Gadzinka — 7+8

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Zwad
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 34
Zobacz teksty użytkownika:

Gadzinka — 7+8

Post#1 » 8 lis 2020, o 12:15

Opowiadanie erotyczne z COVID-em w tle 

 

Spis treści: 

Rozdział 1 + rozdział 2 

Rozdział 3 + rozdział 4 

Rozdział 5 + rozdział 6 

Rozdział 7 + rozdział 8 

 

7. Koszulka 

 

Tym razem brunetka za foliową przesłoną nie patrzyła w monitor, lecz świdrowała wzrokiem wchodzącą Olę. Jej spojrzenie było lodowate. Nie zdążyła otworzyć ust, by wypowiedzieć swoją powitalną mantrę, a przybyła już aplikowała na dłonie płyn dezynfekujący z butelki w stojaku. Twarz przesłonięta zieloną maseczką z wyhaftowanymi, karminowymi ustami również nie dawała pretekstu do zaczepki. 

– Pan Hubert już czeka – recepcjonistka wycedziła ostatecznie. 

Rzeczywiście, rehabilitant stał oparty o ścianę przy drzwiach, w tej samej, wyczekującej pozycji co poprzednim razem. 

– Dzień dobry – przywitała się promiennie Ola. 

Śledząca każdy jej krok recepcjonistka, zmarszczyła nos i niemym ruchem warg przedrzeźniła jej pozdrowienie. 

– Cześć! – Hubert jak zwykle przepuścił ją w drzwiach. Podobnie, jak poprzednim razem, owionął ją zapach sandałowego drzewa. Jak za przekręcenim włącznika na jej przedramionach pojawiła się gęsia skórka. – To jaki masz problem dzisiaj? 

Ola opowiedziała o powracających bólach pleców. 

– Tylko w plecach? – zapytał terapeuta. – Już ci mówiłem, to dość normalne po takim zdarzeniu jak twoje. Potrzeba nie mniej niż tygodnia, by sytuacja wróciła do normy. 

Dziewczyna uniosła brew. Gorączkowo szukała w myślach wiarygodnego wyjaśnienia, którym mogłaby uzasadnić swoją obecność dzisiaj w przychodni. 

– No właśnie o to chodzi, że nie tylko w plecach. Doszedł jeszcze ból w lewym udzie i w kolanie. Tak jak przewidziałeś, odezwała się ta stara sprawa złamanej nogi po upadku z konia. – Ola była wdzięczna swojej pamięci, za podsunięcie tej wymówki. 

– OK. Przebierz się za parawanem. 

Po chwili wyszła zza parawanu, ubrana w te same spodenki i tego samego t-shirta, którego miała na sobie podczas poprzedniej wizyty. Tym razem nie miała pod nim stanika. Jej ciężkie piersi wybrzuszały koszulkę trochę niżej niż poprzednio. Nieduże guziczki sutków przykuły na moment wzrok Huberta, ale szybko przeniósł wzrok na twarz dziewczyny. 

– Pokaż, które miejsca dokładnie cię bolą i opisz rodzaj tego bólu. 

– No, ból zaczyna się tu z tyłu – Ola położyła dłonie na dolnej części pleców – i przechodzi w dół, przez boki tu do przodu – ręce dziewczyny przesunęły się przez pośladki, na biodra i dalej w stronę wewnętrznej części ud. 

– Hmmm... to może być od mięśnia grzebieniowego. – Hubert złapał się za brodę kciukiem i palcem wskazującym lewej dłoni. – Dobra, odpuśćmy na razie Indibę i zacznijmy od fali uderzeniowej. Wiem, brzmi groźnie, ale to też bardzo przyjemny zabieg. Potem zobaczymy. 

Ola kiwnęła głową. Patrzyła w jego brązowe oczy, oczekując dalszych poleceń. 

– Zabieg będzie na okolicę guzów kulszowych, czyli... pośladków – terapeuta zawahał się na moment, zanim wypowiedział ostatnie słowo. – Czy masz bieliznę na zmianę, czy wolisz skorzystać z koszulki zabiegowej? 

Brwi dziewczyny zmarszczyły się w grymasie wyrażającym brak zrozumienia. 

– No... żeby głowica nie podrażniła naskórka, muszę nałożyć warstwę olejku... 

– OK. Rozumiem – załapała. – No nie mam nic na zmianę. – Zrobiła zafrasowaną minę. 

Hubert bez słowa podszedł do szafy stojącej za jego plecami, wyjął starannie złożony kawałek garderoby i bez słowa podał pacjentce. Ola, również w milczeniu, zabrała ją za parawan. 

Koszulka była czysta i starannie wykrochmalona. Ola, pomimo że nie była jakość szczególnie wysoka, miała wrażenie, że jej strój jest wyjątkowo krótki. Dolna krawędź tuniczki ledwo co dosięgała górnej części ud. A przecież teraz nie miała pod nim żadnej bielizny. Przygryzła wargę i zmarszczyła brwi. Po chwili krótki uśmiech przemknął jej po twarzy, zapewne podążając za jakąś przelotną myślą. Bez skrępowania wyszła zza zasłony. 

Chłopak omiótł ją spojrzeniem od głowy aż po stopy, ale nie pozwolił sobie na żaden komentarz ani nawet zdradzający jego myśli grymas twarzy. – Takiś twardziel? – zapytała w myślach – Jeszcze się przekonamy! – Pod piegowatym noskiem pojawił się uśmieszek. 

Rehabilitant otworzył przed nią drzwi i właściwym dla siebie gestem zaprosił do przejścia przodem. Pomyślała o recepcjonistce i o ludziach czekających na korytarzu i znowu poczuła się skrępowana. Zamiast ruszyć się z miejsca, zdziwiona patrzyła na fizjoterapeutę. 

– Falę robimy w innym gabinecie – wyjaśnił, domyślając się powodu dezorientacji dziewczyny. 

Nabrała powietrza w płuca, wstrzymała oddech i wyszła na korytarz. Tak jak się obawiała, przychodnia nie była jeszcze całkiem pusta. Hubert przeprowadził ją sprawnie wzdłuż dwóch, długich ścian, do pomieszczenia, które znajdowało się w przeciwległym narożniku budynku. 

Pokój zabiegowy podzielony był parawanami na trzy stanowiska. Po lewej stronie, na stole do masażu, leżał na brzuchu starszy jegomość przykryty kocem. Był zrelaksowany i sprawiał wrażenie, jakby właśnie odbył jakiś przyjemny zabieg. Wnikliwie przyglądał się wchodzącym. Oli zrobiło się jeszcze bardziej nieswojo. Czuła badawczy wzrok pacjenta na swoich nieokrytych udach. – Nie może zobaczyć więcej, niż na plaży, gdy jestem w stroju kąpielowym – pocieszała w myślach samą siebie. 

Hubert przeprowadził ją do najgłębiej położonego stanowiska i szczelnie zasłonił kurtyny zwisające z umieszczonej pod sufitem szyny. Polecił dziewczynie położyć się na brzuchu. Podciągnął koszulkę Oli powyżej lędźwi, ulał porcję olejku na dłonie i zaczął masować po obu stronach kręgosłupa. Jego ciepłe dłonie sprawiały wrażenie lekko szorstkich, co potęgowało rozgrzewający efekt. Przymknęła oczy i zatopiła się w błogiej kontemplacji. Po chwili ręce masażysty przemieściły się niżej, na pośladki. Zabawiły tam krócej niż na plecach i podążyły dalej, w stronę ud. Gdy palce zsunęły się stronę pachwiny, Ola zamruczała. Nie była pewna, czy to bardziej z powodu rozmasowania bolących przyczepów mięśniowych, czy z obawy o zbytnią bliskość palców masażysty od jej intymnego miejsca, czy też... był to niekontrolowany pomruk zadowolenia. 

Hubert wytarł ręce w papierowy ręcznik i zdjął ze stojącego obok urządzenie coś przypominającego pistolet laserowy z Gwiezdnych Wojen. 

– Większość pacjentów odbiera ten zabieg jako przyjemny – powiedział do pacjentki. 

Przyłożył głowicę fali uderzeniowej do skóry dziewczyny i zaczął wędrować po pokrytych warstwą olejku miejscach. Maszyna burczała niskim tonem. Śladem wędrującej głowicy podążało uczucie delikatnej wibracji. To rzeczywiście było przyjemne. Czuła jak coraz bardziej odpływa. 

– Zostało nam rozmasowanie mięśni grzebieniowych ud – głos chłopaka dotarł do Oli jak zza ściany. Maszyna ucichła, widać zabieg dobiegł końca. – Połóż się teraz, proszę, na plecach. 

Trochę nieobecna, lecz wracająca do rzeczywistości dziewczyna posłusznie zmieniła pozycję, przy okazji odruchowo obciągając koszulkę w stronę kolan. Hubert ulał kolejną porcję olejku i położył śliskie dłonie ponad kolanami. Wykonywał ugniatające i rozcierające ruchy wzdłuż ud. Systematycznie przesuwał się wyżej w stronę podbrzusza pacjentki. Pod przymkniętymi powiekami Oli odtworzył się obraz lusterka kosmetycznego, a w nim odbicie intymnej fryzurki, jaką wykreowała sobie w przeddzień rozstania z Ignacem. Dłonie masażysty znajdowały się teraz o centymetry od tego miejsca. Do błogiego rozleniwienia zaczęła dołączać ekscytacja. – Lepszej okazji nie będzie – pomyślała. – Albo teraz, albo wcale. 

Nie podnosząc rąk leżących wzdłuż boków, samymi kciukami, podsunęła koszulkę lekko do góry. Przez przymrużone oczy obserwowała swojego terapeutę zajętego masowaniem mięśni. – Nie zauważył, czy jest taki opanowany? – zapytała siebie w myślach. – Nie wierzę, że to go nie kręci. Chyba że nie zobaczył jeszcze całej żmijki. – Po chwili, równie niepostrzeżenie, powtórzyła manewr kciukami. Zauważyła, że Hubert podniósł wzrok na moment gdzieś w okolicę poniżej jej pępka i poczuła, jak szybkim ruchem zsuwa koszulkę z powrotem w stronę kolan. 

Odczekała chwilę i gdy Hubert odwrócił się na moment, by zmienić ustawienie na urządzeniu, ponownie podciągnęła koszulkę w górę, jeszcze wyżej niż za pierwszym razem. 

Wzrok chłopaka strzelił prosto w stronę cipki. Tym razem koszulki nie poprawiał. Długie rzęsy dawały Oli komfort obserwowania sytuacji, podczas gdy ona sama, zapewne wyglądała na śpiącą, lub co najmniej na zatopioną w kontemplacji. Widziała, jak spojrzenie masującego na coraz dłuższe chwile zatrzymuje się u zwieńczenia jej ud. Co jakiś czas zerkał na jej twarz, zapewne kontrolując stan zamknięcia oczu. 

Terapeuta masował już najwyżej położoną partię mięśni jej nóg. Jego palce wręcz ocierały się o znajdujące się pomiędzy udami czułe miejsce. 

Nagle poczuła, że jego dłoń pogłaskała pod włos jej rudego jeżyka. Dotknięcie było bardzo delikatne, tak jakby chciał przesunąć rękę w powietrzu ponad jej ciałem, ale niechcący poprowadził dłoń zbyt nisko i musnął nastroszone włoski. – Taaak – pomyślała – chcę więcej. 

Hubert przestał masować. Poprzez opuszczone rzęsy widziała jak stoi lekko pochylony nad nią i bezceremonialnie obserwuje jej najbardziej intymne miejsce. Był skupiony wyłącznie na obserwacji, jakby zapomniał o zabiegu. Delikatnie, by nie wytworzyć przy okazji żadnego dźwięku, odłożył przyrząd na podręcznym stoliku. Pochylił głowę jeszcze niżej. Ola poczuła, jak jego palec opiera się o jej skórę gdzieś w pobliżu pępka i wolnym, falistym ruchem wędruje w dół. – Wodzi palcem po żmijce od ogona do łepka – domyśliła się. Pomimo skąpego stroju czuła jak jej piersi, a potem szyję i twarz zalewa fala gorąca. 

Jęknęła cichutko. Przypomniał jej się pacjent leżący bliżej drzwi do gabinetu. – A jeżeli on to wszystko słyszy? – pomyślała. Palec Huberta dotarł właśnie do główki jej rozkosznego talizmanu i myśl odpłynęła szybciej, niż się pojawiła. Nie wiedziała, jak daleko doprowadzi ją ta sytuacja, ale teraz była w stanie zaakceptować niemal wszystko. Jej łechtaczka znalazła się pomiędzy kciukiem i opuszkiem drugiego palca chłopaka. Za sprawą olejku, jego palce lekko ślizgały się po różowym guziczku. Gdy pieszczoty stawały się zbyt intensywne, jakby czytając jej myśli, odwodził palec na bok i krążył wokół czułego punktu. 

W pewnym momencie zorientowała się, że jej płatki ustępują pod naciskiem palców chłopaka. Poczuła go teraz głębiej. Pieścił ją i w środku i na zewnątrz i od czasu do czasu wycierał o rudą żmijkę dłoń wilgotną od jej soków. 

– Aaaah! – Fala rozkoszy zalała całe jej ciało. Chciała kontrolować sytuację, ale nie była w stanie. Pieszczoty nie ustawały. Kolejna fala. Czyżby poczuła jego usta ssące jej łechtaczkę? Czy to język? Chciała otworzyć oczy, ale też nie mogła. Czuła, że jej kręgosłup wygina się w łuk, brzuch i piersi wypychając w górę. Wraz z trzecią falą ekstazy, poczuła, że leci w dół. Zapadała się w jakieś przytulne, ciepłe miejsce. To miejsce otulało ją coraz bardziej... 

 

8. Korytarz 

 

– To koniec zabiegu – łagodny głos wyrwał ją z bezwładu. 

To Hubert delikatnie ściskał jej ramię. – Musiałam nieźle odpłynąć – pomyślała. Otworzyła oczy i nagle zdała sobie sprawę z tego, że leży na brzuchu. Znieruchomiała. Czyżby zasnęła i to tak mocno, że nie poczuła, jak przewraca ją z pleców z powrotem na brzuch? 

Usiadła i spojrzała na chłopaka. Pakował właśnie rozkręconą głowicę i kabel do szuflady podręcznego stoliczka. 

– Hubert? 

– Tak? - Nawet nie odwrócił głowy w jej stronę. 

– Czy ja... czy ty mi... 

– Mówiłem, że zabieg jest przyjemny. Do tego całkiem bezbolesny. Nie jesteś jedyną, która przysnęła podczas jego trwania. - Hubert uśmiechnął się do niej uprzejmie i odsłonił kotarę odgradzającą ich od pozostałej części pomieszczenia. 

Ani w jego postawie, ani w jego spojrzeniu nie było niczego szczególnego, niczego co mogłoby choćby zasugerować namiętność, która przed chwilą miała tu miejsce. 

A może nie miała? Może jej się to... przyśniło? 

Hubert uprzejmym gestem otworzył przed nią drzwi i przepuścił przodem. Wyszła na korytarz. Jej nadzieja na to, że o tej porze poczekalnia będzie już pusta, niestety się nie spełniła. Na krzesłach ustawionych wzdłuż prawej ściany w przepisowych, półtorametrowych odstępach siedziały trzy osoby; znudzony młodzian, starsza pani ze zbolałą miną i na końcu pogodny pan w podeszłym wieku. Chyba ten sam, który lustrował ją w pokoju zabiegowym. 

Chłopak był atletycznie zbudowany. – Zapewne sportowiec, który leczy tu jakąś kontuzję – przemknęło Oli przez głowę. Młodzieniec oderwał plecy od oparcia krzesła. Oparł łokcie o kolana, umieścił brodę na dłoniach i wbił wzrok w przeciwległą ścianę. Jego sylwetka sprawiała wrażenie, jakby wcale nie był zainteresowany przechodzącą korytarzem parą. Jednak wzrok chłopaka całkowicie temu zaprzeczał. Obie źrenice przesunięte były do lewych kącików oczu. Ola czuła na sobie to lepkie spojrzenie. 

Uczucie błogostanu, w którym ocknęła się w pokoju zabiegowym, całkiem wyparowało. Ola przypomniała sobie, w co jest teraz ubrana. – Ta poczekalnia to jakiś pieprzony peep-show! – pomyślała. 

Przeszła na lewą stronę korytarza i poczekała, aż ramiona Huberta zrównają się z jej ramionami. Dopiero ruszyła, choć trochę osłonięta przed ciekawskimi spojrzeniami pacjentów niezbyt okazałem ciałem fizjoterapeuty. – Jaki ten korytarz długi – pomyślała, wzdychając ciężko. 

Źrenice chłopaka przewędrowały od lewych do prawych kącików oczu w nieruchomej głowie. Uważnie śledził każdy jej krok. Złapała dłońmi krawędzie kusej koszulki i pociągnęła w dół, prostując materiał przesuwający się w górę kołyszącymi ruchami jej bioder. 

Staruszka nie zwracała na nic uwagi skoncentrowana na przeżywaniu swojego bólu. Natomiast starszy pan wyraźnie nie zamierzał zmarnować okazji na oderwanie myśli od swoich zdrowotnych problemów. Poprawił dłonie splecione na szczycie drewnianej laski. Uśmiech na jego twarzy robił się coraz szerszy. Taksował niespiesznie wszystkie zaokrąglenia w sylwetce dziewczyny, od rozpuszczonych włosów, aż po stopy. Gdy jego wzrok zatrzymał się na chwilę poniżej pępka Oli, poczuła, że jej uszy i szyja oblewają się rumieńcem. – Czyżby dziadek coś wypatrzył? 

Gdy minęli lekko przygarbioną postać staruszka, palcami lewej ręki Ola dyskretnie przeciągnęła po swojej żmijce. Starannie przycinane włoski, były pozlepiane w małe, przyschnięte kępki. W dotyku jej czuprynka nie przypominała miękkiej szczoteczki, którą była jeszcze godzinę temu. Po zabiegu bardziej kojarzyła się jej ze szczeciną na niedogolonej szczęce Ignaca. 

Natrętna myśl przemknęła jej przez głowę – Czyżby to jednak się... ? – Przegoniła tę myśl, zanim ta zdążyła wybrzmieć do końca. Potrząsnęła głową, jakby chciała zaprzeczyć sama sobie. 

– To niemożliwe! – ze zdziwieniem usłyszała swój własny głos. Hubert odwrócił głowę w jej stronę. – Cholera! Teraz pomyśli, że jestem wariatką. 

Ola nie obracając głowy, z ukosa spojrzała na Huberta. Jego rozmarzone oczy były nieobecne. 

Natrętna myśl wróciła – A może jednak... ? 

 

KONIEC 

 

---- 

APPKA= Bądź szczery

C'est la vie!

Tagi:


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 3379
Zobacz teksty użytkownika:

Gadzinka — 7+8

Post#2 » 1 gru 2020, o 18:13

Ucięte w połowie. A może w jednej trzeciej. Szkoda. Dobry masz styl. Gdybyś konkretnie pociągnął temat, mogłoby wyjść bardzo fajnie. Ale najpierw pomysł musi być. Z własnej praktyki powiem, że najlepiej mieć pomysł na zakończenie, potem myśl do tego dorobić i potem można pisać, pisać, pisać...

Awatar użytkownika

Autor tematu
Zwad
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 34
Zobacz teksty użytkownika:

Gadzinka — 7+8

Post#3 » 30 gru 2020, o 14:13

To miłe, że ktoś przeczytał. To motywuje! :)  

Dziękuję za celne sugestie.

C'est la vie!

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości