[Hoozuki no Reitetsu]Sto zgubionych wspomnień

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338

[Hoozuki no Reitetsu]Sto zgubionych wspomnień

Post#1 » 21 kwie 2014, o 20:50

Włożyłam w poniższy tekst nieproporcjonalnie dużo researchu i mam wrażenie, że powinnam była włożyć w niego nawet więcej, ale po kilku godzinach spędzonych na wybieraniu rodzaju spinki trochę się z tym poddałam. Cóż, teraz za późno. Jestem okropnym człowiekiem i wzięłam bohaterów oryginalnych i nadpisałam ich historię. Poniżej kanoniczność w zasadzie tylko imienna, jeżeli o Hakutaku chodzi. Reszta to mitologia japońska.

Sto zgubionych wspomnień


Obudził go dźwięk dzwonków i odgłos wielu stóp przesuwających się po wysokich trawach rosnących tuż przy wiodącej do świątyni drodze. Musiało być już po północy i wiedział, że nadal nie zaczęło świtać. Wszystkie lampiony na zewnątrz przygasły. Pomimo tego zza przepierzeń wyraźnie dostrzegał plamy światła, wielobarwne i wiecznie pozostające w ruchu. Zaciekawiony rozsunął drzwi, wychodząc boso na podwórze.
Pierwszym, co ujrzał, były przedzierające się przez leśną gęstwinę błyski. Niebieskie i czerwone ognie goniły się wśród liści, co chwilę znikając i rozpalając się na nowo. Chłopiec przetarł oczy, nie mogąc uwierzyć w to co widzi, po czym niepewnie podszedł bliżej, przedzierając się przez zasłonę gęstej roślinności.
Długie, pokryte łuskami ciało smoka przesuwało się po ziemi z lekkością i gracją. Tuż obok wodny tygrys człapał ciężko, trzymając w rękach lampion i usuwając się z drogi przelatującej nad nim ognistej kuli. Otoczony płomieniami ptak o twarzy psa niemalże musnął go końcem skrzydła, zmierzając na sam przód pochodu i klucząc wśród dziesiątek innych, wyjętych wprost z koszmarów postaci. Każde z nich szło w tym samym kierunku, nie tracąc z oczu wspólnego, odległego celu. Chociaż chłopiec stanął niemalże przy samej drodze, dopóki nie ruszył się z miejsca, nikt nawet nie zerknął w jego stronę.
Ostre szpony wbiły się w ziemię tuż obok, a on wzdrygnął się ze strachu, natychmiast zwracając na siebie uwagę potwora. Zanim jednak ushi-oni zdążył zatopić w nim swoje długie zęby, biały ogon owinął się dookoła chłopca, osłaniając go przed ciekawskim i wrogim wzrokiem. Głośny trzask wachlarza sprawił, że sześcionogi demon natychmiast cofnął się na swoich pajęczych kończynach, uciekając w popłochu.
— Nieznajomi nie są tu mile widziani — powiedział wyglądający niemalże na człowieka youkai, który podszedł do chłopca, zostawiając swój lampion pod opieką towarzyszącej mu kobiety. — Zazwyczaj czeka ich nieciekawy koniec.
Chociaż ton jego głosu miał być w zamierzeniu ostry, wciąż dało się w nim usłyszeć rozbawienie. Odpowiedziało mu jednak tylko milczenie. Chłopiec wpatrywał się w niego beznamiętnie, ale skorzystał z okazji i gdy youkai pochylił się nad nim, schwycił jeden z długich rękawów ozdobnej szaty, wyraźnie woląc towarzystwo nieznajomego od podążających swoją drogą potworów tuż obok. Widząc to, youkai kucnął przed chłopcem i uwolnił swój rękaw, chwytając jego rękę w swoją.
— Powiesz mi jak ci na imię?
— Nie.
Przechylił głowę z zainteresowaniem, a ozdoby w jego włosach zadzwoniły głośno, plątając się wśród długich, czerwonych wstążek.
— Dlaczego?
— Nie dam ci przewagi - oświadczył chłopiec poważnie, na co youkai zaśmiał się, wciąż nie wypuszczając jego dłoni.
— Nie jestem demonem, który ukradnie ci duszę, gdy zdradzisz mu swoje imię. Chociaż akurat takich tu nie brakuje — zapewnił niedbale. — Zwą mnie Hakutaku. — Uśmiechnął się. — Czasami.
Gdy znów odpowiedziało mu milczenie, postanowił kontynuować:
— Jesteś daleko od domu — zauważył.
— Nie mam go wcale — odpowiedział beznamiętnie chłopiec. — Mieszkam w przydrożnej świątyni.
— I mimo to nie masz na sobie żadnej ochrony? — Hakutaku potrząsnął głową z niedowierzaniem. — Jestem jedynie gościem, dlatego nie mogę zaprosić cię do dołączenia do reszty. — Zastanowił się przez chwilę, zerkając na otaczający ich tłum demonów. — Ale jeżeli zostaniesz tutaj, to prędzej czy później zostaniesz pożarty.
— Pozwolisz im mnie zabić?
— Być może. — Przyjrzał się dziecku badawczo. — Nie boisz się tego?
— Nie. To byłoby zrozumiałe. — Chłopiec obserwował go ze spokojem. — Chociaż bezsensowne, skoro postanowiłeś mnie raz uratować, panie Hakutaku.
Hakutaku potrząsnął głową z rozbawieniem.
— Racja, w końcu nie mogę być aż tak nielogiczny.
Odpiął ze swych włosów błyszczący ornament ozdobiony wizerunkiem dwóch srok i wsunął go w czarne kosmyki wciąż wpatrującego się w niego chłopca. Uśmiechnął się widząc, że ręka dziecka natychmiast podążyła do ozdoby, dotykiem sprawdzając, co znalazło się na jego głowie.
— Wracaj do swojej świątyni, chłopcze — powiedział. — I nie opuszczaj jej, gdy za twoim progiem czają się demony.
Hakutaku machnął wachlarzem, a błękitny ogień pojawił się znikąd tuż przed nim, przelewając się przez powietrze jak zawieszona w przestrzeni woda. Nie potrafił zostać w jednym miejscu, migocząc zataczał małe koła, wznosił się i opadał.
— Dopilnuj, by chłopiec bez przeszkód wrócił na swoje miejsce — rozkazał Hakutaku. — I zostań z nim tak długo, jak uznasz za stosowne.
Niebieski płomień zatańczył w powietrzu, przesuwając się w stronę chłopca. Gdy ten zbliżył się za bardzo, jego twarz owionęła fala gorąca, a pośród najmniejszych z płomieni zdołał dostrzec parę wpatrujących się w niego białych oczu. Ognisty duch szybko wyczuł jego niepewność i zamiast unosić się przed nim w powietrzu, opadł na jego dłoń, owijając długi warkocz płomieni dookoła nadgarstka dziecka.
Hakutaku przyglądał im się z uśmiechem, ledwo widocznym pod osłaniającą jego oczy przesłoną, na której czerwonym atramentem wymalowano symbol oka.
— No dalej — powiedział. — Uciekajcie, zanim ktokolwiek inny zorientuje się, że znalazł się wśród nas człowiek.
Chłopiec zerknął w jego stronę niepewnie, po czym prędko skłonił się nisko, przyciskając pochłoniętą przez błękitne płomienie rękę do piersi. Nie wypowiadając ani słowa więcej obrócił się na pięcie i ruszył w drogę do domu. Gdy poświata prowadzącego go tsurube-bi zniknęła w końcu wśród drzew, Hakutaku odwrócił się do swojej zignorowanej dotychczas towarzyszki, odbierając od niej swoją latarnię.
— Powinniśmy iść dalej, inaczej zostaniemy z tyłu — zauważył lekkim tonem. — O ile nie zmieniłaś zdania co do spędzenia reszty nocy w inny sposób.
— Zawsze myślałam, że ukazujesz się jedynie przed najświetniejszymi z ludzi. — Kudokuten całkowicie zignorowała jego słowa i uwiesiła się na ramieniu Hakutaku z nieodgadnionym uśmiechem. — Nie przed wioskowymi żebrakami i sierotami.
Hakutaku ukrył swój uśmiech za zasłoną wachlarza.
— Wątpisz w moją zdolność oceny? — spytał
— Nie śmiałabym tego zrobić. To jedynie ciekawe, zwłaszcza że nasza pani musiała niemalże siłą zmuszać cię do pojawienia się tutaj.
— Amaterasu-ōmikami zawsze zaskakuje nas swoją zdolnością widzenia tego, co przed innymi pozostaje ukryte - odpowiedział zdawkowo.
— Lecz nie jest ona jedyną widzącą wśród nas.
Zaśmiał się na te słowa otwarcie, po czym przyspieszył kroku.
— Stanowczo mnie przeceniasz, Kudokuten.
— Być może, lecz wszyscy słyszeliśmy plotki o waszym pierwszym spotkaniu — ciągnęła dalej. — Ponoć skończyło się ono nałożoną na ciebie klątwą.
Skrzywił się na te słowa.
— To było bardziej przyjacielskie ostrzeżenie. Którego postanowiłem nie wysłuchać.
— Spinka zan z parą srok miała być twoim zadośćuczynieniem. Z pewnością nasza pani nie będzie zachwycona tym, że pozbyłeś się jej podarunku.
— Wręcz przeciwnie — stwierdził z zadowoleniem. — Mam wrażenie, że właśnie to było jego przeznaczeniem.
Kudokuten wyglądała jak gdyby chciała zaprotestować, ale słowa zamarły na jej ustach, gdy wreszcie dotarli na miejsce. Biorąc pierwszy łyk swojego sake, Hakutaku raz jeszcze pomyślał o gnębionym przez zły los dziecku świątynnym znikąd, chłopcu, którego nigdy nie dotknęło szczęście, ale od samych narodzin przeznaczono mu śmierć. A potem, w chwilę później, zapomniał, bo wiedza o przyszłości była zawsze niebezpiecznym ryzykiem i on zdawał sobie z tego sprawę bardziej nawet niż inni. Chociaż ich ścieżki przecinały się, nie mogły zostać jeszcze splątane na dobre.
(Zaciśnięta w drobnych palcach ozdoba rozwiała się w nicość wraz z nadejściem poranka.)
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Tagi:

Augustus
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 40

Sto zgubionych wspomnień

Post#2 » 21 cze 2014, o 14:10

Przyznam się bez bicia, że Hoozuki no Reitetsu nie widziałem. Próbowałem znaleźć jakąś recenzję, a ponieważ mi się to nie udało, przeczytałem jakiś tam króciutki opis i pooglądałem obrazki. Liczy się :) A teraz pora na taktykę w stylu "nie znam się, ale wypowiem".

Już na wstępie powiem, że mi się podoba, a nawet bardzo. To wszystko takie... hmm... mistyczne. Takie lekkie, stworzyłaś wspaniały, mitologiczny klimat. Z japońską/chińską (czasem mi się mylą) mitologią nie jestem aż tak zaznajomiony, ale bez problemu wyobraziłem sobie wszystkie opisane Youkai (być może też dlatego, iż zapewne nie raz widziałem je w jakiejś mandze/anime, ale nawet gdyby nie, Twój opis i tak byłby bardziej niż wystarczający). Przyznam też, że zaciekawił mnie klimat całego uniwersum, a nawet jeśli za dużo kanonu nie ma, zawsze bardzo dobrze jest dla odmiany przeczytać coś, w czym zawarta jest mitologia całkiem innej kultury. Od czasów Nurarihyon no Mago tęskniłem za pochodem demonów pojawiającym się znikąd, w towarzystwie latających w powietrzu świateł.
Warsztatowo oczywiście jest dla mnie wzorowo, a nawet jeśli być może gdzieś tam miałem jakieś małe "ale", już nie pamiętam co to było, bowiem zostało zatarte przez ogólne wrażenie.
Podsumowując, poza mile spędzonym czasem na czytaniu (chociaż była to chwilka), zachęciłaś mnie do dopisania kolejnej pozycji do listy rzeczy do obejrzenia/przeczytania.


Pozdrawiam.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338

Sto zgubionych wspomnień

Post#3 » 21 cze 2014, o 19:04

HnR polecam jak najbardziej, ale on z tym tekstem ma niestety niewiele wspólnego, bo to stricte komedia. :D Informacje o mitologii są, nawet w bardzo, hm, przedstawiający fakty sposób, ale sam klimat serii jest odległy od tego tutaj. Cieszę się, że Ci się podobało! :>
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Sto zgubionych wspomnień

Post#4 » 9 wrz 2014, o 13:09

Ach, dywiz to nie pauza ani półpauza. Poza tym nie widzę tu nic do wypisania.


Przeczytałam ten tekst więcej razy, niż mogę zliczyć, i za każdym razem jestem oczarowana. Z każdym może nawet coraz bardziej.
Zostałam ewidentnie przekupiona mitologią, a dzięki świetnemu klimatowi i bardzo ładnemu stylowi treść ma wiele magii. To zawsze doceniam; w końcu co bardziej zapada w pamięć niż klimat, emocje, które czuje się przy czytaniu? Chętnie przeczytałabym całe długie opowiadanie napisane w tym stylu i świecie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Sto zgubionych wspomnień

Post#5 » 24 sie 2015, o 12:06

Jej, byłam przekonana, że to skomentowałam, ale wtopa D: To pewnie dlatego, że tak długo próbowałam sobie ułożyć inteligentny komentarz, że aż zaczęło mi się wydawać, że już go napisałam. Ech.

Zbyt inteligentnie niestety też nie będzie. O fandomie nie mam pojęcia (jak zwykle), ale bardzo mi się podobało (jak zwykle). Fakt faktem mam słabość do tekstów opartych/zawierających wątki mitologiczne, choć bywam także przy nich wyjątkowo czepialska i wybredna. Tobie jednak wyszło tu w tym tekście tak pięknie i klimatycznie, że mogę jedynie prosić o więcej. Podoba mi się, że większość jest tu z punktu widzenia śmiertelnego chłopca, który nieuważnie stał się świadkiem czegoś magicznego i mistycznego. I to się może wydawać ograne, ale w jakiś sposób nie jest, bo chłopiec, mimo krótkiej interakcji, w zasadzie pozostaje jedynie obserwatorem, jedynie lekko dotyka tego świata, nie zanurza się w niego, nie zostaje w niego wrzucony wbrew jego woli.

(Zaciśnięta w drobnych palcach ozdoba rozwiała się w nicość wraz z nadejściem poranka.)

I, jak powiedziałam, nie znam fandomu, ale podoba mi się pomysł bohatera, którego kontakt z mistycznym światem jest niepewny i ograniczony. Bohatera, który żyje na skraju wszystkiego, co mityczne, który czasem tego doświadcza, lecz nigdy nie przekracza tej granicy. Widzi, lecz nie uczestniczy, czasem może nawet dotknąć, lecz nic tam dla niego nie jest na stałe.

Podsumowując, jestem oczarowana. Pisz więcej, przepisz całą japońską mitologią, wszystko mi jedno, byle więcej takich tekstów od Ciebie :D
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

3c273
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 69

Sto zgubionych wspomnień

Post#6 » 24 sie 2015, o 19:52

Lira. Pisząc ten tekst sugerowałaś się założeniami z mangi (anime) czy też nie? Z ciekawości zanalizuję sobie tekst pod względem tego, czy ff jest oparty na adaptacji, czy też nie.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości