Ostatni rejs wieszcza

Stare teksty z działu Proza obyczajowa.
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Ostatni rejs wieszcza

Post#1 » 3 years temu (11 wrz 2015, o 14:26)

Wieszcz wyjeżdżał. Opuszczał ten smutny kraj, by walkę swą kontynuować za morzem. Wieszcz, stojąc lewym profilem do dmuchającego i porywczego wiatru, smutno patrzył na portowe zabudowania, na snujących się po statku marynarzy, na robotników i kupców, krzątających się w pobliżu. Łzy same ściekać mu poczęły, po profilowanych, niczym rzeźba antyczna, policzkach. Otarł je dłonią, wysmarkał się na bruk. Nie licowało to z jego powagą, lecz miał już to w głębokim poważaniu. Obok niego stał sekretarz a zarazem wierny sługa i powiernik tajemnic z alkowy.

- Zacny wiatr dmię, mistrzu - rzekł do Wieszcza. Mimo wielu lat służby, upokorzeń różnych, zatłamszenia i cierpliwości anielskiej do wybryków, wciąż nie zwracał się po imieniu do swego Pana, tylko tytułował go "mistrzem". Z małej litery, zbyt dużo widział i wiedział, by stosować wielką literę przy tytularności swego pryncypała. Choć czasem, prywatnie, gdy pił wódkę w zaplutych szynkach, za towarzystwo mając jedynie splugawionych kmiotów z gminu, pozwalał sobie na wymawianie imienia Wieszcza, umieszczając je tuż obok wymyślnych i nieprzyzwoitych epitetów. Rzadko, bo rzadko, ale czasem się zdarzały takie sytuacje.

- Zacny, mój Macieju, zacny zaiste - Wieszcz nawet nie raczył spojrzeć na swego sekretarza. Myślał o Polsce, o jej losach trudnych, o Marioli i jej rumianym licu. To właśnie dumając o niej, pociekły mu łzy. Jeszcze miesiąc temu, tulił ją mocno do piersi, w swoim majątku ziemskim na rubieżach województwa poznańskiego. Głaskał ją po głowie, szepcąc słowa intymne, zasypiał i budził się w jej ramionach. Zaledwie tydzień temu list doręczony mu został, pisany cudną rączką Marioli. Miłość dozgonną mu wyznawała, szczerą i prostą, wieczną i radosną. Wspominała chwilę szczęścia, które zdążyła z nim przeżyć, momenty rozkoszy i cielesnych uciech. Tak. Tu Wieszcz, na myśl o fragmencie tego listu, przejechał językiem po wargach i zmarszczył nos. Odjeżdża teraz do kraju odległego, na zgubę zapewne własną, by Ojczyznę swoją z pożogi ratować i legiony wojska organizować.

- Macieju - zwrócił się do swego sekretarza - Ile jeszcze czasu mamy do podniesienia kotwicy?

- To zależy, Mistrzu - odparł Maciej, przekrzykując podmuchy wiatru - Kapitan jeszcze w tawernie, bosman załadunek nadzoruje, wszystko to wolno idzie, niczym krew z nosa - zakończył wypowiedź, zapamiętanym od znanego poety emigracyjnego, zwrotem.

- Ach - sapnął Wieszcz - schowam się rychło do kajuty. Daj mi znać, drogi przyjacielu, gdy dowiesz się dokładniejszej pory. Muszę pomyśleć - odwrócił się i swym flegmatycznym krokiem zszedł pod pokład, gdzie znajdowały się pomieszczenia dla podróżnych i sypialnie marynarzy.

- Idź, idź sobie - cicho, pod nosem powiedział do siebie Maciej - Muszę pomyśleć, muszę pomyśleć - przedrzeźniał po chwili brzydko swego pryncypała - Pora posrać pewnie naszła i uciekłeś pod pokład - Zszedł z trapu, łączącego statek z lądem. Postawił wysoko kołnierz, który chronił go przed wichurą i zaczynającym padać deszczem. Żal miał wielki do Wieszcza, iż zaraził się od niego wszami łonowymi. Do obowiązków sekretarza należało bowiem pranie bielizny. I właśnie podczas tej czynności przyplątała się do niego ta niewdzięczna przypadłość. Musiał ogolić swoje owłosienie w intymnych częściach ciała, czym naraził się na powszechny śmiech i żarty wobec siebie, podczas odwiedzin w publicznej łaźni. Tureckie, wąsate grubasy, zarośnięte bujnie szczeciną czarną, aż po same piersi, gromadnie rechotali na widok jego ogolonego krocza, insynuując mu sodomię i nadmierne ssanie fujarki. Marynarze, wychudzeni i wyposzczeni po wielotygodniowych rejsach, z iskierką w oczach proponowali mu nieprzyzwoite czynności. Wszystko to wina Wieszcza. Ten nie żałował sobie uciech cielesnych w domach kurtyzan, czy też na rautach, organizowanych cyklicznie w hrabiowskich oraz książęcych pałacach i kamienicach. Nie dziw, że złapał infekcję podczas rozpusty. Tylko czemu niewinny Maciej musiał ponosić tego konsekwencje? Dwa tygodnie czekał, aż mu odrosną długie i kędzierzawe włosy, chluba każdego mężczyzny.

Zaszedł do pierwszych zabudowań portu. Popatrzył teraz na statek, którym wybiorą się wkrótce w rejs do Konstantynopola. Możliwe, że na zawsze. Wieszcz już lekko podupadał na zdrowiu, koklusze i migreny dopadały go częściej, niż jeszcze dziesięć lat temu. Troski i zmartwienia również nie omijały jego ostatnimi czasy. Los tak sprawia jednostkom wybitnym, że więcej na swych barkach dźwigają. Marcin wszedł do tawerny, gdzie spotkać zamierzał kapitana statku i wypytać go o dokładny czas wypłynięcia z portu. W nozdrza uderzył go zapach potu, alkoholu, kiszonej kapusty oraz moczu, hojnie oddawanego do dołu kloacznego w ciemnym rogu lokalu. Rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu, chwilę przyzwyczajając zwrok do panującego tu mroku. Hałas, gwar, krzyki i darcia się marynarzy, z różnych części kontynentu tu przybyłych. Port był bardzo popularny w Europie, dziesiątki statków przewijało się tu dziennie, przywożąc towary i ludzi z całego cywilizowanego świata. Kapitana kojarzył z powodu jego bujnej, rudej brody i łysej jak kolano czaszki. Zauważył szczęśliwie go przy wyszynku, gdzie pił on rum z dwoma kupcami.

- Panie kapitanie - Maciej podszedł do niego i spojrzał w jego przepite, lecz niesłychanie przenikliwe oczy - Jestem sekretarzem wielkiego Wieszcza, który zaszczycił Wasz statek swoją obecnością na pokładzie. Mój Pan pyta, kiedy łaskawie podniesiemy kotwicę i odpłyniemy do Konstantynopola. Za godzinę? Za pół? Czy może później?

Kapitan spojrzał na Macieja, skrzywił w nieprzyjemnym grymasie usta, nawykłe do tęgiego picia gorzałki oraz wyrzucania z siebie setek plugawych przekleństw i splunął na podłogę. Wiedział, o kim mówi ten malutki człowieczek, który pozwolił sobie na przeszkodzenie mu w ubijaniu pewnego intratnego interesu z dwoma Hiszpańskimi kupcami. Pamiętał gruby plik banknotów, który dostał dwa dni temu od tajemniczego hrabiego, w zamian za bezpieczną podróż Wieszcza na drugi koniec morza. Pieniądze mu się podobały, osoba Wieszcza nie. Nie potrafił tego ukryć.

- Powiedz mu, że wieczorem, gdy syrena zabrzmi na ósmą. I nie przeszkadzaj już mi w rozmowie, pętaku słowiański - powiedział i odwrócił się do wyszynku, by sięgnąć po kubek z rumem.

Maciej, zadowolony z pomyślnie wykonanej misji i obrażony na słowa kapitana, opuścił tawernę. Deszcz przybrał na silę, zaciekle uderzał o budynki, statki i ludzi, którzy krzątali się po porcie. Westchnął głęboko, przypominając sobie słoneczną plażę Italii, na której dane mu było wygrzewać sie kiedyś, gdy Mistrz jego bawił w tym kraju. Tu tylko pada i wieje a ludzie nerwowi są i przesądni. Szybkim krokiem skierował sie w stronę statku, by jak najprędzej znaleźć się w suchej kajucie i przekazać wiadomość dla Wieszcza. W połowie drogi do celu usłyszał, jak ktoś go woła.

- Proszę pana, panie Macieju - dało się słyszeć za jego plecami. Odwrócił się. Gonił go młody chłopak, na oko piętnastoletni podlotek. Dyszał ciężko, widocznie biegł już spory kawałek trasy.

- O co chodzi? - zapytał - Z kim mam przyjemność?

- Proszę pana, proszę pana. - Młodzieniec zatrzymał się przy Macieju, oddychając głęboko by wyrównać pracę serca - Mam przesyłkę dla Wieszcza. Oto ona, proszę - wręczył zdezorientowanemu Maciejowi pięknie zapakowany pakunek, odwrócił się i uciekł między portowe budynki. Nie dał nawet szans ofiarowanemu, by ten spytał się o dane nadawcy i podziękował za prezent. Maciej popatrzył na trzymaną w rękach paczkę, zważył ją w myślach, pokiwał z dezaprobatą głową na zachowanie młodego kuriera i wszedł na pokład statku. Zszedł do kajut, uważając na głowę, by nie uderzyć nią w drewniane belki podczas drobienia stopami po schodkach. Zapukał do pomieszczenia, w którym mieli, wraz z Wieszczem, przebyć całą podróż.

- Mistrzu - rzekł - statek odpłynie wieczorem, o ósmej, gdy syrena portowa zabrzmi. Kapitan mi to powiedział - Wieszcz machnął beznamiętnie ręką, lekceważąc tym entuzjazm swego Sekretarza

- Dobrze - melancholijnym tonem odparł - Dobrze, może być i tak

- Mistrzu, to nie wszystko - mówił Maciej - W porcie, gdy szedłem już do statku po rozmowie z kapitanem, dobiegł do mnie jakiś chłopak. Wręczył mi to - pokazał przed sobą szczelnie owiniętą paczkę - Uciekł, nim zdążyłem go zapytać o dane darczyńcy.

- Pewnie jakiś wdzięczny Emigrant - westchnął Wieszcz, podnosząc się z krzesła by odebrać z rąk Macieja tajemniczy podarek - Zostaw mnie samego. Muszę pomyśleć nad ważnymi sprawami.

Sekretarz potulnie opuścił kajutę i udał się na mokry od deszczu pokład. Chciał jeszcze popatrzeć na port, który niedługo opuszczą. Powdychać powietrze tego kraju. Kraj ten, wielki i sławny, napastuje ostatnio Niemcy, wciska się bezszczelnie do Włoch, chciałby zagarnąć pół świata, a nie potrafiłby nawet obsadzić go kapustą. Chciał też w spokoju, w myslach, ponarzekać na Wieszcza, a powodów miał sporo.

Wieszcz potrząsnął trzymaną w dłoniach paczką. Nie była ciężka. Nic w środku nie brzęczało, nie stukało. Zaintrygowało go to. Położył ją na stoliczku i począł odwiązywać sznurek, którym była obwiazana. Rozrzewniony, trzęsącymi się lekko palcami, z podniecenia i niecierpliwości, rozpakował paczkę. W środku znalazł kupę gówna.





Koniec
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4828

Ostatni rejs wieszcza

Post#2 » 3 years temu (11 wrz 2015, o 14:28)

Konradzie, zapoznaj się z regulaminem, bo widzę, że wciąż jesteś z nim bardzo na bakier.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4828

Ostatni rejs wieszcza

Post#3 » 3 years temu (11 wrz 2015, o 22:03)

Łzy same ściekać mu poczęły, po profilowanych, niczym rzeźba antyczna, policzkach. Otarł je dłonią, wysmarkał się na bruk.
Taki patos, a tu "wysmarkać".

Nie licowało to z jego powagą, lecz miał już to w głębokim poważaniu.
Znowu.

- Zacny wiatr dmię, mistrzu - rzekł do Wieszcza.
Wiatr dmie.

Z małej litery, zbyt dużo widział i wiedział, by stosować wielką literę przy tytularności swego pryncypała.
"Małą literą".

Lubisz chyba żartobliwe wtręty, a w tym tekście naprawdę rozbawiły. Trochę kloaczny (a nawet nie "trochę") humor, ale puenta też na miejscu, choć mam wrażenie, że trochę za szybko nadciągnęła. Powtórzę swoje zarzuty wobec poprawności, bo i dialogi, i interpunkcja, ale tekst jest lepiej ogładzony niż andrzejowy. Coś w twoim pisaniu jest, tak moim zdaniem, masz jakiś dryg do pióra, własne spojrzenie na teksty, humor i w sumie ciekawa jestem, co tam jeszcze trzymasz w szufladzie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1546

Ostatni rejs wieszcza

Post#4 » 2 years temu (25 wrz 2015, o 20:07)

Konrad Mazur nie poprawia wyłuszczonych mu błędów, więc wymienianie popełnionych sobie daruję. Ale zapis dialogów bym na Twoim miejscu, Konradzie, przećwiczyła, bo namiętnie gubisz kropki.
A teraz krótka piłka:
Marcin czy Maciej?
Mistrz czy mistrz?
Camenne spodobał się kloaczny humor, mnie niestety nie porwał. Jego wielką fanką się nie nazwę, ale czasami można przeczytać coś w tym guście, z tym że do niego potrzeba odpowiedniego klimatu, a w tym tekście klimatu, niestety, nie znalazłam. Żadnego.
Nie wchłonęło mnie to opowiadanie, nie przeniosłam się mentalnie do portu, nawet do tawerny mnie nie zaciągnąłeś, a z tym raczej nie powinno być problemu.
Spodobał mi się za to bufoniasty Wieszcz, tak bardzo… wieszczowy! Stylizacja mowy też całkiem okej. Pseudopatos leży jak najbardziej w moim guście, patos już nie zawsze.
Do „kupy gówna” mam mieszane uczucia. Niby idealnie podsumowuje Wieszcza, ale z drugiej strony wydaje mi się czymś całkowicie prostackim.
A, tam, dobra, niech będzie. „Kupa gówna” na plus.
Pozdrawiam.
where does everybody go when they go?

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Ostatni rejs wieszcza

Post#5 » 2 years temu (27 wrz 2015, o 16:30)

whatsername pisze:Konrad Mazur nie poprawia wyłuszczonych mu błędów, więc wymienianie popełnionych sobie daruję. Ale zapis dialogów bym na Twoim miejscu, Konradzie, przećwiczyła, bo namiętnie gubisz kropki.
A teraz krótka piłka:
Marcin czy Maciej?
Mistrz czy mistrz?
Camenne spodobał się kloaczny humor, mnie niestety nie porwał. Jego wielką fanką się nie nazwę, ale czasami można przeczytać coś w tym guście, z tym że do niego potrzeba odpowiedniego klimatu, a w tym tekście klimatu, niestety, nie znalazłam. Żadnego.
Nie wchłonęło mnie to opowiadanie, nie przeniosłam się mentalnie do portu, nawet do tawerny mnie nie zaciągnąłeś, a z tym raczej nie powinno być problemu.
Spodobał mi się za to bufoniasty Wieszcz, tak bardzo… wieszczowy! Stylizacja mowy też całkiem okej. Pseudopatos leży jak najbardziej w moim guście, patos już nie zawsze.
Do „kupy gówna” mam mieszane uczucia. Niby idealnie podsumowuje Wieszcza, ale z drugiej strony wydaje mi się czymś całkowicie prostackim.
A, tam, dobra, niech będzie. „Kupa gówna” na plus.
Pozdrawiam.



błędy poprawiam, tylko że w orginalnym miejscu tych opowiadań, czyli na blogu.
Ale Bóg mi świadkiem, będę też poprawiał i tutaj. Teraz ciekawostka: opowiadanie jest na faktach autentycznych. Mickiewicz dostał od nieznajomego wielbiciela paczkę, w której była kupa. Ludzka kupa. Czy to jest kloaczny humor? Sam już nie wiem. Polski humor może?
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Wróć do „Szuflada obyczajowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość