Rozszumiały się jodły czerwone... [Arcypióra 2016]

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
mirek13

Rozszumiały się jodły czerwone... [Arcypióra 2016]

Post#1 » 24 sty 2016, o 11:18

Wszystko jest absurdem - pomyślał Krzysztof. Ten sam księżyc świeci kochankom i złodziejom. Słońce pali na pustyni i rozgrzewa rozkosznie ciała po chłodnej, majowej nocy. Przyciskam do siebie głowę umierającego przyjaciela i wyciągam z jego brzucha nóż, który wbiłem mu przed chwilą. Świat jest głupi i absurdalny.
Ścigał mnie od miesięcy. Wydzielony oddział wojska, którym dowodził, rozbił mój trzynasty pułk NSZ w obławie pod Korzymiem. Nie wiem, kto zdradził, ale komuniści zapuszczali macki wszędzie. Mieli swoich donosicieli po wsiach i miasteczkach. Zjawiali się coraz częściej w miejscach, gdzie stacjonowaliśmy. Czasem miałem wrażenie, że nawet drzewa są już na ich usługach. Nie chroniły tak dobrze jak kiedyś. Moi chłopcy ginęli, krwią użyźniając ziemię wokół sosen , świerków i jodeł. Lasy świętokrzyskie będą kiedyś barwić się czerwienią swoich igieł.
Zostałem sam. Wybili bądź wyłapali wszystkich. Nie byłem już żadnym zagrożeniem. W podartym mundurze, brudny i głodny, błąkałem się po znajomych lasach. Ale on wiedział kogo ściga. Parokrotnie widywaliśmy się z daleka podczas wymiany ognia. Raz naszedł mnie nocą w chałupie starego Walendziaka. Wyskoczyłem spod pierzyny rudej Maryśki i w samych kalesonach uciekłem oknem. Dziwne. Miał mnie bezbronnego na muszce i nie strzelił. Dlaczego wszedł sam, zostawiając żołnierzy na zewnątrz? Przemykając jak zając w młodym zbożu, słyszałem za sobą kanonadę. Nie trafili. Okazał się nieprofesjonalny, a przecież wykazał się znajomością taktyki podczas obław, które nas zdziesiątkowały.

Westchnął i otworzył oczy. Patrzył na mnie i jakiś uśmiech przeleciał mu w kąciku ust.
- Krzychu... - Ciężko dyszał. Głos był słaby więc pochyliłem głowę. - Dopadłem cię... wreszcie...
Stałem po pas w rzeczce, gdzie zakończyliśmy nasze rachunki, trzymając go w ramionach. Woda wokół zabarwiona była na czerwono. Krew tworzyła w niej smugi. które rozrywane nurtem rozpływały się po kilku metrach. Przybywały wciąż nowe. Ileż tego życiodajnego płynu mieści się w człowieku? Ile musi go ujść z otwartych nożem wrót, aby zapadła kurtyna ciszy i spokoju? Spływała i wciąż pojawiała się na nowo.
W szkole nacięliśmy sobie serdeczne palce i wymieszaliśmy naszą krew. Och, ten Karol May! To był nasz szczeniacki symbol braterskiej więzi aż do śmierci. I słowo ciałem się stało. Powtarzamy teraz ten rytuał, ale w jakże okrutnych okolicznościach i czasach. Bo ja też krwawię.
- Poła. – Zwrócił się do mnie ksywą, jaką miałem w szkole. - Wiesz... tam w chałupie... ja nie chciałem... strzelić... i specjalnie zostawiłem chłopaków... na zewnątrz... chciałem pogadać...
- Nie mów. Wiem. - Przytuliłem policzek do jego mokrych włosów. - Wyliżesz się.
Popatrzył z ironią.
- Nie... ża...rtuj. - zachłysnął się i rozkaszlał. - Miało być... do śmierci, to... to jest.
- Do dupy jest. Ty odejdziesz, a ja zostanę. W tym lesie. Kurwa mać! Aż znajdzie mnie twój zastępca. Zresztą – niech mnie znajdzie, bo zmęczony jestem. Nic już nie zmienię. Ani w sobie, ani na tym świecie. Chujowo, ale bojowo.

Trzymałem policzek na jego głowie. Flesze wspomnień. Obóz skautów w Rokiczynie. Smród przepoconych ciał, kiedy wróciliśmy ze wsi ukraińskiej. Zanieśliśmy tam z trudem, wielkie konwie zlewek z naszej kuchni obozowej. Resztki były oddawane miejscowym. Byliśmy przekonani, że karmią nimi świnie. I zobaczyliśmy przez okno, jak stara babuszka rozlewała je w gliniane dzbanki jako obiad dla całej rodziny. Spojrzeliśmy po sobie i nawzajem widzieliśmy szklące oczy. Straszny żal, przerażenie i współczucie. Po cichu potem segregowaliśmy odpady i wieczorami zanosiliśmy je babuszce i innym. Ze spuszczonymi oczami. Tyle, że on winił sanację i czarnych. Ja komunistów i nacjonalistów ukraińskich.
„Ty czarny wypierdku!”. „ Pierdolony socjalisto!” - wymienialiśmy uprzejmości w restauracji „Kolorowa”. Przedmiotem naszej, konstruktywnej rozmowy była mała Ania, córka miejscowego aptekarza. Obaj ją kochaliśmy. Chodzący pustostan z wielkim biustem, który przyciągał wzrok jak kość u wygłodzonego Burka. Potem daliśmy sobie po pysku, wypiliśmy litr wiśniówki (strasznie rzygałeś) i usnęliśmy spleceni w pobliskim lesie. Ania wyszła za pryszczatego Heńka z wielką kasą, a my byliśmy znowu przyjaciółmi.
Pełno było takich chwil.
- Wy... wychrobotałeś ją? - usłyszałem. Cholera, jakże jest mi bliski. Wiedziałem o co pyta, a on jakby czytał w moich myślach.
- No. A ty?
- Też.
- Głupia Ania. Takich chłopaków nie chciała. Ale rżnęła się super.
Skinął lekko głową.

Czułem ogarniającą mnie słabość. Przed oczami zaczęły wirować kolorowe kręgi. Wyczerpanie, kurwa. Dni spędzone na uciekaniu. Jak zaszczuty pies. Głodny i zmarznięty. Poobijany i pokaleczony po walce z nim w zimnej wodzie rzeczki. Drżałem jak w febrze.

Staliśmy nad jej brzegiem. On celował do mnie, a ja do niego. Potem jednocześnie odłożyliśmy broń.
- Co jeszcze ode mnie chcesz? - zapytałem. - Zabiliście wszystkich. Do czego jestem ja potrzebny w waszej statystyce śmierci?
- Chcę, abyś żył. Dam ci dokumenty i wyjedziesz na ziemie odzyskane.
- To po co ja walczyłem? Żeby teraz kryć się jak szczur? Zniewalacie naród do spółki z ruską hordą. Nie ma wolności...
- A na chuj ludziom wolność? Przeżyli koszmar okupacji, terror pojebanych Niemców. Chcą tylko żyć i mieć pełne brzuchy. Nic takie dinozaury jak ty, nie zmienią. Musisz odejść. Jesteś groźny jako symbol. Niektórzy jeszcze się burzą we własnych sumieniach. Trzeba im zabrać symbole. Czyli ciebie.
- Pierdolony socjalista.
- Kurewski narodowiec.
Sięgnąłem za pas po nóż.
- Skończmy to. Dureń jestem, ale mam ideały. Za nie czasami warto umrzeć. A najlepiej z ręki przyjaciela.
Popatrzył na mnie z żalem.
- Daj spokój.
- Nie.
Skoczyłem do przodu. Zrobił unik i wyjął swój nóż. Krążyliśmy wokół siebie, ale jakoś żaden nie miał woli do ataku. Potknął się o korzeń i poleciał w moją stronę, a ja pomyślałem, że zaatakował. I zaczęliśmy...

Byłem coraz słabszy. Z trudem trzymałem jego głowę i nie miałem siły wyjść na brzeg. Zaraz zemdleję. Czyżby aż tak wyczerpała mnie ta walka? Tylko buzująca adrenalina podtrzymywała moją świadomość.
- Warto było? - zapytał .
Krew ciągle barwiła wodę. Skąd jej tyle?
- Nie warto. Ty odchodzisz, a ja stąd nie odejdę. Głupi jestem.
- A może pójdziemy razem? Tam już nic nas nie poróżni.
- Myślisz, że sobie strzelę w łeb? Nie żartuj. Za bardzo się boję. Znowu lekki uśmieszek w kącikach ust.
- Wynieś mnie z tej wody.
Z trudem zacząłem go wlec. Na brzegu musiałem się czołgać, ciągnąc go za sobą. Odlatywałem. Gdzieś bardzo daleko.
Jak przez ścianę usłyszałem.
- Spójrz na swoją nogę.
Z ogromnym wysiłkiem podniosłem powieki. Strasznie chce mi się spać!
W udzie była dziura! Trafił mnie, kiedy upadał. Nie poczułem tego w zimnej wodzie. Z przeciętej tętnicy miarowo wytryskiwała jasnoczerwona krew. To stąd jej tyle było w rzece!
- Pójdziemy razem, pierdolony socjalisto – powiedziałem zamykając oczy.

Tagi:

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#2 » 24 sty 2016, o 15:34

Hej, z przyjemnością przeczytałem to opowiadanie. Wartki, acz wyważony (wolny od pustosłowia) język wciąga do lektury. Dobrze oddaje emocje szargające bohaterami. Mimo powagi tematu, nie ma tu zbędnego patosu. Sama fabuła to chyba przełom wojny/ powojnia. Okres historyczny, którego literaturę lubię czytać pasjami. Mamy tu wystawioną na próbę przyjaźń dwóch bojowników o wolność - jakże odmiennie przez nich rozumianą. Mamy żołnierzy stojących teraz po przeciwnych stronach ustrojowej barykady. I jest to przyjaźń aż po grób. Bardzo śmiertelne to były czasy... Dobrze, że nie musieliśmy w nich żyć.
Pozdrawiam.
Matt C.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 996

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#3 » 25 sty 2016, o 09:02

Dobre. Robi wrażenie - ciężkie, przytłaczające. A jeśli się powtórzy? Czasem jednak wstępuje się do tej samej rzeki.
Świetny tytuł.
Podejrzewam, że oparte na autentycznym wydarzeniu, a jeśli nawet nie, to metaforycznie na pewno.

Okazał się nieprofesjonalny, a przecież wykazał się znajomością taktyki podczas obław, które nas zdziesiątkowały.

„okazał – wykazał": do przeredagowania

- Myślisz, że sobie strzelę w łeb? Nie żartuj. Za bardzo się boję. Znowu lekki uśmieszek w kącikach ust.

- Myślisz, że sobie strzelę w łeb? Nie żartuj. Za bardzo się boję. - Znowu lekki uśmieszek w kącikach ust.

Z trudem zacząłem go wlec. Na brzegu musiałem się czołgać, ciągnąc go za sobą.

Powtórzone „go”.

mirek13

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#4 » 25 sty 2016, o 11:15

Dzięki, Gorgi. Historię zmyśliłem, ale doskonale wiadomo, że pełno było takich przypadków w tym okresie. Brat przeciwko bratu, ojciec - syn, przyjaciel - przyjaciel. Jakie czasy, takie wybory i konflikty.
Tobie też, Rozrabiako, dziękuję za lekturę i podzielenie się refleksjami.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#5 » 20 lut 2016, o 05:40

A ten tekst mi się szalenie podobał,a relacja bohaterów jest bardzo intymna, można by się nawet pokusić o stwierdzenie,że romantyczna, ale to raczej moje osobiste preferencje podpowiadają mi ten tok myślenia, wiem,że nie taki był wydźwięk,niemniej naprawdę bardzo subtelnie udało Ci się uchwycić uczucie tych dwóch, bez kiczu, bez zbędnego patosu,w bardzo ładnej formie.Końcówka nie zaskakuje,ale to w żaden sposób nie jest dla tekstu ujmą.

mirek13

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#6 » 20 lut 2016, o 08:25

Dzięki. Tamten jest dużo lepszy. W tym czytelnicy upatrują za dużo patosu.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#7 » 20 lut 2016, o 08:46

"Tamten jest dużo lepszy". Mam nadzieję, że to Twoja opinia, a nie wyrobiona przez odbiór tekstu? Bo nie zgadzam się z nią kompletnie. Tamten tekst dryfuje na granicy kiczu, dla mnie, nie do zaakceptowania z powodu ukazanej tam psychologii kobiety. Absolutnie mnie nie przekonuje. Nawet go nie doczytałam, co jest zapewne krzywdzące. Abstrahując jednak od psychologii, odbiór tekstu jest rzeczą subiektywną. Mnie nie przekonał, w dużej mierze właśnie dlatego, że jest psychologicznie niepoprawny, za to ten, jak najbardziej. W dodatku jest bardzo dobry. Nawet mnie trochę poruszył, a ja jestem raczej mało wrażliwa. Patos?Oczywiście, bo wojna narzuca pewien specyficzny odbiór rzeczywistości. I w tym tekście mamy bohaterów osadzonych w klimacie zgliszczy, zwichrowanych przez jej macki. Czyż to nie wymusza trochę odmiennego spojrzenia na wszystko?Nie o takim patosie mówimy przecież ganiąc jego nadużywanie w tekstach. Bohater nie dostrzegł, że jest ranny, to świadczy o intensywności przeżyć...Tak, emocje mogą upośledzić odczuwanie bólu. Tekst jest konsekwentny. Podoba mi się, nie dam się przekabacić:)

mirek13

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#8 » 20 lut 2016, o 09:13

Oczywiście, że nie będę Cię przekonywał. Są jednakże portale, gdzie teksty ocenia się jako anonimowe. I zdziwisz się, ale wszyscy pisali do autora - kobiety. Bo historia jest prawdziwa, więc zarzut nieprawdziwości (nawet w warstwie psychologiczne)j jest kompletnie chybiony. Skoro Cię nie przekonał, to biedny, świętokrzyski żuczek, nic nie zrobi.
Ocena Gorgiego jest dla mnie bardzo cenna, bo to intelektualny facet z wyrobionym gustem i sprawną ręką do pisania.
I tej wersji będę się trzymał.
Nie jesteś jedyną kobietą na świecie. One naprawdę różnie myślą i kochają. Niekoniecznie jak Ty.
Nie namawiam na nielubienie tego tekstu. Przecież jest mój. Wyraziłem tylko własny pogląd.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#9 » 20 lut 2016, o 09:20

Cóż...tyle jest gustów ile ludzi.Ja z reguły nie lubię tekstów w których są pensjonarskie uniesienia,ale co kto lubi.Nie przekonuje mnie również taka idealizacja mężczyzny,by się kobieta zniżała do bytu ćmy.Ale jeżeli te czytelniczki chwalące tekst tak mało kochają same siebie...cóż,tylko współczuć.Nie dziwi mnie natomiast,że facetowi się to może podobać,któż nie chce być "Bogiem" w oczach swojej niewiasty...(Zresztą każdy lubi być wielbiony:))

mirek13

Rozszumiały się jodły czerwone...

Post#10 » 20 lut 2016, o 09:28

Z pewnością nie Gorgiaszowi, który jest niezwykle subtelny (rzekłbym eteryczny) i pisze piękną prozę poetycką. Musisz więcej tekstów przeczytać na forum, zanim będziesz ferować wyroki (i prawie obrażać samców).
A co do rozumienia, to nic z tekstu nie zrozumiałaś. Tam nie ma mężczyzny - boga. Są zagubieni ludzie. Jedno kocha i chce zatrzymać za wszelką cenę. Drugie już nie kocha i jest przerażone trwałym uwikłaniem w dziecko. Kocha inną. Co Ty za teorie dorabiasz!? Mówimy o tym samym opku?
Świat jest kiczowaty i szary. Jak siedzisz pod kloszem, to nie dziwota, że nic nie rozumiesz z "Dwóch smutków".

Wróć do „Wyróżniona proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość