Bagno zgnilizny - prolog + rozdział 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny - prolog + rozdział 1

Post#1 » 4 kwie 2015, o 20:09

Na początku chciałabym zaznaczyć, że jest to prolog oraz pierwszy rozdział powieści (tutaj nie będę tego rozdzielać). Najprawdopodobniej pozostała część powieści nie zostanie tutaj opublikowana. Po pierwsze dlatego, że nie mam pojęcia kiedy uda mi się napisać więcej, jest to dość mozolne w moim przypadku. Po drugie dlatego, że z reguły wolę najpierw napisać całość. Wstawiam to tutaj, aby dowiedzieć się, co Wy o tym sądzicie. Czy po przeczytaniu pierwszego rozdziału, chcielibyścy czytać dalej, czy jednak nie jest to nic ciekawego. Zdaję sobie sprawę, że w tekście pojawią się błędy. Sama jednak nie jestem w stanie wszystkich wyłapać. Zdaję sobie również sprawę z tego, że jest multum powtórzeć, jednak w większości przypadków, nie mam pojęcia, czym je zastąpić. Wszystkim, którzy przeczytają, dziękuję za uwagę.

[center]Bagno zgnilizny[/center]

Przyjdzie dzień ludzkości zgubienia
Za wszystkie grzechy ich zatracenia
Zgubi ich wiara w siebie i pewność
Całym światem zawładnie ciemność
Teraźniejszość piekłem się stanie
A przyszłość ludzi już nie zastanie
Nieumarli do życia powrócą
Szczęście człowiekowi ukrócą
Nastanie mrok, śmierć i cierpienie
Demonów śmierci mroczne istnienie
I tylko…


Kuba wcisnął się między olbrzymie drewniane pudło a ścianę starego magazynu. Zacisnął mocniej dłoń na maczecie, nasłuchując dźwięków otoczenia. Przez okna dostawały się do pomieszczenia promienie księżyca w pełni, które delikatnie oświetlały składnice. Cichy szmer dotarł do uszu młodego łowcy. Kuba przesunął się bliżej ściany, kiedy usłyszał krzyk swojego starszego brata. Jeszcze mocniej zacisnął dłoń, aby w każdej chwili być przygotowanym do ataku. Wampir, na którego polował razem ze swoją rodziną, był o wiele silniejszy niż wcześniej przypuszczali. Od wielu lat tropił i zabijał wampiry razem ze swoimi rodzicami i rodzeństwem, jednak jeszcze nigdy nie mieli do czynienia z kimś takim. Cudem udało im się schronić w starym magazynie, kiedy zostali zaatakowani przez niego. Polowali na kogoś zupełnie innego, dlatego Kuba przypuszczał, że musi to być ktoś ważny. Jakiś ich guru. Nigdy nie słyszał o tym, żeby te stworzenia miały jakąś społeczność, jakiegoś swojego wodza, aczkolwiek wszystko na to wskazywało.
Krzyk matki i w oczach Jakuba momentalnie pojawiły się łzy. Przypomniał sobie wszystkie dobre chwile, które z nią spędził. Miał ochotę wyskoczyć ze swojego ukrycia i pomóc swojej rodzicielce, ale było już za późno. Młodzieniec zdawał sobie sprawę, że niewiele pozostało już z jego życia. Polowanie na wampiry było bardzo niebezpiecznym zajęciem i wielokrotnie zastanawiał się, jak będzie wyglądała jego śmierć. Nigdy jednak nie wpadł na to, że zginie z ręki jakiegoś wampirzego mistrza, ukrywając się w starym magazynie. Mógł wyjść z ukrycia i zacząć z nim walczyć. Zginałby wtedy w walce, jak na prawdziwego rycerza przystało. Z wysoko uniesioną głową, żegnałby się z tym światem.
Krzyk siostry. Kuba oparł głowę o ścianę. Został już tylko on i ojciec. Kto miał być jego kolejną ofiarą? Jeszcze była szansa, aby zawalczyć. Przecież nie był tchórzem.
Krzyk ojca. Zdecydował. Poruszał się blisko ściany, powoli opuszczając swoją kryjówkę. Zauważył go, pochylającego się nad martwym męskim ciałem. Dwudziestolatek otarł spływającą łzę i dumnie stanął na środku magazynu. Zginie, ale przynajmniej sam wybrał sobie rodzaj śmierci. Na pewno nie podda się bez walki.
Wampir odwrócił się w stronę młodego łowcy i wyprostował się. Przez chwilę przyglądali się sobie w milczeniu, stojąc po dwóch stronach magazynu. Kuba ponownie mocniej zacisnął dłoń na rękojeści maczety. Ręce miał już tak spocone, że niewiele to dało. Nadal czuł, że jego uchwyt jest za mało stabilny i w każdej chwili broń może mu wypaść. Nie musiał się jednak nad tym dłużej zastanawiać. Przeciwnik nagle rozpłynął się w powietrzu, a chwilę później Kuba poczuł silny ból ogarniający całe jego ciało. Nie zdążył nawet krzyknąć.

[center]*[/center]

Kuba powoli otworzył oczy. Całe jego ciało było przepełnione olbrzymim bólem, którego nie dało się wytrzymać. Łowca nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. W pomieszczeniu było zimno. Leżał w rogu na podłodze, przyciśnięty do gołych murów. Skulił się, próbując chociaż trochę się ogrzać. Nie przyniosło to jednak żadnego efektu. Chciał wstać, niestety ból był tak silny, że z trudem ruszał palcami. Przymknął powieki, mając nadzieje, że zaśnie i nagle gwałtownie je otworzył. Przed oczami stanął mu obraz wampira pochylającego się nad martwym ciałem jego ojca. Mimo panującego bólu, rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie poznawał tego miejsca. Ponownie zamknął oczy, aby przypomnieć sobie wszystko, co się wydarzyło. Pamiętał stary magazyn, w którym ukrywali się przed wampirem. Pamiętał krzyki swojej rodziny i martwe ciało ojca. Pamiętał ból i… Stracił przytomność. Myślał, że umrze, ale to nie wyglądało jak śmierć. Chyba, że trafił do piekła i właśnie tak miał spędzić całą wieczność. Musiał wstać i gdzieś pójść, musiał dowiedzieć się o tym miejscu czegoś jeszcze. Otworzył oczy. Pochylała się nad nim młoda kobieta o blond włosach i błękitnych oczach. Miała bardzo jasną cerę i promienny uśmiech. Przyłożyła palec do ust, aby pokazać mu, żeby był cicho.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – powiedziała i położyła dłoń na jego czole.
Młody łowca poczuł nagle, że jest strasznie zmęczony, a jego powieki ciężko opadły. Kilka sekund później głęboko spał.

[center]***[/center]

Robert dostojnym krokiem wszedł do jednej z komnat swojego zamku. Od drzwi do przeciwległej ściany prowadził wąski korytarz, utworzony przez tłum wampirów, stojący po obu stronach pomieszczenia. Przywódca zatrzymał się w progu i rozejrzał po zgromadzonych. Przeskakując wzrokiem z twarzy na twarz, sprawdzał w głowie listę obecności. Nikogo nie brakowało. Nie było też nikogo, kogo być nie powinno. Odetchnął z ulgą. Miał tego dnia jeszcze wiele do zrobienia i jakiekolwiek spóźnienia wybiłyby go z rytmu. Przeszedł korytarzem i przystanął przy katedrze. Odwrócił się w stronę wampirów i ponownie przeleciał wzrokiem komnatę. Była największym pomieszczeniem w całym zamku i to właśnie w niej przeprowadzał różne spotkania czy przyjmował gości. Pod ścianami ustawionych było kilkadziesiąt półtorametrowych, kamiennych pochodni, który oświetlały pomieszczenie. Takie same poustawiane były również wokół dwunastu filarów, które podtrzymywały sklepienie. Do komnaty można było dostać się trzema wejściami. Pierwsze, przez które kilka chwil wcześniej wszedł Robert, wielkie i ciężkie dębowe drzwi, prowadziły z głównego holu. Drugie i trzecie znajdowały się po prawej i po lewej stronie pomieszczenia. Oba prowadziły na klatkę schodową, którą można było dostać się na wyższe piętro. Po prawej stronie schody prowadziły do pokoju, który służył za sypialnię Roberta. Schodami po lewej stronie można było się dostać na szczyt wieży, z której można było obserwować okoliczny las. Okna w całym zamku otwierane były tylko nocą, w ciągu dnia zamykano okiennice, a światło dawały odpalone pochodnie.
Wampir oparł się o katedrę i westchnął ciężko. Stał na niewielkim podwyższeniu, z którego miał doskonały widok na całą salę oraz zebrane wampiry. W pomieszczeniu panowała ciężka atmosfera. Robert nie zamierzał rozładowywać jej zbyt szybko. Lubił upajać się faktem, że pozostałe wampiry się go bały. Był nie tylko najstarszym z nich, ale również najsilniejszym, co pozwoliło mu zapanować nad światem demonów. Wszyscy musieli się z nim liczyć i przestrzegać jego zasad, gdy tylko ktoś się sprzeciwił, natychmiast został zabity. Robert poczochrał swoje jasne włosy i niebieskimi oczami spojrzał na wampira, stojącego najbliżej niego. Młody, wyglądający na szesnaście lat, chłopak zesztywniał. Przywódca nie spuszczał z niego wzroku, co oznaczało, że to właśnie ten młodzieniec wyznaczony jest do złożenia pierwszego raportu. Robert jednak nie zezwolił mu zabrać głos, więc młodzieniec milczał.
- Przypomnij mi swoje imię – polecił.
- Witek – odpowiedział, trzęsącym się głosem młody wampir.
- Nie musisz się mnie bać – zaśmiał się Robert, przeczesując palcami swoje włosy i spoglądając w sufit komnaty. – Jak długo jesteś wampirem?
- Niecały rok. Jeszcze się uczę…
- I jeszcze wielu rzeczy musisz się nauczyć – przerwał mu. – Zdaj raport.
- Pomysł był strzałem w dziesiątkę – odparł już o wiele spokojniej, jakby mówienie o projekcie sprawiało mu radość. – Te wszystkie historie i powieści, które powstały o wampirach, przetarły przed nami drogę. Wielu ludzi uważa nas za inspirujące stworzenia, niektórzy wręcz chcieliby, abyśmy istnieli – zaśmiał się, jednak widząc poważną minę Roberta, natychmiast się uspokoił. – Myślę, że wielu z nich, wręcz chciałoby służyć nam za pożywienie.
- Nie pytałem cię o twoje zdanie – rzucił Robert oschle i ponownie spojrzał na Witka. – Kontynuuj swoje badania i uważaj na siebie. Musisz być bardzo ostrożny, aby nie rzucić się w oczy łowcom – powiedział, a młody wampir przytaknął. Spojrzenie Roberta przeniosło się na kolejną osobę. – Co masz?
- Po unicestwieniu ostatnich łowców, w najbliższej okolicy mamy spokój – zakomunikował. – Właściwie nie dotarły do mnie wieści o ich działalności. Czy jest możliwość, że byli to ostatni łowcy?
- Nie – odpowiedział natychmiast Robert. – Nigdy nie zabijemy ich wszystkich, ciągle pojawiają się nowi. Zabijesz jednego, na jego miejsce przyjdzie trzech innych. Zawsze musicie być czujni. Kontroluj to dalej, gdy tylko jakiś łowca wznowi działalność… albo rozpocznie, daj mi znać. Imię? – zapytał, zwracając się do kolejnego wampira.
- Maks – odezwał się wysoki, chudy mężczyzna, wyglądający na około pięćdziesiąt lat.
- Odnaleźliście przepowiednię? – zapytał Robert, a w jego oczach zapłonęły iskierki.
Maks uśmiechnął się delikatnie i kiwnął głową. Z kieszeni wyciągnął niewielkie drewniane pudełeczko, na którym były wyryte dziwne symbole. Wampir podszedł powoli do przywódcy i wręczył mu przedmiot. Skłonił się lekko i wrócił na swoje miejsce. Robert przez dłuższą chwilę przyglądał się skrzyneczce. Otworzył ją powoli i wyciągnął z wnętrza kawałek złożonej kartki. Delikatnie rozwinął stary papier, aby go nie uszkodzić i zaczął czytać. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem, na jego twarzy pojawił się coraz większy uśmiech. Aż nagle znikł.
- Gdzie dalsza część? – zapytał i rozgniewanym wzrokiem spojrzał na Maksa.
- Nie było – odparł. – Tylko tyle udało nam się znaleźć. Ktoś musiał oderwać dalszą część.
- Musicie ją znaleźć – rozkazał zdenerwowany.
- Już jej szukamy – zapewnił Maks. – Znajdziemy.
- Co to za przepowiednia? – zapytał Witek i szybko zasłonił sobie usta dłońmi.
Odzywanie się podczas spotkań u Roberta bez wcześniejszego zezwolenia było niedopuszczalne. Przywódca zawsze surowo karał takie występki. Spojrzał rozgniewany na młodego wampira, jednak jego oblicze szybko zmieniło wyraz. Uśmiechnął się, co dodało otuchy Witkowi.
- Już dawno powinienem wam o tym powiedzieć – oznajmił i ponownie spojrzał na kartkę z przepowiednią. - Przyjdzie dzień ludzkości zgubienia, za wszystkie grzechy ich zatracenia – zaczął czytać. - Zgubi ich wiara w siebie i pewność, całym światem zawładnie ciemność. Teraźniejszość piekłem się stanie, a przyszłość ludzi już nie zastanie. Nieumarli do życia powrócą, szczęście człowiekowi ukrócą. Nastanie mrok, śmierć i cierpienie, demonów śmierci mroczne istnienie. I tylko…
Wszystkie zgromadzone wampiry z olbrzymią uwagą wsłuchiwały się we wszystkie słowa odczytywane przez ich lidera. Kiedy ten skończył czytać, przez salę przetoczył się cichy pomruk nieśmiałych rozmów. Robert jednak nie zamierzał ich przerywać, jak to miał w zwyczaju. Tego dnia pozwalał swoim towarzyszą na zdecydowanie więcej. Oni również to odczuli i z większą swobodą zachowywali się w głównej komnacie. Gdy wreszcie rozmowy zaczęły cichnąć, Robert uniósł ręce, aby uciszyć pozostałych.
- Wprawdzie nie jest to nigdzie napisane, aczkolwiek śmiem przypuszczać, że przepowiednia dotyczy nas – zaczął Robert swoje przemówienie. – Doskonale wiecie, że planujemy podbić ten świat, zawładnąć nad ludźmi i wreszcie wyjść z ukrycia. Udawanie, że nie istniejemy, życie w ciągłym głodzie nas kiedyś wykończy i musimy temu zapobiec. Mówiłem już wcześniej, z każdym zabitym łowcą, przybywa trzech kolejnych. Prędzej oni wybiją nas, niż my wybijemy ich. Ale to się skończy! – zawołał, a przez salę przelały się okrzyki radości i wiwaty na cześć przywódcy. Robert machnął ręką i ponownie wszystko ustało. – Dawno temu usłyszałem, że jest legenda, mówiąca o zagładzie świata. Legenda, która przepowiada, że panowanie nad światem obejmą nieumarłe istotny, demony śmierci. Osoba, która mi o tym opowiadała, nie miała pojęcia kim jestem. A ja już wtedy wiedziałem, że musze odnaleźć tę przepowiednię. Przed chwilą przeczytałem wam pierwszą część. Ludzie są słabi, pewni siebie. Nie spodziewają się nas – mówił pełny pasji. – Słyszeliście Witka. Niektórzy chcieliby, abyśmy byli wśród nich. To ich zgubi. Skoro nas chcą, przyjdziemy do nich. To oni będą służyć nas! – Przez salę ponownie przelały się okrzyki radości i uwielbiania dla przywódcy. – Ale jeszcze nie teraz! – zawołał i nagle cała sala zamilkła. – Musimy się do tego przygotować. Każdy ma swoje zadania, każdy wie, co ma robić. I tego od was oczekuję. Gdy będziemy przygotowani, zaatakujemy i świat padnie do naszych stóp. Odejdźcie teraz i wróćcie do wykonywania swoich misji. Ten świat będzie nasz!
Wampiry zebrane w sali zaczęły wiwatować i z olbrzymią radością, opuściły komnatę. Od bardzo dawna nie było dane im najeść się do syta. Robert zakazał masowego zabijania ludzi, aby nie rzucać się w oczy. Od czasu do czasu trafiała się ofiara, którą można było się pożywić i upozorować jej samobójstwo lub wypadek. Najczęściej jednak musieli zadowolić się kilkoma łykami i hipnotyzować ofiarę, aby po przebudzeniu nic nie pamiętała. Pespektywa pełnego brzucha spodobała się wszystkim.
Kiedy wszyscy zgromadzeni opuścili salę, Robert usiadł na dużym krześle stojącym przy katedrze, które równie dobrze mogło być uznany za jego tron. Powoli podeszła do niego wysoka brunetka o brązowych oczach. Ukłoniła się lekko.
- Magda… miło cię widzieć – powiedział spokojnie Robert, nie podnosząc wzroku.
- Wzywałeś mnie – przypomniała mu, a on kiwnął głową.
- Zaopiekujesz się nim? – spytał, podnosząc na nią wzrok.
- Dlaczego nie zabiłeś go tak, jak jego rodzinę? – zapytała, nic z tego nie rozumiejąc.
Uważała, że był dla nich zagrożeniem. Był dość wyjątkowym łowcą. Większość z nich na pewnym etapie swojego życia dowiadywała się o istnieniu wampirów i postanawiała ich zabijać. Często była to zemsta za śmierć kogoś bliskiego. Z Kubą było inaczej. Polował od dziecka, wychowany przez swoich rodziców – łowców. Razem ze swoim rodzeństwem nie znał innego życia. Dorastał w nienawiści do wampirów, był zagrożeniem, nawet będąc jednym z nich. Magda o tym doskonale wiedziała.
- Jest wyjątkowy – odparł cicho Robert. – Wyszedł do mnie. Tak otwarcie, stanął przede mną, dając mi znać, że nie podda się bez walki. Mógł siedzieć schowany za tą skrzynią i czekać na śmierć. Wyszedł. Spojrzał mi w oczy z wysoko uniesioną głową. Zaimponował mi.
- Jest niebezpieczny – podkreśliła Magda.
- Nauczymy go naszego świata, będzie się musiał dostosować.
- A jeśli nie? Pamiętaj o tym, że to łowca. Przemieniając go w wampira, daliśmy mu tylko więcej możliwości. Jest silniejszy, szybszy, niebezpieczniejszy – powiedziała, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Zgubi nas to.
- Wszystko będzie dobrze, nie bój się – zapewnił i uśmiechnął się do niej, aby dodać jej otuchy. – Zajmiesz się nim? Przedstaw mu ten świat taki, jaki on chciałby widzieć. Nic mu nie mów o naszych planach podboju świata – zastrzegł. – Powiedz raczej, że nie zabijamy ludzi, że staramy się być… ekonomiczni – zaśmiał się. – Wierzę, że dasz sobie radę – dodał, wstał i poklepał ją po ramieniu. – Przygotuj go. Jutro chętnie się z nim zobaczę – zakończył i wyszedł z komnaty do swojej sypialni.
To było koniec rozmowy. Nikt nie miał prawa wchodzić do niego na górę. To było jego prywatne miejsce, w którym mógł odpocząć od wszystkich spraw i spędzić czas tylko ze sobą. Magda westchnęła głęboko. Badanie ludzkiej sympatii do wampirów i przekonanie ich, że są one czymś fajnych czy szukanie zaginionej przepowiedni wydawało się dziecinnie proste. Kiedy Robert przydzielał poprzednie misje, Magda była szczęśliwa, że nie musi ruszać się poza mury zamku. Od wielu lat zajmowała się przystosowaniem młodych wampirów do życia. Uczyła ich jak sobie radzić w nowym świecie, jak opanować głód, jak polować i jak ułożyć ofiarę, aby wyglądało to na wypadek i samobójstwo. Tłumaczyła zasady, panujące w świecie wampirów, przedstawiała hierarchię. Lubiła to. Nigdy nie miała własnych dzieci, o których zawsze marzyła, gdy była jeszcze człowiekiem. Nie było jej dane zostać matką, więc jak matka traktowała nowonarodzonych. Tylko, że większość z nich nie miała pojęcia o istnieniu wampirów. Dopiero budząc się w zamku, dowiadywali się kim są i co to dla nich oznacza. Tym razem było zupełnie inaczej. Kuba doskonale znał wampiry. Wiedział o nim bardzo dużo i dodatkowo ich nienawidził. To zadanie nie mogło się skończyć powodzeniem. Magda o tym wiedziała i obawiała się zejścia do lochów.

[center]***[/center]

Cichy szmer w pomieszczeniu obudził Kubę. Młodzieniec otworzył powoli oczy i zauważył młodą brunetkę, która usiadła na podłodze obok jego materaca. Od razu rozpoznał w niej wampira i odruchowo sięgnął ręką do nogawki swoich spodni. Zawsze miał przy sobie przymocowaną do nogi maczetę, której mógł użyć w takich sytuacjach. Nadal nie zdawał sobie sprawy, gdzie się znajduje, jednak bez względu na to wszystko, wampiry trzeba zabijać zawsze. Ku jego zdziwieniu, żadnego ostrza przy nodze nie odnalazł.
- Nie wygłupiaj się – zaśmiała się kobieta i rozsiadła wygodniej przy ścianie. – Dam ci chwilkę na oswojenie się z nową sytuację – powiedziała i zamilkła, wpatrując się w przeciwległą ścianę.
Kuba czuł się zdecydowanie lepiej niż wcześniej, gdy się obudził. Usiadł powoli na materacu i przysunął się bliżej ściany, aby być jak najdalej wampirzycy. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było zbyt dużo, można nawet powiedzieć, że było bardzo mało. W jednej ścianie znajdował się otwór, który służył za wejście. Nie było w nim jednak zamontowanych żadnych drzwi czy nawet zasłon. Dziura w ścianie. Druga dziura znajdowała się dokładnie naprzeciwko wejścia. Był to mały otwór pod sufitem, przez który do pomieszczenia wpływały promienie słońca. Nie było ich jednak zbyt wiele. W pokoju znajdował się tylko jeden materac, na którym siedział Kuba. Poza nim nie było niczego więcej. Podłoga i ściany zrobione były z gołego kamienia. Przypominało to lochy jakiegoś starego zamku.
Młodzieniec spojrzał na wampirzycę, która nadal wpatrywała się w ścianę naprzeciwko. Poruszył się powoli w stronę okna, jednak ona nie zwróciła na to nawet najmniejszej uwagi. Kuba przesuwał się coraz bardziej, bacznie obserwując przy tym kobietę. Kiedy był już pod otworem w ścianie, wstał i wyciągnął ręce do góry, aby wspiąć się na okno i uciec. Gdy tylko na jego dłonie padły promienie słońca, poczuł silne pieczenie i natychmiast je cofnął. Spojrzał na swoje poparzone ręce. Znajdowały się na nich ropne bąble, które szybko zaczęły się goić. Przerażony spojrzał na wampirzycę.
- Jestem Magda – powiedziała spokojnie. – Można powiedzieć, że od dzisiaj to ja jestem twoją matką. Nauczę cię wszystkiego, wytłumaczę ci nasz świat – mówiła do zaskoczonego chłopaka. – Jakieś pytania?
- Co mi zrobiliście? – zapytał zdenerwowany.
Powoli zaczynało docierać do niego, kim się stał. Nawet w najgorszych koszmarach nigdy nie przypuszczał, że stanie się jednym z tych, których od dziecka nienawidził. Spojrzał na swoje ręce, już zupełnie zdrowe, bez najmniejszej rany. Były blade. Nie mógł ocenić, czy były również zimne. Temperatura wydawała mu się normalna, ale teraz dla niego ona miała być normalna. Ponownie podniósł rękę do góry, aby padły na nią promienie słońca. Musiał się upewnić, że to prawda. Poczuł silne pieczenie, a kiedy spojrzał na swoją dłoń, znajdowały się na niej ślady oparzenia, które zaczęły się goić.
- Robert przemienił cię w wampira – odpowiedziała. – Powinieneś być mu wdzięczny, to wielki zaszczyt.
- Robert? – zdziwił się. – Kto to jest Robert?
Magda westchnęła.
- Wszystko w swoim czasie, jutro go poznasz – odparła. – Najpierw jednak muszę nauczyć cię podstaw, nakarmić cię.
- Nakarmić? Po moim trupie!
- Patrząc na to formalnie, już jest po twoim trupie – zaśmiała się. – Kuba, nie możesz się przed tym bronić. Picie ludzkiej krwi tkwi w naszej naturze. Poza tym, jeżeli nie będziesz jadł regularnie, nigdy nie nauczysz się nad tym panować – powiedziała, a młody wampir spojrzał na nią z zaciekawieniem. – Im bardziej jesteś głodny, tym trudniej będzie ci się opanować.
- Poradzę sobie – rzucił dumnie i ponownie spojrzał w stronę okna.
- Nie uciekniesz stąd, nie licz na to – ostrzegła go. – Zacznijmy od podstaw i rzeczy najważniejszych – rozpoczęła, jednak przypominało to, jakby mówiła do siebie. Kuba rozglądał się po pokoju w poszukiwaniu ucieczki. – Robert jest naszym przywódcą. Jest również najstarszym i najsilniejszym wampirem, dlatego nawet nie próbuj mu się przeciwstawiać. Mógłby cię zabić jedną ręką.
- Więc dlaczego nie zrobił tego, kiedy miał okazję? – zapytał łowca. – Dlaczego zrobił ze mnie jednego z was, a moją rodzinę zabił. Przecież to chyba jasne, że będę chciał się zemścić?
- On się ciebie nie boi – odpowiedziała. – Dostrzegł w tobie potencjał. Tym bardziej powinieneś być z siebie dumny.
- W dupie jestem dumny – warknął i zajrzał pod materac, jednak tam również nie znalazł niczego interesującego.
- Czego szukasz? – zapytała zdziwiona kobieta.
- Nie twoja sprawa. – Rzucił materac w drugi kąt pokoju. – Nie odpuszczę tego. Lepiej dla was by było, gdyby od razu mnie zabił.
- Nie odgrażaj się tak, nie stanowisz dla nas nawet najmniejszego zagrożenia – zapewniła i uśmiechnęła się do niego płomiennie.
Chłopak cały czas krążył po pomieszczeniu i zdawał się czegoś szukać. Magda przyglądała mu się z zaciekawieniem. W końcu nie wytrzymała. Wstała i złapała Kubę za rękę. Popchnęła go delikatnie na ścianę i stanęła przed nim.
- Uspokój się wreszcie – zażądała. – Dokończymy tę rozmowę później. Uporządkuj sobie to, że zginąłeś jako łowca, narodziłeś się jako jeden z nas. Od tej pory nie będziesz już polował na nas, będziesz polował na ludzi. Pójdę dla ciebie po coś do zjedzenia, na pewno jesteś głodny. Wrócę później – powiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia. Przy otworze w ścianie zatrzymała się jeszcze na moment i odwróciła do niego. – Nawet nie próbuj uciekać. Jesteś oczkiem w głowie Roberta, co oznacza, że pilnuje cię wystarczająca liczba wampirów, abyś nie ruszył się stąd nawet na milimetr – oznajmiła i opuściła pomieszczenie.
Kuba jeszcze przez kilka minut słyszał stukanie jej butów o posadzkę. Kiedy tylko odgłosy ucichły, wychylił się z pokoju. Korytarz wydawał się być pusty, jednak kiedy wytężył słuch, usłyszał ciche rozmowy dobiegające z obu jego stron. Westchnął głęboko i cofnął się do lochu. Zabrał materac, którym wcześniej rzucił i ułożył go z powrotem pod ścianą. Położył się na nim, przymknął oczy i zaczął rozmyślać nad tym, co się wydarzyło. Czuł w sobie złość. Zacisnął pięści, gdy tylko pomyślał o Robercie. Nienawidził go całym sobą. Przed oczami miał widok wampira, zabijającego jego ojca. Nie miał wątpliwości, że to jest właśnie ten przywódca, o którym wspominała wampirzyca. Musiał go zabić. Tylko skoro on był taki silny, Kuba również musiał się wzmocnić. Musiał się zemścić. Tylko jeszcze nie miał pomysłu jak.

[center]*[/center]

Pragnienie było coraz silniejsze. Kuba wcisnął się w kąt pokoju, jakby miał nadzieję, że im bardziej będzie skulony, tym łatwiej uda mu się go przezwyciężyć. Czuł dziwne ssanie w żołądku, zupełnie inne niż gdy był jeszcze człowiekiem. Przenosiło się na całe jego ciało. Opanował go olbrzymi ból. Trzęsły mu się ręce. Przycisnął je mocno do swojego brzucha, aby choć trochę powstrzymać drżenie.
Magda stanęła w drzwiach i przez dłuższą chwilę przyglądała się młodemu wampirowi. W ręce trzymała dziewczynę, która cała zapłakana próbowała się jej wyrwać. Miała jednak za mało siły. Kuba nie zwracał na nich uwagi, zajęty walką z samym sobą. Wampirzyca uśmiechnęła się pod nosem. Doskonale wiedziała, że ten moment nadejdzie. Mogła od razu podać mu posiłek, ale patrzenie na jego cierpienie, sprawiało jej radość.
Krzyki dziewczyny w końcu dotarły do świadomości Jakuba. Podniósł wzrok i spojrzał na dwie postacie stojące w progu. Magda rzuciła pożywienie do pokoju.
- Jedz – poleciła, jednak Kuba pokiwał przecząco głową. – Musisz jeść. Już jesteś w takim stanie, że najwyższa pora się pożywić.
- Nie – mruknął ochrypłym głosem.
Skulił się jeszcze bardziej pod ścianą.
- Proszę – pisnęła dziewczyna. – Wypuście mnie…
- Zamilcz – warknęła Magda i usiadła przy wejściu. – Popatrzę sobie na to widowisko.
Kuba podniósł wzrok na wampirzycę. Nie chciał pożywiać się ludzką krwią. Kiedyś, kiedy jeszcze polowali z ojcem, spotkali wampira, który powiedział, że można inaczej. Nie uwierzyli mu i zabili, zanim cokolwiek zdążył wyjaśnić. Jakub jednak pamiętał o tym i musiał się dowiedzieć, jak inaczej można przeżyć jako wampir. Ból, który ogarniał jego ciało, stawał się coraz mocniejszy. Młody wampir spojrzał na dziewczynę, która płakała po drugiej stronie pokoju. Ona również skuliła się przy ścianie, szukając tam ratunku. Nie mógł jej skrzywdzić. Nauczony od dziecka o wartości ludzkiego życia, nie mógł skrzywdzić drugiej osoby. Chronił ich odkąd skończył trzynaście lat i miał wystarczająco siły, aby utrzymać w ręce maczetę. Ale już wcześniej ojciec powtarzał mu, kto jest wrogiem. Wiedział, że trzeba wykorzystać każdą okazję, aby zabić wampira. Gdy tylko przypomniał mu się ojciec, poczuł olbrzymi wstyd i nienawiść do siebie, do tego kim się stał. Uderzył głową w mur, jednak nic nie poczuł. Ból fizyczny, spowodowany pragnieniem, stawał się słabszy od psychicznego. Czuł się jak zdrajca, który odsunął się od własnej rodziny i przekazywanych przez nią wartości. Nigdy tego nie chciał, ale mimo to stał się potworem i ze swoją potwornością musiał walczyć. Musiał zwyciężyć.
Magda wstała i podeszła do dziewczyny. Wyciągnęła scyzoryk z kieszeni i rozcięła jej nadgarstek. Ofiara zaczęła jeszcze bardziej rozpaczać. Do nozdrzy łowcy, dotarł zapach świeżej krwi. Podniósł wzrok i spojrzał na kobiety. Zauważył czerwoną ciecz kapiącą na podłogę. Czuł jej smak w ustach, mimo że nigdy wcześniej nawet jej nie skosztował. Ból ustąpił. Kuba ze zdziwieniem spojrzał na swoje ręce, które przestały drżeć. Jeszcze przed chwilą nie miał siły się ruszyć, a tymczasem wstał z podłogi bez większego trudu. Magda się śmiała, jednak on czuł się dziwnie. Zapach krwi cały czas docierał do jego nozdrzy, a mimo to Kuba nie miał potrzeby, aby rzucić się na ofiarę i się na niej pożywić. Zwyciężył.
Młody wampir otworzył oczy. Bezwładne ciało młodej kobiety upadło na podłogę. Nie było w niej już ani kropli krwi. Kuba wytarł usta i spojrzał na Magdę, która uśmiechała się drwiąco. Nie spodziewał się tego. Nawet nie zauważył, kiedy przyskoczył do ofiary i zaczął jeść. Wydawało mu się, że przezwyciężył to.
- Nie rozumiem – szepnął, przyglądając się martwemu ciału.
- To normalne – zaśmiała się wampirzyca. – Byłeś już tak głodny, że przestałeś nad sobą panować. Zawsze tak jest – wyjaśniła. Kuba spojrzał na nią pytającym głosem. – I właśnie dlatego nie możemy nigdy dopuścić do tego, aby być aż tak spragniony.
- Nie miałem sił…
- Miałeś – odparła. – My zawsze mamy siły, pamiętaj o tym.
Jakub jeszcze raz spojrzał na nieżywą dziewczynę. Przypomniał sobie, jak płakała i prosiła, aby jej nie zabijać. Nie posłuchał. Przed oczami stanął mu ojciec z maczetą w ręce. Zabiłby go bez wahania. Nienawidził wampirów tak bardzo, że gdyby stał się jednym z nich, na pewno by to zakończył, zamiast zabijać niewinne osoby. Przegrał. Poczuł olbrzymi wstyd.
- Zabierz ją stąd – poprosił.
Wstał z podłogi i powrócił na swoje wcześniejsze miejsce, w kącie pokoju. Usiadł na materacu i ponownie się skulił.
- Odpocznij trochę – powiedziała łagodnie Magda i podniosła z podłogi zwłoki. – Przyjdę później po ciebie i pójdziemy do Roberta. Chciał cię poznać – dodała i wyszła.
Młody wampir jeszcze mocniej się skulił. Cały czas miał przed oczami swoją rodzinę zabitą przez Roberta. Teraz zamiast się mścić, dołączył do niego. Wbrew jego woli, ale jednak. Nie mógł tego znieść. Musiał coś wymyślić. Zabić ich wszystkich. Otworzył gwałtownie oczy. Był silniejszy i szybszy niż człowiek. Kto zabroni mu teraz polować na wampiry? Wybije ich wszystkich, a na koniec skończy ze sobą. Dokończy to, co zaczął jego ojciec. Nie będzie musiał się więcej wstydzić.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Tagi:

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#2 » 4 kwie 2015, o 20:39

Po pierwsze, coś czuję, że tytuł, który wybrałaś jest dość niefortunny.
Nie dość, że bagno, to jeszcze zgnilizna.
Nie potępiam wyboru, po prostu uśmiechnęłam się podświadomie.

czytałaś ostatnio jakąś powieść z prologiem?

MalaK pisze: Zacisnął mocniej dłoń na maczecie,

czy akcja dzieje się gdzieś w Ameryce bądź Afryce, skoro użyłaś tego narzędzia?

MalaK pisze: Cichy szmer dotarł do uszu młodego łowcy. Kuba przesunął się bliżej ściany, kiedy usłyszał krzyk swojego starszego brata.

Moja propozycja:
...łowcy, który przesunął się bliżej ściany, kiedy...

MalaK pisze:razem ze swoimi rodzicami i rodzeństwem

myślę, że tutaj jest zbędne.

MalaK pisze: kiedy zostali zaatakowani przez niego.

a tutaj na pewno bez "przez niego".

MalaK pisze: Polowali na kogoś zupełnie innego, dlatego Kuba przypuszczał, że musi to być ktoś
ważny.

nu, nu, nu - grożenie palcem.
Moja propozycja:
Tym razem polowanie wymagało od nich więcej skupienia i siły, dlatego Kuba przypuszczał, że mają do czynienia z kimś ważnym, kimś potężniejszym, prawdopodobnie ich guru, mistrzem.

dla mnie zdecydowanie za długi tekst jak na jeden raz, aczkolwiek przyznaję, że pierwszy akapit zainteresował mnie na tyle, by wrócić do niego później.

Mam tylko jedno pytanie: czy przeczytałaś chociaż "Draculę"?

Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#3 » 4 kwie 2015, o 21:03

Powieść z prologiem czytałam, "Draculi" nie czytałam. Jeżeli chodzi o teksty o wampirach, raczej czytałam Pilipiuka. Dlaczego pytasz?
Akcja dzieje się w centrum Europy, ale nie w teraźniejszej Europie. Natomiast co do narzędzia... Jest w Polsce miejsce, gdzie maczety ciągle są w użyciu, niestety.

Wybór tytułu był przemyślany i ma określoną symbolikę ;-) Powstał praktycznie na samym początku, gdy tylko pojawił się pomysł na powieść.

Dziękuję za wypisanie błędów, a przede wszystkim za podsunięcie swoich propozycji, jak to poprawić. Sama miałabym z tym problem.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1339
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#4 » 4 kwie 2015, o 22:34

Tytuł do wymiany, niestrawny, pseudo – wiersz do usunięcia. Po jego przeczytaniu, odechciewa się dalszej lektury. Rozumiem, że później pełni określoną rolę, ale w środku tekstu, z konkretnym uzasadnieniem, nie jest to tak rażące.

które delikatnie oświetlały składnice.

Jeśli składnica była jedna, to „składnicę”.

Nie będę powtarzał słusznych uwag agathas.

Przypomniał sobie wszystkie dobre chwile, które z nią spędził.

Sadzę, że ta uwaga jest – powiedzmy – nieodpowiednia. Gdyby nie przypomniał sobie tych dobrych chwil, to by nie chciał pomóc matce?

Miał ochotę wyskoczyć ze swojego ukrycia i pomóc swojej rodzicielce,

Brzmi pretensjonalnie. Napisałbym: Miał ochotę wyskoczyć ze swojego ukrycia i jej pomóc,

Młodzieniec zdawał sobie sprawę, że niewiele pozostało już z jego życia.

Młodzieniec – niepotrzebny. Podmiot domyślny.

Zginałby wtedy w walce, jak na prawdziwego rycerza przystało.

Zginąłby.

Kto miał być jego kolejną ofiarą?

Jego – czyli Kuby. Tak wychodzi.

Zauważył go, pochylającego się nad martwym męskim ciałem.

Czyli zauważył ojca.

Wampir odwrócił się w stronę młodego łowcy i wyprostował się.

Dwa razy się i to w krótkim zdaniu. A w następnym będzie trzecie.

stojąc po dwóch stronach magazynu.

Przed chwilą stal na środku tegoż magazynu.

a chwilę później Kuba poczuł silny ból ogarniający całe jego ciało. Nie zdążył nawet krzyknąć.

„Kuba” do usunięcia.

Całe jego ciało było przepełnione olbrzymim bólem, którego nie dało się wytrzymać.

No ale jakoś wytrzymał. Napisałbym tylko: Całe ciało przepełniał niewyobrażalny ból.

Łowca nie miał pojęcia, gdzie się znajduje.

„Łowca” do usunięcia. Podmiot został określony w pierwszym zdaniu tego fragmentu.

Skulił się, próbując chociaż trochę się ogrzać.

Dwa „się” w krótkim zdaniu. Może tak: Skulony, próbował ogrzać się choć trochę.

Pamiętał stary magazyn, w którym ukrywali się przed wampirem.

Wampir się powtarza; można tutaj z niego zrezygnować.

Stracił przytomność. Myślał, że umrze, ale to nie wyglądało jak śmierć.

Skoro stracił przytomność – to nie myślał.

- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – powiedziała i położyła dłoń na jego czole.

- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – powiedziała i położyła (mu) dłoń na czole.

utworzony przez tłum wampirów, stojący po obu stronach pomieszczenia.

„stojących”. Rozumiem, że chciałaś odnieść się do tłumu, ale ostatnim słowem są wampiry, więc lepiej zabrzmi „stojących”.

Odwrócił się w stronę wampirów i ponownie przeleciał wzrokiem komnatę.

„wampirów” do usunięcia.

Pierwsze, przez które kilka chwil wcześniej wszedł Robert, wielkie i ciężkie dębowe drzwi, prowadziły z głównego holu. Drugie i trzecie znajdowały się po prawej i po lewej stronie pomieszczenia. Oba prowadziły na klatkę schodową, którą można było dostać się na wyższe piętro. Po prawej stronie schody prowadziły do pokoju, który służył za sypialnię Roberta. Schodami po lewej stronie można było się dostać na szczyt wieży, z której można było obserwować okoliczny las.

Powtórzone „można było” (trzykrotnie!).
Dwukrotnie „prowadziły”.
Schody również są powtórzone, ale to tak nie razi, bo o nich jest mowa.
Czterokrotnie powtórzone „który” i derywaty.
Można tak: Pierwsze, przez które kilka chwil wcześniej wszedł Robert, wielkie i ciężkie dębowe drzwi, prowadziły z głównego holu. Drugie i trzecie znajdowały się po prawej i po lewej stronie pomieszczenia. Oba prowadziły na klatkę schodową wiodącą się na wyższe piętro. Po prawej stronie biegły schody do pokoju, służącego za sypialnię Roberta. Schody po lewej stronie wiodły na szczyt wieży, skąd można było obserwować okoliczny las.


Wampir oparł się o katedrę i westchnął ciężko. Stał na niewielkim podwyższeniu, z którego miał doskonały widok na całą salę oraz zebrane wampiry. W pomieszczeniu panowała ciężka atmosfera. Robert nie zamierzał rozładowywać jej zbyt szybko. Lubił upajać się faktem, że pozostałe wampiry się go bały.

Wampir, wampiry, wampiry.
Na przykład: Wampir oparł się o katedrę i westchnął ciężko. Stał na niewielkim podwyższeniu, z którego miał doskonały widok na całą salę oraz wszystkich zebranych. W pomieszczeniu panowała ciężka atmosfera. Robert nie zamierzał rozładowywać jej zbyt szybko. Lubił upajać się faktem, że pozostali czuli przed nim strach.

gdy tylko ktoś się sprzeciwił, natychmiast został zabity.

Lepiej „zostawał”.

Tego dnia pozwalał swoim towarzyszą na zdecydowanie więcej.

„towarzyszom”

Doskonale wiecie, że planujemy podbić ten świat, zawładnąć nad ludźmi i wreszcie wyjść z ukrycia.

„nad” - do usunięcia; to rażący błąd. Albo: „zapanować nad ludźmi”.

Dawno temu usłyszałem, że jest legenda

Dawno temu słyszałem, że jest legenda

A ja już wtedy wiedziałem, że musze odnaleźć tę przepowiednię.

„muszę”

To oni będą służyć nas!

„nam”

Od bardzo dawna nie było dane im najeść się do syta.

Od bardzo dawna nie było im dane najeść się do syta.

spodobała się wszystkim.
Kiedy wszyscy zgromadzeni opuścili salę,

„wszystkim – wszyscy”: powtórzenie

stanął przede mną, dając mi znać, że nie podda się bez walki. Mógł siedzieć schowany za tą skrzynią i czekać na śmierć. Wyszedł. Spojrzał mi w oczy z wysoko uniesioną głową. Zaimponował mi.

Trzy razy „mi”. Z pierwszego można spokojnie zrezygnować. Dalej: Spojrzał w moje oczy...

Przemieniając go w wampira, daliśmy mu tylko więcej możliwości.

„daliśmy” - to czas przeszły, a tu mowa o przyszłości, więc „damy”.

Jest silniejszy, szybszy, niebezpieczniejszy – powiedziała, kładąc nacisk na ostatnie słowo.

Przyszłość: będzie, a nie jest.

zapewnił i uśmiechnął się do niej, aby dodać jej otuchy.

Albo „niej”, albo „jej” do usunięcia.

zapewnił i uśmiechnął się do niej, aby dodać jej otuchy. – Zajmiesz się nim? Przedstaw mu ten świat taki, jaki on chciałby widzieć. Nic mu nie mów o naszych planach podboju świata

Zwróć uwagę, ile tu jest zaimków. O wiele za dużo.

Wiedział o nim bardzo dużo i dodatkowo ich nienawidził.

Wiedział o nich...

Kuba czuł się zdecydowanie lepiej niż wcześniej, gdy się obudził.

Nie wiem o co chodzi w tym zdaniu.

Nie było zbyt dużo, można nawet powiedzieć, że było bardzo mało.

„małe”

Nie było w nim jednak zamontowanych żadnych drzwi czy nawet zasłon. Dziura w ścianie. Druga dziura znajdowała się dokładnie naprzeciwko wejścia. Był to mały otwór pod sufitem, przez który do pomieszczenia wpływały promienie słońca. Nie było ich jednak zbyt wiele. W pokoju znajdował się tylko jeden materac, na którym siedział Kuba. Poza nim nie było niczego więcej.

Powtórzone „Nie było”. Trzykrotnie.
Może tak: Brakowało w nim jednak drzwi czy nawet zasłon. Dziura w ścianie. Druga dziura znajdowała się dokładnie naprzeciwko wejścia. Był to mały otwór pod sufitem, przez który do pomieszczenia wpadały nieliczne promienie słońca. W pokoju znajdował się tylko jeden materac, na którym siedział Kuba. Poza nim nie było niczego więcej.

znajdowały się na niej ślady oparzenia, które zaczęły się goić.

„(natychmiast) zaczynały się goić.”

Kto to jest Robert?

Lepiej: Kim jest Robert?

Najpierw jednak muszę nauczyć cię podstaw, nakarmić cię.

Powtórzone „cię”
Może: Najpierw jednak muszę nauczyć cię podstaw i nakarmić.

– Zacznijmy od podstaw i rzeczy najważniejszych – rozpoczęła, jednak przypominało to, jakby mówiła do siebie.

– Zacznijmy od podstaw i rzeczy najważniejszych – rozpoczęła. Jednak wyglądało to, jakby mówiła do siebie.

Uporządkuj sobie to, że zginąłeś jako łowca, narodziłeś się jako jeden z nas. Od tej pory nie będziesz już polował na nas, będziesz polował na ludzi.

Powtórzone „nas”.
Uporządkuj sobie to, że zginąłeś jako łowca, narodziłeś się jako jeden z nas. Od tej pory będziesz polował na ludzi.

Wrócę później – powiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia.

Dwa razy „ła” obok siebie nie wyglądają dobrze (zwłaszcza, że będą też w następnym zdaniu). Może tak: Wrócę później – powiedziawszy to, ruszyła w kierunku wyjścia.

Kuba jeszcze przez kilka minut słyszał stukanie jej butów o posadzkę.

Kilka minut – to bardzo długo.

Kiedy tylko odgłosy ucichły, wychylił się z pokoju. Korytarz wydawał się być pusty, jednak kiedy wytężył słuch, usłyszał ciche rozmowy dobiegające z obu jego stron.

Powtórzone „się”. I dalej też będzie.
Kiedy tylko odgłosy ucichły, wyjrzał pokoju. Mogło się wydawać, że korytarz jest pusty, jednak kiedy wytężył słuch, usłyszał ciche rozmowy dobiegające z obu jego stron.

Chronił ich odkąd skończył trzynaście lat i miał wystarczająco siły,

Chronił ich odkąd skończył trzynaście lat i miał wystarczająco dużo siły,

Czuł się jak zdrajca, który odsunął się od własnej rodziny i przekazywanych przez nią wartości.

Powtórzone „się”. W całym tym fragmencie jest go za dużo.

Czuł jej smak w ustach, mimo że nigdy wcześniej nawet jej nie skosztował.

Powtórzone „jej”.

Magda się śmiała, jednak on czuł się dziwnie. Zapach krwi cały czas docierał do jego nozdrzy, a mimo to Kuba nie miał potrzeby, aby rzucić się na ofiarę i się na niej pożywić.

Cztery razy „się”.

I właśnie dlatego nie możemy nigdy dopuścić do tego, aby być aż tak spragniony.

„spragnionym”

– Przyjdę później po ciebie i pójdziemy do Roberta. Chciał cię poznać – dodała i wyszła.
Młody wampir jeszcze mocniej się skulił. Cały czas miał przed oczami swoją rodzinę zabitą przez Roberta.

Powtórzony Robert.
„...cały czas miał przed oczyma zamordowaną rodzinę.” Wcześniej było powiedziane przez kogo.

Wybije ich wszystkich,

Lepiej zabrzmi „Wybije je wszystkie”.

Ogólnie nieźle. Główny problem to powtórzenia i „siękoza”. A powtórzenia zawsze można jakoś ominąć, fakt, trzeba czasem pokombinować. Styl i sposób prowadzenia narracji – do przyjęcia. Opisy w miarę wyczerpujące. Stawiasz dość ciekawy problem psychologiczny, nienowy wprawdzie, ale to przecież dopiero początek, może się dalej interesująco rozwinąć, warto kontynuować.

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#5 » 6 kwie 2015, o 10:38

MalaK pisze:Jeżeli chodzi o teksty o wampirach, raczej czytałam Pilipiuka. Dlaczego pytasz?

A przeczytałaś chociaż wszystkie jego opowiadania?
jedna osoba jako autorytet w temacie to chyba za mało?
Jestem w 99% pewna, że Twój mistrz prawdopodobnie przeczytał "Draculę", więc chyba warto iść w jego ślady w tej kwestii.
Po drugie, pamiętaj, że pisarz jest z wykształcenia archeologiem, więc zdecydowanie posiada wiedzę konieczną i pomocną w tworzeniu swoich fabuł i postaci, w dodatku, sądzę, że przemyszkował chociaż jedną bibliotekę od A do Z, by wgryść się w świat, który chciał przedstawić w swoich cyklach opowiadań, i mieć podwaliny do tworzenia swoich.

MalaK pisze:Jest w Polsce miejsce, gdzie maczety ciągle są w użyciu, niestety

A w którym to miejscu i w jakim celu je stosują?

MalaK pisze:Powstał praktycznie na samym początku, gdy tylko pojawił się pomysł na powieść.

często się to zdarza, ale skoro Gorgiasz także uważa jest jest niefortunny, więc może warto się dobrze nad nim zastanowić.

Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#6 » 6 kwie 2015, o 14:11

Czytałam różne legendy dotyczące wampirów i "moja wizja" jest jakby pomieszaniem legend, raczej nie kierowałam się wizjami w filmach czy innych powieściach.

agathas pisze:A w którym to miejscu i w jakim celu je stosują?

Kraków. Wojna pomiędzy kibicami Cracovii i Wisły Kraków.

@Gorgiasz bardzo dziękuję za pomoc w znalezieniu błędów. Poprawię wszystko, co razem z Agathas mi pokazaliście ;-)

Jeżeli chodzi o tytuł, to oczywiście mogę go zmienić. Wydawał mi się dobry, ale możliwe, że tylko mi. Miał symbolizować to, jak Kuba odbiera swoje życie po tej przemianie, ale może rzeczywiście jeszcze nad nim pomyślę :)
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#7 » 7 kwie 2015, o 11:55

Gorgiasz pisze: Przypomniał sobie wszystkie dobre chwile, które z nią spędził.


Sadzę, że ta uwaga jest – powiedzmy – nieodpowiednia.


Moim zdaniem fajny pomysł. Gorgiasz, to reakcja na śmierć matki, taki odruch.

Gorgiasz pisze: Miał ochotę wyskoczyć ze swojego ukrycia i pomóc swojej rodzicielce,


Brzmi pretensjonalnie. Napisałbym: Miał ochotę wyskoczyć ze swojego ukrycia i jej pomóc

może i pretensjonalnie, ale pomysł dobry, by o nim wspomnieć.
Zgadzam się, że "jej".

MalaK pisze:. Młodzieniec zdawał sobie sprawę, że niewiele pozostało już z jego życia.

...że niewiele pozostało mu już życia?

MalaK pisze: Polowanie na wampiry było bardzo niebezpiecznym zajęciem i wielokrotnie zastanawiał się, jak będzie wyglądała jego śmierć.

...zajęciem, dlatego zastanawiał się...?

MalaK pisze: Nigdy jednak nie wpadł na to, że zginie z ręki jakiegoś wampirzego mistrza,

Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy, że...?

MalaK pisze:Mógł wyjść z ukrycia i zacząć z nim walczyć.

Mógł wyjść z ukrycia, by walczyć z przeciwnikiem?

MalaK pisze: Z wysoko uniesioną głową, żegnałby się z tym światem.

Żegnałby się ze światem, z wysoko uniesioną głową?

A tak właściwie, co według ciebie oznacza "wysoko uniesiona głowa"?
Pytam, żebyś się zastanowiła, bo może inne określenie byłoby korzystniejsze.

Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#8 » 7 kwie 2015, o 14:21

agathas pisze:A tak właściwie, co według ciebie oznacza "wysoko uniesiona głowa"?
Pytam, żebyś się zastanowiła, bo może inne określenie byłoby korzystniejsze.

Miałam na myśli dumnie, odważnie, bez wstydu. Zamiast uciekać przed śmiercią, wyszedłby jej na przeciw, aby walczyć do końca.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Deneve

Bagno zgnilizny

Post#9 » 7 kwie 2015, o 17:41

Widzę, że moi przedmówcy skupili się na błędach, więc ja skupię się na reszcie. Po pierwsze: zgadzam się z Gorgiaszem. Wiersz jest okropny i do wyrzucenia. Te rymy częstochowskie zgrzytają gorzej niż piach w zębach.
Już na samym początku tekstu mam wrażenie, że piszesz dość topornie, w części zdań zgrzyta szyk, miejscami stosujesz zupełnie niepotrzebne dookreślenia. Równoważniki nadają zdaniom dodatkowej toporności:
Krzyk matki i w oczach Jakuba momentalnie pojawiły się łzy.
Nie lepiej byłoby: "Gdy usłyszał krzyk matki, poczuł w oczach palące łzy"? - oczywiście to tylko moja luźna propozycja.

Zginałby wtedy w walce

Zjadłaś ogonek przy "ą".

Z wysoko uniesioną głową, żegnałby się z tym światem.

Bez przecinka.

Został już tylko on i ojciec. Kto miał być jego kolejną ofiarą?

Urwało Ci od podmiotu, bo wychodzi na to, że ktoś miał być ofiarą ojca.

Dwudziestolatek otarł spływającą łzę i dumnie stanął na środku magazynu.

Pisanie o bohaterach per "dwudziestolatek/czarnowłosy/niebieskooki" świadczy o nieporadności autora. Jest wiele innych określeń. No i ta łza. To takie typowo opkowe, brakuje tylko wspomnienia o tym, że owa łza była samotna, a najlepiej jeszcze kryształowa.

Krzyk ojca. Zdecydował.

Łał. Krzyk ojca zdecydował? A to ci nowina.

Przeciwnik nagle rozpłynął się w powietrzu, a chwilę później Kuba poczuł silny ból ogarniający całe jego ciało. Nie zdążył nawet krzyknąć.

Ach, Kuba to taki special snowflake? Wszyscy krzyknąć zdążyli, on nie?

Pamiętał krzyki swojej rodziny i martwe ciało ojca

Martwe ciało to pleonazm taki jak miesiąc styczeń.

Chyba, że trafił do piekła

W konstrukcji "chyba że, mimo że, tylko że" itp. nie stawiamy przecinka.

- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – powiedziała i położyła dłoń na jego czole.

Dialogi zapisujemy za pomocą pauzy lub półpauzy, nie dywizów.

Od drzwi do przeciwległej ściany prowadził wąski korytarz, utworzony przez tłum wampirów, stojący po obu stronach pomieszczenia.

Ten tłum stał po obu stronach pomieszczenia? Jak już to "wampirów stojących po obu stronach...".

przeleciał wzrokiem komnatę.

Zabawny kolokwializm jest zabawny.

Była największym pomieszczeniem w całym zamku i to właśnie w niej przeprowadzał różne spotkania czy przyjmował gości.

Wychodzi na to, że zamek organizował tam różne spotkania i przyjmował gości.

Pierwsze, przez które kilka chwil wcześniej wszedł Robert, wielkie i ciężkie dębowe drzwi, prowadziły z głównego holu. Drugie i trzecie znajdowały się po prawej i po lewej stronie pomieszczenia. Oba prowadziły na klatkę schodową, którą można było dostać się na wyższe piętro.

Oba drzwi? No chyba nie. Oboje jak już.

Ten opis z drzwiami, oknami i całą resztą jest tak rozprawkowy i sztuczny, że aż boli. Powinnaś popracować nad płynnością takich tekstów, bo teraz mam wrażenie, że czytam spis inwentarzy mieszczańskich, nie opowiadanie.

Robert jednak nie zezwolił mu zabrać głos, więc młodzieniec milczał.

Zabrać (kogo? czego?) głosu.

- Witek – odpowiedział, trzęsącym się głosem młody wampir.

Przecinki, w niewłaściwych, miejscach.

W ogóle to trzęsienie portkami przed Robertem jest groteskowe. Ja rozumiem, że taki z niego zły i niedobry wampir, ale, na litość, ktoś coś powiedział i, ojejciu, niczym zawstydzona lolitka zasłania usta rączką? Totalnie nie kupuję.

Wszystkie zgromadzone wampiry z olbrzymią uwagą wsłuchiwały się we wszystkie słowa odczytywane przez ich lidera

Wszystkie wampiry... wszystkie słowa...

Tego dnia pozwalał swoim towarzyszą

... celownik liczby mnogiej słowa "towarzysz" - komu? czemu? Towarzyszom.

Tego dnia pozwalał swoim towarzyszą na zdecydowanie więcej. Oni również to odczuli i z większą swobodą zachowywali się w głównej komnacie.

A jeszcze chwilę temu atmosfera była napięta. :P

A ja już wtedy wiedziałem, że musze

ę

To oni będą służyć nas!

Że co?

- Dlaczego nie zabiłeś go tak, jak jego rodzinę?

Kogo? Czego? Rodziny.

- Dlaczego nie zabiłeś go tak, jak jego rodzinę? – zapytała, nic z tego nie rozumiejąc.
Uważała, że był dla nich zagrożeniem. Był dość wyjątkowym łowcą. Większość z nich na pewnym etapie swojego życia dowiadywała się o istnieniu wampirów i postanawiała ich zabijać. Często była to zemsta za śmierć kogoś bliskiego. Z Kubą było inaczej. Polował od dziecka, wychowany przez swoich rodziców – łowców. Razem ze swoim rodzeństwem nie znał innego życia. Dorastał w nienawiści do wampirów, był zagrożeniem, nawet będąc jednym z nich. Magda o tym doskonale wiedziała.
- Jest wyjątkowy – odparł cicho Robert. – Wyszedł do mnie. Tak otwarcie, stanął przede mną, dając mi znać, że nie podda się bez walki. Mógł siedzieć schowany za tą skrzynią i czekać na śmierć. Wyszedł. Spojrzał mi w oczy z wysoko uniesioną głową. Zaimponował mi.

Taaaa... wszyscy wiedzą, że Kuba będzie zagrożeniem, widzą, że jest specjalny, lepszy, pewnie też silniejszy i nawet będąc wampirem, będzie problemem dla wampirzego świata. A jak nagle zwróci się przeciwko Robertowi, to będzie wielkie zdziwko, szok i niedowierzanie. Magda jest w tym całym cyrku jedynym głosem rozsądku, który oczywiście Robert gasi niczym żarzącego się peta. Borze, co z niego za przywódca, skoro chowa przy swoim boku zabijakę, który kiedyś wbije mu osikowy kołek w serce? Nie dziwię się, że wampiry stanęły na granicy wymarcia, skoro mają za przywódcę takiego "geniusza".

Nic mu nie mów o naszych planach podboju świata – zastrzegł. – Powiedz raczej, że nie zabijamy ludzi, że staramy się być… ekonomiczni – zaśmiał się.

Nie no, teraz to skisłam. :lol:
Robert ma coś nierówno pod kopułką, nie dość, że planuje jakieś samobójcze działania, to jeszcze wydaje się ciężko upośledzony, a w dodatku ma przerośnięte ego i jest typowym megalomanem.

Badanie ludzkiej sympatii do wampirów i przekonanie ich, że są one czymś fajnych

Czymś fajnych? Czymś fajnym. W ogóle to takie mega kolokwialne. Zamiast napisać, że przekonywała ludzi co do tego, że wampiry powinny im imponować, że powinni je podziwiać, a nawet wychwalać, usługiwać im, a nawet, że są istotami doskonałymi, piszesz, że przekonywała ludzi co do tego, że "wampajery so fajne". *fejspalm*

Kuba doskonale znał wampiry. Wiedział o nim bardzo dużo i dodatkowo ich nienawidził.

O nich.

Zawsze miał przy sobie przymocowaną do nogi maczetę,

Masło maślane. Skoro miał tę maczetę przymocowaną do nogi, to logiczne, że miał ją przy sobie. Przecież nie przyczepiał tej maczety do cudzej nogi.

Dam ci chwilkę na oswojenie się z nową sytuację

Nowę sytuację, językię polskię trudne takię. Nie wiem, ja tu odczuwam brak bety oraz brak szacunku do czytelnika. Bo o ile (brak bety) rozumiem, że nie zawsze można poradzić sobie z brakiem przecinków lub że czasem urwie od podmiotu, o tyle literówki można wyłapać samemu po ponownym przeczytaniu swojego tekst. I tu wychodzi brak szacunku do czytelnika. Albo myśl: "a, ktoś poprawi wszystko za mnie". Chociaż w sumie na jedno wychodzi.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było zbyt dużo, można nawet powiedzieć, że było bardzo mało.

Moja nie rozumie tego zdań.

Temperatura wydawała mu się normalna, ale teraz dla niego ona miała być normalna

Że co?

- W dupie jestem dumny – warknął i zajrzał pod materac, jednak tam również nie znalazł niczego interesującego.

ŁOCZ AŁT, ŁI GOT A GIMBOBADASS OŁVER DER!

Kuba jeszcze przez kilka minut słyszał stukanie jej butów o posadzkę.

Z czego przez pięć i pół minuty chyba chodziła w miejscu.

Tylko skoro on był taki silny, Kuba również musiał się wzmocnić. Musiał się zemścić. Tylko jeszcze nie miał pomysłu jak.

xD No, na pewno nie będzie go chciał zabić. Pewnie załaskocze go na śmierć.

Pragnienie było coraz silniejsze. Kuba wcisnął się w kąt pokoju, jakby miał nadzieję, że im bardziej będzie skulony, tym łatwiej uda mu się go przezwyciężyć.

Ten pragnień. To pragnienie: uda się je przezwyciężyć.

W ręce trzymała dziewczynę, która cała zapłakana próbowała się jej wyrwać.

Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak ona ja trzymała? Za nogę? Rękę? Kark?

Kiedyś, kiedy jeszcze polowali z ojcem, spotkali wampira, który powiedział, że można inaczej. Nie uwierzyli mu i zabili, zanim cokolwiek zdążył wyjaśnić. Jakub jednak pamiętał o tym i musiał się dowiedzieć, jak inaczej można przeżyć jako wampir.

No jak to! Nie czytał Zmierzchu? Przecież zwierzęta można wysysać!!!!!11oneoneeleven

Magda wstała i podeszła do dziewczyny. Wyciągnęła scyzoryk z kieszeni i rozcięła jej nadgarstek. Ofiara zaczęła jeszcze bardziej rozpaczać.

Stwierdzenie, że po rozcięciu nadgarstka, ofiara "zaczęła jeszcze bardziej rozpaczać" jest kuriozalne, groteskowe, a wręcz nieporadne. W takim przypadku można krzyknąć, przerazić się jeszcze bardziej, nawet się zmoczyć, ale Ty poświęcasz tej sytuacji stwierdzenie, że ofiara rozpaczała. To tak, jakby powiedzieć, że chora osoba cierpiała, a osoba po przebiegnięciu maratonu była zmęczona. To taka oczywista oczywistość, o której można by napisać szerzej, barwniej.

Bezwładne ciało młodej kobiety upadło na podłogę.

Ta, bo po podcięciu nadgarstka (i to jednego), ofiara wykrwawia się w sekundę.

Kuba spojrzał na nią pytającym głosem.

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

- Zabierz ją stąd – poprosił.

No jak prośba to nie brzmiało.

Przyjdę później po ciebie i pójdziemy do Roberta. Chciał cię poznać – dodała i wyszła.

Wtf? Przecież miał się zobaczyć z Robertem następnego dnia, a tymczasem nie skończył się jeszcze jeden i ten sam... Chyba że coś mnie ominęło.

Był silniejszy i szybszy niż człowiek. Kto zabroni mu teraz polować na wampiry? Wybije ich wszystkich, a na koniec skończy ze sobą.

Brzmi jak plan. Tyle że nie.

Wybacz, ale to opko to klasyczne opko z blogasków. Jest napisane niepoprawnie i niemal całkowitym strumieniem świadomości. Jest słabe i złe na wielu płaszczyznach. Raz, że są jakieś dziwne literówki, niespotykane błędy, a dwa, że z interpunkcją też jest ciężko. Tu by się przydała naprawdę porządna korekta. Poza tym tekst jest bardzo nielogiczny - dorośli ludzie się tak nie zachowują, co dopiero przywódcy supertajnych organizacji morderczych wampirów. Aż dziwię się, że oni sami się tam przypadkiem nie powybijali. Nie potrafię znaleźć niczego na plus, bo fabuła nie zachwyca, pod względem poprawności też jest kiepsko, styl jest, jak ja to mówię, rozprawkowy, mdły, opisy uczuć ubogie, opisy bohaterów/pomieszczeń schematyczne i sztywne. Musisz naprawdę nad tym tekstem popracować, ale bez warsztatu, którego zdecydowanie Ci brakuje, będzie baaaardzo ciężko to zrobić.

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#10 » 7 kwie 2015, o 20:15

Zakazuję Ci zniechęcać się do pisania.
Wydawnictwo odrzuciło pierwszą sztukę Goethego wydając omylny osąd, że brak mu talentu, by mógł stworzyć w przyszłości coś wartościowego. Niedługo potem napisał "Cierpienia młodego Wertera".

Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#11 » 7 kwie 2015, o 20:40

@Deneve Zgadzam się, że jest tutaj dużo literówek oraz sporo do poprawy. Ale to nie prawda, że literówki da się wyłapać, czytając tekst poraz drugi. Czytałam go nie raz i wiele poprawiłam, widać drugie tyle było jeszcze do poprawy. Nasza umiejętność czytania polega na tym, że nie czytamy każdej litery osobno - czytamy najczęściej pierwszą i ostatnią literę, natomiast wzrokowo oceniamy pozostałą część słowa. Osobie, która widzi tekst pierwszy raz, łatwiej jest wyłapać tego typu rzeczy niż osobie, która zna tekst doskonale. Nie chcę się tutaj tłumaczyć, chcę tylko zauważyć, że można czytać tekst drugi raz, trzeci czy nawet piąty, ale to wcale nie oznacza, że wszystkie błędy czy literówki zostaną zauważone.
Dlatego też dziękuję Wam za to, że zwróciliście mi na to wszystko uwagę. Poprawię to, postaram się też w przyszłości nie popełniać błędów, które mi pokazaliście.

@Agathas nie zniechęcę się. Aktualnie pracuję nad czymś innym i zapewne niedługo pojawi się pierwsza część na forum. Najpierw jednak przeczytam kilkanaście razy, aby w jak największym stopniu wyplenić wszystkie błędy.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1339
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#12 » 7 kwie 2015, o 21:15

Najlepiej czytać tekst pod określonym kątem. To znaczy: zakładasz, że przeczytasz tekst zwracając uwagę tylko i wyłącznie na literówki. I nic więcej Cię nie interesuje! Pewnie, jak coś innego zauważysz, to poprawisz. Następnie czytasz tekst zwracając uwagę tylko na powtórzenia (z wyjątkiem "się"). Kolejny raz: zwracasz uwagę tylko na powtórzenia „się”. Następny: tylko na interpunkcję itd. itd. Kolejność oczywiście dowolna. A i tak zawsze coś zostanie. Obrazek

Deneve

Bagno zgnilizny

Post#13 » 7 kwie 2015, o 21:20

Zakazuję Ci zniechęcać się do pisania.

Ja również. Może moja ocena była ostra, ale jak na początki z pisaniem jest nie najgorzej (moje początki były o wieeeeeeele gorsze).

Wydawnictwo odrzuciło pierwszą sztukę Goethego wydając omylny osąd, że brak mu talentu, by mógł stworzyć w przyszłości coś wartościowego. Niedługo potem napisał "Cierpienia młodego Wertera".

Akurat "Cierpienia młodego Wertera" uważam za jeden z najgorszych tekstów, jaki musiałam czytać w liceum.

Zgadzam się, że jest tutaj dużo literówek oraz sporo do poprawy. Ale to nie prawda, że literówki da się wyłapać, czytając tekst poraz drugi. Czytałam go nie raz i wiele poprawiłam, widać drugie tyle było jeszcze do poprawy.

Nie wszystko da się wyłapać, ale wiele da się wyłapać samemu (chociaż we własnych tekstach jest zdecydowanie trudniej). Tym bardziej, że tu błędy są bardzo osobliwe.

Nasza umiejętność czytania polega na tym, że nie czytamy każdej litery osobno - czytamy najczęściej pierwszą i ostatnią literę, natomiast wzrokowo oceniamy pozostałą część słowa.

Dlatego przysiadamy do czytania i czytamy w skupieniu, nie przelatując co drugie słowo. ;)

Nie mówię, że masz zostawić pisanie i zająć się szydełkowaniem. Mówię, że jest przed Tobą ogrom pracy. Zarówno od strony technicznej jak i samej stylistyki pisania, a na to nie ma innej rady jak pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Ale nie zniechęcaj się, tak jak mówi Agathas. Każdy w końcu od czegoś zaczynał, wiele rzeczy można wyćwiczyć. Polecam Ci współpracę z jakąś betą, nie dość, że poprawi Ci błędy, to jeszcze wiele się od niej nauczysz (serio, jestem tego przykładem, w liceum totalnie nie umiałam "w interpunkcję", a dzięki mojej becie dziś sama poprawiam teksty, bo moja beta mówiła mi, co jest źle i, przede wszystkim, dlaczego jest źle - świetna nauka na całe życie).

Awatar użytkownika
ŁK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 31
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#14 » 7 kwie 2015, o 22:28

Jeśli chodzi o samą fabułę...
Jest to typowy tekst o łowcy wampirów cierpiącym na wampiryzm - nic nowego, ale daje pewne pole do popisu, głównie pod względem rozterek moralnych bohatera i tego jak wykorzysta swój demoniczny potencjał.
Drażni mnie trochę ta maczeta... nibyfajna broń , ale psuje trochę wizję świata. Chodzi mi o to że...
MalaK pisze:Akcja dzieje się w centrum Europy, ale nie w teraźniejszej Europie.

... na mój gust to alternatywne wieki średnie, w tekście pojawiło się określenie rycerz, jakiś zamek z loszkiem też się znajdzie, a tu nagle <<trach>> MACZETA. Trochę nie te realia... chyba że pierwsi łowcy pochodzili z terenów, na których maczeta jest czymś normalnym.

A co do samych łowców...
Wydają się być strasznie powszechni, a jednak normalni ludzie sprawiają wrażenie nieświadomych istnienia wampirów (nie ma jakiś plotek, akcji uświadamiających?). A może to po prostu bardzo sekretna wojna i nie zauważyłem tego - jeśli tak to przepraszam.

A jeśli chodzi o samego lidera wampirów...
Deneve pisze:A jak nagle zwróci się przeciwko Robertowi, to będzie wielkie zdziwko, szok i niedowierzanie. Magda jest w tym całym cyrku jedynym głosem rozsądku, który oczywiście Robert gasi niczym żarzącego się peta. Borze, co z niego za przywódca, skoro chowa przy swoim boku zabijakę, który kiedyś wbije mu osikowy kołek w serce?

To nie głupota, a pokaz siły z dreszczykiem. Głupi ten pokaz bo głupi, ale kto władcy zabroni?

MalaK pisze:- Wprawdzie nie jest to nigdzie napisane, aczkolwiek śmiem przypuszczać, że przepowiednia dotyczy nas

Moja skromna interpretacja: "Z niepotwierdzonych danych wynika, że mamy szansę na wygraną. Ufam absolutnie w niedokończone bazgroły na wymiętolonej kartce, dlatego na szali stawiam istnienie całej mej rasy."... ach, magia przepowiedni, nawet starożytni (i w teorii rozsądni) jej ulegają.

Dobra, przestaję się czepiać. I odpowiadam na pytanie.
MalaK pisze:Czy po przeczytaniu pierwszego rozdziału, chcielibyścy czytać dalej, czy jednak nie jest to nic ciekawego.

Tak, nie jest źle i chciałbym zobaczyć minę Roberta.

PS
"Cierpienia młodego Wertera" - wydają mi się średnio zachęcającym przykładem.
Wierzę we wszystko, nie czczę niczego.

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#15 » 7 kwie 2015, o 22:40

ŁK pisze:"Cierpienia młodego Wertera" - wydają mi się średnio zachęcającym przykładem

dlaczego? bo są lekturą?
A ballada "Król Olszyn"? też zły przykład?
Albo "Faust"?
Oglądałam dzisiaj film "Goethe" - polecam każdemu. Cudowny film.
A tak przy okazji, Goethe pisał wspaniałe wiersze o miłości.

Mówiłam ci MalaK, że ta maczeta, to chyba nie w tym miejscu i czasie.

Awatar użytkownika
MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#16 » 7 kwie 2015, o 23:04

... na mój gust to alternatywne wieki średnie, w tekście pojawiło się określenie rycerz, jakiś zamek z loszkiem też się znajdzie, a tu nagle <<trach>> MACZETA. Trochę nie te realia... chyba że pierwsi łowcy pochodzili z terenów, na których maczeta jest czymś normalnym.

Czasy są bardziej nasze, tylko akurat w pierwszym rozdziale tego nie widać, bo akcja toczy się w dość osobliwym miejscu. Wampiry sobie jakby przywłaszczywy stary zamek, który był już przez wszystkich zapomniany i w nim zamieszkały. Reszta świata (że tak to nazwę) to normalne miasta z wieżowcami itp. Po prostu nie widać tego tutaj.

A maczeta jest dlatego, że w mojej wizji, wampira można zabić poprzez odcięcie mu głowy. Osikowe kołki jakoś do mnie nie przemawiają, nie wiem dlaczego. Maczetą łatwiej niż nożem, a chyba jest bardziej poręczna od jakiegoś miecza, piły mechanicznej czy nie wiadomo czego tam jeszcze, tak mi się przynajmniej wydaje ;-)
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
ŁK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 31
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#17 » 7 kwie 2015, o 23:50

agathas pisze:
ŁK pisze:"Cierpienia młodego Wertera" - wydają mi się średnio zachęcającym przykładem

dlaczego? bo są lekturą?
A ballada "Król Olszyn"? też zły przykład?
Albo "Faust"?
Oglądałam dzisiaj film "Goethe" - polecam każdemu. Cudowny film.
A tak przy okazji, Goethe pisał wspaniałe wiersze o miłości.


Z jednej strony są lekturą (u mnie to działa jak czosnek na wampira), z drugiej zaś... biorąc pod uwagę, że jestem wypranym z uczuć wyższych, czytanie o rozterkach pana Wertera, było przeżyciem niemal traumatycznym... Ale to tylko różnice poglądów i urwijmy ten temat nim zmieni się w coś nieprzyjemnego. Jeśli jakoś cię uraziłem tym Werterem, to przepraszam.
Do "Króla Olch" nic nie mam... to bardziej moje klimaty.
"Fausta" nie czytałem.

Przykładem osób docenionych po czasie może być również Vincent van Gogh... ale raczej mało kogo obchodzi pośmiertna sława i chwała.

A wracając do tekstu...
Jeśli to okres zbliżony do naszego, to nie czepiam się maczety. W obecnym fragmencie średnio pasuje, ale gdyby potem pojawiły się wieżowce... to nie widzę przeciwwskazań.
Odrąbanie głowy kataną też nie powinno sprawiać większych problemów.
Wierzę we wszystko, nie czczę niczego.

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Bagno zgnilizny

Post#18 » 8 kwie 2015, o 00:06

ŁK pisze:Z jednej strony są lekturą (u mnie to działa jak czosnek na wampira)

Nie martw się, to chyba normalna reakcja, doskonale pamiętam to uczucie.

ŁK pisze:Jeśli jakoś cię uraziłem tym Werterem, to przepraszam

Absolutnie nie czuję się urażona. Nie przyszłoby mi do głowy w tej sytuacji obrażać się na ciebie. Nie widzę powodu.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości