Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

JESIENNY DESZCZ

Stare teksty z działu Proza obyczajowa.
galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

JESIENNY DESZCZ

Post#1 » 29 sie 2014, o 13:23

Opowiadanie napisane w 1965roku, a wiec dokładnie 49 lat temu. Wiem, że wymaga wielu poprawek,ale czy warto coś zmieniać? To już dokument, może pozostawić tak jak jest?


Za oknem brzydka paskudna pogoda, pada deszcz, mglisto, zapewne i zimno. Stoję wpatrzona w to co się dzieje za cienką szybą mojego okna. Stoję i rozmyślam, marzę, wracam myślami do przeszłości, nie chcę patrzeć w terażniejszość, nie chcę, wolę wrócić do chwil, które pozostały za mną, które były, ale już uległy zapomnieniu. Nie powrócą.

Ocknęłam się, jednak wracam do terażniejszości, choć nie chcę, ale muszę, muszę, bo tutaj jest mój dom,mój mąż, moje dzieci i wnuki. Smutnymi oczami spojrzałam tam, gdzie powinien być on...mój mąż. Jest...siedzi w głębokim fotelu z gazetą w ręku, czy czyta? Wątpię...obok niego na dywanie dwaj wnukowie, nie zwraca na nie uwagi, bawią się sami....Też pogrążony w myślach, kiedy to wszystko się skończy, kiedy zobaczę na jego ustach uśmiech, a w oczach radosny blask. Kiedy?

Deszcz bębni nieustannie w szyby. Przemoczone wróbelki szukają schronienia na pobliskich drzewach. Bezskutecznie. Tam też pada, nie chronią ich przemoczone, ociekające wodą niewielkie pożółkłe liście. Jesień zrobiła swoje, drzewa stoją nagie, z niewielką ilością zasuszonych liści, nie dają schronienia.

Ach, jak bardzo bym chciała wyjść i iść w strugach tego jesiennego deszczu, jak bardzo pragnę słuchać bębniących kropelek deszczu po brezencie mojego niebieskiego parasola. Tak, niebieskiego, nie żółtego, nie innego, ale mojego...niebieskiego. To jest mój kolor. Spojrzałam na siebie. A oczy? Jakie ja mam oczy? Zapomniałam? Nie, to niemożliwe, muszę pamiętać, muszę, więc jakie one są? Roześmiałam się na głos....oczywiście,niebieskie.

Idę w strugach deszczu, on przy mnie, chowa się pod parasol, ale on nie daje mu schronienia, za mały, albo ja go żle trzymam. Moknie, moknie dla mnie, uśmiecha się, ale widzę, że ściekająca woda z parasola wlewa mu się za kołnierz, tuli głowę w ramiona, wygląda śmiesznie....śmieje się, mnie tez woda wlewa się za kołnierz, przytulam się do niego....idziemy.
W przemoczonych butach chlupie woda, wylewa się z nich, nie zważam na to. Zresztą po co? Grypa murowana, ale wyleżę ją w łóżku z kolorową pościelą, a on będzie przy mnie, będzie mnie pielęgnował. Każdą tabletkę, każdy lek wezmę od niego,nawet ten niedobry, ten gorzki, bez smaku, ale który mnie wyleczy aby znów być przy nim, znów iść przez życie...Chce kochać, chcę być kochana, chcę śpiewać, chcę aby mnie śpiewano. Czy tak wiele potrzebuję do szczęścia?

Ocknęłam się z zadumy, rozejrzałam się dookoła....znajoma kuchnia, zlew, a w nim naczynia do mycia. Gdzie jest on...tam siedzi, nadal w fotelu, a wnuki przy nim. Gazeta leży na kolanach, nie czyta jej, patrzy przed siebie beznamiętnym wzrokiem.

Woda chlupie w zlewie, jeden talerz, drugi, trzeci, coraz mniej, teraz garnki, szklanki, miski....tak codziennie, nawet dwa razy dziennie, póżniej obiad, podwieczorek dla wnuków, pózniej znów gary....dokąd to wszystko będzie trwało. Godziny płyną...siódma, ósma...minuty pędzą jak oszalałe, syn z synową w swoim pokoju...baraszkują...gdzie wnuki? Gdzie one?

Spojrzałem na nią. Jej smukła sylwetka pięknie prezentuje się w półmroku jaki panuje w kuchni. Patrzy przez okno, za chwilę zacznie myć naczynia,który to już raz, ile ich jeszcze będzie. Dlaczego tak patrzy w to okno, co tam widzi...przecież pada deszcz,duży deszcz,pochmurno,cóż można tam zobaczyć? Przy fotelu, w którym siedzę bawią się wnuki, nie zwracam na nie uwagi i tak sobie krzywdy nie zrobią, więc po co się wtrącać? Słusznie,po co?

Zadumany milczę, mam żal do syna, do synowej...o co? Wczoraj była niedziela, piękny jesienny dzień, nie taki jak dzisiaj. Świeciło słonce, było ciepło, mnóstwo ludzi na spacerze....A ja?

Zmarszczyłem twarz, spojrzałem na żonę. Stała nadal przy oknie, patrzyła....Syn z synową z samego rana udali się do znajomych w odwiedziny, oczywiście bez dzieci,te pozostały pod moją i zony opieką. Przez cały dzień. Oczywiście kocham tych urwisów, ale dzisiaj...taka pogoda, wymarzona pogoda na spacer, na spacer z nią, z moją żoną. Dawno już obiecywałem sobie, że wezmę ją na spacer, właśnie w taki dzień jak wczoraj, taki słoneczny, taki miły i radosny. Będę trzymał ją za rękę, jak dawniej, czule i mocno, nie wypuszczę jej ręki, nie stracę jej, znów będę prawił jej morały jak za dawnych lat, a ona będzie słuchała. Uśmiechnięta, wesoła, z rozwianymi włosami, przytulona do mnie....będzie słuchała.

Syn z synowa nie wrócili o umówionej porze, spacer...ach, lepiej nie wspominać! Wróciły dawne wspomnienia.....Taki sam dzień jak dzisiaj,padało,bardzo padało, ale poszedłem na spotkanie z nią. Przyszła z tym swoim cudownym parasolem, do tego z niebieskim, tak niebieskim, kochała ten kolor, przepadała za wszystkim co związane było z tym kolorem. Ale, żeby mieć niebieski parasol? No nie...a jednak miała i to duży, doszedłem do niej, ale jakoś nie mieściłem się pod nim. Może żle go trzymała? Nie mówiłem nic, choć woda ciurkiem lała mi się po głowie spływając za koszulę.

Śmiała się z tego, ona też była przemoczona, jej stopy pływały w butach pełnych wody, nie ciekawiło mnie, kogo położy pierwszego grypka. Bo, że położy byłem tego pewien.

Cudny jednak był ten spacer, deszcz spływał po naszych policzkach, wlewał się nam za kołnierze, śmialiśmy się z tego, przytuleni do siebie całowaliśmy się w jego strumieniach, jego smak mieszał się ze smakiem naszej miłości. Powstał nowy smak,odkryliśmy go, smakowaliśmy i cieszyliśmy się jak dzieci. Nawet taki deszczowy dzień może być wspaniały, niezapomniany.

Spojrzałem w głąb kuchni, przy zlewie nadal stała żona, myje ostatnie talerze, ostatnie garnki, zaraz zacznie przygotowywać obiad, zaraz przyjdą dzieci, zaraz, znów naczynia, zaraz znów, zaraz....i tak w kółko. Czy to się kiedyś skończy?

Znów spojrzałem na żonę, nie, to musi się skończyć...musi...ale kiedy? Dość tych garów, dość tych wnuków, chcę żyć, chcę być wolnym, chcę by ona też była wolna, żebyśmy obydwoje byli wolni.....muszę coś zrobić, muszę.Wreszcie rodzina w komplecie, syn z synową, wnuki, no i my. On i ja. Ja i on. Patrzymy na siebie, oczy nie kłamią, mówią co chcemy, czego pragniemy. Nie potrzeba słów ni gestów....wiem co chcemy powiedzieć, wiemy co mówimy.

Dzieci patrzą na nas zdziwione, zaskoczone, nie wiedzą co powiedzieć...lepiej nic....niech to pozostanie pomiędzy mną a nim. Między żoną i mężem. Rozumiemy się doskonale.

Deszcz nadal pada i pada....

Patrzę na męża,podchodzi do szafy i wyjmuje....no co? Mój parasol, niebieski parasol, skąd on go przyniósł, gdzie kupił, przecież ostatni wyrzuciłam, był zepsuty. Pamiętał....Kochany jesteś mój mężu, bardzo kochany.

Deszcz nadal pada i pada.....

Obejmuje mnie czule i przy dzieciach całuje, tak jak dawniej. Ubieramy płaszcze, twarze stają się pogodne, uśmiechnięte, dzieci zaskoczone patrzą, nic nie rozumieją, może jeszcze nie pora, aby to wszystko trafiło do nich?

Wychodzimy.....DESZCZ NADAL PADA I PADA.....

Tagi:

mirek13

JESIENNY DESZCZ

Post#2 » 30 sie 2014, o 07:51

Nie lubię techniczno- stylistycznych podpowiedzi jakich zdecydowana większość jest na forach. Tu przecinek, tam szyk zdania itp. Dla mnie najważniejszy jest klimat. I choć mam inny styl pisania, to klimat tej powiastki podoba mi się. Jestem smutas z odrobiną optymizmu, że ten świat nie zpsiał do cna. Tak jak zakończenie "Jesiennego deszczu".

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

JESIENNY DESZCZ

Post#3 » 30 sie 2014, o 11:49

mirek13 pisze:Nie lubię techniczno- stylistycznych podpowiedzi jakich zdecydowana większość jest na forach. Tu przecinek, tam szyk zdania itp. Dla mnie najważniejszy jest klimat.


Oj, oj, wtrącę się.
Niestety forma jest ważna i podam tutaj przykład, który literacki nie jest, ale myślę, że trafi do wszystkich. Bo owszem, można pisać dobrze i ładnie to zaprezentować:

Albo pisać dobrze i nie dbać o formę wcale:

Z pewnością oba torty są dobre, jednak wiem, który chciałabym mieć na weselu. Z pisaniem jest tak samo: da się opowiedzieć dobrą historię bez doszlifowania formy, ale to brak poszanowania czytelnika i zwyczajna niedbałość. Ktoś poświęca czas, żeby zagłębić się w słowa, które napisaliśmy. Należy mu się ta odrobina szacunku spędzona na sprawdzeniu tekstu jeszcze raz, to naprawdę nie boli.

Odnośnie samego tekstu powiem tak: odstraszyły mnie od niego dwie rzeczy. Po pierwsze wstęp, który od razu neguje wszelkie uwagi, jakie można do niego mieć (skoro nie warto nic zmieniać, to po co wyrażać opinię?); po drugie na pierwszy rzut oka widzę, że mój poprzedni komentarz nie został wysłuchany. I tak jak zamiłowanie do kropek w tekście jestem w stanie jeszcze zrozumieć, chociaż jest błędne, to pisanie tytułów capslockiem nadal mi umyka.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

JESIENNY DESZCZ

Post#4 » 30 sie 2014, o 13:06

Lira - Co do tytułu nie będę się sprzeczał, jeżeli chodzi o kropki to stawiam już ich mniej, niedługo będzie prawidłowa pisownia - trzy i ani jednej więcej. Staram się nad tym zapanować. Co do wstępu, to napisałem, że wymaga wielu poprawek i zacząłem się zastanawiać czy warto poprawić,czy zostawić tak jak jest i schować do archiwum. Chodzi mi o tekst. To miałem na myśli.Pozdrawiam.

mirek13

JESIENNY DESZCZ

Post#5 » 30 sie 2014, o 16:24

W zasadzie to się zgadzam, tylko niech forma nie przesłania treści. Wartość poprawności wyssałem z mlekiem matki. Tkwi również w genotypie i obciążeniu społecznym (babka polonistka, matka polonistka, żona polonistka). Ale najbardziej poprawnego gniota nie strawię. A poza tym nie wiem czy czytałaś moją odpowiedź na powitanie. Oczywiście nie umiem znaleźć twoich kawałków, ani nie wiem jak wrzucić swoje. A poza tym jest super!

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

JESIENNY DESZCZ

Post#6 » 30 sie 2014, o 17:25

Mirek13.- Umieścić swój tekst jest bardzo łatwo, ale musisz mieć na swoim "koncie" bodajże 10-postów. Jest to moim zdaniem zły pomysł, ale to nie ja ustalałem regulamin, zmieniłbym go. Chętnie przeczytałbym coś Twojego.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

JESIENNY DESZCZ

Post#7 » 5 wrz 2014, o 17:42

mirek13 pisze:W zasadzie to się zgadzam, tylko niech forma nie przesłania treści. (...) Ale najbardziej poprawnego gniota nie strawię.

Przyklasnęłabym temu, z dopisaniem, że najistotniejszy jest złoty środek - bo i opowiadanie z potencjałem, ale paskudnie zapisane, i gniot zapisany przepięknie nie jest dobrym tekstem.
Mnie osobiście jednak dużo bardziej bolą teksty, które treścią są bez zarzutu, a które niedbałość w zapisie ciągną w dół. Aż człowiekowi się robi szkoda, aż czuć szczypanie pod powiekami, że tak niewiele brakuje, by nie móc nic zarzucić.


Przechodząc do treści - nieco niezręcznie komentować mi ten tekst, bo w końcu sam przyznałeś, galeczko, że został napisany przez nastolatka, który już - można by powiedzieć - nie istnieje od prawie pięćdziesięciu lat. To, co bym napisała tutaj, skierowane byłoby do osoby, która już dawno temu dojrzała i jest w całkiem innym miejscu, niż była, pisząc ten tekst.
Ale i tak podejmę się zaopiniowania.

Stoję wpatrzona w to co się dzieje za cienką szybą mojego okna.

Przykład zbędnego wstawienia zaimka.

Wątpię...obok niego na dywanie dwaj wnukowie, nie zwraca na nie uwagi, bawią się sami....

Wnukowie - oni, zatem "nie zwraca na nich uwagi".

Tam też pada, nie chronią ich przemoczone, ociekające wodą niewielkie pożółkłe liście.

Liście nie mogą być przemoczone - przemoknąć może na przykład tkanina; po liściu krople po prostu spływają.

Dodatkowo interpunkcja i inne błędy, ale te omówiłam już pod innymi twoimi tekstami, więc nie będę zajmować tutaj miejsca.

Dodam też, że nagła zmiana narratora z niej na niego nieco wytrąciła mnie z rytmu i rozkojarzyła. Przydałoby się to jakoś mocniej zaznaczyć, ale nie mam chwilowo pomysłu jak.


Uroczy ten tekst, ładnie skomponowany. Naprawdę miło mi się czyta teksty, w których proste motywy i proste historie budują tak wyczuwalny klimat.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

JESIENNY DESZCZ

Post#8 » 5 wrz 2014, o 18:40

Dziękuję za pokazanie mi błędów i wskazanie drogi ich usunięcia. Wprawdzie teraz nie piszę nic (może w zimie), ale taka lekcja przypomnienia jest mi potrzebna i z pewnością mi nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie.Pozdrawiam.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1954

JESIENNY DESZCZ

Post#9 » 18 wrz 2014, o 11:57

Postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie twoje teksty i w końcu przyszedł czas na „jesienny deszcz” i niestety rozczarował mnie, czego właściwie się spodziewałam. Napisałeś to opowiadanie jako nastoletni chłopiec, więc trudno oczekiwać arcydzieła. Pomysł fabuły podoba mi się, ale tekst napisany jest beznamiętnie, linią ciągłą, w skali 0,5/10, tylko w dwóch miejscach drgnęła na milimetr. Brakuje mi wyrażenia emocji rozdarcia między żoną i mężem, którzy są dla siebie obcy emocjonalnie, jeżeli dobrze zrozumiałam. Nic się nie dzieje w ich duszach, żeby zagrać na uczuciach czytelnika, ale może jestem zbyt wymagająca. Opowiadanie czyta się z wysiłkiem, jednostajnym tonem, jednostajną intonacją. Gdybyś dodał jakąś metaforę, porównanie, tekst by zyskał energię, więcej wyrazu i głębi, ale może także zostać tak, jak jest. Na pewno masz do niego sentyment, można go potraktować jako praktykę pisarską. Jeżeli dobrze pamiętam, któryś z polskich pisarzy typu Sienkiewicz swoją powieść pisał kilka lat, a następnie całą znowu ją poprawił, tak więc nie bój się poprawek. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz.

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

JESIENNY DESZCZ

Post#10 » 19 wrz 2014, o 16:10

agathas - Nie wiem, na którym portalu literackim przeczytałem, że autor nie powinien komentować autorów komentarzy. Powinien z pokorą przyjmować ich uwagi itd, itd...Ne podoba mi się to, ale stosuje się do tego, zresztą umieszczając tekst powinienem być odporny na wszelką krytykę i nie rosnąć w "piórka", gdy oceny są dobre i pochlebne. Właśnie to czynię.Mam tylko jedną uwagę. Jak trzeba napisać coś, aby w Twojej skali ocen otrzymać już nie szóstkę ale przysłowiową trójkę. Ja otrzymałem tylko, a może aż tylko 0,5/10. Pozdrawiam.

Wróć do „Szuflada obyczajowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość