Cave me

Stare teksty z działu Proza obyczajowa.
nowokaina
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 87

Cave me

Post#1 » 6 years temu

Tekst pojedynkowy, z zawieszonego forum.

Warunki pojedynku:
-Tytuł - każdy sam.
-Temat - Nałóg, uzależnienie.
-Długość - obojętnie, ale powyżej
jednej strony w Wordzie, 12.
-Co ma być? - papierosy, alkochol,
narkotyki .
-Czego nie ma być? - patosu,
nauczycieli, szpitala


Wyszło, co wyszło.

[center]***[/center]

0
Drogi panie Freud.
W odpowiedzi na Pana szczere rady i fachowe wskazania chciałbym przekazać Panu jedną, jedyną wiadomość.
Pieprz się.
Z uszanowaniem godności drogiego doktora, Pana przyjaciel
Erik


I
[right]Etiam sanato vulnere cicatrix manet[/right]
Zdawanie sobie sprawy z problemu to według psychologów i psychoterapeutów pierwszy krok do rozwiązania. Niekoniecznie akurat tej kwestii, która nas dręczy. Prawdę mówiąc pacjenci, którzy zdawali sobie sprawę ze swoich mentalnych uszkodzeń zazwyczaj rozwiązywali głównie problemy finansowe psychologów i psychoterapeutów.
Erik wiedział, co mu dolega. Nie uważał jednak tego za istotne w szerszym rozrachunku. Gdy uderza w ciebie rozpędzona ciężarówka, wiedza, jakiej jest marki, nie podnosi na duchu.
W końcu dał sobie spokój z terapiami. Prześliznął się gładko przez hipnozę, grupy wsparcia, indywidualne treningi i och, jakie skuteczne eksperymentalne programy, poświęcając im więcej pieniędzy niż autentycznego zainteresowania. W czasie tych spotkań, gdy wyszczerzony maniakalnie herr doktor mówił mu o jego wielkiej sile psychicznej, wszystkie jego problemy nie wydawały mu się takie złe w porównaniu z przymusem obcowania z entuzjastycznymi psychiatrami w sztywnych garniturach.
A potem szedł do domu, kładł się spać i budził się przerażony, spocony jak szczur, z mięśniami napiętymi jak przy ataku tężca i rozszerzonymi panicznie źrenicami.
Sześć lat po tej pieprzonej wojnie. Wcześniej, gdy miał jeszcze żonę, zdarzało mu się to rzadziej, dużo rzadziej. Rosa także miała swoje sznity na psychice, tylko radziła sobie z nimi lepiej niż on, głównie cynizmem i znieczulicą. W zasadzie nie było to złe, Erik uważał, że czułby się jeszcze gorzej, gdyby po przebudzeniu widział wzrok pełen litości, a zresztą nikt prócz niej by z nim, psychicznym kaleką, długo nie wytrzymał. Ale potem jego Rosa zostawiła go dla innego spaczonego faceta poznanego w podejrzanej spelunie. Chyba dobrze im się żyło. W każdym razie przysyłali bardzo wesołe kartki na Boże Narodzenie.
Erik zmusił się do zaprzestania rozmyślań o byłej żonie, potrząsnął głową, aby pozbyć się z niej zapachu prochu, gliny i palonych ciał. Wstał lekko chwiejnie i podszedł do barku, by wyciągnąć z niego cudowny, dziewiętnastowieczny specyfik, prawie tak wspaniale znieczulający jak leukotomia. Laudanum, nalewka z opium na sherry. Lekarstwo to prawdopodobnie wykończyło Mary Todd Lincoln, możliwe, że wykończy też Erika, co w tej chwili niezwykle mu się podobało.
Laudanum działało jakoś niemrawo, więc po chwili zastanowienia dołożył mu do towarzystwa kolejny przepisany przez znajomego lekarza chemiczny znieczulacz.
- Schatzi, ale z ciebie idiota – usłyszał.
Odwrócił się gwałtownie, unosząc obronnie pięści. Pewnie wyglądał pokracznie, nagi, nabuzowany facet z przegryzionymi wargami i kiepsko zamaskowaną paniką w oczach. Przed nim stała jego żona, w skrojonej na miarę błękitnej sukience. Patrzyła na niego z trochę z ironiczną wyższością, trochę z rozczuleniem.
- Idiota z ciebie – powtórzyła.
- Jak tu weszłaś? Czemu…
Znowu obdarzyła go krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie zamierzała odpowiadać. Za to Erikowi zaczęło miło kręcić się w głowie.
- No, idziemy do łóżka.
- A zostaniesz ze mną? – zapytał błagalnie.
- Beze mnie sobie nie poradzisz. Zostawiłam cię na kilka miesięcy, a ty już chlejesz po nocach.
- Dokładnie! – odparł z dumą Erik, dając się chwycić za rękę i zaprowadzić do łóżka. – To pomaga.
- Cios w potylicę też by pomógł, chcesz?
- Byle czysto.
Nagle rozluźniony i zadowolony Erik obserwował spod przymkniętych powiek, jak się rozbiera. Zupełnie nie było po niej widać, że dobiega czterdziestki. Dla niego natura nie była aż tak wyrozumiała i zaczynał powoli siwieć. Niechby to szlag trafił.
- Zrób coś z sobą – poradziła mu Rosa.
- Właśnie robię.

II
[right]Dulce et decorum est pro patria mori[/right]
O, jak słodko jest umrzeć za ojczyznę! Leżąc w kałuży moczu, potykając się o własne trzewia. O, jak cudownie walczyć za swój kraj, sikając po nogach z przerażenia, a potem zobojętnieć, gdy minie adrenalinowy szał. Jeśli przeżyjesz, odbierzesz swoją dawkę strachu potem, w koszmarach. Będziesz ją odbierał ciągle i ciągle, aż zwariujesz, albo aż znajdziesz coś, czym znieczulisz się doszczętnie i bez odwrotu.
Erik zwariował. Widział swoją żonę, co było dość absurdalne, bo dzwonił do niej po południu, do jej nowego domu w Kanadzie. Odebrała, zbeształa go za dzwonienie w środku nocy i odłożyła słuchawkę. Zdenerwował się i łyknął sobie troszkę laudanum na uspokojenie, po czym po kilku minutach doszedł do wniosku, że skoro Rosa jest w Kanadzie, to nie mogło jej być tutaj. A to prowadziło do prostej konkluzji – jest kompletnie świrnięty. Puścił się poręczy. Pociąg mu odjechał. Stał nad przepaścią i właśnie zrobił krok do przodu.
Dziwnie go to uspokoiło. Skoro najgorsze już za nim, nie miał się już czego obawiać.

III
[right]Graviora quaedam sunt remedia periculis[/right]
- Wymiotujesz krwią – powiedziała Rosa-omam jakiś miesiąc później. Był to najszczęśliwszy okres w życiu Erika. Wstawał, pił laudanum, potem śniadanie, papieros, prochy od jednego lekarza, seks z Rosą, prochy od drugiego lekarza, drzemka, kolejna dawka nalewki… Potem zazwyczaj grał ze swoją żoną w szachy. Czasami pamiętał, że jest ona wytworem jego szaleństwa, a czasem nie. Grali coraz to krótsze, nierozstrzygnięte partie.
Nie potrafił utrzymać figur w dłoni.
- Wydaje ci się – mruknął, odgarniając ręką włosy, jakoś dziwnie lekkie i cienkie.
- To wrzód. Co za niespodzianka, naprawdę.
Erik zamachnął się mimowolnie, przewracając kilka figur z szachownicy. Hetman potoczył się aż pod komodę. Od kilku dni miał niekontrolowane skurcze mięśni.
- Powinieneś przestać brać te cholerstwo.
- Nie mam koszmarów – spojrzał na nią spod opuchniętych powiek. – Nie chcę, aby powróciły.
- Zabijesz się.
- Ale nie będę miał koszmarów.
- Nie będziesz miał niczego, Erik. Będziesz martwy.
- Obchodzi cię to?
Omam, który wyglądał jak jego żona, uśmiechnął się łagodnie.
- Nie.

IV
[right]Cinis et manes et fabula fies[/right]
Rosa, ta prawdziwa Rosa, odwiedziła go dopiero, gdy nie był w stanie już wstać z łóżka. Nie przeszkadzało mu to. Leżał, całkiem pogrążony w półsennych marzeniach. Omam już do niego nie przychodził, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Nic mu nie przeszkadzało, nie chciało mu się jeść, nie czuł bólu. W ogóle nie odczuwał swojego ciała, pomimo tego, że już dawno nie zażywał swoich lekarstw. Nie był w stanie.
Nie poczuł nawet zdziwienia, gdy jego była żona stanęła nad nim, patrząc z ponurym zainteresowaniem na łóżko, śmierdzące moczem i krwawymi wymiocinami. Przemknęło mu przez myśl, że musi wyglądać okropnie, naprawdę obrzydliwie, ale nie czuł z tego powodu wstydu czy zażenowania. Spróbował się nawet uśmiechnąć.
- Umrzesz – powiedziała Rosa zamiast powitania. W czasie wojny widziała wielu umierających ludzi i pod tym względem można jej było wierzyć. Spotkała ich tak dużo, że kolejny nie robił na niej wrażenia. Erik nie miał jej tego za złe, każde z nich było po prostu nieodwracalnie spaczone na swój sposób. Tylko cynizm Rosy nie był podszyty strachem, tak jak jego.
- Nie mam już koszmarów – wymruczał cicho i chrapliwie, patrząc na nią błagalnym wzrokiem. Tego rodzaju spojrzenia także znała. Na chwilę zniknęła mu z oczu, aby wrócić z długą, cienką finką, którą trzymał w barku. Obok laudanum.
Nie pożegnali się, bo oboje nie byli ludźmi, którzy potrafili się żegnać. Po prostu Rosa zrobiła to, co trzeba było zrobić.
A potem wytarła krew z podłogi, bo to też musiało zostać zrobione.
Jednym z największych odkryć, jakich dokonała Scarlett w czasie swojego drugiego życia, było to, że czasami warto pewnych ludzi walnąć czymś ciężkim w głowy. Nie uszkadzało to żadnego ważnego organu, a i niekiedy mogło pomóc.
Prezent dla Charliego

 Rozwiń, aby przeczytać
I BELIEVE IN PHIL COULSON.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4817

Re: [M] Cave me

Post#2 » 6 years temu

Przeczytałam niedługo po tym, jak tekst się pojawił, i wciąż mam dylemat, jak skomentować. A w zasadzie co w ogóle napisać.

Podoba mi się jak tekst, który niesie w sobie coś ciekawego, charakterystycznego, coś, co sprawia, że zostaje zapamiętany na dłużej, a jednocześnie mam wrażenie, że nie wywołał na mnie żadnego konkretnego wrażenia - taki paradoks, przez który mam mętlik w głowie. Może to potencjał, który jednocześnie jest i nie jest wykorzystany, idąc na kompromis - nie jest wykorzystany w pełni - a może to, że, już oceniając elementy osobno, każdy zarówno ma w sobie coś mocnego, jak i słabszego.

Najbardziej podobał mi się pomysł i wstęp, który naprawdę nastroił mnie na lekturę czegoś genialnego, ale im dalej, tym jednak to wrażenie malało. Oś fabuły zanikała, gorzki posmak szaleństwa zatracał się, wyhamowany szybko postępującą fabułą. Styl z początku płynny i wyważony "akurat", później wydawał mi się zbyt zdawkowy, oszczędny, choć ogólnie jego prostotę jednocześnie liczę na plus - niektóre teksty o szaleństwie wymagają dziwacznej konstrukcji, bełkotu, opisywania wizji i samego szaleństwa, ten broni się w takiej formie, jaką posiada. Czasem mniej znaczy więcej, w ogólnym rozrachunku - w tym przypadku również.
Gdy autor się spieszy, bo ma zadany konkretny termin, traci na tym tekst. Myślę, że gdyby troszkę nad nim przysiąść i rozbudować nierozbudowane (bo, na przykład, śmierć bohatera nie wywołuje emocji, gdy czytelnik nie ma z nim żadnej więzi, nad tym można pomyśleć), wyszłaby perełka. Jest dobrze, brakuje ostatniego szlifu.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

szerlok
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 337

Re: [M] Cave me

Post#3 » 6 years temu

Tym tekstem bardzo trafiłaś w mój gust, szczególnie jeśli chodzi o pomysł. Po przeczytaniu, pierwsze określenie, jakie przyszło mi do głowy to "dojrzały". Podoba mi się nutka ironii, obojętność panująca w tekście, brak słodzenia, taka prawdziwość.
Moment, kiedy Rosa na przywitanie powiedziała Erikowi beznamiętne "umrzesz" oraz emanująca od bohaterów znieczulica i wspomniana wyżej obojętność, to coś, co uwielbiam.
Z drugiej strony, czuję niewielki niedosyt. Tekst mógłby być dłuższy, bardziej rozbudowany, obfitujący w opisy, emanujący jeszcze trochę większą znieczulicą. Lubiłabym go wtedy jeszcze bardziej ^^

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Re: [M] Cave me

Post#4 » 6 years temu

Spodobał mi się ten tekst, także sposób, w jaki został napisany. Niby mamy tu szaleństwo, ale rzeczywiście widać, że jest to szaleństwo, z którym bohater jest pogodzony. Tak jak wspomniała szerlok, te postacie emanują obojętnością, dlatego też wydaje mi się, że w zasadzie nie bardzo da się z nimi nawiązać więź i długość tekstu nie ma tu nic do rzeczy. Czytelnik jest tu bardziej obserwatorem, który razem z Erikiem beznamiętnie czeka, kiedy wreszcie nastąpi koniec. I ta śmierć nie porusza, bo jest to coś, co po prostu musiało nastąpić. Nie jest szokiem, nie jest rozczarowaniem, nie jest nawet ulgą, po prostu jest koniecznością, czymś, co musiało się stać.
Zgadzam się, że oczywiście, można by to było rozbudować, Erik mógłby się staczać dłużej i bardziej szczegółowo, ale jednak sądzę, że stosunku emocjonalnego do niego jakoś specjalnie by to nie zmieniło.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339

Re: [M] Cave me

Post#5 » 6 years temu

Kupiłaś mnie Freudem. Potem na chwilę zwątpiłam, widząc sentencje łacińskie, część z nich prześladowała mnie w końcu w liceum, ale ostatecznie uznałam, że z pewnością one pasują. Dodałabym jednak tłumaczenia, na Twoim miejscu. Nie każdy potrafi je w końcu zrozumieć, a większości nie będzie się chciało sprawdzać co znaczą.

Generalnie tekst mi się bardzo podobał, stylistycznie i tematycznie. Ładnie zapętliłaś historię, bohaterowie byli ładnie nakreśleni, wyraziści. Mam tylko jedno ale - kompozycja. Pierwszy fragment wyszedł Ci nieproporcjonalnie długi w stosunku do całości. Przez to wydaje się, że jest głównym punktem historii - być może taki był zamiar - jednocześnie odbierając końcówce satysfakcjonujący wydźwięk. Czytało się jednak bardzo przyjemnie, więc z niecierpliwością czekam na Twoje dalsze teksty.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Kiwi
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 556

[M] Cave me

Post#6 » 6 years temu

Podobało mi się, tak okej, moje ulubione tematy, szaleństwo, seks, śmierć, wojna (najmniej z tej piątki, ale tez przełknę), fajnie, okej.
Nie podoba mi się styl, na początku tekstu jeszcze był, a potem tak jakby zdechł i tekst toczył się jak dla mnie za szybko. Fajnie byłoby dowiedzieć się czegoś więcej o tych sennych koszmarach głównego bohatera albo o jego przeżyciach na wojnie, no bo... gdzie właściwie jest to szaleństwo? Bez tego tła mamy tylko jakiegoś histeryka, który tarza się po podłodze, jęczy, jojczy i ma seks ze zjawą swojej zony, nic nam do tego, trochę nudno i mdławo. Odnoszę wrażenie, ze tekst był pisany w zamiarze napisania czegoś "ostrego", a nie, żeby zastanowić się/przeanalizować/wyrazić swoja opinie o/i tak dalej o wojnie/jej wpływie na psychikę, a ja tak nie lubię, ja muszę mieć "dlaczego" (albo chociaż jakieś poszukiwanie "dlaczego").
Tak wiec, podsumowując, nie uważam, ze jest źle, jest po prostu za mało jak na taki temat i przez to nie przekonywająco.
A najbardziej podobało mi się właśnie zakończenie, ostatnie zdanie jakoś tak bardzo zapadło mi w pamięć.

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: [M] Cave me

Post#7 » 6 years temu

Nie dodam nic odkrywczego, co zostało już napisane przez poprzednie osoby. Tekst podobał mi się, był surowy i brutalny, co bardzo lubię. Jednakże uważam tak samo jak Lira, początek jest nieproporcjonalnie długi do następnych części, co nieco mnie zawiodło, bo miałam wrażenie, że z dziesięć, dodatkowych linijek tekstu nie zaszkodziłyby, a może nawet znacznie pomogły w odbiorze.
Na plus ta wszechogarniająca obojętność, mi nie była potrzebna aż taka doza szaleństwa jak innym, aczkolwiek liczyłam na większą objętość pozostałych części.
I tak, ja należę do osób, które nie znają łaciny i nie chce im się sprawdzać tłumaczenia w necie, dlatego nie mam zielonego pojęcia, co wprowadzały przypiski obok rzymskiej numeracji.
Po prostu robię za zły charakter.

nowokaina
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 87

Re: [M] Cave me

Post#8 » 6 years temu

Wobec tego lepiej przetłumaczę...

Etiam sanato vulnere cicatrix manet. - blizna pozostaje także po wyleczonych ranach
Dulce et decorum est pro patria mori. - słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę
Graviora quaedam sunt remedia periculis - niektóre leki są gorsze od choroby
Cinis et manes et fabula fies - popiołem i cieniem, i wspomnieniem się staniesz
Jednym z największych odkryć, jakich dokonała Scarlett w czasie swojego drugiego życia, było to, że czasami warto pewnych ludzi walnąć czymś ciężkim w głowy. Nie uszkadzało to żadnego ważnego organu, a i niekiedy mogło pomóc.
Prezent dla Charliego

 Rozwiń, aby przeczytać

I BELIEVE IN PHIL COULSON.


Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Re: [M] Cave me

Post#9 » 6 years temu

Dziękuję bardzo, nw. Od razu inaczej odbiera się tekst i spogląda z bardziej przychylnym okiem. ;)
Po prostu robię za zły charakter.

Neno
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 262

[M] Cave me

Post#10 » 6 years temu

Chociaż i ja nie dodam nic nowego, to jednak skomentuję :)
Tekst mi się bardzo podobał i sądzę, że idealnie oddaje charakter ludzi, którzy są szaleni. Postacie jak najbardziej pasowały i co prawda, tekst coraz szybciej się czytało, to sądzę jednak, że spowalnianie go zepsułyby tylko cały tekst. Wtrącony Freud na początek również i mnie przekupił, a koniec bardzo ładnie podsumowywał całą istotę szaleństwa. Co do długości, to chyba tylko drugi fragment mógłby być odrobinę dłużysz, kolejne takie jakie są, są dobre. Innymi słowy, nie mam do czego się dokładnie przyczepić. ;]
[center]Nulla è Reale, Tutto è Lecito.[/center]
[center]Obrazek[/center]

Wróć do „Szuflada obyczajowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość