Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czwarty

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
LittleDiana
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 12
Zobacz teksty użytkownika:

Laura w Krainie Rzeczywistości - Rozdział czwarty

Post#1 » 23 sty 2021, o 19:22

Rozdział czwarty : Nastoletnie życie - część druga. 

 

 

Hej. 

 

Dzisiaj jestem smutna, bardzo smutna czuję się dość samotna, bolą mnie dwie sprawy, o pierwszej powiem teraz a o drugiej może później, a może też po prostu nie powiem wcale. Nie jestem pewna czy dobrze to oddałam w mojej pisaninie, ale bardzo zależy ma tym by dobrze chodzić, jednak mam sporo lęków i po prostu boję się chodzić przy kulach gdy ktoś nie idzie za mną, kiedyś było ze mną jeszcze gorzej w tym zakresie, bo nie można się było ode mnie odejść dosłownie na krok, teraz muszę mieć osobę tylko w zasięgu mojego wzroku, może by nawet na drugim końcu ulicy czy podwórka jeśli dobrze znam teren. Wiem, że to męczące, mnie to też boli ale powili głównie na turnusach pracujemy nad tym, jednak moja mama jest trochę niecierpliwą osobą i proponuje mi bym chodziła po domu przy balkoniku, bo przy kulach i tak się nie nauczę i to te słowa a nie sama mnie propozycja mnie zabolały. Przecież Tośka,Paweł,Ada czy Elka wierzą we mnie i widzą każdy mój postęp i fakt moja mama nie jest fizjoterapeutką by widzieć każdy drobny nowy krok czy lepsze ułożenie stopy, trochę ją też rozumiem, bo lata swoje już mam i mało umiem jeśli chodzi o gotowanie, sprzątanie czy pranie. Ze sprzątana to radzę sobie z myciem mebli na kolanach a z gotowana to w poprzednie wakacje razem z lepszym chwytem dłoni lepszymi ruchami w zakresie rąk nabrałam możliwość robienia sobie kanapek. Norbert mi mówił, że mama często żali się Ignacemu że chciałaby córki która pomoże jej sprzątać, gotować, taką prawdziwą córkę. Strasznie to takie seksistowskie, i w sumie nie wiem czy Norbert sobie tego nie wymyślił tylko po to żeby mnie zmotywować do działania, ale efekt wyszedł wręcz odwrotny, przez dwa dni zastanawiałam się nad sensem mojego istnienia. Więc pewnie ten balkonik był właśnie po to bym była samodzielna i żeby czworaki nie były jedyną formą lokomocji po domu gdzie czuję się w stu procentach pewnie. Tyle że przy balkoniku też nie czułam się komfortowo na podwórku gdy nie było w owym miejscu rodziny czy bliźniaczek to stałam często oparta o płot, na korytarzach szkolnych też nie czułam się zbyt swobodnie. Poza tym przy balkoniku chodzę jeszcze bardziej pochylona niż przy kulach, więc byłoby jeszcze gorzej. Pożaliłam się Tośce i Adzie. Tosia powiedziała, że wszystko ma złe i dobre strony , że ma zamiar nadal uczyć mnie tego bym się mniej bała, że zaczniemy znowu chodzić przy kijkach no i przy tym chodzę prościej i mniej się opieram no i walczę z własnym strachem. Ada z kolei powiedziała, że mam ufać swojej intuicji i chodzić przy tym co mi się wydaje słuszne, dodam jeszcze, że Ada przekazała mi kolejną wesołą nowinę, ale to przekażę wam w części gdy będę po prostu opisywała moje relacje z nią oraz z Pawłem Pożaliłam się też Natalii, nie odpisała, ale wiem że dostanę od niej wiadomość, bo ma tak ma że wchodzi na fejsa raz na parę dni. Chyba pomimo że prowadzimy podobny styl życia to ona najprawdopodobniej ma więcej zajęć, jest bardziej kreatywna i ma lepsze kontakty z rodziną. Szczęściara, czasami jej zazdroszczę co nie przeszkadza cieszyć się mi jej szczęściem całkowicie szczerze. Ot, takie sprzeczne emocje w jednej dziewczynie. Kolejną emocją jest to, że pomimo wsparcia od dwóch osób dnia wczorajszego to czułam się bardzo samotna, samotna aż do głębi, zapomniana z problemami i nadmiarem emocji, których nie umiem dokładniej opisać. Byłam też zła na Elkę, że z nią nie ma tak dużo chodzenia jak z Tośką, z jednej strony to normalne bo Elżbieta nie ma prawa jazdy, więc jedyne kierunki to biblioteka, park, sklep i KFC. Jednak byłyśmy tylko w bibliotece i to rzadko, nie wiem czy z lenistwa terapeutki czy się po prostu o mnie boi, w sumie do tej drugiej teorii pasowałoby to, że nie zwiększa dystansu fizycznego pomiędzy nami tak jak na zajęciach z Tośką czy Pawłem. 

 

Na jednej z grup na Facebooku, ktoś rzucił linka do testu na trudny charakter. Test nie był kolejnym niechlujnym tworem jakiejś trzynastolatki tylko owocem pracy profesjonalnych psychologów. Wiecie co? Miałam najwyższy wynik ze wszystkich! „Masz trudny charakter (63%) Bardzo trudno się z Tobą dogadać” Posiadam podobno również wysoki poziom agresji oraz bezduszności. W sumie to by pasowało gdy mam zły humor to wyżywam się na ludziach na czacie, w sumie również gdy też nastrój mam w miarę okej to czepiam się takich rzeczy jak ich głupie pytania o życie seksualne czy literówek typu „Czy jesteś na wuzku?” Jakoś czuję się wtedy lepsza, inteligentniejsza wśród tych wszystkich szaraczków. O dziwo gdy jestem przy Adzie czy Pawle to schodzę na drugi koniec skali, boję się, że mogę jakoś przypadkowo ich urazić i przez mój charakter mogę ich stracić, po każdej rozmowie z nimi potrafię nawet całe noce rozmyślać nad każdym wypowiedzianym przeze mnie zdaniem. Dla Natalii ostatnio też jestem o wiele milsza, na pewno o wiele niż kiedyś, bo dawniej to albo się jej tylko żaliłam, ewentualnie darłam się na nią gdy miałam zły humor. Ostatnio nawet Norbert mi powiedział, że gdy byłam na turnusie w grudniu bez mamy to oznajmił mi prosto w oczy że wszyscy w domu ode mnie odpoczęli. Zabolało, nawet bardzo, jednak nie zareagowałam. 

 

Dobra, dzisiaj dwie ostatnie części opisywania mojej przeszłości, a potem przejdę do przedstawienia naszej nowej lokatorki. 

 

Liceum 

 

Na razie zacznę od znajomości internetowych które zaczęły się pomiędzy gimnazjum a liceum, a jedna z nich trwała przez całe liceum. 

 

Ze względu na moje zainteresowanie Japonią i dużą ilość wolnego czasu na wakacjach założyłam sobie fikcyjne konto na naszej klasie, tutaj też chciałam się poczuć bardziej wyjątkowa od reszty, więc nie zakładałam tak jak inni postaci z konkretnego anime tylko własną postać, a na „zdjęcia” brałam różne arty rysowane kreską anime pasujące do wyglądu mojej Tomoyo, bo tak nazywała się moja postać. Założeniem takich kont jest to, że użytkownicy piszą historyjki między sobą, każdy odpowiada za swoją postać, pisałam w uniwersum pewnego anime razem z grupką innych ludzi, jednak znałam ich tylko z historyjek, nie wiedziałam nawet ich prawdziwych imion, moja Tomoyo pomimo wieku lat piętnastu miała męża, jednak Ikuto nie wytrzymał dziecinnego charakteru współmałżonki i chorób którymi obsypywałam Tomoyo niczym konfetti. Chciałam tym stworzyć wizerunek delikatnej niewiasty i chciałam być po prostu otoczona opiekuńczością, jednakże wyżej wymieniony Ikuto miał dość, rozwiódł się z Tomoyo i poszedł do swojej byłej. Na marginesie mówiąc to Tomoyo rozbiła ich związek. Anyway po nieudanym rozwodzie pocieszała mnie Haru. Haru była dziewczyną w moim wieku, bardzo spokojną i dojrzałą, od razu weszłam w rolę podopiecznej a ona w rolę takiej opiekunki duchowej i tak jakoś naturalnie przeszłyśmy na GG. Okazało się, że Haru tak naprawdę ma na imię Aniela i nie różni się charakterologicznie od swojej postaci, więc kontynuowałyśmy ten nasz schemat, w sumie to miałyśmy kontakt tylko w piątki południami i całe soboty, bo tylko wtedy rodzice pozwalali jej na korzystanie z komputera, a net w telefonie nie był wtedy tak popularny i dostępny jak teraz. Pierwszy rok znajomości polegał na tym, że ja się jej głównie żaliłam a ona odpowiadała i pocieszała. Podziwiałam ją bo była taka spokojna, taka dojrzała jak na swój wiek. Bardzo ją idealizowałam i ciepło o niej myślę do tej pory. Przez jakiś czas na początku naszej znajomości była z chłopakiem z owego fikcyjnego świata, jednak i mi przez jakiś miesiąc się ten chłopak podobał, Aniela o tym wiedziała (do czego później się przyznała) i celowo sugerowała mu żeby ze mną popisał na GG czy złożył życzenia na urodziny. Zauroczenie skończyło się szybko po tym jak przekroczyłam próg liceum, oni rozstali się jakiś czas później, ale ja byłam wdzięczna przyjaciółce za zaufanie i brak zazdrości. 

 

Po roku zrobiła mi awanturę, że czuje się tylko jak moja pocieszycielka, opiekunka i nauczycielka iże rozmawiamy tylko o mnie, trochę się ogarnęłam, od tej pory byłyśmy równe, gadałyśmy o mnie, o niej o moim zauroczeniu w nauczycielu w liceum, Zdziwiło mnie tylko jedno: przez te wszystkie lata nie chciała się ani ze mną spotkać, ani nawet dać numeru telefonu, teraz myślę, że po prostu byłam dla niej koleżanką nieco uciążliwa, fajną, ale tylko koleżanką, co dobrze pokazało to co zdarzyło się później. Kiedy zaczęła studia na ukochanej przez nią grafice to nasz kontakt się rozmył. Po prostu Aniela „wyrosła” z zainteresowania Japonią poświęciła się studiom, tam miała nowe przyjaciółki. Miałyśmy spokojną rozmowę w której sobie wyjaśniłyśmy, że to co było między nami już wyparowało. Jakoś z tym funkcjonowałam przez parę lat, pomimo w głębi duszy mnie to bolało. Pękło we mnie coś gdy przestała odpowiadać na życzenia urodzinowe jakieś plus minus trzy lata temu, a wcześniej były długie i od serca, obecnie to wysyłam takie Pawłowi. Drugi i ostatni raz o braku więzi z Anielą przekonał mnie dobitnie sylwester 2019/2020.Opublikowała w relacji zdjęcie z tajemniczym chłopakiem który ją obejmował. Życzyli razem wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku. Automatycznie do niej napisałam, ale ta rozmowa za nim nie przypominała naszych dawnych rozmów, raczej bliżej temu było do sztywnych rozmów u babci na herbatce. Potwierdziła mi że tajemniczy chłopak imieniem Krzysiek to faktycznie jej chłopak, potem zapytała o zdrowie, odpowiedziałam i na tym się skończyło. Kurde! Przecież dawniej ona by powiedziała mi o tym, że kogoś ma! Czułam, że już nic dla niej nie znaczę. Parę miesięcy później zaręczyli się, obecnie a przynajmniej jeszcze w maju poprzedniego roku planowali ślub bo wtedy usunęłam ją ze znajomych na fejsie dzięki czemu spojrzałam prawdzie w oczy, ale wtedy już miałam Pawła, Adę oraz Natalię, myślę, że bolałoby jeszcze bardziej gdybym była zupełnie sama. 

 

Co do liceum to jak mówiłam moja mama razem z innymi matkami dzieci które były ze mną w klasie gimnazjalnej postanowiły poszukać nam szkoły, a raczej namówić którekolwiek liceum by otworzyło taki oddział. Moja szkoła średnia, w której byłam, stało się jedyną nadzieją, ponieważ kiedyś prowadziło taką klasę, jednak zamknięto ją z powodu braku chętnych, więc koniec końców fizycznie było dostosowane do takich osób jak ja, później dowiedziałam się, że było średnio dostosowane, ale to inna kwestia, to że dali nam profil logistyczno-informatyczny wynikało jedynie z tego, że nasza wychowawczyni, matematyczka, nie chciała zrezygnować ze swojego profilu za wszelką cenę, więc trafiłam do klasy z której rozszerzenia nawet w podstawowym zakresie mi nie wychodziły, a co dopiero w takiej formie jak były! Wychowawczyni również za wszelką cenę nie chciała zrezygnować ze swojej sali matematycznej. Pomimo, iż sala była na parterze to jednak na takim jednak podwyższeniu. Do którego prowadziły trzy schodki. Za nic do niej nie trafiały tłumaczenia, że mnie Marioli i Erykowi trudno po nich wchodzić, bo były dość śliskie, no i czubkami butów dało się zahaczyć tak by owe czubki utknęły pomiędzy stopniami które nie były niczym wypełnione, szczególnie trudno wchodziło się Erykowi, jednak wychowawczyni była nieugięta, a jej fochy były tolerowane bo jest kuzynką dyrektorki. Trudno było również na wycieczkach, chociaż praktycznie ich nie było, bo szkoła stawiała warunek aby na wycieczkach tego typu obecni byli z nami, niepełnosprawnymi rodzice. Skończyło się tak, że byłam tylko na jednej wyciecze do Zakopanego. Oczywiście musiałam brać mamę ze sobą. Mariola natomiast miała farta i dla niej znalazła się opiekunka, szkolna psycholog się zaproponowała, zresztą z Mariolą nie ma tak dużo do pomagania, ale i tak miałam dosyć bycia z nią w pokoju oraz jej przechwałek na temat ile to nie ma znajomych i oczywiście wszyscy są ze środowiska artystycznego. My, kulawi mieliśmy też inne trasy niż reszta, więc czuliśmy się przykro odizolowani. Raz zatrułam się naleśnikiem którego zjadłam. To była moja jedyna wycieczka z czasów licealnych, z innych rezygnowałam po niemiłym pobycie w Zakopanem. 

 

Katechetka pod koniec pierwszej klasy chciała włączyć całą klasę w szkolne Misterium Wielkanocne. Było postanowione nawet że razem z Mariolką i Miłoszem dawać kwiaty dla dyrektorki. Pani Dyrektor oburzyła się planami naszej obecności, ba, podobno stwierdziła że „takich dzieci się nie pokazuje” i w ostatniej chwili nasz udział został odwołany, kwiaty podaliśmy dyrektorce w jej gabinecie i wcześniej udaliśmy się do domu. Nasze matki były oburzone. Katechetka nawet została po tym zwolniona, jako powód podaje się niedopilnowanie prób występu. Na studniówkę oczywiście też nie poszłam, bo władze szkolne znowu wymagały obecności rodziców, stwierdziłam, że to żałosne i ostatecznie nigdzie nie poszłam, innym kulawym z moim klasy jakimś cudem to nie przeszkadzało. Dziwne. 

 

Dziwne jest również to, że wymagali ode mnie samych dobrych ocen bo jestem inteligentna, po pierwszej licealnej jedynce wylądowałam u szkolnej psycholożki która mi tłumaczyła, że przecież mam dużo wolnego czasu na naukę, więc czemu tego nie wykorzystać? Przez pierwsze dwa lata liceum miałam parę takich rozmów. Wydaje mi się, że to dlatego, że moja klasa miała najwyższą średnią w szkole a ja moimi trójkami i dwójkami skutecznie ją zaniżałam. W trzeciej po prostu namawiali mnie na niepodchodzenie do matury co im się zresztą udało. 

 

Co do klasy to składała się ona chyba z geniuszy, większość nich miała piątki z każdego przedmiotu i przy tym wcale nie wydawali się być kujonami, mieli swoje życie towarzyskie, być może nawet ciekawe osobowości, ale tego nie było dane mi sprawdzić, bo po pierwsze nadal kultywowałam samotnictwo oraz karmiłam poczucie wyjątkowości a jedyne osoby z którymi gadałam to były Mariola oraz panie bibliotekarki, bo w bibliotece spędzałam każdy W-F i niektóre dłuższe przerwy. 

 

Co do klasy to grupki potworzyły się jeszcze przed liceum, bo wszyscy byliśmy z okolicznych wniosek i dużo osób wcześniej chodziło do tych samych gimnazjów. Co prawda na początku starałam się zagadać do każdego, ale to chyba bardziej z obowiązku niż ze szczerzej chęci, ale nie wydawali się być zainteresowani, potem mój jedyny kontakt z nimi ograniczał się do pożyczania od nich kartek na kartkówki oraz noszenia mi plecaka z sali do sali. Poza tym miałam Anielę, więc nie czułam zbytnio braku. No i była ta koleżanka z podstawówki, ale tak jak pisałam wcześniej, skończyło się na paru odwiedzinach 

 

Jednak i mi trafiła się pierwsza prawdziwa miłostka. Mieliśmy dość młodego nauczyciela angielskiego. Starszy od nas „jedynie” o trzynaście lat, nie był szczególnie przystojny, raczej taki niski przeciętniak, klasa go nie lubiła bo był najbardziej wymagającym anglistą w całej szkole. Klasa udawała, że bawią ich jego podobno suche żarty. Mnie bawiły naprawdę, wydawał mi się oazą wiedzy, inteligencji, poczucia humoru. Kiedy skierował któryś z tych żartów do mnie byłam wniebowzięta, kiedy na lekcjach zabrakło chętnych by prowadzić dialogi w grupach to on często ze mną rozmawiał, a potem chwalił że jestem taka dobra, byłam najlepsza z grupy co mocno kontrastowało mocno z miernymi ocenami z pozostałych przedmiotów, szczególnie z matematyki. Często też wpatrywałam się nieustannie w Pana Nikodema, bo tak nieszczęśnik się nazywa, jednak to nie było zwykłe ukradkowe spojrzenie tylko wpatrywanie się, czasami miałam wrażenie że nawet uciekał celowo przed moim spojrzeniem. O ile na lekcjach głośno i odważnie czytałam tekst czy zdanie to gdy musiałam do niego odezwać się każdej innej sprawie i sytuacji to ledwo mogłam wydukać dwa słowa, pomimo że często widywałam w bibliotece, gdy szłam i zobaczyłam go na korytarzu to nogi sztywniały mi bardziej niż zwykle, czasami nawet przez to nie chciałam iść do szkoły, oczywiście wymigiwałam się bólem głowy czy nudnościami. Wydaje mi się, że Mariola również się w nim bujała, bo często o nim mówiła, kłamała całej klasie, że się do niego przytula a mnie traktowała gorzej niż wcześniej wyzywając od rozpuszczonych bachorów. Często wspominała o zaletach rozwodów jakby chciała, żeby Nikodem zostawił dla niej żonę oraz córeczkę która wtedy była w wieku przedszkolnym 

 

W drugiej klasie nauczycielka wspomagająca nie dość, że chciała na siłę bym zmieniła swój styl na przykład mówiąc mi , że w warkoczach mi brzydko czy chciała bym zaprosiła do siebie całą klasę na ognisko, to jeszcze końca nie było tekstom typu „Jak Ty lubisz pana Nikodema!” często na przerwach przy całej klasie, panie bibliotekarki też szybko podłapały ten pomysł, czułam się więc źle z tym że darzę go takim uczuciem. O dziwo po zakończeniu liceum tęskniłam może z dwa dni. Anglista też jest przeciwnikiem mediów społecznościowych, więc nie miałam jak podsycać uczuć stalkingiem. Widziałam go tylko potem parę razy w szkole gdy składałam papiery do matur a potem jej poprawek. Raz widziałam go również na mieście rozmowy były krótkie, sztywne a mnie przepełniał wstyd za moje dawne zachowanie w stosunku do niego. 

 

Teraz 

 

Tuż po liceum mama postanowiła kupić mi wózek inwalidzki bo stwierdziła, że z mojego chodzenia to nic nie będzie, przyznam, że uległam, bo sama już nie miałam nadziei na poprawę mojego stanu i poza domem postanowiłam używać wózka. Jeździłam na turnusy, ale było to raczej słabe miejsce, dopiero pod koniec dwudziestotysięcznego szesnastego roku trafiłam na MÓJ ośrodek. Trafiłam na Pawła, już wtedy był najlepszy z nich wszystkich, dwa turnusy głównych zajęć z nim i zaczęłam chodzić przy kulach, na początku ktoś musiał być tuż obok mnie, ale potem było już tak jak opisywałam wyżej. Moje postępy nawet ruszyły Tośkę, bo dopiero po tych pierwszych turnusach zaczęły się nasze wyprawy czy w ogóle ćwiczenie chodzenia z nią. Paweł był o wiele cierpliwszy i milszy niż cała reszta ludzi, przy nim nawet nie chciałam się buntować, chociaż czasami nie chciałam pójść po schodach, to na tyle potrafił mi wytłumaczyć że nic mi nie grozi i dać odpowiednią asekurację dostosowaną do tego co umiem. Ze wzrostem umiejętności i samodzielności asekuracja maleje. Czuję się też przy nim swobodnie bo jako jedyny (oprócz Ady, ale ta się pojawiła później) rozumie, że nie muszę chcieć się integrować z całym światem, być chcieć zagadywana przez każdego i z uśmiechem po całym dniu zajęć chcieć iść na zajęcia dodatkowe. A kiedy wyszło, że interesuje się Japonią to mamy od wtedy temat do rozmów, co turnus dyskutujemy o nowościach w anime, ulubionych seriach czy schematach, no i gadamy też o wiele innych rzeczach , dużo razy się mu zwierzałam, on mi też sporo mówi o swoim życiu, to on mnie po zajęciach wyciągnął na pierwsze sushi Co prawda to było sushi z biedry, ale co tam! Tak samo podarował mi kiedyś onigiri czy ramen, było ekstra, to z nim też wyszłam w ramach zajęć na spacer do lasu, to również z nim zatańczyłam pierwszy w życiu taniec bo raz wyciągnął mnie na ośrodkowy dzień dziecka, chwalił mnie za postępy i w sumie nadal chwali, docenia, tak jak cała reszta kadry. Poczułam w końcu, że mam prawdziwego przyjaciela, ktoś kto serio jest też trochę taki jak ja. Z Adą, moją rówieśnicą zaczął chodzić rok temu, co prawda dziewczyna pracować tam zaczęła jakiś czas temu, ale zanim zaczęła chodzić z moim przyjacielem to jakoś specjalnie nie interesowała mnie jej persona. Szybko chcieli ze sobą zamieszkać więc wynajęli pokój dwa kroki od ośrodka i wtedy zaczęły się wieczorki polegające na oglądaniu anime, próbach koślawej kaligrafii, rozmów, wygłupach, jedzeniu słodyczy. Adę polubiłam tak bardziej nie na tym turnusie na którym zaczęli ze sobą chodzić, tylko na następnym, bo dopiero na następnym zaczęły się wieczorki, dopiero też na tym turnusie zaczęłam mieć z nią zajęcia i wyszło że to praktycznie damski klon jej chłopaka z takim minusem że na temat Japonii to dopiero zbiera widzę czy to ode mnie czy od Pawła. Niestety z racji ze są dość zajętymi personami to na jeden turnus przypadał też zazwyczaj niestety też jeden wieczorek, reszta rozmów odbywała się na zajęciach o ile jestem się w stanie skupić na rozmowie i ćwiczeniu jednocześnie. Czasami bywały też turnusy na których wieczorków nie było bo brakło czasu na przykład na turnusach wakacyjnych, bo nie dość że ogólnie po pracy w ośrodku mają na mieście własnych pacjentów do godzin wieczornych to często w wakacje jest zatrzęsienie dzieci, ale nawet bez tego zatrzęsienia rzadko kiedy mają wolne, więc częste wieczorki czy godzinne rozmowy na messengerze nie wchodzą w grę, ale raz na miesiąc wymieniam parę wiadomości, głównie z Adą. 

 

Często sama siebie obwiniam, że się do nich przywiązałam, bo w końcu są dość daleko bez możliwości codziennego kontaktu i bądźmy szczerzy tego typu ośrodki to zazwyczaj nie jest miejsce gdzie zostaje się na zawsze, nawet jeśli się tak bardzo kocha te miejsce jak oni, bo ci dwoje serio kochają swoją pracę, to boję się, że któregoś dnia mogą odejść bo to jednak praca na etat, a szefowa też do najmilszych nie należy, więc boję się, że będą mieli dość. Teraz na razie nie będę wgłębiała się w szczegóły, bo jeszcze to przeżywam, może w następnym tygodniu się z tym prześpię, ale coś czuję, że teraz będę mieć te wieczorki góra raz na rok, wiem że to jest dziecinada i głupota, , ale boję się, że brakiem tych wieczorków nasza więź osłabnie, a może się przerwie, a może nigdy nie powinna zaistnieć? Dobrze, że nie odchodzą z roboty. 

 

Natalię jak mówiłam poznałam na czacie, chociaż ona nadal upiera się, że poznałyśmy się na grupie pewnego youtubera, jednak ja wiem swoje, połączyła nas ta sama kulawość, podobny tryb życia polegający na rehabilitacji i byciu na rencie, poczucie osamotnienia. Może to nie jest burzliwa znajomość pełna wydarzeń jak ta z Pawłem czy Anielą, ale chyba potrzebuję czegoś spokojniejszego, stabilnego. 

 

Teraz przejdę do tego, że od poniedziałku mamy w domu nową lokatorkę. 

 

W Poniedziałek strasznie się nudziłam, więc postanowiłam innowacyjnie poleżeć sobie na łóżku głową w dół, owa wymieniona część ciała była skierowana ku oknu balkonowemu przez które podziwiałam piękne śnieżne widoki a było naprawdę co podziwiać! Śnieg otaczał mój taras, nasze sosny, naszą kostkę i drogą okrytą puchem a po drodze skulona dość energicznie jakby w złości szła… Rysia?! 

 

Lata nie wiedziałam najmłodszej ciotki mojej matki! Rysia jest w sumie moją ciotką, ale nigdy nie potrafiłam o niej myśleć w tych kategoriach i nie wiem czy to przez jej nieogarnięcie życiowe, artystyczną duszę (zresztą Rysia jest taką małomiasteczkową pisarką) czy przez to że między mną a nią jest jedynie czternaście lat różnicy albo to że zabroniła mówić mi, moim braciom czy kuzynostwu do siebie „ciociu” tak samo jak nie chciała być nazywana Marią czy Marysią bo obie te formy były dla niej zbyt popularne a ona chciała się wyróżniać. Rysia wyróżniała się i bez tego jako jedyna z sióstr wybrała życie bezdzietne pełne podróży, razem z mężem, również pisarzem. Całe życie byli na walizkach, dopiero covid sprawił że wynajęli mieszkanko w miasteczku. Teraz jednak Rysia samotnie zmierzała ku naszemu gospodarstwu a jej brązowe loki najwyraźniej zasłaniały jej widoczność bo co chwilę stawała aby je poprawić. Po jakimś czasie usłyszałam, że weszła do kuchni gdzie przywitała ją moja zdziwiona mama. Pisarka nie pozwoliła nawet na zwykłe „dzień dobry co cię tu sprowadza”, ponieważ histerycznie zaczęła coś mówić. Siostra matki dopiero po dobrej godzinie się uspokoiła i wyjaśniła, że wujek ją zdradził z jakąś maturzystką i to z ową nastolatką chce on zamieszkać w tym mieszkaniu, a że gniazdko jest własnością wujka to Rysia jest oficjalnie bezdomna. Mama zaproponowała swej siostrze pokój po Ignacym którego używał dopóki nie zamieszkał razem z Renatą w części domu po dziadkach. Pokój został wysprzątany na błysk. Nie wiadomo na ile Rysia z nami zostanie . Na początku miałam nadzieję, że pomoże mi w sprawie tego całego Kostji i oceni moje nowe opowiadanie, bo wcześniej nigdy nie była na tyle blisko bym ją poprosiła, ale od poniedziałku nie wychodzi ze swojego pokoju, jednym wyjątkiem jest toaleta, nie rozmawiała też z żadnym z domowników. Mama się bardzo o nią martwi, ja mniej bo wiem, że to histeryczka, tylko szkoda, że nie mogę jej zapytać o parę rzeczy… 

 

Co u mnie? A nic, dostałam dziś miesiączki i jestem z lekka obolała, więc chciałabym się już umyć i położyć. 

 

Młody potrzebuje też mojego kompa na lekcje online bo jego jest za stary by udźwignąć te zdanie, wiec mojego laptopa widuje tylko od popołudnia i w weekendy. 

 

Jestem też ciekawa co od poniedziałku będziemy robić ze Sławkiem, bo od poniedziałku obiecywał intensywniejsze ćwiczenia z użyciem moich sprzętów. No nic, pozostaje czekać. 

 

To na tyle. 

 

Trzymajcie się!


Tagi:


marjulann
szabla
szabla
Posty: 730
Zobacz teksty użytkownika:

Laura w Krainie Rzeczywistości

Post#2 » 23 sty 2021, o 20:26

Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to lepiej dla czytających jest umieść każdy rozdział w osobnym poście, a w tytule można oddać skrót do poprzedniej część.
Trzecia godzina. Trzecia to zawsze za późno, albo za wcześnie, na to, co chce się zrobić. 

Jean - Paul Sartre


Awatar użytkownika

Autor tematu
LittleDiana
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 12
Zobacz teksty użytkownika:

Laura w Krainie Rzeczywistości

Post#3 » 24 sty 2021, o 19:11

Zastanawiam się czy realnie udało mi się oddać trudny charakter Laury i jej samotnictwo... Tzn czy faktycznie osoba z tym zestawem cech miałaby takie relacje z ludźmi jak ma gdyby istniała?

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości