Pejzaż [Arcypióra 2014]

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Pejzaż [Arcypióra 2014]

Post#1 » 15 lip 2014, o 10:09

Pejzaż

Minąłem ostatnie linie drzew i spojrzałem na leżący przede mną pejzaż. Szedłem dość długo i wiedziałem, że w okolicy nie znajdę ciekawszego. Łagodna skarpa, trochę miękkiego mchu, który tęskniąc za słońcem wypełzł z kończącego się tu lasu, rozłożysta trawa, dużo gościnnej, nagrzanej trawy, poprzetykanej żółtymi i liliowymi kwiatami, zdenerwowany kosmaty trzmiel i kilka roztrzepotanych motyli, zapraszały do wyboru właśnie tego miejsca. Usiadłem, przede mną tańcząca wieloma barwami łąka i poszczerbione mury zachodzących na siebie drzew, otoczone okopami krzewów powoli odchodzącymi w siność błękitu, rozłożoną u przedproża niewidzialnej linii horyzontu i ustawiając kolejne partie przestrzeni i perspektywy. Ciche brzęczenie pszczół, urywany świergot samotnego ptaka, pojedyncze, leniwe białe obłoki, jasnobłękitne niebo i lekki wiatr muskający spływające z niego promienie południowego światła. Poza tym cisza kołysana grą koników polnych i świerszczy, wrażenie pustki i samotności. Trzy pręty sztalugi lekko weszły w usłużną ziemię, teraz wystarczyło ustawić zagruntowane płótno, uderzyć z wyczuciem w górną listwę, wyregulować wysokość.
Otworzyłem wysłużoną kasetę, paleta wiedziona przyzwyczajeniem sama wsunęła się na lewy kciuk, farby niespiesznie wyłaziły z miętoszonych tubek, pragnąc przewidzieć swą niezbędną długość, dwa odcienie bieli podjęły zwyczajową przepychankę usiłując wywalczyć więcej miejsca, czerwienie tradycyjnie zgłaszały pretensje o swą zbyt małą użyteczność, niespiesznie ustawiała się zawsze zbyt krótka falanga zieleni. Mieszanka oleju z terpentyną w pokracznej, pękatej buteleczce, równo pocięte gazety do wycierania pędzli, wciśnięty gruby ołówek, wstydliwie skrywana gumka, przygotowana szpachelka, baczne spojrzenie, kilka spojrzeń, zamyślenie, zmrużone oczy, kilkanaście płynnych kresek, zrównoważyć kompozycję, może jeszcze tu, wystarczy, westchnienie, krok w tył, uparta mrówka, pędzle, podmuch wiatru, kamień jakiś, jest, bo gazety uciekną, jeszcze jedno spojrzenie. Wypełniony rytuał i można przystępować do pracy. Upływ czasu znika w niebycie, odrealniony pejzaż przed oczyma staje się tylko dekoracją, barwną szatą rzeczywistości, natchnieniem snującym swoją niedookreśloną historię i nic więcej już nie istnieje.

Jednak istniało. Nie wiem jak długo stał za mną, nie wiem czemu poczułem jego obecność, spóźniony instynkt, szelest, czy przelotny cień. Mimo ciepłego dnia miał na sobie pomiętą granatową kurtkę, zapiętą pod szyją kraciastą koszulę, brudne dżinsy i znoszone sandały. Na okrągłej, skupionej twarzy, czas nie zapisał wyraźnie swojej wędrówki. Krótka broda, nierówne wąsy, sterczące pionowo włosy i staroświeckie okulary dopełniały szkicowy portret. Widząc, że go zauważyłem, zrobił kilka kroków i usiadł w niewielkiej, choć niezobowiązującej odległości.
- Przeszkadzam. – Nawiązanie rozmowy nie było ani stwierdzeniem, ani pytaniem.
- Nie. – Grzecznościowe mruknięcie w odpowiedzi. Oczywiście, że przeszkadzał.
- Wiem, przepraszam. – Rzecz jasna w głosie nie było żalu, zdawkowa grzeczność, jakby czytał w moich myślach. - Co pan maluje?
Pytanie nie zabrzmiało retorycznie, choć takim właściwie było. Odpowiedziałem ze źle ukrywaną niechęcią.
- To co widzę, łąkę, drzewa, błękit nieba. – Nie była to zbyt wysublimowana reakcja, ale, zresztą jak mi się całkowicie mylnie zdawało, dostosowana do poziomu pytającego.
- I to wszystko otulone światłem, żywa promieniejąca zieleń, oświetlone słońcem białe, puszyste obłoki, ultramaryna stopniowo modelująca przestrzeń, a raczej jej wrażenie – mówił niegłośno, trochę do siebie, trochę do mnie, uzupełniając słowa przenikliwym, inteligentnym spojrzeniem - dość realistyczne. Nieźle pan uchwycił wczesnopołudniowy nastrój i ciepło kładących się promieni na ciałach drzew, jednak brak centralnego punktu kompozycji, ale tu rzeczywiście go nie widać, tylko te rozbiegane drzewa, może należało go stworzyć. - Pochylił się w moją stronę. Głos był łagodny, spokojny i pewny siebie, sprawiający nieodparte wrażenie, że wie po co i o czym mówi; duża rzadkość nie tylko w tych czasach.
Zaskoczony, nie odpowiedziałem; te słowa nie pasowały ani do jego wyglądu ani do oczekiwań, które można było pokładać w przypadkowo spotkanym rozmówcy.
- Tak, ma pan rację, maluje pan to, co pan widzi – ciągnął dalej – a więc przenosi pan na płótno swoją własną wizję, której umysł stara się nadać wrażenie głębi, przestrzeni, powietrza i zawrzeć w jednej, rozciągniętej wprawdzie nieco, chwili. Bo tylko tyle, jakże niewiele, jest w stanie dostrzec. I jeszcze nastrój tego miejsca, tej godziny, która mija bezpowrotnie i nigdy się nie powtórzy. Nie przeniesie pan jednak dźwięków, zapachów, czy wrażeń dotykowych, to jest tylko bardzo ograniczony, niepełny fragment rzeczywistości.
- Ale na tym polega malarstwo. – Zdążyłem już ochłonąć. – To pragnienie odtworzenia świata w dostępnym zakresie, jego jednej strony, formy i barwy, uchwyconych w określonym oświetleniu będącym kluczem percepcji. Impresja, nie reprodukcja.
- Stworzenia, nie odtworzenia – poprawił mnie – pan stwarza nową rzeczywistość, w znaczeniu podobnym do naszego, również realną, istniejącą tu, na tym obrazie. Na początku stworzył pan niebo i ziemię na pustym płótnie, a ziemię pokrył trawą i barwnymi punktami kwiatów. I dodał pan światło, bo światło jest dobre, modeluje całość, ale tylko my wiemy, że to farba wyciśnięta z tuby tworząca odpowiednią fakturę, ruch pędzla kierowany pańską ręką, spojrzeniem, myślą. W malowanym świecie nie dowiedzą się tego nigdy.
- Kto? Tam nie ma nikogo świadomego, nie namalowałem człowieka. – Przyjąłem tok jego rozumowania.
- A skąd pan wie, co lub kto kryje się za tymi drzewami, za horyzontem, przecież one już istnieją? Stworzył je pan. Może jednak ktoś tam jest, ukryty, niewidzialny? To, że pan czegoś nie namalował, jeszcze niczego nie dowodzi. Na pierwszym planie widać barwną łąkę, a na łące zawsze są różne żyjątka, polne myszy, owady, chrząszcze, świerszcze, pszczoły, muchy. One też mają świadomość, pragnienia, czują, chcą jeść, rozmnażać się, chcą żyć. - Mówił teraz szybciej z zauważalnym wzburzeniem i jakimś niepokojem. - I niekoniecznie je widać, ale skoro stworzył pan łąkę, to muszą tam być, choć nie są widoczne. Dla nas. I w naszym świecie są też miliony rzeczy i pojęć, których nie dostrzegamy z takich czy innych przyczyn, a jednak nie negujemy ich istnienia. Nasz umysł chwyta tylko niewielki wycinek rzeczywistości, traktując go jako pełnię.
- Sądzi pan, że nie ma zasadniczej różnicy miedzy światem i takim jak ten obrazem?
Mijały minuty, długie minuty, wyraźnie ważył odpowiedź.
- Tak, oba to tylko fragmenty doznań, stworzone przez umysł – odpowiedział wreszcie spokojniejszym już tonem. – Umysł posiłkuje się czasem różnymi narzędziami, w pana przypadku rękoma, pędzlem, farbami. Otaczający nas świat jest wzorem dla obrazu, dla złudzenia obrazu i jest dlań niepoznawalny, tak jak i jego twórca. Ale tych twórców może być wielu i każdy namaluje ten pejzaż inaczej.
- Chce pan powiedzieć, że każdy z nas stwarza odrębny świat, a ich suma składa się na to, co określamy jako świat obiektywny i każdy z nas żyje w odrębnym świecie? – Ostatnie dotknięcie pędzla, ostatnie zasadzone kwiaty ożywiające łamaną zieleń łąki w lekko już zmienionym świetle. Słońce kryło się za najwyższymi wierzchołkami drzew, ich cienie nieuchronnie pełzły w naszą stronę. Znudzony ptak odleciał już dawno i tylko świerszcze odpędzały przyczajoną ciszę.
Odwrócił się w moją stronę i długo trwał w milczeniu. Jego wzrok przesunął się z płótna na obraz dali leżącej przed nami, grzęznąc w niej na dłużej. W końcu w milczeniu skinął głową.
- W takim razie sztuka byłaby pośrednim dowodem, że to umysł kreuje rzeczywistość, bo potrafi stworzyć jej kopie, których wtórność jest tylko uchwytna w świecie pierwowzoru, jednak będąc w pełni realną i mającą własną tożsamość na swoim podłożu, którym może być płótno nabite na cztery deski blejtramu. - Później często zastanawiałem się, czy były to moje myśli, czy to on, w bliżej nieokreślonym celu, zręcznie mi je podsunął.
- Zapewne, choć nie musimy tego dostrzegać. W skrajnym, przypadku mogą się różnić ziarenkiem piasku pięć metrów pod nami, jednym listkiem na którymś z tamtych drzew lub jednym atomem w sąsiedniej galaktyce.
- Nigdy tego nie sprawdzimy – zauważyłem.
- Nigdy – potwierdził – lecz każdy z nich, będąc zaledwie myślową konstrukcją, składa się na powstanie całości, postrzeganej jako pojedynczy, obiektywny i realny świat, wspólny dla wszystkich. Nie wiemy, lub nie chcemy wiedzieć, że to tylko złożenie tworzonych przez nas cieni.
Czas mijał leniwie, w powietrzu zawisła namacalna prawie senność, zacierając ostrość jego barw i konturów, odrealniając formy i kształty otoczenia, a w zamian nakładając na bezszumnie płynące nad nami zaróżowione już obłoki, wyjęte z mojej pamięci widziane niegdyś kształty rzeczy i napotkane w minionych latach, maski ludzkich twarzy.
- Malarstwo stwarza inne światy – odezwał się nagle, po długo trwającym milczeniu – każdy z nich jest tylko jedną z możliwości odtworzenia matrycy, swego pierwowzoru, swego nieuchwytnego pierwowzoru i stworzenia własnej skorupy.
- Idee?
- Nie, w tamtej jaskini nie mogli odwracać się do światła, nie mogli się poruszać, widzieli tylko jedno odbicie, my nie mamy tak ciężkich kajdan, tutaj możemy stworzyć ich wiele, choć źródła nie zobaczymy nigdy. Ale jaskinia pozostała, przestronniejsza nieco. Działanie artysty jest bramą, jedną z bram wiodących do wyjścia, przejścia, do nieskończonej liczby światów.
- Równie realnych, pulsujących życiem, zmianami?
- Być może. - I znów ten cichy, zamyślony głos wsparty nieruchomym spojrzeniem, opartym o ciemniejące wciąż przed nami drzewa, które w obawie wieczornego chłodu zbiegły się w kilka grup, tuląc do siebie i obejmując gałęziami.

I znów milczenie, pozwalające dopełznąć konsekwentnie nadchodzącym, upartym cieniom. Słońce świeciło jeszcze dość mocno, wzbudzając stopniowo ciemnożółte kolory, nieuchronnie zmierzające w stronę pomarańczowych i rdzawoczerwonych odcieni, pokrywając patyną starego złota rozciągający się przed nami widok. Wytarte starannie pędzle już dawno odpoczywały w zamkniętej kasecie. Jak na komendę wyjęliśmy z kieszeni jakieś bułki i gryźliśmy je niespiesznie. Mijały godziny, ale nikt nie odchodził, kontemplując pejzaż i rzucając od czasu do czasu kilka nieważnych zdań. Nieliczne ptaki rozpoczęły przedwieczorny koncert, zastukał dzięcioł. Wystające czasem z traw zajęcze słuchy, namierzały nasze istnienie. Dalekie szczekanie psa nasuwało podejrzenie, że gdzieś jeszcze żyją ludzie.
Siedzieliśmy długo. Wstał pierwszy, ciężko, niezgrabnie trochę, zapiął kurtkę i nie patrząc na mnie rzucił:
- Późno już, pójdę.
Skinąłem głową. Wiedziałem, że nigdy więcej go nie spotkam, być może było to pochodną tonu jego głosu.
Odwróciłem się jeszcze aby coś powiedzieć, przedłużyć może i nadać jakąś treść tej przypadkowej i niezręcznej trochę chwili pożegnania, lecz ciemnej już teraz ściany lasu nie zakłócała żadna postać. Tylko nierówne linie wysmukłych sosen, pozbawione barw królestwo cieni i zastygłej ciszy w nieruchomym, odartym nagle z życia wieczorze, zamarłym w tężejącym powietrzu, zdającym się teraz odsłaniać swe materialne, fizyczne ciało. Kolejny dzień odszedł, przekazując świat kolejnej nocy. Nie pozostało tu już nic do zrobienia. Wzrok powrócił do obrazu, ostatnie spojrzenie na fioletowe niebo przesłonięte gdzieniegdzie ciemnymi chmurami, zza których lekkie pociągnięcia pędzla wydobywały księżycową poświatę, pod nią czarnogranatowe drzewa odchodzące w zamgloną dal i sina już teraz szarość łąki. Zdjąłem go ze sztalugi, poskładałem i zebrałem wszystkie rzeczy. Nie oglądając się za siebie, odszedłem niespiesznie, niknąc w szeregu zasypiających, mrocznych drzew.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4943

Pejzaż

Post#2 » 15 lip 2014, o 11:11

Bardzo ładny ten pejzaż.
Przede wszystkim - świetny dialog. To nie tylko słowa wypowiedziane przez postaci, spisane na kartce papieru czy zapisane w pikselowych literach, to najprawdziwsza rozmowa, przy tym głęboka, dająca do myślenia i bardzo czarująca. Sam temat robi wrażenie - dla takiego malarskiego laika jak ja - przemyślenia tym bardziej.

Chce pan powiedzieć, że każdy z nas stwarza odrębny świat, a ich suma składa się na to, co określamy jako świat obiektywny i każdy z nas żyje w odrębnym świecie?

Chciałoby się tylko w milczeniu skinąć głową.


Być może ten dialog może sprawiać wrażenie przyciężkiego, opisy również - bardzo malownicze, drobiazgowe, momentami jak ciąg wrażeń, co wygenerowało długie, zawiłe zdania - ale właśnie ta narracja i stylistyka daje to przyjemne, senne i spokojne wrażenie, dokładnie jakby siedzieć obok i spędzać popołudnie, wpatrując się w pejzaż i słuchając rozmowy.

Urokliwy tekst, dzięki za możliwość przeczytania go.


Co do potknięć:
Łagodna skarpa, trochę miękkiego mchu, który tęskniąc za słońcem wypełzł z kończącego się tu lasu, rozłożysta trawa, dużo gościnnej, nagrzanej trawy, poprzetykanej żółtymi i liliowymi kwiatami, zdenerwowany kosmaty trzmiel i kilka roztrzepotanych motyli, zapraszały do wyboru właśnie tego miejsca.

Wygląda na nieświadome powtórzenie.


Otworzyłem wysłużoną kasetę, paleta wiedziona przyzwyczajeniem sama wsunęła się na lewy kciuk, farby niespiesznie wyłaziły z miętoszonych tubek, pragnąc przewidzieć swą niezbędną długość, | dwa odcienie bieli podjęły zwyczajową przepychankę usiłując wywalczyć więcej miejsca, czerwienie tradycyjnie zgłaszały pretensje o swą zbyt małą użyteczność, niespiesznie ustawiała się zawsze zbyt krótka falanga zieleni.

Śmiało można by z tego zrobić dwa zdania.


Potknięć interpunkcyjnych stosunkowo niewiele, starałam się więc wypisać wszystkie przykłady.
Duże przecinki - to te brakujące, przekreślone - zbędne.
Nie wiem, jak długo stał za mną, nie wiem, czemu poczułem jego obecność, spóźniony instynkt, szelest[s],[/s] czy przelotny cień.


- To co widzę, łąkę, drzewa, błękit nieba – nie była to zbyt wysublimowana reakcja, ale, zresztą jak mi się całkowicie mylnie zdawało, dostosowana do poziomu pytającego.

Tu zapis dialogu: "- To co widzę, łąkę, drzewa, błękit nieba. – Nie była to zbyt wysublimowana reakcja, ale, zresztą jak mi się całkowicie mylnie zdawało, dostosowana do poziomu pytającego."

- I to wszystko otulone światłem, żywa promieniejąca zieleń, oświetlone słońcem białe, puszyste obłoki, ultramaryna stopniowo modelująca przestrzeń, a raczej jej wrażenie[s],[/s] – mówił niegłośno, trochę do siebie(...). brak tylko centralnego punktu kompozycji, ale tu rzeczywiście go nie widać, tylko te rozbiegane drzewa, może należało go stworzyć - pochylił się w moją stronę. Głos był łagodny, spokojny i pewny siebie, sprawiający nieodparte wrażenie, że wie, po co i o czym mówi; duża rzadkość nie tylko w tych czasach.
Zapis: "(...) brak tylko centralnego punktu kompozycji, ale tu rzeczywiście go nie widać, tylko te rozbiegane drzewa, może należało go stworzyć. - Pochylił się w moją stronę."

Zaskoczony, nie odpowiedziałem; te słowa nie pasowały ani do jego wyglądu, ani do oczekiwań, które można było pokładać w przypadkowo spotkanym rozmówcy.


Nie przeniesie pan jednak dźwięków, zapachów[s],[/s] czy wrażeń dotykowych, to jest tylko bardzo ograniczony, niepełny fragment rzeczywistości.

One też mają świadomość, pragnienia, czują, chcą jeść, rozmnażać się, chcą żyć. - Mówił teraz szybciej z zauważalnym wzburzeniem i jakimś niepokojem.

Zapis: "One też mają świadomość, pragnienia, czują, chcą jeść, rozmnażać się, chcą żyć - mówił teraz szybciej z zauważalnym wzburzeniem i jakimś niepokojem."

- Tak, oba to tylko fragmenty doznań, stworzone przez umysł. – Odpowiedział wreszcie spokojniejszym już tonem.


Odwróciłem się jeszcze, aby coś powiedzieć, przedłużyć może i nadać jakąś treść tej przypadkowej i niezręcznej trochę chwili pożegnania, lecz ciemnej już teraz ściany lasu nie zakłócała żadna postać.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Pejzaż

Post#3 » 15 lip 2014, o 11:53

Bardzo dziękuję Camenne za tak miłe słowa i wnikliwą analizę.

Mglisty wilk
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 38

Pejzaż

Post#4 » 2 gru 2014, o 23:00

Ja z reguły nie jestem jakimś mówcą. Moje komentarze są najczęściej króciutkie. Powiem tylko, że tekst bardzo mi się podoba, chociaż musiałem się sporo namęczyć, aby dotrwać do końca (nie cierpię bardzo długich tekstów, ale to moje zboczenie i nim się akurat nie należy przejmować :). Wiadomo- wada wzroku, ściana liter i mnie oczy bolą :<). Bardzo podoba mi się opis całej okolicy. Wprowadził mnie stan takiego spokoju. Jak najbardziej na plus. Jedynie co mi zgrzytnęło to określenie "okopami krzewów". Okopy zawsze mi się kojarzyły z umocnieniami wkopanymi w ziemię. Czyli krzewy są pod ziemią? Reszta bardzo mi się podobała :).
We are leaves in the wind. Where will we fall? Nobody knows.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Pejzaż

Post#5 » 4 gru 2014, o 21:37

Ad. Mglisty wilk
Dziękuję za opinię. Cieszę się, że się podobało.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960

Pejzaż

Post#6 » 17 lut 2015, o 20:05

Nie czytałam wcześniej.
Bardzo ciekawy, wciągający tekst.

Gorgiasz pisze: lecz każdy z nich, będąc zaledwie myślową konstrukcją, składa się na powstanie całości, postrzeganej jako pojedynczy, obiektywny i realny świat, wspólny dla wszystkich. Nie wiemy, lub nie chcemy wiedzieć, że to tylko złożenie tworzonych przez nas cieni.

Nawiązanie do platońskiej jaskini?

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Pejzaż

Post#7 » 17 lut 2015, o 21:05

Często – bezpośrednio lub pośrednio – do niej się odwołuję. Jest chyba najlepszym i najbardziej komunikatywnym przedstawieniem rzeczywistości, o której na co dzień zazwyczaj nie pamiętamy.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960

Pejzaż

Post#8 » 17 lut 2015, o 22:11

Świetny pomysł spotkania dwóch facetów, którym wkładasz w usta swoją wiedzę.

świetne dialogi. dzięki "liźnięciu" astronomii, fizyki i mechaniki kwantowej może rozumiem 20% o czym toczy się rozmowa, ale ci, którzy nie kolegują się z tymi działami nauki, raczej nie dopatrzą się twojego przesłania.

Maskym
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 110

Pejzaż

Post#9 » 18 lut 2015, o 00:28

Nie jestem botanikiem, ale mech nie przepada zbytnio za słońcem;p

Ciekawe, ale opis przyrody nie dla mnie. Za długo trzeba przez te krzaki iść, żeby spotkać malarza i jego nowego kolegę. Swoją drogą marzy mi się nieraz móc spotkać kogoś, z kim idzie na takie tematy porozmawiać, więc na miejscu pana z pędzlem bym się cieszył.

Tak BTW, świata takim jak jest nie umiemy uchwycić, bo zostaliśmy stworzeni do subiektywnych spostrzeżeń. Zdolny do tego byłby jedynie jakiś nadświadomy absolut, który nie tylko postrzega matrycę zmysłami i analizuje ją (jakimś) mózgiem i nie mózgiem, kiedy chce i skąd chce, ale ma dostęp do wszystkich świadomości (nie tylko ludzkich), ich możliwości rozumienia, osobistych poglądów, synergii kilku umysłów, innych matryc... Generalnie nie nam zrozumieć to wszystko, ale wciąż to dobra zabawa. Być może pracujemy dla Boga tym, że po prostu jesteśmy i doświadczamy, a On sam przez każdego z nas poznaje świat lub samego siebie (oczywiście założenie zawiera lokowanie wielu innych założeń). Jako dodatek do tematu proponuję niezaznajomionym a zaciekawionym zrozumieć ideę fraktali.

Powstaje pytanie, czy istnieje w ogóle coś takiego jak "obiektywizm". Nazwalibyśmy to prawdą. Ponoć Bóg jest prawdą...

dzięki "liźnięciu" astronomii, fizyki i mechaniki kwantowej może rozumiem 20% o czym toczy się rozmowa

Nie uważam znajomości podstaw fizyki czy mechaniki kwantowej za konieczną do odbioru tekstu, ci co nie mają o tym pojęcia, niech się nie zrażają. Swoją drogą odkrycia w tych dziedzinach są przesłodkie dla mózgu i podejrzewam, że jeżeli kogoś te tematy interesowały wcześniej, to po prostu ma umysł na dobrych torach do zrozumienia przekazu.

Osobiście Jaskini Platońskiej nie lubię. :roll2: Bardzo podoba mi się natomiast ujęcie wizji artysty jako pewnego rodzaju bramy.

Dzięki za tekst!

Liofo
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

Pejzaż

Post#10 » 18 lut 2015, o 01:31

Świetne! Tylko tyle mogę powiedzieć (i zaraz po tym napisał więcej, ah to upiększanie początku). Z początku, przyznaję, przeczytałem tylko dwa zdania i przeskoczyłem do następnej części... A potem wróciłem, bo dialog był taki dobry. Niby takie proste, patetyczne "oh, bo patrz, namalowałeś, stworzyłeś świat, skąd wiesz co tam jest", a jednocześnie takie... Takie... Nawet nie wiem jak to opisać, po prostu mi się podobało, za sam całokształt, za to, jak wyobraziłem sobie starszego człowieka stojącego za owym malarzem wypowiadającego te słowa, "kim był, co przeżył, skąd się tu wziął?", później obraz. Znakomite.

Wróć do „Wyróżniona proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość