Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

[Star Wars] "Śmierć porucznika Blaze'a"

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136

[Star Wars] "Śmierć porucznika Blaze'a"

Post#1 » 23 lut 2017, o 18:55

Śmierć porucznika Blaze'a



W czarną, bezbrzeżną przestrzeń kosmosu, nad oliwkową planetą Dantooine, wkradł się obcy jej kształt. Trójkątny i wielki na tle migoczących w oddali gwiazd, jednak w rzeczywistości mikroskopijny do ogromu chociażby najmniejszej z nich, majestatycznie i przy wtórze ryku trzech silników, gwiezdny niszczyciel „Stalker” zakończył podróż w hiperprzestrzeni. Zaraz po nim, od strony lewej burty, bliźniaczy statek gwiezdny „Tyrant” zajął równoległą, oddaloną o dwa kilometry pozycję. Na orbicie zaciemnionej półkuli planety, niszczyciel łącznościowy „Vengeance” oraz okręt flagowy „Devastator” od dawna poddały się siłom grawitacji powoli okrążając Dantooine. Na mostku okrętu „Stalker” odebrano sygnał rozkazu. Czekać.


***


Komandor Praji wpatrywał się w iluminator. Kiedy po wspaniałych wynikach w Akademii Marynarki Wojennej na Caridzie dostał przydział na „Devastatora”, podejrzewał że zostanie mu powierzona rola adiutanta. Jednak kiedy po raz pierwszy zobaczył odzianą w czarną zbroję, wysoką, zcyborgizowaną postać Lorda Sith, nie wierzył że dowództwo mogło zgotować mu taki los. Mimo to nie bał się Dartha Vadera. Dostrzegał w nim „człowieka” owładniętego misją zniszczenia Rebelii. Vader był po części maszyną, i równocześnie doskonałym dowódcą i pilotem. Praji wiedział, że lord wyznaje starą religię, zapewne znaną na setkach innych planet, jednak komandor jak i jego rówieśnicy, uważał ją za wymarłą i zabobonną. Nigdy Moc nie wpłynęła na jego życie i nic nie wskazywało aby miało to nastąpić w przyszłości. Wiedział, że na wojnie można tylko polegać na roztropności przełożonych i przytomności umysłu podwładnych. Oczywiście również na sobie.
Rozmyślania przerwało mu pojawienie się w iluminatorze jednostek gwiezdnych. W odstępach sekundowych, pośród oślepiającego blasku, z hiperprzestrzeni wylatywały frachtowce, korwety i transportowce. Prosto w pułapkę. Żaden ze statków nie posiadał widocznych oznakowań, jednak oczywistym było że jest to rebeliancki konwój, na którego on, kapitan „Devastatora”, jak i Darth Vader, czekali od przeszło godziny. Przypadek spowodował, że Imperialny Urząd Bezpieczeństwa dowiedział się o trasie przelotu, a słynny „Death Squadron” pod dowództwem lorda Vadera składający się z czterech gwiezdnych niszczycieli, wykona zadanie unieszkodliwienia konwoju. Dwa niszczyciele sprawiły, że rebelianci musieli opuścić hiperprzestrzeń, i te same okręty udaremniły im powtórny skok. Praji nie wiedział jednak, że przez kolejny przypadek, pułapka została zastawiona nie na trasie przelotu, a w miejscu docelowym konwoju. Statki Rebelii były pierwszymi dowożącymi zaopatrzenie do nowo tworzonej bazy na Dantooine.
Kapitan rebelianckiej korwety sunącej na przedzie, a razem z nim reszta armady, dokonywał zakrętu o całą długość statku ustawiając się rufą do dwóch niszczycieli, które nagle znalazły się na kursie kolizyjnym udaremniając mu skok w hiperprzestrzeń. Szybkość działania dowódcy corelliańskiego Łamacza Blokad pozwoliła by na ucieczkę jemu jak i reszcie statków, gdyby nie wyłaniający się zza pięknie ozłoconej planety kolejny gwiezdny niszczyciel. Rozpoczęła się nierówna walka. Czerń kosmosu rozświetliły błyski turbolaserów i baterii dział jonowych, a ciszę zmącił jazgot silników i wybuch jednego ze średnich transportowców. Komandor wrócił do rozmyślań.
Zastanawiał się jak zostały nazwane przez Rebelianckie Przymierze statki gwiezdne, które w tej chwili broniły się przed lawiną ognia okrętów Imperium. Rebelianci wymyślali piękne nazwy kojarzące się z wolnością, wolą walki i odwagą. Sam uważał, że imperialne nazwy „Conquest” czy „Tyrant” są zbyt barbarzyńskie i mylnie sugerują agresję i ekspansję, choć zgodnie z prawdą Imperium jedynie przejmowało władzę po zgnuśniałej i skorumpowanej Republice. Nie potrzebna również była obecność aż czterech gwiezdnych niszczycieli do schwytania konwoju. Połowa z tych sił mogła być użyta w innym rejonie galaktyki, jednak był to osobisty szwadron Dartha Vadera operujący tylko w wyjątkowych sytuacjach liczbą mniejszą niż cztery okręty. „Defender”. Ta nazwa pasowała do rebelianckiej korwety, i tę lub podobną nazwę zapewne posiadał statek prowadzący konwój.
Kolejny wybuch rozjaśnił ekran iluminatora. Jedna z korwet przełamała się na pół, po czym z wyraźnie słyszalnym hukiem wybuchła. Komandora zawsze interesował dźwięk rozchodzący się w próżni. Mimo że trudno było mu pojąć istnienie hiperprzestrzeni, jednak została ona opracowana przez fizyków zanim się jeszcze narodził, i wiedział że jest to rzecz do końca zbadana teoretycznie i praktycznie, potwierdzona wieloma dowodami i wzorami. Dzięki temu można było podróżować z jednego krańca galaktyki na drugi w kilka standardowych dni. Lubił słuchać wykładów w akademii, i wiadomość że dźwięk rozchodzący się w próżni jest do dzisiaj zmorą wszystkich profesorów galaktyki, wywołała u niego zdziwienie. Istniały rzeczy niezbadane...może ma z tym coś wspólnego owa mistyczna Moc?
Tymczasem bitwa rozgrywała się inaczej niż mógł się tego spodziewać. Z konwoju ocalał jeden transportowiec nie draśnięty nawet ogniem laserów, a ostatnia z korwet, na której jak przypuszczał dokonany zostanie abordaż, rozpadła się pod ostrzałem niszczyciela. Dlaczego „Devastator” nie użył promienia ściągającego na korwecie, na której powinni się znajdować oficerowie przeznaczeni do przesłuchania? Czyżby kapitan posiadał informacje pozwalające na dokonanie inspekcji transportowca kosztem uzbrojonych jednostek?
Od ciągłego wpatrywania się w iluminator Praji poczuł się głodny. Spojrzał jeszcze na pozbawiony silników wskutek ostrzału dział jonowych rebeliancki okręt, niknący w hangarze dokującym. Życząc szturmowcom małych strat, udał się do mesy oficerskiej na obiad.


***


W swoim prywatnym apartamencie na pokładzie statku flagowego „Devastator”, mroczny Jedi Darth Vader obserwował na ekranie pozycję „Stalkera” i Tyranta”. Czekał na zdobycz. Po chwili na monitorze pojawiły się okręty Rebelii. W rzeczywistości długie na kilkaset metrów, tutaj wyglądały jak małe, podobne do pudełek, zabawkowe stateczki. Wzrok Vadera przykuł jeden z transportowców. Było w nim coś dziwnego. Nie, nie w jego zachowaniu, podążał za resztą grupy, nie wyróżniał się również wyglądem czy kolorem poszycia od innych jednostek w jego klasie, jednak to na nim, a nie na chociażby korwecie prowadzącej skupiła się uwaga Sitha.
Ekran zamigotał, po czym pojawił się na nim obraz mostka i postać imperialnego oficera w stopniu kapitana linii, aktualnego dowódcy „Death Squadronu”.
- Tak, lordzie Vader?
- Chcę by „Devastator” dokonał abordażu na jednostce transportowej, kapitanie – wysyczał dudniącym basem Lord Sith – Drugiej w szyku. Pozostałe okręty zniszczyć.
- Tak jest, sir! Ale czy korwety też zniszczyć...wszystkie? - w głos kapitana wdarła się nuta niedowierzania.
- Czy zrozumiał pan mój rozkaz? - głowa odziana w czarny hełm patrzyła w ekran – Nie toleruję osób kwestionujących moje rozkazy. W szczególności jeśli ja je wydaję.
- Oczywiście, mój lordzie – kapitan statku skinął na oficera pokładowego – Wykonać!
- Załogę umieścić w bloku więziennym. Dowódcę transportowca przesłuchać natychmiast – wolno przeciągając sylaby Vader zakończył dialog – Oczekuję raportu za godzinę.
Wyświetlacz zgasł i Darth w granatowo-czarnej tafli szkła ujrzał swoje odbicie. Na jednego z dwóch żyjących Sithów, spoglądała identyczna nieruchoma postać, równie straszna co groteskowa. Darth Vader spoglądał w swą mechaniczną twarz.
Coś dziwnego było w tym transportowcu, coś co kazało lordowi zwrócić na niego uwagę. To co nazywane jest intuicją, dla Sitha było po prostu kolejną, ledwie zauważalną, manifestacją Mocy. Nic w galaktyce nie działo się z przypadku.


***


Praji nie dokończył obiadu. Komandor leniwie obrócił się na krześle w stronę dumnie wyprostowanej sylwetki oficera łącznościowego.
- Słucham – spytał Praji przeżuwając resztki posiłku – Możecie spocząć.
Żołnierz rozluźnił się i zameldował.
- Przechwyciliśmy rebeliancki transportowiec przewożący puste pojemniki na Bactę, sir. Kapitan okrętu wraz z załogą zostali umieszczeni w celach oraz poddani standardowemu przesłuchaniu. Lord Vader oczekuje raportu, sir.
- Jak brzmi nazwisko kapitana? - spytał komandor.
- Porucznik Kitster Blaze, sir.
Porucznik Blaze. To przypomniało Prajiemu, że Imperium toczy wojnę z przeciwnikiem zorganizowanym, posiadającym własne instytucje, wywiad, stopnie wojskowe. Rebelia, mimo że przypominała zbieraninę ze wszystkich zakątków galaktyki, mieszaninę kultur i ras, była w stanie zunifikować się do walki z o wiele potężniejszym przeciwnikiem. Fanatyczna wola zwycięstwa przyćmiewała zdrowy rozsądek. Rebelianckie Przymierze nie mogło wygrać posiadając tak małe środki, ale przede wszystkim żołnierze Rebelii byli okłamywani przez swoich dowódców. Imperium nie dokonywało czystek etnicznych, okupacji planet, zastraszania i dyskryminacji gatunków. Praji wiedział, że stoi po właściwej stronie barykady.
- Dziękuję, możecie odejść – odparł wstając z krzesła komandor.
- Odmeldowuję się, sir! - łącznościowiec stuknął obcasami i opuścił mesę.
Praji spojrzał na zimne już drugie danie, po czym wyszedł na korytarz. Idąc w stronę bloku więziennego zastanawiał się czy porucznik Blaze jeszcze żyje. Tortury stosowane przez Imperium w celu wyciągnięcia z więźnia informacji były dość skuteczne. Robot przesłuchujący IT – O nie posiadał woli na tyle rozwiniętej by współczuć. Jego zadaniem było zadawać ból, aż do osiągnięcia wyników. Komandor nie pochwalał tych metod, wiedział jednak że rebelianci również je stosują. Trwała wojna i jedna ze stron musiała ją wygrać.
Idąc korytarzem więzienia zauważył, że z cel nie słychać żadnych odgłosów. Wrzasków torturowanych ludzi. Panowała cisza. Wciskając przycisk na panelu otwierającym ujrzał za rozsuwającymi się drzwiami sylwetkę rebelianckiego oficera siedzącego na metalowej pryczy. Jego twarz była pełna otwartych ran, z których ciekła powoli krzepnąca krew. Praji nie usłyszał buczenia I – TO, więc przesłuchanie musiało się już zakończyć. Wszedł do środka.
- Chciałem oddać panu honory, poruczniku – zaczął komandor, twarz rebelianta nie wyrażała żadnych uczuć, więzień powoli uniósł głowę – mimo że nie mieliście żadnych szans, doceniam pana i pańskich nieżyjących towarzyszy...
- Odda mu pan honory później, komandorze Praji. Możliwe, że przy jego trumnie – oznajmił metaliczny głos.
Komandor obrócił się i ujrzał w drzwiach wysoką, czarną postać. Lord Darth Vader.
- Uch...Tak jest! Chciałem złożyć raport mój lordzie. Kapitan rebelianckiego transportowca został poddany przesłuchaniu, wyniki zostaną przedstawione najdalej za...
- Zrozumiałem komandorze Praji. Zostaw nas samych – przerwał Vader. Patrząc z góry na komandora, mroczny Jedi wsparł kciuki na pasie.
Praji spojrzał jeszcze raz na więźnia i wyszedł. Drzwi zamknęły się z głuchym łoskotem.
Vader patrząc na porucznika czuł to, wiedział już, że ten zgarbiony, siwiejący człowiek jest przyczyną wydania rozkazu abordażu transportowca. To jego, nie cały okręt, widział na ekranie wizyjnym.
- Jaki jest punkt docelowy waszego konwoju? Czyżby miał tędy przelatywać kolejny? Im szybciej odpowiesz, tym szybciej zakończą się Twoje męczarnie poruczniku – palec lorda wskazywał na więźnia.
- Czy...czy mogę dostać odrobinę wo...wody? - odpowiedział Blaze patrząc szklistym wzrokiem na buty czarno odzianej postaci – wody...
- Nie dostaniesz wody, chcę odpowiedzi i chcę ją teraz – wysyczał Vader.
Rebeliant zdawał się nie słyszeć swojego rozmówcy. Ledwie zauważalnie uśmiechnął się kącikiem spękanych ust.
- Da ouna bliel, pata.. - wymamrotał.
Vader opuścił palec. Zrobił krok do przodu, swoją potężną sylwetką rzucając cień na więźnia.
- Coś Ty powiedział, śmieciu?
- To...to po huttańsku... - wyjaśnił kapitan transportowca.
Dłoń odziana w czarną rękawicę złapała Blaze'a za gardło i uniosła do góry. Porucznik bezskutecznie próbował uwolnić się z uścisku chwytając obiema rękami palce lorda. Jeszcze chwilę szamotał się bijąc z całej siły w nadgarstek, po czym się poddał. Zawisł bezradnie pół metra nad ziemią.
- Znam huttański, szumowino. Co powiedziałeś? - dopytywał się Vader.
- Ja...to z dzieciństwa...Jeden bliel proszę... - tłumaczył porucznik powoli tracąc zmysły – Porucznik Kitster Blaze...w Służbie Zaopatrzeniowej Rebelii...numer jednostki...
- Kitster...? - metaliczne oczodoły wpatrywały się w cierpiącą twarz żołnierza.
- To...ty? - wycharczał Blaze. Nie wiadomo czy sprawiła to nadmierna ilość wstrzykniętych narkotyków do organizmu, przemęczenie torturami i świadomość nieuchronnej śmierci, czy też po prostu była to halucynacja wywołana stopniowym brakiem tlenu. Porucznik Kitster Blaze, żołnierz weteran w służbie Rebelii, zamiast własnego sponiewieranego oblicza odbitego w hełmie lorda Vadera, ujrzał małą, pyzatą twarz chłopca z czupryną blond włosów – Annie...?
Palce zacisnęły się na szyi kapitana łamiąc mu kark. Ciało spadło na pryczę i zsunęło się na podłogę. Lord Sith, Darth Vader, przy głośnym akompaniamencie stukotu własnych obcasów o podłogę, wyszedł z celi.


***

Leżąc w swojej kajucie komandor Praji poczuł, że okręt zaczyna przyspieszać. Po godzinie oczekiwań kapitan lub może sam Vader, wydał rozkaz opuszczenia systemu. Kolejny konwój się nie pojawił. Gdyby Praji był dowódcą szwadronu, na pewno pozostawił by jeden ze statków na orbicie Dantooine. Nie on jednak dowodził.
Niszczyciele powoli zwiększając prędkość do pół naprzód, osiągnęły w końcu maksymalne przyspieszenie, i jeden za drugim zostawiając za sobą białe smugi światła, zniknęły. System Dantooine, nie licząc dryfujących śmieci - pozostałości po rebeliancki jednostkach, opustoszał.
Przypadek sprawił, że następny rebeliancki konwój, spóźniony o godzinę z powodu awarii jednego z frachtowców, przylatując nad planetę nie zastał tam imperialnych okrętów. Przypadek również sprawił, że rebelianci pojawili się kilka sekund później niż odlot ostatniego z niszczycieli. Złotawo - oliwkowa planeta Dantooine znowu miała gości.

„Dobry z ciebie chłopiec, Annie.” - Jira, handlarka owocami z Tatooine.
May The Force Be WIth You!

Tagi:

Wiktor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

[Star Wars] "Śmierć porucznika Blaze'a"

Post#2 » 25 lut 2017, o 13:58

Przyjemna historia, którą dobrze się czyta.
Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty.(A. Sapkowski)

MalaK
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30

[Star Wars] "Śmierć porucznika Blaze'a"

Post#3 » 12 kwie 2017, o 17:36

Kolejne dzisiaj opowiadanie z serii "Gwiezdnych Wojen", które miałam okazję przeczytać.

Pierwsze dwa zdania mnie przeraziły. Czytałam je trzy-cztery razy i w głowie miałam jedno pytanie: dlaczego? Styl, w tych dwóch pierwszych zdaniach, różni się od tego, którym kontynuowałeś opowiadanie. Ale to akurat dobrze, ten początkowy był za bardzo przesadzony. Tak, jakbyś na początku silił się, aby opisać tę historię stylem wyższym niż ona na to zasługiwała. Dopiero w trakcie pisania, kiedy pochłonęło Cię tworzenie, obniżyłeś poziom tekstu do tego właściwego.
"Star Wars" to historia dla każdego - zarówno dla ludzi dorosłych, jak i dla młodzieży, zarówno dla absolwentów studiów wyższych, jak i dla zwykłych robotników. Jest tworzona prostym językiem - zarówno filmy, seriale czy książki - wszystko jest ogólnodostępne, wszystko jest łatwe w odbiorze. I właśnie takie powinno pozostać.
Dlatego też, gdy zaczęłam czytać Twoją historię, miałam wrażenie, że to zostało złamane. Na szczęście później było już o wiele lepiej.

Jeżeli chodzi o samą historię, to z racji iż jestem wielką fanką Anakina Skywalkera, a tym samym też Dartha Vadera, nie mogę przejść obojętnie wobec tego, co napisałeś. A już w szczególności uwielbiam, kiedy Darth Vader ma styczność ze swoją przeszłością. Trafiłeś więc idealnie. Sama historia, choć prosta i krótka, ma w sobie Moc.
Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili.

Awatar użytkownika
RebelMac
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 136

[Star Wars] "Śmierć porucznika Blaze'a"

Post#4 » 28 kwie 2017, o 11:56

MalaK pisze:Kolejne dzisiaj opowiadanie z serii "Gwiezdnych Wojen", które miałam okazję przeczytać.

Pierwsze dwa zdania mnie przeraziły. Czytałam je trzy-cztery razy i w głowie miałam jedno pytanie: dlaczego? Styl, w tych dwóch pierwszych zdaniach, różni się od tego, którym kontynuowałeś opowiadanie. Ale to akurat dobrze, ten początkowy był za bardzo przesadzony. Tak, jakbyś na początku silił się, aby opisać tę historię stylem wyższym niż ona na to zasługiwała. Dopiero w trakcie pisania, kiedy pochłonęło Cię tworzenie, obniżyłeś poziom tekstu do tego właściwego.


Tak, teraz też to widzę, chciałem oddać "majestat kosmosu" jakkolwiek to nie zabrzmi :)
MalaK pisze:"Star Wars" to historia dla każdego - zarówno dla ludzi dorosłych, jak i dla młodzieży, zarówno dla absolwentów studiów wyższych, jak i dla zwykłych robotników. Jest tworzona prostym językiem - zarówno filmy, seriale czy książki - wszystko jest ogólnodostępne, wszystko jest łatwe w odbiorze. I właśnie takie powinno pozostać.
Dlatego też, gdy zaczęłam czytać Twoją historię, miałam wrażenie, że to zostało złamane. Na szczęście później było już o wiele lepiej.

Tu pełna zgoda.
MalaK pisze:Jeżeli chodzi o samą historię, to z racji iż jestem wielką fanką Anakina Skywalkera, a tym samym też Dartha Vadera, nie mogę przejść obojętnie wobec tego, co napisałeś. A już w szczególności uwielbiam, kiedy Darth Vader ma styczność ze swoją przeszłością. Trafiłeś więc idealnie. Sama historia, choć prosta i krótka, ma w sobie Moc.


A ja fanem R2-D2. MTFBWY! ;)
May The Force Be WIth You!

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość