[Doctor Who] Dyskusja przy winie

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Tardis
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 288
Zobacz teksty użytkownika:

[Doctor Who] Dyskusja przy winie

Post#1 » 20 lis 2014, o 00:50

Tekst po korekcie  

 

Świat był rozmazany. Wszelkie kolory mieszały się ze sobą, by i tak zostać przykryte pod warstwą światła. W takiej chwili człowiek ma ochotę rzucić się na łóżko, wrócić pod ciepłą pierzynę, oraz jeszcze oraz zanurzyć się w krainie snu. Niestety Filip nie miał tak dobrze. Nie spał na łóżku, ani na żadnym materacu, ani nawet na jakiejkolwiek karimacie. Właściwie to na niczym nie spał. Sam nie był pewny czy tylko nie stracił przytomności. 

Wstał. Nieporządek panował w całym pokoju. Ze ścian oczywiście odpadał tynk, a na podłodze leżały drewniane deski, które prawdopodobnie kiedyś były krzesłami. W ścianie były liczne dziury, nad największą z nich wisiał hak, który najprawdopodobniej miał podtrzymywać obraz kamuflujący brzydotę. Niestety nie wisiał tam, lecz znajdował się parę stóp niżej, na ziemi. Nie nadawał się do ponownego zawieszenia, ze względu na zbitą antyramę. Filip stał w miejscu, gdzie prawdopodobnie kiedyś znajdowało się łóżko.  

Cały brudny był od kurzu. Miał też złamany kołnierz od koszuli. Gdy wróci do pałacu... W tej chwili przypomniał sobie o jednej ważnej sprawie. O sprawie, która zaważyć może losy całego jego królestwa. O sprawie niecierpiącej zwłoki tak bardzo, że dzień wcześniej całkowicie o niej zapomniał. Pobiegł więc szybko do łazienki. Wisiało w niej lustro, również potrzaskane. Filip szybko się pomodlił, by nie on był sprawcą zepsucia zwierciadła, oraz wyjął brzytwę. Miał na sobie dwudniowy zarost, który jak najszybciej musiał wygolić.  

Nachylił się nad wiadrem z wodą, nałożył na brodę mydło z roślin goździkowatych i zaczął się golić. Nadmierny pośpiech sprawił, że zaciął się przy goleniu, lecz w miejscu nieszkodliwym. Zignorował lecącą krew, spłukał twarz i popędził do salonu. 

Jeszcze raz otrzepał się z kurzu, oraz zdjął kamizelkę, która była już całkowicie zniszczona.  

Ściągnął z wieszaka carrick i zarzucił go na siebie. Czym prędzej wybiegł z tej rozpadającej się rudery, która nawet nie miała porządnych drzwi. Ominął żebraków i pobiegł w stronę swojego pałacu.  

Miał gości. Byli nimi: Konsul Catapitu, oraz sam we własnej osobie, król Janosław, władca wspomnianego wcześniej krolestwa, oraz cała kompania eskortująca tych dwóch ludzi. Książe Filip pędził czym sił w nogach, by tylko ich ugościć. W końcu jego państwo graniczyło z Catapitem.  

Wbiegł pośpiesznie do pałacu, potrącając przy tym służkę. Wpadł na lokaja, zwalił jakąś zbroję, nie trafił w drzwi. Dobiegł do salonu.  

- Pańscy goście już czekają - powiadomił go lokaj.  

Filip zwolnił kroku. Chciał jeszcze poprawić kołnierz, lecz dotykając go przypomniał sobie, że jest on złamany. Schował więc go pod warstwą paletotu. Idąc w kierunku jego gości był niezmiernie szczęśliwy. Był dumny z siebie. On, książę, przyszły władca Centera, może przeprowadzić pierwszą w swoim życiu rozmowę dyplomatyczną. Właściwie miałby się tym zająć król i zajął by się gdyby przypadkiem nie zaginął. Filip był pewny, że nie odnajdzie się w najkrótszym czasie. W końcu ma przecież przebite żebro sztyletem. Został też pochowany głęboko pod ziemią. Zmarli nie wracają do swoich domów, a nawet jeśli by i zmartwychwstał, na pewno nie chciałby tu już postawić nogi, baczając na to, że sztylet wbił mu jego własny syn. 

- Witam was - Powiedział Filip w kierunku gości, wyciągając rękę. Uścisnęli sobie dłonie i każdy się przedstawił.  

Książe wiedział już, że ma do czynienia z Królem Janosławem i z Abelardem, konsulem. 

- Wejdźmy może do sali - Zaproponował Filip. 

On i król weszli, natomiast dwudziesto-osobowa eskorta złożona z najlepszych strażników została. 

,,Sala'' w rzeczywistości to był niemały pokoik, urządzony kameralnie, z przepięknym widokiem na królestwo. 

Władcy usiedli przy okrągłym drewnianym stoliczku a służący zaraz przynieśli coś do jedzenia. Tym ,,czymś'' okazała się dziczyzna, w prawdzie wyborna, choć książę nie przepadał za nią 

-A ch, przepraszam najmocniej - Powiedział Filip, wstając. Podszedł do drewnianej półki, na której stały wina, oraz sięgnął po jedno, nie bacząc na to, iż Janosław żadnych alkoholi nie tyka dwumetrowym kijem. Postawił wino na stole, obok dwóch szklanek wody. 

Król już jedną wziął. Na stole znajdowały się też, dwa złote kieliszki, które natychmiast zostały zapełnione przez księcia. 

Podniósł on kieliszek do góry, od swojego kompana oczekując tego samego, po czym obaj się napili. Janosław napił się potem wody. 

-Otóż chciałem z panem pomówić o... - Przerwał, łapiąc oddech- O strategi dotyczącej naszej postawy względem Rusi  

-O czym tu mówić? 

-Otóż jak pan wie, Od Juranty, Rusię oddzielają tylko dwa państwa- Catapit i Centera. Jak pan wie, Rusia rozpoczęła wojnę z Jurantem, i nie sadzę by... 

-Tak? - Ponaglił go rozmówca 

-By żołnierze, płynęli morzem. Droga przez nasze kraje jest o wiele krótsza. 

-Bzdury pan pleciesz, pomiędzy moją granicą a granicą pańskiego ojca jest wąski przesmyk, wąski oczywiście tylko na mapie. Te tereny nie należą oficjalnie do nikogo. Są tam tylko jakieś orki i plemiona! 

Słychać było w jego glosie nutkę ironIi oraz egoizmu. Filip pomyślał, iz ten chce go specjalnie poniżyć zaznaczając ,,tereny pańskiego ojca'' 

-Otóż to - Wszedł mu w słowo - Rusia będzie przechodzić do Juranty tymi przesmykami, gdyż nie uzyskała zgody na wprowadzenie swoich żołnierzy ani od ciebie ani ode mnie - W tym miejscu Filip myślał, że Janosław mu przerwie i wypomni mu, że od jego ojca. Ten jednak tego nie zrobił, nie wchodził mu w słowo, był trochę lepiej wychowany - Najpewniej będą grabić wioski, a i wojska rozciągną się na któryś z naszych krajów. Możliwe jest... 

-Nie chcę panu przerywać, ale zwróćmy uwagę na to, iż o te tereny bili się już nasi dziadkowie. 300 lat temu poświęciliby by za nie życie, choć dzisiaj nikt nie będzie się już tłukł o jakieś bezużyteczne zalesione tereny 

-Moglibyśmy się nimi podzielić. Ty weźmiesz połowę i ja wezmę połowę. W ten sposób zablokujemy drogę... 

-Tak, ale po co mielibyśmy to robić. Po co ja miałbym to robić? Mam świetne umowy handlowe z Rusią. Przecież sprzedajmy im oręż! Wojna przyniesie nam mnóstwo zysków. Z tego co się orientuje wy też macie podpisane z nią umowy handlowe. Chyba nawet lepsze niż moje 

Filip łyknął wina, zmuszając tym swojego partnera do tego samego. On chwycił kieliszek i skosztował, po czym napił się wody.  

-Jeśli zablokujemy teraz te drogi, będzie oczywistym, iż nie chcemy przepuścić Rusi do Julianty - powiedział Janosław 

Ja mimo wszystko nadal wolę pozostać neutralny 

-Chodziło by o coś więcej niż zdobycie terenów. Moglibyśmy razem założyć sojusz, unię. Jeśli wtedy Rusia by nas bez powodu ruszyła zdobylibyśmy poparcie innych państw. 

-Jakich? Jakie znasz państwo na tym kontynencie, które umiałoby stawić czoło Rusji?  

-Emmm... Może. Ubda?  

-Nie rozśmieszaj mnie. To małe państewko gdyby tylko krzywo spojrzało na Rusję, zniknęłoby z powierzchni ziemi/ Jednak nadal nie rozumiem, czemu nie chcesz dopuścić do wojny z Julantą i jakie ja miałbym z tego korzyści. Chyba nie przemyślałeś tego spotkania do końca 

Filip wziął łyk wina. Janosław, również po czym odruchowo już ,,napił'' się wody z kieliszka. W tym momencie woda w kieliszku trochę zbyt zabarwiła się na czerwono, i podejrzanym mogło się wydać, że jej wcale nie ubywa, więc król rozlał jej trochę na podłogę 

-Przepraszam 

-Nic nie szkodzi 

-Z wyjątkiem tego, nie mam teraz absolutnie żadnych korzystnych dla mnie umów handlowych z Jurantą 

-Są tam czarnoziemy. Dużo lasów. Dostęp do morza z trzech stron. Raj surowców  

-Tak, a niedługo może to wszystko być Rusyjskie, i dostępne dla mnie od ręki gdyż mam już z nią podpisane umowy 

Król, widząc, iż Filip znów chce sięgnąć po kieliszek, wstał i zaczął chodzić po sali 

-Nie mam pojęcia, jak dogadałeś się z Julantą, ale nie pomogę ci w tym. Co więcej! Debilizmem z twojej strony, było negocjowanie ze mną jakiegoś działania, które byłoby niekorzystne dla Rusi, biorąc pod uwagę jakim jest ona moim sprzymierzeńcem - Filip chciał już coś powiedzieć ale... - Myślałem, że będziesz mądrzejszy od ojca. Zawiodłem się na tobie- Książę nic nie odpowiedział. Nie wiedział też co. Obrazić się? Rzucić jakąś ripostą. Negocjować dalej? Duma rozpierała go i miał ochotę odpowiedzieć, lecz bardzo zależało mu na tym sojuszu. Nic nie powiedział, co przyniosło jeszcze gorszy efekt, niżeli by coś jednak wydusił z siebie 

-Aaa, i wiesz, że ja nie piję wina? Nie zauważyłeś jak oszukuję? -Powiedział to pochylając się nad stołem. Podniósł swój kieliszek wina i wylał wszystko na podłogę Nagle na kurczaku, nad którym się pochylał znalazła się kropla krwi. Tych kropel przybywało coraz więcej i więcej i więcej.  

Król złapał jakąś chusteczkę, by zatamować krwotok z nosa 

-Cholerny...-Powiedział i przerwał. 

Kaszlnął, a pot tym próbował złapać oddech. Rzucił chusteczkę na ziemię, brudząc przy okazji krwią cieknącą z nosa cały pokój i upadł na kolana. Zaczął kasłać krwią. Po chwili całkowicie znalazł się na ziemi. Umarł z otwartymi oczami.  

Filip przyglądał się jego agonii a ostatecznie śmierci. Po fakcie, siadł na krześle i obserwował ciało. Siedział tak w pewnym szoku i nie wiedział co ma zrobić. Przez jego głowę przelatywały różne myśli, dobrze mu tak! Za wszystko o czym na mnie nagadał. Dobrze, że skursyn już nie chodzi po tym świecie, ale... Zaraz. Jak on umarł kto go zabił? To ja? Ja go zabiłem? Nie-Myślał sobie książę. Spostrzegł kieliszek z winem. Czy to wino? Czy trucizna była w winie? Ale zaraz przecież piliśmy z jednej butelki. Tylko kieliszki były różne. Ale... Zaraz... On przecież nie pił wina. Dlaczego nie pił? On zatruł wino? On chciał mnie zabić? Nie. Przecież to nie ma sensu, gdyż ostatecznie on zginął. Czy jadł coś innego niż ja?- W tej chwili popatrzył na kieliszek z wodą 

Przecież woda nie może być zatruta! A poza tym on jej w ogóle nie pił, lecz wypluwał do niej wino. Ale... On już nie żyje? Czyli nie będzie żadnego sojuszu między naszymi państwami? Odbędzie się jego pogrzeb. Ale... Przecież ludzie stwierdzą, że ja go zabiłem! 

Filip zaczął panikować. Wstał, przewracając drewniane krzesło i zaczął biegać po całym pokoju, wypatrując schowków, w których mógłby ukryć ciało. Przewrócił stół. A może by tak, schować jego ciało. Wywlec do lasu i udać, że po drodze zabili go barbarzyńcy? Ale co zrobimy z resztą jego kompani? Ich też trzeba będzie jakoś zlikwidować. Ale przecież mogli wysłać list. Poza tym jest dużo świadków, którzy widzieli ich w pałacu... 

Filip usiadł pod ścianą. Nie umiał poskładać myśli. Wstał, po czym usiadł ponownie. Oparł się o ścianę, przy okazji strącając obrazek z niej. Obrazek spadł na podłogę, a szklana antyrama potrzaskała się na tysiąc kawałków. 

 

Abelard, konsul Catapitu, siedział w bawialni wraz z kilkoma żołnierzami,  

-Ile jeszcze oni tam będą siedzieć?-Zapytał. Nie chodziło mu o to, aby naprawdę się czegoś dowiedzieć, ale chciał po prostu porozmawiać 

-Nie wiem panie - Odpowiedział żołnierz, zdaniem równie wyczerpującym co merytorycznym  

Zapadła martwa cisza 

-O czym oni tam mogą gawędzić? - Próbował na siłę wydusić jakąś rozmowę Abelard 

-Tego też nie wiem panie 

Aberald nie wiedział już jak ma wytrzymać. Był strasznym gadułą, lecz z tymi idiotami nawet o pogodzie nie idzie po dyskutować 

-Jak ci się podobała podróż? 

-Była dobra. Odbyła się bez większych przeszkód 

-Ciekawe, jak podobała się królowi? 

-Nie wiem tego, panie 

-A jest coś co wiesz?! - Aberald nie zniósł tego lakonicznego tonu..  

-Tak. Otóż... 

-Zamilcz. Potrzebuję chwilę prywatności 

Powiedział Abelard po czym wyszedł z bawialni. Chciał wyjść na zewnątrz, lecz zatrzymał go inny wojownik 

-Stój, to niebezpieczne! Nie wiemy jakie zamiary ma Filip. pójdę z tobą. 

-Nie! Odejdź 

-To dla twojego bez... - Wtedy wojownik został odepchnięty, a ambasador pobiegł w stronę dworku. Wszedł do ogrodu i wyjął z kieszeni marynarki fajkę. Zapalił ją i oparł się o murek.  

Nagle poczuł ukłucie. Ukłucie nastąpiło w dolnej części żołądka i przeszyło jego ciało na wylot. Ukłucie, spowodowane przez długi sztylet. Abelard upadł na ziemię i wypluł krew. Po chwili pogrążył się w wiecznym śnie. 

 

Filip siedział na krześle. W pokoju znajdował się on oraz ciało króla Catapitu. Książe przysiadł nad nim. Szturchnął je dwa czy trzy razy. Nie ożyło. Cóż tu zrobić? Spadła na nie łza. Po chwili spadło ich więcej. Książę jednak nie żałował go. Bał się. Bał się jedynie, że zostanie oskarżony o zabójstwo. Wyobraził sobie siebie na gilotynie i... Nie. Ta myśl nie dała mu spokoju. Wypluł ślinę przez lewę ramię. Sięgnął po nóż do mięsa. Ta decyzja spowodowana była pod wpływem impulsu. Pod wpływem strachu. Zszedł na dół, zostawiając ciało nieukryte w pokoju. Podszedł do dowódcy armii i nakazał i zabić wszystkich żołnierzy z Catapitu, a ciała ich spalić. Dowódca posłal rozkaz dalej, w rezultacie czego po godzinie nie ostał się ani jeden Catapityńczyk. Filip natomiast wyszedł na dwór, zapalić fajkę. Wyszedł i oparł się o murek. Wyciągnął z kieszeni płaszcza fajkę oraz zapałki. Nagle zobaczył Aberalda. Podszedł do niego 

-O, widzę, że pan też pali 

-Po co żyć, jakby nie można było palić? - Uścisnęli sobie dłonie 

-Nie jest pan z Jan... -Zapytał Konsul 

-Nie... Znaczy on, jeszcze obserwuję mapy, a ja zrobiłem sobie małą przerwę.  

-Tak, popieram. Nie można ciągle siedzieć zgarbionym przy stole, takie przerwy są bardzo dobre - Powiedział konsul, wyraźnie ucieszony, że znalazł kogoś do rozmowy 

Rozmowa nie odbyła się i nastała minuta dość niezręcznej ciszy 

Obaj wypalili fajki 

-No cóż. Chyba musi pan już wracać do... - Aberald nie dokończył. Został zadźgany sztyletem kuchennym przez Filipa. Ciało Aberdala upadło na ziemię. 

Filip powrócił do pałacu 

-Książę Filipie? Rozkaz wykonany! Co mamy teraz zrobić? - Powiedział dowódca armii 

-Wszystkie dowody zniszczone?  

-Tak 

-A ciało króla i ambasadora? 

To oni nie żyją? Chciał powiedzieć żołnierz. To oczywiste, że nie żyją! Zdał sobie z tego sprawę, ugryzł się w język i powiedział 

-Nie, ich nie ruszaliśmy 

-W takim razie zabierzcie wszelkie kosztowności i porzućcie gdzieś w lesie. Chcę by wyglądało to na rabunek  

 

Cześć. Bardzo zależy mi, abyście skomentowali styl moich wypowiedzi. Czy jest dobry? Tym razem starałem się tak wszystkiego nie zmieniać. Wiem też, że nazwy państw są podobnego mojego ostatniego opowiadania, ale mimo wszystko tu jest inna historia. 

I tu uważam, że nawet jak zostało napisane źle, to pomysł miałem fajny i je poprawię. Także piszcie! Z góry dzięki


Tagi:

Awatar użytkownika
John Drake
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 39
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#2 » 20 lis 2014, o 12:58

Poprawiłbym w kilku miejscach interpunkcję a w dużo większej ilości - styl. 

 

 

Tardis pisze:Świat był rozmazany. Wszelkie kolory mieszały się ze sobą, by i tak zostać przykryte pod warstwą światła. W takiej chwili człowiek, ma ochotę walnąć się na łóżko raz jeszcze oraz zanurzyć się w sen.
 

 

Zbędny przecinek po "człowiek", powiedziałbym też, że zwrot "walnąć się na łóżko" jest zbyt kolokwialny na taki typ narratora, jaki opowiada tę historię. 

 

Tardis pisze: ani na nawet żadnej karimacie.
 

 

Powinno być "ani nawet na żadnej" 

 

 

Tardis pisze: Wstał. Burdel panował w całym pokoju.
 

 

Ponownie kolokwializm 

 

Tardis pisze: Ze ścian oczywiście odpadał cynk, a na podłodze leżały drewniane deski, prawdopodobnie od krzeseł.
 

 

Chyba tynk, nie cynk :) No i dziwnie brzmią te "deski od krzeseł". Rozumiem, że chodziło o to, iż były one niegdyś tych krzeseł częścią? 

 

Tardis pisze: nad największą z ich wisiał hak,
 

 

Powinno być "nich" a nie "ich". 

 

 

Tardis pisze: który najprawdopodobniej miał podtrzymywać obraz kamuflujący brzydotę. Niestety obraz (...)
 

 

Powtórzenie. 

 

 

Tardis pisze:O sprawie, która zaważyć losy może
 

 

Odwrotna kolejność, powinno być "zaważyć może" 

 

 

Tardis pisze:Ściągnął z wieszaka carrick
 

 

Co takiego ściągnął? 

 

Tardis pisze:Ominął żuli
 

 

Ponownie kolokwializm 

 

Tardis pisze:Miał gości. Gośćmi byli
 

 

Powtórzenie. 

 

 

Tardis pisze:-Pańscy goście już czekają-Powiadomił go lokaj.
 

 

Nieprawidłowy zapis dialogu. Powinno być tak: 

- Pańscy goście już czekają - powiadomił go lokaj.  

 

Tardis pisze: lecz dotykając go przypomniał sobie, że ma złamany.
 

 

"Jest złamany" 

 

Tardis pisze: Schował więc go pod warstwą paletotu.
 

 

Warstwą czego? 

 

 

Tardis pisze:W końcu ma przecież przebite żebro sztyletem.
 

 

 

Powinno być "W końcu ma przecież żebro przebite sztyletem". Miałbym tez wątpliwość, czy da się wbić sztylet w żebro, juz bardziej pod żebro, i czy od tego się umiera. 

 

 

Tardis pisze:Zmarli nie wracają do swoich królestw, a nawet jeśli by i zmartwychwstał, na pewno nie chciałby tu już postawić nogi, baczając na to, że sztylet wbił mu jego własny syn.
 

 

Nie każdy zmarły miał za życia królestwo, z dalszej części zdania nie wynika, kto miałby zmartwychwstać no i "bacząc" zamiast "baczając" 

 

Tardis pisze:-Witam was-Powiedział Filip w kierunku gości, wyciągając rękę. Uścisnęli sobie dłonie i każdy się przedstawił.
 

 

Zapis dialogu. Powinno być tak: 

- Witam was - powiedział Filip. 

 

No i może bardziej "każdy z nich się przedstawił" 

 

Tardis pisze:Wiedział już, że ma do czynienia z Królem Janosławem i z Abelardem, konsulem.
 

 

W połączeniu z poprzednim zdaniem to wygląda tak, jakby nie bohater, a wspomniany "każdy" wiedział, z kim ma do czynienia. 

 

Tardis pisze:-Wejdźmy może do sali- Zaproponował Filip.
 

 

- Wejdźmy może do sali - zaproponował Filip. 

 

Tardis pisze:On i król weszli, natomiast dwudziesto-osobowa eskorta złożona z najlepszych strażników została.
 

 

 

Dwudziestoosobowa. Dokąd weszli? Gdzie zostali strażnicy? 

 

Tardis pisze:Władcy usiedli przy okrągłym drewnianym stoliczku. Służący zaraz przynieśli coś do jedzenia. Dziczyzna była znakomita.
 

 

Zrobiłbym z tego jakieś zdanie złożone, np. " Władcy usiedli przy okrągłym drewnianym stoliczku, a służący zaraz przynieśli coś do jedzenia." No i nie jest powiedziane, co przynieśli do jedzenia, a zaraz przechodzisz do tego, że dziczyzna była znakomita 

 

Tardis pisze:-Ach, przepraszam najmocniej-Powiedział Filip, wstając.
 

 

Ponownie zapis wypowiedzi: 

- Ach, przepraszam najmocniej - powiedział Filip, wstając. 

 

Tardis pisze: Podszedł do drewnianej półki, na której stały wina. Wziął jedno, nie pacząc na to, iż Janosław żadnych alkoholi nie tyka dwumetrowym kijem. Postawił wino na stole, obok dwóch szklanek wody.
 

 

Z pierwszych dwóch zdań też należałoby zrobić jedno złożone, poza tym chyba "nie bacząc", no i to o kiju nie za dobrze brzmi. 

 

Tardis pisze:Król już jedną wziął. Na stole znajdowały się też, dwa złote kieliszki, które natychmiast zostały zapełnione przez księcia.
 

 

Tutaj też proponowałbym zdanie złożone na początku. Jest tez powtórzenie. "Na stole"  

 

 

Tardis pisze:Podniósł on kieliszek do góry, od swojego kompana oczekiwał tego samego, po czym obaj się napili. Janosław napił się potem wody.
 

 

Bardziej "oczekując" niż "oczekiwał". I powtarza się "napił"/"napili" 

 

Tardis pisze:-Otóż chciałem z panem pomówić o...-Przerwał, łapiąc oddech- O strategi dotyczącej naszej postawy względem Rusi
 

 

Zapis wypowiedzi. 

-Otóż chciałem z panem pomówić o... - przerwał, łapiąc oddech- ...o strategi dotyczącej naszej postawy względem Rusi 

 

 

 

Tardis pisze:-Otóż jak pan wie, Od Juranty, Rusię oddzielają tylko dwa państwa- Catapit i Centera. Jak pan wie, Rusia rozpoczęła wojnę z Jurantem, i nie sadzę by...
 

 

"Od Juranty Ruś oddzielają(...)" oraz "Jak pan wie, Ruś(...)" 

 

 

Tardis pisze:-Tak?-Pogonił go rozmówca
 

 

"Ponaglił" zamiast "pogonił". No i ponownie zapis. Oraz brak kropki na końcu. 

 

Tardis pisze:-By żołnierze, płynęli morzem. Droga przez nasze kraje jest o wiele szybsza.
 

 

Zbędny przecinek po "żołnierze". I droga może być krótsza, nie szybsza 

 

Tardis pisze:-Bzdury pan pleciesz, pomiędzy moją granicą, granicą pańskiego ojca-On po prostu musiał to powiedzieć. Widać było w jego głosie nutkę ironii. Egoizmu. Tak jakby chciał specjalnie poniżyć księcia, przynajmniej tak to odebrał Filip-Jest wąski przesmyk, wąski oczywiście tylko na mapie. Te tereny nie należą oficjalnie do nikogo. Są tam tylko jakieś orki i plemienia.
 

 

Temu fragmentowi przydałaby się kompletna rekonstrukcja. Powiedzmy tak: 

" - Bzdury pan pleciesz, pomiędzy moją granicą a granicą pańskiego ojca jest wąski przesmyk, wąski oczywiście tylko na mapie. Te tereny nie należą oficjalnie do nikogo, są tam tylko jakieś plemiona!  

Słysząc w głosie rozmówcy nutkę ironii i egoizmu, Filip pomyślał, że ów chciał go specjalnie poniżyć. 

 

Tardis pisze:-Otóż to-Wszedł mu w słowo-Rusia będzie przechodzić do Juranty tymi przesmykami, gdyż nie uzyskała zgody na wprowadzenie swoich żołnierzy ani od ciebie ani ode mnie-
 

 

Zapis, a od miejsca, w którym zakończyłem cytat przejście do następnej linijki. 

 

Tardis pisze: W tym miejscu myślał, że mu przerwie i wypomni mu, że od jego ojca. Janosław tego nie zrobił, nie wchodził mu w słowo, był trochę lepiej wychowany
 

 

Przydałoby się uściślić kto myślał, że kto przerwie. Ponownie z końcem cytatu nowa linijka. 

 

Tardis pisze: 300 lat temu poświęcili by za nie życie, choć dzisiaj nikt nie będzie się już tłukł o jakieś bezużyteczne zalesione tereny
 

 

Powinno być "poświęciliby" 

 

Tardis pisze:Filip wziął łyk wina, zmuszając tym swojego partnera do tego samego. On chwycił kieliszek i skosztował, po czym napił się wody.
 

 

Użyłbym czegoś innego zamiast "wziął", to raz. Dwa, nie obligowało to raczej drugiego rozmówcy do picia - no chyba, że byłby jakiś toast. 

 

Tardis pisze:Janosław dokończył-Jeśli zablokujemy teraz te drogi, będzie oczywistym, iż nie chcemy przepuścić Rusy do Julianty.
 

 

"Rusi" powinno być. A kto to powiedział, i że kończył wcześniejszą wypowiedź powinno być na końcu. 

 

Tardis pisze:Jeśli wtedy Rusia by nas bez powodu ruszyła zdobylibyśmy poparcie innych państw
 

Ruś. I zapomniałeś o kropce na końcu. 

 

 

Tardis pisze:Filip chlipnął wina.
 

 

"Chlipnąć" oznacza coś w stylu "zapłakać". 

 

Tardis pisze:Janosław, również po czym odruchowo już ,,napił'' się wody z kieliszka.
 

 

Zbędny cudzysłów. 

 

 

Tardis pisze:-Tak, a niedługo może to wszystko być Rasyjskie, i dostępne dla mnie od ręki gdyż mam już z nią podpisane umowy
 

 

Bardziej pasuje "rusińskie". Z małej litery. Zapomniałeś tez o kropce na końcu. 

 

 

Tardis pisze:Widząc, iż Filip znów chce sięgnąć po kieliszek, wstał i zaczął chodzić po sali
 

Kto? I ponownie brak kropki. 

 

 

 

Tardis pisze:(...) które byłoby niekorzystne dla Rusi, biorąc pod uwagę jakim jest ona moim sprzymierzeńcem- Filip chciał już coś powiedzieć ale- Myślałem, że będziesz mądrzejszy od ojca. Zawiodłem się na tobie- Książę nic nie odpowiedział. Nie wiedział też co. Obrazić się? Rzucić jakąś ripostą. Negocjować dalej? Nic nie powiedział, co przyniosło jeszcze gorszy efekt, niżeli by coś powiedział
 

 

Zapis wypowiedzi, przerwanie zdania w połowie, brak kropki. 

 

 

Tardis pisze:-Aaa, i wiesz, że ja nie piję wina? Nie zauważyłeś jak oszukuję?-Powiedział to pochylając się nad stołem. Nagle na kurczaku, nad którym się pochylał znalazła się kropla krwi. Tych kropel przybywało coraz więcej i więcej i więcej.  

Król złapał jakąś chusteczkę, by zatamować krwotok z nosa

 

 

Zapis wypowiedzi. Brak kropki na końcu. No i wystarczyłoby "więcej i więcej". 

 

Tardis pisze:Rzucił chusteczkę na ziemię, brudząc całkowicie cały pokój, upadając na kolana.
 

Zaczął kasłać krwią. Po chwili upadł. Umarł z otwartymi oczami. [/quote] 

 

W pierwszym zdaniu lepiej by brzmiało "i upadł".Jak jedną chustką mógł zabrudzić cały pokój? No i powtórzenie. 

 

Tardis pisze:Filip przyglądał się jego agonii a ostatecznie śmierci. Po fakcie, siedział na krześle i obserwował ciało. Siedział w niezłym szoku i nie wiedział co ma zrobić.
 

 

Zbędny przecinek po "Po fakcie". No i może bardziej pasowałoby "siadł na krześle". "Niezłym" tu nie pasuje, zbyt kolokwialne, jest też jedno powtórzenie. 

 

Tardis pisze:Przez jego głowę przelatywały różne myśli, dobrze mu tak! Za wszystko o czym na mnie nagadał. Dobrze, że skursyn już nie chodzi po tym świecie, ale... Zaraz. Jak on umarł kto go zabił? To ja? Ja go zabiłem? Nie-Myślał sobie książę.
 

 

Nie ma takiego słowa "skursyn". "Dobrze mu tak" jest nie w tym miejscu, gdzie trzeba, ono nie ma tam sensu. No i zapis. 

 

To ja? Ja go zabiłem? Nie, myślał książę.  

 

 

Tardis pisze: Czy jadł coś innego niż ja?- W tej chwili popatrzył na kieliszek z wodą
 

 

To samo, co wyżej. Zapis. 

 

 

Tardis pisze:zaczął latać po całym pokoju. Patrzył po jakichś schowkach, gdzie mógłby ukryć ciało. Przy okazji wywalił cały stół na ziemię.
 

 

Zaczął biegać. Wypatrywał jakiegoś schowka. Przewrócił stół. 

 

 

 

Tardis pisze: A może by tak, schować jego ciało. Wywlec do lasu i udać, że po drodze zabili go barbarzyńcy? Ale co zrobimy z resztą jego kompani? Ich też trzeba będzie jakoś zlikwidować. Ale przecież mogli wysłać list. Poza tym jest dużo świadków, którzy widzieli ich w pałacu...
 

 

Niepotrzebny przecinek po "tak". No i raz jeszcze zapis. 

 

Tardis pisze: oparł się o ścianę, przy okazji strącając obrazek z niej. Obrazek spadł na podłogę, a szklana antyrama potrzaskała się na tysiąc kawałków.
 

 

Strącając z niej obrazek. Poza tym słowo "obrazek" się powtarza. 

 

Tardis pisze: Abelard, konsul Catapitu, siedział w bawialni wraz z kilkoma żołnierzami 

-Ile jeszcze oni tam będą siedzieć?-Zapytał 

-Nie wiem panie-Odpowiedział żołnierz, zdaniem równie wyczerpującym co merytorycznym 

Zapadła martwa cisza 

-O czym oni tam mogą gawędzić?-Próbował na siłę wydusić jakąś rozmowę Abelard 

-Tego też nie wiem panie 

-A jest coś co wiesz?!-Aberald nie zniósł tego lakonicznego tonu..  

-Tak. Otóż... 

-Zamilcz. Potrzebuję chwilę prywatności 

Powiedział Abelard po czym wyszedł z bawialni. Wszedł do ogrodu i wyjął z kieszeni marynarki fajkę. Zapalił ją i oparł się o murek.

 

 

Ponownie zapis dialogu.  

 

Tardis pisze:Nagle poczuł ukłucie. Ukłucie nastąpiło w dolnej części żołądka i przeszło jego ciało na wylot. Ukłucie, spowodowane przez długi sztylet. Abelard upadł na ziemię i wypluł krew. Po chwili pogrążył się w wiecznym śnie. Spotkał Janosława.
 

 

 

Powtórzenie. Następnie albo "przeszyło jego ciało" albo "przeszło przez jego ciało".  

 

Tardis pisze:Filip siedział na krześle. W pokoju znajdował się on oraz ciało króla Catapitu. Filip przysiadł nad nim.
 

 

 

Powtórzenie. 

 

 

Tardis pisze:Spadła na nie łza. Po chwili spadło ich więcej.
 

 

Jak wyżej. 

 

Tardis pisze:Sam natomiast wyszedł na dwór, na fajkę.
 

 

Może lepiej "zapalić fajkę". 

 

 

Tardis pisze:Wyszedł i oparł się o murek. Wyciągnął z kieszeni płaszcza fajkę oraz zapałki. Nagle zobaczył Aberdala. Podszedł do niego
 

 

Powtórzenie, błąd w imieniu, brak kropki na końcu. Z ostatnich dwóch zdań robiłbym jedno, złożone. 

 

Tardis pisze:-O, widzę, że pan też pali 

-Po co żyć, jakby nie można było palić?-Uścisnęli sobie dłonie 

-Nie jest pan z...-Zapytał Konsul 

-Nie... Znaczy on, jeszcze obserwuję mapy, a ja zrobiłem sobie małą przerwę.  

-Tak, popieram. Nie można ciągle siedzieć zgarbionym przy stole, takie przerwy są bardzo dobre 

I znów zapadła chwila ciszy 

Obaj wypalili fajki 

-No cóż. Chyba musi pan już wracać do...-Nie dokończył. Został zadźgany sztyletem kuchennym przez Filipa. Ciało Aberdala upadło na ziemię

 

 

Zapis dialogu.

[center]Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie. [/center]

Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#3 » 21 lis 2014, o 21:22

Drake wykonał kawał dobrej roboty. 

Tardis, jeżeli poprawisz błędy, zaznacz ten fakt na początku strony, wtedy przeczytam.


Awatar użytkownika
Tardis
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 288
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#4 » 22 lis 2014, o 01:41

John Drake 

Dzięki, że przeczytałeś moje opowiadanie! I dzięki za wykazanie błędów. Poprawiłem je. 

I co z tego wyciągnąłem? Muszę popracować nad dialogami. I niepokoi mnie ilość przeróżnych powtórzeń. Muszę je pozmieniać.  

Muszę pracować nad stylem. A właściwie to wyrobić sobie go 

Natomiast Carick to płaszcz noszony przez szlachtę w 18 wieku ;p  

Raz jeszcze dzięki za wszystkie te błędy 

 

Agathas 

Opowiadanie już poprawiłem ;p


Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#5 » 23 lis 2014, o 11:36

Już drugi raz zjadło mi posta. bez cytuj. mam nadzieję, że skojarzysz co do czego.  

 

Nie wiem, cóżeś uczynił, ale twoje opowiadanie mnie wciągnęło, chociaż gdzieniegdzie napotykałam okropnego „babola”. Wynika z tego, że pomysły masz dobre, interesujące, tylko styl ci kuleje.  

 

Napisz po ludzku, że nastał świt, oczywiście więcej niż tylko dwa słowa, ale po ludzku.  

 

Mało zachęcające. Może lepiej „wrócić pod ciepłą pierzynę i jeszcze raz zanurzyć się w krainę snu”.  

 

Propozycja: „Tej nocy nie spał na łóżku, ani na materacu, ani nawet na karimacie”.  

To w sumie na czym w końcu spał???  

 

burdel. Nieporządek 

 

Stóp? To jest brytyjska miara 

 

antyrama? Jakie to czasy? 

 

„może zaważyć na losach całego jego królestwa” 

 

a to ciekawe:-), sprawa niecierpiąca zwłoki, a on o niej zapomniał. 

 

Bez „szybko”. „zaczął się golić. Nadmierny pośpiech sprawił, że...” 

 

szkodliwym miejscu. Zbędne. „że zaciął się przy goleniu, zignorował jednak płynącą krew, spłukał twarz i popędził do pomieszczenia, które kiedyś było sypialnią”.  

 

Goście już na niego czekali 

 

Służącą 

 

powiadomił go lokaj. Ten sam lokaj, na którego wpadł? 

 

„Schował go więc, ...” 

 

„Zbliżając się do swoich gości, czuł się niezmiernie szczęśliwy”.  

 

„Powiedział Filip, wyciągając rękę w kierunku przybyłych” 

 

została gdzie? 

 

Propozycja: „W rzeczywistości okazała się małym pokoikiem, urządzonym kameralnie, lecz gustownie, z przepięknym widokiem na królestwo”. 

 

Za dużo tego opisu, a po drugie, jesteś pewien, że nalewanie gościom alkoholu należy do obowiązku księcia.


Awatar użytkownika
Tardis
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 288
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#6 » 26 lis 2014, o 18:30

Cześć. Dzięki za przeczytanie tekstu ;p 

Prawdę mówiąc piszę ten komentarz już trzeci raz. Najpierw przeglądarka się wyłączyła, a raz zjadło mi posta ;p 

Skojarzyłem większość uwag i poprawiłem kilka rzeczy w moim opowidaniu, także dzięki za ich wytknięcie  

 

agathas pisze: 

Nie wiem, cóżeś uczynił, ale twoje opowiadanie mnie wciągnęło 

 

 

Dzięki!  

Chciałem zadać jedno pytanie 

Lepsze niż ,,A jużem myślał, żeś żebrzesz'' ?


Awatar użytkownika
agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1961
Zobacz teksty użytkownika:

Dyskusja przy winie

Post#7 » 27 lis 2014, o 20:28

Tardis pisze:Lepsze niż ,,A jużem myślał, żeś żebrzesz'' ?
 

Nie za bardzo pamiętam, ale wydaje mi się, że tak. 

 

poza tym, mógłbyś zmienić tytuł, który brzmi jak tytuł jakiegoś dramatu.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości