctor Who] Ciemność

Post#1 » 30 wrz 2013, o 20:46

Dalej zalewam forum. :D

Ciemność

Zmaterializował się z głośnym trzaskiem tuż obok placu budowy w samym centrum miasta. Jego nagłe pojawienie się nie wzbudziło jednak niczyjego zainteresowania. W tych czasach ludzie bali się wychodzić na ulice po zapadnięciu zmroku i patrolowana często przez policję okolica była całkowicie opuszczona o tak późnej godzinie. Nocne życie toczyło się w innych zakamarkach metropolii, słyszał odbijające się echem odgłosy opon i, od czasu do czasu, pijackie krzyki. Mocny, chłodny wiatr szarpnął jego płaszczem, więc opatulił się nim ściślej, zerkając w górę, na dwa szkielety konstruowanych właśnie wież, które ponad trzydzieści lat później miały pogrzebać pod swoimi gruzami dwa tysiące ludzi. Teraz, wciąż jeszcze nieukończone, były symbolem nadziei, że pogrążone w biedzie i wyludnione miasto znów zacznie rozkwitać. Lata siedemdziesiąte naprawdę nie były najprzyjemniejszym okresem historii. Jack nie lubił wracać do Ameryki, szczególnie nie po tym wszystkim, co spotkało go w czasie ostatnich miesięcy, lecz tym razem nie mógł się oprzeć przed odpowiedzią na tajemnicze wezwanie, które jego naprawiony na nowo manipulator czasoprzestrzenny odebrał kilka godzin wcześniej. Mimo tego, nie chciał zostawać tutaj na długo. W tym kraju nie czekało na niego nic, poza dziesiątkami lat złych wspomnień.
Ukrył ręce w kieszeniach, starając się odzyskać krążenie w zmarzniętych palcach i ruszył w drogę, rozglądając się uważnie. Skręcił w pierwszą z brzegu uliczkę odchodzącą od głównej alei, zagłębiając się w ciemność, z dala od jasnych świateł. Nie był pewien, czego szuka, wiadomość podawała jedynie prośbę o pomoc, czas i miejsce, nic więcej. Gwen pewnie powiedziałaby, że jedynie niepotrzebnie pakuje się w pułapkę, ale teraz niewiele osób mogło mu zgrozić. Po tym wszystkim, co przeżył w Torchwood, nóż wsadzony w żebra byłby jedynie niemiłym przerywnikiem.
Odgłos kroków wyrwał go z zamyślenia, powodując, że przystanął, nasłuchując uważnie. Dźwięk nie był głośny, gdyby nie lata treningów w Agencji pewnie przeoczyłby go całkowicie. Wyłowił go jednak spośród ciszy, przygotowując się na atak. Cienie dookoła niego poruszyły się, gdy nagle coś uderzyło go w brzuch z całej siły, aż zgiął się w pół z bólu. Doszedł do siebie szybko, i, nie widząc niczego w ciemności, sięgnął na oślep, cudem chwytając napastnika za rękę. Z zaskoczeniem odkrył, że szamocąca się rozpaczliwie postać była zaledwie dzieckiem.
- Puść mnie, nie wrócę tam nigdy, nie zmusicie mnie do tego! - krzyknęła dziewczynka, usiłując się uwolnić.
- Spokojnie, nie mam zamiaru cię skrzywdzić, uspokój się… Spokój! - warknął w końcu, a ona posłuchała, niemalże bezwolnie stosując się do rozkazu.
Jej oczy rozszerzone były przerażeniem, a strój, poszarpany i brudny, wisiał na wychudzonej sylwetce, w ogóle nie chroniąc przed zimnem. Miała bose stopy, a obdarte do krwi ręce dygotały. Gdy tylko poluzował uchwyt na jej ręce, wyrwała się i odskoczyła do tyłu, chwiejąc się i krztusząc. Gdy odkaszlnęła, pomarańczowozłota smuga światła wydobyła się z jej ust razem z oddechem, znajoma i niepokojąca zarazem, bo Jack widział już taki blask i wiedział, że nie oznacza niczego dobrego. W takim razie wiedział już, dlaczego tu trafił. Starając się nad tym nie zastanawiać, zdjął swój własny płaszcz, narzucając go na jej ramiona, zanim zdążyła zareagować. Zignorował przenikający chłód zimowej nocy, bo on w końcu nie musiał martwić się śmiercią z wyziębienia. Odrzucając od siebie myśl o śmiertelnym zapaleniu płuc, wyciągnął dłoń w kierunku policzka dziewczynki, dotykając później czoła. Gorączka, i to wysoka, stwierdził natychmiast, zastanawiając się, co powinien zrobić. Bez odpowiedniej opieki, w ciągu kilku dni choroba pokona ją całkowicie, jeżeli on jej nie pomoże.
- Trzeba było tak od razu - powiedziała, podchodząc do niego bliżej. Jej głos był zachrypnięty, od krzyku, albo kaszlu, nie potrafił stwierdzić. Odrzuciła splątane czarne włosy na plecy, opatulając się ściśle jego płaszczem. - Czegokolwiek nie chcesz, płatne z góry - dodała monotonnym głosem, a on zamarł, zmrożony samą myślą i nagle poczuł się o wiele za staro.
Dziewczynka nie mogła mieć nawet trzynastu lat. Jack nie był pozbawiony złudzeń, wiedział jak działa świat na długo przed tym, jak spotkał Doktora. Każde przypomnienie powodowało jednak, że coraz bardziej miał ochotę pozostawić tę planetę daleko za sobą i nigdy więcej tu nie wracać. Tymczasem potrząsnął głową i zapytał:
- Jak masz na imię?
- Melody - odpowiedziała, po czym skrzywiła się lekko i przekręciła głowę, namyślając się. - Nie, nie podoba mi się - zdecydowała. - Niech będzie Mels.
- Mels - powtórzył i kucnął, patrząc jej prosto w oczy, pomimo ciemności, które panowały dookoła. - Nie jestem tutaj, żeby płacić ci za seks. Jestem tutaj, żeby ci pomóc.
Prychnęła, odwracając się na pięcie.
- W takim razie tylko marnujesz mój czas - oświadczyła. - Zabieraj się stąd, zanim złapie cię ktoś gorszy niż ja. To niebezpieczna okolica, słońce, nie każdy może być tak litościwy, wiem coś o tym. - Zmrużyła oczy, przyglądając mu się w mroku. - Wyglądasz dziwacznie, więc to i lepiej.
Nagle zaniosła się kaszlem, nie mogąc zmusić się do przerwania.
- Umrzesz, jeżeli tu zostaniesz - powiedział neutralnym tonem, obserwując jej reakcję. - Znowu. - Zaryzykował.
- Trudno - odparła, nie zwracając nawet uwagi na jego słowa. - Mam jeszcze parę żyć do stracenia.
- Masz tu kogoś, u kogo mogłabyś sie zatrzymać?
- Myślisz, że wtedy byłabym tutaj?
- Możesz zostać u mnie, jeżeli chcesz. Przynajmniej dopóki nie wyzdrowiejesz.
- Taa, pozwolisz mi u siebie zostać i wiesz jak to się skończy? - Chuchnęła na ręce, pozwalając złocistej energii zatrzymać się na skórze. - Ostatni facet, który postanowił być tak dobry i mnie przygarnął, teraz nie pamięta nawet, jak się nazywa.
- Mels, jesteś jeszcze tylko dzieckiem, musisz mieć opiekę.
Zachichotała, a jej śmiech przerodził się w głęboki, nieustający kaszel. Jej oczy szkliły się od gorączki.
- Nie jestem dzieckiem, tylko tak wyglądam - stwierdziła, po czym zachwiała się, wyraźnie wykończona rozmową i atakiem sprzed chwili, oddychając ciężko i nierówno. Gdy jej kolana ugięły się, złapał ją i wziął na ręce.
- Ktoś wysłał mnie tutaj po ciebie - powiedział stanowczo. - Więc nie zamierzam pozwolić ci zamarznąć na śmierć.
- Nie - zaprotestowała słabo, wpijając palce w materiał jego koszuli. Był ciepły, a ona od tak dawna nie czuła nic, poza chłodem. - Zabiją cię, jeżeli mnie znajdą.
Nie zapytał, kim są oni, stwierdzając, że chwilowo priorytetem było dostanie się jak najszybciej do niezadającego niewygodnych pytań lekarza. Na całe szczęście znał idealną osobę.
- To się dobrze składa - oświadczył z uśmiechem, poprawiając uchwyt na leciutkiej dziewczynce w jego ramionach - bo ja nie mogę umrzeć.
Wcisnął guzik na manipulatorze czasoprzestrzennym, a Nowy Jork zniknął dookoła nich, zmieniając się w wejście do londyńskiego apartamentowca, wiele lat później. Zanim dziewczynka zdołała zaprotestować, przerzucił jej ciężar na jedną rękę i drugą wybrał numer do mieszkania Smithów.
- Mickey! - Uśmiechnął się do domofonu po chwili, widząc znajomą twarz na ekranie. - Martha jest w domu? Wygląda na to, że potrzebujemy jej pomocy.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Tagi:

Capitano L
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 104

Ciemność

Post#2 » 30 wrz 2013, o 21:53

Zazwyczaj, gdy w kontekście DW widzę imię "Jack", to zaczynam głośno ziewać, ale w tym przypadku...W tym przypadku powiem tak: jest szansa na kontynuację? :)

Edit, coby nie nabijać postów:

Lira pisze:Mogę wnioskować, że się podoba? XD


Jasne, że tak :)
Jak się nie ma, co się lubi
To nie lubi się i tego, co się ma


Andrzej Poniedzielski

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Ciemność

Post#3 » 30 wrz 2013, o 22:12

Hmm, tak i nie. :D To miniaturka z rozplanowanej serii, ale jako takiej, płynnej kontynuacji raczej nie planuję. Mogę wnioskować, że się podoba? XD
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Balthuza
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Ciemność

Post#4 » 18 lis 2013, o 18:30

Oooh, Jack! I nie ma Ianto, więc nie ma mnie co traumatyzować! Jakaś nowość...
Tak, zgorzkniała, mała Mels jest absolutnie... cóż, cudowna to nie jest może właściwe słowo, ale takt i ogólnie przyjęte zasady dobrego wychowania nie są moją najmocniejszą stroną, więc tak, cudowna. Ledwie wycinek, chwila, ale według mnie - dobrze, że nie jest kontynuowane, takie jest idealne, nie ma potrzeby tego rozciągać, straciłoby swój urok.
There’s a monster at the end of this book. It’s the blank page where the story ends and you’re left alone with yourself and your thoughts.

May you find love. May you find it, wherever it's been hidden. May you find who has been hiding it and exact revenge upon them.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Ciemność

Post#5 » 18 lis 2013, o 18:40

Dziękuję! :serce: Chociaż teraz czuję, że zawiodłam, jak to tak, bez traumy...
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1954

Ciemność

Post#6 » 28 wrz 2014, o 20:30

Bardzo dobry tekst, moim zdaniem. Każde słowo łączy się z kolejnym idealnie tworząc idealne zdania. Nic za dużo, nic za mało, wszystkiego w sam raz. Każde zdanie wynika z poprzedniego i na odwrót. Naprawdę gratuluję. Wydaje mi się, że bardziej pasuje „tę planetę” i nie lubię powtórzeń: „krzyknęła dziewczynka”, „krzyknął w końcu”.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Ciemność

Post#7 » 30 wrz 2014, o 10:24

Dziękuję za komentarz, agathas. Oczywiście masz rację, zaraz poprawię ę i postaram się pozbyć powtórzeń. Cieszę się, że Ci się podobało. :D
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Zireael
Lewa ręka ciemności
Lewa ręka ciemności
Posty: 219

Ciemność

Post#8 » 10 sty 2015, o 17:12

Ha, no wiedziałam, że stara gwardia zawsze pisze teksty na poziomie! :D

Podobało mi się bardzo - bohaterowie mają swój charakter, a nie każdy potrafi dobrze opisywać w tak krótszej formie. I podpisuję się pod wszystkimi - z jednej strony chciałoby się więcej, z drugiej zaś opowiadanie tworzy fajną, zamkniętą formę i kontynuacja nie jest konieczna. Chyba że masz ochotę to wiesz, nie krępuj się xD

Jedyne, co mi zgrzytnęło to "a Nowy Jork zniknął dookoła nich, zmieniając się (...)". "Zniknął" sugeruje czas przeszły dokonany, a "dookoła nich", mimo że nie sugeruje bezpośrednio czasu, to jednak mówiąc "dookoła nich" czytelnik ma wrażenie, że to coś obserwowalnego przez bohaterów w danym momencie, jak wyrażenie "dookoła nich panowały nieprzeniknione ciemności". Później z kolei używasz "zamieniając się", więc coś, co jest w procesie zmiany teraz. Może lepiej byłoby użyć "Nowy Jork znikał dookoła nich, zamieniając się (...)"?
A może to tylko ja ;) W każdym razie - gratulacje!
Salve lux post tenebras!

www.alternation.pl / www.alternation.eu

Awatar użytkownika
Vampircia
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 193

Ciemność

Post#9 » 14 lis 2015, o 17:42

No proszę, jednak fandom DW/Torchwood ma się tu dobrze. Cieszę się, że wrzuciłaś do tego fanfika Jacka, bo bardzo lubię tą postać. Motyw z Melody mnie zaciekawił, tylko szkoda, że tak to się skończyło. Moim zdaniem ten tekst nie nadaje się na miniaturę, jego forma ewidentnie przypomina rozdział większej całości. No cóż, skoro umiesz dobrze pisać, to może w takim razie poszukam innych twoich fanfików.
Obrazek

Wróć do „Szuflada fantastyczna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości