Medium

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Pan de Monium
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Medium

Post#1 » 17 paź 2015, o 13:28

Taki tam tekścik, który w lekki sposób chce przekazać ważny dla mnie temat "medium''.


„Medium”

Wpływam do jaskini na chybotliwej łódce, wiosłuję ostatkiem sił, śpiesząc się, aby zdążyć dopłynąć na proroczy seans w jaskini, w której na ścianie jest ekran, a zamiast wygodnych foteli bujają się łodzie, jedna obok drugiej, niby w mobilnym kinie. Moja nerwowość hamowana jest przez pamięć przeszłych obejrzanych filmów, lecz mimo puszczonych wioseł zaciskam kciuki w piąstki. Przecież może się okazać, że mimo braku biletu, ten seans będzie pocieszający jak film z piękną Holywoodską gwiazdą Ritą Heiworth dla osadzonych w więzieniu. Projekcje fimów, jeśli przyjrzeć się pod odpowiednim kątem, mogą nieść wiele wiedzy o świecie za murami, z tej migającej mgiełki z postaciami wyłania się ograniczony w czasie wyrywek barwnej przygody.

Nie umiem tak patrzeć na codzienność, która nie niesie ze sobą tyle uroku i wyważonej perspektywy jak dobry kadr. Więc siedzę i czekam, łagodne fale bujają mną w łódce, niczym dziecko w wózeczku na kółkach. Zapomniałem przeczytać o autorze, aktorach, roku produkcji. Przypłynąłem jakby to powiedzieć: z marszu, zupełnie spontanicznie, prosto z wielkiej, niewymiernej wody do tej jaskini, w której (słychać i widać) są także i inni amatorzy tego już codziennego i oklepanego medium. Niosę z sobą nadzieję, że zaraz się zacznie, lampy zgasną i przedstawienie wynurzy się z mroku.

A jednak, gość przy ekranie, który wyszedł zza kulis zaczął najpierw przyglądać się zgromadzonym. I zdaje się, że wypatrzył właśnie mnie, tak, na pewno, patrzy z nonszalancką ręką w kieszeni i wskazuje palcem dokładnie w moje kinomańskie serce.

- Proszę opuścić salę! – zakrzyknął.

Cóż, łatwiej będzie, dać kroka za burtę, niż wypływać łodzią wśród takiego ścisku. To nawet dobra chwila na małą kąpiel, a nawet na skończenie z tym fikcyjnym życiem, które traci urok zawsze, gdy pada na mnie podejrzenie, ogólnie jestem już dla tego medium nie istotny, zbędny i nic nieznaczący. No to chlup. I tonę. Oduczyłem się pływać i czuję, że spadam jak kamień w wodę. Zimno. Chcę się czegoś chwycić i na szczęście do ręki wpada mi kawał liny cumowniczej.

Chyba umarłem, patrzę oczami z lotu ptaka na to, co dzieje się przy jeziorze obok jaskini. Nurkowie poszukują topielca, łodzie specjalnych służb patrolują miejsce zaginięcia. Ktoś tam już został, zamieszkał pod wodą i wypłynie dopiero po paru tygodniach. Zwykle długo szukają, a znajduje denata zazwyczaj jakiś przypadkowy przechodzień. I tyle, już po wszystkim, nie ma, co płakać, śmierć jak z filmu, zabili go i uciekł, a ja, wniebowstąpiłem.

Jednak nie wszystko skończone, ten wielki Ktoś, który podał linę i wyciągnął mnie w przestworza, abym spojrzał na wszystko z góry, na moją przypadkową śmierć, zaplanował małą, ale błyskawiczną podróż na sam dół. Umieścił mnie na plandece z materiału, prześcieradła, na które rzuca się slajdy, który trzeszczy od naprężeń i funkcjonuje tak jak winda w wieżowcach. Spadam, chciałoby się rzec: znowu spadam, spadam jak zawsze, zaraz się urwie, „ schodzę na ziemię”. Gdy w produkcjach bohater ucieka na szczyt budynku to już wiadomo, że powrót będzie miał tragiczny, w każdym wypadku bolesny.

Ziemia to dwie postaci w telewizji, gadające między sobą z wielką czułością, zrozumieniem i oddaniem. Nie trudno domyślić się, że to tania albo najdroższa, lecz tandetna miłość na ekranie. Wiec siedzę na kanapie i patrzę kątem oka na okienko telewizora, a obok Rita Heiworth prasuje dla mnie wyjściowe spodnie i też patrzy, pewnie na tę samą rzeczywistość. Odkłada żelazko, palcem wskazuje na sufit, oczami zerka na mnie i mówi do mnie zbyt wymownie i przejmująco: „Widzisz?”. Zdumiałem się. Czy zawsze właśnie tak ma wyglądać życie? Nie mogłem dłużej siedzieć w tym miejscu, znowu padło podejrzenie, więc zacisnąłem kciuki w piąstki i chciałem, żeby ktoś podał mi linę.

Pan, który wyprosił mnie z jaskini - kina uderza się w piersi i jeszcze raz do mnie z tekstem:

- Proszę opuścić salę!
- Widzisz? – powtórzyła Rita Heiworth. – On tylko patrzy, to kinomaniak, który ma już tego dość.

Lecz nic z moich nadziei, tylko powtarzające się proroctwo, deja vu. Rita szuka pilota.
(...)Gerwazy na to słowo pobladnął, pochylił się i ciała połową wygięty naprzód stanął, zwisł na jednej nodze, jak głaz lecący z góry zatrzymany w drodze.

zielarka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 570

Medium

Post#2 » 18 paź 2015, o 23:19

Wpływam do jaskini na chybotliwej łódce, wiosłuję ostatkiem sił, śpiesząc się, aby zdążyć dopłynąć na proroczy seans w jaskini, w której na ścianie jest ekran, a zamiast wygodnych foteli bujają się łodzie, jedna obok drugiej, niby w mobilnym kinie.

Tak długie zdanie nie jest dobrym zagraniem na początek. Poza tym "mobilne kino" kojarzy mi się zbyt marketinogowo i wybija z poetyckiego klimatu stworzonego uprzednimi obrazami.
Moja nerwowość hamowana jest przez pamięć przeszłych obejrzanych filmów, lecz mimo puszczonych wioseł zaciskam kciuki w piąstki.

"Pamięć przeszłych"? Takie trochę kali krowę mieć.
Projekcje fimów, jeśli przyjrzeć się pod odpowiednim kątem, mogą nieść wiele wiedzy o świecie za murami, z tej migającej mgiełki z postaciami wyłania się ograniczony w czasie wyrywek barwnej przygody.

Jeśli już "ta migająca mgiełka" to myślnik przed nią, bo tak to nie bardzo wiadomo o co w zdaniu chodzi. Sugerowałabym jakąś prostszą i bardziej trafną formę w porównaniach.
Nie umiem tak patrzeć na codzienność, która nie niesie ze sobą tyle uroku i wyważonej perspektywy jak dobry kadr.

Jak? Doprecyzuj. Wyważona perspektywa...?
Więc siedzę i czekam, łagodne fale bujają mną w łódce, niczym dziecko w wózeczku na kółkach.

Raz: "Siedzę więc i czekam..." Dwa: Zdanie nie do końca logiczne nielogiczne. Wynika z niego tyle, że fale bujają bohaterem tak, jak bujać by nim mogło dziecko w wózeczku na kółkach. Jeżeli chcesz zachować szyk zdania — swoją drogą niezbyt dobry — to powinno ono wyglądać w sposób następujący: "...łagodne fale bujają mną w łódce, niczym dzieckiem w wózeczku na kółkach." Trzy: Łagodne falowanie w łódce jednakże ani trochę nie kojarzy mi się z wózeczkiem na kółkach. Wózeczek podskakuje na wybojach nierównego chodnika.
Przypłynąłem jakby to powiedzieć: z marszu, zupełnie spontanicznie, prosto z wielkiej, niewymiernej wody do tej jaskini, w której (słychać i widać) są także i inni amatorzy tego już codziennego i oklepanego medium.

"...do tej jaskini, w której — co słychać i widać — znajdują się i inni amatorzy..." Albo w ogóle darować sobie fragment zawarty pomiędzy myślnikami.
Niosę z sobą nadzieję, że zaraz się zacznie, lampy zgasną i przedstawienie wynurzy się z mroku.

Rozumiem chęć metaforyczności, ale nadzieja jednak na tyle fizyczna nie jest, aby nieść ją "ze sobą".
...patrzy z nonszalancką ręką w kieszeni i wskazuje palcem dokładnie w moje kinomańskie serce.

"...nonszalancko trzymając rękę w kieszeni."
To nawet dobra chwila na małą kąpiel, a nawet na skończenie z tym fikcyjnym życiem, które traci urok zawsze, gdy pada na mnie podejrzenie, ogólnie jestem już dla tego medium nie istotny, zbędny i nic nieznaczący.

Dlaczego w jednym zdaniu? Przed "ogólnie" kropka. Jeszcze lepiej — usunąć "ogólnie" i zapisać "Dla medium jestem już NIEISTOTNY." "Zbędny" i "NIC NIE ZNACZĄCY" można sobie darować — to synonimy.
Chyba umarłem, patrzę oczami z lotu ptaka na to, co dzieje się przy jeziorze obok jaskini.

"Chyba umarłem." Kropka. Będzie o wiele bardziej efektownie.
Nurkowie poszukują topielca, łodzie specjalnych służb patrolują miejsce zaginięcia.

I tonę. Oduczyłem się pływać i czuję, że spadam jak kamień w wodę.

W prozie raczej starajmy się unikać rymów.
I tyle, już po wszystkim, nie ma, co płakać, śmierć jak z filmu, zabili go i uciekł, a ja, wniebowstąpiłem.

Bez przecinka po "nie ma".
...zaplanował małą, ale błyskawiczną podróż na sam dół.

"Mała" i "błyskawiczna" się nie wykluczają, dlatego też nie widzę sensu postawionego pomiędzy nimi "ale".
Gdy w produkcjach bohater ucieka na szczyt budynku to już wiadomo, że powrót będzie miał tragiczny, w każdym wypadku bolesny.

Bez miałczenia przed "tragicznym" i lepiej zabrzmi "i z pewnością bolesny".
Nie trudno domyślić się, że to tania albo najdroższa, lecz tandetna miłość na ekranie.

?
Wiec siedzę na kanapie i patrzę kątem oka na okienko telewizora...

"Więc".
Pan, który wyprosił mnie z jaskini - kina uderza się w piersi i jeszcze raz do mnie z tekstem:

"... i jeszcze raz krzyczy do mnie:..."
Kiepsko. Nie wiem nawet, co powiedzieć o całości, może tylko tyle, że warto byłoby napisać wszystko od początku. Naniosłam kilka poprawek, myślę jednak, że nawet jeżeli się do niech zastosujesz — tekst nadal będzie zły. Jest toporny, niejasny i pomimo maleńkiej objętości — ciężki do ogarnięcia. Poza tym często ocierasz się o przepoetyzowanie, zwłaszcza w początkowej części utworu, gdzie niektóre przenośnie wydają się wręcz śmieszne, a nie jak zapewne być miało — głębokie. Problem z przecinkami i składną budową zdań. A co o treści więcej... Z mojej strony najpewniej nic, albowiem wydaje mi się, iż istoty tekstu wcale nie odkryłam. Albo może wcale istoty takowej tutaj nie ma?

Pan de Monium
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Medium

Post#3 » 18 paź 2015, o 23:22

Tekst pisałem sobie, dla siebie, więc ogólnie nie spodziewam się wiele po odbiorze, niemniej dziękuję za uwagę. Miał być jak sen który nigdy nie mówi powinieneś, powinno. Logika jak na urwanym filmie. Nikt nie wie czym jest matrix, jak działa i jak zniekształca życie medium. Może spróbuję wyrazić się jeszcze kiedyś w inny sposób, obszerniej i z większym zaangażowaniem.
(...)Gerwazy na to słowo pobladnął, pochylił się i ciała połową wygięty naprzód stanął, zwisł na jednej nodze, jak głaz lecący z góry zatrzymany w drodze.

zielarka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 570

Medium

Post#4 » 19 paź 2015, o 10:30

Pan de Monium pisze:Tekst pisałem sobie, dla siebie, więc ogólnie nie spodziewam się wiele po odbiorze, niemniej dziękuję za uwagę.

Nie chcę być niegrzeczna, ale w takim wypadku publikacja na forum literackim to średni pomysł.
Pan de Monium pisze:Może spróbuję wyrazić się jeszcze kiedyś w inny sposób, obszerniej i z większym zaangażowaniem.

Jeżeli tak — chętnie przeczytam.

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości