Iris - cz. 6

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Vercenvard
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 43

Iris - cz. 6

Post#1 » 18 sie 2015, o 12:48

Widać. Tekst trzeba by mocno przeredagować przy poprawkach, bo pomysł jest dobry, ale zaczyna się robić niekonkretny.

Jesteś jak dotąd jedyną osobą z takimi odczuciami (i jedyną czytającą tekst tak rozdrobniony), więc raczej wątpię, bym zamierzał to kiedykolwiek mocno przeredagować, ponieważ czytane "na raz" (przynajmniej wnioskując po ocenach) działa tak, jak powinno.

Wróciłem z urlopu, wkrótce wrzucę ciąg dalszy.

EDIT:

I wrzucam:


- Trzymaj ją! – krzyknął Rix. – Kellan, rób swoje!
Iris czuła krew na ustach, uderzenie oszołomiło ją co prawda, ale szybko doszła do siebie. Szarpnęła się i zrzuciła napastniczkę z pleców, po czym zerwała się na nogi. Kolejne wysokie kopnięcie nie doszło już celu, a mechaniczna dłoń zacisnęła się na kostce Hitomi. Po chwili Azjatka przeleciała przez pokój, zawadzając po drodze o jeden z monitorów, który rozbił się na podłodze. Kellan w ostatniej chwili zszedł jej z drogi i uniknął uderzenia. Iris widziała, że wciąż kombinował przy wyświetlaczu.
Zobaczyła również, że Rix podnosi się znad komputera. W ręku trzymał niewielkie urządzenie, nie zauważyła jednak, co to dokładnie było. Skoczyła w stronę drzwi, gdzie zostawiła płaszcz i broń. Nim zdołała tam dotrzeć, Hitomi, która także szybko stanęła na nogach, już była przy niej.
Jeden, drugi, trzeci szybki cios - wszystkich zdołała uniknąć, ale przeciwniczka oddzieliła ją teraz od broni. Odpowiedziała niskim kopnięciem, które Hitomi przeskoczyła. Iris zasłoniła się na czas przed kolejnym uderzeniem, a na twarzy atakującej dziewczyny zobaczyła uśmiech.
O co w tym wszystkim chodziło?
Nie było czasu na zastanowienie.
Zablokowała cios którym tamta próbowała sięgnąć jej twarzy, zaskoczyła ją siłą drobnej Azjatki. Najwyraźniej także i ona korzystać musiała z usprawnień. Obróciła się, próbując ją sięgnąć cybernetyczną ręką, ale ta pochwyciła ją i bez większego trudu odepchnęła w bok. Iris zobaczyła Rixa unoszącego dłoń. Po chwili wyładowanie elektryczne sprawiło, że mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa i bezwładnie padła na ścianę, a zaraz potem na podłogę.
- No i po zabawie – stwierdziła wyraźnie rozczarowanym tonem Hitomi.
Podeszła i nachyliła się nad leżącą. Iris poczuła, że efekt porażenia mija, pozwoliła jej się zbliżyć, po czym, chwyciwszy ją oburącz za głowę, uderzyła czołem i odepchnęła.
- Kellan, streszczaj się! – krzyknął Rix.
- Szukam, nie da się szybciej!
Znów była na nogach, dyszała ciężko, a serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Adrenalina robiła swoje. Doskoczyła do Azjatki, lewą ręką uderzyła nisko, w brzuch, poprawiła prawą. Ledwo sięgnęła twarzy Hitomi, ale to wystarczyło. Uderzona chwyciła się za policzek i krzyknęła z bólu. Krew ściekała jej po twarzy i dziewczyna opadła na kolana.
Iris spojrzała na Rixa.
- Czego ode mnie chcecie?!
- Mam! – krzyknął Kellan.
Poczuła, że traci władzę w prawej ręce, obraz z cybernetycznego oka zadrżał i zgasł, a biodro odmówiło posłuszeństwa i z trudem utrzymała równowagę. Widząc to, Hitomi podniosła się z podłogi i ruszyła w jej stronę z wściekłością wypisaną na twarzy.
- Zostaw ją! – krzyknął Rix.
Nie słuchała. Rzuciła się na Iris niczym drapieżnik na swą ofiarę, przewróciła na podłogę i zacisnęła palce na jej szyi.
- Zaraz ci ładnie odpłacę – syknęła – popatrz tylko…
Obydwaj mężczyźni chwycili ją we dwóch za ręce, ale nie byli w stanie oderwać rąk dziewczyny od gardła ofiary.
- Hitomi, opamiętaj się! – krzyknął Kellan. – Jest nam potrzebna!
Iris próbowała się bronić, pochwyciła lewą ręką nadgarstek napastniczki, ale również i jej wysiłki nie zdawały się na nic.
- Ech, cholera – zaklął Rix, po czym raz jeszcze użył paralizatora.
Hitomi zadrżała i zsunęła się bezwładnie z leżącej pod nią Iris. Ta zakaszlała gwałtownie i oparłszy się na łokciu sprawnej ręki, usiadła na podłodze. Wszystkie wszczepy jednocześnie odmówiły posłuszeństwa, coś zakłóciło ich działanie i oczywistym było, że to zasługa Kellana. Wyglądało na to, że dobrze się przygotowali, ale czego mogli od niej chcieć? Myśl o tym, że dała się wciągnąć w pułapkę jak niedoświadczony młokos, za którego już od dłuższego czasu się nie uważała, wprawiała ją w ponury nastrój, a perspektywy na najbliższą przyszłość również nie przedstawiały się kolorowo.
- Czego chcecie? – spytała, macając się po obolałej szyi. – Co mi zrobiliście?
- Kellan zakłócił działanie wszczepów – rzekł Rix – to odwracalny efekt. To, czy wszystko wróci do normy zależy tylko od ciebie i twojej chęci kooperacji… albo jej braku. Potrzebujemy informacji.
- Na jaki temat?
- Interesuje nas Omicron – odrzekł Rix – a dokładniej rzec biorąc: lekarstwo.
- Skąd pomysł, że coś o tym wiem? – spytała, starając się brzmieć naturalnie. Fakt, nie wiedziała wiele, ale i nie było dla niej wielkim zaskoczeniem, że właśnie o to ją pytano. Poza tym wirus „O” był ostatnio tematem numer jeden, należało się więc spodziewać, że lekiem interesować się będzie każdy, a szczególnie ci, którzy nie mieli co liczyć na kurację w ramach programu walki z wirusem wdrażanym przez OmniSynth.
- Mówi ci coś nazwisko Barnett? Doktor Zachary Barnett?
Zmierzyła go badawczym spojrzeniem. Czego dokładnie mogli chcieć się dowiedzieć o jej lekarzu? I co ważniejsze: co zrobią, jeśli się tego dowiedzą?
- Widzę, że nazwisko nie jest ci obce – rzekł Rix. – Ale to dla nas nic nowego, doktorek bywał u was regularnie, a my mieliśmy go na oku.
- I co z tego?
- Otrzymaliśmy pochodzącą ze sprawdzonego źródła informację, że dzisiejszego popołudnia Barnett opuścił centrum medyczne OmniSynthu, mając ze sobą cztery dawki antidotum. Miał zostać przechwycony po drodze, ale wymknął się nam. Potem odebrali go spod waszego budynku agenci korpo.
Iris słuchała go uważnie, analizując znaczenie każdego wypowiedzianego słowa. Doktora odebrali ludzie korporacji? Czyżby ktoś go wsypał i doniósł służbom bezpieczeństwa o tym, że wyniósł lek z laboratorium? Jakimi konsekwencjami mogło to grozić Charonowi i jej samej?
- Sądząc po twojej minie – rzekł Rix – z pewnością masz nam coś ciekawego do powiedzenia.
- A nawet jeśli – odparła Iris – to skąd mam wiedzieć, co ze mną zrobicie, gdy już dowiecie się tego, czego wam trzeba?
Rix uśmiechnął się, choć nie było w tym uśmiechu śladu wesołości.
- Tak, to kluczowe pytanie, nieprawdaż? I przyznam, że odpowiedź na nie do łatwych nie należy. Jak się zapewne domyślasz, nie chcielibyśmy, żebyś opowiadała komukolwiek o tym, co tutaj zaszło. To raczej logiczne, nie sądzisz?
- Sądzę.
- I jak się zapatrujesz na tę kwestię? Powiesz mi, że będziesz milczeć jak grób, licząc na to, że w to uwierzę?
- Raczej nie.
- No właśnie. Pozwól więc, że rozegramy to inaczej. Najpierw ty wysłuchasz mnie, a potem sama zdecydujesz, czy wolisz współpracować z nami, czy… umrzeć.
- Jak miło – stwierdziła Iris, starając się nie okazać emocji. - Muszę przyznać, że bezbłędnie odegrałeś swoją rolę, ani mi przez myśl nie przeszło, że tak się to skończy.
- A czego się spodziewałaś? – zapytał.
Kellan roześmiał się głośno, nalał sobie do kubka gazowanej wody i usiadł na kanapie.
- Do rzeczy – stwierdziła lekko już zniecierpliwiona Iris.
Rix pokiwał głową.
- Chcesz sobie wygodniej usiąść? – powiedział, wskazując jej miejsce na przeciwnym krańcu kanapy do tego, który zajął już Kellan. Kiwnęła głową.
Tymczasem Hitomi doszła już do siebie i wstała z podłogi. Rozejrzała się po pokoju i posłała wściekłe spojrzenie Rixowi.
- Skopię ci za to tyłek, zobaczysz – warknęła.
- Pewnie - odrzekł - ale odłóż to na później, dobrze?
Nic już nie powiedziała. Usiadła na obrotowym krześle przy biurku z trzema monitorami i przyglądała się pozostałym z niewyraźną miną.
Gdy Iris siedziała już na kanapie, Rix usadowił się naprzeciwko niej i przystąpił do wyjaśnień.
- Nie muszę ci mówić, jaką pozycję ma w Polis-7 OmniSynth. To wiedzą wszyscy, ale już mało kto się domyśla, do czego korporacja jest zdolna, by tę pozycję zachować i wzmocnić.
- Wy oczywiście wiecie – rzuciła Iris, nie kryjąc sarkastycznej nuty. – Kto was oświecił?
- Mamy swoje źródła - rzekł poważnie Rix. - Mniejsza z tym. Korporacja chwyta się wszystkich możliwych sposobów, by wzmocnić swą kontrolę nad miastem i zamieszkującymi je ludźmi. Teraz, gdy zaczęła się epidemia, również i z niej uczynili swe narzędzie. Mają lekarstwo, ale dystrybucja będzie ściśle kontrolowana. W ten sposób będą się mogli pozbyć wszystkich tych, którzy ośmielili się występować przeciwko nim, nawet jeśli robili to w legalny i pokojowy sposób…
- Niech zgadnę – przerwała mu Iris – jesteście grupą bojowników o wolność, którzy nie mogą dopuścić do tego, by los ludności znajdował się w brudnych korporacyjnych łapskach?
- Ha, aleś ty bystra, złotko – rzekł Kellan, gładząc się po ulizanych włosach.
Rix przyglądał się jej w milczeniu.
- Oczekujecie zatem, że poczuwając się do obowiązku wsparcia tej jakże słusznej sprawy, udzielę wam wszelkich potrzebnych informacji?
- Mój starszy brat, ojciec dwójki dzieci, umiera – rzekł Rix zmienionym, poważnym głosem. – Nie wiem, ile czasu mu zostało, może dni, może godziny, bez tego lekarstwa nie ma szans. Umierają też inni, a pośród nich także ludzie, których znamy. Kto wie, może i tacy, których ty znasz? Należy skazać na śmierć wszystkich spośród nich, którzy w ten czy inny sposób podpadli korporacji?
Iris słuchała, zastanawiając się przez cały czas, czego właściwie od niej oczekują. W końcu, gdy padło ewidentnie retoryczne pytanie, spojrzała Rixowi w oczy.
- Wierzysz w to, że cokolwiek uzyskacie?
- W innym wypadku bym tego nie robił – odrzekł Rix.
- Czego właściwie chcesz ode mnie?
- Pomocy w zdobyciu leku. Jestem pewny, że Barnett go u was zostawił.
- I kogo z jego pomocą uratujesz? Swojego brata? Czyjąś matkę? Syna? Co zmieni jedno życie?
Kellan pokręcił głową.
- To nie tak, złotko – powiedział. – Mamy naprawdę niezłe znajomości, wiesz? Potrzebujemy tylko próbki leku, a odpowiedni ludzie ją przeanalizują, przebadają i dojdą do tego, jak uzyskać większą ilość. Ale cholerstwo jest dobrze strzeżone, to pierwszy raz, gdy wpadliśmy na jakiś trop.
- Ten trop wam nie pomoże – stwierdziła Iris.
- Skąd ta pewność? – spytał Rix.
Iris pokręciła głową.
- Po prostu zapomnijcie o tym – powiedziała. - Wiem, że to naiwne i pewnie na niewiele się zda, ale powiem to, czego miałam nie mówić: jeśli stąd wyjdę, nie powiem nikomu ani słowa o tym, co tu usłyszałam. Róbcie swoje, ale nie proście mnie o pomoc, bo nie chcę mieć was na sumieniu.
- O czym ty mówisz, złotko? – zdziwił się Kellan. – Nas? Na sumieniu? Ty nam grozisz, czy coś?
Pokręciła głową.
- Nie, nie grożę. Ostrzegam.
- Przed czym? – spytał Rix. – Przed czym nas ostrzegasz?
- Informacje, których wam mogę udzielić, w niczym wam nie pomogą. Nie zdobędziecie leku w ten sposób, wasz trop to ślepa uliczka, na końcu której czeka…
- Co? – spytał Kellan.
- Ktoś, z kim nie chcielibyście mieć do czynienia. Wiem, bo zdążyłam dobrze go poznać. Na waszym miejscu…
Urwała, widząc pytające spojrzenia całej trójki.
- Nie słuchajcie jej – powiedziała nagle Hitomi, wciąż jeszcze wściekła – chce wam namącić w głowach!
- Co próbujesz powiedzieć? – spytał Rix.
- Całkiem możliwe, że on po mnie przyjdzie – odparła Iris spokojnym głosem.
Popatrzyli po sobie niepewnie, ale już po chwili Kellan, znowu uśmiechnięty, powiedział:
- Nie znajdzie cię. Wiem, że twoje wszczepy są zaopatrzone w urządzenia umożliwiające namierzenie cię, ale zadbałem o to. Rix przez cały czas miał i wciąż ma przy sobie urządzenie neutralizujące tego rodzaju sygnały. To cacko mojego projektu, niezawodne. Nie ma takiej opcji, by ktoś cię tutaj namierzył.
Iris wzruszyła ramionami. Może i miał rację, tego nie mogła wiedzieć, ale jeśli czegoś się nauczyła przez ostatnie pół roku, to z pewnością tego, że zadzieranie z Charonem jeszcze dla nikogo nie skończyło się dobrze.
- Niech wam będzie – powiedziała w końcu – powiem, co wiem.
- To za mało – rzekł Rix – możemy potrzebować pomocy w zdobyciu leku.
- Że niby ja mam jej udzielić?
Nikt nie odpowiedział, ale ich spojrzenia mówiły wszystko. Uznała, że nie zaszkodzi jeszcze przez jakiś czas kontynuować tę grę.
- Nawet gdybym się zgodziła… Skąd będziecie mieć pewność, że was nie wystawię?
- Och, tym się nie przejmuj, złotko – rzekł Kellan. - Mamy swoje sposoby, zobaczysz.
- Kellan zna się na wszelkim sprzęcie od kuchennego po cyberwszczepy – powiedział Rix – zainstaluje ci w jednym z nich ładunek wybuchowy z licznikiem. Rozbroić go będzie mógł tylko on sam, dopiero gdy wrócimy tutaj. Z lekiem. Jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, pożegnasz się z życiem. Czy to zadowalająca odpowiedź?
Iris zacisnęła zęby i zmarszczyła brwi. Wolała się nie odzywać, gdyż nie przychodziło jej do głowy nic prócz wymyślnych przekleństw.
- Nie w smak ci to, rozumiem – stwierdził Rix. – Ale nie mamy innego wyjścia. Przejdziemy do pytań?
- Przejdziemy – zgodziła się Iris.
- Barnett zostawił u was lek?
- Tak.
- Wiesz, dla kogo jest on przeznaczony? – pytał dalej Rix.
- Mogę się tylko domyślać.
- I czego się domyślasz?
- Że dostać miałam go ja, on, a co do reszty…
- On?
- Ten, z którym mieszkam – odpowiedziała, spuszczając wzrok.
- Co to za jeden? – nie ustępował Rix.
- Każe się do siebie zwracać… Charon.
- Wiedziałem – mruknął Kellan. – Wiedziałem, kurwa.
- I co teraz? – spytała Hitomi niespokojnie. – Nie chcecie chyba…
- Oczywiście, że chcemy – przerwał jej Rix. – I zrobimy to. Skoro dostał antidotum, zapewne już go użył, ale wciąż ma resztę, w tym i to, które jest przeznaczone dla ciebie, zgadza się?
Iris kiwnęła głową.
- Przyniesiesz nam ten lek. Ale zanim tam wrócisz, czas na nasze małe zabezpieczenie. Kellan?
Wymieniony podniósł się z kanapy i podszedł do swojej torby, zaczął w niej grzebać, a po chwili wyjął niewielkie pudełeczko, położył je na stoliku i otworzył. Następnie zabrał się za wykładanie na stół jego zawartości, której większą część stanowiły drobne elementy. Ich przeznaczenia Iris mogła się tylko domyślać. Kellan spoglądał na nią od czasu do czasu, szczerząc zęby w paskudnym uśmiechu.
- Żeby rozbroić i usunąć ładunek – mówił Rix – trzeba się połączyć z panelem kontrolnym, wprowadzić kod autoryzacyjny, a potem drugi, który spowoduje deaktywację. Kody znam ja, Kellan, a pozna je także nasz współpracownik, któremu je prześlę na wszelki wypadek. Każda pomyłka skutkuje detonacją, podobnie jak próba pozbycia się ładunku bez uprzedniej deaktywacji. Wszystko jasne?
- Jak słońce.
- Świetnie.
Kellan z narzędziami w ręku zbliżył się do Iris.
- Gdzie montujemy? – spytał. – Ręka?
- Nie. – pokręcił głową Rix. – Prawe biodro. Możesz zdjąć spodnie, Iris?
Choć nie miała ochoty spełniać tej prośby, dobrze wiedziała, że odmowa na niewiele się zda. Zsunęła spodnie do kolan pokazując widoczną nieco poniżej pasa czarną, twardą łatę na prawym biodrze.
- Skąd wiedziałeś? – spytał Kellan.
- Zdążyłem się zorientować co i jak – odparł Rix. – Otwórz to.
- Czy nie lepiej byłoby – odezwała się Iris - dogadać się z Charonem w sprawie tego leku? Nie raz miał już kłopoty z OmniSynthem i raczej nie pała do nich zbytnią…
Urwała, widząc zaskoczone spojrzenia, jakimi mierzyła ją teraz cała trójka. Hitomi i Rix popatrzyli po sobie, a wyraz niedowierzania nie schodził im z twarzy.
- Co was tak dziwi? – spytała Iris.
- Ty… Ty tak serio? – spytał Kellan. – To znaczy… z tym Charonem, poważnie?
Zupełnie już zdezorientowana, nie była pewna, co powiedzieć.
- Wiesz, kim on jest, prawda? – spytał Rix, przerywając przeciągającą się chwilę ciszy.
- Tak mi się przynajmniej wydawało… - Resztki jakiegokolwiek przekonania uleciały z niej w chwili, gdy spojrzała mu w oczy.
- Dzięki naszej wtyczce zajrzeliśmy do utajnionych akt – powiedział Kellan. – To i owo skopiowaliśmy sobie na później, chcesz zobaczyć, co mówi kartoteka OmniSynth o Charonie?
Kiwnęła głową, na co Kellan uniósł rękę, przemknął palcami po ekranie na przedramieniu i po krótkiej chwili podsunął jej go pod nos.
- Czytaj.
Spojrzała na wyświetlacz. Zobaczyła na nim zdjęcie Charona, obok niego przesuwały się linijki tekstu. Wodziła po nich wzrokiem, z każdą chwilą coraz szerzej otwierając usta.
Djibril Belgrave, kryptonim: Charon… agent operacyjny OmniSynth nr. KN00609… Poziom uprawnień – B1… obszar działań: inwigilacja środowisk przestępczych, likwidacja celów z list tajnych, wywieranie wpływu na jednostki o istotnym znaczeniu…

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Iris

Post#2 » 19 sie 2015, o 11:16

Zrobisz, jak uważasz ;)

I wreszcie widać oś fabuły! Lekarstwo, fajnie. Myślałam, że się nie doczekam, i na mój gust mogłoby to zostać "dookreślone" wcześniej, ale przynajmniej wszystkie wcześniejsze sceny zgrywają się w całość.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Vercenvard
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 43

Iris

Post#3 » 21 sie 2015, o 13:17

Wiesz co, tak sobie myślę, że nie ma większego sensu zamieszczanie tego tutaj dalej kawałek po kawałku, co parę dni, skoro czyta to tylko jedna osoba, a taki sposób prezentacji tylko zakłóca odbiór. Jeśli chcesz doczytać do końca, znajdziesz tekst na stronie Nowej Fantastyki, chętnie się dowiem jak wrażenia po całości.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości