Drugie imię szaleństwa

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1083

Drugie imię szaleństwa

Post#1 » 29 kwie 2017, o 08:52

Ostatnio mam zastój, jeśli chodzi o pisanie mojego tasiemca, a nawał codziennych zajęć wcale nie pomaga. Więc wrzucę chociaż stare jednoczęściowe opko, które pisnęłam kilka miesięcy temu, a niech sobie będzie. ;)

Drugie imię szaleństwa
Zdumiewające, jak pięć słów może wszystko zmienić. Tylko pięć słów. Krótkie zdanie wyciśnięte z gardła na jednym wydechu.
Próbowała pochwycić jego spojrzenie, ale za wszelką cenę unikał patrzenia w oczy, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa. Był z siebie dumny – nawet nie trzasnął drzwiami gabinetu, chociaż miał ochotę. Nie powinien zdradzać emocji – doświadczenie pokazywało, że to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi.
Listopad malował Gdańsk w odcieniach szarości. Kiedy wyszedł z przychodni, zimny wiatr spoliczkował go skostniałą dłonią. Ruszył ulicą, nie zastanawiając się nawet, dokąd chce iść. Ponura jesienna aura idealnie oddawała nastrój Marcina. Mżawka niemrawo kapała z pochmurnego nieba tak, że trudno było się zdecydować, czy warto w ogóle otwierać parasol.
Wsiadł do pierwszego autobusu, który podjechał na przystanek. Szedł powoli między fotelami, wbijając wzrok w podłogę. Nogi miał jak z waty, czuł mdłości, a serce obijało się boleśnie o żebra niczym uwięziony w klatce ptak. Jednak na zewnątrz nie było widać żadnych objawów trawiącej go choroby. Umiał grać, posiadał wiele masek, ale najczęściej przywdziewał tę o obojętnym, a wręcz znudzonym wyrazie twarzy i pogardliwym spojrzeniu. Życie uczyniło z Marcina doskonałego kłamcę i przekonywującego aktora.
Usiadł w najdalszym kącie autobusu, przy oknie. Kaptur na głowę, słuchawki do uszu i maksymalnie podkręcona głośność. Przytulił się do chłodnej szyby. Zimny dotyk szkła na rozpalonej skroni był jak pieszczota. Próbował skupić uwagę na muzyce i szarym krajobrazie przesuwającym się za oknem, ale myśli za każdym razem wracały do niej.
Westchnął bezgłośnie i sięgnął do kieszeni po komórkę. Zawsze, kiedy tęsknił, przeglądał zdjęcia Niny. Wyglądała jak anioł. Długie blond włosy. Duże kocie oczy jak dwa szmaragdy. Czerwone usta i ten dołeczek w policzku, kiedy się uśmiechała. Och tak, najbardziej uwielbiał jej śmiech. Cichy, melodyjny, podobny do śpiewu ptaków. Czuł niepokój, kiedy była daleko. Taka delikatna – pomyślał, przypominając sobie drobną, niemalże filigranową figurę dziewczyny. Odczuwał potrzebę otoczenia Niny opiekuńczym ramieniem. Musiał chronić ukochaną przed złem tego posranego świata, który w jej towarzystwie stawał się całkiem znośny.
Powinienem ją odwiedzić, pomyślał. Rozłąka trwała zaledwie kilka dni, ale czuł, jakby minęła cała wieczność. Był pewny, że jego wizyta sprawi Ninie radość. Co prawda ostatnio sporo się kłócili, lecz gniew dawno wyblaknął, a tęsknota za ukochaną dodatkowo uprzykrzała już i tak uciążliwy pobyt w szpitalu. Zresztą badania zrobił tylko dla niej – zawsze powtarzała, że zdrowie jest najważniejsze. Jednak zadecydował, że na razie nie powie nic o diagnozie. Troszczyła się o rodzinę i znajomych, zamartwiała każdym ich problemem stokroć bardziej, niż swoimi własnymi. Nie chciał dodawać ukochanej kolejnych zmartwień – już i tak była zawalona nauką i pracą. A on nienawidził oglądać jej zasmuconej, tym bardziej z jego powodu. Dzisiaj będzie uśmiechnięta – postanowił z nową pewnością. Wysiadł z autobusu przy kwiaciarni, do której wszedł już w o wiele lepszym humorze. Sama perspektywa zobaczenia ukochanej sprawiała, że na twarzy Marcina pojawiał się szeroki uśmiech.
***
Nina wyszła na zewnątrz, nie bacząc na przeszywający wiatr, który wdarł się do środka, jak tylko uchyliła drzwi balkonowe. Okryta jedynie cienkim swetrem, już po kilku chwilach cała się trzęsła. Z trudem odpaliła papierosa, próbując opanować drżenie skostniałych palców. Zaciągnęła się z całej siły, aż poczuła drapanie w płucach i zakaszlała. Zimno i ból miały ostudzić emocje i odciągnąć uwagę od ponurych przemyśleń. Nie podziałało. Nadal miała mętlik w głowie, a dręczące ją czarne myśli nosiły imię ukochanego mężczyzny.
Wiedziała, że już dawno powinna odpuścić. Miała dość krętactw, niekończących się kłótni, w których odbijali tylko piłeczkę, bo żadne z nich nie chciało dać za wygraną. Zagubieni w labiryncie złudzeń, kręcili się w kółko, koniec końców zupełnie tracąc orientację w gąszczu własnych kłamstw, niedopowiedzeń i złudnych pozorów. Ciągnęli tą grę tak długo, że chyba już sami nie wiedzieli, co jest łgarstwem, a co prawdą. Od dawna chciała odejść, ale strach przed samotnością sprawiał, że ciągle odwlekała tę decyzję.
Przechyliła się przez barierkę, opierając ciężar ciała na poręczy. A gdyby tak wychylić się odrobinę bardziej? Z wysokości dziesiątego piętra świat wydawał się nierealnie mały, zupełnie nieistotny. A może to tylko efekt wypitego wina – trudno stwierdzić. Nie, żeby myślała o samobójstwie. Od zawsze jej umysł miał zwyczaj tworzyć dziwne, niepokojące myśli. Już jako dziecko wyglądała poza krawędź, ciekawa konsekwencji. Ale wtedy rzeczywistość miała ciepły, serdeczny uśmiech i promienną twarz, która z biegiem lat poszarzała, nabierając ponurego, zmęczonego wyrazu.
Z wnętrza mieszkania rozbrzmiał dzwonek, skutecznie wyrywając Ninę z zamyślenia. Wyrzuciła niedopałek za balustradę, zamknęła balkon i ruszyła w stronę drzwi, łapiąc po drodze butelkę wina z kuchennego stołu. Czyżby to on? Nadzieja nieśmiało zatrzepotała w sercu dziewczyny. Wypiła łyk alkoholu, żeby dodać sobie odwagi i powoli przekręciła klucz w zamku.
- Kim jesteś? – zapytała, szczerze zdziwiona. Spodziewała się ujrzeć Michała. Ale stał przed nią nieznajomy chłopak, na oko dwudziestopięcioletni. Miał krótko ścięte ciemne włosy, trochę zbyt ostre rysy twarzy i zarost, który od dobrego tygodnia nie widział golarki. Ninie wydawało się, że skądś go kojarzy, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Jednak jeszcze dziwniejsze od obcego mężczyzny stojącego na progu jej mieszkania był fakt, że trzymał w ręce bukiet róż.
- Kochanie, nie żartuj sobie. Wiem, że trochę mnie nie było. Przepraszam za to – odparł z przepraszającym uśmiechem nieznajomy, jednocześnie wyciągając w stronę Niny kwiaty.
„Kochanie”? Kurwa, to jakiś świr! – przemknęło przez myśl podenerwowanej dziewczynie. Niewiele myśląc, złapała za klamkę i szarpnęła. Jednak Marcinowi udało się w ostatniej chwili włożyć but między drzwi.
- Misiu, nie wygłupiaj się. Byłem na badaniach w szpitalu, dlatego nie mogłem wcześniej wpaść. Przestań się fochać. Przecież wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza! – Cały czas mówił tym dziwnie spokojnym, sztucznie radosnym tonem, który przyprawiał Ninę o ciarki.
Przez dłuższą chwilę po prostu patrzyli na siebie w milczeniu. On, cierpliwie czekając, aż przestanie się gniewać i pozwoli mu wejść do środka. Ona, próbując uporządkować mętlik w głowie i podjąć decyzję, co robić dalej. Nie wiedziała, jak przepędzić intruza, a szum wzburzonej krwi w uszach i szalejące serce wcale nie ułatwiały logicznego myślenia.
- Lepiej sobie idź! Mój chłopak zaraz będzie i wezwie policję! Już tu jedzie! – wypaliła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Pobożne życzenie – przeleciało Ninie przez myśl. Michał pracował do dwudziestej i nie było szansy, żeby wcześniej wrócił do domu. Pomimo to starała się grać opanowaną, ale zdawała sobie sprawę, że nie dała rady zagłuszyć nakazującym tonem drżenia strachu w głosie.
- Twój chłopak? – wycedził przez zaciśnięte zęby Marcin. – To kiedy ja siedziałem w szpitalu, ty znalazłaś sobie w tym czasie innego kutasa i stwierdziłaś, że nie jestem ci dłużej potrzebny?! – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Był jak zranione zwierzę, które, pozbawione drogi ucieczki, desperacko atakuje w ostatnim odruchu instynktu samozachowawczego.
Teraz Nina już naprawdę się przeraziła. Jeszcze raz z całej siły spróbowała trzasnąć drzwiami, ale chłopak ani drgnął. Zdesperowana, spróbowała popchnąć go w tył. Jednak Marcin nie cofnął się. Z uśmiechem bez najmniejszego problemu odepchnął dziewczynę, wchodząc do mieszkania.
Pobiegła w głąb pokoju, chowając się za kuchennym stołem. Może dam radę jakoś go zmylić i dobiec do drzwi – kombinowała gorączkowo. Chłopak uśmiechnął się półgębkiem, jakby czytał w myślach i przekręcił zostawiony w zamku klucz, a następnie schował go do kieszeni kurtki.
- Kurwa mać – mruknęła pod nosem.
Na początku, walcząc ze wzburzonymi emocjami, miał totalny mętlik w głowie i nie mógł skupić uwagi na jednej myśli. Jednak teraz, gdy tańczył z Niną wokół stołu, gdy widział strach i determinację ukochanej, żeby utrzymać jak największą odległość, zrozumiał, co od początku zamierzał. Niewiele myśląc, chwycił nóż z kuchennego stojaka. Blondynka zadrżała na widok srebrnego ostrza w dłoni nieznajomego. Marcin odpowiedział szelmowskim uśmiechem, który można by uznać za czarujący, gdyby nie szaleństwo iskrzące się w szarych oczach. Wykorzystał rozkojarzenie dziewczyny na widok noża. Prawie ją dogonił, kiedy obiegała róg stołu. Wyskoczył do przodu, lądując na drewnianym blacie. Udało mu chwycić Ninę za rękę. Nagle zatrzymana, szarpnęła się i niemal przewróciła, uderzając ramieniem o krawędź ławy. Przez chwilę szamotali się w milczeniu. Pomimo drobnej budowy wcale nie jest taka słaba, a do tego wije się jak węgorz – stwierdził Marcin z dziwną mieszaniną irytacji i uznania. Jakimś cudem uwolniła się z uścisku jego ramion. Jednak nie było gdzie uciekać w malutkiej kawalerce z aneksem kuchennym. Nie mając innej opcji, pognała w stronę balkonu. Co prawda mieszkanie znajdowało się na dziesiątym piętrze, ale wolała już skończyć niż zginąć z rąk tego świra.
Złapał ją pod przeszklonymi drzwiami. Jednym wprawnym ruchem szarpnął, odwracając dziewczynę przodem do siebie i pocałował. Długo i namiętnie. Skołowana, nawet nie protestowała. Taniec ich ust został gwałtownie przerwany przez ostry ból, który gwałtownie wbił się w ciało Niny na wysokości pępka.
Odruchowo sięgnęła ręką do brzucha, chociaż było to już bez sensu. Nagle poczuła zimny dotyk kafelków na policzku. Musiała upaść, ale, otumaniona bólem, nawet tego nie zauważyła. Cierpienie było nie do zniesienia. Próbowała krzyczeć, lecz głos uwiązł jej w gardle i wydobyła z siebie tylko cichy jęk. Chciała, żeby to się skończyło. Jednak czas ciągnął się w nieskończoność. W końcu przestała czuć ból. Przestała czuć cokolwiek. Kiedy nadeszła ciemność, z ulgą i ufnością poddała się ogarniającej ją nieświadomości.
Marcin odrzucił zakrwawiony nóż, dysząc ciężko. Jak zahipnotyzowany patrzył na szybko rosnącą czerwoną kałużę, która otaczała dziewczynę.
- Jeśli nie chcesz być ze mną, to nikt nie będzie cię miał – wycedził przez zaciśnięte zęby. Nina chyba go nie usłyszała albo nie miała siły podnieść głowy. Nieważne, stwierdził. Kiedy zauważył, że jej klatka piersiowa przestała unosić się w rytm oddechu, poczuł ulgę. Wraz z falą odpływu emocji przyszło okropne zmęczenie. Westchnął i opadł na krzesło. Chyba faktycznie powinienem rozważyć pobyt w szpitalu – przeleciało mu przez myśl. Przez cały dzień unikał myślenia o chorobie, ale teraz wspomnienie rozmowy z lekarką, długo topione w najgłębszym odmętach świadomości, wypłynęło na powierzchnię.
- Myślę, że powinniśmy rozpocząć leczenie od hospitalizacji. Dobierzemy leki, pójdzie pan na terapię, na której dowie się pan, jak radzić sobie z chorobą w codziennym życiu. Nie będę mówić, że to proste, ale z pewnością możliwe. Mamy dużo pacjentów, którzy bardzo dobrze funkcjonują.
Marcin prychnął. Odczuwał coraz większą irytację. Młoda lekarka od dobrych pięciu minut opowiadała o zbawiennym wpływie psychotropów oraz pogaduszek na kozetce z terapeutą. Nie chciał słuchać babskiego biadolenia, chciał konkretów.
- No dobrze, ale jaka jest diagnoza? – warknął, zniecierpliwiony. Kobieta już po raz kolejny rzuciła okiem na dokumentację medyczną, którą od początku rozmowy trzymała przed sobą jak tarczę. Chłopak czekał niecierpliwie, próbując ponaglić ją świdrującym spojrzeniem. W końcu podniosła wzrok znad wyników badań, przywołała na twarz wystudiowany uśmiech i odparła:
- Schizofrenia paranoidalna. Osobowość typu borderline.
O ile początkowo uznał to za durne wymysły przewrażliwionych psychiatrów, którzy najchętniej każdego zamknęliby w izolatce, to teraz zaczął się zastanawiać, czy jednak nie mieli trochę racji. Oczywiście tylko trochę – przecież nie był nienormalny! Jednak od kilku miesięcy czuł emocjonalne otępienie, a jeśli emocje już się pojawiały, to uderzały wielką falą, zmiatając wszystko ze swojej drogi. Wtedy był poza kontrolą, a kiedy rozładował napięcie przychodziło wyczerpanie, które potrafiło położyć go do łóżka na dwanaście godzin. Po dłużej chwili namysłu stwierdził, że początek jego choroby idealnie zbiegał się z czasem poznania Niny. No nie, czemu szybciej na to nie wpadł! Przecież szaleństwo to nic innego, jak drugie imię miłości! Na szczęście właśnie rozwiązał problem i nie potrzebował do tego lekarza. Spojrzał triumfalnie na zakrwawione ciało dziewczyny, uśmiechając się z czystą radością. Czuł, że teraz wszystko wróci do normy.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Tagi:

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136

Drugie imię szaleństwa

Post#2 » 29 kwie 2017, o 09:09

Z tekstu zrozumiałem, że Nina zrywa z kimś (pięć słów? z Marcinem?), a pojawia się Michał. Później Marcin ściga ją z nożem, a ta go nie poznaje. Zabija i spokojnie przy ciele rozmawia z lekarką (znikąd?). Napisane w miarę poprawnie ale zdania jednak się rwą, nie ma tego rytmu dla czytelnika, którym snuje się opowieść.

Pozdrawiam.
May The Force Be WIth You!

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1083

Drugie imię szaleństwa

Post#3 » 29 kwie 2017, o 09:43

Czyli jak wnioskuję, nie nadaję się do shortów. :D No cóż, nie można mieć wszystkiego. ;)
Dziękuję za opinię, RebelMac.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
ensamheten
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 58

Drugie imię szaleństwa

Post#4 » 29 kwie 2017, o 11:54

Karen pisze:Czyli jak wnioskuję, nie nadaję się do shortów. :D

Śmiem twierdzić inaczej xD Na pewno jest potencjał. Opowiadanie płynie. Oszczędnie, lecz ciekawie zarysowne postacie, interesująca problematyka. Muszę pochwalić ciekawe odwrócenie perspektywy między pierwszą a drugą częścią, na początku widzimy wszystko jakby oczami Marcina, nic nie wiedząc o tym, jak chory charakter ma jego "miłość" do Niny.

Sam język, sposób prowadzenia narracji nie jest zły, ale też nie powala. Poprawny, ale trochę "oklepany". Niektóre porównania, epitety dość standardowe ("czas ciągnął się w nieskończoność", "babskie biadolenie"), niektóre zdania można by podrasować ("obiegała róg stołu"). "Drewniany blat" - jeżeli to, z czego jest wykonany nie ma znaczenia dla całości, można opuścić epitet "drewniany".
Wyskoczył do przodu, lądując na drewnianym blacie.

Trochę mnie rozśmieszyły te akrobacje. Jeżeli chciał pokonać przeszkodę górą, to ja bym napisał "przesadził stół", "przeskoczył", bo "lądując" kojarzy mi się z jakimś batmanem, ze skokiem z wyższej wysokości. W ogóle ganianie się wokół stołu daje większy dramatyzm, taka zabawa w kotka i myszkę, więc nie kazałbym Marcinowi skakać.

Największym natomiast mankamentem tego tekstu jest dla mnie zamieszanie w pierwszej części, mianowicie nie do końca zrozumiałem, kto kogo zna. Najpierw odniosłem wrażenie, że psychol Marcin i piękna Nina się znają (przynajmniej z widzenia):
Próbowała pochwycić jego spojrzenie, ale za wszelką cenę unikał patrzenia w oczy, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa.

Rozumiem jednak, że to z kimś innym kłócił się nasz schizofrenik? Bo potem Nina widzi "nieznajomego człowieka" w drzwiach.

Średnio pasowała mi scena pocałunku, chyba widziałem to już X razy w filmach (kisski + nagle nóż w brzuch), ale z drugiej strony nie mogę też powiedzieć, że strasznie kłuje w oczy. Może kwestia gustu.

Może dam radę jakoś go zmylić i dobiec do drzwi – kombinowała gorączkowo.

- Jeśli nie chcesz być ze mną, to nikt nie będzie cię miał – wycedził przez zaciśnięte zęby.

Ja bym to wplótł w narrację.
"Rozpaczliwie próbowala znaleźć jakieś wyjście. Może dałaby radę go zmylić i dobiec do drzwi?"
"Jeśli nie chciała być z nim, to nie będzie z nikim. Już nigdy."
Ale to chyba moje zboczenie dot. mowy pozornie zależnej.

Parę innych potknięć technicznych:

Taniec ich ust przerwał ostry ból, który gwałtownie wbił się w ciało Niny na wysokości pępka.

Przestawienie podmiotów w zdaniu głównym. Wychodzi, że taniec przerwał ból, a powinno być na odwrót: Ból przerwał taniec.

W końcu przestała czuć ból. Przestała czuć cokolwiek.

Powtórzenie.
srebrnego ostrza

Głowy nie dam, ale w Wiedźminie chyba był miecz ze srebra, którym zabijało się wampiry, czy coś w tym stylu. To "srebrne" sugeruje dla mnie materiał, z którego wykonano ostrze (analogicznie do: "stalowe ostrze", "ostrze z brązu"). Dałbym "lśniącego", "błyszczącego".

Raz jest napisane, że Marcin odrzucił nóż, a chwilę potem, że spokojnie odłożył go na stół.

Dla mnie lepszym finałem byłoby przypadkowe (lub nie) wypadnięcie Niny z balkonu. Zgrabnie nawiązywałoby do jej wcześniejszych przemyśleń. Czytając pierwszy raz miałem nadzieję, że właśnie tak poprowadzisz tę scenę :D

Pozdrawiam :smiley:
Und dann hat er sie geküsst
Wo das Meer zu Ende ist
Ihre Lippen schwach und blaß
Und seine Augen werden naß

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 879

Drugie imię szaleństwa

Post#5 » 29 kwie 2017, o 14:28

Ciekawe, dobrze napisane opko.
Czyli jak wnioskuję, nie nadaję się do shortów.

Całkowicie błędny wniosek.

Próbował skupić uwagę na muzyce i szarym krajobrazie przesuwającym się za oknem, ale jego myśli za każdym razem wracały do niej.

„jego” niepotrzebne

Nie widzieli się zaledwie kilka dni, ale czuł, jakby minęła cała wieczność. Był pewny, że Nina też ucieszy się na jego widok. Co prawda ostatnio sporo się kłócili, lecz zdążył już zapomnieć o gniewie, a tęsknota za ukochaną dodatkowo uprzykrzała już i tak uciążliwy pobyt w szpitalu. Zgodził się na badania tylko dla niej

Trochę za dużo „się” Może tak: Rozłąka trwała zaledwie kilka dni, ale czuł, jakby minęła cała wieczność. Był pewny, że jego widok (wizyta) sprawi Ninie radość. Co prawda ostatnio sporo się kłócili, lecz zdążył już zapomnieć o gniewie, a tęsknota za ukochaną dodatkowo uprzykrzała już i tak uciążliwy pobyt w szpitalu. Badania zrobił tylko dla niej

że nie jestem ci dłużej potrzebny?! – Wysyczał przez zaciśnięte zęby.

że nie jestem ci dłużej potrzebny?! – wysyczał przez zaciśnięte zęby.

ale chłopak ani drgnął. Zdesperowana, spróbowała popchnąć go w tył. Jednak Marcin ani drgnął,

Powtórzone „drgnął”.

Próbowała krzyczeć, lecz głos uwiązł jej w gardle i wydobyła z siebie tylko cichy jęk. Chciała tylko, żeby to się skończyło.

Powtórzone „tylko”.

Kobieta już po raz kolejny rzuciła okiem na dokumentację medyczną Marcina, którą od początku rozmowy trzymała przed sobą jak tarczę.

„Marcina” - niepotrzebne.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1535

Drugie imię szaleństwa

Post#6 » 29 kwie 2017, o 20:15

Nieco mętnie napisane, ale wciągnęło.

Próbowała pochwycić jego spojrzenie, ale za wszelką cenę unikał patrzenia w oczy, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Odwrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa. Był z siebie dumny – nawet nie trzasnął drzwiami, chociaż miał ochotę. Nie powinien zdradzać emocji – doświadczenie pokazywało, że to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi.

Listopad malował Gdańsk w odcieniach szarości. Kiedy wyszedł na zewnątrz, zimny wiatr spoliczkował go skostniałą dłonią. Ruszył ulicą, nie zastanawiając się nawet, dokąd chce iść. Ponura jesienna aura idealnie oddawała nastrój Marcina. Mżawka niemrawo kapała z pochmurnego nieba tak, że trudno było się zdecydować, czy warto w ogóle otwierać parasol.
Między tymi dwoma akapitami wstawiłbym gwiazdki - bardzo brakuje. Powstaną trzy części. Warto co nieco dołożyć do części pierwszej, ale dyskretnie, tak, żeby dopiero na końcu było wiadomo, o którego chłopaka chodzi.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1083

Drugie imię szaleństwa

Post#7 » 29 kwie 2017, o 20:29

Gorgiasz, szczepan - bardzo dziękuję za przydatne uwagi. :) Tekst poprawię po powrocie z majówki.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1535

Drugie imię szaleństwa

Post#8 » 29 kwie 2017, o 20:33

A gdzie się wybierasz?

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1083

Drugie imię szaleństwa

Post#9 » 29 kwie 2017, o 20:42

A już jestem nawet na miejscu - u nieformalnych teściów. Mamy w planach też wpaść do Ustki i/lub Doliny Charlotty, ale na razie siedzę pod kocem i się grzeje, bo wczoraj mnie zaatakowało zapalenie krtani i dziś już tylko szepczę :/
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1535

Drugie imię szaleństwa

Post#10 » 29 kwie 2017, o 20:53

Ja też chrypię, ale wirusik wydaje się niezbyt uciążliwy.

Chciałbym na Rowokół, albo do Kluków, na Łebsko popatrzeć... czarnie żniwa niedługo będą świętować... albo do Czołpina na wydmy...

Jak usłyszysz szum morza, powiedz falom, że Szczepan jeszcze kiedyś przyjedzie.

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość