Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

"Ona"

Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby prozatorskie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
Regulamin forum
Zaczynasz poznawać światy własnej twórczości? Masz ciekawe wizje? Malujesz otoczenie metaforami? A polonistka nie nauczyła cię właściwie nic, jeśli chodzi o właściwe przelanie myśli na papier? Znasz zasady języka polskiego, lecz nie zawsze je stosujesz poprawnie?
Ten dział jest dla ciebie!
Nie martw się, nawet Hemingway od czegoś zaczynał. Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby literackie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
ws1qaz
użytkownik nieaktywny
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#1 » 12 mar 2017, o 18:58

I



Zimno. Jedyne co czuję.

Przerażające zimno. Przemoknięte ubranie przylega do zmrożonego ciała. Czuje się jakbym wpadł do jeziora podczas jednego z jesiennych spacerów. Z nią.
Tu nie ma jezior. Nic nie jest takie samo. Podnoszę głowę. Badam horyzont. Widzę… Właśnie w tym problem- nic nowego. Moim oczom ukazuje się jedynie bezkres pustyni. Wszędzie widzę piaskowe wydmy. Chwilę pocieszenia dają przecinające monotonię krajobrazu pojedyncze krzewy, jednak ulotną, bowiem nie zapewnią ochrony przed nękającym wiatrem.

Wiatr. Nieustający wiatr. Jedyne co słyszę, to jego krzyk. Wdziera się w głąb mojej głowy, irytując mnie, ale jednocześnie nadając rytm marszu. Rytm myślenia. Pozwala mi się na czymś skupić. Do czegoś przyczepić. Powoli odtworzyć wydarzenia. Nazywam się Will, pochodzę z małej wsi pod Warszawą, nie wiem jak się tu znalazłem. Słyszę wiatr. Idę, muszę iść. Nie mogę się zatrzymać.

Od wielu dni wiatr jest moim jedynym towarzyszem, nie licząc spotykanych owadów. Znajomość z tymi żyjątkami nie trwa jednak długo, mimo to daje nieporównywalnie więcej niż stosunki z wiatrem. Coś trzeba jeść. Banalne, że nawet w takiej sytuacji dostrzegam podobieństwa do ludzi. Ludzi, których nie widziałem od dawna. Czasem, tak jak dziś uśmiechnie się do mnie szczęście i spotkam jaszczurkę. Nie mogę rozpalić ogniska. Nie mam z czego. Ostatni obdarty z liści krzew spotkałem cztery dni temu. A może pięć. Nie mam pojęcia, wciąż jest ciemno, nie potrafię mierzyć czasu.

Zanurzam zęby w surowym mięsie gada. Właściwie sam to tak nazwałem. Co prawda ma sześć par odnóż, nieproporcjonalnie wielka głowę i kościsty tułów, ale ma ogon. Ma ogon, czyli jest dla mnie gadem. To jedyne co przychodzi mi na myśl. Nazwę to jaszczurką. Do tej pory spotkałem tylko dwa rodzaje istot. Małe, skrzydlate kulki, w niczym nie przypominające muchy, czy czegokolwiek innego co znałem do tej pory, ale nazywam je owadami, oraz jaszczurki. W gruncie rzeczy nie ma dla mnie znaczenia czym są, nie istotne jak je nazwę. Pozwalają mi przeżyć. Tylko czy to ma sens?

Tak, ma. Przypominam sobie ją. Widzę głębokie oczy, które tak dobrze mnie znały. Tak dobrze potrafiły odczytać emocje, uczucia. Brakuje mi tego przenikliwego spojrzenia. Były czarne jak węgiel. A może bardziej szare? Powinienem częściej o nich myśleć. Nie mogę ich zapomnieć. Nie teraz kiedy powoli ogarniam swoje myśli. Cały ten rozpierdol w głowie powoli się układa. Nie mogę jej zapomnieć. Czarne oczy, tak, czarne… Na pewno. Pamiętam jak o tym śpiewaliśmy. Nazywam się Will, pochodzę z Rumianowa,, nie wiem jak się tu znalazłem. Straciłem wszystko. Straciłem wszystkich. Szczególnie ją. Pamiętam, miała czarne oczy.

Siedzę w deszczu. Dlatego jest zimno. Dlatego mam przemoknięte ubranie. Dlatego żałuję, że nie mogę rozpalić ogniska. Krople deszczu od dłuższego czasu opadają idealnie pionowo. Dlaczego wiatr na nie nie działa? Prawa logiki zdają się szerokim łukiem omijać to przeklęte miejsce. Pomijaj to, że jestem na pustyni, a ciągle pada deszcz. Nie widziałem żadnego zbiornika wodnego. Nic, ani odrobiny. Teraz dostrzegam zalety deszczu. Mam co pić. Nie umrę z pragnienia. Z głodu też nie. Przecież są owady. Pełno owadów, właściwie nieustanie tu latają. W deszczu. To nie ma sensu, nic nie ma sensu. Może to tylko sen? To by się zgadzało. Snem można usprawiedliwić wszystkie surrealistyczne zjawiska, które mnie spotykają. Taak, sen. A raczej koszmar.

Może gdybym miał z czego rozpalić ognisko, udało by mi się ochronić je własnym ciałem przed pionowo spadającym deszczem? Taak, idealnie pionowo spadającym deszczem, niezachwianym przez ten pojebany wiatr. Kurwa, kompletnie nic nie ma sensu na tej pustyni.
Nic, włącznie ze mną. Dlaczego idę? Czemu się nie poddam? Właśnie to jest najgorsze. Nie mam pojęcia. Po prostu wiem, że muszę iść. Albo nie- czuję to. Tak, to dobre słowo. Czuję, nie wiem. Mam przekonanie. Wydaje mi się to słuszne. Czuje, że to właśnie powinienem zrobić.

Oglądanie spadających kropel nawet w mojej sytuacji staje się nużące. Zjadłem całą jaszczurkę, dokładnie wyjadłem całe mięso. Możliwe, że bardziej z nudów niż z głodu. Kostki schowam do plecaka, i tak nie licząc kartki papieru jest cały pusty. Kartki papieru, w dodatku pustej. Nie ma na niej liter, rysunków, żadnych znaków. Nic, żadnej wskazówki. Żadnej podpowiedzi co mam robić. Jednak, gdy się obudziłem trzymałem ją w ręku, a obok mnie leżał pusty plecak. Postanowiłem ją zabrać. Może do czegoś się przyda.
Oglądając ją przypominam sobie zabawną historię. Kiedyś z kumplami w środku wakacji pojechaliśmy do lasu. Byliśmy młodzi, dopiero zaczynaliśmy interesować się takimi rzeczami. W każdym razie do lasu zabraliśmy trochę jarania. Ziomek załatwił, miał brata, który siedział w tym temacie dość mocno. Nie wzięliśmy lufki, bletek ani nic przydatnego. Jeden z nas wymyślił, że jak już się zjaramy puścimy sobie jakiś przekozacki bit i zaczniemy rapować. Chciał to spisać, dlatego zabrał papier. Papier, kartki. To był chyba najgorszy blant z jakim miałem do czynienia, ale nie mieliśmy wyjścia. Gdy dym dostawał się do płuc, powoli wpływając na moja świadomość po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, że jestem szczęśliwy.

Czemu akurat teraz to sobie przypomniałem? Nie wiem, ale czuje się o niebo lepiej. Nie ześwirowałem. Coś pamiętam. Nazywam się Will, pochodzę z Rmianowa, nie wiem jak się tu znalazłem. Paliłem, dużo. Robiłem też inne rzeczy. Dlatego ją straciłem.
Czuje się dziwnie. Jakby coś zablokowało mi umysł. Dokładniej pamięć. Cząstkowe informacje docierają do mojej głowy, jak małe strumyki, przecierające ziemie, żłobiące koryta, które kiedyś połączą się połączą w jedną większą rzekę. Widziałem takie rzeczy na wakacjach, w górach. Takie małe strumyki przepływały blisko naszego noclegu. Z mamą co wieczór siadałem na balkonie i je oglądaliśmy. Mówiła, że jeden to ja, a pozostałe dwie to moje siostry. Cała nasza trójka wypływa z tego samego źródła, ale każde podąża swoją drogą. Wtedy ich z nami nie było. Dawno przestały spędzać z nami wakacje. Wyprowadziły się, mają swoje życia, same są matkami.
W przeddzień wyjazdu spadł deszcz. Strumienie zlały się w jedną większą rzeczkę. Zastanawiałem się do czego porówna je mama, jednak zapomniałem zapytać. Teraz żałuję.
Dlaczego myślę o deszczu? Znów ten pierdolony deszcz. I wiatr. Chyba najwyższa pora iść spać. Jutro znów muszę iść.





***

Nazywam się Will, pochodzę z Rumianowa, nie wiem jak się tu znalazłem. Mam gdzieś rodziców, siostry, znajomych. Mam do kogo wracać. Tylko jeszcze nie wiem jak.
Każdy kolejny krok jest cięższy od poprzedniego. Jakbym wchodził coraz głębiej do jeziora, z każdym kolejnym krokiem czuję większy opór. Zupełnie jak wtedy, gdy podczas jednego z tych spacerów wypadła jej bransoletka na moście. Chciałem jej ją wręczyć, byliśmy wtedy przyjaciółmi, to był prezent urodzinowy. Taka zwykła bransoletka, składała się z wielu poplątanych „sznurków”. Nie były to dokładnie sznurki, tylko jakieś nicie farbowanego metalu, na tyle cienkie, że swobodnie oplatały dłoń. Pamiętałem, o jej urodzinach bo miała dzień po moich. Inaczej bym zapomniał. Nie pamiętam jak to się stało, ale bransoletka znalazła się w wodzie. Było płytko więc podwinąłem spodnie, ściągnąłem buty i po nią wszedłem. Gdy wręczyłem ją jej ponownie, zauważyliśmy, że między splecione ogniwa zaplątał się kamyk. Chciałem jej go wyciągnąć, ale ona tylko się roześmiała i ją założyła. Miała piękny śmiech. Gdy widziałem ją ostatni raz też miała tę bransoletkę na ręce. Byliśmy na tym samym moście, nad tym samym stawem. Wszystko było prawie takie same, oprócz tego, że wtedy już się nie śmiała.

Kolejny dzień. Właściwie, nie wiem czemu nazywam to dniem, skoro wciąż jest ciemno. Jedna, długa noc. Po prostu się obudziłem, jedynym wyznacznikiem czasu stał się mój zegar biologiczny, budzący mnie o określonych porach. Idę kilka, może kilkanaście godzin, przynajmniej tak mi się wydaje. Dziwne, że nie czuję głodu. Cały dzień nic nie jadłem. A raczej „od momentu kiedy wstałem nic nie jadłem”. Powinienem zacząć wyrażać swoje myśli według norm, jakie panują wokół mnie. Idę dalej, czuję, że coś się zmienia. Nie wiem co, po prostu czuję. Zatrzymuje się na jeziorem, rozkładam plecak, zabieram się za jaszczurkę, którą znalazłem po drodze. Ostatnio mam szczęście. To już druga jaszczurka pod rząd. Na początku znajdowałem same owady. Po skończonym posiłku udaję się nad jezioro, chcę przemyć twarz, może popływa… Chwila. Jezioro? Dlaczego dopiero teraz je zauważyłem? Siedzę tu od dłuższego czasu, bezustannie się w nie patrzyłem. Jest ogromne, pewnie bardzo głębokie, musi być widoczne z daleka. Czemu dopiero teraz mój umysł zarejestrował jego obecność? Chyba jednak świruję. Podchodzę do wody, przeglądam się. Widzę swoje niebieskie oczy, w okolicach których zebrał się piach. Widzę grube, zlepione przez deszcz kosmyki blond włosów opadające na twarz. Widzę zarost, powinienem się ogolić. Moje odstające uszy są zasłonięte przez kaptur, pod którym skryłem się przed deszczem. Już dawno przemoknął, ale ani razu go nie ściągnąłem.

Przypominam sobie moje jedenaste urodziny. Podczas zabawy koledzy zawiązali mi opaskę na oczy, zakręcili mnie wokół własnej osi i kazali się szukać. Każdy to zna. Byłem wtedy zdezorientowany, bałem się, nie widziałem nic. Przylegała do mnie jak przemoczony kaptur, którego nie zdejmę. Czuję się teraz tak jak wtedy. Zdezorientowany, nie wiem gdzie jestem. Wiem tylko, że muszę iść. Muszę znaleźć bliskich. Muszę odszukać wszystkich.
Nagle czuję okropną duchotę. Zupełnie jakbym w gorącą noc schował się cały pod kołdrę, bez dopływu tlenu. Padam na kolana, próbując złapać oddech, z czym jest coraz gorzej. Gorąco rozsadza mi nozdrza. Brakuje mi powietrza, przewracam się. Brakuje mi powietrza, czuję tylko nieustanny napór powracających wspomnień. Widzę twarze, słyszę głosy. Zamykam oczy, widzę całe swoje życie. Jakbym oglądał prezentacją, po kolei każdy slajd. Każdy dzień, rok. Słyszę ten głos.

***

Nie mam pojęcia ile minęło czasu. Powoli się podnoszę, już wiem co mam robić. Wszystko pamiętam. Niewiele się zmieniło, dalej muszę muszę iść. Tylko teraz to nie jest tylko odczucie. Mam jasny cel.
Praktycznie nic się nie zmieniło, poza jednym.
Wiatr ucichł.

Tagi:

Mariusz_Kocon
użytkownik nieaktywny
Posty: 48
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#2 » 17 mar 2017, o 18:51

"Powinienem zacząć wyrażać swoje myśli według norm, jakie panują wokół mnie." - dałbym na samym końcu tekstu.

Ale, żeby nie było, że się... dopraszam ciętej riposty, to przytoczę fragment.

"Nie mam pojęcia ile minęło czasu. Powoli się podnoszę, już wiem co mam robić. Wszystko pamiętam. Niewiele się zmieniło, dalej muszę muszę iść. Tylko teraz to nie jest tylko odczucie. Mam jasny cel.
Praktycznie nic się nie zmieniło, poza jednym.
Wiatr ucichł."

Powoli się podnosi... Z czego? Czemu?
Niewiele się zmieniło, (bo?) dalej muszę iść... (a w następnej linijce mamy) ...Praktycznie nic się nie zmieniło... - I wszystko wiadomo.
...odczucie... Czego? Może poczucie?

Obszerniejszego fragmentu nie ruszam... Brakuje mi powietrza, czuję tylko nieustanny napór powracających wspomnień - przepraszam, ale poratuję się Twoim tekstem.

Odetchnij, daj "poleżeć" opowiadaniu, usiądź ponownie za kilka dni... Napisz coś innego...

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1692
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#3 » 18 mar 2017, o 09:33

Jak dla mnie zbyt monotonne, jednolite, nic się nie dzieje, za to dużo smęcenia w myślach.
Jednak doczytałam do końca - ale nie z powodu zainteresowania, bo tekst mnie wcale nie zainteresował.
Kilka uwag czysto technicznych:
Zimno. Jedyne co czuję.
Przerażające zimno. Przemoknięte ubranie przylega do zmrożonego ciała. Czuje się jakbym wpadł do jeziora podczas jednego z jesiennych spacerów. Z nią.
- powtórzenie "czuję"
Widzę… Właśnie w tym problem- nic nowego. Moim oczom ukazuje się jedynie bezkres pustyni. Wszędzie widzę piaskowe wydmy.
- powtórzenie "widzę"
zapewnią ochrony przed nękającym wiatrem.
Wiatr. Nieustający wiatr.
- jeśli miało być to celowe powtórzenie "wiatru", to nie wyszło.
Nazywam się Will, pochodzę z małej wsi pod Warszawą, nie wiem jak się tu znalazłem.
- Will z wiochy pod Wawą? To on jest synem jakiejś Karyny i Sebixa? Bo tak się nasuwa. Nie pasuje mi to imię.
stosunki z wiatrem
- dziwnie dobrane słowa
Siedzę w deszczu. Dlatego jest zimno. Dlatego mam przemoknięte ubranie. Dlatego żałuję, że nie mogę rozpalić ogniska.
- nie kupuje tego "dlatego", ani to nie brzmi ładnie, ani nic... W sumie, to moje pokrętne poczucie humoru odczytuje to tak, jakbyś tłumaczył coś tępemu czytelnikowi. Do usunięcia "dlatego".
Pomijaj to, że jestem na pustyni, a ciągle pada deszcz.
- nope, bezpośrednie zwroty do czytelnika rzadko dobrze się sprawdzają. Najczęściej kojarzą się z blogaskowymi opkami. Do usunięcia.
Taak, sen. A raczej koszmar.
Może gdybym miał z czego rozpalić ognisko, udało by mi się ochronić je własnym ciałem przed pionowo spadającym deszczem? Taak, idealnie pionowo spadającym deszczem, niezachwianym przez ten pojebany wiatr.
- tak samo drażni to "taak". Do usunięcia. Wyrażenie "pionowo spadający deszcz" też nie do końca dobrze mi brzmi.
Zjadłem całą jaszczurkę, dokładnie wyjadłem całe mięso. Możliwe, że bardziej z nudów niż z głodu. Kostki schowam do plecaka, i tak nie licząc kartki papieru jest cały pusty.
- 3 x powtarzasz "cały". Poza tym albo całą jaszczurkę (czyli mięso, kości itp) albo tylko mięso. Zdecyduj się.
Jednak, gdy się obudziłem trzymałem ją w ręku, a obok mnie leżał pusty plecak. Postanowiłem ją zabrać. Może do czegoś się przyda.
Oglądając ją przypominam sobie zabawną historię.
- ją, ją, ją
Każdy kolejny krok jest cięższy od poprzedniego. Jakbym wchodził coraz głębiej do jeziora, z każdym kolejnym krokiem czuję większy opór. Zupełnie jak wtedy, gdy podczas jednego z tych spacerów wypadła jej bransoletka na moście. Chciałem jej wręczyć, byliśmy wtedy przyjaciółmi, to był prezent urodzinowy. Taka zwykła bransoletka, składała się z wielu poplątanych „sznurków”. Nie były to dokładnie sznurki, tylko jakieś nicie farbowanego metalu, na tyle cienkie, że swobodnie oplatały dłoń. Pamiętałem, o jej urodzinach bo miała dzień po moich. Inaczej bym zapomniał. Nie pamiętam jak to się stało, ale bransoletka znalazła się w wodzie. Było płytko więc podwinąłem spodnie, ściągnąłem buty i po nią wszedłem. Gdy wręczyłem ją jej ponownie, zauważyliśmy, że między splecione ogniwa zaplątał się kamyk. Chciałem jej go wyciągnąć, ale ona tylko się roześmiała i założyła.
- nagromadzenie powtórzeń i zaimków. "Jej ją" i "ją jej" brzmi strasznie. Poza tym jaki sens ma wspominanie, że kamyk wpadł między ogniwa bransoletki? Nie rozumiem. ;)
Nie wiem co, po prostu czuję. Zatrzymuje się na jeziorem, rozkładam plecak, zabieram się za jaszczurkę, którą znalazłem po drodze. Ostatnio mam szczęście. To już druga jaszczurka pod rząd. Na początku znajdowałem same owady. Po skończonym posiłku udaję się nad jezioro, chcę przemyć twarz, może popływa… Chwila. Jezioro?
3 x jezioro
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
ensamheten
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 76
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#4 » 18 mar 2017, o 13:14

Nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Zaciekawiłeś mnie tymi wspomnieniami bohatera, ale nie wiem, jak je odnieść do tego, co dzieje się w czasie akcji. Gdzie on idzie? Po co? Czy to świat po wojnie atomowej? Tyle pytań bez odpowiedzi xD

Poza tym wulgaryzmy wydają się zbędne. "Wulgarność ssie", jak to ujął Frank L. Visco.
För några är ensamheten icke en omständighet som de ha råkat i, utan en egenskap.

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#5 » 19 mar 2017, o 20:37

Uwagi wytknęli już Przedmówcy, więc powielać nie będę.
Trochę zbyt mało się dzieje jak na taką ilość tekstu. Brakuje mi jakiejś konkretnej akcji. Motywacje bohatera również momentami wydają się niejasne.
Przydałby się także wcięcia akapitowe. (Poradnik znajduje się na górze działu "Scholarium").
Tekst m potencjał, lecz sporo jest jeszcze do przemyślenia. Nie poddawaj się i pisz dalej!
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5343
Zobacz teksty użytkownika:

"Ona"

Post#6 » 28 mar 2017, o 14:20

Tyle pytań i zero odpowiedzi - ensamheten ujęła to idealnie.
Myślę, że czytanie tego tekstu jest niestety podobnie nużące, jak oglądanie spadających kropel w wydaniu narratora. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana - tekst jest dość przyzwoicie napisany, choć warsztatowo bywają zgrzyty, co wypisała Karen, ale treść - mało interesująca, wodolejstwo w klasycznym wydaniu, z wieloma dłużyznami, które niewiele wnoszą.
Tekst zamyka czytelnika w pętli niewiedzy i z niej nie wyprowadza. Jak na relację w narracji pierwszoosobowej, z której wynika, że bohater nie wie, gdzie się znajduje ani jak tam trafił, jest ona bardzo beznamiętna. Nuży, zamiast zainteresować i wprowadzić w niepokój, który odczuwa narrator.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Wróć do „Scholarium prozatorskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości