Rozkwit

Stare teksty z działu Proza obyczajowa.
Mań
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1216

Rozkwit

Post#1 » 21 kwie 2014, o 21:33

Z nadejściem zimy, ludzie tłumacząc się katarem i niepogodą, zaszywają się w domach, budując dookoła siebie mury z koców i poduszek. Lucka postępowała podobnie, dokładając do tego dolinę wiecznego smutku oraz nie do końca jasne uczucie tęsknoty za miłością swojego życia, którą dopiero miała nadzieję spotkać. Kiedykolwiek.
Nigdy nie uważała się za wybitnie wyautowaną z towarzystwa, ale podtrzymywanie i zawieranie przyjaźni sprawiały jej pewne trudności. Oczywiście, miała kogo podtapiać w swoim morzu nieszczęśliwości, ale zawsze po tym odpychającym epizodzie, czuła ogromną odrazę do siebie samej i przeklinała swoje kalectwo życiowe przede wszystkim pod kątem miłosnym.
Jak to zazwyczaj bywa w podobnych sytuacjach, Internet okazuje się wybawcą. Luckę poniekąd mierził pomysł poznania tego jedynego właśnie tam (w końcu w sieci roi się od psychopatów, zboczeńców, zoo-, nekro-, pedofilów i innych miłośników patologicznych gier i zabaw) , ale z każdym dniem, podczas których nasłuchała się, że to najprawdziwsza przygoda życia (nawet gdyby trafiła na wyżej wymienione elementy, uznałaby to za przygodę… o ile by przeżyła), postanowiła dołączyć do grona szczęśliwców, którym się powiodło.
Klamka zapadła. Wraz z przyjaciółką, jak się okazało również członkinią zacnej społeczności internetowych poszukiwaczy miłości, zabrały się za stworzenie profilu, którego sama nazwa zwabi i powali na kolana wszystkich samców z ponad przeciętną inteligencją. Nie chciała być żadną sexylucynką czy napalonąlucką1990, dlatego po godzinach kombinowania i intensywnego myślenia stała się po prostu sapioseksualną.
W pewnym momencie już nastoletniego życia, kiedy odrzuciła lalki w kąt, a jej zainteresowanie padło na książki (w tym tanie romanse podkradane mamie), tuż obok fascynacji skomplikowanymi relacjami pomiędzy ludźmi, pojawiła się chęć nawiązania podobnej więzi z przedstawicielem płci przeciwnej. Nie spodziewała się, że przysporzy to jej tyle problemów. Każdy z osobna prędzej czy później zaskakiwał Luckę swoją może nie mroczną, a wieloaspektową stroną, w której głupota czy ignorancja stanowiły dominantę. Po kilku nieudanych związkach pogrążyła się w uczuciowej stagnacji. Aż do teraz.
Na portalu randkowym nie szło jej najlepiej. Sądziła, że nie wszystkim znana nazwa, zawierająca „seksualna” (o tak, gorąco gratulowała sobie tego pomysłu!), przyciągnie tłum chętnych, wśród których będzie ten jedyny. Część okazała się osobnikami z podejrzanymi preferencjami, inni nie mieli nic ciekawego do powiedzenia, zdarzyło się nawet kilku takich, co próbowali oczarować Luckę swoją pseudoliterackością, a niekoniecznie wiedzieli, jak w ogóle wygląda książka.
Wszystko się zmieniło, kiedy po ustawieniu w statusie cytatu z pewnego dziełka, odezwał się do niej PanWiosna. Okazał się oczytanym, inteligentnym człowiekiem, podzielającym uwielbienie Lucki do rosyjskiej literatury, wciąż jednak anonimowym pod względem imienia i wyglądu. Nie zwróciła na to szczególnej uwagi, ponieważ w końcu odnalazła mężczyznę swoich marzeń. Poza tym nazywanie go w myślach Panem Wiosną sprawiało, że mimowolnie drżała z przejęcia i fascynacji.
Ich internetowo-intelektualny romans, jak lubiła to określać, trwał całą zimę. Świat w końcu oswobodził się z objęć mrozu, Lucka odrzuciła książki, koce, herbatę i postanowiła działać. Zbliżał się dwudziesty pierwszy marca, dzień idealny na poznanie samego Pana Wiosny. Zgodził się przyjść na organizowane z tego powodu wielkie ognisko na uniwersyteckim kampusie.
Lucka budząc się tego dnia, czuła, że wreszcie pasmo miłosnych niepowodzeń zwieńczy sukcesem, a człowiek, którego spotka w umówionym miejscu, dokończy cudu i zaprowadzi w jej sercu wieczną wiosnę. Godzina osiemnasta pod rozdwojoną brzozą – te słowa stały się dla niej mantrą, ciągle rozbrzmiewającą w głowie. Tego dnia oprócz absurdalnej radości, czuła też strach. Gdzieś głęboko, szeptem, pytała samą siebie: „Co jeśli…? Co jeśli…?”. Szybko jednak tłumiła negatywne myśli i z coraz większą niecierpliwością, śledziła wskazówki zegara, które, jak na złość, szły nadal jednostajnym tempem, ani myśląc o pośpiechu.
Wreszcie gotowa opuściła dom i wyruszyła w drogę, ledwie powstrzymując się od biegu, ciekawa tego, kogo spotka na jej końcu. Pan Wiosna, Pan Wiosna, Pan Wiosna – w kółko szeptanymi słowami chciała sprawić, aby cały ten dzień się urzeczywistnił, aby wszystko okazało się prawdą.
Pod rozdwojoną brzozą, pod którą teraz rzadko kto przesiadywał, była punktualnie, dlatego nieobecność Pana Wiosny zaniepokoiła Luckę. Zabłądził? Zrezygnował? Zrobiła parę kółek wokół drzewa, rozglądając się nerwowo na boki. Niedaleko trwały przygotowania do ogniska, studenci nosili gałęzie, strugali patyki na kiełbasy, ktoś nimi komenderował, ktoś krzyknął, ktoś wybuchnął śmiechem. Nic sobie nie robili z nadciągającej burzy w sercu i głowie Lucki.
Przez kłębiące się chmury przebił się słaby promyczek – ktoś szedł w jej stronę szybkim krokiem. Kiedy stanął naprzeciw niej, musiała unieść głowę do góry, gdzie napotkała oczy samego Pana Wiosny. Tak zielonych, prawdziwie radosnych oczu jeszcze nigdy nie widziała, ale przeczuwała, że będą jej teraz towarzyszyć przez całe życie.

Tytuł roboczy. Sapioseksualizm to pociąg do ludzi z ponad przeciętną inteligencją.

Tagi:

KAPRYS
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 63

Rozkwit

Post#2 » 28 kwie 2014, o 09:41

Lucka postępowała podobnie, dokładając do tego dolinę wiecznego smutku oraz nie do końca jasne uczucie tęsknoty za miłością swojego życia, którą dopiero miała nadzieję spotkać.


podtapiać w swoim morzu nieszczęśliwości, ale zawsze po tym odpychającym epizodzie, czuła ogromną odrazę do siebie samej i przeklinała swoje kalectwo życiowe przede wszystkim pod kątem miłosnym.


Tutaj pozwolę sobie zacytować ciebie samą i twoją własną uwagę, którą zostawiłaś u mnie : morze nieszczęśliwości, Dolina wiecznego smutku "jest (SĄ) poetycki(E) do porzygu"

Jak to zazwyczaj bywa w podobnych sytuacjach, Internet okazuje się wybawcą. Luckę poniekąd mierził pomysł poznania tego jedynego właśnie tam (w końcu w sieci roi się od psychopatów, zboczeńców, zoo-, nekro-, pedofilów i innych miłośników patologicznych gier i zabaw) , ale z każdym dniem, podczas których nasłuchała się, że to najprawdziwsza przygoda życia (nawet gdyby trafiła na wyżej wymienione elementy, uznałaby to za przygodę… o ile by przeżyła), postanowiła dołączyć do grona szczęśliwców, którym się powiodło.


Bardzo długie to zdanie, poza tym nawiasy mocno zakłócają, a po ich odstawieniu nie bardzo rozumiem jego sens.

Godzina 18 pod rozdwojoną brzozą

Nie bardzo wiem dlaczego 18 a nie osiemnasta, nie to abym się czepiała tylko po prostu nie wiem :D Przeważnie wszyscy uczulają, aby jednak zapis był słowny nie liczbowy.

Zrobiła parę kółek wokół drzewa,

Masło maślane

Niedaleko trwały przygotowania do ogniska, studenci nosili gałęzie, strugali patyki na kiełbasy, ktoś nimi komenderował, ktoś krzyknął, ktoś wybuchnął śmiechem. Nic sobie nie robili z nadciągającej burzy w sercu i głowie Lucki.

Tak zastanawiam się dlaczego właściwie mieliby sobie robić coś z tej nadciągającej w jej sercu i głowie burzy? Byli w końcu zajęci przygotowaniami do ogniska, które właśnie miało się zacząć.

śledziła wskazówki zegara, które, jak na złość, szły nadal jednostajnym tempem, ani myśląc o pośpiechu.

Ładnie napisane i chyba moje ulubione z całego tego utworu.

Pod koniec bardzo często powtarza się "Lucka" Moim skromnym zdaniem zdecydowanie za często.

No i może coś odnośnie fabuły, brakuje mi jednak wieku Lucki, gdyż nie bardzo łapię fakt iż nastoletnia dziewczyna, po kilku już nieudanych związkach, które jednak pomimo swojego "kalectwa życiowego przede wszystkim pod kontem miłosnym" udało się jej nawiązać, nagle po samym tylko spojrzeniu w oczy Pana Wiosny czuje, że będą jej towarzyszyć całe życie. Przepraszam, może wydam się teraz arogancka i złośliwa, ale ubiorę w to również w twoje słowa i jednak napiszę to: Zalatuje BANAŁEM. Poza tym sama końcówka bardzo mi się podoba. Spodziewałam się kolejnego dramatycznego końca, że Pan Wiosna okaże się jakimś zboczeńcem, mordercą, a tu proszę... Miły sympatyczny, zielonooki Pan Wiosna. Sympatyczny koniec, napawający optymizmem, sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęłam.


Pozdrawiam.

Mań
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1216

Rozkwit

Post#3 » 28 kwie 2014, o 22:49

KAPRYS pisze:
Lucka postępowała podobnie, dokładając do tego dolinę wiecznego smutku oraz nie do końca jasne uczucie tęsknoty za miłością swojego życia, którą dopiero miała nadzieję spotkać.


podtapiać w swoim morzu nieszczęśliwości, ale zawsze po tym odpychającym epizodzie, czuła ogromną odrazę do siebie samej i przeklinała swoje kalectwo życiowe przede wszystkim pod kątem miłosnym.


Tutaj pozwolę sobie zacytować ciebie samą i twoją własną uwagę, którą zostawiłaś u mnie : morze nieszczęśliwości, Dolina wiecznego smutku "jest (SĄ) poetycki(E) do porzygu"

Hm, nie wiem, jak to dokładnie wyjaśnić, ale ta przesadna poetyckość wpisuje się w osobowość bohaterki, oddaje w jakimś stopniu jej charakter i podejście do ważniejszych spraw; poza tym te określenia nie miały wzbudzać odruchów wymiotnych, a brzmieć choć trochę zabawnie w zestawieniu z lekką treścią :d

KAPRYS pisze:
Jak to zazwyczaj bywa w podobnych sytuacjach, Internet okazuje się wybawcą. Luckę poniekąd mierził pomysł poznania tego jedynego właśnie tam (w końcu w sieci roi się od psychopatów, zboczeńców, zoo-, nekro-, pedofilów i innych miłośników patologicznych gier i zabaw) , ale z każdym dniem, podczas których nasłuchała się, że to najprawdziwsza przygoda życia (nawet gdyby trafiła na wyżej wymienione elementy, uznałaby to za przygodę… o ile by przeżyła), postanowiła dołączyć do grona szczęśliwców, którym się powiodło.


Bardzo długie to zdanie, poza tym nawiasy mocno zakłócają, a po ich odstawieniu nie bardzo rozumiem jego sens.

Dla mnie jest to całkowicie zrozumiałe zdanie. Mocno rozbudowane, ale nadal sensowne.

KAPRYS pisze:
Godzina 18 pod rozdwojoną brzozą

Nie bardzo wiem dlaczego 18 a nie osiemnasta, nie to abym się czepiała tylko po prostu nie wiem :D Przeważnie wszyscy uczulają, aby jednak zapis był słowny nie liczbowy.

Słusznie, już poprawiam.

KAPRYS pisze:
Zrobiła parę kółek wokół drzewa,

Masło maślane

Może nie myślę trzeźwo, ale to zdanie wydaje mi się okej - przecież musiałam dookreślić, wokół czego robi te kółka. Chyba. Jeśli się mylę, to prosiłabym o propozycję zmiany, bo zgłupiałam.

KAPRYS pisze:
Niedaleko trwały przygotowania do ogniska, studenci nosili gałęzie, strugali patyki na kiełbasy, ktoś nimi komenderował, ktoś krzyknął, ktoś wybuchnął śmiechem. Nic sobie nie robili z nadciągającej burzy w sercu i głowie Lucki.

Tak zastanawiam się dlaczego właściwie mieliby sobie robić coś z tej nadciągającej w jej sercu i głowie burzy? Byli w końcu zajęci przygotowaniami do ogniska, które właśnie miało się zacząć.

No i nic sobie z tego nie zrobili ostatecznie :d

KAPRYS pisze:No i może coś odnośnie fabuły, brakuje mi jednak wieku Lucki, gdyż nie bardzo łapię fakt iż nastoletnia dziewczyna, po kilku już nieudanych związkach, które jednak pomimo swojego "kalectwa życiowego przede wszystkim pod kontem miłosnym" udało się jej nawiązać, nagle po samym tylko spojrzeniu w oczy Pana Wiosny czuje, że będą jej towarzyszyć całe życie. Przepraszam, może wydam się teraz arogancka i złośliwa, ale ubiorę w to również w twoje słowa i jednak napiszę to: Zalatuje BANAŁEM. Poza tym sama końcówka bardzo mi się podoba. Spodziewałam się kolejnego dramatycznego końca, że Pan Wiosna okaże się jakimś zboczeńcem, mordercą, a tu proszę... Miły sympatyczny, zielonooki Pan Wiosna. Sympatyczny koniec, napawający optymizmem, sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęłam.

Prawda, uczyniłam bohaterów anonimowymi, nie licząc ich imion, ksyw czy szczątkowych informacji na jakikolwiek temat, ale o to chodziło. Możliwe, że potraktowałam ich nieco po macoszemu, fabuła może być niezadowalająca, a całość może zajeżdżać banałem, ale nie miałam specjalnie czasu, aby rozpracować każdego z osobna - tekst na event, w moim przypadku, zawsze powstaje na ostatnią chwilę i skupiam się wtedy na niewielu rzeczach + przede wszystkim miałam na celu napisać coś lekkostrawnego i nieskomplikowanego. No i jak się uda - zabawnego.
Pisząc o Lucce, nie miałam w głowie nastolatki. Studenci nie zawsze są młodzi i jurni, i w głowie mają tylko chlanie :d Ale miałaś pełne prawo wziąć ją za taką, skoro nie wplotłam w tekst jej metryki. Nie wiem, czy udałoby mi się to zrobić tak, aby miało to ręce i nogi, więc niech każdy z czytelników ma w głowie inną wersję wiekową bohaterki :d
Tekst w końcu pisałam na event wiosenny, a wiosna kojarzy mi się z radosnymi opowiastkami, dlatego nie było żadnego dramatu, to dopiero byłaby masakra :d Bardzo dziękuję ci za skomentowanie, krytykę i dobre słowo, cieszę się, że mimo wszystko dotrwałaś do końca i nawet się uśmiechnęłaś - to dla mnie największy komplement.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1800

Rozkwit

Post#4 » 30 sie 2017, o 09:28

...a ja spodziewałem się zakończenia w stylu "Na ustach grzechu". Bardzo przypadła mi do gustu ta ulotna, ledwie wyczuwalna ironia. Nie namawiam, aby czerpać pełnymi garściami z Madzi Kossakówny (masz zdecydowanie inny styl), jednak jakiś żart w ostatnim akapicie zmieniłby tekst z trywialnego na bardzo dobry.

Awatar użytkownika
Maniokowa
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 49

Rozkwit

Post#5 » 30 sie 2017, o 14:06

Dziękuję za odkopanie i pochylenie się nad tym staruszkiem. Czas zrobił swoje.
Twórczości Samozwaniec nie miałam jeszcze przyjemności poznać, ale po szybkim researchu, myślę, że wkrótce po nią sięgnę.

Wróć do „Szuflada obyczajowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości