Wehikuł czasu

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Wehikuł czasu

Post#1 » 13 lip 2014, o 15:16

Wehikuł czasu

— Ty łachudro! Won mnie stąd, ale już!
Z chatki wypadł roześmiany chłopak, zaraz za którym biegła tęga kobieta, wymachująca wiklinową miotłą.
— Hej, Agnes, nie denerwuj się! – zawołał chłopak, odwracając się w stronę niewiasty i zaczynając biec tyłem. Kobieta stanęła i oparła się o kolana, z trudem łapiąc oddech.
Agnes?! – krzyknęła po chwili. – Do matki po imieniu?! Ty gadzie! – Wyprostowała się i ponownie zaczęła gonić syna.
— Ale mamo, dzisiaj jest pierwszy dzień lata! Chodźmy do miasta – powiedział, cały czas utrzymując bezpieczną odległość.
— Też mi! – żachnęła się kobieta, stając w miejscu. – Lato! Wio, na pole, krowy doić, kozy pasać, a nie o zabawach myśleć!
— Ale mamo! Miasto jest tylko dwie godziny drogi stąd. Zdążymy na ucztę. Vincent mówił, że będą żeberka.
— Żeberka! – prychnęła. – Szanowny burmistrz Hilde jest tak hojny, że nie dostaniesz nawet ości pstrąga!
— Mamo… – powiedział błagalnym tonem, starając się maskować psotne spojrzenie. Odważnie podszedł bliżej i wyciągnął ramiona w stronę rodzicielki. Ta po krótkim wahaniu odrzuciła niedoszłe narzędzie zbrodni i wtuliła się w chudy tors syna.
— Dobrze, Bruno, pójdziemy. Ale jak nie dostanę żeberek, każę ci wyszorować cały chlew.
Niezrażony tym chłopak uśmiechnął się szeroko nad głową matki.

[center]~*~[/center]

Wczesnopopołudniowe słońce było nie do zniesienia. Całe Feldgrau od miesięcy nie widziało deszczu, przez co nad dróżkami wznosiły się tumany kurzu, szczypiąc w oczy i drażniąc gardło. Agnes i Bruno wędrowali powoli, mijając polany pełne mleczy, na których leniwie pasły się zwierzęta. Było tak cicho, że bzyczenie much i świsty ogonów dochodziły aż na drogę.
— Zaraz nie wytrzymam i się rozpłynę – sapnęła Agnes i podwinęła nieco spódnicę.
— Już niedaleko, mamo.
Kwadrans później weszli do chłodnego lasu, co Agnes przyjęła z niekłamaną ulgą. Opuściła spódnicę i rozkoszowała się delikatnym wiaterkiem, muskającym jej spoconą twarz. Mijali coraz więcej ludzi, idących do albo z miasta, ubranych w kolorowe stroje, z kwiatami we włosach, roześmianych i głośnych. Po chwili stanęli przed bramą prowadzącą do miasta, która miała pozostać otwarta aż do północy. Już z oddali słychać było dźwięki fletów i bębnów, tamburyn i lir. Ludzi kłębiło tyle, że prawie nie dało się przecisnąć w stronę rynku.
— Czekaj, mamo – powiedział Bruno, dostrzegłszy małą dziewczynkę, sprzedającą już nieco nadwiędnięte wianki. Wokół stoiska kręciło się sporo ludzi niezainteresowanych kupnem, więc wykorzystał swój spryt i niepostrzeżenie ukradł najpiękniejszy wianuszek. – Proszę – rzekł, wsadzając go matce na głowę.
— Och, dziękuję! – krzyknęła, macając się po głowie.
— Chodź! – Bruno chwycił matkę za rękę i pociągnął ją w tłum. Mijali stoiska z wyrobami mięsnymi, z których przepięknie pachniało wędzoną szynką, kiełbasą, pieczonym dzikiem, kiszką czy smażonym kurczakiem; budki z piwami, przy których kręciło się sporo pijanych wieśniaków; kramy z ciastami, skąd dobiegał zniewalający aromat szarlotki, placka ze śliwkami czy wiśniami oraz sernika; znalazło się również miejsce dla wystawy kóz (właściciel najpiękniejszej wygrywał beczkę piwa i laskę kiełbasy) czy prezentacji najoryginalniejszych broni własnego projektu.
Bruno zatrzymał się też na dłużej przy pokazach walk królewskich rycerzy, gdzie przywiodły go szczęk stali i głośny zachwyt pijanego tłumu. Wojownicy mieli pokazywać nie tylko swoje wypolerowane uzbrojenie, lecz również prezentować niektóre ataki i uniki. Większość dżentelmenów w przyłbicach była już jednak zdrowo pijana i niewiele dało się wynieść z tego pokazu, jednak aplauz wieśniaków, myślących, że wiedzą cokolwiek o wojaczce, nie miał końca.
Później Agnes z synem przystanęli, by oglądnąć konkurs na najszybsze spożycie całego placka z wiśniami.
— Patrz, to Gustaw! – krzyknął Bruno, pokazując matce palcem otyłego mężczyznę, siedzącego pomiędzy dwoma rywalami.
— Faktycznie! Co za idiota, zaraz zwymiotuje…
Niestety nie dowiedzieli się, czy Gustaw zwymiotował, czy nie, bo hołota za nimi zaczęła się rozstępować, tworząc sporych rozmiarów okrąg. Agnes odwróciła się i zobaczyła, jak grupa kilkunastu tancerek w spódnicach i wiankach podobnych do jej wchodzi na środek i przybiera pozy. Tuż za nimi maszerowała grupka starszych jegomościów z fletami i bębnami.
— Zapraszamy wszystkich do zabawy! – krzyknęła jedna z dziewczyn, po czym zabrzmiały pierwsze takty i ślicznotki ruszyły w tany.
— Mamo, przecież ty to znasz! – powiedział Bruno, szturchając matkę w ramię. – Idź – popchnął ją.
— Tyś chyba zwariował do reszty. Przecież te siksy mogłyby być moimi córkami. Gdzie tam ja, za stara już jestem na takie wygłupy.
Tańczące wesoło dziewczęta, których piękne, grube warkocze latały dookoła, podchodziły do niektórych osób z tłumu i wciągały je do środka. Uśmiechały się przy tym tak radośnie, że letnia atmosfera wspaniałej zabawy udzieliła się chyba wszystkim gapiom i ci nie dawali rady odmawiać.
— No idź, mamo! – powtórzył po raz kolejny Bruno, pchając matkę do środka. Ta jednak była nieugięta. Na szczęście po chwili przyszło wparcie – jedna z dziewcząt o wspaniałych, rudych włosach, iskrzących się zadziornie w promieniach słońca, wyciągnęła ręce do chłopaka, zapraszając go do zabawy. Bruno z naprawdę ciężkim sercem odmówił: chęć sprawienia radości matce okazała się nieco silniejsza od perspektywy tańca z najpiękniejszym dziewczęciem, jakie w życiu widział. Zamiast chwycić dłoń, popchnął w jej stronę matkę, przez co Agnes została wytargana na sam środek okręgu.
Bruno widział, że matka wahała się naprawdę krótko. Po kilku chwilach konsternacji stało się coś, czego nie był w stanie określić słowem innym niż magia.
Z czterdziestoletniej twarzy Agnes, pooranej zmarszczkami, strzaskanej słońcem i przesiąkniętej doświadczeniem, zniknęły nagle wszystkie troski. Czoło się wygładziło, oczy zaiskrzyły zawadiacko, a nogi same poszły w ruch. Gracją przewyższała niektóre tancerki – gracją, o jaką Bruno nigdy matki nie posądzał. Nagle zniknęła kobieta dźwigająca wiadra i pasąca świnie – pojawiła się dziewczyna o lekkich, płynnych ruchach i zaraźliwym uśmiechu. Dźwięk muzyki i obcasów uderzających o bruk stworzył melodię, jakiej Bruno w życiu nie zapomniał.
Nigdy wcześniej nie widział matki piękniejszej jak wtedy – tańczącej pośród morza kwiatów, obserwowanej przez zaczarowany tłum.
where does everybody go when they go?

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1041

Wehikuł czasu

Post#2 » 17 lip 2014, o 06:56

Podobało się. To duża sztuka, zainteresować i skłonić do zastanowienia treścią tak codzienną, niewyrafinowaną i opowiedzianą w prosty, bezpretensjonalny sposób. Pokazać bezpośrednio jakoś i naturalnie, że zwykłą rzeczywistość zawiera w sobie magię, drzemiąca zapewne i wokół nas, magię, która w każdym momencie może zacząć działać i choć na krótko, ale jednak, stworzyć i ukazać inny świat.

I bardzo chciałem się do czegoś przyczepić, tak dla zasady. No i się nie udało. Jak można tak pisać?

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1543

Wehikuł czasu

Post#3 » 17 lip 2014, o 21:03

Dziękuję bardzo za tak miłe słowa! :)
Pozdrawiam!
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Wehikuł czasu

Post#4 » 4 wrz 2014, o 12:32

Również podobało mi się. Ten tekst to kalejdoskop różnych ciepłych uczuć i wrażeń - nie tylko matczyno-synowej miłości i tej miło robiącej na sercu sceny za kończenia, ale również zabawnego dialogu z początku, tego uroczego przekomarzania się. Klimat to największa zaleta tej historii.
Uroczy tekst, naprawdę. Powtórzę z komentarza eventowego - to niby to bardzo krótka scenka, ale jednak ma w sobie taką siłę oddziaływania, jakby była to opowieść budowana stronami, scenami, wieloma emocjami, a jest tak właśnie dzięki puencie, która koncentruje w sobie wiele ciepła i uroku. Prawdziwy wehikuł czasu. I jakoś tak wyjątkowo miło go się czyta, gdy za oknem grzeje ostatnie letnie słońce i słychać ten specyficzny szelest wysokich traw kołysanych wiatrem.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

mirek13

Wehikuł czasu

Post#5 » 4 wrz 2014, o 17:35

Czepliwy jestem, dlatego szukam tego co mogłoby mnie skłonić do ciepła wypowiedzi. No nareszcie. Lekko i miło. Przyjemnie jest czytać i nie silić się na nic. Tylko zlituj się! Beczka piwa i tylko laska kiełbasy!!!

kayaaman

Wehikuł czasu

Post#6 » 15 wrz 2014, o 11:55

Każdy z nas robi większe lub mniejsze błędy, zwłaszcza jeśli jest się amatorem. Cóż jeśli o mnie chodzi, błędy, błędami, liczy się pomysł :) Ale słowa krytyki też są bardzo ważne. Nigdy nie nauczymy się pisać, jeśli ktoś z większym doświadczeniem, nie pokaże nam czarne na białym, co mamy źle. Prawdą jest też fakt, że jednym może się podobać, innym nie... Taka kolej rzeczy. Mnie się podoba, chociaż również tekst mnie nie zaszokował. Nie zrażaj się krytyką i pisz dalej. Pozdrawiam i weny życzę.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Wehikuł czasu

Post#7 » 15 wrz 2014, o 12:12

kayaaman pisze:Każdy z nas robi większe lub mniejsze błędy, zwłaszcza jeśli jest się amatorem. Cóż jeśli o mnie chodzi, błędy, błędami, liczy się pomysł :) Ale słowa krytyki też są bardzo ważne. Nigdy nie nauczymy się pisać, jeśli ktoś z większym doświadczeniem, nie pokaże nam czarne na białym, co mamy źle. Prawdą jest też fakt, że jednym może się podobać, innym nie... Taka kolej rzeczy. Mnie się podoba, chociaż również tekst mnie nie zaszokował. Nie zrażaj się krytyką i pisz dalej. Pozdrawiam i weny życzę.

Skopiowany cudzy komentarz, pięknie.
Bot... czy ktoś myślał, że nikt nie zauważy?
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1338

Wehikuł czasu

Post#8 » 22 wrz 2014, o 00:36

O, o, podobało mi się. Powiem szczerze, że w połowie trochę zwątpiłam, bo nie wiedziałam dokąd ten tekst zmierza, ale końcówka, końcówka go dla mnie zdecydowanie uratowała. Śmiem twierdzić, że chwilami był trochę za słodki - ukradnięcie wianka na przykład jakoś nie do końca mi leżało, ale generalnie to bardzo ładny obrazek. Bardzo dużo tutaj pozytywnych emocji i ładne opisywanie barwnego tła: skupiłaś się na szczegółach, które nadały tej historii odpowiedniego tła. Miło jest w końcu przeczytać coś tak pozytywnego. :serce: Nie mam żadnych uwag technicznych, nic mi się nie rzuciło w oczy przy czytaniu.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

harleyquinn
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 59

Wehikuł czasu

Post#9 » 29 wrz 2014, o 16:12

Ale przyjemny i lekki tekst. Niesamowite, w jaki sposób opisałaś zwykłe czynności, które w tym utworze stały się niezwykłe i niemalże magiczne. Bardzo mi się podobało. Szkoda tylko, że na jeden raz. A z drugiej strony długość i wszystko inne w jak najlepszym porządku :)
[center]Why're you crying? Don't you know? Yes, I know exactly[/center]

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości