Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”! Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Szklany klosz I

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4758

Szklany klosz I

Post#1 » 14 paź 2016, o 13:17

Moje w zasadzie pierwsze podejście do dłuższego thrilleru.
Chciałam też wypróbować nowy edytor, ale ciii :D

Część następna


1
Tusz tworzy światy. Krótki ruch nadgarstka i płynny ślizg kulki długopisu wskrzeszają pierwsze słowo. Kolejne drgnięcie dłoni przekreśliło to, co powstało. Krótkie zawahanie, chwila zastanowienia. Na papierze pojawia się następne słowo i następne, następne… gdy rządek liter zapełnia pół strony, już wstaje inna rzeczywistość. Niemal jak człowiek rodzi z prochu, tak tu świat — tuszem.
Autor znów krótkim gestem przekreśla, zamazuje, niszczy to, co właśnie powstało z nicości. Kolejnym zmienia, dopisując i doskonaląc efekt.
Co, jeżeli taką samą siłą twórczą dysponuje dzieło?

***

Cichutki tupot jej stóp był dla niego niczym muzyka. Gdy uciekała, czuł się nie tylko jak łowca, ale i kolekcjoner. Który do swojej kolekcji dołączy niebawem coś równie pięknego, jak truchełko pazia królowej w segregatorze wielbiciela motyli.
Zacisnął dłoń na trzonku noża…


W lampce zatrzeszczało. Światło żarówki zamigało, zgasło na sekundę i zanim Artur zdążył podnieść dłoń, by uderzyć czerwony klosz lampy, znów zaświeciło. Pokój wypełniła ciepła, żółta łuna, tak różna od zimnego światła bijącego z ekranu laptopa.
Artur przeciągnął się w fotelu i spojrzał na słowa. Nie, nie tak. Nóż? Zbyt banalne. Brzytwa? Jak z taniego horroru, nie… Zacisnął dłoń, z westchnięciem wpatrując się w tekst. Kursor nie zdążył nawet zamigać rozpaczliwie parę razy w miejscu, w którym przerwał, gdy doszedł do wniosku, że całość jest zbyt patetyczna. Spojrzał na kartkę, na której wcześniej urodził się zarys. Nie, zdecydowanie nie tak, musi być inaczej, trzeba to poprawić. Może powinien dusić swoje ofiary? Może krępować liną i wieszać za dłonie na haku do czasu, aż uduszą się z braku możliwości zaczerpnięcia oddechu? Może podrzynać gardła, a kilka kropki krwi łapać do małych buteleczek jako trofeum? Nie, za bardzo w stylu Dextera… Arthur pokręcił głową. Miał wrażenie, że wszystko już było, a przynajmniej, że on nie jest w stanie wpaść na coś, czego nie wymyślił ktoś inny. Mimo że nie miał pomysłu, jak zmienić swój pomysł, wiedział, że to, co spisał, nie może pozostać w takiej formie. Backspace, backspace, usuń linijkę. Ta jednak zamigotała lekko.
Przetarł oczy, będąc pewnym, że tak późną porą i po kilku godzinach usiłowania napisania czegokolwiek strawnego to wzrok zaczyna bawić się z nim w kotka i myszkę. Gdy jednak ponownie spojrzał na ekran, słowa zajarzyły się nagle jaskrawą czerwienią. Zafalowały. Potem powolutku, literka po literce zniknęły.
Zdziwiony ponownie przetarł oczy i ze zwątpieniem spojrzał na laptopa. Był pewien, że mu się przywidziało, co do tego nie miał wątpliwości. Rozejrzał się powoli po pokoju. Przez zasłonięte rolety wdzierało się pierwsze światło świtu, przez które wirujące w powietrzu drobinki kurzu były aż nieprzyjemnie widoczne. Czas posprzątać, to z pewnością, ale co istotniejsze — musiał podjąć wybór, czy zaparzyć czwartą kawę i kontynuować mękę tworzenia oraz przekonywania weny, że byłoby miło, gdyby się pojawiła, czy odpuścić i wrócić do tego po drzemce. Czas naglił. Deadline zbliżał się nieubłaganie, a ten fakt mocno utrudniał mu podjęcie decyzji.
Nie był pewien, czy dalszy upór zdałby się na cokolwiek, a kanapa prześcielona puchatym kocem wołała go w swoje objęcia. Zresztą na ten moment był pewien tylko jednego — morderca miał kolekcjonować małe palce swoich ofiar. Gdy pojawił się w jego umyśle, zdradził, że nazywa się Clemens, a gdy Artur sprawdził znaczenie i pochodzenie imienia stwierdził, że faktycznie pasuje. Morderca o imieniu oznaczającym „łaskawy” — cóż, to mogłoby istnieć tylko w świecie prozy, a tam pasowało idealnie. Artur lubił gry słowne i sarkastyczne interpretacje, lubił zresztą wiele rzeczy, problem polegał na tym, że miał coraz mniej czasu i coraz więcej wątpliwości.
Resztka kawy w porcelanowym kubku z napisem „Blokada pisarska: twój wymyślony przyjaciel nagle przestaje z tobą rozmawiać!”, który dostał jako prezent-żart od znajomych, gdy ci dowiedzieli się, że jego marzenie jest mniej typowy niż typowego faceta, była już nieprzyjemnie zimna. Bez wątpienia też nie spełniała swojego zadania, bo z każdą chwilą czuł się tylko bardziej senny, bardziej zmęczony i bardziej wkurzony. Zegar złośliwie wskazywał już czwartą, a tykanie sekundnika wprawiało go w niemalże furię. Wszystko przyprawiało go o bardziej podły nastrój. Czuł się tak, jakby cały świat zmówił się przeciwko niemu — a z pewnością nienawidziła go jego wena.
Zaczął się kolejny dzień, a on był w najlepszym przypadku w dupie. Nie tylko daleko od mety, ale również przed punktem startowym wyścigu, jakim było napisanie tekstu na zamówienie. Wcześniej zdawało mu się zrządzeniem losu, że ktoś odezwał się do niego, anonimowego, zupełnie nieznanego gryzipiórka. Obecnie czuł się ofiarą złośliwości losu.
Odstawiwszy kubek na pustą półkę biblioteczki z dębu, która stała pod ścianą niewielkiego pokoju nazywanego przez niego gabinetem lub miejscem twórczym, przeciągnął się. Ból pleców dokuczały mu od północy, a kolekcja pustych filiżanek i szklanek od wczorajszego ranka urosła już do kilkunastu. Zdecydowanie nie powinien pić więcej kawy, ale wiedział, że powinien napisać choćby stronę, zanim będzie mógł się położyć. Nie wyobrażał sobie, jak mógłby to zrobić bez gorącego napoju.
Rozruszał palce nad klawiaturą i wrócił do stukania w klawisze.
Clemens powoli rodził się do życia.

***

Rankiem obudziło go krakanie gawronów i ziąb płynący przez otwarte okno. Otworzył oczy, odkleił policzek od klawiatury, rozmasował zdrętwiałą twarz i zapatrzył się tępo w ekran. Bateria zdążyła się wyczerpać. Oby tylko zapisał plik…
Upewniwszy się, że Clemens przetrwał te spartańskie warunki, postanowił pokazać słońcu swoją ziemistą cerę. Z niedokładnie zapiętą kurtką i szalikiem wyszedł na placyk znajdujący przed swoim mieszkaniem, który kiedyś, gdy jeszcze lato było w pełni, a drzewa soczyście zielone i śpiewających z gałęzi ptaków, przynosił mu sporo natchnienia. Teraz jednak przesiadywanie na ławce z laptopem na kolanach w otoczeniu pustych rabatek nie wchodziło w grę. Podciągnął kołnierz aż pod brodę i potarł kostniejące już dłonie. Na zewnątrz przywitał go nie tylko ziąb, ale i mżawka spływająca leniwie ze stalowoszarego nieba. We mgle dało się wyczuć znajomy zapach jesiennej wilgoci, ale i woń drewna palonego w piecach. Aura była po prostu paskudna i idealnie wpasowująca się w to, co cały świat uważał za pogodę iście angielską. Było niemalże pusto. Nie było widać żadne żywej duszy, ale Artura niespecjalnie to zdziwiło — było zbyt wcześnie nawet na spacer z psem. Na ogołoconych gałęziach dębów i brzóz śmignęło kilka sikor, ale szybko przepędziły je gawrony smętnie patrolujące okolicę.
Patrząc na to wszystko, postanowił, że oto nadszedł czas na coroczną wycieczkę do Winter Gardens i poszukiwanie weny pod drzewkiem pięknie kwitnącej magnolii. Nie był tylko pewien, kiedy znajdzie na to czas.
Gdy słońce powoli wzniosło się nad horyzont, oświetlając senną dzielnicę anyżowym światłem, usłyszał echo trzaśnięcia drzwi, które rozległo się za jego plecami. Odwrócił się. Nie było nikogo w pobliżu, jednak mógłby przysiąc, że dźwięk dobiegł ze strony jego mieszkania. Drzwi jednak były zamknięte, na podjeździe stała tylko jego zmarnowana corsa z dwutysięcznego roku i nic poza tym. Chodnik był pusty, nawet kot sąsiadów, namiętnie przesiadujący całe dnie przy koszach na śmieci, musiał skryć się gdzieś, gdziekolwiek było ciepło.
Ewidentnie wszystko wyglądało tak, jak powinno o tej porze. Chociaż… Firana w oknie na poddaszu poruszyła się, jak gdyby ktoś przed chwilą przez nią wyglądał. Artur zmarszczył brwi. Nie, z pewnością musiał ją tak zostawić, to niemożliwe, by ktoś był w mieszkaniu i wyszedł niezauważony. A może znów zostawił otwarte okno i to przeciąg szarpnął materiałem? Tak, z pewnością.
Spojrzał znów na pusty skwerek przed sobą.
Zamknął oczy. Wsłuchał się w świst wiatru, odetchnął głębiej powietrzem przepełnionym zapachem butwiejących liści. Koncentracja. Myśl. Myśl. Rozłóż na elementy pierwsze to, co cię otacza. Szukaj inspiracji.
Jesienny, niedzielny poranek, spokojny, wręcz leniwy. Gawrony zapełniające gałęzie niczym liście. Zapach wilgoci, szelest liści, świt i kolorowe niebo. Cisza przerywana donośnym krakaniem. Świst wiatru. Spokój. Sielsko, może wręcz anielsko.
Co Clemens zrobiłby w tak spokojnej scenerii? Rozejrzał się. Spokój i pogoda odpowiadała arturowemu wyobrażeniu szkockiej jesieni, którą chciał widzieć w swojej historii jako obserwatora okrutnych igraszek Clemensa; chcieć to nie zawsze jednak móc i Artur już teraz obawiał się, że chęci umieszczenia swojego psychopaty w klimacie doylowskich historii spełzną na niczym. Odrzucił jednak wątpliwości i zaczął dumać.
Po chwili wyjął z kieszeni pomiętą kartkę, ołówek i, przeklinając pogodę, usiadł na mokrej ławce.
Coś powoli zaczęło kształtować się w jego wyobraźni.

W nozdrzach poczuł znajomy zapach wrzosowisk usychających tą porą roku. Blaknące jasnofioletowe morze niemal nie ruszało się na wietrze. Morze śmierci nad szarym, nieprzejednanym niebem.
Uśmiechnął się, patrząc na to, co znajdowało się wokół niego.
W oddali dało się słyszeć szybkie kroki.


Nie.

Gdy usłyszał szybkie kroki niosące się wśród wrzosowego pustkowia, poczuł satysfakcję. Była warta czekania.
Stukot obcasów wybijał głośny rytm na niszczejących betonowych schodach pnących się wśród wrzosowisk od alejki domów rosnących na zboczu niemal przy samym klifie do alejki. Trzysta stopni do góry. Tylko ona i on, kilometr uroczyska, skrót, z którego nikt nie korzystał sztormową jesienią. Oprócz niej, która — wyobrażał sobie — codziennie nadrabiała w ten sposób kilkanaście minut snu więcej.
Dziewczyna miała policzki zaróżowione od ostrego wiatru i rozwiane włosy, spływające jasnymi falami na poły niebieskiego płaszcza, gdy podmuchy na moment zamierały. Jedną dłoń trzymała zaciśniętą na długim szaliku owiniętym wokół szyi — na małym palcu widniał złoty, delikatny pierścionek z kamieniem, który nawet w pochmurny dzień błyszczał światłem skradzionym słońcu. Na drugim ramieniu przewieszała niewielką torebka. Była ładna, młoda, o jasnej urodzie, ale ostrych rysach i spojrzeniu pewnym, choć zbieganym. Widocznie się spieszyła i, cóż, jemu absolutnie to nie przeszkadzało. Lubił te dynamiczne, wiecznie spieszące się. Nie miały czasu zastanawiać się nad tym, co mogło je spotkać w życiu.
Minęła go, jakby nie widząc. Niczym zjawę, której nikt nie dostrzega, póki nie jest za późno.


Artur westchnął, schował zapisek do kieszeni i, wyciągając ręce do góry, spróbował nieco rozgrzać zziębnięte ciało. Nie był pewien, jak długo siedział w chłodzie, będąc myślami i patrząc oczyma Clemensa, jak dużo czasu mogło mu zając spisanie tak krótkiego fragmentu, ale czuł zmęczenie większe niż kiedykolwiek wcześniej. Słońce było zdecydowanie wyżej, resztki nocy całkiem zniknęły, a niebo przybrało barwę karmelków i ewidentnie szykowało się do przywitania dnia. Nawet w oddali słychać było warkot silnika samochodu. Gdzieniegdzie w oknach były już rozsunięte zasłony czy podciągnięte żaluzje.
Wiedział, że na ten moment parzenie kolejnej kawy i siłowanie się ze słowami nie miały już żadnego sensu. Gdy inni zaczynali dzień, dla niego nadeszła pora go zakończyć.
Najgorsza była świadomość, że jutro też będzie dzień, lecz tym razem nie cały na walczenie o tytuł pisarza. Rzeczywistość powoli, acz nieubłaganie go doganiała.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 908

Szklany klosz

Post#2 » 14 paź 2016, o 18:57

Zapowiada się interesująco, powoli tworzy się odpowiedni klimat, choć na tym etapie trudno przewidzieć, jak rozwinie się dalej. Czekam z niecierpliwością.
Ale taka paskuda ze mnie, że się troszkę przyczepię:

Atrament tworzy światy. Krótki ruch nadgarstka i płynny ślizg kulki długopisu wskrzeszają pierwsze słowo.

Pierwsze, tak krótkie zdanie, bardzo ładne, afektowne i wyraziste. Świetnie na początek. Tylko że to, co jest w długopisie, określa się mianem tuszu, a nie atramentu, co zresztą dalej jest napisane. Może da się podciągnąć pod licentia poetica.

Trzecim zmienia, dopisując i doskonaląc efekt.

A gdzie pierwsze dwa?

Co jeżeli taką samą siłą twórczą dysponuje dzieło?

Co, jeżeli taką samą siłą twórczą dysponuje dzieło?

Który do swojej kolekcji dołączy niebawem coś równie pięknego jak truchełko pazia królowej w segregatorze wielbiciela motyli.

Który do swojej kolekcji dołączy niebawem coś równie pięknego, jak truchełko pazia królowej w segregatorze wielbiciela motyli.

Spojrzał na kartkę, na którym wcześniej urodził się zarys.

"na której"

Mimo że nie miał pomysłu na to, jak zmienić swój pomysł, wiedział, że to, co spisał, nie może pozostać w takiej formie. Backspace, backspace, usuń linijkę.

Usunąłbym "na to" - nie tylko dlatego, że "to" powtarza się w tym zdaniu.

Wszystko przyprawiało go w bardziej podły nastrój.

Chyba raczej "przyprawiało go o bardziej podły nastrój".
Albo: "wpędzało go w bardziej podły nastrój".

a kolekcja pustych filiżanek i szklanek po kawie od wczorajszego ranka urosła już do kilkunastu. Zdecydowanie nie powinien pić więcej kawy,

Powtórzona "kawa". Napisałbym: Zdecydowanie nie powinien jej więcej pić,

Zdecydowanie nie powinien pić więcej kawy, ale wiedział, że powinien napisać choćby stronę, zanim będzie mógł się położyć.

Powtórzone "powinien". Możliwe, że świadomie, ale i tak trochę razi. Może: Zdecydowanie nie powinien pić więcej kawy, ale wiedział, że wypadałoby napisać choćby stronę, zanim będzie mógł się położyć.

który kiedyś, gdy jeszcze lato było w pełni, a drzewa pełne soczyście zielonych liści i śpiewających z gałęzi ptaków, przynosił mu sporo natchnienia.

"pełni" - "pełne": powtórzenie

Na zewnątrz przywitał go nie tylko ziąb, ale i mżawka spływająca leniwie z stalowoszarego nieba. W mgle dało się wyczuć

Chyba lepiej by było "ze stalowoszarego" oraz "We mgle".

Pogoda była po prostu paskudna i idealnie wpasowująca się w to, co cały świat uważał za pogodę iście angielską.

Powtórzona "pogoda". Może zamiast którejś wstawić "aurę"?

Ewidentnie wszystko wyglądał tak, jak powinno o tej porze. Chociaż… Firana w oknie na poddaszu wyglądała, jak gdyby ktoś przed chwilą przed nią wyglądał.

"wyglądało". No i powtórzenie. Razy czy (wzięte liczebniczo).

Nie, z pewnością musiał ją tak zostawić, to niemożliwe, by ktoś był w jego domu i wyszedł bez jego spostrzeżenia.

Powtórzone "jego". I napisałbym: ...i wyszedł niezauważony.

Oprócz jej, która — wyobrażał sobie — codziennie nadrabiała w ten sposób kilkanaście minut snu więcej.

Raczej "Oprócz niej".

Na drugim ramieniu zazwyczaj przewieszała niewielką torebka.

Skąd wiedział, że "zazwyczaj"?

Minęła go, jakby go nie widząc.

Powtórzone "go". Z drugiego można zrezygnować.

wyciągając ręce do góry, spróbował nieco rozgrzać zziębnięte ciało. Nie był pewien, jak długo siedział w ziąbie,

"zziębnięte ziąbie": powtórzeni. Może: ...jak długo siedział w chłodzie,

jak dużo czasu mogło mu zając spisanie tak krótkiego fragmentu,

"zająć"

Nawet gdzieś w oddali słychać było warkot silnika samochodu. Gdzieniegdzie w oknach były już rozsunięte zasłony czy podciągnięte żaluzje.

"gdzieś - gdzieniegdzie" też brzmi jak powtórzeni.
Rozpocząłbym to zdanie: W oddali słychać było...

Gdy inni zaczynali dzień, dla niego nadeszła pora go zakończyć.
Najgorsza była świadomość, że jutro też będzie dzień, lecz tym razem nie cały na walczenie o tytuł pisarza.

Powtórzony "dzień". Może: Gdy inni zaczynali dzień, dla niego nadeszła pora go zakończyć.
Najgorsza była świadomość, że jutro będzie kolejny, lecz tym razem nie cały na walczenie o tytuł pisarza.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4758

Szklany klosz

Post#3 » 14 paź 2016, o 20:25

Lubię, kiedyś paskuda :mrgreen: Ślicznie dziękuję za komentarz, błędy zaraz zacznę poprawiać.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1656

Szklany klosz

Post#4 » 14 paź 2016, o 20:53

Wszyscy kochamy Gorgiego i zawsze liczymy na to, że nas poprawi ;)
Przeczytałem i przyznam, że najbardziej mi się spodobało: "niebo o barwie karmelków". :kuku: Świetne określenie.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Szklany klosz

Post#5 » 14 paź 2016, o 22:45

Poczekam aż akcja ruszy z kopyta ;)

Zaciekawiły mnie te znikające literki. Chyba jednak będą tu elementy fantastyki, przeczuwam, np. jeśli dane zdanie znikło, to się urzeczywistniło w realnym świecie, ale jak to zatrzymać? itd.

Pozdrawiam
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Szklany klosz

Post#6 » 16 paź 2016, o 14:59

Zaciekawiło mnie, nie powiem. Przeczytałem to dwa dni temu, a treść wciąż chodzi mi po głowie. Zastanawiam się, co będzie dalej...
Fragment ze znikającymi literkami jest bardzo tajemniczy. Wyczuwam działanie sił pozaziemskich... :)
Czekam na ciąg dalszy!
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Szklany klosz

Post#7 » 17 paź 2016, o 20:21

gdy ci dowiedzieli się, że jego marzenie jest mniej typowy niż typowego faceta

Typowe.
Zegar złośliwie wskazywał już czwartą, a tykanie sekundnika wprawiało go w niemalże furię. Wszystko przyprawiało go o bardziej podły nastrój. Czuł się tak, jakby cały świat zmówił się przeciwko niemu — a z pewnością nienawidziła go jego wena

Zjadłabym kilka zaimków.
Bateria zdążyła się wyczerpać. Oby tylko zapisał plik

Nie lepiej Oby tylko plik się zapisał? Bo nie napisałaś, kim jest ten on, który plik miał zapisać.
Nie było widać żadne żywej duszy

Żadnej.
Nie było nikogo w pobliżu, jednak mógłby przysiąc, że dźwięk dobiegł ze strony jego mieszkania. Drzwi jednak były zamknięte

Powtórzenie.

Ze względu na tytuł na mogłam nie przeczytać :) Czy to jakieś nawiązanie do Sylvii Plath?
Zapowiada się interesująco, mam nadzieję, że niebawem pojawi się ciąg dalszy. Mam już delikatny zarys tego, o co może chodzić, ciekawe, czy mam rację czy jednak mnie zaskoczysz :)
A truchełko pazia królowej skradło moje serce :serce:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4758

Szklany klosz

Post#8 » 18 paź 2016, o 12:57

Dzięki wszystkim :)

Echo, samej autobiografii Sylvii nie czytałam, bo strasznie ciężko ją zdobyć w księgarniach, ale co nieco o jej życiu wiem i kto wie, kto wie... :) Przypomniałaś mi o tej książce, teraz znajdę choćby pdfa.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Szklany klosz

Post#9 » 18 paź 2016, o 15:29

Ciekawie się zapowiada. Z chęcią przeczytam kolejne odsłony tej historii :)
Matt C.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Szklany klosz

Post#10 » 21 paź 2016, o 18:34

Cam, nie znałam Cię od tej strony! Rzadko zdarza się, żeby forumowy tekst tak naprawdę mnie wciągnął. A Twój wciągnął mnie totalnie mimo, że to sam początek. Podoba mi się klimat i styl, którym piszesz. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy :)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości