Ostatni dzień lata

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Memoria
sztylet
sztylet
Posty: 170
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#1 » 1 sty 2021, o 20:24

Od kilku miesięcy zmagam się z blokadą, żeby napisać cokolwiek. Niby mam pomysł i plan, ale nadal trudno jest mi "poczuć" tę historię. Wczoraj powstał ten fragment, pierwszy od tak dawna, i bardzo doceniałabym Wasze uwagi i opinie. Zapraszam.  

 

 

Isia Strawińska nigdy nie lubiła Katowic. Teraz, kiedy właśnie wróciła z Kanady — z wakacji przygód i możliwości, pracy w nowoczesnym laboratorium i podróży po najcudowniejszych parkach narodowych — brzydota rodzinnych stron uderzyła ją ze wzmocnioną siłą.  

Obskurne kamienice ponuro pochylały się nad przechodniami, pilnując, żeby nikt przypadkiem nie uniósł marzycielskich oczu zbyt wysoko. Dziurawe ulice wstrząsały autobusem, jakby chcąc jeszcze bardziej uprzykrzyć Isi powrót do tej dziury świata. Nieprzeniknione chmury zasłoniły firmament, blokując drogę promieniom słońca, może aż do wiosny. W Montrealu zostawiła niebieskie niebo późnego lata, a na Śląsku zastała szaroburą jesień. Zaczął się kolejny rok czekania. Właściwie na co? 

Przecież już tak dawno miała stąd wyjechać. Cztery lata temu. Miała zostawić za sobą to najbrzydsze miasto świata, centrum przeciętności, serce nudy, i wyruszyć w prawdziwą podróż — taką na całe życie.  

Wszystko potoczyło się inaczej i mogła za to winić wyłącznie siebie.  

Winiła.  

Autobus minął Spodek i z piskiem opon zatrzymał się na katowickim Rondzie, którego wieloletni remont nareszcie dobiegł końca. Niestety, reszta miasta wciąż była rozkopana, co prowadziło do korków nawet tam, gdzie aktualnie miasto nie inwestowało funduszy. Zgodnie z tradycją tej komunistycznej perły architektura, niech wszyscy mają po równo. 

Isia przetarła zmęczone długim lotem oczy. Ostatni raz spała dwa dni temu, jeszcze w montrealskim mieszkaniu. Pewnie, miała do wyboru krótsze połączenie lotnicze, ale wiadomo, taniej znaczy lepiej. Przyleciała więc do Paryża, przesiedziała dzień w Luwrze (darmowym do dwudziestego szóstego roku życia) i dopiero wieczorem dojechała podmiejskim autobusem na malutkie lotnisko Ryanaira, położone tak daleko, że powinno się usunąć Paryż z jego nazwy. Potem noc w strefie bezcłowej, niekończące się czekanie, opóźnienie, wrzeszczące polskie dzieciaki, czekanie, wyperfumowane turystki, czekanie, pijani biznesmeni, lądowanie. 

Nic dziwnego, że odetchnęła z wielką ulgą, kiedy autobus wreszcie doczołgał się do dworca autobusowego i przystanął tuż obok rozkopanego SuperSama. Jeszcze tylko krótki spacer do mieszkania, a potem łóżko. 

Dziewczyna wstała, poderwała z ziemi swój górski plecak – jedną z droższych rzeczy w jej posiadaniu — i wprawnym ruchem zarzuciła go na ramiona. Był cięższy niż zwykle, wypełniony nie tylko całym jej dobytkiem ostatnich trzech miesięcy, ale też podarunkami zza oceanu. Mama Isi wciąż się denerwowała, że na całe wakacje pakuje się do jednego plecaka. Te wszystkie ubrania będą jak krowie z gardła, mówiła… Ale dla Isi był to powód do dumy. Dowód, że gdyby tylko uznała to za słuszne, w każdej chwili mogłaby się spakować i wyjechać. Nie potrzebowała nic więcej, tylko plecak i głowę na karku.  

Ruszyła Sokolską w stronę Placu Wolności, aby przejść pod mostem kolejowym i podążyć w górę Mikołowską. Nie była to najkrótsza droga do studenckiego mieszkania, bynajmniej – ale niestety dworzec kolejowy stał w najbardziej rozkopanym stanie od dziesięcioleci i trzeba było chodzić naokoło. Po drodze dziewczyna rzuciła okiem na postępy w budowie, a raczej ich brak. Zburzyli słynną estakadę, by zrobić miejsce dla galerii handlowej, ale na razie pozostała po niej tylko dziura w ziemi. Zmiany zawsze przychodziły w tym mieście opornie. I niestety nie zawsze we właściwym kierunku. 

Snując się szarymi ulicami perły komunistycznej urbanistyki, Isia odpychała od siebie myśl, że jej całe życie mogło być takie, jak te wakacje. Mogła studiować na najlepszym uniwersytecie świata, dostała pełne stypendium. Pewnie w tym roku zaczynałaby już doktorat, tam magisterka jest krótsza. Miałaby dostęp do nowoczesnego sprzętu, uczyłaby się od najlepszych profesorów. I przede wszystkim nie musiałaby o wszystko walczyć z dziekanatem, tak jak tutaj. Zagraniczne praktyki — nie, bo po co. Dwa kierunki — nie poradzi sobie pani. Indywidualny tok studiów — nie przyda się, przecież pani posłucha i weźmie tylko jeden kierunek. I tak dalej. 

A jednak to nie studia były najgorsze, tylko wspomnienia. Nawet tysiące kilometrów stąd — w Montrealu, Cambridge czy Sztokholmie —przeszłość płatała figle, ale tutaj czyhała na nią ze wszystkich stron. Ludzki mózg tworzy naprawdę niezwykle trwałe połączenia między bodźcami a wspomnieniami.  

Tą ulicą wracała do domu, kiedy dowiedziała się, że jej ojciec nie żyje. To do tego baru uciekała wieczorami, mając dość płaczu matki. To w tym zaułku złamało się jej serce, kiedy odrzuciła ofertę z Cambridge i podjęła ostateczną decyzję, że nie może wyjechać za granicę. Że musi się zająć mamą, że nie może zostawić siostry. Że upragnione wyzwolenie będzie musiało poczekać. Że spędzi kolejne długie lata, odrabiając pokutę w najbrzydszym mieście świata. 

Za neogotyckim kościołem z czerwonej cegły skręciła w ulicę Jordana. Już prawie, całe szczęście. Przez pierwsze lata studiów mieszkała dużo dalej, z mamą i siostrą. Sprzątała, gotowała, robiła zakupy, składała papiery o zasiłki — i błogosławiła każdy moment, kiedy mogła wyjść rano z domu i zamknąć za sobą drzwi. Mimo że tak bardzo się tego wstydziła.  

Dopiero na trzecim roku coś się zmieniło. Mama jakoś się pozbierała, może tylko powierzchownie, ale wystarczająco. Ewela też się ogarnęła, nagle tak bardzo dorosła, mimo że nadal była w szkole. A w dodatku pojawiła się opcja tego mieszkania — po prawdzie za pół darmo, choć Isia nie lubiła zbyt często o tym myśleć. Więc w końcu, po latach oczekiwania, wyprowadziła się. Obiecała mamie, że będzie odwiedzać co niedzielę, i obietnicy dotrzymała. Oprócz lata. Lato należało do marzeń. 

Powiało i Isia naciągnęła na głowę kaptur bluzy, stojąc u drzwi kamienicy i szukając kluczy w głęboko ukrytej kieszeni plecaka. Jak ona nie znosiła zimna. I deszczu. I całego tego miasta, zapomnianego przez Boga i ludzi. 

Wreszcie otworzyła drzwi i niczym dinozaur z wielkim garbem wspięła się po drewnianych schodach do góry. Byle szybciej, byle dotrzeć do ciepła i zostawić za sobą brzydotę ubiegłego półwiecza. 

W końcu dotarła na czwarte piętro. Otworzyła górny zamek – dolnego nigdy nie używały — wytarła buty o wycieraczkę i weszła do Mieszkanka.  

— Wróciłam! — krzyknęła. 

Lena powoli wyszła ze swojego pokoju i przystanęła w drzwiach, opierając się biodrem o framugę. Uniosła kącik ust w ten swój charakterystyczny sposób. Skrycie i ironicznie, jakby jednocześnie wyśmiewała własny uśmiech i nie chciała się do niego przyznać.  

— Dłużej to już nie było można? — zapytała. 

— Dało się, ale zabalowałam i kupiłam droższy bilet — odparła Isia, kładąc wreszcie plecak na ziemi i pierwszy raz od czterdziestu ośmiu godzin zdejmując buty.  

— Kupiłam nową planszówkę. — W oczach dziewczyny odbiła się iskierka. — Czekałam na ciebie, żeby zagrać. Spodoba ci się, zobaczysz. 

— Zlituj się, padam z nóg — Isia pokręciła głową, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. — Od dwóch dni się nie myłam i nie spałam, o jedzeniu to już nie wspominając. 

— To dobrze, bo zrobiłam ci obiad! — zawołała z satysfakcją. — Podgrzeję, a ty weź szybki prysznic, przydałaby się też zmiana skarpetek… a potem gramy! No proszę, zgódź się… Czekałam na to całe lato! 

Isia usiadła na szafce z butami i uniosła wzrok. Marzyła tylko o tym, żeby położyć się w swoim własnym łóżku i spać przez kolejne tysiąc lat. Potem mogłaby ewentualnie wziąć długą kąpiel z bąbelkami i uraczyć się leniwym śniadaniem w pościeli. Dopiero wtedy byłaby gotowa na jakiekolwiek interakcje międzyludzkie. 

Ale patrząc na Lenę wiedziała, jak to się skończy. 

Kiwnęła głową. 

Lena rzuciła się na nią bez zapowiedzi. Burza słomianych włosów wylądowała na jej twarzy, kościste ręce zacieśniły się w uścisku, a zapach pomarańczy przytłoczył woń wielogodzinnej podróży. Trwało to może sekundę, może dwie. Dla Isi to nie miało żadnego znaczenia. To był najlepszy moment każdego wyjazdu.  

Krótka chwila, w której czuła się kochana.

Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante

Tagi:


Irys
szabla
szabla
Posty: 730
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#2 » 1 sty 2021, o 21:06

O! Katowice, dworzec PKP, Mikołowska, AWF, dawno temu, nie pamiętam kiedy tam ostatnio byłem...? 

A opowiadanie zaczyna się ciekawie


Awatar użytkownika

Autor tematu
Memoria
sztylet
sztylet
Posty: 170
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#3 » 1 sty 2021, o 21:21

Irysie, serdecznie dziękuję za odwiedziny :) Cieszę się, że fragment zaciekawił, a miejsce akcji wydobyło stare wspomnienia. Postanowiłam w końcu jakoś wykorzystać znajomość najbrzydszego miasta świata :P
Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante


Irys
szabla
szabla
Posty: 730
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#4 » 1 sty 2021, o 21:39

Na Śląsku jest wiele brzydszych, na dworcu można było się napić dobrej kawy, a w Katowicach jest dużo zieleni. No, ale dworzec to było zjawiskowo, mój wiersz: " Golgota" powstał z inspiracji pewnym lumpem, którego tam udało mi się dostrzec no i występuje w moim opowiadaniu "odruch warunkowy", które skomentowałaś. Inspirujące miejsce było, bo już się zmieniło.

Awatar użytkownika

Andy And
miecz
miecz
Posty: 331
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#5 » 1 sty 2021, o 22:32

Spoko jest, jeśli przeczytałem cały fragment, to znaczy opisy nienudne i nie za długie:). Użyłbym może kilku innych słów w niektórych momentach. na ten przykład wzmocnioną siłę, zastąpiłbym wzmożoną siłą. To chyba szczegóły. nie żebym się czepiał;). Co do przecinków, dywizów, myślników, spacji itp... nie wypowiem się, bo nie mam uprawnień ;))
Andy And 

 

"A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem. Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim."


Awatar użytkownika

Autor tematu
Memoria
sztylet
sztylet
Posty: 170
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#6 » 2 sty 2021, o 12:58

Dziękuję za odwiedziny i komentarz, Andy! :) Opisy to zwykle moja pięta Achillesowa, więc staram się nad nimi pracować zamiast tylko pisać dialogiem, jak to na początku u mnie było.
Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante


verbena
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1832
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#7 » 2 sty 2021, o 22:18

Spodobał mi się ten fragment tak ogólnie :)  

W Katowicach byłam tylko raz i to służbowo, więc widziałam niezbyt wiele. Wystarczająco jednak, żeby docenić Twoje opisy, dobrze oddające charakter miasta. 

Pozdrawiam :)


Awatar użytkownika

Autor tematu
Memoria
sztylet
sztylet
Posty: 170
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#8 » 2 sty 2021, o 22:20

Dziękuję bardzo za odwiedziny i Twoje dobre słowa, Verbeno! :)
Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante

Awatar użytkownika

Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1940
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#9 » 4 sty 2021, o 22:17

Co do odbioru powiem tylko tyle: chcę więcej. 

Co do stylistyki: masz dwa razy komunistyczną perłę, to określenie na tyle się rzuca w oczy, że użyte kolejny raz w krótkim czasie jest niepotrzebnym powtórzeniem. Rozumiem i czuję to, że liczne pejoratywne określenia Katowic mają oddać niechęć Isi do rodzinnego miasta, ale powiem szczerze, że w momencie, gdzie dochodzi do mieszkania i jest ''zapomniane przez Boga i ludzi'', to już w moim odczuciu przedobrzone. No bo, jakby nie było, nawet jak ktoś nie był w Katowicach, to jednak chyba większość kojarzy je jako duże, fabryczne miasto, więc na pewno nie zapomniane przez ludzi, bo trochę ich tam żyje i pracuje :kuku: co do Boga można polemizować zależnie od światopoglądu. ;)

Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Memoria
sztylet
sztylet
Posty: 170
Zobacz teksty użytkownika:

Ostatni dzień lata

Post#10 » 5 sty 2021, o 13:33

Bardzo dziękuję za wizytę, Karen! :kocham3:  

 

Karen pisze:masz dwa razy komunistyczną perłę, to określenie na tyle się rzuca w oczy, że użyte kolejny raz w krótkim czasie jest niepotrzebnym powtórzeniem.
 

Zgoda, dzięki za zwrócenie na to uwagi - to moje niedopatrzenie przy redakcji :) 

 

Karen pisze: ''zapomniane przez Boga i ludzi'', to już w moim odczuciu przedobrzone. No bo, jakby nie było, nawet jak ktoś nie był w Katowicach, to jednak chyba większość kojarzy je jako duże, fabryczne miasto, więc na pewno nie zapomniane przez ludzi, bo trochę ich tam żyje i pracuje
 

Okej :D Widzisz, dla mnie osobiście trudno jest przedobrzyć w pejoratywnych określeniach Katowic ;) ale rozumiem, że nie wszyscy tak mają :D  

 

Karen pisze:Co do odbioru powiem tylko tyle: chcę więcej.
 

Dzięki, to najlepsze, co mogłam usłyszeć :kocham3:

Voice is part of your body, it needs your presence. Writing, on the other hand, only needs a reader. I doesn't need you. - Elena Ferrante

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości