Zabójstwo na ulicach Jerven - rozdział I

Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby prozatorskie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
Regulamin forum
Zaczynasz poznawać światy własnej twórczości? Masz ciekawe wizje? Malujesz otoczenie metaforami? A polonistka nie nauczyła cię właściwie nic, jeśli chodzi o właściwe przelanie myśli na papier? Znasz zasady języka polskiego, lecz nie zawsze je stosujesz poprawnie?
Ten dział jest dla ciebie!
Nie martw się, nawet Hemingway od czegoś zaczynał. Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby literackie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
Charlotta
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4

Zabójstwo na ulicach Jerven - rozdział I

Post#1 » 27 lut 2017, o 19:14

Gospoda huczała od gawędziarzy. Część z nich grała w karty, inni opowiadali przeróżne historie z życia i zasłyszane na ulicy plotki. Każdy z nich siedział przy wysokich ławach podnosząc co chwilę kufle pełne piwa, od którego lepiły się blaty. Siedzieliśmy najbliżej rozpalonego kominka od którego biło przyjemne ciepło. Sądząc po przemoczonych ubraniach ludzi wchodzących do środka można było stwierdzić, że na zewnątrz rozpadało się na dobre. Miejsce było o tyle komfortowe, że znajdowała się w najgłębszej części pomieszczenia z którego można było przyjrzeć się siedzącym.
- Może zamówimy jeszcze jedną kolejkę? – zaproponował Sebastian
- Zwariowałeś? – burknął Aleksander – kto by cię jutro obudził?
Z rodzeństwem Lautier dorastałam i zaprzyjaźniłam się w dzieciństwie. Sebastian spontaniczny młodszy brat Aleksandra na pierwszy rzut oka wyglądał na typ osiłka. Przerośnięty z szerokimi barkami, zawsze chodził zgarbiony. Krzaczaste brwi często nadawały jego twarzy wyraz gniewu razem z blizną pozostawioną pod okiem po bójce w dzieciństwie. Zresztą chyba właśnie wtedy, gdy stanęliśmy razem w obronie jego brata przed innymi rówieśnikami, zaczęła się nasza znajomość. Miał częstą zdolność do pakowania się w kłopoty czy to z mieszkańcami Jerven czy nawet ze strażnikami. Aleksander był jego zupełnym przeciwieństwem, jako ten starszy dbał o to, aby wyciągnąć brata z tarapatów. Chociaż otwarcie mówił, że pewnego dnia skończy mu pomagać i wyjedzie z miasta, zarówno on sam jak i my nie braliśmy tego na poważnie.
- Poza tym masz czym zapłacić? - zapytałam uśmiechając się do niego
- Oczywiście, że tak – burknął wyraźnie urażony
- Jasne, bo uwierzę – zaśmiał się krótko Aleksander
Rozejrzałam się po zebranych, zatrzymując wzrok na zakapturzonej postaci siedzącej niedaleko nas.
„Czy to możliwe, że to on?”
Mocniej ścisnęłam kufel przypominając sobie o szybko pakowanych kufrach, odgłosach rżenia koni przed domem i stukocie ich kopyt.
-Praca w porcie mnie wykończy – jęknął Sebastian
- Nosisz tylko te skrzynie. Pomyśl jak trudno jest przeliczyć towar, który w nich jest – powiedział Aleksander
- A ty, jak sprzedawanie kwiatów?
- Daj spokój, rzuciłam to – mruknęłam
- Dlaczego? – zmrużył oczy – mówiłaś, że dobrze płaci...
- Oskarżyła mnie o oszustwo, poza tym miałam z nią więcej spięć niż kupujących
- Cóż… zawsze możesz zamieszkać razem z nami, pomieścimy się co nie Aleksander?
- Słyszeliście, że król zarządził o zabawach na rynku? – odezwał się ignorując pytanie – pomyślałem, że moglibyśmy się tam wybrać. Lucy co o tym sądzisz?- obejrzał się przez ramię - Widzisz tam kogoś znajomego?
- Nie, po prostu tak się rozglądam
Siedzieli jeszcze chwilę a później stwierdzając, że muszą wstać o świcie pożegnali się i wyszli.
„Minęło już kilka lat. On już dawno dał sobie z tym spokój”
Karczmarz zebrał dwa kufle pozostawione po braciach i przetarł stół szmatką robiąc miejsce dla kolejnych klientów. Ci którzy dosiedli się opowiadali o tym, że bezdzietny król poszukuje po kryjomu po innych królestwach żony. Nieznajomy wstał i przecisnął się do wyjścia. Bez wahania pozostawiłam kufel i ruszyłam w ślad za nim. Zdążyło się już ściemnić, mimo zlewy szedł nieśpiesznie pokonując kilka ulic a później skręcając w boczną uliczkę.
„Obiecywałam, że nie będę go szukać. A co jeśli teraz chce dorwać mnie a nie ich? Pewnie doskonale wie, że za nim idę”
Nie zdążyłam zareagować gdy dorwał mnie, mocno uderzył po twarzy i pchnął w głąb zaułka. Przewaliłam się na błoto szykując na kolejny cios ale zamiast tego usłyszałam znajomy głos
- To ty?!
Uniosłam głowę. Eleonora de Blanc zdjęła kaptur patrząc przy tym po części z irytacją i niedowierzaniem. Odetchnęłam głęboko, dotykając obolałego miejsca
-Dlaczego, za mną łazisz? – warknęła
- Nie łażę za tobą – rzuciłam niezgrabnie próbując wstać- co robisz o tak późnej porze? Ojciec Ci pozwolił?
- Nie jestem w humorze – mruknęła pomagając mi się podnieść
Wróciliśmy na ulicę. Eleonora pochodziła z szlacheckiej rodziny i nie przeszkadzało by mi to gdyby nie sposób w jaki traktowała ludzi. Jej rodzina miała spore względy u króla dlatego większość ludzi pragnęło otaczać się wokół nich licząc, że zostanie o nich szepnięte dobre słowo. Pytanie skąd mieszczanka znała Eleonorę de Blanc? Powiedzmy, że kilka lat temu doszło do naszej pierwszej kłótni. Stanęłam wtedy w obronie biednego chłopa, który wyłącznie przez przypadek wpadł na nią na ulicy. Wplątałam się wtedy nawet w przepychankę. Dziewczyna zawsze wybuchała śmiechem powtarzając, że największym zdziwieniem było dla niej to jak zareagowałam na wieść o tym, że należy do rodziny szlacheckiej. A raczej jak nie przejęłam się tym faktem. Zawsze wyglądała na niezadowoloną, rzadko widziałam, żeby się uśmiechała. Minęliśmy kilka zapijaczonych mężczyzn i odział strażników patrolujących okolicę. Na szczęście godzina nie była jeszcze tak późna, żeby mogli nas zatrzymać. Stanęliśmy pod dachem zamkniętego już sklepu.
- Gdzie twoja obstawa i… od kiedy nosisz przy sobie broń? – zmarszczyłam brwi widząc przy jej pasku pistolet.
- Od kiedy sobie tego zażyczyłam – warknęła
- No tak, prawie zapomniałam o twoim szlacheckim urodzeniu – przyznałam z ironią
-Dalej mieszkasz sama, rodzina nie wróciła? – zapytała posyłając mi zimne spojrzenie
Zacisnęłam dłonie w pięści i podeszłam do niej bliżej
-Trzymaj się ode mnie z daleka de Blanc – warknęłam i ruszyłam dalej ignorując jej nawoływanie.
Gdy byłam niedaleko swojego domu, przestało już padać. Zrobiło się za to ciemniej i zimniej. Jedyne o czym marzyłam to położyć się do łóżka
- Spóźnimy się na przyjęcie! – zakrzyknęła zrozpaczona kobieta. Razem ze swoją towarzyszką wyminęły mnie pośpiesznie, brodząc w błocie pozostawionym po deszczu. Obie były wystrojone w suknie wieczorowe można więc było śmiało stwierdzić, że były arystokratkami.Już miałam wspiąć się po schodach gdy w powietrzu usłyszałam wystarzał a zaraz po nim kobiecy wrzask. Mały tłumek gapiów zasłpnił mi widok.
- Straż, straż morderstwo- zakrzyknięto
Zdążyłam przecisnąć się bliżej i zerknąć na ciało zanim strażnicy dobiegli z pochodniami.
- Odsunąć się! – nakazał jeden z nich wyciągając miecz,strasząc nim najbliżej stojących.W powietrzu unosił się jeszcze zapach prochu. Zastrzelona kobieta leżała na ziemi.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 882

Zabójstwo na ulicach Jerven - rozdział I

Post#2 » 27 lut 2017, o 19:45

Z przykrością stwierdzam, że nie zapoznałaś się z Regulaminem, a w szczególności z § 1.1:
viewtopic.php?f=103&t=557
Zamykam do czasu spełnienia formalnego wymogu.

Wróć do „Scholarium prozatorskie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości