SS-mani na mojej ulicy

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

SS-mani na mojej ulicy

Post#1 » 1 lis 2011, o 18:49

Taaak, sam tytuł jest wybitnie jasny i klarowny. To jedna z moich psychicznych wizji, a w zasadzie sen, który następnego dnia od razu spisałam na kompa. Minęło jakieś pól roku odkąd ponownie na to zajrzałam i stwierdziłam, że pomimo idiotyzmu snu, to podoba mi się. :))



SS-mani na mojej ulicy


- Mamo, co zrobimy, jeśli… - pytam cicho, jednocześnie gorączkowo szukając możliwego rozwiązania, które nie wpakowałoby nas w jeszcze większe problemy.
- Musimy znaleźć jakieś schronienie dla Tomka! Takie, którego oni nie zdemaskują! – Mama wydawała się spanikowana. Niby nie krzyczała ani nie płakała, ale widziałam, jak oczy ma rozbiegane, jak jej ręce drżą, jak patrzy na swoje najmłodsze dziecko, dwu i pół letniego synka. – Milena, szukaj!
Jak smagnięta biczem szybko podrywam się z miejsca i w tempie zawrotnym pokonuję wszystkie odległości w domu, otwierając każdą szafkę, zaglądając do każdego możliwego zakamarka i zastanawiając się, czy Tomek się tam zmieści, czy w ogóle będzie w stanie być sam.
To było nie ważne. W tej chwili liczyło się tylko jego bezpieczeństwo. Nie myślałam o sobie ani o reszcie rodziny, w głowie miałam tylko jedno: braciszek. Podświadomie czułam, że nic mi się nie stanie, że reszcie tak samo. Ale jednocześnie jakaś dziwna siła popychała mnie do tego irracjonalnego zachowania. Dlaczego sami się nie chowamy? Dlaczego tylko staramy się ukryć dziecko? Nie było czasu na mądre odpowiedzi. Tata przez cały czas zaglądał dyskretnie przez okno, przez cienką, jasną firankę na ulicę. Spoglądał dziwnym wzrokiem na ciemny zakręt ulicy, który był zbyt blisko, aby w miarę szybko zareagować.
Popędziłam po raz kolejny na górę do pokoju mojej dwunastoletniej siostry. Nie było jej w środku, ale nie spodziewałam się jej zastać. Bardziej interesowała mnie średnia szafka, którą z początku odrzuciłam. Ponownie ją otworzyłam i po zabraniu paru ręczników, znalazłam odpowiednie miejsce dla Tomka. Tutaj będzie mógł spokojnie na nas poczekać; schronienie wygląda niepozornie, wątpię, aby ktoś tam w ogóle zajrzał. Biegnę z powrotem do mamy.
- Znalazłam! Wiem, gdzie można go schować – mówię już zza progu. Zatrzymuję się gwałtownie, widząc jej minę. Wciąż tuli do siebie dziecko.
- On nie usiedzi tam sam. Nie będzie cicho i nie zechce się schować – zniża głos i nieoczekiwanie otwiera drzwi od piwnicy. Stoimy w holu. – Tutaj. Tutaj musicie się skryć.
- Naprawdę sądzisz, że tam nie zajrzą? – pytam z lekkim powątpiewaniem.
Mama wydaje się zrezygnowana.
- A gdzie indziej?
Nie znam odpowiedzi. Kieruję się zatem do taty i bez słowa zmieniamy się miejscami. Teraz ja widzę głębokie cienie rzucane przez domy mieszkalne na asfaltową drogę. Ze zdziwieniem dostrzegam, że nigdzie nie zalegają hałdy śniegu. Nie ma po nich ani śladu. Jednak nie to mnie niepokoi; na chodnikach nie ma ani jednego zaparkowanego samochodu, jakby każdy wiedział, co za chwilę ma nastąpić. Zza okna wszystko wydawało się opuszczone, takie nierealne. Sama myśl, że tylko moja rodzina została i nie schowała głowy w piach, była absurdalna.
Zastanawiam się, kiedy nadejdzie ta chwila, gdy ujrzę dwa żółte światła pojazdu zbliżające się nieuchronnie pod nasz dom. Jak zareaguję? Zacznę biegać spanikowana, rzucę się do Tomka i szybko go schowam, a może ze strachu nogi odmówią mi posłuszeństwa i będę stała jak ten słup soli?
Gdy w końcu ich widzę na zakręcie ulicy, moje serce nie bije mocniej. Patrzę spokojnie, jak trzy typowo wojskowo samochody rodem z II wojny światowej zatrzymują się na środku drogi. Jeden za drugim, praktycznie pod naszym domem. Nawet nie drgnęłam, dalej zaglądam przez zasłonkę i przyglądam się ich mundurom oraz samochodom, co robią. Z tyłu słyszę westchnięcie ulgi matki; SS-mani skierowali się w stronę wylotu uliczki, znajdującym się pomiędzy moim domem a sąsiadów na samym zakręcie. Nie wiem, czego chcą ani czego szukają, nie obchodzi mnie to. Ważne jest dla mnie, aby szybko stąd pojechali; nawet nie wiem, czy schowano Tomka.
Obserwuję, jak jeden z nich, mężczyzna w średnim wieku, wyglądający na ich szefa, podchodzi pod nasz dom, pod nasze drzwi. W tym samym momencie na ulicy pojawia się piękny, czerwony wóz, zapewne tak drogi, że samo wyobrażenie sobie tych wszystkich zer przyprawia o ból głowy, wymija płynnym, perfekcyjnym ruchem pojazdy wojskowe i jedzie dalej.
- Co jest? – mówię sama do siebie. Nie mogę uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyłam. SS-mani nawet nie zwrócili na to uwagi! Za to bardzo ciekawie spoglądają na nasz dom. Dostrzegam w mroku złowróżbnie połyskujące działko. Czyżby mieli zamiar wystrzelić nas w powietrze? Cholera.
Już jestem w holu i… stoję twarzą w twarz z szefem SS-manów. Unosi brwi, gdy przygląda się mojemu ubraniu.
- Na co dzień tak się ubierasz? – pyta mnie, a ja czuję się zmieszana. Właśnie uświadamiam sobie, że mam na sobie sportowe spodnie i starą, spraną bluzkę bez rękawów i to w dodatku odsłaniającym połowę brzucha. W duchu gratuluję sobie inteligencji.
- Nie, nie. Tak tylko w domu. Normalnie ubieram zwykłe ubrania – odpowiadam do Niemca moim genialnym angielskim, pomijając fakt, że niemieckiego uczę się dużo dłużej, bo aż od podstawówki.
Mężczyzna kiwa głową ze zrozumieniem, po czym zwraca się do mojego ojca, który nagle wyrósł obok mnie.
- Masz papiery niemieckie?
- Nie, mamy rosyjskie.
Patrzę dziwnie na ojca. Jeśli to nam uratuje skórę, to niech będzie, myślę sobie, teraz bacznie obserwując SS-mana. Każe nas rozstrzelać? Zamiast tego coć tam mówi po niemiecku, a ja inteligentnie przytakuję z „ja, ja” na ustach. W końcu tylko ja będę w stanie coś wydukać w tym języku.
- W jakim celu tu jesteście? – pytam moim angielskim. Jakoś moje bezczelne pytanie nie wydało mi się nie na miejscu.
- Dostaliśmy nakaz rządowy zajęcia się cmentarzem, który znajduje się na końcu tamtej uliczki. – Wskazuje ręką na miejsce, gdzie przed chwilą skierowała się połowa ich ludzi. Kiwam ze zrozumieniem głową, choć wcale nie wiem, gdzie tutaj jest ten cmentarz. Pierwszy raz o nim słyszę, ale nie wnikam.
- Tylko po to przyjechaliście?
- Tak.
- To w porządku. – Uśmiecham się jak kretynka, która nie zna powagi sytuacji. – Czyli nic od nas nie chcecie.
Czuję na plecach wzrok rodziców, SS-man posłał mi dziwny uśmiech, a przez głowę przeszła mi jedna myśl: „Jeszcze mnie ze sobą zabierze!”. Udaję, że niczego nie widzę, a tata szybko wciąga mnie do domu. Zanim jeszcze zamyka drzwi widzę wyraz oczu mężczyzny i czające się za nim cienie domów, przechodzą mnie ciarki.

Otwieram oczy i spoglądam na zegarek. 6:48. Leżę w łóżku w moich niebieskich piżamach, przytulona do skrawka kołdry. Chce mi się spać, ale nie mogę, dzisiaj próbna matura z polskiego, i to z samego rana. Muszę wcześniej wstać, sama myśl o tym przyprawia mnie o jęk bezsilności. Chętnie odpuściłabym sobie ten dzień. Zamiast tego myślami powracam do snu i zadaje sobie jedno, krótkie pytanie: - Co to, kurwa, było?
Po prostu robię za zły charakter.

Tagi:

Giwi

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#2 » 1 lis 2011, o 19:10

eżę w łóżku w moich niebieskich piżamach, przytulona do skrawka kołdry

tutaj chyba powinna być liczba pojedyncza, wydaję mi się :D
I matko jakie to jest...dziwne, Jakbym czytała jeden ze swoich snów, w których jestem dzieckiem i ukrywam się pod podłogą Auschwitz... never mind that.

Mań
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1216

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#3 » 1 lis 2011, o 19:51

Zazdroszczę tego typu snów ;D absurd goni absurd, nic nie trzyma się kupy, ale czytałam to wszystko z uśmiechem, bo nieźle się przy tym bawiłam xd. Przejrzyj jeszcze raz tekst, bo gdzieniegdzie wyłapałam jakieś potknięcia.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#4 » 1 lis 2011, o 22:17

Bardzo inteligentnie wyłączyłam kartę z pisanym komentarzem. Brawa dla mnie.

Okej, to tak ogólnie - widzę, że wszystkie lubimy mieć sny o SSmanach, ja raz byłam zakochana w wysokim blondynie o cudnych, wysokich kościach policzkowych (haha), miał taki przecudny mundur, ach...
Bardzo podoba mi się pomysł spisywania snów, myślę, że naprawdę fajnie sobie z tym poradziłaś, widać, że to taki... niewymuszony opis, może i nieco surowy, ale tu leży jego plus, nie starałaś się go na siłę upiększać, udobitniać.
Podsumowanie - pasuje jak ulał :D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#5 » 1 lis 2011, o 22:55

Przejrzyj jeszcze raz tekst, bo gdzieniegdzie wyłapałam jakieś potknięcia.

Przeczytałam tylko raz i niektóre rzeczy poprawiłam, ale nad resztą zwyczajnie nie chciało mi się zastanawiać. ;/
Może kiedyś jeszcze raz się za to zabiorę.

I matko jakie to jest...dziwne, Jakbym czytała jeden ze swoich snów, w których jestem dzieckiem i ukrywam się pod podłogą Auschwitz... never mind that.

Wiesz, Giwi, zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Między innymi dlatego nie wrzuciłam tego tekstu od razu po napisaniu.


Okej, to tak ogólnie - widzę, że wszystkie lubimy mieć sny o SSmanach, ja raz byłam zakochana w wysokim blondynie o cudnych, wysokich kościach policzkowych (haha), miał taki przecudny mundur, ach...

Wstydź sie, Onku! W Niemcu? i to w SS-manie? :lol:

Bardzo podoba mi się pomysł spisywania snów, myślę, że naprawdę fajnie sobie z tym poradziłaś, widać, że to taki... niewymuszony opis, może i nieco surowy, ale tu leży jego plus, nie starałaś się go na siłę upiększać, udobitniać.
Podsumowanie - pasuje jak ulał :D

i o to mi chodziło. Spisywałam sen "na gorąco", tak jak ja go odczuwałam, a surowe teksty bardzo lubię, dlatego odbieram to jako komplement 8-)
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#6 » 1 lis 2011, o 23:20

Wiem, wiem, Niemiec, wstyd mi. Ale ja miewam naprawdę głupie sny.

Kostucha pisze:
Bardzo podoba mi się pomysł spisywania snów, myślę, że naprawdę fajnie sobie z tym poradziłaś, widać, że to taki... niewymuszony opis, może i nieco surowy, ale tu leży jego plus, nie starałaś się go na siłę upiększać, udobitniać.
Podsumowanie - pasuje jak ulał :D

i o to mi chodziło. Spisywałam sen "na gorąco", tak jak ja go odczuwałam, a surowe teksty bardzo lubię, dlatego odbieram to jako komplement 8-)
Bo to miał być komplement. Też bardzo lubię surowe teksty, jeżeli im to pasuje - miło się czyta coś, co jest takie, jakie ma być, nawet jeżeli jest niewyszukane. Nie lubię niedopracowania, ale jeszcze bardziej przerostu formy nad treścią, a to się naprawdę często zdarza. Nawet nie wyobrażam sobie tego opisu snu jako "ambitnie" kwiecistego, przesyconego zbędnymi metaforami etc., jest dobry właśnie taki, jaki jest :D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#7 » 2 lis 2011, o 19:48

Zachęcił mnie już tytuł, nie wiem, tak jakoś... przypadł mi do gustu xD A potem przeczytałam i przypomniało mi się, jak byłam mała i naoglądałam się filmów wojennych, a potem miałam traumę i bałam się, że wybuchnie kolejna wojna i śniły mi się czołgi na ulicach mojego miasteczka.
SS-man pytający, czy na co dzień się tak ubierasz mnie zniszczył xD
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: [M] SS-mani na mojej ulicy

Post#8 » 2 lis 2011, o 19:58

<kłania się w pas> Dziękuję jeszcze raz. Nie spodziewałam się dostać dobrej opinii.
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

SS-mani na mojej ulicy

Post#9 » 28 paź 2012, o 21:48

Postanowiłam skomentować ten tekst, jako że niebawem stuknie mu roczek, jak tu jest. :D A co!
Powiem tak: ni to ziębi, ni to grzeje - ale tylko na pierwszy rzut oka. Potem... hm, im dalej w las, tym ciemniej, o. Mówisz, że to był sen. W porządku, tylko chciałabym się dowiedzieć, czy to, że napisałaś to opowiadanie w pierwszej osobie, oznacza, że to TY byłaś tą dziewczyną, czy po prostu widziałaś w swojej głowie jakąś babeczkę?
Jeśli to Ty nią byłaś, to wyjaśnia się tym wiele rzeczy, a jeśli nie, to... To mamy sporo niedopowiedzeń. :D
Pierwszym jest na pewno czas akcji: czy to bohaterka żyła w czasach drugiej wojny światowej, czy druga wojna światowa w postaci SS-manów przyszła do niej, do czasów obecnych? Nie wiem, może to głupie pytanie, a odpowiedź oczywista, ale trochę się zamotałam. :D Dużo mógłby mi powiedzieć ów "piękny, czerwony wóz", ale niestety nie opisałaś go zbyt szczegółowo.
Jeśli to bohaterka żyła w czasach wojny, to poległaś na świecie przedstawionym, na realiach; jeśli jest na odwrót, to wszystko w porządku. :D
Jakoś tak... Zawiodłam się trochę. Po tytule trochę spodziewałam się kokosów, historycznych smaczków i tej całej otoczki, a tutaj absurd gonił absurd. Wiele tłumaczy to, że to sen, ale... Hm. Sny przeniesione na papier nie są zbyt ambitnymi tekstami, zbyt wymagającymi, prawda? :)
Przyjemne czytadeło, szybko leci, ale, jak już powiedziałam... Takie trochę bardziej dla odmóżdżenia, dla przeczytania o niczym - bo ani nie znajdziemy tutaj szczegółowych opisów, ani nie porwie nas wartka akcja.
Z błędów znalazłam tyle:

To było nie ważne.

nieważne

Dlaczego sami się nie chowamy? Dlaczego tylko staramy się ukryć dziecko?

Tutaj błędu samego w sobie nie ma, ale nie podoba mi się umiejscowienie słowa tylko w drugim zdaniu. To, gdzie Ty je wstawiłaś, daje czytelnikowi do zrozumienia, że oni nie robili nic innego poza ukrywaniem dziecka. Czy nie chodziło Ci o to, że nie ukrywają siebie, a jedynie Tomka? Jeśli wszystko jest tak, jak być miało, to przepraszam, zwracam honor. :P

(...) jak trzy typowo wojskowo samochody rodem z II wojny światowej zatrzymują się na środku drogi.

typowo wojskowe

Zamiast tego coć tam mówi po niemiecku (...)

coś

Pierwszy raz o nim słyszę, ale nie wnikam.

To zdanie skłoniło mnie najbardziej do refleksji nad czasem akcji. Mam nadzieję, że rozumiesz dlaczego. :D

To tyle, co miałam do powiedzenia. Jest to pierwsza moja ocena tekstu od stu lat, więc jeśli coś jest niejasne, albo jeśli w którymś miejscu popisałam się ignorancją, to bardzo przepraszam. :D
where does everybody go when they go?

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

SS-mani na mojej ulicy

Post#10 » 6 gru 2012, o 21:29

Miałam już odpisać hohohohho i jeszcze dłużej czasu temu, ale jak zwykle pochłonęło mnie życie. xP

Mówisz, że to był sen. W porządku, tylko chciałabym się dowiedzieć, czy to, że napisałaś to opowiadanie w pierwszej osobie, oznacza, że to TY byłaś tą dziewczyną, czy po prostu widziałaś w swojej głowie jakąś babeczkę?
Jeśli to Ty nią byłaś, to wyjaśnia się tym wiele rzeczy, a jeśli nie, to... To mamy sporo niedopowiedzeń. :D

No, to w domyśle jestem ja.

Pierwszym jest na pewno czas akcji: czy to bohaterka żyła w czasach drugiej wojny światowej, czy druga wojna światowa w postaci SS-manów przyszła do niej, do czasów obecnych? Nie wiem, może to głupie pytanie, a odpowiedź oczywista, ale trochę się zamotałam. :D Dużo mógłby mi powiedzieć ów "piękny, czerwony wóz", ale niestety nie opisałaś go zbyt szczegółowo.
Jeśli to bohaterka żyła w czasach wojny, to poległaś na świecie przedstawionym, na realiach; jeśli jest na odwrót, to wszystko w porządku. :D

Jakoś zawsze żyłam w przeświadczeniu, że akurat w tym tekście jest jasno określone, że to SS-mani są nie na miejscu i że to czasy współczesne, nie inaczej. :)

Jakoś tak... Zawiodłam się trochę. Po tytule trochę spodziewałam się kokosów, historycznych smaczków i tej całej otoczki, a tutaj absurd gonił absurd. Wiele tłumaczy to, że to sen, ale... Hm. Sny przeniesione na papier nie są zbyt ambitnymi tekstami, zbyt wymagającymi, prawda? :)

Bo to nie miał być ambitny tekst. W zasadzie to on powstał jeszcze wcześniej, pewnie z rok, zanim go wstawiłam na forum, a pokazałam go, bo stwierdziłam, że mimo całej tej bzdurności lubię ten twór.

Dlaczego sami się nie chowamy? Dlaczego tylko staramy się ukryć dziecko?



Tutaj błędu samego w sobie nie ma, ale nie podoba mi się umiejscowienie słowa tylko w drugim zdaniu. To, gdzie Ty je wstawiłaś, daje czytelnikowi do zrozumienia, że oni nie robili nic innego poza ukrywaniem dziecka. Czy nie chodziło Ci o to, że nie ukrywają siebie, a jedynie Tomka? Jeśli wszystko jest tak, jak być miało, to przepraszam, zwracam honor. :P

Właśnie tak miało być jak napisałam. Kolejna bzdurność snu. :)

To tyle, co miałam do powiedzenia. Jest to pierwsza moja ocena tekstu od stu lat, więc jeśli coś jest niejasne, albo jeśli w którymś miejscu popisałam się ignorancją, to bardzo przepraszam. :D

Zamiast rzucać się, wole podziękować za ładny i konstruktywny komentarz. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości