Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do udziału! 

 

Plebiscyt na Komentatora Października 

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

ISET - rozdział Vb

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 262
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział Vb

Post#1 » 8 lis 2019, o 17:04

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Rozdział IIIa: viewtopic.php?f=122&t=8181 

Rozdział IIIb: viewtopic.php?f=122&t=8182 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221 

Rozdział Va: viewtopic.php?f=122&t=8271 

 

----- 

 

Samo pojawienie się zarządcy obiektu ucieszyło badaczy, bo zaistniała szansa na opuszczenie nużącej stacji. Mina mężczyzny wskazywała, że ma do przekazania dobre wieści. 

- Pani prezydent jest gotowa na udzielenie wam audiencji. Bardzo proszę, żebyście postępowali zgodnie z instrukcjami. Zostaniecie przetransportowani na powierzchnię – powiedział. 

Badacze zostali odeskortowani do windy, która łączyła stację kosmiczną z planetą. Stanowiło to bardzo praktyczne rozwiązanie i choć podróż na dół zajęła trochę czasu, na pewno była wygodniejsza od lotu wahadłowcem. 

Po dotarciu na powierzchnię Ziemianie mieli tylko krótką chwilę na to, by nacieszyć się widokiem obcej planety. Dookoła pasa startowego znajdował się las i choć z tej odległości nie dało się dokładnie określić, jak wyglądały drzewa, niektóre z nich miały zielono-niebieskawy kolor i przypominały sekwoje, zaś inne powykręcane i pozawijane białe gałęzie, a ich korony zdawały się srebrzyste. Choć prószył śnieg, wyglądało na to, że drzewa te nie skrzą się od lodu, lecz jest to ich naturalny kolor. W oddali majaczyły bladozielone wzgórza. 

Ziemianie dotarli do czarnego, płaskiego samolotu, nim zdążyli porządnie zmarznąć. W środku było dość ciasno, ale za to maszyna okazała się całkiem szybka, bo podróż zajęła zaledwie pół godziny. Niestety badacze nie mieli okazji przyjrzeć się planecie, bo większość czasu spędzili nad chmurami. Dopiero pod koniec podróży ujrzeli bardzo wysoką, strzelistą wieżę i miasto w oddali. Pojazd został skierowany prosto w stronę budowli i po chwili przeszedł transformację. Skrzydła się schowały, na górze wysunęło śmigło, przeobrażając samolot w helikopter. W ten sposób bez problemu wylądowali na szczycie wieży. Stamtąd Ziemianie zostali znowu przetransportowani do windy, ale tym razem spędzili w niej tylko krótką chwilę. Wkrótce znaleźli się dużej kolistej sali, na środku której znajdował się wielki, okrągły stół. Całe pomieszczenie otaczały wysokie okna, dając znakomity widok na okolicę, ale przybysze byli bardziej skupieni na postaci, która ich przywitała. Jej włosy sięgały za ucho i były starannie zaczesane, podobnie jak u Hildy, miały jednak barwę typową dla mieszkańców Anihibi. Choć na twarzy obcej nie dało się dojrzeć żadnej zmarszczki, jej jasnoniebieskie oczy sprawiały wrażenie dużo starszych, niż można by przypuszczać. Kobieta nosiła sukienkę dopasowaną do kształtu jej ciała, sięgającą za kolana. Uszyta została z czarnej tkaniny, nie licząc białych, szerokich rękawów, dopasowanych kolorem do rajstop i butów. 

- Zostawcie nas samych – rozkazała ochronie kobieta. 

Choć pomieszczenie było monitorowane, władczyni i tak wykazała się sporą odwagą. Możliwe jednak, że na podstawie zebranych danych uznała przybyszów za godnych zaufania. Pokłoniła się im, trzymając prawą rękę na piersi, a ponieważ Ziemianie nie za bardzo wiedzieli, jak się powinni zachować, uczynili dokładnie to samo. 

- Odkąd zaczęliśmy wysyłać statki do obcych układów, marzyłam o tym dniu – powiedziała. - Wy jednak przerośliście nasze najśmielsze oczekiwania. To spotkanie całkowicie odmieni nasze spojrzenie na wszechświat i teorie związane z powstawaniem życia. 

- Fakt, to zadziwiające – przyznała Joanna, podzielając podekscytowanie władczyni. 

- Nie podaliśmy jeszcze do publicznej wiadomości naszego odkrycia, ale już teraz jesteśmy gotowi na współpracę – oznajmiła prezydent. - Wasza praca musi być fascynująca, ale też trudna i niebezpieczna. Dysponujecie czymś, co znacznie przerasta was pod względem technologicznym. Chcemy wam pomóc, oczywiście z korzyścią dla obu stron. Oferujemy wam lepsze zrozumienie tej technologii oraz wiele innych dobrodziejstw naszej nauki w zamian za to, że wcielicie do waszego zespołu jednego z nas. Będzie pełnoprawnym członkiem załogi, posiadającym wgląd do wszystkich danych technicznych statku i waszych odkryć. 

- Brzmi sensownie – powiedziała Joanna. 

- Wolelibyśmy to jeszcze przemyśleć. - Major miał nieco bardziej sceptyczne podejście do sprawy. - Zresztą ostateczna decyzja i tak nie należy do nas. 

- Oczywiście nie musicie podejmować decyzji w tej chwili. 

Wyglądało na to, że Ziemianom będzie dane spędzić na obcym świecie więcej czasu, niż myśleli. Gdyby jeszcze oznaczało to dłuższe przebywanie na planecie, ucieszyliby się, jednak po rozmowie z prezydent zostali z powrotem odeskortowani na stację kosmiczną i umieszczeni w swym skromnym apartamencie. Joanna i Gareth mieli okazję udać się na Odyseję, by nawiązać kontakt z Ziemią i szczegółowo przedstawić sytuację. Bez względu na to, jak ekscytująca zdawała się perspektywa współpracy z obcą rasą, profesor nie mógł podjąć tak ważnej decyzji sam, więc badacze utknęli na stacji na kolejny dzień. 

- Nie podzielam waszego entuzjazmu – powiedział Gareth, krążąc po pokoju. - Dlaczego niby mielibyśmy im zaufać? Prawie nic o nich nie wiemy. 

- Gdyby chodziło im tylko o statek, uwięziliby nas i przywłaszczyli go sobie. Nie musieliby nam ściemniać o współpracy. A oni nawet nie tknęli Odysei – wyjaśnił Chen.. 

- A jeśli chodzi im o coś więcej? Co jeśli chcą się dowiedzieć więcej o Ziemi i ją skolonizować? - nie ustępował oficer. 

- Po co? Ta planeta jest mniej zanieczyszczona od naszej i nie brakuje na niej surowców – wytłumaczyła Joanna. - Szukasz dziury w całym. 

- Ale jednak major ma rację, że nie powinniśmy im za bardzo ufać – przyznała Hilda. - Współpracować, jak najbardziej, ale z zachowaniem wszystkich środków ostrożności. 

- Otóż to – przytaknął oficer. 

- Cóż, to i tak już nie zależy od nas. My wykonaliśmy swoje zadanie – westchnęła Joanna, znudzona czekaniem na odpowiedź z bazy. 

Jednak ta w końcu nadeszła i, ku wielkiej radości uczonej, pozytywnie odnosiła się do propozycji Anihibian. Gareth zareagował na tę informację ze stoickim spokojem, podobnie jak Hilda. Chen wyglądał na ożywionego, choć nie okazywał tego tak bardzo jak Joanna. Po wstępnej euforii kobieta również starała się podejść racjonalnie do zaistniałej sytuacji i pogodzić się z tym, że współpraca z obcą rasą niesie za sobą zwiększoną odpowiedzialność. 

 

 

Nastał czas powrotu, a załoga Odysei praktycznie do samego końca nie wiedziała, kim będzie obcy, który poleci z nimi na Ziemię. Prezydent wspomniała jedynie, że będzie to osoba o odpowiednich kwalifikacjach, ale nie podała już żadnych szczegółów na temat jej profesji, dlatego każdy z badaczy miał nieco inne wyobrażenie na temat tajemniczego eksperta, który miał się stać ich towarzyszem. 

- Jeśli ci obcy rzeczywiście są naszymi przyjaciółmi, to mam nadzieję, że to będzie ktoś po przeszkoleniu wojskowym. Ktoś potrafiący radzić sobie w skrajnie ciężkich warunkach – powiedział Gareth. - Tutejsi żołnierze na pewno posiadają zaawansowaną broń i znają obce nam techniki obronne. 

- A ja bym chciał kogoś takiego jak Mr. Spock. Żeby podchodził do wszystkiego chłodno i logicznie, i może nawet posiadał jakieś zdolności telepatyczne – rozmarzył się Chen, na co kobiety przewróciły oczami.  

Fakt, Joanna również była fanką Star Treka, ale w prawdziwym życiu nieco inaczej wyobrażała sobie obcych ekspertów. Sama starała się podchodzić do sprawy bez konkretnych oczekiwań. Liczyła po prostu na to, że nowy członek załogi podniesie jakość ich pracy. 

Wreszcie właz do hangaru się otworzył. Anahibianin, który wszedł do środka, nie był ani superżołnierzem, ani panem Spockiem. Był młodzieńcem, z którym Joanna miała okazję odbyć już długą rozmowę podczas przesłuchania, więc tym bardziej zdziwił ją jego widok. Kosmita niósł ze sobą dwie wielkie torby i plecak, co wyraźnie nie przychodziło mu z łatwością. Kiedy wreszcie dowlókł się pod statek, potrzebował chwili na złapanie oddechu. 

- Jestem Abzazabi Abzazab Abz, astroinżynier i kosmolog. To prawdziwy zaszczyt mieć możliwość dołączenia do waszej załogi – wydyszał i podał każdemu rękę, tym razem tą właściwą. 

- Możemy ci mówić po prostu Abz? - spytała Joanna, przerażona długością imion Anahibiańczyków. 

- Tak, wszyscy mi tak mówią – uśmiechnął się obcy, po czym na jego twarz powrócił wyraz niepewności i zdenerwowania. 

- Wiesz, jak nie chcesz, to nie musisz z nami lecieć – powiedział Gareth z miną daleką od entuzjastycznej. 

- Nie, nie, ja chcę, naprawdę chcę, tylko... trochę się stresuję – wyznał. 

- Nie ma czym. Będzie dobrze. - Joanna uśmiechnęła się do niego, by dodać mu trochę otuchy. 

Poskutkowało, bo Abz odwzajemnił uśmiech. 

- Z tobą już rozmawiałem, ale wy... Nie sądziłem, że spotkam tylu obcych jednego dnia. Koniecznie chcę was lepiej poznać. Mama opowiadała mi, jak niesamowitym doświadczeniem była dla niej rozmowa z wami wszystkimi – powiedział podekscytowany kosmita. 

- Mama? - zdumiała się Hilda. 

- Zaraz... - Gareth zmarszczył brwi podejrzliwie. - Jesteś synem prezydent? 

Wtem Abz się zakłopotał. Chyba domyślił się, co musiało chodzić Ziemianom po głowie. 

- Zapewniam was, że zostałem wybrany ze względu na swoje kwalifikacje, a nie pochodzenie – powiedział stanowczo. 

- Nieważne, wskakuj... - mruknął ze znudzeniem major. 

Na pokładzie wyniknął jeden problem. Okazało się, że są tylko cztery fotele. Jednak Joanna szybko się z tym uporała, nacisnęła coś na konsoli i z podłogi wyrósł piąty fotel, pomiędzy jej miejscem a Garetha. Major tylko westchnął i uruchomił silniki. 

 

----- 

 

Rozdział VI: viewtopic.php?f=122&t=8314

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości