Cieszcie się póki żyjecie.

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
LusiaG
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18

Cieszcie się póki żyjecie.

Post#1 » 16 lis 2015, o 12:50

Strasznie dawno mnie tu nie było :< . Trochę głupio, no ale zdarza się najlepszym. W międzyczasie miałam co rozbić, napisałam parę konkursów, założyłam bloga i położyłam łapki na Metrze 2035, a także pierwszy raz od dłuższego czasu wzięłam się za jakieś poważniejsze opowiadanie. I tutaj właśnie mamy jego fragment. Jest ono w klimacie postapo, chociaż po samym wstępie jeszcze tego tak nie czuć. Nie wiem, czy coś więcej z niego kiedyś opublikuję, zależy czy ktokolwiek będzie chciał się z moją niewesołą twórczością zapoznać. Póki co zapraszam do przeczytania i oceny! :D

"Cieszcie się póki żyjecie."
Zegar nad Złotą Bramą z głośnym stękiem wybił godzinę czternastą. Ołowiana dziewczynka siedząca na wskazówce drgnęła, bezwładnie zleciała w dół z pierwszej na drugą, przekładnia trzasnęła i zatrzymała się. Po całej okolicy rozszedł się przeszywający skowyt, dwa razy. Ni to dzwonienie, ni to krzyk. W sumie nie wiadomo po co i z jakiej racji. Dźwięczał w uszach powodując wykrzywienia twarzy dorosłych i niemy płacz u dzieci. Większość zgromadzonych z pogardą uniosła głowy do bramy, w ramach niewytłumaczalnego rytuału, mającego zadowolić oddających w tym czasie hołd strażników. Bezsensowna cisza ogarnęła przez chwilę tłum, nawet dzieci nie ważyły się ronić łez, a te które nie rozumiały powagi sytuacji były dobrodusznie kneblowane przez matki końcami rękawów. Wszyscy wpatrzeni byli w jeden punkt, Złotą Bramę. Swoją drogą, złotą tylko z nazwy, w rzeczywistości kamienną i do tego niezbyt urodziwą. Nierówne kawałki obłupanej kostki brukowej wystawały ze wszystkich stron, gdzieniegdzie były też cegły, a nawet dachówki. Bramę wyraźnie zlepiono na szybkości, ze wszystkiego co było pod ręką, byleby tylko stała i dawała jakieś tam poczucie bezpieczeństwa. Potem ktoś powiesił na niej zegarek zabrany z kościoła i wszyscy stwierdzili, że jednak jest świetną konstrukcją, której należy się cześć i szacunek. Jej nazwa jaki i cała ta uroczysta otoczka służyła tylko i wyłącznie połechtaniu dumy tym, którzy żyli za nią. Ale z karabinami nikt nie miał ochoty dyskutować.
Słońce usadowiło się wygodnie gdzieś na szczycie nieba i złośliwie grzało ustawionych w nierównym ciągu ludzi po gołych głowach. Był to zapewne najgorętszy dzień od miesięcy, co zdecydowanie nie umilało godzin stania w ciasnej kolejne. Skwar niesamowity, w powietrzu duszność, a na około odór potu i gnijących ran. Kolejka ciągnęła się wiele kilometrów, końca nie było widać. Niezmierzony zbiór bydła, jak to określił jeden z pilnujących porządku na ostatnim kilometrze strażników. I w sumie to ciężko było się z nim nie zgodzić patrząc z boku na ten obraz nędzy i rozpaczy. Gorzej jak człowiek sam stał pośród tego smrodu, potu, płaczu dzieci i jęków starców. Gdzie się nie posuniesz, zawsze ktoś się o ciebie otrze krwią, dźgnie wystającą kością lub zdzieli po głowie bez większego powodu. Z nerwów po prostu. A do tego wszyscy na skraju wyczerpania, odwodnienia i nie wiadomo co jeszcze. Ci słabsi mdleli, Ci średni podtrzymywali się na silnych, a przynajmniej tych z nich, których jeszcze obchodził ludzki los. Wielu z nich, młodych, wypoczętych mężczyzn po prostu ignorowało prośby i mdlejące obok osoby. Niektórzy jednak cały czas byli wystarczająco naiwni, by mieć serce.
Natan od paru godzin stał przewieszony ramieniem przez jednego takiego, któremu z niewyjaśnionych względów chciało się jeszcze dbać o inną dupę niż własna. Chłopak był chyba w jego wieku, może parę lat starszy. Chuderlak, dziw, że jeszcze stał na nogach. Wycieńczony głośno dyszał raz po raz uginając nogi pod ciężarem dodatkowego ludzkiego balastu. Jego czoło było lśniące i zmarszczone, oczy czerwone, mięśnie napięte, a oddech krótki i nierówny, jednak jego twarz wyrażała niezmierzoną determinację. Natan nie rozumiał tego aktu dobroci, jednak zdecydowanie cieszył się, że tak mu się pofarciło. W przeciwnym razie zginąłby zadeptany przez tłum zaraz po tym jak pierwszy raz stracił przytomność.
Teraz też powoli odpływał. Coraz mniej widział, słyszał głosy jakby przytłumione. Mdlał, ocykał się, mdlał i znowu wstawał. I tak w kółko od co najmniej pięciu godzin. Ale może to i lepiej. Im mniej słyszał, im bardziej kształty mu się rozmazywały, tym mniej ludzkiego cierpienia widział na około. To ono było najbardziej przybijające i tak jak cały świat próbował wykończyć cię fizycznie, tak te widoki wykańczały psychicznie w rekordowym tempie. Koło nich stała wraz z mężem kobieta z rozerwaną połową twarzy, kawałek na prawo dwóch mężczyzn niosło trzeciego, z oderwanymi nogami, przed nimi koło staruszki bez oka plątała się mała dziewczynka z wystającą z ręki kością, która nawet nie ważyła się płakać chociaż oczy miała czerwone, a policzki mokre. Jej babcia modliła się na różańcu, pewnie za dusze zmarłych rodziców.
Nieznajomy chłopak nie dość, że niósł Natana to jeszcze rozmawiał z nim nie oczekując odpowiedzi. Wtrącał raz po raz jakieś swoje komentarze, niektóre zabawne, inne mniej, chyba tylko po to żeby nie zwariować. Natan wbrew wszelkiej logice doceniał to towarzystwo, bo jemu samemu też blisko było do szaleństwa. Zresztą, tak jak większość zgromadzonych. Wszyscy Ci ludzie mieli już dość mętnej ciszy jaka panowała tu przez całą noc. Każdy szukał zaczepki, towarzysza do rozmowy lub po prostu ramienia, na którym mógłby się wypłakać.
- Wybiegł prosto na mnie, z korytarza – usłyszał w jednym z krótkich przebłysków świadomości pełen emocji głos kobiety stojącej za nimi– z oczu mu się dymiło, z buzi też… mówiłam do niego, prosiłam, ale on rzucił się na mnie… bym zginęła tam, ale jakiś młody z karabinem go zdjął… kazał mi spieprzać… wzięłam dziecko, plecak i uciekłam. Nie było już czego szukać… wszystko płonęło, połowa oszalała… najgorsze że z bronią…
Dukała, a jej głos przyspieszał z każdym wypowiedzianym słowem. Wspomnienia ostatnich dni wracały, obrazy pojawiały się w głowie jak żywe. W końcu kobieta doszła do opisu śmierci córki. Nie dokończyła. Wybuchła płaczem. Co człowiek, to historia, prywatny kurwa dramat, pomyślał Natan. Rozmowa ucichła. Nikomu nie śpieszyło się do rozdrapywania cały czas przesiąkniętych krwią ran. Gdzieś dalej wrócił temat pogody.
- Jesteśmy już blisko – wyszeptał w pewnym momencie chłopak, budząc Natana ze snu. Na jego twarz wstąpił niemrawy uśmiech. Natan podniósł głowę, by póki jeszcze widzi, zobaczyć to na własne oczy. Faktycznie, brama była już tylko z dwieście metrów od nich, jednak przed nimi tłoczyła się jeszcze z setka ludzi. Dwie godziny pewnie jeszcze tu postoją, jak pójdzie dobrze, bez komplikacji.
Nie poszło.
Krzyk. Rozdzierający serce wrzask, kogoś komu zabrano cały świat.
Tłum obruszył się, ktoś wyrwał się spomiędzy ludzi, pobiegł na oślep, na ratunek. Ojciec, czy tylko anonimowy dobroczyńca? Spod bramy dało się słyszeć płacz dziecka i histeryczny głos kobiety. Huk. Jeden ze strażników triumfalnie podniósł lufę karabinu ku niebu po celnym strzale. Mężczyzna padł jak długi twarzą w ziemię miotany drgawkami. Czerwony strumień rozlał się po ziemi barwiąc piach na czerwono. Nikt nie drgnął, by pomóc jeszcze żywemu, majaczącemu człowiekowi. Rozległy się kolejne strzały. Cisza. Wszystko ucichło. Zmobilizowani żołnierze już po chwili rozeszli się z powrotem na swoje miejsca ostrzegawczo przeładowując karabiny przed oczami tłumu. Ten wyraźnie poruszony zaniósł się jękiem i szeptem. Przyklejony do klatki piersiowej swojego dobroczyńcy Natan usłyszał jak jego serce przyspiesza, a on głośno przełyka ślinę. Pewnie chłopak widział więcej od niego, jednak słusznie nie kwapił się, by opowiadać szczegóły. Nikt nie śmiał nic mówić. Ci ludzie nie pierwszy raz słyszeli dziś takie sceny, ale pierwszy raz coś widzieli. Pierwszy raz byli tak blisko. Na drugim kilometrze słychać strzały. Tutaj widać twarze. Widać dramat.
Natan z całej siły zacisnął powieki. Chciał zniknąć. Nie chciał tu być.

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1742

Cieszcie się póki żyjecie.

Post#2 » 18 lis 2015, o 17:17

Po pierwsze, mało mnie zainteresowało z powodu dużej ilości zbędnych opisów (przynajmniej na początku) przez co traciłem wątek główny (a był tu taki?).

Po drugie: Zastosuj akapity i podziel tekst, bo pierwszym moim odruchem było "Ściana tekstu, uciekać" i tylko to, że nudziłem się na uczelni skłoniło mnie do przeczytania tekstu.

Po trzecie:
LusiaG pisze:Ale z karabinami nikt nie miał ochoty dyskutować.

Dziwnie to brzmi, albo daj karabinami z dużej litery (bo wygląda na to, że to nazwa własna formacji), albo w tym miejscu nazwij ich wojskowymi, a dopiero w późniejszych scenach (tej z zastrzeleniem kobiety z dzieckiem) użyj tej właściwej.

LusiaG pisze:- Wybiegł prosto na mnie, z korytarza – usłyszał w jednym z krótkich przebłysków świadomości pełen emocji głos kobiety stojącej za nimi– z oczu mu się dymiło, z buzi też… mówiłam do niego, prosiłam, ale on rzucił się na mnie… bym zginęła tam, ale jakiś młody z karabinem go zdjął… kazał mi spieprzać… wzięłam dziecko, plecak i uciekłam. Nie było już czego szukać… wszystko płonęło, połowa oszalała… najgorsze że z bronią…

LusiaG pisze:- Jesteśmy już blisko – wyszeptał w pewnym momencie chłopak, budząc Natana ze snu. Na jego twarz wstąpił niemrawy uśmiech. Natan podniósł głowę, by póki jeszcze widzi, zobaczyć to na własne oczy. Faktycznie, brama była już tylko z dwieście metrów od nich, jednak przed nimi tłoczyła się jeszcze z setka ludzi. Dwie godziny pewnie jeszcze tu postoją, jak pójdzie dobrze, bez komplikacji.

Tu masz temat co do zapisu dialogów: viewtopic.php?f=10&t=1339 oraz radziłbym zastosować "—" zamiast "-", ładniej wygląda.

Po czwarte: Tak, żeby nie wyszło, że jestem wredny i niemiły, to końcówka mi się spodobała. Urwałaś w dobrym momencie by zainteresować czytelnika i czekał na kolejną część.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Vampircia
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 193

Cieszcie się póki żyjecie.

Post#3 » 18 lis 2015, o 19:17

Moim zdaniem, żeby zainteresować czytelnika przydałby się dłuższy fragment. Taki, po którym rzeczywiście da się coś więcej powiedzieć na temat fabuły. Mnie jest ciężko komentować sam prolog.
Obrazek

Valfar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16

Cieszcie się póki żyjecie.

Post#4 » 2 gru 2015, o 20:34

Napisane poprawnie, ale w tym krótkim fragmencie ciężko było mi znaleźć choć zalążek fabuły, czekam więc na więcej.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości