[Doctor Who] Dwóch kosmitów i wiedźma

Stare teksty z działu Fantastyka.
John Drake
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

[Doctor Who] Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#1 » 15 sty 2015, o 21:09

Oto początek pewnego długiego opowiadania w świecie "Doctora Who", mojego autorstwa. Napotkałem kilka drobnych problemów związanych ze sprzecznymi informacjami, jakie miałem o pewnych aspektach uniwersum, ale ostatecznie myślę, że pod tym względem źle nie jest. Zobaczymy, jak pod innymi.


Od gór dochodzi Wiecznych zew
Jak strzał z broni Daleka
Czy poza nimi może wiedzieć ktoś
Jaka droga cię czeka?

Znów usłyszałeś Wiecznych zew
Co idzie od lasu
Bo oni wszyscy wiedzą już
Że będziesz Władcą Czasu
Że będziesz Władcą Czasu


– I jak ci się podoba? – spytałem.
Doktor, będąc skoncentrowanym na tablicy, na której od dłuższego czasu pisał skomplikowane równania, mruknął coś niewyraźnie, najwyraźniej wcale nie do mnie. Ciekawe, czy on w ogóle rozumie coś z tych ciągów liczb, na które traci czas...
– No powiedzże coś! - spróbowałem raz jeszcze, głośniej – Napracowałem się nad tym wierszem!
- Tak, tak, dobrze... – Wymamrotał.
Dość już tego było. Ująłem w dłoń kawałek kredy, która leżała na biurku i zamaszystym ruchem cisnąłem nią w Doktora. Trafi, musi trafić! Dostaniesz w ten siwy łeb za ignorowanie mnie!
Daremne były jednak moje nadzieje, Władca Czasu nawet się nie odwracając złapał „pocisk” w locie.
– Akurat kończyła mi się kreda, dziękuję – powiedział. – A wiersz nie jest najgorszy, ale nagrody Galaktycznego Przeglądu Literackiego to bym ci za niego nie dał.
Po tym stwierdzeniu zamarł na chwilę w bezruchu, po czym głęboko odetchnął i zakończył rozwiązywanie równania zapisując kilka ostatnich znaków.
– Teraz możemy porozmawiać – odwrócił się w moją stronę – Góry? Las? Skąd tam niby mieliby być Wieczni? No i „Będziesz Władcą Czasu”? – skrzywił się. – Każdy Gallifreyczyk nim jest.
– Jak? - zapytałem. – W jednej książce o Gallifrey, którą trzymasz w bibliotece, było napisane „Rodzice martwili się, że ich syn może nigdy nie zostać Władcą Czasu.” Czy jakoś tak.
– Ojej. Tyle mam tam pozycji, a ty musiałeś trafić na jedną napisaną przez partacza. Przypomnij mi, żebym wyrzucił ten stek bzdur na jakąś niezamieszkaną planetę, gdy będziemy w pobliżu takiej przelatywać. A tymczasem – sprężystym krokiem zbliżył się do pulpitu sterowniczego – mamy coś do załatwienia. Kierunek: Ziemia, dziewiętnasty wiek.
– Znowu Ziemia? – jęknąłem – Tam jest nudno!
– Nie narzekaj, tylko włącz swój kamuflaż.
– Tego też nie lubię. – Przewróciłem oczami, w tym samym czasie wybierając jednak kombinację przycisków na bransolecie, która opinała mój nadgarstek.
Często tak sobie marudzę, ale ostatecznie i tak robię, co Doktor powie, z prostej przyczyny: wszystkiego, albo prawie wszystkiego, czego ode mnie wymaga, wymaga dla mojego dobra. Tymczasem w akompaniamencie cichych trzasków ładunków elektrostatycznych kamuflaż się uaktywnił. Moja skóra z niebieskawej stała się bladoróżowa, włosy pojawiły się na czaszce, a wyrastające z niej krótkie czułki zakończone dodatkową parą oczu przestały być widoczne. Oczywiście, gdyby ktoś dotknął mojej głowy, od razu by je wyczuł, ale jak do tej pory do tego nie doszło.
Mam na imię Grido, pochodzę z planety Volzaw. W moim świecie wiek określa się nieco inaczej, ale licząc ziemską miarą mam przysłowiowe naście lat – co według Doktora tłumaczy, czemu czasami jestem, cytat, „takim nieznośnym stworzeniem". Śmiesznie to brzmi zważywszy na to, jak jesteśmy do siebie podobni. Obaj ponad wszystko łaknący podróży. Obaj bardzo inteligentni. (Bez komentarza! Jeśli nie będziesz się cenić, inni także nie będą cię cenić!) I wreszcie obaj należymy do gatunków wybitnie zagrożonych. Historia mojej rasy nie jest natomiast aż tak tragiczna, jak jego, no i oprócz mnie żyją także moi rodzice i siostra. Mam więc zdeczka lepiej, jak to się mawia na Ziemi.
Przyznam, że choć niektóre dialekty jej mieszkańców są super, to nie przepadam za tą planetą. Doktor ma tam wprawdzie kilkoro miłych i fajnych znajomych, jak pani Vastra, u której zostaliśmy kiedyś na kilka dni i która uczyła mnie szermierki, ale mimo wszystko to nie świat dla mnie. Krótkie pory roku, średnie jedzenie, duża przewidywalność... A jednak miałem się wkrótce przekonać, że nawet i na Ziemi można znaleźć coś ze wszech miar zaskakującego.
– To miał być dziewiętnasty wiek, nie? - spytałem, gdy Tardis zmaterializowała się na powierzchni planety i mogliśmy z Doktorem wysiąść. Znaleźliśmy się w całkiem sympatycznie wyglądającym ogrodzie pełnym lokalnych kwiatów, które rabatkami otaczały niemały dworek.
– Czemu mówisz „miał być” a nie „jest”?
– Byłem już z tobą w różnych epokach tej planety. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale anteny satelitarnej, nawet tak prymitywnej, nie powinno tu chyba być, co? - skinąłem na metalowy talerz zamontowany na dachu wspomnianego wcześniej budynku.
Doktor zwrócił się we wskazaną przeze mnie stronę i już otworzył usta, by mi odpowiedzieć, gdy usłyszeliśmy czyjś metaliczny głos.
– Czemu tu jestem? Wyjaśnij! Wyjaśnij! WYJAŚNIJ!
Trzy sprawy przedstawiały się jasno: po pierwsze oczywiste było, jaka istota tak hałasowała, doskonale takie znaliśmy. Po drugie można było ze stuprocentową pewnością założyć, że nie jest ona sama, skoro zadaje komuś pytania. Po trzecie adresatowi wspomnianego zostało już bardzo niewiele życia.
No chyba, że ktoś się wtrąci, na przykład my. Ponieważ nie było chwili do stracenia, z pełną prędkością rzuciliśmy się na pomoc. Kiedy wbiegliśmy na tyły dworku, zobaczyliśmy dokładnie to, czego się spodziewaliśmy: sporego stwora w brązowoszarej, metalowej skorupie, łypiącego groźnie swoim jedynym, umieszczonym na statywie okiem. Słowem - Daleka. Naprzeciwko niego, przyparta do ściany, kuliła się młoda Ziemianka o ciemnych, lekko kręconych włosach. Oczywiście nie dorównywała wzrostem mutantowi ze Skaro, ale jak na swoją rasę niska nie była. W lewej dłoni ściskała z mojego punktu widzenia diablo prymitywny gadżet zwany tabletem, po którego ekranie nerwowo przesuwała palcem prawej. Zabawne było, jak próbowała patrzeć jednocześnie i na urządzenie i na potwora przed nią.
– Stworek, przepraszam, naprawdę bardzo przepraszam – bełkotała tymczasem. – Chciałam zrobić coś innego i...
– Zostaniesz eksterminowana! – wrzasnął Dalek. Zanim jednak zdążył wypalić z miotacza, który zastępował mu rękę, dziewczyna zamachnęła się w jego kierunku, jednocześnie wykrzykując na całe gardło słowa, które, jak się później dowiedziałem, w tym samym momencie znalazła w pamięci swojego urządzenia.
– Conservum explodum!
Pancerz stwora ku jego (i naszemu) zaskoczeniu lekko acz widocznie wgiął się do środka, a z jego boków wyłoniły się smużki dymu.
– WSZYSTKIE SYSTEMY USZKODZONE! NIEBEZPIECZEŃSTWO, NIEBEZPIECZEŃSTWO! - wydarł się i zaczął obracać wokół własnej osi, coraz szybciej i szybciej. Byłoby to dosyć komiczne gdyby nie fakt, że jednocześnie niekontrolowanie strzelał śmiercionośnymi promieniami na wszystkie strony.
– Na ziemię! – krzyknął tymczasem Doktor niemalże dorównując Dalekowi głośnością, po czym sam zastosował się do własnej rady. Ja także wykonałem elegancki pad, pociągając za sobą dziewczynę. W samą porę, bo ułamek sekundy później potworność ze Skaro wzięła i eksplodowała.
– Jesteście cali? – spytał po chwili Władca Czasu, podnosząc się.
– Tak, chyba tak – odparłem, usiłując zrobić to samo. Małym utrudnieniem był fakt, że makabrycznie dzwoniło mi w uszach.
A skoro mowa o makabrach: piękny dotychczas ogród mocno ucierpiał z powodu wizyty Daleka. Kawał pancerza przebił na wylot pień okazałego dębu, duża połeć zadbanej trawy i jedna z rabatek spłonęły doszczętnie, a najbliższą ścianę dworku zdobiło kilka średniej wielkości plam z płynów fizjologicznych potwora. Nawiasem mówiąc, na skutek eksplozji płyny te były niemal wszędzie, włącznie z marynarką Doktora. Władca Czasu nie był zbyt szczęśliwy z tego powodu i przeklinał w kilkunastu językach, spośród których udało mi się rozpoznać jedynie dialekt z planety Thoros Beta.
– Nie wiem, kim panowie jesteście – powiedziała tymczasem dystyngowanie dziewczyna - ale przepraszam za wszystko. Musiałam pomylić zaklęcia i sprowadziłam tu tego...
– Zaklęcia? – przerwałem jej. Zazwyczaj jestem bardziej kulturalny, ale te słowa trochę mnie zdziwiły.
– Normalnie się do tego nie przyznaję - stwierdziła wbijając wzrok w swoje buty - ale i tak widzieliście. Umiem... czarować – dokończyła jakby ze wstydem.
Doktor, słysząc to, zaprzestał rzucania obelg pod adresem rozmaitych ras w ich rodzimych narzeczach i spojrzał na dziewczynę jak na kogoś nienormalnego.
– Ja też nie wiem, kim ty jesteś, mała, ale mówisz od rzeczy - zawyrokował, podchodząc bliżej. - Nie ma czegoś takiego, jak magia!
– A jak wytłumaczy pan pojawienie się tego stwora i to, co się z nim stało? – spytała z irytacją – To ja go tu sprowadziłam magią i nią wykończyłam! W tablecie mam zeskanowaną księgę mojej mamy z zaklęciami!
– Chodź, Grido, zabierajmy się stąd - machnął ręką Doktor - Psychiczne małolaty to nie jest pożądane przeze mnie towarzystwo! - powiedział ostentacyjnie podniesionym głosem i skierował się w stronę, z której przyszliśmy.
– Doktorze, czekaj! – pobiegłem za nim. Nie zatrzymał się, ale zwolnił kroku. - Nawet, jeśli ona jest szalona - kontynuowałem - to Dalek z jakiegoś powodu się tu znalazł. My zresztą także, choć kurs ustawiłeś na inne czasy. A to wysadzenie...
Urwałem w pół słowa. Dziewczyna, choć chwilę temu została za nami, stała teraz oparta o drzwi Tardis.
– Mówiłam! – stwierdziła – Umiem czarować!
Logika Ziemian zawsze mnie zastanawiała: dziewczyna twierdzi, że zazwyczaj ukrywa swój dar, czy co to tam jest, ale teraz w zasadzie wyłazi ze skóry, aby udowodnić, że go ma. Co jest grane z tym gatunkiem w ogóle?
Doktor nie wyglądał na zaskoczonego. Bez słowa podszedł do niej i szybkim ruchem wyrwał jej z głowy włos.
– Au! Zgłupiałeś? – krzyknęła, zapominając nawet o formie grzecznościowej. On natomiast wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki dźwiękowy śrubokręt i przeskanował zdobycz.
- Dokładnie jak przypuszczałem! – ogłosił. – Sztucznie nadane zdolności parapsychiczne, żadna magia.
– Co takiego? – zdziwiłem się.
– Inaczej mówiąc, ona umie manipulować energią – wyjaśnił. – A te niby zaklęcia... Nie mają znaczenia, wywierają na nią tylko efekt psychologiczny. Gdyby kogoś o identycznych właściwościach nauczyć innych słów, niż te, które ona zna, z ich pomocą zdziałałby to samo. Poza tym Dalek miał eksplodować, a implodował. Ale to bez znaczenia, ważniejsze jest, co innego: kto ci namieszał w DNA? – zapytał dziewczynę. Ta prychnęła pogardliwie i odwróciła głowę.
– No dobrze – zagryzł wargi. – Może źle zaczęliśmy. To jest Grido, a ja jestem Doktorem.
– Anna Rosenkreuz – przedstawiła się i wykonała niewielki ukłon.
– Rosenkreuz? – zdziwił się. – Oczywiście! Potomkini Christiana Rosenkreuza, legendarnego założyciela Różokrzyżowców! Jak mogłem nie zauważyć podobieństwa? – uderzył się dłonią w czoło.
– Podobieństwa? – spytaliśmy jednocześnie ja i Anna.
[center]Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie. [/center]

Tagi:

Awatar użytkownika
Zireael
Lewa ręka ciemności
Lewa ręka ciemności
Posty: 219

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#2 » 15 sty 2015, o 21:30

Łoł, ładne! Z wielką ostrożnością podchodzę do wszelkich doctorowych ficków, ale Twój wchodzi od początku do końca. Całkiem ciekawe udało Ci się zagrać na emocjach w momencie reakcji Doktora- sama pomyślałam: Ej, ale Doktor nigdy nie zwyzywałby kogoś od pomyleńców! Prędzej sprawdzi, co sprawia, że myślą tak, a nie inaczej! - a parę linijek później Doktor reaguje dokładnie tak, jak na Doktora przystało. Czyli bada.

Jedyny błąd, jaki wypatrzyłam, to:
John Drake pisze:Mam więc zdeczkę lepiej

Powinno być raczej "z deczka lepiej", jako że wyrażenie prawdopodobnie pochodzi "z deka" - czyli odpowiednik "troszkę". Specjalnie zrobiłam research, bo zastanowiło mnie to wyrażenie - i wychodzi na to, że w wielkopolskiej mowie potocznej dopuszczalne są obydwie formy "z deczka" oraz "zdeczka" (to drugie mi się mniej podoba, ale to tylko moje osobiste odczucia i pewnie nie odzwierciedlają poprawności w języku polskim ;) ). Przyjmując którąkolwiek formę, "zdeczkę" wciąż może być niepoprawne :) Pozostawiam to Twojej decyzji.

Drugi uśmiech - Doktor jest Doktorem z krwi i kości, przynajmniej w moim odczuciu. No i przemknął mi przez myśl cross-over z HP - ale tylko przemknął, nie podejrzewałabym Cię o tak banalne (żeby nie rzec - "gimbazjalne") połączenie ;) (aczkolwiek po cichu dodam, że tak niepoważne połączenia czasami bywają wielkim literackim wyzwaniem. No, może nie bardzo wielkim, ale wciąż wyzwaniem i rzadko można spotkać banalny c-o dobrze napisany)

Także gratulacje raz jeszcze, osobiście bawiłam się świetnie! :D
Salve lux post tenebras!

www.alternation.pl / www.alternation.eu

John Drake
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#3 » 15 sty 2015, o 22:14

Poprawione na "zdeczka", dzięki za komentarz. Fajnie, że Ci się podobało. Nie jest to crossover, postaci spoza DW wymyśliłem sam :)
[center]Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie. [/center]

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#4 » 29 sty 2015, o 18:21

Dlaczego nie piszesz wierszy??????
Czytujesz jakąś poezję?

W sumie, to brakuje mi opisu otoczenia, w którym toczy się akcja, ale może taki jest "urok" fanfiku, może tak ma być.

John Drake pisze:– Akurat kończyła mi się kreda, dziękuję –

To mi się spodobało, bo Doktor faktycznie mógł tak zareagować.

John Drake pisze:Każdy Gallifreyczyk nim jest.

i od razu wyobraziłam sobie jego minę. oczywiście, pierwszego, bo oglądałam tylko pierwszy sezon.

John Drake
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#5 » 5 lut 2015, o 19:51

agathas pisze:Dlaczego nie piszesz wierszy??????
Czytujesz jakąś poezję?


Czytam, mój ulubiony poeta to Edgar Allan Poe. Ale pisać wierszy sam nie umiem i nie lubię, wolę prozę :)

agathas pisze:W sumie, to brakuje mi opisu otoczenia, w którym toczy się akcja, ale może taki jest "urok" fanfiku, może tak ma być.


Sam się na tym złapałem przy pisaniu kolejnej części, którą już kończę. Będzie pod tym względem lepiej.
[center]Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie. [/center]

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#6 » 8 lut 2015, o 08:21

Już dawno nie czytałam Poe, ale mój ulubiony wiersz to oczywiście "Kruk" - chociaż zależy, kto go tłumaczył.

John Drake pisze:Od gór dochodzi Wiecznych zew
Jak strzał z broni Daleka
Czy poza nimi może wiedzieć ktoś
Jaka droga cię czeka?

Nie piszesz wierszy? Ale tych kilka wersów napisałeś? Pytam, bo to różnie bywa.

W każdym razie, zapytałam z takim zainteresowaniem, czy piszesz wiersze, bo przed zajrzeniem na twój tekst czytałam Goethe'go i twój "wiersz" jakby w podobnym tonie. Więc to chyba był komplement.

czekam na kolejne części.

Liofo
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#7 » 18 lut 2015, o 01:21

Nie jestem jakimś wielkim fanem Doktora i przyznam, że nawet niekoniecznie samym serialem się interesuję, a większość wiedzy mam od znajomych, których mocno wkręcił, aczkolwiek to jest bardzo porządne, zarówno pod względem stylistyki, jak i historii i faktycznie, zaciekawiło mnie jak początek dobrej książki, aż mnie na serial naszło ; )

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4911

Dwóch kosmitów i wiedźma

Post#8 » 21 lut 2015, o 11:39

Wreszcie towarzysz Doktora nie jest człowiekiem! Yay!

– Czemu tu jestem?
Myślę, że Dalek użyłby zaimka "Dlaczego", nie "Czemu"; to drugie jest zbyt potoczne.



Całkiem ciekawie zapowiadający się fanfik. Tych nie czytam od dłuższego czasu, rzadko robię wyjątki i w zasadzie cieszę się, że zrobiłam taki względem tego tekstu. Wygląda na to, że pomysł masz dość nietuzinkowy, więc jestem ciekawa, jak rozwinie się on dalej, a przy tym chętnie pośledzę twoją kreację Doktora, bo zdaje się nieźle oddaną postacią - co nie jest łatwe, biorąc pod uwagę krnąbrny, nieprzewidywalny charakter Dwunastego (mam nadzieję, że dobrze zidentyfikowałam wcielenie).
Dodatkowo miło, że wybrałeś towarzysza-kosmitę, choć na ten moment tekstu moim zdaniem zbyt nieco mało zdradziłeś o samej rasie; to może kwestia dyskusyjna, bo wygląd i tragiczna historia rasy (w pigułce) może są wystarczające na sam początek, ale osobiście już na starcie chciałabym mniej więcej wiedzieć, z kim dokładnie mam do czynienia.
Ale że to opowiadanie dłuższe, a opublikowałeś ledwie pierwszy fragment, myślę, że wszystko jeszcze przed nami. Zdecydowanie wrócę tu po drugą część (a jeżeli bym zapomniała, można mnie śmiało szturchnąć przez pw).
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Szuflada fantastyczna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości