Ten trzeci - biegł...

Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby prozatorskie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
Regulamin forum
Zaczynasz poznawać światy własnej twórczości? Masz ciekawe wizje? Malujesz otoczenie metaforami? A polonistka nie nauczyła cię właściwie nic, jeśli chodzi o właściwe przelanie myśli na papier? Znasz zasady języka polskiego, lecz nie zawsze je stosujesz poprawnie?
Ten dział jest dla ciebie!
Nie martw się, nawet Hemingway od czegoś zaczynał. Tutaj możesz opublikować swoje pierwsze próby literackie. Pamiętaj, że nawet złoto ma swoją próbę, więc warto się sprawdzić.
Mariusz_Kocon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

Ten trzeci - biegł...

Post#1 » 1 year temu

... Sytuacja zmieniła się z chwilą, gdy dobiegł do asfaltu i pozostałe kilometry pokonywał pośród monotonii pól z rzadko rozrzuconymi wiejskimi domami. Po kilkunastu minutach pierwszy rząd zabudowań świadczył o dotarciu do celu. Stanowiły je parterowe i piętrowe murowane domy, niezbrukane okazami z wielkiej płyty. Małe miasteczko, ze względu na bliskość jeziora i sporej liczby letników, zazwyczaj gwarne i pełne ludzi, o tej porze roku takie już nie było. Biegnąc, rozmyślał, czy przypadkiem, wraz z letnikami i reszta ludności nie przeniosła się w inne miejsce, bo jedynie wałęsające się bezpańskie psy oraz ich krewniacy, szczekający zza ogrodzeń, były źródłem dźwięków rozchodzących się po pustych ulicach. Pierwszą oznakę ludzkiej aktywności zauważył w postaci światła w mijanym właśnie sklepie, który przez lata zmienił się z małego lokalnego sklepiku w bardziej miastowy, samoobsługowy market. Marek z dezaprobatą pokręcił głową. Coś, co było kiedyś gwarnym, ale przyjemnie swojskim małomiasteczkowym klimatem, teraz stanowiło element żywcem wyrwany z krajobrazu dużego miasta. Jeśli nie liczyć całkowitego braku ruchu na chodnikach i ulicach. Przebiegając obok gospody pod urwanym szyldem, nie mógł uwierzyć w zmianę, jaką przez te parę lat przeszła. Nie dość, że fasada została odmalowana na piękny majtkoworóżowy kolor, to jeszcze przybył prawdziwy szyld z nazwą. Nawet nie chciał wiedzieć, jaką nazwę przybrał ten lokal, bo nic z jego wspomnień nie ostało się do dnia dzisiejszego. Nie miał już ochoty analizować zachodzących w miasteczku zmian, lecz dotarcie do poczty pozwoliło mu przenieść się w minione lata, a przekroczenie progu pozwalało nawet je poczuć. Marek nabrał głębokiego wdechu pochodzącego z lat osiemdziesiątych powietrza i nie widząc oznak życia, mimo wszystko wypowiedział słowa powitania.
– Dzień dobry – brzmiała jego nadzieja na odzew. – Dzień dobry! – krzyknął stając przed kratą okienka, a tym samym przed drzemiącą na krześle starszą kobietą.
Ona również wydawała się żywcem wyjęta z lat minionych, a nawet z okresu powstania tego budynku, więc czas faktycznie wydał mu się sprawą umowną, bo trafił na czas, ale na czas drzemki. Marek sprawdził jeszcze zawartość koślawej kartki, przylepionej do kraty od wewnętrznej strony, i zobaczył napis.
– Pszerwa śniadaniowa 11.00 do 11.30 – przeczytał na głos, rozumiejąc jedynie, że kobieta przeoczyła nie tylko zmianę pisowni, ale i okres „pszerwy”. Trochę przestraszył się, że po raz kolejny będzie uczestniczyć w niewyjaśnionym zgonie, bo kobieta nie okazywała oznak jakiejkolwiek aktywności. Jedyne, co go pocieszało, to to, że zgon mógł nastąpić wyłącznie z przyczyn naturalnych, ale i tak przez kilka dekad musiała stanowić obciążenie dla ZUS–u. Na szczęście do budynku wszedł lokalny Mikołaj, bo tak najprościej można było określić mężczyznę z czerwonym nosem i wydatnym brzuchem, który widać znał lepsze powitania, bo po chwili staruszka patrzyła całkiem przytomnym wzrokiem.
– Matka, zbudź się, bo krowy kradną! – krzyknął Mikołaj z całą siłą płuc, uświadamiając jednocześnie otoczeniu, że ostatnio obdarowywał prezentami wyłącznie pracowników gorzelni. – Matka, dawaj emeryturę, bo mi wykwintną zamkną.
Kobieta poderwała się gwałtownie, co przy jej wieku oznaczało, że uniosła w ich kierunku głowę i równie barwną gwarą odpowiedziała Mikołajowi.
– Ty, Józek, nic nie dostaniesz, bo znowu przechlejesz całość – krzyknęła drobna kobieta, ale o sile głosu niczym syrena okrętowa. – Maria przyjdzie, to wtedy dam.
– Matka, ale ja mam plastik… I to moje pieniądze… – Po części krzyczał, po części już błagał Mikołaj.
– A jak ma mieć twój dowód, jak żeś tydzień temu zaginął? – zabrzmiała syrena w postaci głosu kobiety.
– Matka… – tym razem mężczyzna już tylko błagał.
– Matkę to żeś do grobu wpędził, pijaku jeden. Wynocha, pókim dobra!
Widocznie, pomimo wyglądu, nie tylko głosem potrafiła władać, bo mężczyzna nie kontynuował dyskusji, tylko machnąwszy z rezygnacją lichawym kapeluszem, wyszedł złorzecząc pod nosem.
– Dziwne nakrycie głowy, jak na Świętego Mikołaja – podsumował cicho Marek obserwując całe zajście.
Sytuacja tak go zaskoczyła, że nawet nie protestował, gdy mężczyzna wpychał się przed niego, i ciągle jeszcze nie ochłonął.
– Co chcesz, dziecko? Bo stoisz jakbyś zmysły postradał – zapytała staruszka, tym razem już bardziej przyjaznym głosem.
– Muszę to wysłać, tylko koperty nie mam – Marek pokazał zeszyt wyciągnięty z kieszeni. – Najlepiej, jakby jutro to było już w stolicy.
– Do stolicy, powiadasz? – powiedziała staruszka szukając w stojącym za nią regale odpowiedniej koperty. – Dmuchana może być? – zapytała, nachylając się nad najniższą półką.
– Taaa… chyba sto lat temu – wyrwało się Markowi patrząc na wypiętą pupę staruszki. – Znaczy, może być i dmuchana… – dodał z trudem powstrzymując parsknięcie.
– To jak do stolicy, to znaczy, że ważne? – zapytała kobieta podając mu kopertę z bąbelkowym wypełnieniem. – Ale ty, dziecino, to nietutejszy?
– Tak, tak – odpowiadał Marek wypisując na papierze dane wysyłkowe. – To znaczy, ważne, a co do nietutejszy, to często tu przyjeżdżałem, teraz też odpoczywam.
– To żeś chyba czas wyjazdu ominął – odpowiedziała wyraźnie ucieszona ze swojego żartu staruszka. – To będzie dwanaście pięćdziesiąt, dziecino – dodała kładąc płaską paczkę na wadze i przylepiając poślinione znaczki.
– Proszę – Marek położył na podniszczonej ladzie kartę płatniczą Beaty.
– A co ty mi tu? – zapytała kobieta patrząc na plastik, jakby pierwszy raz widziała. – A to mam sobie w zęby włożyć, czy co? – dodała ukazując jednocześnie ich brak.
W ten sposób Marek osobiście przekonał się, jak wiele zmian ominęło budynek poczty. Tym razem żałował, że było ich tak mało. Szukając we wszystkich możliwych zakątkach pamięci budynku banku, nie był w stanie go umiejscowić, nie przypominał sobie też, by kiedykolwiek był tu bankomat.
– To gdzie mogę pobrać gotówkę? – zapytał z nadzieją.
– Bankomata to ma w Izbicy, niedaleko – odpowiedziała wskazując pomarszczoną dłonią, tak jakby to było za rogiem. – Tylko się pospieszy, bo niedługo przyjadą po listy.
– O której przyjadą? – zapytał przeliczając, jakie ma szanse na dotarcie do większego miasteczka, oddalonego o 25 kilometrów.
– Będzie z godzinę, a czasem to sie spóźni jeszcze.
– Nie ma innego sposobu? – zrozumiał, że jest bez szans, by dotrzeć w odległe miejsce.
Gdy stał przez kilka minut w budynku poczty, ani razu nie usłyszał, odgłosu przejeżdżającego samochodu.
– U nas, dziecko, to żywe się liczy, żywa krowa i żywa gotówka – powiedziała staruszka chichocząc niby dziecko. – Ja poczekam, niech idzie po pieniądze.
Marek wyszedł na zewnątrz budynku, szukając wzrokiem ratunku w postaci samochodu lub innego środka transportu. Przebiegł przez ulicę pod drewniany słup z tabliczką i napisem PKS, ale lista połączeń była równie długa, co liczba liter na tabliczce. Najwidoczniej, częściej niż trzy razy dziennie nikt nie odczuwa potrzeby, żeby opuścić lub dotrzeć do tego miejsca.
Poprawka – pomyślał, gdy dostrzegł, że dotyczy to jedynie dni w sezonie letnim. Jeśli chciał w listopadzie pojechać w kierunku Izbicy, to powinien wstać kilka godzin wcześniej. Od tego wszystkiego, rozbolała go głowa i chciało mu się pić. Popatrzył w stronę apteki i jego nadzieje odżyły, na szklanej witrynie dostrzegł nalepkę informującą o rodzajach akceptowanych kart płatniczych.
Może nie wszystko stracone – pomyślał, biegnąc mimo pulsowania w skroniach. – Jak mogłem o tym nie pomyśleć.
Wszedł do wnętrza apteki i poczuł jakby wraz z zamykającymi się drzwiami przeniósł się w inny wymiar. Wnętrze apteki niczym nie ustępowało odwiedzanym w Łodzi, a uroda dziewczyny stojącej po drugiej stronie lady zawęziła ich liczbę do zera.
– Dzień dobry – wydusił powitanie, gdy udało mu się przełknąć ślinę i nasycić urodą dziewczyny.
– Czym mogę służyć? – zapytała ze śmiechem długowłosa blondyna odgadując jego myśli.
– O to nie śmiałbym prosić – odpowiedział nadal onieśmielony kontrastem obsługi między pocztą a apteką, na korzyść apteki, oczywiście.
– Potrzebuję trochę gotówki, ale mam tylko kartę. Starsza pani z poczty mówiła, że ty wyłącznie możesz mi pomóc.
– Babcia tak powiedziała? – zapytała dziewczyna i zdawało mu się, że i tym razem odczytała jego plan. – No to muszę ci pomóc, nie ma rady.
– Babcia? – zapytał zaskoczony, nie bardzo odnajdując promil podobieństwa pomiędzy kobietami. – Czy jak wejdę do sklepu samoobsługowego, to zastanę tam szanowną mamusię.
– Widzę, że jednak orientujesz się w lokalnych zawiłościach – powiedziała, najwyraźniej dobrze się bawiąc z robienia go w balona. – To jak mam ci pomóc, nieznajomy?
– Potrzebuję dwanaście pięćdziesiąt dla babci i drugie tyle dla mamusi w sklepie – odpowiedział podejmując grę. – A jak masz na imię? Bo nie wiem, czy potrafię wytłumaczyć szanownej mamusi, o rękę której córki proszę. Nie chciałbym wybrać tej niewłaściwej.
– Flirciarz z ciebie – odpowiedziała pewnie, choć z buzią w rumieńcach. – Ale najpierw musisz coś zakupić u Oli.
– To poproszę listek aspiryny i dwadzieścia pięć złotych na popicie. Olu.
– Dobrze – powiedziała blond piękność idąc w kierunku regałów i sięgając po aspirynę i jeszcze jakieś pudełko.
Tym razem Marek żałował, że sięgała po przedmioty, nie wykorzystując metody babci, tylko zgrabnie kucnęła przy regałach.
– To aspiryna i geriavit senior – dodała patrząc filuternie w jego oczy.
– Dziękuję, Olu, za diagnozę, ale to, co widzisz, to opakowanie zastępcze. Reszta jest nad wyraz młoda.
– Akurat na geriavit jest promocja i kosztuje 25 złotych, czyli tyle, ile potrzebujesz – powiedziała wklepując sumy i podając mu terminal. – Chciałeś, żebym ci pomogła, a to była tylko sugestia.
– Jasne, dzięki – przyłożył kartę do terminala, by nie wbijać pinu.
– Dobrze, to teraz zrobimy zwrot, bo widzę, że już ci lepiej – dodała nie przestając się uśmiechać. – I proszę, oto twoje pieniądze i aspiryna. Ta faktycznie ci się przyda.
– Mimo jawnych złośliwości, miło było cię poznać, Olu, i do zobaczenia. – Schował podane monety i rozpakowując tabletki wyszedł z apteki, pospiesznie wracając na pocztę.
Kiedy zobaczył, że mimo kilkunastu minut od jego ostatniej wizyty udało się starszej pani przysnąć, nie czekając na lokalną pomoc, po prostu krzyknął.
– Już jestem!
– Co się drze? – Odezwała się kobieta udając, że tylko na chwilę oczy jej się przymknęły. – Ma już gotówkę?
– Ma, znaczy udało się i mam żywą gotówkę – powiedział podając jej trzy monety. – Pani wnuczka pomogła – zażartował.
– Jej pan głowę zawracał? Olce to ino faceci w głowie, skaranie boskie z tą dziewuchą, mówię ci, dziecko – zrzędziła kobieta, niezdarnie odliczając resztę i kładąc na ladzie.
– Szkoda – powiedział Marek, po czym dla wyjaśnienia dodał: – Szkoda, że to o Oli teraz pani mówi. Dziękuję i dobranoc – dodał szybko wychodząc, nim staruszka zdążyłaby cokolwiek odpowiedzieć.
Stanął na podeście schodków i spojrzał w stronę rynku oraz niewielkiego skweru, zajmującego jego znaczną część. Okoliczne sklepy wydawały się równie wymarłe, co ruch uliczny i tylko ujadanie psów w oddali ponownie rozpraszało ciszę.
Rozgryzione aspiryny pozostawiły po sobie gorzkawy posmak, którego miał zamiar szybko się pozbyć, więc ruszył rytmicznym biegiem w drogę powrotną. Zamierzał zajrzeć do sklepu i kupić coś, co by usunęło niesmak, ale też sprawdzić, czy i w tym przypadku Ola nie żartowała.
To musi być naprawdę mała społeczność, skoro coś takiego może mieć miejsce – pomyślał pokonując drogę, którą tu przybył...

Tagi:

Ewelina

Ten trzeci - biegł...

Post#2 » 1 year temu

Starałeś się stworzyć sielski i wiejski obrazek. Trochę wyszło, trochę nie :)
Uważaj na powtórzenia.
Trochę takie przerysowane jak dla mnie. Miejscami poczucie humoru bohatera nieco sztuczne i dialogi też.



Pozdrawiam

Mariusz_Kocon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

Ten trzeci - biegł...

Post#3 » 1 year temu

Ewelino,
nie starałem...
Piszę tak, jak jest... a przynajmniej było... :)

"...Miejscami poczucie humoru bohatera nieco sztuczne i dialogi też."
Oczywiście można gładzić dialogi, tylko w jakim celu? Dokładnie pamiętam przedstawione sytuacje.
Ten rodzaj humoru nazywa się sarkazm, prezentowany od pierwszej strony do ostatniej - przeczytałaś fragment, zaledwie mizerny wycinek, ale miło, że zauważyłaś specyficzny humor... Dziękuję.

Ewelina

Ten trzeci - biegł...

Post#4 » 1 year temu

Masz zadatki na sarkastę ja Ci ich nie odmawiam, ale... wymagasz pracy i starać się musisz, a nie... się nie starać.

Jest to jeszcze mały związek listeczków, roślinka, która leniwie wyszła z przedwiosennej ziemi.
Należy ją podlać łzami artysty i nawozić krytyką, co pomoże jej urosnąć w duży kwiatek, takiego żonkilka dorodnego albo tulipanka nawet.

Pozdrawiam ciepło

Mariusz_Kocon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

Ten trzeci - biegł...

Post#5 » 1 year temu

Ewelino,
nieustająco wyczekuję słów konstruktywnej krytyki, bo jak na razie to... najwyżej pieczarki posadzę na słowach obecnej.
Polecam się pamięci, zwłaszcza Twojej, lecz dwa zdania o kwiatkach wiosny nie czynią.
Widziałem, czytałem... i potrafisz się wypowiedzieć w obszerniejszej formie.
Poproszę.

Ewelina

Ten trzeci - biegł...

Post#6 » 1 year temu

Po drugim czytaniu nawet się spodobało - widzisz opowiadanie jak wino, swoje musi odstać. Cofam, nie jest tak źle.
Tyle, że bez tej refleksji z dmuchanej koperty i starszej pani, bo to słaby żart był.
Pousuwaj te powtórzenia, a będą z Ciebie pieczarki, yyy, chciałam powiedzieć - ludzie :D

Zresztą, czy to tylko ja tu jestem dyżurną na posterunku?

Mariusz_Kocon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

Ten trzeci - biegł...

Post#7 » 1 year temu

Czy jedyną? Nie wiem... ale, jak sama widzisz... :)
...dmuchana koperta? - O nie! Mija kilka lat, a gdy przekraczam próg tej instytucji, to nadal samo wpada do głowy. Chyba, że masz lepszą historię związaną z PP, to opisz, może zabije obraz wyryty w mojej głowie.
... biorę się za pieczarki, yyy, za powtórzenia.

Ewelina

Ten trzeci - biegł...

Post#8 » 1 year temu

Mnie zawsze bawiły te namoczone gąbki na poczcie, żeby tam palce zwilżać do przyklejania znaczków - jak byłam mała, to jeszcze u mnie były - pochodzę ze wsi.
A! Tero ino już nie spotkasz!

No to masz moją propozycję: :D

- Panie, znaczek też potrzeba?
- A jasne.
- Tylko tutaj naślinię gąbkę. Bo ty miastowy młodzieńcze, może nie wiesz, ale to jest po to, żeby ludzie sobie do ust brudnych paluchów nie wkładali, nieestetycznie tak.
- Naślini pani?
- Ino to tako zabawno gadka.
- A już się wystraszyłem, że poczucie humoru czerpie pani z praktyki.
- No dzisioj z kranu, ale gdy pewnego dni zakręcili wodę i cały dziń ino nie było, to co człowiek miał zrobić?

Mariusz_Kocon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 48

Ten trzeci - biegł...

Post#9 » 1 year temu

Pocztowy, aczkolwiek z terenu obsługiwanego przez PP, nie wiem czy się kwalifikuje?

Zmierzam do kumpla, trzy kilometry drałowałem pieszo, błoto po pas, więc człowiekowi łatwiej, bo pas posiada wyżej, niż przeciętne auto. Mój klekot zatrzymał się już na pierwszych metrach drogi, choć zgarnięta ziemia ledwo muskała pas przedni samochodu. Kiedy dotarłem do drzwi kolegi wyglądałem podobnie, błoto wyznaczyło linię mojego pasa.
Ding-dong.
Drzwi uchylają się powoli, a wpatrzone we mnie oczy, momentalnie rosną i robią się okrągłe niczym pięciozłotówki.
- Co jest? - zapytałem, spodziewając się równie inteligentnej odpowiedzi.
- Listonosza zmienili - odparł, wiedział gnojek, jak mnie zaskoczyć.
- Skąd wiesz?
- Poczta dochodzi!

Jaki morał? Pieniądze nie leżą na ziemi, bogactwo jest w ludzkich oczach... Ale to wymyśliłem dopiero w drodze powrotnej, ściskając w dłoni zdobyczne, cenne i kuliste dziesięć złotych.

Wróć do „Scholarium prozatorskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość