Najlepsze teksty roku 2017 wybrane!
Zasiedzenie autorstwa Eneriston oraz Nocą autorstwa Liusah

Głosowanie na najlepszego komentującego w styczniu!

Styczniowe wybory: poezja

Walentynkowa drabblemania - konkurs na drabble

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Stare teksty z działu Proza obyczajowa.
Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 237

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#1 » 4 sty 2015, o 11:05

Fritz Haarmann siedział na ławeczce przy grobie nieznanego mu nieszczęśnika i myślał. Nie było to łatwe zadanie, bowiem do tej pory nie zwykł obciążać głowy czymś tak skomplikowanym i wyczerpującym. Zajmował się drobnymi kradzieżami, nigdy niczego nie planując. Kradł, gdy nadarzała się okazja i uciekał, sprzedając później łupy za grosze. Kilka razy był klientem systemu penitencjarnego, bo odciski kojarzyły mu się tylko ze stopami i jeżeli nawet słyszał kiedyś o liniach papilarnych, to informacja ta uciekła mu z głowy szybciej niż się tam dostała.
Fryderyk Harmata pysznił się swoim przezwiskiem. Nikt z kumpli nie miał takiej fajnej ksywki. Nosić imię seryjnego mordercy, to było coś! Podnosiło znaczenie, zmuszało innych do szacunku. Nieważne, że nie miał pojęcia, czym Fritz Haarmann wyróżniał się spośród innych morderców, co czyniło go wyjątkowym. Wystarczała mu wiedza o tym, że wielokrotnie zabił. Przez kilka tygodni chodził dumny jak paw i czuł się niezwyciężony. Do dzisiaj.
W południe zaczepił go Capo, niekwestionowany król cieszyńskiego świata przestępczego.
- Cześć, Harmata. Mamy do pogadania – oznajmił i ruszył w stronę pobliskiego ogródka piwnego. Nie sprawdził, czy Fryderyk za nim idzie. Nawet przez sekundę nie pomyślał, że mogłoby być inaczej. Kiedy usiedli, skinął na kelnerkę i zamówił dwa piwa. Dopiero gdy kobieta postawiła przed nimi szklanki wypełnione po brzegi złocistym płynem i odeszła, spojrzał na wyraźnie wylęknionego mężczyznę.
- Słyszałem, że dorobiłeś się pięknej ksywki. Fritz Haarmann, Rzeźnik z Hanoweru. Wiesz chociaż, kto to był, ćwoku?
- Wiem – odparł zapytany z wyraźną satysfakcją w głosie. - Seryjny morderca!
- I co dalej? - indagował Capo.
- A co ma być dalej? - zdziwił się. - Mordował i tyle.
- A wiesz, ciulu jeden, że na ksywę trzeba sobie zasłużyć? Na mnie mówią Capo, bo jestem szefem. Na Wojtka Molina - Kluczyk, bo otwiera wszystkie zamki, a na Karola Jurczyka mówią Biedronka, bo ma u siebie na składzie więcej towaru, niż w hipermarkecie. Teraz trybisz, obsrańcu? Ty nawet kury nie zabiłeś, a chcesz, żeby cię wołali Haarmann?
Capo mówił długo. Połowa jego słów była dla Harmaty kompletnie niezrozumiała, jednak główne przesłanie do niego dotarło. Miał trzy dni na zmianę przezwiska lub wykazanie, że na nie zasłużył. Najgorsze było to, co Capo opowiedział mu o Haarmannie. Fryderyk mógł pogodzić się z gwałtami, morderstwami, piciem krwi, ćwiartowaniem zwłok i sprzedawaniem ludzkiego mięsa jako cielęciny, ale nie z tym, że ofiarami byli chłopcy! Kurwa mać, przecież nie był pieprzonym pedałem!
Zaraz po rozstaniu się z Capo poleciał do kumpli i zwierzył się ze swojego problemu. Chciał, żeby wymyślili mu inną ksywkę, ale nawet nie chcieli o tym słuchać. Ze względu na podobieństwo przezwisko pasowało do Fryderyka Harmaty wręcz idealnie, musiał więc zostać Haarmannem i już. Pozostało więc tylko drugie wyjście. Koledzy wytłumaczyli Fritzowi, iż Capo przecież nie oczekuje, że on będzie robił dokładnie to samo, co Rzeźnik z Hanoweru. Wystarczy, żeby kogoś trochę pokroił. Najlepiej kobietę, bo baby mają mniej siły, no i można się przy okazji zabawić.
Harmata siedział i rozmyślał, jak zabrać się za to zadanie. Nie był tytanem myśli, ale nawet on pojmował, że nie może tego zrobić w biały dzień, wśród tłumu. Musi znaleźć jakieś ustronne miejsce... Dla nienawykłego do myślenia mózgu całe te rozważania były wysiłkiem nie do zniesienia i umęczony Fryderyk zasnął. Gdy się ocknął, był już późny wieczór, cmentarz powoli zaczynał tonąć w mroku. Mężczyzna wstał, przeciągnął się i wolno zaczął iść ku wyjściu. Gdy dochodził do kontenerów na śmieci, usłyszał za sobą stukot obcasów. Obejrzał się. Dziewczyna była niska i szczupła. I bardzo ładna. Od dawna już nie był z kobietą. Pomyślał, jakby to było przyjemnie kochać się z taką ślicznotką, więc bez zastanowienia zastawił jej drogę.
- Cześć – zagadnął i chwycił ją za ramię. - Zabawimy się? Mam kasę, możemy poszaleć.
Nieznajoma zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i jak nigdy dotąd stał się świadomy mankamentów swojego wyglądu. Był niskim, szczupłym mężczyzną o zniszczonej alkoholem, niechlujnie ogolonej twarzy. Resztki niedomytych włosów nie dodawały mu powabu, tak samo jak przepocone ubranie i ubłocone buty. Widząc jej pogardę, poczuł gniew. Nie miała prawa patrzeć na niego jak na śmiecia. Był Haarmannem, a ona była nikim!
Sam nie wiedział, kiedy sięgnął po nóż. Dziewczyna okazała się zaskakująco silna, broniła się zawzięcie, odpychała go, jakby nie zauważając, że on ją rani. Uderzyła go w twarz, sprawiając, że wściekłość prawie go oślepiła, a wszystkie myśli zastąpiła ta jedna: Zabić tę sukę, zabić, zabić! Udało mu się trafić ją w brzuch. Krzyknęła i upadła, a on rzucił się na nią i przycisnął do ziemi swoim ciałem. Wyciągnął nóż z rany i wbił go ponownie. I jeszcze raz, i jeszcze... To było cudowne, nigdy dotąd nie czuł się tak niezwyciężony. I podniecony. Lewą ręką sięgnął do spodni, rozpiął je i zsunął, prawą ciągle zadawał ciosy. Próbował rozebrać swą ofiarę, lecz obcisłe dżinsy przylegały jak druga skóra. Szamotał się niecierpliwie, chcąc jak najszybciej wedrzeć się w to smukłe, młode ciało. Nie zdążył. Nieopatrznie dotknął ręką członka i teraz już nic nie mogło go powstrzymać.
Potem długą chwilę leżał, dysząc ciężko, wreszcie podniósł się, naciągnął spodnie i patrzył w zachwycie na martwą dziewczynę leżącą u jego stóp. Zrobił to! Zrobił i to było cudowne! Zanim odszedł, policzył zadane przez siebie rany. W domu zdjął zakrwawioną odzież, przebrał się i poszedł do pobliskiego sklepu. Kupił zeszyt, w którym skrupulatnie zanotował: „26.X.2007 piersza dziewczyna – 26 udeżeń nożem, nie rzyje”.

Leżała wciśnięta pomiędzy dwa kontenery na śmieci, częściowo przysypana zwiędłymi kwiatami i wypalonymi zniczami. Gdyby nie zamiłowanie do porządku, mogłaby tam leżeć jeszcze jakiś czas. Do chwili, gdy firma odpowiedzialna za odbiór odpadków przyjechałaby po śmieci. Przypadek sprawił, że wieniec zsunął się z przepełnionego kontenera. Wyrzucający go mężczyzna nie znosił bałaganu i schylił się, by podnieść wieniec, wszedłszy w lukę pomiędzy pojemnikami . Wtedy odkrył ciało.

Podkomisarz Procner z zaciśniętymi w wąską kreskę ustami wpatrywał się w zwłoki.
- Broniła się. Spójrz – wskazał koledze dłonie i przedramiona dziewczyny. Widniały na nich rany cięte, niektóre lekkie, nieledwie zadrapania, inne znów głębokie. Było ich dużo.
- Dźgał na oślep, zamiast najpierw ją obezwładnić - odpowiedział Marcin. - Wiesz, myślę, że to chyba jakiś amator. Dziewczyna jest niska i szczupła, a jednak stawiła tak zaciekły opór, że nie mógł sobie z nią poradzić.
- A słyszałeś, żeby w Cieszynie działał jakiś profesjonalista? Starszy sierżancie Cieślar, naoglądaliście się za dużo filmów – Procner wolno cedził słowa, udatnie naśladując głos i sposób mówienia przełożonego. - Ona wygląda na wysportowaną. Jeżeli napastnik był niezbyt wysoki i niezbyt silny, mogła stawić dość skuteczny opór.
Marcin skinął głową i kucnąwszy koło ciała, długo mu się przyglądał.
- Zobacz, Konrad. Wyrwał jej kolczyki – wskazał koledze rozerwane ucho. Ten kucnął obok, dłonią w rękawiczce delikatnie odgarnął na bok włosy i odsłonił szyję dziewczyny.
- Łańcuszek też – stwierdził na widok cienkiego otarcia na skórze. - Nigdzie nie ma torebki, a nie wierzę, że istnieje kobieta zdolna wyjść z domu bez co najmniej tuzina rzeczy, których przeznaczenia normalny mężczyzna nigdy nie odgadnie.
Cieślar roześmiał się, ubawiony tym stwierdzeniem. Jego żona nigdy nie opuszczała domu bez torebki mieszczącej niezliczoną ilość dziwnych przedmiotów i ważącej, jego zdaniem, mniej więcej tyle, co worek kartofli.
- Nic więcej tu nie zdziałamy. Niech ją zabiorą, a my wracajmy i zacznijmy dłubaninę – zdecydował Konrad.

Szef w milczeniu słuchał raportu Procnera, odezwał się dopiero, gdy ten skończył.
- Dobrze, że tak szybko ją zidentyfikowaliście, tylko co dalej? Jesteś pewien, że nie miała żadnych wrogów?
- Nigdy nie można być pewnym w stu procentach, ale myślę, iż ci ludzie mówią prawdę. To była ogólnie lubiana dziewczyna, wesoła i bezkonfliktowa. Nikt nie miał powodu, by źle jej życzyć. Wszystko wskazuje na to, że została zabita pod wpływem impulsu, a może facet z początku wcale nie planował zabójstwa, tylko gwałt, lecz sprawa wyrwała mu się spod kontroli? Nie zgwałcił jej, lecz wnioskując po stanie odzieży, próbował ją rozebrać. Jej ubranie jest poplamione spermą, czyli podnieciło go to, co robił. Czekamy na wyniki badań DNA, niestety trochę to potrwa. Innych śladów nie zostawił.
- Myślisz, że to polubił i zaatakuje ponownie? Jeszcze tego nam, kurwa, brakowało! Dobra, szukaj dalej. Dobierz sobie, kogo chcesz i do roboty.
- Już dobrałem. Marcin Cieślar był ze mną przy oględzinach, później też działaliśmy razem.
- Czy to na pewno dobry wybór? On robi oficerkę, a dłubanie w sprawie jest absorbujące .
- Za to ja nie będę musiał tracić czasu na ciągłe tłumaczenie, czego chcę – odparował Konrad. Jego ciemnoszare oczy błysnęły zimnym blaskiem. - Znamy się od podstawówki i rozumiemy bez słów, poza tym sam pan powiedział, że wybór należy do mnie.
Wstali obaj równocześnie i starszy stopniem mężczyzna natychmiast usiadł ponownie. Nie znosił Procnera, który z racji swojego wzrostu znacznie nam nim górował. Górował też inteligencją i lodowatym spokojem, co przełożonego nieodmiennie wyprowadzało z równowagi.
- No to bierzcie się za sprawę – powiedział i dodał złośliwie. - Nie będziesz miał teraz czasu dla narzeczonej, nie boisz się, że znajdzie sobie innego?
- Jeżeli tak się stanie, będzie to znaczyło, że się pomyliłem w jej ocenie – odparł podkomisarz. - Ale moje życie osobiste chyba nie ma związku ze służbą, prawda? Niech więc pozostanie osobistym.
Skinął głową na pożegnanie i wyszedł, rozmyślając o słowach szefa, zwanego przez podwładnych Krykietem. Nie mogli przezwać go Palantem, choć w pełni na to zasługiwał, bo gdyby się o tym dowiedział, kazałby im drogo za to zapłacić. Marcin wymyślił Krykieta i trafił bezbłędnie.
Ostatnio Konradowi nie układało się z Grażyną najlepiej. Różnili się charakterem i zainteresowaniami i z racji tego nieraz dochodziło między nimi do sprzeczek. Nie byli też specjalnie dopasowani pod względem upodobań seksualnych. Ona należała kobiet o chłodnym temperamencie, prócz tego była nieco pruderyjna. Stosunek w klasycznej pozycji przy zgaszonym świetle i żadnych erotycznych zabaw, to było wszystko, na co się zgadzała. On chciał więcej, ale akceptował jej zdanie. No bo co niby miał zrobić?
Westchnął z rezygnacją i odsunął od siebie myśli o Grażynie. Teraz najważniejsze było odnalezienie nożownika, a ona będzie musiała się z tym pogodzić.

Harmata wytrzymał tydzień. W nocy śniła mu się dziewczyna z cmentarza, słyszał jej rozpaczliwe jęki, czuł pod sobą jej ciało. Budził się oszalały z podniecenia i masturbował się, wyobrażając sobie, że jest z nią. Ale to było za mało, spełnienie nigdy nie było takie całkowite, tak oszałamiające. Chciał przeżyć to znowu. Należało mu się, był przecież Fritzem Haarmannem, seryjnym mordercą!
Wybrał zapuszczony zaułek w przygranicznej części Cieszyna. Nie czekał długo. Tym razem kobieta była starsza i nie tak drobna jak jej poprzedniczka, lecz on się nie zawahał. Czuł się niezwyciężony, poza tym rozumiał już, że nie powinien atakować od frontu. Gdy go minęła, wybiegł zza dającej mu osłonę ciężarówki. Doskoczył do niej i zanim zdążyła się obejrzeć, wbił jej nóż w plecy. Celował w nerki, nie chcąc, by umarła od razu. Chwycił ją pod ramiona osuwające się ciało i pociągnął w stronę samochodu. Była cięższa niż się spodziewał, ale adrenalina dodała mu sił.
Było mu łatwiej niż poprzednio, bowiem kobieta miała na sobie sukienkę i pończochy. Zdarł z niej majtki i, dźgając nożem na oślep, próbował wedrzeć się w jej ciało. Znowu nie zdążył. Orgazm był niesamowity, niemal pozbawił go przytomności. Harmata długo nie mógł dojść do siebie, wreszcie ukląkł i przyjrzał się swojemu dziełu. Było piękne. Policzył rany, wstał, jeszcze raz obrzucił wzrokiem kobietę i odszedł.

- Tym razem trzydzieści trzy!
- Co, trzydzieści trzy? - Marcin spojrzał na Konrada ze zdziwieniem.
- Rany. Poprzednio było dwadzieścia sześć, z czego połowa z nich to rany obronne. Teraz obronnych nie było, bo zaszedł ją od tyłu. Skurwysyn ewoluuje.
- Doszło do penetracji?
- Nie, chyba znowu nie zdążył. Albo za bardzo się nakręca przy robocie albo ma problem z przedwczesnym wytryskiem. Gdzie by nie leżała prawda, nie zmienia to faktu, że dalej nic nie mamy. Zero podejrzanych.
- Ta kobieta była Czeszką. Może jest jakieś powiązanie tej pierwszej z Czechami?
- Możesz sprawdzić, lecz nie sądzę, by to coś dało. Dostałem informacje od kolegów zza Olzy i wychodzi na to, iż to kolejna przypadkowa ofiara. – Konrad zmęczonym ruchem potarł piekące z niewyspania oczy. - Udało ci się dowiedzieć czegoś od informatorów?
- Nikt nie wie, kto mógłby być sprawcą. Żaden z tych, co przeszli na ciemną stronę, nie miał nigdy skłonności do nadmiernego machania ostrymi przedmiotami. Lekko dziabnąć dla ostrzeżenia, owszem, ale nie żeby zabić. Ogólnie panuje opinia, że ktoś ześwirował. Chyba miałeś rację – powiedział Marcin wolno. – Za pierwszym razem może nie miało być aż tak, ale się zapędził. I tak mu się spodobało, iż zrobił to ponownie, co oznacza, że będą następne.
- Też tak uważam. Minęły dwa tygodnie od pierwszego zabójstwa, niecały tydzień od drugiego. Czyli już niedługo znowu zaatakuje.

Za trzecim razem Harmata wybrał park. Czekał, zaczaiwszy się późnym wieczorem za rozłożystym krzakiem. Przechodniów nie było wielu, pora roku i dnia nie zachęcała do spacerów. Pozwolił przejść dwom chichoczącym nastolatkom, potem starszej, obładowanej siatkami kobiecie. Coraz bardziej się niecierpliwił. Był podniecony samą myślą o tym, co niedługo będzie robić, lecz jak na złość nie pojawiał się żaden odpowiedni obiekt. Czas mijał, a on stał za krzakiem w pełnym gotowości oczekiwaniu.
Wreszcie ją zobaczył. Wysoka, zgrabna blondynka szybkim krokiem szła w jego stronę. Gdy zrównała się z krzakiem, wyskoczył i uderzył. W brzuch, bowiem zapomniał, że ma atakować od tyłu. Nie spodziewając się ataku, nie zdążyła się zasłonić, a przerażający ból pozbawił ją przytomności. Nauczony doświadczeniem, postanowił najpierw rozebrać swą zdobycz. Była piękna i chciał skończyć w niej, naznaczyć ją sobą. Poruszyła się, gdy ściągał z niej spodnie, więc nie miał innego wyjścia, jak uderzyć znowu. To wystarczyło, by opanowanie prysło. Kwiląc z żądzy ponownie zadał cios.

Konrad szedł przez park zatopiony w myślach. Nie dotyczyły zabójcy, lecz narzeczonej, która nie mogła pogodzić się z faktem, iż nagle znalazła się na drugim miejscu, a na prowadzenie na liście priorytetów podkomisarza wyszedł zabójca. Zdecydował, że najwyższy czas na poważną rozmowę. Nigdy nie wtrącał się do jej pracy i nie obrażał, gdy z racji obowiązków służbowych nagle odwoływała spotkania, dlaczego więc nie chciała zrozumieć jego sytuacji?
Nagły odgłos przywołał go do rzeczywistości. To było coś jak jęk i dobiegło zza pobliskiego krzaka. Zaintrygowany, skręcił z alejki, i spojrzawszy przez gęste gałęzie, zobaczył leżącą bezwładnie kobietę. Klęczący nad nią mężczyzna usiłował jedną ręką zedrzeć z niej spodnie. Druga ręka, uzbrojona w nóż, właśnie się uniosła, by zadać cios.
Nie zawahał się ani przez sekundę. Nie myślał o tym, że nie ma przy sobie broni i to daje tamtemu przewagę. Po prostu skoczył. Napastnik jęknął i zwalił się na ziemię obok ciała dziewczyny, gdy pięść Konrada trafiła go w twarz, lecz nie wypuścił noża. Normalnie nie byłby dla podkomisarza żadnym przeciwnikiem, przy ponad stu dziewięćdziesięciu centymetrach wzrostu i wyrobionych mięśniach policjant miał nad nim zbyt wielką przewagę fizyczną. Ale teraz tamten był we władaniu żądzy dodającej mu sił. Machał nożem jak oszalały i Konrad nie potrafił przebić się przez tę zasłonę lśniącej stali. Udało mu się kilka razy uderzyć przeciwnika, lecz ten jakby tego nie zauważał. Nóż zamigotał ponownie. Procner cofnął się, potknął i upadł na plecy. Szalony nożownik doskoczył, chcąc zakończyć sprawę ciosem w serce, nie docenił jednak zwinności policjanta, który właśnie wtedy zaczął się podnosić. Nóż trafił Konrada w twarz, przecinając lewy policzek od kącika oka aż po brodę. Potworny ból na moment zamroczył podkomisarza. Pokręcił głową, chcąc pozbyć się oszołomienia i wtedy dostrzegł obok jakiś ruch. Dziewczyna żyła jeszcze, jęcząc cicho, przyciskała dłonie do brzucha. Spod palców wypływała krew. Ten widok go zmobilizował. Jeśli chciał, by ocalała, musiał obezwładnić przeciwnika i musiał zrobić to szybko, zanim ona się całkiem wykrwawi.
Gwałtownym skrętem ciała podbił zabójcy nogi, przewracając go na ziemię. Chwilę tarzali się bezładnie, potem tamten zaczął słabnąć. Konrad bezlitośnie wykorzystał swą przewagę i raz za razem uderzał w twarz przeciwnika. Oczy zasnuwała mu mgła wściekłości, nie docierały do niego krzyki policjantów z patrolu, których ktoś zawiadomił o bójce na terenie parku, a gdy próbowali go obezwładnić, jednym ruchem strząsnął przytrzymujące go ręce. Dopiero głośny jęk rannej dziewczyny sprawił, że wróciła mu zdolność myślenia. Opuścił podniesioną do uderzenia pięść, spróbował wstać i wówczas ponownie poczuł ból. Usta miał pełne krwi. Ten metaliczny smak sprawił, że dopadły go mdłości. Zdążył pomyśleć, iż powinien zdecydować, czy woli się porzygać, czy raczej zemdleć i stracił przytomność.

Grażyna patrzyła na Procnera z obawą, której nie potrafiła ukryć. Znał ten wzrok, tak jak i kurczowe zaciskanie dłoni. Tak było za każdym razem, gdy przychodziła go odwiedzić. Wiedział, czego się bała.
Rano zdjęli mu szwy. Zerknąwszy na ohydną bliznę, szpecącą i tak niezbyt przystojną twarz, skrzywił się lekko, po czym odłożył lusterko. Podświadomie czuł, że szalony Harmata zafundował mu drogę do piekła.
Teraz miał się przekonać, czy przeczucia były słuszne. Powoli odlepił plaster, odsunął gazę. Grażyna spojrzała na zraniony policzek i zaraz odwróciła twarz, jednak nie dość szybko, by nie zdążył dostrzec na jej twarzy obrzydzenia. Wstała.
- Muszę lecieć do pracy – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. - Przyjdę jutro.
Nie przyszła, przysłała za to brata. Mężczyzna bez słowa wyjaśnienia wręczył Konradowi kopertę i wyszedł.
- Tak będzie lepiej – przeczytał podkomisarz głośno i wpatrzył się w dłoń, na której lśnił zaręczynowy pierścionek. Przymknąwszy powieki, leżał oparty o wezgłowie łóżka, a przed oczami stała mu twarz Grażyny, jej pełne odrazy oczy i usta skrzywione w grymasie przerażenia. Otworzył oczy, wstał i cisnął pierścionkiem za okno.

- Miałeś rację! – Marcin przysiadł na skraju łóżka. - Było dokładnie tak, jak mówiłeś. Pierwszą chciał tylko postraszyć, zranić, lecz zaczęła się bronić. Stracił panowanie nad sobą, zaczął uderzać na oślep, a potem mu się spodobało. Jak tam wewnętrzni? Dali ci już spokój?
- Tak, wreszcie się odczepili, choć był taki moment, gdy już byłem pewien, że mnie pogrzebią. W sumie mieliby rację, bo nie da się ukryć, iż użyłem nadmiernej siły. Puściły mi nerwy, całkiem jak wtedy, kiedy ci dowaliłem. – Konrad spojrzał na przyjaciela nieco niepewnym wzrokiem.
- Pamiętam – roześmiał się Cieślar. - Ale temu zbokowi się należało. Każdy z nas o tym wie, dlatego chłopaki z patrolu zeznawali na twoją korzyść. Podobno ta ranna dziewczyna też. Wewnętrzni mogą się walić. Niechby popracowali trochę w normalnej służbie, to od razu by im się odmieniło. Użycie nadmiernej siły, też coś!
- Będzie nudno bez ciebie, kiedy będziesz w tej swojej szkółce! - Procner umyślnie zmienił temat, bo jeszcze teraz na wspomnienie policjantów z BSW trzęsła nim złość. - Jutro wyjeżdżasz?
Marcin potwierdził skinieniem głowy i spytał, nie mogąc opanować ciekawości.
- Co Grażyna na to wszystko? Pewnie jest z ciebie cholernie dumna?! Przecież wygrałeś, pojmałeś mordercę!
- Zerwała zaręczyny – odpowiedział Konrad całkowicie wypranym z emocji głosem. - Ale masz rację. W sumie chyba wygrałem.
Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#2 » 4 sty 2015, o 13:16

Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Interesująco i wnikliwie przedstawiona mentalność zabójcy. Kilka drobnych uwag:

że nie może tego zrobić w biały dzień, wśród tłumu ludzi.

„ludzi” bym usunął; domyślnie stanowią oni tłumi.

Dla nienawykłego do myślenia mózgu całe te rozważania były wysiłkiem nie do zniesienia i umęczony Fryderyk zasnął.

Dałbym przecinek po „mózgu”.

Dziewczyna była niska i szczupła. I bardzo ładna. Od dawna już nie był z kobietą i pomyślał,

Zwraca uwagę nagromadzenie „i”.

Dialog Procnera z podkomisarzem wydaje mi się nazbyt akademicki, mam wrażenie, że jest trochę nienaturalny.

Dostałem informacje od kolegów zza Olzy i wychodzi na to, że to kolejna przypadkowa ofiara – Konrad zmęczonym ruchem potarł piekące z niewyspania oczy.

Kropka po „ofiara”.

Ktoś kiedyś napisał: „po trzykroć głupcem jest ten, kto twierdzi, że zrozumiał kobietę”. Uznając głębię tego spostrzeżenia, wydaje mi się jednak, iż – spontaniczna właściwie - reakcja Grażyna jest nienaturalna, szczególnie zważywszy na wszystkie okoliczności.

- Grażyna zerwała zaręczyny – odpowiedział Konrad całkowicie wypranym z emocji głosem.

„Grażyna” raczej niepotrzebna.

Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 237

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#3 » 4 sty 2015, o 14:12

Bardzo dziękuję za celne spostrzeżenia. Zaraz poprawię. Jedyne, co mi nie brzmi, to przecinek po "mózgu".
No i nie mogę dojść, o który dialog ci chodzi, bo to Procner jest podkomisarzem. Sprecyzuj, proszę.
Co do reakcji Grażyny - ten akurat fragment jest zdarzeniem rzeczywistym, bezczelnie przeze mnie ukradzionym. Chyba naprawdę jesteśmy nieprzewidywalne.
Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#4 » 4 sty 2015, o 15:47

No i nie mogę dojść, o który dialog ci chodzi, bo to Procner jest podkomisarzem. Sprecyzuj, proszę.

Potaśtało mi się. Obrazek Chodzi o ten fragment:

Szef w milczeniu słuchał raportu Procnera, odezwał się dopiero, gdy ten skończył.
(...)
Westchnął z rezygnacją i odsunął od siebie myśli o Grażynie. Teraz najważniejsze było odnalezienie nożownika, a ona będzie musiała się z tym pogodzić.


Co do reakcji Grażyny - ten akurat fragment jest zdarzeniem rzeczywistym,

Straszne.
Obrazek

Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 237

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#5 » 4 sty 2015, o 21:22

Straszne i niepojęte, dlatego zostało tu umieszczone. No cóż, kobiety są różne, trafiają się też płytkie, puste idiotki.
Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1954

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#6 » 10 sty 2015, o 20:51

Jak dla mnie za długie, by przeczytać jednym gryzem. Postaram się skomentować tyle, ile uda mi się przeczytać.

Hanna Greń pisze:przy grobie nieznanego mu nieszczęśnika

Dlaczego nieszczęśnika? Przecież ten ktoś nie żyje, więc jak może być nieszczęśliwy?

Hanna Greń pisze: Zajmował się drobnymi kradzieżami i nigdy niczego nie planował

kradzieżami, nigdy niczego nie planując? propozycja i pytam, czy ci się podoba.

Hanna Greń pisze:gdy nadarzała się okazja, uciekał, a później sprzedawał łupy za grosze

uciekał, sprzedając później łupy za grosze?

Hanna Greń pisze:zwykł obciążać głowy
Hanna Greń pisze:ta uciekła mu z głowy szybciej

Może ta głowa nie jest zbyt blisko siebie, ale, droga Hanno, od ciebie wymagam więcej.
Może uciekła mu z pamięci, żeby nie powielać tej głowy?

Hanna Greń pisze: Podnosiło znaczenie Harmaty, zmuszało innych do szacunku

Moim zdaniem nie potrzebny ten Hamata. usuń go i przeczytaj sobie zdanie bez niego, może zauważysz, że lepiej bez niego.
"podnosiło znaczenie w oczach innych, zmuszało do szacunku"?

Hanna Greń pisze: Nieważne, że nie miał pojęcia, kim właściwie był Fritz Haarmann, wystarczało mu, że był okrutnym mordercą.

kurcze, rozbawiło mnie to zdanie. no chyba miał jakieś pojęcie kim był, bo wiedział, że jest mordercą.

Hanna Greń pisze:był dumny
Hanna Greń pisze:chodził dumny jak paw

Nie, kolejne powtórzenie, zbyt blisko siebie.

Hanna Greń pisze:zamówił dwa piwa.
Hanna Greń pisze:po brzegi złocistym płynem

o, tu na przykład bardzo ładnie. to samo znaczenie zastąpiłaś innym.

Hanna Greń pisze:z wyraźną dumą w głosie

trzecia duma.

Hanna Greń pisze:indagował

jeszcze w żadnej książce nie spotkałam, nawet nie znam znaczenia, przyznaję się, później sprawdzę, ale skoro potrafisz wymyślić coś takiego zamiast "powiedział", "odparł", to powinnaś znaleźć coś lepszego niż powiedział w mamy do pogadania.

Hanna Greń pisze:- Cześć – powiedział do dziewczyny

No wiesz ty co... może zagadnął?

no razie wszystko

Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 237

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#7 » 10 sty 2015, o 22:16

Tak to jest, jak się nie przeczyta uważnie własnego tekstu przed publikacją. Za karę dostałam po łapkach
agathas pisze:
Hanna Greń pisze:przy grobie nieznanego mu nieszczęśnika

Dlaczego nieszczęśnika? Przecież ten ktoś nie żyje, więc jak może być nieszczęśliwy?


Rzeczywiście niezbyt logiczne sformułowanie.

Hanna Greń pisze: Zajmował się drobnymi kradzieżami i nigdy niczego nie planował

kradzieżami, nigdy niczego nie planując? propozycja i pytam, czy ci się podoba.


Hanna Greń pisze:gdy nadarzała się okazja, uciekał, a później sprzedawał łupy za grosze

uciekał, sprzedając później łupy za grosze?


2 x tak! Wszystko przez to, że ponoć używam zbyt wielu imiesłowów. Próbowałam z nich zrezygnować i oto efekt.

Hanna Greń pisze:zwykł obciążać głowy
Hanna Greń pisze:ta uciekła mu z głowy szybciej

Może ta głowa nie jest zbyt blisko siebie, ale, droga Hanno, od ciebie wymagam więcej.
Może uciekła mu z pamięci, żeby nie powielać tej głowy?


Wymagaj! Masz rację, za dużo tych głów.

Hanna Greń pisze: Podnosiło znaczenie Harmaty, zmuszało innych do szacunku

Moim zdaniem nie potrzebny ten Hamata. usuń go i przeczytaj sobie zdanie bez niego, może zauważysz, że lepiej bez niego.
"podnosiło znaczenie w oczach innych, zmuszało do szacunku"?


Masz racje po raz kolejny. Brzmi lepiej.

Hanna Greń pisze: Nieważne, że nie miał pojęcia, kim właściwie był Fritz Haarmann, wystarczało mu, że był okrutnym mordercą.

kurcze, rozbawiło mnie to zdanie. no chyba miał jakieś pojęcie kim był, bo wiedział, że jest mordercą.


Nieprecyzyjny opis. Chodziło o to, że wiedział jedynie, iz Haarmann był okrutnym mordercą, lecz nic poza tym. Postaram się temu zaradzić.

Hanna Greń pisze:był dumny
Hanna Greń pisze:chodził dumny jak paw

Nie, kolejne powtórzenie, zbyt blisko siebie.


Hanna Greń pisze:z wyraźną dumą w głosie

trzecia duma.


Nie jestem dumna z tej dumy.

Hanna Greń pisze:indagował

jeszcze w żadnej książce nie spotkałam, nawet nie znam znaczenia, przyznaję się, później sprawdzę, ale skoro potrafisz wymyślić coś takiego zamiast "powiedział", "odparł", to powinnaś znaleźć coś lepszego niż powiedział w mamy do pogadania.

Tu się nie zgodzę. Capo indagował, czyli dopytywał się, ale to są słowa narratora. Natomiast "mamy do pogadania" to słowa wzmiankowanego Capo.
Z jego dalszych wypowiedzi wynika, że nie jest mistrzem intelektu, nie może więc wyrażać się zbyt pięknym językiem.
Tzw. element raczej nie mówi do podobnego sobie: "pragnę zamienić z tobą kilka słów".

Hanna Greń pisze:- Cześć – powiedział do dziewczyny

No wiesz ty co... może zagadnął?


Zagadnął... ładnie, podoba mi się.

no razie wszystko


Dziękuję za Twoje cenne uwagi i za to optymistyczne "na razie"!
Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1954

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#8 » 12 sty 2015, o 15:31

Hanna Greń pisze:Z jego dalszych wypowiedzi wynika, że nie jest mistrzem intelektu, nie może więc wyrażać się zbyt pięknym językiem

wiem, wiem, tego się nie czepiam, dobrze rozumiem, że nie jest w stanie wyrażać się poezją.

Gorgiasz pisze:. Mamy do pogadania – powiedział krótko i ruszył w

chodziło mi o "powiedział", żeby to słowo zastąpić, skoro używasz takiego typu słów jak "indagowanie"

Hanna Greń pisze:niektóre lekkie, nieledwie zadrapania, inne znów głębokie.

Nie sądzę, że istnieją lekkie rany, ewentualnie płytkie.

Hanna Greń pisze:Procner wolno cedził słowa, udatnie naśladując głos

Aż sprawdziłam w googlach, czy istnieje takie słowo. Dziwnie brzmi to udatnie. Może lepiej "celnie, albo po prostu dobrze

Hanna Greń pisze:delikatnie odgarnął na bok włosy
"
Tak właściwie to czym odgarnął, bo gołymi rękami chyba nie wolno dotykać denatki. Najczęściej widzę na filmach, że odgarniają długopisem.

Hanna Greń
Wydany pisarz
Posty: 237

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#9 » 12 sty 2015, o 20:31

agathas pisze:
Gorgiasz pisze:. Mamy do pogadania – powiedział krótko i ruszył w

chodziło mi o "powiedział", żeby to słowo zastąpić, skoro używasz takiego typu słów jak "indagowanie"

poprawiono

Hanna Greń pisze:niektóre lekkie, nieledwie zadrapania, inne znów głębokie.

Nie sądzę, że istnieją lekkie rany, ewentualnie płytkie.

Podział ran ze względu na ciężkość zranienia :
- lekkie
- średnio ciężkie
- ciężkie
- śmiertelne

Hanna Greń pisze:Procner wolno cedził słowa, udatnie naśladując głos

Aż sprawdziłam w googlach, czy istnieje takie słowo. Dziwnie brzmi to udatnie. Może lepiej "celnie, albo po prostu dobrze

O nie, wyjątkowo mi to słowo pasuje. Prędzej oddam pierworodnego, niż udatnie!

Hanna Greń pisze:delikatnie odgarnął na bok włosy
"
Tak właściwie to czym odgarnął, bo gołymi rękami chyba nie wolno dotykać denatki. Najczęściej widzę na filmach, że odgarniają długopisem.

Nie pisałam, czym, bo wydało mi się oczywiste, że dłonią w rękawiczce - takiej jednorazowej, sterylnej. Długopisem czy innym przedmiotem też jest nieprawidłowo, bo mogą być doń doczepione pyłki, włókna, czy cholera wie, co jeszcze i dojdzie do zanieczyszczenia miejsca zdarzenia.
Najwięcej zawsze mówią ci, którzy nie mają nic do powiedzenia.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1954

Gorycz wygranej - prequel Cienia Sprzedawcy Snów

Post#10 » 13 sty 2015, o 08:47

Hanna Greń pisze:Podział ran ze względu na ciężkość zranienia :
- lekkie
- średnio ciężkie
- ciężkie
- śmiertelne

Jeżeli kojarzę rany śmiertelne, to może i są lekkie, ale nie znalazłam takiego podziału na wikipedii. Nie wnikam.

Hanna Greń pisze:O nie, wyjątkowo mi to słowo pasuje. Prędzej oddam pierworodnego, niż udatnie!

he, he, w porządku, nie upieram się przy swoim zdaniu.

Hanna Greń pisze:że dłonią w rękawiczce - takiej jednorazowej, sterylnej.

No właśnie, jakby tego szczególiku mi zabrakło.

Hanna Greń pisze:lecz sprawa wyrwała mu się pod kontroli?

chyba spod kontroli?

Hanna Greń pisze:Różnili charakterem

Brakuje mi się. różnili się.

Hanna Greń pisze:byli też specjalnie dopasowani pod względem seksualnym.

ja bym tu raczej napisała pod względem upodobań seksualnych.

Wróć do „Szuflada obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość