Marcelek

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Marcelek

Post#1 » 8 miesiące temu (23 sty 2018, o 23:06)

Drogi czytelniku, jeśli tu wpadłeś, wiedz, że bardzo zależy mi na komentarzu odnośnie tego tekstu. Choćby słowo lub dwa.
Być może nie będzie to łatwe (jak i sama tematyka tekstu, bo porusza problem aborcji, wiary, religijności itp.), ale będę ogromnie wdzięczna. <3
Drogi czytelniku, proszę, pamiętaj, że to tylko fikcja literacka. Nie ma sensu robić burzy w szklance wody.

_ _ _ _ _

Marcelek jeszcze przed chwilą gaworzył wesoło, ściskając zielonego tyranozaura, którym taranował budynki z dużych, przyjaznych dzieciom kolorowych klocków. Był spokojnym dzieckiem. Nie płakał za dużo, nie krzyczał. Marika zawsze mogła się wyspać, miała trochę czasu dla siebie. Mogła pozwolić sobie na przejrzenie „Fejsa”, partyjkę w Candy Crush albo jednorazowy wypad do kosmetyczki – w końcu pomagali im rodzice, ale i tak rodzina i znajomi zawsze powtarzali, że to szczęście, że trafił się jej taki szkrab.
Marika szczerze w to wątpiła.
Nikt nie chciał przyjąć do siebie smutnej prawdy: że była szesnastoletnią mamą dwuletniego chłopca.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy chodziła z Piotrkiem. Zupełnie niewinnie. Głównie trzymali się za ręce, czasem chodzili do kina. Piotrek nie przepadał za kinem, chodził raczej ze względu na Marikę. Może po prostu nie lubił tych samych filmów, co ona? Przecież nie musieli się we wszystkim zgadzać. Wydawałoby się, że układało się idealnie. Byli młodzi i zauroczeni, kiedy wszyscy wokół zaliczali już kolejne „bazy”. Julka utrzymywała, że dziewictwo straciła w wieku dwunastu lat. Kaśka chwaliła się pięcioma partnerami seksualnymi na koncie i generalnie opowiadała, jaki seks jest super. Jedynie Monika nie wydawała się zachwycona, chodziła ze swoim Krzyśkiem do łóżka, ale nie robiła wokół tego niepotrzebnej sensacji.
Marika myślała, że ma na to wszystko czas. Nie czuła się gotowa, a Piotrek nie naciskał. Do czasu.
— Nie zależy ci na mnie w ogóle? — oburzył się wreszcie, kiedy zapytał ją o współżycie i odmówiła.
Nie musiała się zastanawiać nad odpowiedzią. Oczywiście, że jej zależało. Wykręciła się, mówiąc, że ma okres i teraz nie może. Piotrek przyjął to wytłumaczenie, ale zaznaczył, by pamiętała o tym, kiedy nie będzie już mieć miesiączki. W rzeczywistości się bała. Nie wiedziała nic o seksie. Rodzice zbywali ją zapewnieniami, że ma na te sprawy jeszcze dużo czasu. Nie mogła im przecież tak po prostu powiedzieć: „chcę uprawiać seks z Piotrkiem”, prawda? Przecież tata byłby wściekły.
Zapytała Kaśki, bo wydawała się bardziej doświadczona.
— No co ty, nie wiesz? — wyśmiała ją Kaśka. — Wystarczy, że po seksie się wysikasz i wypłuczesz zimną wodą, bo ona zabija plemniki. Plemniki mogą żyć tylko w ciepłym środowisku.
— I to wystarczy? — dopytywała się speszona Marika.
— No jasne, mówię ci.
***
Pierwszy seks z Piotrkiem… właściwie skończył się, zanim na dobre się zaczął. Piotrek szczytował jeszcze zanim Marika zdążyła ściągnąć majtki. Pobrudził przy tym spermą jej ulubioną koszulkę, którą potem bez zastanowienia wyrzuciła. Matka chyba by ją zabiła, jakby wrzuciła coś takiego do prania!
Za drugim razem było inaczej. Gorzej. To dziwne, bo przecież Kaśka mówiła, że seks jest super i miała mnóstwo orgazmów. Marika pytała ją, jak to jest mieć orgazm. Kaśka odpowiedziała tylko: „jak będziesz go mieć, to będziesz wiedzieć”. Miała pewność, nie zaznała żadnego orgazmu. Czy seks powinien tak boleć? Ale nie chciała narzekać, żeby Piotrkowi nie było źle. Jemu chyba się podobało. Może to z nią było coś nie tak? Nie skarżyła się. Przecież chciała mu pokazać, jak bardzo jej na nim zależało. Ostatecznie przeżyła swój pierwszy raz z Piotrkiem na jego skrzypiącym tapczanie, kiedy zostali w jego domu sami.
Na szczęście nie trwało to długo, bo Piotrek szybko skończył. Potem, zgodnie z zaleceniami Kaśki, udała się do łazienki, by zapobiec ciąży. To obrzydliwe. Wypłynęło z niej nasienie wymieszane z krwią. Na ten widok przerażenie wymieszane z obrzydzeniem pełzającym niczym robak gdzieś pod skórą wstrząsnęło nią dogłębnie. Ale bała się komukolwiek o tym powiedzieć.
A jednak okres się spóźniał.
Najpierw o tydzień, potem dwa, trzy. Wreszcie odważyła się pójść do apteki po test ciążowy. Serce łopotało jej jak szalone, prawie nic nie słyszała przez to, jak krew szumiała w uszach. Aptekarka spojrzała na nią z czymś na pograniczu pogardy i politowania. Marika nie miała pojęcia, czego w tym spojrzeniu dostrzegła więcej. I chyba nie chciała wiedzieć.
W domu spełnił się najgorszy koszmar. Test pokazał dwie kreski.
***
Nie bardzo pamiętała, co działo się w tamtych dniach, choć działo się sporo. Ojciec był wściekły. Początkowo chciał ją wyrzucić z domu, chyba nawet uderzył – a nigdy wcześniej tego nie zrobił, zawsze była jego ukochaną córeczką. Mama milczała, patrząc na nią w osłupieniu. To Marika zapamiętała najbardziej. To cholerne, męczące milczenie. Czułaby się lepiej, gdyby chociaż na nią nawrzeszczała. Ale nie powiedziała ani słowa, mimo to jej spojrzenie wyrażało skrajny zawód.
Marika dowiedziała się, że seks z czternastolatką to w Polsce czyn zabroniony. Dlatego też mogła skorzystać z prawa do usunięcia niechcianej ciąży, która powstała właśnie w wyniku czynu zabronionego. Oczywiście, porozmawiała najpierw z Piotrkiem. W końcu był ojcem. Niestety, Piotrek powiedział, że się nią brzydzi. Że zniszczyła mu życie, że przecież powinna zadbać o to, by nie zajść w ciążę. Wtedy myślała, że miał rację.
No ale była jeszcze aborcja.
To dawało trochę otuchy i nadziei, chociaż przerażała ją sama myśl o takim zabiegu. Zupełnie nie wiedziała, na co się przygotować. W krótkim SMS-ie zwierzyła się Monice, że była przerażona i gdyby tylko mogła, nie chciałaby tego zabiegu. Oczywiście, nie chodziło o to, że chce urodzić dziecko. Nie chciała go przecież. Ale ze strachu nie chciała też aborcji.
Dalsze wydarzenia z życia wydawały się trochę mgliste. Marika wpadła w głęboką histerię, podali jej leki uspokajające, które trochę otumaniały. Skądś nagle pojawił się ksiądz. Wiedział o sytuacji Mariki. Przyszedł, kiedy mama załatwiała jakieś sprawy z lekarzami. Opowiadał, że jeśli nie urodzi swojego dzieciąteczka, będzie się smażyła w ogniu piekielnym przez wieczność, słysząc płacz swojego nienarodzonego bobaska.
Pokazał też bardzo wstrząsające zdjęcia malutkich płodów – chociaż ksiądz nazywał je właśnie „dzieciąteczkami” – wielkości wskazującego palca. Czasem nawet mniejsze. Na ich widok Marice robiło się na zmianę gorąco i lodowato, a żołądek podjeżdżał pod samo gardło. Czy tak miało wyglądać jej… dziecko? Rozerwane na strzępy?
Co prawda pani doktor mówiła o jakiejś tabletce, ale przecież ksiądz nie wziął tych zdjęć znikąd, prawda…?
Potem na salę wpadła mama Mariki. Jeszcze nigdy nie widziała jej tak wściekłej. Prawie pobiła księdza. Krzyczał, że to dla dobra dziecka, jednego i drugiego, w końcu sama była jeszcze dzieckiem, dla ich zbawienia i życia wiecznego w niebie u boku Pana Boga. Przestrzegał matkę, rozprawiając, jak to pójdzie do piekła razem z córką, jeśli wspomoże ją w tym nikczemnym postępku.
Marika nie chciała, żeby ktokolwiek poszedł przez nią do piekła. Ale nie chciała też dziecka. Nie wiedziała już, czego nie chciała i bała się bardziej. Wieczność w piekle momentami wydawała się lżejsza do zniesienia niż piekło na ziemi, kiedy już urodzi.
Do zabiegu nie doszło, bo personel szpitala nie mógł sobie poradzić z naporem ludzi, którzy przyszli, by, podobnie do księdza, odwieść Marikę od, jak mówili, zamordowania nienarodzonej, bezbronnej duszyczki. Do tego szpitala nigdy już z mamą nie wróciły, bo dzień i noc przesiadywali tam obrońcy życia poczętego, gotowi zablokować Marice drogę własnym ciałem, jeśli zaistniałaby taka potrzeba.
Tego samego wieczoru zaczęły przychodzić do niej dziesiątki SMS-ów od obcych ludzi. Pisali, że ją wspierają, że są z nią i jej dzieciąteczkiem. Ktoś napisał, jak to młodo zaszła w ciążę, ale ma dobre przeczucie co do macierzyństwa Mariki. Inni podsuwali imiona świętych dla chłopców i dziewczynek, pisząc, jak cudownie byłoby, gdyby dziewczynce dała na imię „Anna”, po świętej patronce kobiet rodzących, matek i gospodyń domowych.
Nie miała pojęcia, skąd te wszystkie osoby miały jej numer. Na Facebooku wyświetlało się pełno wiadomości od ludzi, których nigdy w życiu nie widziała na oczy. Często nawet z drugiego końca Polski. Wiadomości od nich były podobne do SMS-ów. Marika chciała, żeby wszyscy ci ludzie dali jej spokój. Skąd mieli jej dane?!
Otworzyła wiadomość od Julki i weszła w linka prowadzącego do strony parafii, gdzie opisano ją z imienia i nazwiska, wstawiono nawet zdjęcie oraz podano numer telefonu, pod który należało pisać SMS-y…
Nie pamiętała tego, co działo się później. Na pewno płakała. Chyba krzyczała, a potem zemdlała. Mama przytrzymywała ją, żeby się uspokoiła. Wszystko było takie mgliste. Te momenty kojarzyły się jej z napadami duszności, z apatią łaskoczącą mroźnymi ukłuciami w klatce piersiowej i bólem. Nie miała pewności, możliwe, że uderzała się wtedy po brzuchu. Chyba tak było. Pamiętała siniaki.
Tata zabrał jej telefon i zmienił numer u operatora. Wprowadzono też kontrolę rodzicielską na jej Facebooku tak, by nikt obcy nie mógł pisać do niej wiadomości, a profil nie pojawiał się w wyszukiwaniach. Ale i to nie powstrzymało ludzi. W skrzynce lub na wycieraczce, znajdowała listy. Nieznajomi zaczepiali ją na ulicy w drodze do szkoły.
Nie mogła tak dłużej. Przestała chodzić na zajęcia.
Niedługo pojechały z mamą do kolejnego szpitala. Tam czekali już na nie dobroduszni wierni parafianie. Jedni chcieli ją odwieść od decyzji, inni nazywali ją kurwą i morderczynią. Marika chciała zapaść się pod ziemię. Może powinna urodzić to dziecko? Tylko po to, żeby nikt nie rzucał w nią starym chlebem i nie opluwał jej matki. Bała się tych ludzi. Skąd wiedzieli, że się tu pojawi?
Szpital odmówił pomocy Marice, powołując się na klauzulę sumienia. Nie wskazali przy tym placówki, która zajęłaby się „problemem”, ale nikogo to w tym momencie nie obchodziło.
Mariki tym bardziej – chciała mieć to z głowy. I żeby ci ludzie przestali za nią podążać.
Dwunasty tydzień ciąży zbliżał się nieubłaganie. Wtedy nie można już wykonać aborcji. Strasznie się tego bała. Ta myśl, że może nie zdąży, nie dawała spać. Ale mieli jeszcze trochę czasu. Zdążą. Na pewno.
Nie zdążyli.
Szpital, do którego się udali, przeciągał wszystkie procedury w nieskończoność. Marika, leżąc na oddziale, wyglądała czasem przez okno, gdzie dzień w dzień koczowali ludzie z transparentami, na których widniały zdjęcia płodów. Podobne, może nawet te same, które pokazywał ksiądz.
Codziennie rozmawiała z psychologiem. Codziennie upewniali się, czy aby na pewno się nie rozmyśliła. Na samą myśl o tym, że będzie musiała powtarzać panu psychologowi kolejny raz, że chce się pozbyć tego czegoś, tego małego pasożyta, który wysysał z niej resztki chęci do życia, chciało się jej płakać.
Pielęgniarka mówiła, że powinna się wstydzić. Że nosiła malutką, słodziutką fasoleczkę pod serduszkiem. Że ta fasoleczka na pewno bardzo już Marikę kochała i nie mogła się doczekać zobaczenia mamuni. Ludzie w Internecie wypisywali o niej straszne rzeczy. Wszyscy wiedzieli, kim była, jak się nazywała, gdzie mieszkała i dokąd chodziła do szkoły. Niektórzy życzyli jej śmierci, gwałtu, ciężkiego pobicia.
Marika nie wiedziała już, czy bardziej się bała, czy może czuła podle. Ale to nie zmieniało faktu, że nie chciała tego dziecka.
Termin legalnej aborcji minął. Ktoś nie dopełnił jakichś formalności. Nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności. Nikt nie czuł się winny. Za to wszyscy czuli się zobowiązani mówić Marice, że to ona była winna. W końcu to ona zaszła w ciążę. Wystarczyło nie rozkładać nóg. A przecież tak bardzo zależało jej na Piotrku!
Ostatecznie donosiła ciążę i urodził się Marcelek. Wszyscy nagle przestali się nią – nimi – interesować.
Na świecie pojawiło się dziecko, którego nigdy nie kochała. Nie wiedziała „jak”. Dziecko, któremu miała poświęcić swe życie i marzenia. Mimo że nikt nie spytał jej o zgodę. Ot, urodziła je i tyle. Na początku myślała, że może odda Marcelka do adopcji, ale rodzice szybko wybili jej ten pomysł z głowy.
— Co sobie ludzie pomyślą?! — pytała oburzona mama.
Może miała rację? Ludzie myśleli już na jej temat dość złych rzeczy.
— Jakoś to będzie — powtarzał tata.
I miał rację. Jakoś to było.
Niestety, „jakoś” oznaczało, że było „nijak”. Życie Mariki obróciło się o 180 stopni. Nic już nie było takie samo. Ona nie była taka sama. Jakby z dniem narodzin Marcelka przestała być raz na zawsze sobą. Musiała porzucić dawne hobby, bo Marcelek chciał jeść. Nie pójdzie przecież do kina z niemowlakiem. Nie mogła nigdzie chodzić z koleżankami, bo Marcelek miał kupę po pachy, ktoś musiał go przewinąć i umyć. Nie mogła obejrzeć żadnego filmu w domu – a przynajmniej nie w całości – bo Marcelek spał z nią w jednym pokoju i budził się przy najcichszym nawet dźwięku. Mieszkała z rodzicami i synkiem w malutkiej klitce w PRL-owskim bloku z wielkiej płyty.
Wszystko odpadało, „bo Marcelek”.
Kiedy jeszcze chodzili z Piotrkiem do kina, szczególnie spodobała się jej druga część Hotelu Transylwania. Zaczytywała się też w książkach. Uwielbiała kryminały Agaty Christie. Teraz nie miała na takie rozrywki czasu. W przerwach między karmieniem Marcelka a zmianą jego brudnej pieluchy, cudem udawało się jej obejrzeć fragment jakiegoś serialu paradokumentalnego typu Trudne sprawy lub Dlaczego ja? Poza tym, musiała wrócić do szkoły, żeby skończyć gimnazjum. Nauczanie indywidualne przyznano jej tylko na pół roku. Zawsze marzyła o tym, by pójść na studia, ale nie zaczęła nawet liceum, bo nie miała na to czasu. Opieka nad Marcelkiem stawała się coraz bardziej absorbująca, rodzice pracowali na zmiany i nie zawsze mogli pomóc. A ona czuła się coraz bardziej zmęczona. Jakby życie uciekało jej między palcami, niczym drobniutki piasek lub woda. I choćby próbowała zebrać to wszystko z podłogi, po prostu nie była w stanie.
Później okazało się, że Kaśka tak naprawdę nigdy wcześniej nie uprawiała seksu. Raz tylko złapała Sebę z trzeciej „B” za krocze i to przez spodnie. Doświadczenie Julki polegało na obciągnięciu jakiemuś facetowi w barze, do którego wprowadziła ją starsza, pełnoletnia koleżanka. Julka tak źle wspominała tamto wydarzenie, że nie chciała już z nikim iść do łóżka. Może gdyby zapytała szesnastoletnią Monikę, a ta jako jedyna miała jakieś sensowne doświadczenia w tej materii, powiedziałaby o prezerwatywach, których z Krzyśkiem używali i mogłyby uchronić Marikę przed ciążą w tak młodym wieku.
Ależ była głupia.
Nie winiła żadnej z koleżanek o to, co zaszło. Poza Moniką, której nawet nie pytała o radę, miały pewnie takie samo lub nawet jeszcze mniejsze pojęcie o seksie, co ona sama, a nie chciały pokazać swojego braku wiedzy i wyjść na głupie. Myślały nawet, że Marika po prostu sobie żartuje, chcąc pokazać, jaka to jest super, ale ten seks z Piotrkiem to tak tylko na niby.
A teraz patrzyła na pulchniutkie dziecko o rumianych policzkach, owoc tamtego bezmyślnego dnia, bo nawet nie wieczoru. Była za młoda, żeby legalnie pracować, ale najwyraźniej dość dorosła, żeby mieć dziecko.
Miała wrażenie, że jej serce zatrzymało się na moment lub dwa, gdy wróciła z kuchni z przygotowaną dla Marcelka kaszką, którą natychmiast upuściła. Miseczka rozpadła się na kawałki, a zawartość rozbryznęła po podłodze.
Marcelek nie oddychał.
Zielony tyranozaur nie miał głowy, zapewne pozbawiony jej przez sprawne paluszki chłopczyka.
Marika poczuła ulgę. Tak wielką, że nie potrafiła zmusić się do wezwania pomocy. Może jeszcze dało się Marcelka uratować, ale myśl o tym, że miałaby poświęcić dla niego resztę życia, paraliżowała strachem, zaciskającym się niczym zimna metalowa pętla na piersi.
Nareszcie była wolna.

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1704

Marcelek

Post#2 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 11:04)

Świetnie się czytało ten tekst. Pomimo poruszania ciężkiej tematyki, która mogłaby pociągnąć tekst na dno, Twoja publikacja jest lekka i łatwa w odbiorze.
Osobiście brzydzę się wywieraniu presji na ludziach, którym zawaliło się życie i układaniu go przez obce osoby.
Z wielką niecierpliwością czekam na Twoje kolejne opowiadanie.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Marcelek

Post#3 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 11:38)

Ojej, bardzo dziękuję! <3
Najbardziej bałam się właśnie tego, że źle podejdę do tematu. Że będzie nietaktownie albo coś. Bardzo dziękuję za opinię. :D

Edit: też się temu brzydzę. Do napisania natchnął mnie tekst o tej dziewczynce, której ksiądz blokował możliwość aborcji w Lublinie. Dość głośna i paskudna sprawa. Więc częściowo na faktach to opierałam. :c

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Marcelek

Post#4 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 12:23)

Temat rzeczywiście trudny, ale wydaje mi się, że podołałaś i w żaden sposób nie jest nietaktowanie. Ukazanie z perspektywy Mariki tego całego chaosu, w jaki wpadła, sprawia, że ma się potrzebę nad tym tekstem dłużej pomyśleć. Zakończenie też jest mocne, przez co pewnie na dłużej pozostanie w mojej pamięci.

Briala pisze:— Jakoś to będzie — powtarzał tata.
I miał rację. Jakoś to było.
Niestety, „jakoś” oznaczało, że było „nijak”.

Bardzo podoba mi się ten fragment, świetnie pasuje do sytuacji, którą opisujesz i pozostawia takie wrażenie goryczy, że aż boli.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Toyer
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 299

Marcelek

Post#5 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 13:36)

Dobrze napisany tekst, zmusza do refleksji, chociaż liczyłem na szczęśliwsze zakończenie.

Eneriston pisze:Wystarczy, że po seksie się wysikasz i wypłuczesz zimną wodą, bo ona zabija plemniki


Niestety seks jest tematem tamu w wielu rodzinach i nastolatkowie czerpią w tym zakresie wiedzę z internetu
Czytałem też inne absurdalne metody, jak w jednej pozycji grawitacja zapobiega ciąży albo to że w nocy plemniki śpią. Osoby wypisujące takie bzdury chyba nie mają świadomości jak mogą zaszkodzić innym albo robią to z premedytacją (albo dla żartu?).
W dzisiejszych czasach (niestety) liczba nastoletnich matek rośnie. Presja społeczeństwa jest ogromna, życie ulega zmianie, trzeba odłożyć na bok marzenia i beztroskie życie.

Pozostałe koleżanki bardzo zaszkodziły głównej bohaterce. Chciały pokazać jakie to są super i w ogóle. One też wywierały ogromną presję na Marice, która nie była do końca świadoma z czym to się wiąże. Ale do tanga trzeba dwojga. Piotr pewnie za sprawą tego żeby się pochwalić kolegą zrobił to co zrobił. Uważam że jest bardziej winny niż sama dziewczyna i jej koleżanki. Albo może na równi z winną koleżanek. Marika była po prostu bezbronną ofiarą.


Eneriston pisze:Wieczność w piekle momentami wydawała się lżejsza do zniesienia niż piekło na ziemi, kiedy już urodzi.


To jest bardzo wymowny fragment. Przy wsparciu rodziny to wcale nie musi być takie piekło, chociaż lekko nie jest na pewno.
Najgorsze chyba jest wykluczenie i alienacja. Brak czasu i przyszłości. Wywrócenie dotychczasowego życia do góry nogami.


Eneriston pisze:Pokazał też bardzo wstrząsające zdjęcia malutkich płodów – chociaż ksiądz nazywał je właśnie „dzieciąteczkami”


Powiem szczerze, że trochę mnie to zniesmaczyło. Tak samo jak samo stanowisko księdza. Wiem, że kościół nie uznaje aborcji i robi wszystko żeby jej zakazać, ale straszenie piekłem 14 letniej dziewczyny to przesada.

Nie pasowała mi też ta nagonka księdza i udostępnienie danych na stronie parafii. Wiem że to fikcja literacka, ale jakoś mi to nie pasuje. Rozumiem że chciałaś przez to pokazać obóz zwolenników życia poczętego.

Sam temat nastoletniej matki jest trudny, a piszesz również o aborcji i stosunku do niej kościoła co dodatkowo wpływa na ciężar gatunkowy.

Tak jak mówiłem na początku,liczyłem na pozytywne zakończenie, końcówka była makabryczna. Ale pewnie chciałaś utrzymać "trudny" nastrój do końca.

Temat rzeka, ale myślę że warto go poruszać. Nie będę tutaj przestawiał mojego stosunku do aborcji. Napisałem kiedyś o niej wiersz, może jeszcze go tutaj wrzucę.

Oglądałem kiedyś film o tematyce młodej matki i jej podejściu do życia i dziecka. Nazywał się "baby blues". Ogólnie film niskich lotów i kontrowersyjny ale też zmuszał do refleksji.

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Marcelek

Post#6 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 14:22)

Eneriston, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Cieszę się, że nie wypadło źle. :)

Toyer, Tobie również dziękuję. :) Zakończenie makabryczne, bo chciałam pokazać, jak bardzo może być zniszczona ludzka psychika (tutaj Mariki).

To jest bardzo wymowny fragment. Przy wsparciu rodziny to wcale nie musi być takie piekło, chociaż lekko nie jest na pewno.

Nie musi, ale w jej odczuciu to miało być piekło. Różne rzeczy sobie wyobrażamy, różne reakcje, zanim naprawdę będą mieć miejsce. Później nasze wyobrażenia się weryfikują.

Nie pasowała mi też ta nagonka księdza i udostępnienie danych na stronie parafii. Wiem że to fikcja literacka, ale jakoś mi to nie pasuje. Rozumiem że chciałaś przez to pokazać obóz zwolenników życia poczętego.

To akurat przykład zaczerpnięty z autentycznej sytuacji. Pozwolę sobie zalinkować artykuł. Wspomniana w tej sytuacji dziewczyna właśnie coś takiego przeżywała. Ksiądz dowiedział się o niej od szpitala, a potem udostępnił jej dane w Internecie i wraz z grupą wiernych ją śledził. To, że coś takiego autentycznie miało miejsce, przeraża mnie najbardziej.

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Marcelek

Post#7 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 16:02)

Tekst faktycznie jest dobry. Dobrze napisany. Opisy uczuć bohaterki wydają się realistyczne.
Zachowanie księdza i tych ludzi było przegięciem. Może i chcieli dobrze, ale nie przyniosło to niczego dobrego, jeszcze bardziej znienawidziła swoje dziecko, jeszcze bardziej go nie chciała, gdyż na siłę próbowali jej wmówić, że powinna je kochać. Nie ukrywam, że najlepszym wyjściem w takiej sytuacji, według mnie, nie jest aborcja, a byłoby urodzenie dziecka i oddanie go do adopcji. Przynajmniej by przeżyło. Reakcja matki Mariki była zdaje się podyktowana presją tamtych ludzi. Nie chciała doświadczać więcej prześladowań. Myślę, że można by w takiej sytuacji pokusić się o jakąś wyprowadzkę do sióstr zakonnych, póki nikt jeszcze o niczym nie wie, tam urodzić i oddać dziecko do adopcji. Potem wrócić. Znów powiem - dziecko by żyło. Dla mnie aborcja jest morderstwem, ale to moje osobiste zdanie. Zabija się w końcu dziecko, bezbronną osobę, która nie może się nawet bronić. Jak jakiś bandyta napada na kogoś i zabiją tę osobę to jest mordercą, ale kobieta poddająca się aborcji już nie jest morderczynią... Wiem, że wiele osób by się z tym nie zgodziło i nie chce tu wywoływać burzy.
W każdym razie Marcelek się urodził, żył, nie miał tylko miłości. Albo aż. Zmarł, jak wydaje się, przez niedopilnowanie, zadławienie częścią zabawki i po części rozumiem reakcję Mariki. Poczuła ulgę, wszystko mogło być jak dawniej, bo Marcelek w końcu zniknął na zawsze. Zniknął człowiek, którego nie chciała, przez którego, według niej, tyle wycierpiała. Myślę, że tutaj również mogłoby się wszystko potoczyć inaczej, kwestia podejścia, wsparcia rodziny, być może nawet zgwałcona kobieta byłaby w stanie pokochać niewinne dziecko, które mogłoby wraz ze swoim przyjściem na świat, dać miłość i dobroć, poniekąd wynagrodzić ból i upokorzenie. Może wcale nie byłoby pamiątką po doświadczonym źle. Tylko że w takich sytuacjach trzeba mieć przy sobie naprawdę dobrych, mądrych i kochających ludzi, silnych. Także psychologa i księdza, takiego, który zrozumie zwyczajny ludzki ból i strach. Ksiądz też człowiek, myli się i popełnia błędy, nie jest nieomylną wyrocznią.

"— Nie zależy ci na mnie w ogóle? — zapytał wreszcie, kiedy zapytał ją o współżycie i odmówiła."
Tutaj bym poprawiła, bo źle to brzmi.

Pozdrawiam :)
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Marcelek

Post#8 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 16:15)

Dzięki, Głodziu, umknęło mi to powtórzenie jakoś! :/ No ale już poprawione. <3
Co do samej aborcji nie będę się kłócić, mam na ten temat zgoła inne zdanie, ale szanuję Twoje. :) Cieszę się jednak, że jesteś w stanie zrozumieć to, co czuła bohaterka i skąd to wynika (to znaczy, że tekst chyba w miarę dobrze to pokazuje, na szczęście!).

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Marcelek

Post#9 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 18:22)

Antyżyciowy.

Dodano po 2 minutach 11 sekundach:
Och, jaka aborcja jest fajna, bo dzieciak sra i jeść woła... Ja też srałem i jeść wołałem, przypuszczam, że Briala także. Trza było nas zajebać: albo jeszcze pod sercem matki, albo dać się zadławić zabawką. xD

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Marcelek

Post#10 » 8 miesiące temu (24 sty 2018, o 18:28)

¯\_(ツ)_/¯

Wróć do „Wyróżniona proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość