Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

wierzba_bijąca
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 7
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#1 » 13 lis 2019, o 00:11

To moja pierwsza przygoda prozatorska, więc proszę o wyrozumiałość :). Oczywiście to fragment większej całości. 

 

Rozdział 1 

 

Dzień był wyjątkowo duszny, a gorące powietrze niemal kleiło się do skóry. Klara odetchnęła głęboko zamykając za sobą ciężkie drzwi urzędu. Ośmiogodzinna praca polegająca na wklepywaniu danych do tabelek w słoneczny sierpniowy czwartek była morderczą torturą. Jedynym jasnym punktem przyszłości była wizja zbliżającego się weekendu. Dziewczyna szła bezmyślnie kierując się w stronę przystanku. Tą samą trasą od jedenastu miesięcy. Bez perspektyw na zmianę. Bez skonkretyzowanych marzeń i oczekiwań. Bezgłośny marsz przerwał dzwonek telefonu, który poturlał się wśród rozgrzanych kamienic wciśniętych pomiędzy wąską, miejską uliczkę. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer.  

- Dzień dobry, dzwonię ze szkoły podstawowej w Goślicach. Wysłała pani do nas swoje CV i chcielibyśmy zaprosić panią na rozmowę rekrutacyjną na stanowisko nauczyciela języka polskiego. Pani dyrektor będzie czekała na panią 16 sierpnia o godzinie 10 w swoim gabinecie. Proszę zanotować adres – wysoki głos w słuchawce zlewał się w jeden ciąg słów. Klara poczuła, jak jej serce wykonało szybki obrót po czym zaczęło bić z prędkością karabinu maszynowego. Przykucnęła opierając głowę o gorący tynk jakiegoś budynku, wyciągnęła z torby notes i drżącą ręką zapisała numer budynku, w którym mieściła się goślicka szkoła. 

 

- Goślice, oszalałaś chyba – mruknął Michał sięgając po sok jabłkowy z lodówki. – Jak zamierzasz tam dojeżdżać? I za co? Chyba słyszałaś ile zarabiają nauczyciele? – niebieskie oczy chłopaka teraz Klarze zdawały się mieć kolor lodu, który skutecznie chłodził jej zapał do zmiany pracy. 

- Ale przecież wiesz, jak bardzo unieszczęśliwia mnie ten biurowy areszt. Nie nadaję się do tego, duszę się tam, a wyglądając rano przez okno podczas parzenia kawy, mam ochotę przez nie wyskoczyć. Pojadę tylko porozmawiać, pozwól mi się połudzić przez kilka dni, że mogę mieć fajną pracę. W odpowiedzi chłopak tylko przewrócił oczami. – Tylko porozmawiam – powtórzyła Klara całując go łagodnie w czubek nosa.  

 

Cztery kolejne dni właściwie działy się poza świadomością dziewczyny. Codzienne mechanizmy przejęły stery nad przebiegiem czasu. Michał pracował całymi dniami realizując jakiś wyjątkowo ważny projekt informatyczny, trawniki pierzchły od upału, a biurowe obowiązki przebiegały według rytualnego życia urzędu. Klara miała w tym jedynie fizyczny udział. W przeddzień rozmowy kwalifikacyjnej korzystając z wolnego dnia przejrzała pobieżnie podstawę programową i oczami wyobraźni zaczęła wizualizować sobie studenckie marzenie. Siebie przy tablicy omawiającą z dzieciakami jakiś emocjonujący temat literacki. –Uważaj jutro na siebie. Jedź ostrożnie, to w końcu ponad 90 kilometrów – Michał najwyraźniej postanowił na chwilę oderwać się od komputera. I nie trać głowy. To tyko jakaś mała, wiejska szkoła bez perspektyw. Zasługujesz na więcej – mrugnął porozumiewawczo i jego jasna czupryna zniknęła za drzwiami sypialni, która chwilowo pełniła rolę jego gabinetu.  

 

- Dostałam tę pracę, będę nauczycielką, cholera! Awww… – kilka godzin później Magda piszczała do telefonu. – Michał, nareszcie coś mi się udało – kontynuowało ignorując zupełną ciszę po drugiej stronie słuchawki. – Nie wiem jak Ty sobie to wyobrażasz, ale nie mogę teraz rozmawiać, za chwilę mam zebranie. Wrócimy do tego wieczorem, jak trochę ochłoniesz – krótki sygnał telefonu jednoznacznie dał do zrozumienia, że Michał nie ma nic więcej do dodania. Dziewczyn usiadła na ławce przed niewielkim budynkiem szkoły, którego szara biel malowniczo kontrastowała z błękitnym niebem i wszędobylską zielenią wkoło. W zasięgu wzroku wiła się niewielka rzeka, dalej widać było zarys lasu, na tle którego piętrzyły domy. Wkoło pachniało świerkami, co budziło ciepłe skojarzenia ze świętami chociaż był środek lata, – To będzie fajny rok. Wszystko zaczyna się układać – pomyślała Klara wsiadając do swojej granatowej, ośmioletniej Skody.  

 

Spaghetti, prosecco, uwielbiana przez Michała szynka prosuctto. W intencji dwudziestosiedmiolatki kulinarny zestaw włoskich smakołyków miał nieco złagodzić nerwową atmosferę. – Nie jestem głodny. Szef zamówił dla wszystkich sushi – rzucił na powitanie Michał zatrzymując wzrok na butelce schłodzono wina. – Więc może powiedz, jak Ty sobie to wszystko wyobrażasz – zaczął z rezygnacją opadając na krzesło . – Chodzi tylko o ten rok, nabiorę doświadczenia, spróbuję swoich sił i później spróbuję przenieść do jednej z olsztyńskich szkół. Będzie mi łatwiej z wpisem do CV poświadczającym moje doświadczenie pedagogiczne. Ty tylko rok. – żołądek Klary zaciskał się coraz bardziej z każdym słowem. – Nie będę musiała jeździć codziennie, w szkole jest mieszkanie. W ciągu tygodnia mogę się tam zatrzymać. A w weekendy będziemy nadrabiać stracony czas. Przyrzekam. – wyrzuciła z siebie znienacka jakby sama zaskoczona odważnym brzmieniem tych zdań. Michał zbladł, ale nie powiedział ani słowa. Wlał do ust całą zwartość kieliszka. Sięgnął po butelkę uzupełniając zapas. Prosecco syczało złowieszczo. Przez godzinę siedzieli w milczeniu . – To tylko rok – głos Klary wybrzmiał jak rozpaczliwy krzyk. 

 

Sierpień turlał się przez Olsztyn roztaczając wkoło przeczucie jesieni, które wiązało w sobie niecierpliwe oczekiwanie z jakimś niezidentyfikowanym poczuciem straty. Widok ogromnego kartonu, do którego pakowała kupione rzeczy codziennego użytku prowokował strach. Właściwie nie rozmawiali z Michałem na temat wyjazdu, tak jakby w gruncie rzeczy miało do niego nie dojść. Ostatniego dnia pracy Klara przemierzała korytarz urzędu z wielkim poczuciem ulgi. Kwiecisty chodnik, nieustannie zepsuta kserokopiarka i czarna kawa pita kompulsywnie w poczuciu poniedziałkowej melancholii miały być już tylko wspomnieniem. Tuż przed szesnastą szybka wymiana uprzejmości z koleżankami i była wolna. Od tego dusznego miejsca i ludzi w za ciasnych garsonkach, którzy zupełnie nie pasowali do jej wyobrażeń o świecie, w którym chciała żyć. Wracając do domu z każdym przystankiem, na którym zatrzymywał się autobus rosło w niej przekonanie, że postąpiła. Wieczorem zajęła się dopakowywaniem rzeczy i odpędzaniem myśli prowokujących stres. – Idziemy na kolację – szept w jej uchu wydawał się czulszy niż zwykle. – Ale, przecież jutro masz spotkanie z klientem, a ja muszę radno wstać, jest ciut późno na takie eskapady. – Nie przyjmuję odpowiedzi odmownej, ale najpierw się panią zajmę, tak żeby obudzić apetyt - ręka Michała pociągnęła dziewczynę w stronę w stronę sypialni.  

 

Rozdział 2 

 

Przemierzając drogę do Goślic Klara próbowała nie popadać w patetyczny nastrój, który wprawiłby ją w stan tęsknoty na narzeczonym, którego właśnie opuszczała. Przynajmniej w czysto fizycznym wymiarze. Starała się myśleć o sobie, jako o nowoczesnej, świadomej swoich potrzeb kobiecie, która goni za marzeniami. – Pędząc drogą S7 wprost do wiejskiej szkoły na odludziu – zaśmiała się do siebie. Kiedy stanęła przed budynkiem, w którym miała mieszkać i pracować, wyciągając z kieszeni swetra mentolowego papierosa poczuła lekkie ukłucie w okolicach żeber. Szkoła prezentowała się jakby mniej przyjaźnie niż niespełna dwa tygodnie wcześniej. – A uczucie radosnego podekscytowania zastąpił stres i trema. – Mam nadzieję, że znajdę kogoś kto okaże mi trochę wsparcia w tym pedagogicznym debiucie – ta myśl była równie ciężka, jak karton z pościelą, sztućcami i innymi rzeczami pierwszej potrzeby, który Klara starała się wytaszczyć z tylnego siedzenia skody. – Coś pani wypadło – męski głos zza pudełka, które chwilowo oddzielało ją od reszty świata wprawił ją w lekki niepokój. Odstawiła karton przyglądając się nieznajomemu, który ku jej uldze nie wyglądał na roszczeniowego tubylca ani wyższego stopniem kolegę z pokoju nauczycielskiego. Krótko przystrzyżona broda, jeansy eksponujące kolana za sprawa znacznych przetarć i biały t-shirt ubrudzony czymś przypominającym smołę lub smar kazało Klarze myśleć, że nie powinna wstydzić się tego, że nowy znajomy trzymał w rękach kartonik tamponów. – Aaa tak, dzięki…Musiały się wysunąć w trakcie wyjmowania tego pakunku – tłumaczyła nieskładnie przeklinając siebie za pomysł transportowania zapasu środków higienicznych na najbliższym miesiąc razem z kuchennymi akcesoriami. Niemal wyrwała mu z rąk zielone pudełeczko i zaczęła się nerwowo kierować w stronę szkoły. – Może Ci pomogę – wykrzyknął za nią chłopak, ale ona nie miała ochoty na kontynuowanie tej niezręcznej znajomości.  

 

- To są klucze do mieszkania, a to frontowe do budynku szkoły. Ma Pani zewnętrze wejście. Z korytarza prowadzącego do sali gimnastycznej też da się przedostać, ale tylko teoretycznie, bo drzwi są zamknięte na stałe i zastawione szafą. Zupełnie niezależne przejście da pani więcej intymności i swobody – ćwierkała dyrektorka wręczając dziewczynie nieco zardzewiały komplet kluczy. Miała ogromne okulary w srebrnych ramkach, żółtą sukienkę i znaczną nadwagę, co sprawiało, ze przywodziła na myśl wielką pszczołę. – Cieszę się, że będziemy razem pracować. Proszę się rozgościć, nie będę już przeszkadzać – rzuciła przez ramię i zniknęła za drzwiami zanim Klara zdążyła zadać jakiekolwiek pytanie.  

 

Dźwięk informujący o nadchodzącej wiadomości przerwał nieznośną ciszę, która panowała od wyjścia dyrektorki. – Jak Ci tam jest? – widok wiadomości od Michała sprowokował chwilowe uczucie tęsknoty. – Tęsknię. – Nie wymyślaj, za trzy dni będziesz w domu. To nie koniec świata – racjonalny ton sprowadził uczucia Klarę na właściwie tory. I przypomniał po co właściwie robi. Z Michałem poznali się sześć lat temu, na jakieś zupełne nieudanej imprezie. Nieco za mocno się wstawiła, on zamówił jej taksówkę, odprowadził pod drzwi mieszkania. Następnego dnia wpadł z puszką zimnej coli, sprawdzić jak się czuje. Na jego widok jej samopoczucie podejrzanie się poprawiło, mimo że nie do końca była przekonana, czy dziwne wrażenie pod żebrami było spowodowane kacem, czy obecnością fajnego faceta w jej towarzystwie. Później zamieniła wymarzone studia w Gdańsku na życie w kameralnym Olsztynie. Michał studiował tam z sukcesami, miał spore stypendium i ukochane koło naukowe. A dla niej odkąd go poznała, kolory gdańskiej starówki jakby zmatowiały. Kiedy wyprowadzała się z trójmiejskiego mieszkania czuła jakby palące uczucie w okolicach żołądka było delikatnie tłamszone przez zimny okład. Nareszcie miała żyć bez ciągłego uczucia braku. Ale szybko okazało się, że nigdy nie można doświadczyć wrażenia całkowitej pełności. Jej rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. – Zapomniałam wspomnieć, że jutro jest rada pedagogiczna , podczas której pozna pani swojego opiekuna stażu i zasady panujące w naszej placówce. Proszę być około dziesiątej w pokoju nauczycielskim – wyrecytowała dyrektorka i nie czekając na odpowiedź skończyła rozmowę. – Najwyższy czas chyba zwiedzić okolicę – myśli Klary przelały się przez jej głowę w rytm zamykanego zamka. Goślice były pełne roślin. Kasztanowce i brzozy zieleniły się na tle sierpniowego nieba. Kilkanaście domów skupionych po obu stronach drogi zdawało się żyć w zwolnionym rytmie. – Sklep jest jakiś kilometr stąd – głos za plecami wybrzmiał zupełnie nagle. To był ten sam mężczyzna, który rano pomagał jej zbierać tampony z ziemi. – Dzięki, nie szukam sklepu, wyszłam się trochę rozejrzeć– odpowiedziała Klara siląc się na uprzejmy ton. – Nowa polonistka? Jestem Antek – powiedział uprzejmie wyciągając rękę. – Wieści szybko się tu rozchodzą – dodał odpowiadając na jej skonsternowane spojrzenie. Zinterpretował je , jako wyraz zainteresowania, bo już po chwili opowiedział skórconą wersję swojej biografii, Pomagał choremu ojcu prowadzić warsztat samochodowy. Wcześniej mieszkał w Londynie, Łodzi, a nawet Brnie. Ale niedyspozycja ojca, dla którego naprawa samochodów była jedynym źródłem utrzymania kazała mu wrócić do Goślic. Chociaż były dla niego ciasne i nudne, czuł się w obowiązku pomocy rodzinie. Może to miało być zadośćuczynienie za jego wszystkie wcześniejsze błędy. – Wpędziłeś matkę do grobu- słowa ojca tuż po pogrzebie wryły się w jego pamięć, jak zrosty. Nie chciała znać tej historii. Właściwie wcale nie chciała go poznawać, podobnie jak reszty gorlickiego świata, który zacząć wydawać się jej smutnym i zupełnie obcym miejscem. 

 

Rozdział 3 

 

- Niepotrzebnie wszystko rozkładasz na części pierwsze. Stresujesz się to normalne, ale skoro podjęłaś taką decyzję to bądź w niech choć trochę konsekwentna – głos Michała wiązł w głośnikach komputera. – Słabo cię słyszę, a jeszcze gorzej widzę – mruknęła Klara przyciskając nos do ekranu. – Zbieram się do pracy, nie mam czasu na spokojną rozmowę – zamazana sylwetka Michała usiłowała wciągnąć na siebie marynarkę. – Bądź dzielna na tej radzie, a jak będzie bardzo źle to po prostu wrócisz. Coś wymyślimy. A teraz biegnę kocham cię – rzucił pośpiesznie do monitora i zniknął. – Ja ciebie też – mruknęła Klara do czarnego ekranu mrugając pośpiesznie, żeby zatrzymać łzy. W obliczu stresu zawsze miała tendencję do dramatyzowania. W tym jednym Michał miał rację.  

 

Przemierzając szkolny korytarz Klara odnosiła wrażenie, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Zapach stęchlizny mieszał się ze słodkimi perfumami starszych kobiet skupionych pod oknami w niewielkie grupki. Jej nowych koleżanek z pracy, które na powitanie obrzuciły ją dość chłodnym spojrzeniem. Dziewczyna pożałowała, że założyła szpilki, które manifestowały jej obecność z każdym krokiem. Pokój nauczycielski małym pomieszczeniem, w którym nie było nic poza wielką szafą, długim stołem z krzesłami i wieszakiem na ubrania. Dziewczyna nie bardzo wiedząc, gdzie może usiąść zajęła pierwsze wolne miejsce. – Tutaj zawsze siedzi pani Hania od fizyki, a ona raczej nie lubi, kiedy ktoś wchodzi jej drogę, więc lepiej chodź za mną – stojąca przed nią brunetka wyglądała na jej równolatkę. – Jestem Marcelina, uczę W-Fu, bardzo nie lubię tej szkoły i cieszę się, że bywam w niej tylko dwa razy w tygodniu – nowa koleżanka wydawała się być Klarze bardzo swobodna, co w jej odczuciu graniczyło z lekką nonszalancją. – Obok mnie zwykle miejsce jest puste, bo mają mnie tutaj za lekką świruskę, ale nawet nie próbuję tego zmieniać – dodała żując ostentacyjnie gumę i osuwając się na nieco wysłużone krzesło. – Szanowni państwo, drogie grono pedagogiczne, chciałabym oficjalnie wszystkich powitać na pierwszym po wakacjach zebraniu rady pedagogicznej – dyrektorka w liliowym kostiumie, który nieco zbyt mocno opinał jej biodra i uda wyglądała jak mistrz jakieś cyrkowej ceremonii. – No to teraz nastaw się na kilka godzin nudy – mruknęła Marcelina wyciągając z torebki telefon. 

 

Rzeczywiście minuty wiły się jak godziny, a jedną formą walki z marazmem było podnoszenie ręki w geście głosowania nad jakąś uchwałą, o której treści Klara nie miała pojęcia. Po zakończeniu zebrania odbyła krótką rozmowę z panią Marią, która została jej opiekunką stażu. Ta miła pięćdziesięciolatka w z kasztanowych lokach sprawiała dobre pierwsze wrażenie, jednak po chwili rozmowy zdawała się zupełnie stracić zainteresowanie rozterkami pedagogicznymi dziewczyny. Z kolei Marcelina przepadła tuż po zakończeniu rady, więc tak naprawdę nadzieje Klary na nawiązanie jakichkolwiek relacji koleżeńskich przed oficjalnym rozpoczęciem roku szkolnego okazały się być naiwne. – To się nazywa świetny początek kariery – pomyślała gorzko zaciągając się dymem papierosowym zmieszanym z sierpniowym powietrzem. 

 

- Praca nie jest od nawiązywania przyjaźni, zawsze Ci to mówiłem. Swoją drogą nie rozumiem po co masz tam zostać jeszcze trzy dni, skoro rok szkolny zaczyna się w poniedziałek – Michał, nie mędrkuj to wcale nie pomaga – syknęła Klara do telefonu. – Tłumaczyłam Ci, że chcę trochę oswoić się z okolicą, szkołą i ludźmi chociaż to ostatnie wychodzi mi dość żałośnie. Zresztą jutro i pojutrze mam spotkanie z panią Marią, która ma zobaczyć moje konspekty na najbliższe lekcje – dziewczyna podtrzymywała komórkę ramieniem próbując jednocześnie odkorować czerwone półwytrawne. – Panią Marią? To w nauczycielskiej enklawie nie przechodzi się na Ty? – Najwyraźniej nie z żółtodziobami – mruknęła Klara po czym głośno przeklęła do telefonu. – Muszę kończyć, bo właśnie zalałam pół kuchni portugalskim winem. Może to jakaś nieudolna metafora mojego obecnego stanu ducha. Buzi. W tym samym momencie, rozległo się pukanie do drzwi, które wydało się jej zupełne nierealne. Nie mogła znaleźć racjonalnego powodu, dla którego ktoś miałby ją tu odwiedzać. – Przyniosłem przesyłkę– męski głos zza ciężkich drewnianych drzwi brzmiał znajomo. 

 

Rozdział 4 

 

Przesyłką okazały się być dość wysłużone podręczniki metodyczne od pani Marii. Z kolei rolę posłańca objął Antek, który w oczach Klary zyskał ponadprzeciętne zdolności pojawiania się w najmniej oczekiwanych momentach. Zamienili kilka uprzejmych zdań w drzwiach. Mimo fatygi nie miała ochoty zapraszać go na herbatę, więc po chwili kłopotliwej ciszy Klara z ulgą przekręciła zamek w drzwiach. 

 

Kolejne dni minęły na przygotowywaniu konspektów lekcji, beznamiętnych rozmowach z panią Marią i nostalgicznych spacerach. W okolicy pępka zaczynało ją ssać przeczucie, że może wyjazd do Goślic wcale nie był najwłaściwszą decyzją. Ale nie było odwrotu. Musiała przetrwać ten rok, brakowało planu ewakuacyjnego. Postanowiła nie dzielić się swoimi rozterkami z Michałem, który z pewnością zinterpretowałby je jako dowód na słuszność swoich przekonań. Weekend w Olsztynie minął równie szybko, jak się zaczął. Właściwie Klara żałowała, że w ogóle nadszedł, bo czas z spędzony w domu zupełnie wytrącił ją z goślickiej rzeczywistości. Wiedziała, więc że powrót będzie trudniejszy niż zakładała. Kiedy w niedzielny wieczór parkowała samochód przed szkołą, która miała być nie tylko jej nowym miejscem pracy, ale i przestrzenią życia poczuła zwyczajny strach. A ona nie lubiła się bać, co kojarzyło jej się z pewnym rodzajem słabości, a nawet upodlenia. Dźwięk telefonu odbił się od asfaltu. – Kochanie, dojechałaś bez przygód? Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku. Wiem, że nie powinnam niepokoić Cię tuż przed debiutem w nowej pracy, ale muszę Ci to powiedzieć, bo zwariuję sama w tej rozpaczy. Igor ma raka trzustki. – Klara miała wrażenie, że ostatnie zdanie usłyszała kilka razy, jakby ktoś je zapętlił w jej głowie. Usiadła na zimnych już o tej porze betonowych schodach. Igor, jej starszy brat, uznany poznański architekt, człowiek sukcesu, spełniony mąż. Duma jej matki. Najważniejszy facet w życiu Klary przed poznaniem Michała. Substytut ojca, którego nigdy nie poznała. Miał umrzeć? Musiała coś odpowiedzieć matce. Coś pocieszającego, ale głos uwiązł jej w gardle. – Przyjadę do Ciebie w piątek po lekcjach. Na pewno coś wymyślimy – powiedziała siląc się na beznamiętny ton. Po czym wepchnęła pięść do ust tłumiąc szloch. Siedziała tak jeszcze kilkadziesiąt minut nie będąc w stanie się ruszyć. Wokół zrobiło się straszliwie ciemno, gdzieś niedaleko słychać było rechot żab. Który dla Klary brzmiał tamtego wieczoru jak lament.  

 

Prawie całą noc spędziła na czytaniu o alternatywnych metodach leczenia guzów trzustki, terapiach i rokowaniach. Rano wyglądała upiornie, ku jej uldze kosmetyki ukryły prawdziwy wyraz twarzy. Kiedy wyszła przed budynek szkoły dzieciaki już zgromadziły się w klasowych grupkach. Świeciło słońce, białe bluzki dziewczynek i ciemne marynarki chłopców w jego promieniach wyglądały jak posępna biało-czarna flaga. Klara nie miała wychowawstwa co przyjęła z ulgą, bo jako debiutantka nie czuła się gotowa na opiekę nad własną klasą. Po hymnach, przemówieniach i wykładzie policjanta na temat bezpieczeństwa w szkole, pobiegła sprawdzić plan lekcji na najbliższe półrocze po czym zabarykadowała się w swoim pokoju marząc o głębokim śnie, który pozwoli jej wyłączyć myśli.  

Kiedy następnego dnia rano przemierzała korytarz z dziennikiem pod pachą na pierwszą lekcję z klasą 4c czuła w okolicach żeber delikatne łaskotanie, które przywodziło na myśl oznaki radości. Chociaż w okolicznościach choroby brata chyba nie miała prawa się cieszyć. Nawet odrobinę. Ale w końcu spełniała swoje pedagogiczne marzenie, zamieniła urzędowe tabelki na kreatywną nauczycielską przestrzeń. – A dom na klaustrofobiczny pokoik na tyłach szkoły – zadźwięczała jej w głowie myśl, za którą natychmiast się zganiła.  

Opowiadała o planach na nadchodzące półrocze, lekturach, wewnątrzszkolnym systemie oceniania. Dzieciaki dzieliły się z nią wspomnieniami z wakacji. To był udany debiut, a kończąc szóstą lekcję Klara czuła, że chyba jest z siebie dumna. 

- Dzieciaki chyba mnie lubią, a nawijanie przez 45 minut jest tym do czego zostałam powołana. To jest to – wykrzyczała do słuchawki Michałowi wlewając sobie do kubka resztkę portugalskiego czerwonego, które otworzyła kilka dni temu. – Muszę w końcu kupić kieliszki – przeszło jej przez myśl . – Jestem nauczycielką i czuję się z tym zajebiście – trajkotała jak nakręcona do słuchawki. – Teraz naprawdę nie mogę, zaraz mam spotkanie z szefem, przymierzamy się do dużego projektu – Michał wydawał się być bardzo daleko, zaszyty w swoim cybernetycznym świecie. – Igor ma raka – wychrypiała i zaczęła płakać. Głośno i bezradnie. Jak dziecko oczekujące pocieszenia. – Jak to? Na pewno da się coś na to poradzić, teraz naprawdę nie mogę. Trzymaj się i nie rozklejaj. Będzie dobrze. Zadzwonię wieczorem –Michał po prostu odłożył słuchawkę. – No to toast za mój najszczęśliwszy i zarazem najsmutniejszy dzień w życiu – pomyślała żałując, że nie ma w zanadrzu jeszcze jednej butelki wina. Chciała iść spać, ale mieszanina stygnącej ekscytacji z parzącym od środka smutkiem nie pozwalała wyłączyć myśli na tyle, by spokojnie zasnąć. Bez wyraźnego powodu przekręciła zamek w drzwiach i ruszyła przed siebie. Na przekór zapadającej szarudze i lekkiej mżawce. Mijała kolejne podwórka. Niektóre domy składały się z czerwonej cegły, jakby pamiętały czasy wojny. Na tle odnowionych budynków wyglądały jak wyrwane z zupełnie innej historii. Było cicho i pusto. Pamiętała wieś, jako miejsce pełna życia, biegających wesoło dzieci, wszędobylskich zwierząt, magicznych zakamarków. Każde wakacje spędzała w małej wiosce pod Szczytnem. Goślice były inne, bardziej wyciszone, ale równie magiczne. Mimo że wijąca się rzeka i czerwieniący się teraz las wyglądały nieco bardziej nostalgicznie niż w połowie sierpnia wciąż było w tym coś mistycznego. Teren zaczął się przerzedzać, a odległości między domami robiły się coraz większe. Zapaliły się latarnie. – Chyba na dzisiaj wystarczy – pomyślała czując, że z każdym krokiem oddalającym od szkoły czuje się coraz bardziej niepewnie. 

 

Rozdział 5 

 

Świdrujący ciszę dźwięk telefonu był zwiastunem kolejnego dnia jej nowego życia. – Przepraszam, że wczoraj nie zadzwoniłem, ale poszliśmy na kolację z klientem i było już bardzo późno. Nie chciałem Cię budzić. Jak to Igor ma raka – Michał postanowił zacząć rozmowę bez zbędnych wstępów. Trochę, żeby odwrócić uwagę od swojego poczucia winy. – Nie mam siły teraz o tym rozmawiać, muszę jeszcze przejrzeć konspekty dzisiejszych lekcji. Szkoda, że wczoraj nie mogłeś. Naprawdę. Cześć – Klara rzuciła słuchawką. Była wściekła i rozczarowana. Jak mógł nie zadzwonić, wiedząc, jak wariuje tu sama z niepokoju. Jak śmiał beztrosko jeść firmową kolację , kiedy ona snuła się bez sensu po okolicy. Gdzieś z tyłu jej głowy pojawiała się myśl, że ich związek tego nie przetrwa chociaż za wszelką cenę próbowała ją zagłuszyć myślą, że Michał po prostu jest dupkiem.  

Tego dnia w szkole była obecna tylko fizycznie. Odklepała kilka formułek, zadała dzieciakom jakieś ćwiczenia do samodzielnego wykonania. Większość czasu bezmyślnie gapiła się w okno. Kiedy okazało się, że zajęcia z czwartą f i piątą c są odwołane z okazji wycieczki wybiegła ze szkoły i bez chwili wahania wsiadła do swojej skody, którą popędziła w kierunku Szczytna. 

 

Przekraczając próg domu rodzinnego delikatnie drżała na myśl o tym, że będą z matką rozmawiać o chorobie Igora. Jakby stała się faktem. Rozmowa w cztery oczy na ten temat wydawała się Klarze tajemniczym rytuałem, który przypieczętuje prawdziwość diagnozy. Dlatego od czasu tamtego telefonu unikała matki, nie próbowała też kontaktować się z Igorem ani jego narzeczoną. – Mamo ! Co się dzieje? Bez pukania wparowała do salonu. Przy niewielkim, okrągłym stoliku siedziały sąsiadki, wyraźnie uraczone nalewką, która czerwieniła się w karafce. Matka z wypiekami na twarzy chichotała w odpowiedzi na jakiś żart opowiadany przez jedną z koleżanek. – Mogłabyś przynajmniej zdjąć buty i kurtkę, skarbie – słowa brzmiały jak dość chłodne powitanie. – Naprawdę masz powody do świętowania? Dobrze się bawisz? – fuknęła Klara, kiedy zostały same. Jednocześnie poczuła ukłucie zawstydzenia myśląc o kilku kieliszka portugalskiego wypitego w goślickim pokoju. – Kochanie tak się składa, że powody owszem i są, miałam właśnie ci napisać. Guz okazał się łagodny, tak wykazała biopsja. Wszystko dobrze się skończyło – matka ćwierkała jak nastolatka. – Miałaś mi napisać, ale najpierw postanowiłaś zorganizować spotkanie towarzyskie? Kiedy ja gnam tu oswajając przez całą drogę myśl, że mój brat umrze. A ja nawet boję się do niego zadzwonić, bo nie wiem, jak się rozmawia z nieboszczykami – słowa wypadały z niej samoistnie, jakby stanowiły niezależne byty. – Jesteś popieprzona – drzwi trzasnęły z hukiem, który niósł się aż do bramy.  

 

Jechała szybko, nie dbając o przepisy. Michał dzwonił kilka razy, ale nie miała ochoty rozmawiać z kimkolwiek. Zwłaszcza z nim. Ani z matką, która prowadziła dziwną grę, której celu nie rozumiała. Chociaż ona od chwili, kiedy Klara trzasnęła drzwiami ich domu nie próbowała się z nią skontaktować ani razu. Wiedziała, że musi zadzwonić do Igora. Zapytać o co właściwie chodzi z jego rakiem. Ale najpierw chciała pozbierać myśli. Droga do Goślic zdawała się nie mieć końca. Dlatego moment zjazdu z ekspresówki dziewczyna przyjęła z ulgą. Marzyła o tym, żeby napić się wina, a potem iść spać. Pobyć chwilę bezmyślnie. Gęsta ciemność lasu otaczającego wieś sprowokowała lekkie uczucie niepokoju, które jednak zagłuszała nieustępująca wściekłość. Nagle zupełnie znikąd na drodze pojawiła się czerwona walizka, w której odbijały się światła samochodu przebijając wszędobylską czerń. Klara instynktownie skręciła w lewo. Zatrzymała samochód. – Kurwa – syknęła. Strach przed tym co może być w środku zupełnie ją sparaliżował. Nie pozwalał wysiąść z auta. Ani pojechać dalej.


Tagi:

Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 337
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#2 » 13 lis 2019, o 08:31

Zaciekawiło mnie opowiadanie, od jakiegoś czasu interesuje mnie żeński odbiór świata, no i muszę przyznać u Ciebie jest dużo opisów znanych mi z życia.

wierzba_bijąca
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 7
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#3 » 13 lis 2019, o 10:06

Dziękuję za odwiedziny i poczytanie :).

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#4 » 13 lis 2019, o 15:51

wieś, jako miejsce pełna życia, - *pełne*  

 

że Michał nie ma nic więcej do dodania. *Dziewczyn* usiadła na ławce przed niewielkim budynkiem szkoły,- *dziewczyna* 

 

Nie moje klimaty, ale tekst zjadliwy. To co mnie zastanawia to ciągle użycie aspektu braku czasu. Sam, pracując po 8H jestem w stanie codziennie chodzić na imprezy (jeżeli znajomi wytrzymają xD). Ta dwójka, wydaje się jednak tak zapracowana. Rozumiem oczywiście użycie pośpiechu by ukrócić dialog do tylko najbardziej witalnych dla fabuły części rozmowy. Zostało to jednak nadużyte i przez to wygląda dość nienaturalnie. Tak jak mogę ogarnąć jeszcze zapracowanie programisty. Tak nie ponimaju urzędniczki - później nauczycielki. 

 

Postacie drugo/trzecioplanowe są opisane bardzo płytko, jest to jednak zrozumiałe z uwagi na formę medium i w tego typu książkach ("Za Kulisami", "Czerwone i Czarne"). Jako że samowolnie rzuciło mi się porównanie do takich produkcji, warto pomówić o braku "głównego wątku". Jestem wielkim zwolennikiem istnienia takiegoż konceptu - słyszałem jednak, że istnieją ludzie lubiący jego brak. Samym głównym wątkiem wydaje się na początku być "zostanie nauczycielem". Szybko jednak jest to osiągnięte i przechodzimy do nstp. wątku "związku na odległość". Jeżeli dalsza część rozwinie odwieczną dyskusję natury konceptu, będę wdzięczny.  

 

Ciekawe kontynuacje jaki nachodzą moje myśli to: Zrobić rozdział z perspektywy Michała. dało by to możliwość rozwinąć i wytłumaczyć trochę jego postać. (narazie przedstawia się bardzo jedno-wymiarowo, a jest przecież drugą połówką!) Można by też pokazać jego punkt widzenia na decyzje głw. boh. 

 

(Możliwe że coś dopiszę, ale muszę spadać z mej machiny)


wierzba_bijąca
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 7
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#5 » 13 lis 2019, o 17:12

Dzięki za poczytanie i obszerny komentarz z uwagami. Rozdział z perspektywy Michała to bardzo ciekawy pomysł. W zamyśle(o ile starczy mi zapału) głównym wątkiem ma być zawartość walizki. Jednak nie w kontekście przebiegu akcji, ale jako kwestia determinująca zachowania i wybory bohaterów.

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Zbliżenie cz. 1 ( fragment)

Post#6 » 13 lis 2019, o 18:44

Dwuklik w myszce jest potworem) 

 

Kontynuując myśli. Na razie wygląda to na swoisty serial z każdym wątkiem - stającym się jego odcinkiem. Nie wiem czy był to efekt zamierzony. Takie jednak odbieram wrażenie. 

 

Inne ciekawe pomysły na kontynuacyje - Opis głw. Bohaterki. Wiem, że brzmi banalnie, miałem jednak wrażenie iż chciałaś opisywać postacie poprzez sytuacje, zaraz potem wróciłaś do opisów zwykłych, wynikających z samego faktu potrzeby wyobrażenia sobie aktora. Idealne wplecienie fabularne może być podczas wątku Michała, (jeżeli dojdzie do skutku) gdy on, lustrować będzie wzrokiem swoją dziew. po długim okresie rozłąki (możliwie zadziwiony zmianą). 

 

To tyle, miało być dodatkiem do poprzedniego komentarza, ale dwuklik jest potworem... 

 

Tako rzekłem ja. Xeno. Cyah around!


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości