Zasiedzenie [Arcypióra 2017]

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Eneriston
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 213

Zasiedzenie [Arcypióra 2017]

Post#1 » 30 lis 2017, o 23:56

Mój drogi Synku,
chciałbym, żebyś pamiętał dom tak dobrze jak ja. Żebyś w swoich wspomnieniach zawsze mógł powrócić do salonu z małym stolikiem, przy którym minęło nam życie i do ciasnej kuchni, pachnącej truskawkowym ciastem. Twoja mama potrafiła wyczarować prawdziwe cuda z lodówki, której nigdy nie udało mi się zapełnić.
Wiosną, kiedy miałeś 8 lat, bardzo chciała, żebym zrobił dla Ciebie huśtawkę. Przesiadywałem w zbyt ciemnym garażu w czasie, którego szukałem w za krótkiej dobie, a ona przynosiła mi na serwetce suche ciastka i mleko. Oddałbym wtedy wszystko za ciepłą kawę z wymyślnym wypiekiem, ale dziś chciałbym jeść tylko tamte ciastka. Gdy skończyłem spawać huśtawkę, postawiliśmy ją na wzgórzu widocznym z okna kuchni. Mama całymi dniami obserwowała, jak bawisz się na podwórku, tak bardzo bała się choć na chwilę spuścić Cię z oczu. A tymczasem ledwo spostrzegliśmy, kiedy przestałeś mieścić się w dziecięcym siedzisku i zamieniłeś huśtawkę na stosy książek. Wieczorem, w dniu, w którym dostałeś się do szkoły za granicą, mama siedziała przy stoliku i płakała ze szczęścia, mówiła: „Zobacz, nasz syn jest taki mądry, tyle osiągnie”. Bardzo była z Ciebie dumna. Ale dziś tamte wspomnienia wydają mi się pięknym snem, do którego z biegiem czasu coraz trudniej wrócić pamięcią.
Niedługo po Twoim wyjeździe ludzie w mieście zrobili się nieswoi. Coś niedobrego wisiało w powietrzu, ale w najgorszych koszmarach nie mógłbym spodziewać się tego, czego doświadczyłem w rzeczywistości. Zaczęło się od przepychanek na ulicach, ktoś kogoś popchnął, zawołał: „Życzę ci, żebyś zdechł”. A potem dniami i nocami słyszałem krzyki sąsiadów. Widziałem tysiące ciał i bezgwiezdne noce, gdy pył ze zniszczonych budynków oddzielał nas od Boga. Skazani na własne słabości wyczekiwaliśmy ciepłego blasku słońska, by móc raz jeszcze odetchnąć życiem, ale nadaremnie.
Nienawiść ludzi nie ominęła naszego domu. Gdy przyszli, w ciemnym kącie pokoju ściskałem rękę mamy, starając się zapamiętać ciepło jej dłoni i każdą małą bliznę na skórze, każdy wypukły pieprzyk. Wciąż myślałem, jak bardzo jestem słaby, zbyt słaby, by ją ochronić. Jedynym, co mi wówczas pozostało, była modlitwa, więc modliłem się do Boga, aby nas ocalił i do drzwi, aby się nie otworzyły, i do szyb w oknach, aby się nie roztrzaskały. Ale żadne z nich nie wysłuchało moich próśb. Ani im, ani sobie nie umiem wybaczyć.
Dziś siedzę pod jedną ze zniszczonych ścian naszego domu, a letni wiatr przynosi z sobą słodki zapach perfum mamy. Słyszę w głowie jej melodyjny szept, którego nie sposób pomylić z żadnym innym i pierwszy raz od wielu tygodni czuję spokój. Nie martw się o nas. Pragnę tylko, abyś cieszył się życiem i czerpał z niego jak najwięcej. Jestem pewien, że mama również by tego chciała. Twoje szczęście będzie dla nas największą radością.
Tata


Siedząc w rozsypującym się samolocie, błądziłem wzrokiem po liście od ojca. Czytanie przerywałem co kilka zdań, żeby wziąć głęboki oddech i przecząco pokręcić głową. Uważałem za niemożliwe, by rodzice nie żyli. Bohaterowie dzieciństwa przecież nie umierają. Tata nie napisał żadnej daty, nie wiedziałem, jak długo list szedł i ile czasu minęło od jego napisania. Prawdę mówiąc, z bardzo niewielu spraw zdawałem sobie sprawę. W myślach próbowałem zaplanować trasę z lotniska do rodzinnego domu. Zastanawiałem się, które drogi po walkach w mieście mogły zostać najbardziej uszkodzone i czy uda mi się dotrzeć do celu przed zmrokiem. Z powodu niedawno skończonej wojny, od 5 lat nie widziałem rodziców.
Gdy tylko wyszedłem z pokładu, zacząłem szukać wzrokiem taksówki, ale żadnej nie dostrzegłem. Zamiast tego ujrzałem obskurne lotnisko z powybijanymi szybami i pełnymi ubytków ścianami, które nie pozostawiały wątpliwości, że jeszcze niedawno ludzie walczyli tu o przeżycie. Lecz mimo to cały budynek przyzwoicie funkcjonował. Na parkingu kręciło się kilku mężczyzn z samochodami wątpliwej sprawności. Mieli ciemne od brudu ubrania i nieobecne twarze, niektórzy drżącymi dłońmi próbowali rozpalić niedopałki papierosów, ale po kilku sekundach rzucali je na ziemię i rozdeptywali ze złością. Dwóch mężczyzn kłóciło się o niewielki kanister, wyrywając sobie go co chwilę z rąk i wykrzykując słowa, których znaczenia nie rozumiałem. Kierowcy liczyli zapewne, że zarobią na przyjezdnych, oferując przewózkę za niebotyczną cenę, ale domyślałem się, że rekompensuje ona trud, jaki włożyli w zdobycie paliwa. Zależało mi wtedy tylko na czasie, więc wsiadłem do pierwszej z brzegu furgonetki i pojechaliśmy. Podróż była jedną z najgorszych w moim życiu. W środku pojazdu panował morderczy upał, z tyłu nie było okien, a kierowca zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na temperaturę. Obok mnie siedziało trzech obcokrajowców, mówili różnymi językami i zużywali tlen, którego tak bardzo brakowało. Ramiona dwóch pasażerów obarczone były sporymi aparatami, trzeci mężczyzna zdawał się coś gorączkowo tłumaczyć swoim współtowarzyszom po angielsku, ale w odpowiedzi kręcili tylko głowami i uśmiechali się pobłażliwie.
— Mira, ¡lo emocionado que está! — wołali między sobą z meksykańskim akcentem.
Droga, mająca trwać kilkadziesiąt minut, zamieniła się w długie godziny męki i gdy tylko wysiadłem, gotów byłem całować ziemię. Wyjąłem z kieszeni płaszcza portfel, chcąc szybko zapłacić kierowcy, a potem udać się w swoją stronę, ale ten nagle odwrócił się i odepchnął moje dłonie z banknotami. Szorstkie palce oraz niewyrażająca żadnych emocji twarz sprawiły, że z nerwów szybciej zabiło mi serce.
— Nie chcę pańskich pieniędzy, proszę dać coś do jedzenia — powiedział.
Przez kilka długich chwil wpatrywałem się w niego bez słowa. Dopiero wtedy zauważyłem przyczepioną do wstecznego lusterka fotografię, przedstawiającą dwie uśmiechnięte dziewczynki w wieku około 12 lat oraz małego chłopca. A potem znów spojrzałem na kierowcę i poczułem się niezwykle głupio z tymi banknotami w ręku. Przez całą drogę nie pomyślałem, że brudni mężczyźni o nieobecnych twarzach mogą być mężami, ojcami, braćmi czy synami, dwojącymi się i trojącymi, by nakarmić rodzinę w kraju zniszczonym przez wojnę. Z torby podróżnej wyjąłem parę kanapek oraz wodę, ale czułem, że daję niewiele. Zastanawiałem się, jak mężczyzna podzieli dwie kromki między trójkę dzieci i które z nich weźmie najmniejszy łyk wody. Nagle chleb w domu wydał mi się prawdziwym luksusem.
Gdybym nie powiedział kierowcy, dokąd ma mnie zawieźć, nie wiedziałbym, gdzie jestem. Nie miałem pojęcia, jak długo stałem w miejscu, patrząc na ruiny będące dawniej moim domem. W witrynach okolicznych sklepów nie pozostało nic, oprócz kamieni. Chodnik, na którym kiedyś rysowałem kredą klasy, przestał istnieć. Na ulicy leżały potłuczone lalki z porcelany, obok nich niczyje już okulary, nieco dalej drzwi od drewnianej szafy. Pomyślałem, że pewnie ktoś schował się w tej szafie, kiedy śmierć zapukała do drzwi. Może cała rodzina, a może tylko zrozpaczona matka wepchnęła dzieci do środka, każąc im zatkać uszy i za nic w świecie nie wychodzić, a sama poszła przekonywać morderców, że oprócz niej, nikogo w domu nie ma? Uwierzyli? Czy przeszukali każdy kąt? Znaleźli dzieci? Co się z nimi stało? Tysiące myśli kłębiło mi się w głowie i zacząłem płakać jak dziecko, zasłaniając dłońmi oczy, żeby choć przez chwilę na to wszystko nie patrzeć. Każdy nerw mojego ciała drżał z bezsilnej złości na ludzi, którzy się do owej tragedii przyczynili oraz na tych, którzy nie próbowali jej zapobiec. Chciałem, by stanęli teraz w tym miejscu, co ja i spojrzeli na świat moimi oczami. Żeby poczuli, jak w sekundę wraz z rozsypującymi się budynkami ulatniają się z człowieka nadzieja oraz tożsamość. Powoli zdawałem sobie sprawę z tego, jak nikłe szanse na przeżycie mieli rodzice.
Kolana uginały się pode mną, kiedy szedłem w stronę domu, każdy krok okazywał się tytanicznym wysiłkiem. Przypomniałem sobie dawne czasy, gdy wracałem ze szkoły z ciężkim od książek plecakiem, a odległość od rogu ulicy do drzwi wejściowych wydawała się dystansem nie do przebycia. Ale na końcu drogi czekała mama z ciepłym obiadem oraz tata, czytający poranną gazetę w popołudniowej przerwie i ta myśl sprawiała, że jako dziecko miałem siłę iść. Chciałem poczuć to wszystko jeszcze raz. Chciałem wrócić do domu. Dłonie okropnie mi drżały, gdy dotknąłem chłodnego metalu klamki. Popchnąłem zadrapane drzwi i zobaczyłem salon z małym stołem w kącie, i wejście do kuchni tuż obok, i usiadłem z wilgotnymi oczami na pełnej gruzu posadce, próbując na krótką chwilę zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło. Znów poczułem się małym chłopcem, dla którego kłótnia z rodzicami oznaczała koniec świata, a szlaban na huśtawkę był najbardziej niesprawiedliwą rzeczą na świecie i uśmiechnąłem się na myśl o tym, jak proste było wówczas życie. Ale głośne skrzypnięcie drzwi sprawiło, że w momencie wróciłem do rzeczywistości. Podniosłem się z podłogi, próbując w mroku dostrzec osobę, która wywołała hałas, lecz niewiele byłem w stanie dostrzec. W brzuchu poczułem nerwowe mrowienie wywołane podekscytowaniem, że może nie wszystko jeszcze stracone i jakimś cudem rodzice przeżyli. Albo chociaż tata.
— Tato, mamo? Tato, to ty?! — zawołałem.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Ale nagle drzwi znowu zaskrzypiały i srebrne światło księżyca oświetliło część salonu. Ku mojemu zdumieniu, spostrzegłem przerażoną kobietę, ciągnącą dwójkę dzieci w stronę wyjścia.
— Myśmy nie mieli dokąd, nie mieli, przepraszam — powtarzała.
Zaczęła nerwowo zbierać pozostawione w salonie rzeczy, uważając, aby zbytnio się do mnie nie zbliżyć. Ilość tobołków wskazywała, że mieszkała tu co najmniej od kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Zaczęła nerwowo zbierać pozostawione w salonie rzeczy, uważając, aby zbytnio się do mnie nie zbliżyć. Ilość tobołków wskazywała, że mieszkała tu co najmniej od kilku tygodni, jeśli nie miesięcy. Zagotowało się we mnie na myśl, że ta kobieta wywołała fałszywą nadzieję na spotkanie rodziców i że zamieszkała w domu, w którym wydarzyła się większość mojego życia, zagracając go swoimi rzeczami. Poczułem, jakby chciała ukraść mi część wspomnień. Z narastającą wściekłością obserwowałem, jak w potarganym stroju bez butów upycha do plastikowej torebki koce, kubki oraz butelki z wodą. Siatka nie wytrzymała i pękła, a wszystkie rzeczy rozsypały się z łoskotem u stóp kobiety. Upadła na kolana, zanosząc się spazmatycznym płaczem i zaczęła wkładać to wszystko raz jeszcze do prowizorycznie zrobionego ze spódnicy worka. Miałem dość, chciałem wyrzucić ją za drzwi. Ale nagle przypomniałem sobie mężczyznę, który prosił o jedzenie, zobaczyłem uśmiechnięte na zdjęciu dziewczynki, pomyślałem o tej kobiecie, która nie miała dokąd pójść, usłyszałem płacz wystraszonych dzieci na zewnątrz i pomyślałem, że to już nie jest mój dom. W kuchni nie gotowała mama, w salonie nie siedział z gazetą tata, na wzgórzu nie stała żadna huśtawka. Wszystko to minęło i istniało tylko w moich wspomnieniach.
— Proszę zostać! — zawołałem do kobiety. — Ja się zasiedziałem. Przejdzie mi.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 340

Zasiedzenie

Post#2 » 1 gru 2017, o 18:47

Piękne!
Nie wiem, gdzie rozgrywa się akcja tego opowiadanka, ale myślę, że może wszędzie: w Polsce po wojnie, w byłej Jugosławii po wojnie domowej, w Iraku po ataku USA i naszym - gdziekolwiek po wojnie.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Zasiedzenie

Post#3 » 1 gru 2017, o 19:11

Przepięknie napisane! Wzruszające i prawdziwe. Jakbyś tam (gdziekolwiek to się zdarzyło) była, widziała, odczuła.

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 214

Zasiedzenie

Post#4 » 1 gru 2017, o 19:59

Dołączam i ja do zachwytów.
Wzruszający, bardzo prawdziwy i uniwersalny tekst.
Pod każdą szerokością geograficzną i dowolną datą wojna i jej skutki mają takie samo, okrutne oblicze.

Serdecznie
nebbia

witka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 630

Zasiedzenie

Post#5 » 1 gru 2017, o 21:07

Przesiadywałem w zbyt ciemnym garażu w czasie, którego szukałem w zbyt krótkiej dobie, a ona przynosiła mi na

wpadają na siebie te zbytki

opowiadanie dobre - dlatego zaznaczam co wyłapałem od strony formalnej

pozdrawiam

Awatar użytkownika
Eneriston
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 213

Zasiedzenie

Post#6 » 2 gru 2017, o 08:37

Marianie, Gorgiaszu, Nebbio bardzo dziękuję za miłe słowa.
Nebbia idealnie wyjaśniła powód, dla którego zdecydowałam się nie podawać kraju opisywanych wydarzeń. Wydaje mi się, że w obliczu cierpienia wszyscy ludzie są podobni, niezależnie od pochodzenia.

Witka, dziękuję za uwagi, poprawiłam i mam nadzieję, że jest już lepiej.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Nuria
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 341

Zasiedzenie

Post#7 » 2 gru 2017, o 12:20

...wraz z rozsypującymi się budynkami ulatniają się z człowieka nadzieja oraz tożsamość
Czytam i czuję tak samo jak Twój bohater.
Masz dar przekonywania słowem.
Gratuluję, nie każdy tak potrafi.
Nie mam monopolu na rację.

Awatar użytkownika
Eneriston
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 213

Zasiedzenie

Post#8 » 2 gru 2017, o 21:35

Nie wiem, czy zasługuję na aż taką pochwałę, ale bardzo dziękuję! <3
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1161

Zasiedzenie

Post#9 » 3 gru 2017, o 14:37

Zgadzam się z przedmówcami. Tekst realny, prawdziwy i uniwersalny w swoim przekazie - czas i miejsce akcji mogłoby być dowolne, a mimo to nadal nie traci na wiarygodności i przekazie. Poruszył mnie, na pewno na jakiś czas pozostanie w pamięci. :)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 171

Zasiedzenie

Post#10 » 3 gru 2017, o 19:36

Bardzo ładny tekst. Odpowiednio wzruszający, chwytający za serce. Wywołuje emocje w taki dobry, nienachalny sposób. Część epistolarna jest szczególnie ujmująca.
Od strony logiki zastanawia mnie tylko kilka drobnostek: skoro mieszkańcy nie mieli jedzenia, to skąd mieli paliwo? Jakim cudem działało lotnisko? Skoro były tak straszne zamieszki, jakim cudem do bohatera dotarł list? Skąd tam obcokrajowcy? Trochę brakuje mi tego wytłumaczenia, żeby wszystko miało ręce i nogi. :P
:piorko:

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość