Guleh, Królowa Zombie.

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
ViviSector
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Guleh, Królowa Zombie.

Post#1 » 26 paź 2015, o 22:31

Zanim zaczniecie czytać ten tekst, proszę Was, abyście mieli na uwadze trzy rzeczy:

    - Opowiadanie zostało napisane w ramach ćwiczeń. Nie skupiałem się na fabule, która (sam przyznaję) leży i kwiczy. Nie chciałem wyjść z wprawy, bo dawno niczego nie pisałem do szuflady. Moją intencją było trenowanie opisów i ogólne pisanie dla pisania.
    - Opowiadanie zostało wstawione z dysku google. Wybaczcie, jeśli coś jest źle sformatowane.
    - Inspirowane: https://www.youtube.com/watch?v=dQDaWoWwqdM

[center]Guleh, Kólowa Zombie
Autor: ViviSector

Opowiadanie powstało w oparciu o tekst utworu “Guleh / Zombie Queen” zespołu Ghost. Ogromnie dziękuję temu zespołowi za to, że mogę słuchać ich wspaniałej muzyki. I przepraszam za to, że jest fatalne.[/center]
Mrok zalał swymi smolistymi falami cmentarz, a wiatr rozganiał delikatną mgiełkę listopadowej nocy, podczas gdy gwiazdy przecinały nieboskłon ostrzami swego blasku, rozrzucone wokół bladej tarczy księżyca. Tysiące srebrzystych łez horyzontu. To prawie opustoszałe miejsce zadumy zdawało się z całych swych niemych sił wygonić każdego, kto by tu zabłądził: krzyże unosiły swe gniewne ramiona, lodowate płyty nagrobków nie pozwalały odpocząć, a smutne anioły odwracały wzrok. Także i kapliczki oraz krypty zamykały swe serca, chcąc pozostać w samotności. Nieliczne, nagie drzewa były zaś strażnikami, gwiżdżącymi wiatrem między gałęziami na zagubionych pniach. Nawet zwierzęta, które jeszcze nie zasnęły przed zimą, nie szukały tutaj schronienia. Panował więc martwy spokój.
Spokój, który został jednak przerwany przez wolne, leniwe kroki dwunastu odzianych w czerń postaci. Maski pod kapturami tog kryły wszelakie emocje, latarnie trzymane w dłoniach oświetlały im drogę. Korowód prowadziła osoba, która nieco wyróżniała się od innych - jej szata była zdobiona złotą nicią i można rzec, że wyglądała niczym ksiądz odziany na pogrzeb. Nie miała jednak przy sobie niczego, co wskazywałoby, jakoby był sługą bożym. Wręcz przeciwnie - samo spojrzenie na niego oraz jego towarzyszy wzbudzało uczucie dziwnego niepokoju, czegoś zbliżonego do paniki. To od razu nasuwało myśl, jakoby służyli samej ciemności. Złu we własnej osobie.
Wkrótce dotarli do bogato rzeźbionej krypty. Marmurowy baldachim wspierany przez cztery anioły, czarna tabliczka głosiła “tu leży lady Fiona, odebrała nam ją rozpacz”. Pod baldachimem, na samym środku, stał starannie opieczętowany sarkofag, z wiekiem przedstawiającym bardzo piękną, młodą kobietę w sukni ślubnej. Już po tym, jak wyrzeźbiono jego detale można było stwierdzić, że jeśli była panną młodą, to musiała być niezwykle zamożna. Tak też w istocie było - lady Fiona, jako iż była szlachcianką, niezwykle dbała o swoją aparycję. Dlatego też jej grobowiec był wykonany z również ogromną dbałością o szczegóły.
- Otwórzcie - polecił chłodno przewodnik grupy, stojąc naprzeciwko monumentu.
Jeśli w ogóle było to możliwe, jego głos brzmiał znacznie bardziej ozięble, niż głos pozbawiony wszelkich emocji. To było echo, wydobywające się z gardła, jak gdyby sam miał być pustą skorupą, wypełnioną pochłaniającą wszystko co pozytywne, czarną dziurą. Na polecenie mistrza wszyscy otoczyli sarkofag i wyciągnęli narzędzia, z przepastnych otchłani swoich tog. Cmentarz wypełnił krótko trwający hałas stukania narzędzi o kamień, a potem głuchy zgrzyt i uderzenie kamiennej płyty, która została zrzucona z kufra na ciało. Ciało, które dopiero gniło. Wszyscy pracujący odsunęli się i otoczyli lady Fionę.
Szlachcianka, mimo iż teraz jest zgnilizną, musiała być piękną kobietą. Miseczki biustonosza wskazywały jasno, że miała delikatne, ale kształtne wdzięki, a zapadły gorset przypominał o wspaniałej talii. Napuchnięta twarz nadal była nawet nienaruszoną karykaturą żywej kobiety.
- Byłaś taka majestatyczna za życia, a teraz twoimi perłami są żebra zza podartej skóry i wspomnienie urody. Ale ty dalej będziesz piękna.
Te słowa wypowiedział czarny ksiądz, a brzmiały jakby padały z ust proroka. Może nawet samego Boga. Pozostali trwali niczym posągi. Po chwili unieśli dłonie nad grobowcem, otaczając go kołem, a kapłan nieco się oddalił, pozwalając swoim apostołom powtarzać wersy mrocznej inkantacji, od której dźwięku można stracić by zmysły. Wyciągnął rękę nad Fionę, drugą zaś wskazał przestrzeń obok siebie.
- Powstań sukkubie z ciemności, spod ziemnej rdzy i daj jej drugą piękność, drugą młodość. - Tym razem jego głos był śpiewny i hipnotyzujący.
Powietrze zapachniało czymś dziwnym, nienaturalnym. Był to zapach słodki, ale zarazem na tyle przyjemny, że dłuższe uleganie jego urokowi mogłoby sprawić, że bez niego wszystko inne stawało się obleśnym fetorem. Mimo narastającej intensywności, wszyscy jednak mu się opierali. Ziemia pod dłonią okultysty zmieniła kolor na fioletowy, po czym zaczęła przeistaczać się w ciecz, z której wpełzła naga, rogata, uskrzydlona kobieta, o ciele o konsystencji mgły. Był to demon. Piękny, uwodzicielski, uosobienie rozpusty. Zaczął mozolnie iść na czworaka w stronę ciała, a gdy wdrapał się na krawędź trumny, niczym woda oblał Fionę i wchłonął się w nią.
- Wstań, niechaj czarne światło cię prowadzi…
I wstała. Nie jako truchło, a jako na nowo piękna, we wspaniałej sukni wysadzanej klejnotami, jak gdyby miała udać się na bal. Gdy tylko postawiła na ziemi swą smukłą stopę, odzianą w czerwony, zdobiony pantofelek, zgromadzenie pomogło jej utrzymać się na nogach. Nie było czuć już od niej odoru zgnilizny, lecz ten wspaniały, narkotycznie uzależniający zapach. Jak gdyby zamącona lunatycznym snem, udała się przed siebie, nie zważając na tych, którzy przywrócili ją do życia nieżyciem.

***

Bal trwał w najlepsze. Pałac, wypełniony gośćmi, daniami, zapachami i namiętnością, pękał w szwach od przesytu rozmaitości, niemających nic wspólnego z przyzwoitością, praktycznie w każdej swej dziedzinie. Taki był książe, jaki jego bal.
Noc. To była noc grzechu, niestającej, obleśnej orgii. Orkiestra przygrywała do tańca, zagłuszając odgłosy dobiegające z komnat, w których zabawiali się zaproszeni, sami goście znamienici: hrabiowie, hrabiny, ich córki, synowie, lordowie, biskupi, księża, bogaci i wszyscy inni ubodzy na umyśle, duchu i polocie, albowiem wszystko to zostawili dziś w domu. Na próżno było też pytać o to i naszego gospodarza, który prowadził z sali balowej, po schodach do góry, pewną szlachciankę, trzymając ją pod rękę, szepcąc do ucha swoje plany wobec niej. A był przy tym obłudnie subtelny i obsypywał kwiatami najobrzydliwsze dewiacje.
Książę zatrzymał się - bo tak kazało mu przeczucie - i spojrzał w kierunku drzwi prowadzących na taras. Tam ukazała się przepiękna, znajoma kobieta, która porzuciła go kiedyś za to, co czynił. Przeprosił więc swoją nową kochankę i zszedł do nowoprzybyłej. Zabronił jej tu przychodzić, bo rozstali się parę lat temu, chociaż dalej kochała go, pomimo niewyobrażalnych przewinień względem świętej miłości.
- Pozwól mi, mój panie, zabawić się tu z resztą twoich gości, a nie odczujesz mojego naprzykrzania - poprosiła go beznamiętnie, z uśmiechem, co dawało przerażający kontrast.
Nie miał siły odmówić. Dosłownie i w przenośni, a na to pierwsze nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, co sprawiło, że niemal truchtem udał się na powrót do swojej kochanki, by utopić w jej słodkim wnętrzu swoje strachy.
A królowa, która zjawiła się na balu, była tej nocy ze wszystkimi: z młodymi, starymi, z panami i paniami, tańcząc na parkiecie i w alkowach. A gdy wszyscy poznali ją z najlepszej dla nich strony, ogromna panika wybuchła i wszyscy pognili od lędźwi, które wypłynęły na polerowaną, drewnianą posadzkę. Krzyk i wrzawa wypełniły salę, ale ucichły, gdy królowa uniosła dłoń do góry. Jej sukienka nie była już jedwabno-koronkowym majstersztykiem, a groteskowym połączeniem jelit, płatów skóry, skalpów i przyrodzeń, zawieszonych jako frędzle u spodu sukni. Sama wyglądała jak reszta gości - zgniła niczym jej serce, które już dawno obumarło z żalu i rozpaczy.
Wszyscy zwrócili się w kierunku królowej i na dany znak bawili się dalej. Trupia orkiestra przygrywała marsz żałobny, a goście tańczyli nienaturalnie powolnego walca, czekając na gospodarza. Gdy ten wyłonił się ze swojej jamy rozpusty, nie zwrócił uwagi na to, że coś jest nie tak - zbyt oszołomiony był alkoholem, opium i sodomią. Z transu wyrwał go krzyk rozdzieranej na ćwierci kochanki, która pióropuszem wnętrzności rozpłynęła się między rwącymi ją biesiadnikami.
- Przez ciebie straciłam najlepsze lata swojego życia oraz jego resztę. Obiecywałeś mi miłość do śmierci i ja dopilnuję, by tak się stało - rzekła Guleh, a tłum porwał księcia do niej.
Wtedy zaczęła się orgia, która trwała tak długo i była tak brutalna, że książe nie przypominał w żadnym stopniu siebie, ani nawet człowieka. Był zgniłym czymś z powtykanymi gdzie się da co się da, zalany cholera wie czym, będący sam cholera wie czym. Gości było stu i sam wyglądał, jakby przebiegło po nim sto słoni.


[right]I dostał to, na co zasłużył, tak jak reszta tej kloaki
Koniec[/right]

Tagi:

Deneve

Guleh, Królowa Zombie.

Post#2 » 28 paź 2015, o 14:08

Maski pod kapturami ich tog kryły wszelakie emocje, latarnie trzymane w dłoniach oświetlały im drogę.

Tym maskom, tak?

Odnośnie "jakoby", za sjp.pl:
jakoby
1. spójnik wprowadzający zdania podrzędne, wyrażające wahanie, powątpiewanie
2. partykuła wyrażająca powątpiewanie co do prawdomówności kogoś


Nasza szlachcianka, mimo iż teraz jest zgnilizną, musiała być piękną kobietą.

Przepraszam, ale to porównanie mnie zabiło. :D

Powietrze zapachniało siarką oraz czymś dziwnym, nienaturalnym. Był to zapach słodki, ale zarazem na tyle przyjemny, że jego dłuższe wąchanie mogłoby sprawić, że bez niego wszystko inne stawało się obleśnym fetorem.

Siarka śmierdzi. Tak tylko napominam.

zaczęła zmieniać się w ciecz, z której wpełzła naga, rogata, skrzydlata kobieta,

Wypełzła.

reszta pomogłą jej utrzymać się na nogach.

Pomogła.

Ciągle powtarzasz "jak gdyby" - dobrze byłoby nad tym popracować.

Puenta jest, jak dla mnie, zbyt łopatologiczna. Za bardzo dobitna, brakuje w niej możliwości domysłu, skłonności do przemyśleń. Jest zbyt wulgarna po prostu, mało zaskakująca. Sam tekst nie jest zły, nie jest najgorzej napisany, ale wiele też do poprawki. No, ale jeśli był napisany tak, o, dla pisania, to chyba swe zadanie spełnił. ;)

ViviSector
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Guleh, Królowa Zombie.

Post#3 » 28 paź 2015, o 16:09

Deneve pisze:Siarka śmierdzi. Tak tylko napominam.


No tak, może brzmieć absurdalnie, jednakże chciałem, by był to jakiś przedziwny zapach. Ale racja, mógłbym zastąpić to czymś innym.

Deneve pisze:Tym maskom, tak?


Faktycznie, brzmi to conajmniej głupio.

Deneve pisze:Odnośnie "jakoby", za sjp.pl:


Gracias.

Deneve pisze:Przepraszam, ale to porównanie mnie zabiło.


Uważaj, bo wskrzeszą Cię ci z opowiadania :)

Deneve pisze:Wypełzła.

Deneve pisze:Pomogła.

Literówki, dziękuję.

Deneve pisze:Ciągle powtarzasz "jak gdyby" - dobrze byłoby nad tym popracować.


Zredukowałem liczbę "Jak gdyby".

Dziękuję za poprawienie moich błędów, nie poprawiałem tego tekstu zbyt dokładnie. Przepraszam, jeśli ktoś uzna to za niegrzeczność.

Deneve pisze:Puenta jest, jak dla mnie, zbyt łopatologiczna. Za bardzo dobitna, brakuje w niej możliwości domysłu, skłonności do przemyśleń. Jest zbyt wulgarna po prostu, mało zaskakująca. Sam tekst nie jest zły, nie jest najgorzej napisany, ale wiele też do poprawki. No, ale jeśli był napisany tak, o, dla pisania, to chyba swe zadanie spełnił.


Poprawione. Jak wspomniałem nie dbałem zbytnio o samą historię, był pisany dla pisania, dla ćwiczeń.

Jeszcze raz bardzo dziękuję za krytykę i sugestie, zastosowałem się :)

Deneve

Guleh, Królowa Zombie.

Post#4 » 28 paź 2015, o 16:15

Uważaj, bo wskrzeszą Cię ci z opowiadania :)
,
Ojej, nie! :D Wolę pozostać martwa, dziękuję. :)

Faktycznie, brzmi to conajmniej głupio.

Po prostu zgubiłeś podmiot, to się zdarza. Tak jak zdarzają się i literówki oraz inne drobniejsze błędy.

No i właśnie jak na tekst pisany dla ćwiczeń, jest on całkiem niczego sobie. Przyczepiłam się tylko do zakończenia, reszta pod względem fabularnym raczej bez zarzutu. Porywająca nie jest, ale jako takie lekkie czytadło spełnia swoje zadanie. No, ale to takie moje uwagi, gdybyś kiedyś chciał coś z tym tekstem zrobić konkretniejszego.

ViviSector
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Guleh, Królowa Zombie.

Post#5 » 28 paź 2015, o 17:17

Deneve pisze:No, ale to takie moje uwagi, gdybyś kiedyś chciał coś z tym tekstem zrobić konkretniejszego.


Nie, raczej na pewno nie. Jeszcze raz dzięki.

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Guleh, Królowa Zombie.

Post#6 » 28 paź 2015, o 21:34

Mrok zalał swymi smolistymi falami cmentarz, a wiatr rozganiał delikatną mgiełkę listopadowej nocy, podczas gdy gwiazdy przecinały nieboskłon ostrzami swego blasku, rozrzucone wokół bladej tarczy księżyca

Hm, opis jest bardzo ładny, ale trochę to brzmi, jakbyś opisywał spadające gwiazdy, a nie, um, statyczne. Plus, wokół tarczy księżyca też brzmi, jakby te gwiazdy tam się skupiały i szalały sobie na nocnym niebie.

Nieliczne, nagie drzewa były zaś strażnikami, gwiżdżącymi wiatrem między gałęziami na zagubionych.

Gałęzie na zagubionych?

Panował tu więc martwy spokój.

Heh.

czarna tabliczka głosiła zaś napis “tu leży lady Fiona, odebrała nam ją rozpacz”.

"napis" niepotrzebny

Już po tym, jak wyrzeźbiono jej detale można było stwierdzić, że jeśli była panną młodą, to musiała być niezwykle zamożna

1. jego detale - jako że nadal mówimy tu sarkofagu, a nie o kobiecie
2. ten fragment sugeruje, że jej stan cywilny miał jakiś związek z jej stanem materialnym; tak jakby bycie zamożną było rzadkością dla panny młodej

Na jego polecenie wszyscy otoczyli sarkofag i wyciągnęli znikąd narzędzia, jak gdyby z głębi swoich tog.

Twój narrator wydaje się bardzo mało wiedzieć, jak na narratora wszechwiedzącego. Plus, spod togi, to jednak nie znikąd.

Noc. To była noc grzechu, noc hedonizmu i sodomii.

Um, w sensie, że ze zwierzętami, czy w sensie, że analnie? I czy tylko tak było dopuszczalne? To co to za hedonistyczne przyjęcie, jak się tak wszystkich ogranicza? Ktoś to sprawdzał? Chodzili po pokojach? Tyle pytań!

Sama wyglądała jak reszta gości - zgniła niczym jej serce, które już dawno zgniło z żalu i rozpaczy.

Niepotrzebne powtórzenie.

Jako ćwiczenie, to czemu nie, ale nawet nad ćwiczeniami trzeba trochę przysiąść, zwrócić uwagę na składnię, interpunkcję, co, jak się wydaje, raczej zignorowałeś. Co do reszty, zgodzę się z Deneve, jak na ćwiczenie nie jest źle, ale zakończenie jest nie tylko koszmarnie łopatologiczne, ale zupełnie niedopracowane. Zupełnie, jakbyś miał na nie pomysł, ale nie chciało Ci się męczyć nad zapisaniem go, więc wrzuciłeś ogólny zarys, żeby mieć już spokój. Elementy gore są niezłe - nie wiem, czy to one były głównym celem ćwiczenia? - choć nadal brakuje im pewnej, hm... soczystości? Miałam wrażenie, że chciałeś postawić na ciężki, graficzny horror, i z jednej strony Ci się całkiem udało, a z drugiej było zbyt... ogólnikowo?
Podsumowując, ćwicz dalej, idzie nieźle, a następnym razem zadbaj też o ogólny stan tekstu, nie tylko treść.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

ViviSector
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Guleh, Królowa Zombie.

Post#7 » 28 paź 2015, o 22:15

Lailerosse pisze:Um, w sensie, że ze zwierzętami, czy w sensie, że analnie? I czy tylko tak było dopuszczalne? To co to za hedonistyczne przyjęcie, jak się tak wszystkich ogranicza? Ktoś to sprawdzał? Chodzili po pokojach? Tyle pytań!


Nie, w sensie, że się - kolokwialnie mówiąc - dupczyli. Mimo wszystko uznałem, że warto takie puszczalstwo zohydzić, bo to raczej nic dobrego nie jest. Miało to na celu ukazanie degeneracji gości całej "imprezy".

Lailerosse pisze:zwrócić uwagę na składnię, interpunkcję, co, jak się wydaje, raczej zignorowałeś.


Nie, nie zignorowałem. Mam świadomość tego, że stanowi to dla mnie problem, z którym walczę. Jakbym tu wstawił pierwsze teksty, to byście się za głowy połapali :P

Przedstawienie gore nie było tu głównym celem, miałem po prostu na to ochotę. Chciałem poćwiczyć sobie, wymyślić coś prostego, więc - jak można się domyślić i jak też mówiłem - nad fabułą nie pracowałem dłużej niż 15 minut. No i cieszę się, że opis nieboskłonu mi wyszedł, bo samemu - nieskromnie mówiąc - mi się spodobał.

I przyznaję rację, nie pracowałem szczególnie nad zakończeniem. Może i faktycznie mógłbym, ale jak mówiłem - to tylko ćwiczenie. Przede wszystkim chciałem poprawić opisy, a że mam do poprawy więcej... no cóż, po coś tu się zarejestrowałem, no nie? ;)

Dziękuję za szczerą i rzeczową krytykę.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Guleh, Królowa Zombie.

Post#8 » 29 paź 2015, o 08:26

Pierwszy akapit Ci się nie udał. Pompatyczny, najeżony ogranymi przymiotnikami, nieudolnie próbującymi stworzyć nastrój.

krzyże unosiły swe gniewne ramiona, lodowate płyty nagrobków nie pozwalały odpocząć, a smutne anioły odwracały wzrok.

Fraza do usunięcia, bądź całkowitego przeredagowania. Dlaczego gniewne? Przypisujesz krzyżom ludzkie uczucia – musi to z czegoś wynikać, być osadzone w jakimś kontekście, a tutaj wyskakuje z próżni. Lodowate nagrobki? Skąd wiadomo, że lodowate? Zima była? Ktoś mierzył temperaturę? Nic o tym nie piszesz. Z czego wynika ta lodowatość? Anioły były smutne? Kto to oceniał? Odwracały wzrok? Przecież smoliste fale mroku zalały (forma dokonana) cmentarz, to nie było widać.

Także i kapliczki oraz krypty zamykały swe serca, chcąc pozostać w samotności.

Antropomorfizacja? Kapliczki i krypty mają serca? Dowolne założenie.

Nawet zwierzęta, które jeszcze nie zasnęły przed zimą, nie szukały tutaj schronienia.

Jakie zwierzęta masz na myśli? Jakie zwyczajowo urządzają sobie zimowe leże na cmentarzach? Niedźwiedzie?

Panował tu więc martwy spokój.

„tu” - nie potrzebne

Czepiam się drobiazgów? Tak, czepiam się; ale takie błędy, pozornie nieistotne, oscylujące w stronę poetyki i mogące się (mylnie) tłumaczyć jako fantazja autora, jego sposób wysławiania, styl nawet czy „licentia poetica”, świadczą o poziomie tekstu. W tym wypadku wszystko jest sztuczne, plastikowe, banalne i nieprzekonujące. Na szczęście dalej – pod tym względem – jest lepiej. Ale przy pierwszym podejściu, odrzuciło mnie od lektury. Pierwsze zdania są ważne, bardzo ważne, niektórzy twierdzą, że najważniejsze, gdyż decydują, czy czytelnik zagłębi się w lekturę, czy też nie. I jako czytelnika mnie przepędziłeś.

Maski pod kapturami ich tog kryły wszelakie emocje, latarnie trzymane w dłoniach oświetlały im drogę. Na ich czele szła postać,

Powtórzone „ich”. Nie należy używać tego samego zaimka w sąsiadujących zdaniach. W tym wypadku można zresztą z obu zrezygnować z korzyścią dla tekstu.

Na ich czele szła postać, która nieco wyróżniała się od innych - jej szata była zdobiona złotą nicią i w sumie, to można by rzec, że wygląda niczym ksiądz odziany na pogrzeb.

Sformułowanie „i w sumie, to można by rzec,” nie jest literackie; do usunięcia.
I dlaczego mieszasz czasy?

leniwe kroki dwunastu odzianych w czerń postaci. Maski pod kapturami ich tog kryły wszelakie emocje, latarnie trzymane w dłoniach oświetlały im drogę. Na ich czele szła postać,

„postaci – postać”: powtórzenie

Nie miał jednak przy sobie niczego, co wskazywało by, jakoby był sługą bożym.

To odnosi się do postaci (rodzaj żeński), a nie do księdza (rodzaj męski), więc: „Nie miała jednak przy sobie niczego, co wskazywałoby, jakoby była sługą bożym.”
I „wskazywałoby” (razem).

a może nawet delikatnej paniki.

Panika z założenia nie bywa delikatna. Prawie oksymoron.

Złu we własnej osobie.

Personifikacja? Na czym oparta? Z czym związana?

Marmurowy baldachim wspierany przez cztery anioły, czarna tabliczka głosiła zaś napis “tu leży lady Fiona, odebrała nam ją rozpacz”.

Dlaczego „zaś”?
Rozpacz niczego nie odbiera; jest konsekwencją odebrania/utraty.

Jeśli w ogóle było to możliwe, jego głos brzmiał znacznie bardziej ozięble, niż głos pozbawiony wszelkich emocji. To było echo, wydobywające się z jego gardła,

Powtórzone „jego”.

która została zrzucona z kufra na na ciało.

Powtórzone „na”.

Miseczki jej biustonosza wskazywały jasno, że miała delikatne, ale kształtne wdzięki, a jej zapadły gorset przypominał o wspaniałej talii.

Powtórzone „jej”. Z obu można zrezygnować. Ogólnie – stosujesz zbyt wiele zaimków.

Nasza szlachcianka, mimo iż teraz jest zgnilizną, musiała być piękną kobietą.

Nasza? Czyja? O kim mówisz? Do kogo się odnosisz?

a teraz twoimi perłami są żebra zza podartej skóry i wspomnienie urody.

Żebra w żaden sposób nie przypominają pereł, kształt mają zupełnie inny i stanowią część jestestwa człowieka, a nie coś zewnętrznego. „Podarta skóra” - sformułowanie nie do przyjęcia.

Pozostali stali niczym posągi.

Pozostali stali niczym posągi.
„stali – stali”

Wkrótce unieśli dłonie nad grobowcem, otaczając go kołem, a kapłan nieco się oddalił,

„Wkrótce” – nie pasuje. Może: „po chwili”.

Wyciągnął rękę nad Fionę, a potem drugą, na trawnik obok.

Fatalna konstrukcja zdania.

Był to zapach słodki, ale zarazem na tyle przyjemny, że jego dłuższe wąchanie mogłoby sprawić, że bez niego wszystko inne stawało się obleśnym fetorem.

„wąchanie” i „obleśny” - nie pasują do kontekstu. Napisałbym: Był to zapach słodki, ale zarazem na tyle przyjemny, że dłuższe uleganie jego urokowi mogłoby sprawić, że bez niego wszystko inne stawało się obrzydliwym fetorem.

Wszyscy jednak mu się opierali, mimo narastającej intensywności.

Mimo narastającej intensywności, wszyscy jednak mu się opierali.

- Powstań sukkubie z ciemności, spod ziemnej rdzy i daj jej drugą piękność, drugą młodość - tym razem jego głos był śpiewny i hipnotyzujący.

- Powstań sukkubie z ciemności, spod ziemnej rdzy i daj jej drugą piękność, drugą młodość. - Tym razem jego głos był śpiewny i hipnotyzujący.

Te słowa wypowiedział czarny kapłan, a brzmiały niczym słowa proroka. Może nawet samego Boga. Pozostali stali niczym posągi. Wkrótce unieśli dłonie nad grobowcem, otaczając go kołem, a kapłan nieco się oddalił, pozwalając swoim apostołom wypowiadać słowa mrocznej inkantacji, od której dźwięku można stracić by zmysły.

Powtórzenia: kapłan, słowa.

Ziemia pod dłonią okultysty zmieniła kolor na fioletowy, po czym zaczęła zmieniać się w ciecz, z której wpełzła naga, rogata, skrzydlata kobieta, o ciele o konsystencji mgły.

Powtórzenia: „zmieniła – zmieniać”, „o”.

z której wpełzła naga, rogata, skrzydlata kobieta, o ciele o konsystencji mgły.

„rogata – skrzydlata”: wewnętrzny rym

reszta pomogłą jej utrzymać się na nogach.

„pomogła” - literówka
Jaka reszta?

Nie było czuć już od niej odoru zgnilizny, a ten wspaniały, narkotycznie uzależniający zapach.

Nie było czuć już od niej odoru zgnilizny, lecz ten wspaniały, narkotycznie uzależniający zapach.

Bal trwał w najlepsze.

„w najlepsze” - to kolokwializm. Należy ich unikać jak ognia.

Pałac, wypełniony gośćmi, daniami, zapachami i namiętnością, pękał w szwach od przesytu rozmaitości, niemających nic wspólnego z przyzwoitością, praktycznie w każdej swej dziedzinie.

Masz relatywnie sporo zdań, których konstrukcja jest nie najlepsza i jeśli nawet z formalnego punktu widzenia poprawna, to nie brzmią one dobrze. Popatrz, co tutaj się dzieje:
Pałac, wypełniony gośćmi,
daniami, zapachami i namiętnością,
pękał w szwach od przesytu rozmaitości,
niemających nic wspólnego z przyzwoitością,
praktycznie w każdej swej dziedzinie.
Prawie „poezja”. Zestawienie gości z daniami i zapachami, jest delikatnie mówiąc nietrafione. Zwroty w rodzaju „praktycznie w każdej swej dziedzinie.” nadają się do gazety.

Naiwna orkiestra przygrywała do tańca, zagłuszając odgłosy dobiegające z komnat,

Dlaczego naiwna? Na czym polegała ich naiwność? Podejrzewam, że za opłatą chłopaki wykonywali swoją robotę i tyle. A reszta ich nie obchodziła.

hrabiowie, hrabiny, ich córki, synowie, lordowie, biskupi, księża, bogaci i wszyscy inni ubodzy na umyśle,

Wyliczanka.
„synowie, lordowie”: wewnętrzny rym; również unikać wręcz za wszelką cenę.

trzymając się z nią pod rękę, szepcąc do jej ucha swoje plany wobec niej.

„nią – jej – swoje – niej”: nagromadzenie zaimków.
Napisałbym: trzymając ją pod rękę i szepcąc do ucha nieprzystojne (nieprzyzwoite) słowa.

Tam ukazała się mu przepiękna, znajoma kobieta, która porzuciła go kiedyś za to, co czynił.

„mu” niepotrzebne. Wiadomo komu się ukazała. I ciągły nadmiar zaimków.

Zabronił jej tu przychodzić, bo rozstał się z nią parę lat temu, chociaż ona dalej kochała go mimo jego niewyobrażalnych przewinień względem świętej miłości.

„jej – nią – ona – go – jego”; kolekcja zaimków!!!

- Pozwól mi, mój panie, zabawić się tu z resztą twoich gości, a nie będę ci się naprzykrzać - poprosiła go beznamiętnie, uśmiechając się, co dawało przerażający kontrast.

Trzy razy „się”. Do przeredagowania.
Na przykład: - Pozwól mi, mój panie, zabawić się tu z resztą twoich gości, a nie odczujesz mego naprzykrzania. - Poprosiła go beznamiętnie, z uśmiechem, co dawało przerażający kontrast.

Nie miał siły jej odmówić. Dosłownie i w przenośni, a na to pierwsze nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, co sprawiło, że niemal truchtem udał się na powrót do swojej kochanki, by utopić w jej słodkim wnętrzu swoje strachy.

Powtórzone „jej”. Z pierwszego można zrezygnować.

A królowa, która zjawiła się na balu bawiła się tej nocy ze wszystkimi:

Powtórzone „się” i to tak blisko siebie. I niezbędny przecinek po „balu”.

a groteskowym połączeniem jelit, płat skór, skalpów i przyrodzeń, zawieszonych jako frędzle u spodu sukni.

Raczej „płatów skóry”. Człowiek ma tylko jedną skórę; nawet jeśli jest królową. A płatów może być wiele.

Sama wyglądała jak reszta gości - zgniła niczym jej serce, które już dawno obumarło z żalu i rozpaczy.
Wszyscy zwrócili się w jej kierunku i na jej znak bawili się dalej.

Powtórzone „jej”. Trzykrotnie.
Może tak: Sama wyglądała jak reszta gości - zgniła niczym jej serce, które już dawno obumarło z żalu i rozpaczy.
Wszyscy zwrócili się ku niej i na dany znak bawili się dalej.

zalany cholera wie czym, będący sam cholera wie czym.

Rozumiem, że to powtórzenie jest świadome, ale brzmi kiepsko.

I dostał to, na co zasłużył, tak jak reszta tej kloaki

Umoralniający wniosek na koniec – najgorsze zakończenie, jakie można sobie wyobrazić.

Tak na marginesie: ten bal jakoś kojarzy się z przyjęciem Wolanda w „Mistrzu i Małgorzacie”.
A poza tym powtórzę za Lailerosse: „ćwicz dalej, idzie nieźle,”.

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Guleh, Królowa Zombie.

Post#9 » 29 paź 2015, o 14:15

ViviSector pisze:
Lailerosse pisze:Um, w sensie, że ze zwierzętami, czy w sensie, że analnie? I czy tylko tak było dopuszczalne? To co to za hedonistyczne przyjęcie, jak się tak wszystkich ogranicza? Ktoś to sprawdzał? Chodzili po pokojach? Tyle pytań!


Nie, w sensie, że się - kolokwialnie mówiąc - dupczyli. Mimo wszystko uznałem, że warto takie puszczalstwo zohydzić, bo to raczej nic dobrego nie jest. Miało to na celu ukazanie degeneracji gości całej "imprezy".

Tak, tego się domyśliłam, jednakże w języku polskim słowo "sodomia" było pierwotnie synonimem zoofilii, a teraz, z tego co widziałam, stosowane jest też jako synonim stosunku analnego. Na ogólną rozpustę/zepsucie/perwersje można powiedzieć, że jest to "sodoma i gomora" (np. to była nieustająca sodoma i gomora) :)
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

ViviSector
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Guleh, Królowa Zombie.

Post#10 » 29 paź 2015, o 14:29

Nie odpowiem na wszystko z posta wyżej poprzez cytowanie, gdyż moja odpowiedź stałaby się niepotrzebnie długa. Gorgiaszu, dziękuję za wyłapanie tylu moich błędów, zostały poprawione.


Lailerosse pisze:Na ogólną rozpustę/zepsucie/perwersje można powiedzieć, że jest to "sodoma i gomora" (np. to była nieustająca sodoma i gomora)


Teraz mogę przyznać rację.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości