Noc wendetty III

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4817

Noc wendetty III

Post#1 » 5 years temu

Część pierwsza Część poprzednia Część następna


[center]***[/center]

Terrant nigdy nie uważał siebie za bystrego człowieka, na pewno nie światowego, obytego; było mu bliżej do nieudolnej imitacji kogoś, kim pragnąłby być lub kim nawet był w swoich wizjach-snach, a wszelkie dążenia do zrobienia kroku w przód w dochodzeniu do ładu ze samym sobą próbował osiągnąć nie w taki sposób, jak powinien. Nieświadomie robił milion kroków w tył, grzebał się w gównie własnych wyobrażeń. Nie lepiej przedstawiała się sytuacja Aleis, ona jednak wciąż sobie tego nie uświadomiła. Byli po prostu dwójką najbardziej żałosnych osób, jakie Terr kiedykolwiek poznał. Gdy przychodziły do narkotyczne doły, pełne użalania się, płaczu oraz złości tak głębokiej i intensywnej, że zabiłby się lata wcześniej, gdyby tylko był w stanie się chociaż ruszyć — z rozpaczą myślał o nich: przedstawienie kukiełkowe dwóch marionetek-debili.
Zwijał się wtedy w kłębek i płakał tak długo, żałośnie, aż Aleis nie przestawała wyszywania swoich sukni w coraz to nowsze wstążeczki, cekiny oraz perły wodne, przytulała jego twarz do swojego dekoltu jak do wielkiej poduszki.
Na pewno nie mieli zdolności przepowiadania przyszłości… a może zwykłego przewidywania faktów? Już następnego dnia zdarzyło się coś, czego nigdy by się nie spodziewali.
Gdy słońce ledwo wzniosło się nad horyzont, oświetlając senne miasto bladolimonkowym światłem, szepty zaczęły krążyć między mieszkańcami, którzy tamtą porą przechadzali się uliczkami. Wieści trafiały z początku powoli z ust do ust, a później, natrafiwszy na szersze grono zaciekawionych, wystarczyła chwila. Nowiny jak wieczorna mgła zaczęły rozprzestrzeniać się po całej okolicy, jak gdyby jakiś przeklęty bożek manipulacji wdzierał się do gardeł i uszu, zmuszając ludzi, by mówili i słuchali pogłosek. Ledwo godzinę później wiedzieli już wszyscy. I stało się to głównym tematem rozmów w każdym miejscu Ad Moris.
— Niesłychane… Coś takiego koło mojego domu! — Usłyszeli zaraz po zejściu do głównej sali karczmy. Zgromadziło się w niej wiele osób mimo wczesnej pory, sprawiała wrażenie wypełnionej po brzegi nie tylko ciałami — niekiedy cielskami — ale i chmurnym posmakiem strachu, afery i podniecenia. Rozlegały się przyciszone rozmowy, niektórzy rozglądali się niepewnie po sobie, kilka starszych kobiet wznosiło oczy i ręce ku niebu, ale wszyscy byli tak samo zdumieni.
— Zaczyna się — szepnęła z przekąsem Aleis. — Teatrzyk zdumienia, jak wszędzie taki sam — kładąc akcent na słowo „wszędzie”, przeciągając je niemal do przesady, wywróciła oczami. — Ciekawe, cóż się stało.
— Zaraz się dowiemy — odpowiedział Terrant, paniczyk złamana lalka. Podszedł do pierwszego z brzegu mężczyzny, kręcącego z niedowierzaniem głową, obrócił się plecami, zaczął nasłuchiwać. Pewnie nawet nie musiał się z tym kryć, ale paranoiczne przyzwyczajenie wzięło górę; Aleis prychnęła i stanęła bezczelnie na wprost wyrośniętego prosiaka w fartuchu garbnika, który nawet nie zwrócił uwagi — każdy się na każdego pchał, każdy czekał, aż padnie pierwsze słowo.
Potok pytań bez odpowiedzi nadciągnął rączą falą.
— Któż by pomyślał?
— Spodziewałby się kto? — zapytał wysoki, postawny mężczyzna, skinąwszy głową barmanowi. Ten tylko pokiwał głową ze zrozumieniem i nie odezwał się.
— Ale cóż się stało? — wybuchła Aleis. Babeczka z koszykiem pełnych śmierdzących serków skrzywiła się.
— A cóż panienka taka nerwowa! Trochę szacunku dla śmierci!
— Dla śmierci mam — obruszyła się teatralnie. — Tymczasem dla takich gbu…
Terrant szarpnął ją w porę i odciągnął na drugi koniec salki. Tutaj przynajmniej nie cuchnęło przetworzonym nabiałem niewiadomego pochodzenia, a w dodatku stali tuż przy szynku — źródła wszelkiej informacji bez znaczenia, w jakiej karczmie, sklepiku, w szerokości geograficznej. Karczmarz zawsze stanowił centrum informacji.
— Straszne, człowiek nawet nie wie, że takie rzeczy mogą się wydarzyć w środku miasta! Nikt nie jest bezpieczny!
— Za moim rogiem zaciupany — facecik z wąsem podkręconym na pomadzie, w ubrudzonym fartuszku ze zgniłozieloną lamówką i plamą piwska wielkości wielkiego arbuza, wytrzeszczył łasicowate oczęta. Był niższy nawet od Aleis. — I w dupę z interesem, kto przyjdzie na browar, gdy czuć tu odór Kostuchy.
Zaraz potem dowiedzieli się, że w środku miasta, w ciemnym zaułku dzielnicy tuż nad rzeką Yrrą — a dokładniej bardzo blisko, niemal za wspomnianym rogiem — popełniono morderstwo. Kto inny jak nie żebrak rano zobaczył ślady krwi przy świątyni? Straż miejska miała ręce pełne roboty i rękawy uświntuszone do łokci krwią, gdy po prowizorycznym zrobieniu rysunków miejsca zbrodni, połażeniu tu i ówdzie oraz zbiorowym gdybaniu, wzięto się do sprzątania resztek trupa.
— Najgorsze było to — powiedział mężczyzna — że z początku nikt nie był w stanie określić, kogo spotkało to nieszczęście. Naprawdę straszne. Pewnie zwierzę go tak urządziło. Chociaż nie, bo… Aha, i odcięto nawet mały palec u prawej dłoni, czy to nie… swoiste?
— Pewnie pierścień albo cuś podpierdzielili. Mów pan dalej.
— Dźgnięto go tyle razy, że wyglądał jak sito. Łeb roztrzaskano, tak się wnętrzności rozgryzły, że i mój szyld uświnili!
— Obrzydliwcy, jak śmiecie przy damie! — Aleis rozdarła się, a gdy zrobiło się cicho, słodko zapytała: — A któż to był?
W końcu dowiedziano się, kto zginął.
Louretere.

[center]***[/center]

Niebo było szare i nieprzejednanie chmurne. Gdy lawina kropli zaczęła uderzać o wyłożone brukiem uliczki, a Yrra znów wyrzuciła z siebie kłębowisko mgły, zaczął się najbardziej ponury wieczór, jaki pamiętali. I nawet syk dogasających na deszczu lamp ulicznych, doganiany przez rytmiczny stukot koni zaprzęgniętych do powozów, to pogłębiał.
O Ad Moris krążyły różne plotki. Mimo że było zwykłym, nawet niezbyt dużym miastem, nie miało najlepszej opinii, co zresztą nie powinno dziwić. Tyle plugastwa się tu zalęgło… Terrant do dziś pamiętał te słowa starej babuleńki, która była pierwszą spotkaną mieszkanką mieściny po wjeździe za miejskie bramy. „Nogi w pas i wyjechać, to moja rada. Albo te nogi w końcu wam uciupią”. Durni nie posłuchali
Wybudowano je na wschodnim wybrzeżu Io Altum, a dzięki rozwiniętemu w tej części wyspy handlowi szybko zyskało pogłos. Nie wyróżniało je nic szczególnego — jak każde nadmorskie miasto miało dzielnice biedoty i arystokracji, wielki targ, mnóstwo karczm i port, do którego spływały statki z egzotycznymi towarami, oraz smrodliwe powietrze przesiąknięte smogiem niby mroczną duszą czyhającą na idiotów-podróżnych i mniej bystrych mieszkańców. Największą sławę — złą, co prawda — przyniósł nie zaduch, nie bród, bieda czy konszachty władzy, a zagadkowe śmierci, niewyjaśnione sprawy, które nie zdarzały się częściej niż gdziekolwiek indziej, ale były w specyficzny sposób nagłaśniane. Zazwyczaj ginęli „zwykli ludzie”, szarzy obywatele szarej rzeczywistości, zbyt szarzy, by ktokolwiek wiedział, kim byli, ale sam fakt zbrodni rozprzestrzeniał się i prześcigał inne plotki szybciej niż najgorsze choróbska. Każdy rozsądny w końcu, na wieść o zbrodni, zaczynał nosić za pazuchą sztylet lub choćby wałek do ciasta, a w ramach miejscowego patriotyzmu puszczał tę radę w obieg, tak, że i każdy wiedział, kto padł trupem i jak straszliwie, oraz że bez wałka ani rusz z domu, bo a nuż capnie jakiś złodziej, przecie lepiej zdzielić wałkiem niż niczym...
Mówiono więc różnie, a głównie o tym, że Ad Moris albo się kochało, albo nienawidziło. Zawsze, nawet w słoneczne dni, gdy o rozgrzany piach uderzały fale morza Eneale, wszystko przytłoczone było atmosferą nostalgii i pewnej grozy.
— Szlag by to.
Westchnął cierpiętniczo, zarzucając na siebie kamizelę z cienkiej, brązowej skóry. Aleis popatrzyła na niego z miną kota planującego zbrodnię na myszy, po części złośliwie, po części słodko i z dużą dozą obłędu oraz skurwysyństwa w oczach. Wymruczała:
— Wiadomo chociaż, kto to zrobił? Bo wiemy, że nie ty.
— Nic nie wiadomo — odparł, dobitnie akcentując pierwsze słowo. — Nie ma żadnych śladów. Poza krwią.
— I obryzganym szyldem.
Za drzwiami ukazał się im pokój całkiem spory jak na gospodę, a że karczmarz, zdesperowany po masowym wyludnieniu, spuścił z ceny, okazało się bardzo przyzwoite za te parę groszy. Terrant pierwszy raz się przekonał, że na śmierci można jednak czasem zaoszczędzić… Może i czuło się metaliczny zapach krwi, którą hektolitry deszczu zmywały w dół ulicy, lecz nie mógł i nie chciał narzekać. Przez okno wpadało światło, które jednak ginęło i oświetlało ledwo połowę pokoju; reszta tonęła w półcieniu. Powietrze przesycił specyficzny zapach wilgotnego drewna, deski podłogi skrzypiały z każdym krokiem, mimo to nie mogli narzekać. Stały w nim dwa łóżka przykryte skórzanymi derkami, podniszczony stolik pod oknem i trzy krzesła. Najlepszy jednak był widok na ulicę Kruczych Gnatów.
— To dziwne, prawda? — rzuciła pytanie w przestrzeń z harpim uśmiechem. Zaraz zgarnęła w pięść włosy i szybkim ruchem związała je w kitę, patrząc w popękane lustro wiszące tuż przy oknie. Wyjrzała przez nie i oparła się dłońmi o parapet. Obserwowała jeszcze chwilę zamieszanie, ciasny tłum okrążający miejsce zbrodni, przy którym jak w ukropie krążyli strażnicy miejscy, a potem odwróciła się, z impetem przecinając powietrze burym kucykiem.
— Nie powiedziałbym. — Wzruszył na pozór obojętnie ramionami, zaciskając usta. — Pewnie zwykłe porachunki, niepotrzebnie tak cię to ciekawi.
— Szkoda, że to nie byłeś ty, co?
— Trudno. I tak spotkała go sprawiedliwość.
— Głupi. Nawet ty w to nie wierzysz.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Tagi:

damakarro
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 530

Noc wendetty

Post#2 » 5 years temu

Louretere.


A nie powinno być Louretare? No tak przynajmniej pisałaś wcześniej. :)

Hm...
Jak zwykle wspaniałe opisy. Trzeba przyznać, że bardzo nadrabiają to jedno krótkie zdarzenie, jakie zawarłaś w tej części. Moim zdaniem to wspaniała umiejetność. :)

— Głupi. Nawet ty w to nie wierzysz.


Ja też nie. I jestem bardzo ciekawa co w tej sprawie zrobi Terr. :)
,,Nie my, lecz nasza wrażliwość tu winna. Jesteśmy takimi, jakimi nas stworzono,,

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1546

Noc wendetty

Post#3 » 5 years temu

Ej, podoba mi się. :D Chociaż dwójkę głównych bohaterów osnuwa bardzo gruba warstwa niewiadomego, co jedni lubią, a drudzy nienawidzą, to jestem pewna, że z rozdziału na rozdział będę się dowiadywała o nich coraz więcej. Na przykład chciałabym przeczytać o tym, jak to się stało, że oni w ogóle razem współpracują. Jak się poznali. Czy cuś.
Podoba mi się bardzo relacja Terrant - Aleis. Jest trudna do zdefiniowana i taka... inna. Rzadko spotykana, przynajmniej według mnie.
Byłaś już też chwalona za opisy i ja to podtrzymuję z pełną stanowczością. Są naprawdę świetne; tworzysz niepowtarzalny klimat - dokładnie taki, jaki lubię. Ciężki, brudny, tajemniczy. Taki... akurat. :D
Błędy i niedociągnięcia oczywiście są, w każdej z trzech części, ale są to błędy niedenerwujące mnie. :D Takie... lekutkie, niezauważalne. Niemalże.

Mimo że żar wciąż lał się z nieba, które na zachodzie przysłoniły chmury, znad rzeki zaczęła nadciągać mgła, ciężkim, rozlanym dymem zasnuwała uliczki i kłębiła się wszędzie, tworząc w powietrzu mozaikowe wzory za każdym razem, gdy zawiał wiatr.

Dłużej się nie dało? :D To zdanie zepsuło się po słowie mgła. Możesz albo wstawić tam słowo która: (...) znad rzeki zaczęła nadciągać mgła, która ciężkim, rozlanym (...), albo wstawić tam średnik: (...) znad rzeki zaczęła nadciągać mgła; ciężkim, rozlanym dymem (...)
Czy ja zamierzałabym kogoś zabić tak, o?

Nie mam tutaj stuprocentowej pewności. ;s
— I co? Nawet nie możesz się osłonić, tak jesteś przyćpany! — westchnęła, gdy spojrzała na jego zakłopotany, zgnębiony wyraz twarzy, odetchnęła głębiej i częściowo się uspokoiła.

westchnęła powinno być napisane z wielkiej litery, chyba że ona wzdychała, mówiąc Nawet nie możesz się osłonić, tak jesteś przyćpany!, na co niestety nie wskazują wykrzykniki. ^^
(...) że jej hipokryzja sięga szczyt szczytów.

sięga szczytu szczytów albo osiąga szczyt szczytów.
Co jednak najbardziej dziwiło Terranta, pokoje na piętrze lśniły czystością, mimo że były jednymi z najtańszych w mieście absurdów.

Tym, co jednak najbardziej dziwiło Terranta, było to, że pokoje na piętrze lśniły czystością...
Siedzieli w kącie sali, tuż przy zaryglowanych już oknach (...)
Spojrzała na niego wymownie i rzuciła szybkie spojrzenie za okno (...)

; >
— W takim razie… następnym razie zaplanujmy to.

Nie rozumiem ; <
(...) cokolwiek i w jakiejkolwiek części kraju by nie zrobili (...)

czegokolwiek, chyba.
Czy byłaby przykładnym mężem prowadzącym własny kram (...)

a się niepotrzebnie wkradło do słowa byłby.
— Wykupywał masę straganów, masę osób się u niego zadłużyło, wiecie.

Gdy przychodziły do narkotyczne doły (...)

A to do to czemu ma służyć?
(...) tak się wnętrzności rozgryzły (...)

Chyba rozbryzły.
Durni nie posłuchali.


Ogółem supcio - jest ciekawie, może trochę zbyt krótko, w miarę poprawnie; opisy są najmocniejszą stroną tego opowiadania, zaraz potem jest plot; bardzo mi się podoba i na pewno tutaj wrócę, jak się zrobi czwarta część. :D
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4817

Noc wendetty

Post#4 » 5 years temu

Dziękuję za opinie :)
Faktycznie, wkradła mi się literówka w nazwisku, bardzo dziękuję, że o niej wspomniałaś, damo :) w., jesteś wielka! Błędy poprawię wkrótce.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1811

Noc wendetty

Post#5 » 5 years temu

Hmm... Zawsze jak przychodzi do komentowania twoich utworów nie wiem, co napisać prócz: "cudowne opisy" i "jest ciekawie", więc tym razem ograniczę się w słowach, jeśli ci to nie przeszkadza.
Więź tej dwójki jest ciekawa, aczkolwiek jeszcze nie widzę w tym nic wyjątkowego; najpewniej za mało jeszcze fragmentów tu wkleiłaś (:D), które by naświetliły tę sprawę. Rozprzestrzenianie plotki - nie było zaskoczenia, ale jest ok. Inaczej nie wyobrażam sobie przedstawienia tego motywu w średniowiecznym uniwersum (jeśli dobrze kojarzę). Na plus, bo sprostałaś temu. :)
Czekam na kolejne części, które mam nadzieję, pojawią się szybciej niż masz w zwyczaju je tu wklejać. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1997

Noc wendetty

Post#6 » 5 years temu

Zwijał się wtedy w kłębek i płakał tak długo, żałośnie, aż Aleis nie przestawała wyszywania swoich sukni w coraz to nowsze wstążeczki, cekiny oraz perły wodne, przytulała jego twarz do swojego dekoltu jak do wielkiej poduszki.

...aż Aleis przestawała wyszywać swoje suknie/aż Aleis przerywała wyszywanie swoich sukni

w dodatku stali tuż przy szynku — źródła wszelkiej informacji bez znaczenia, w jakiej karczmie, sklepiku, w szerokości geograficznej

w każdej?

I nawet syk dogasających na deszczu lamp ulicznych, doganiany przez rytmiczny stukot koni zaprzęgniętych do powozów, to pogłębiał.

Łuch, dziwnie to brzmi. Po pierwsze, nie wiem, jak syk dogasających lamp mógłby być doganiany przez stukot koni. Zupełnie się to nie układa, to określenie raczej nie pasuje do dźwięków. Po drugie, uch, to już zupełnie moje subiektywne odczucie, ale sam "to pogłębiał" na koniec wydaje mi się takie urwane, nieco zbyt krótkie, trochę gubi rytm... "zdawał się to pogłębiać"? Nie wiem, to tylko takie moje tenteges.

Terrant do dziś pamiętał te słowa starej babuleńki

wyrzucić 'te'

Nie wiem, jak tu skomentować, żeby się nie powtarzać. Trochę mało tego rozdziału, o :P Twoi bohaterowie rzeczywiście są bardzo specyficzni, w zasadzie ciężko ich lubić, ale widać, że wcale do tego nie dążysz. Podoba mi się, jak nakreślasz atmosferę Ad Moris, a bohaterowie, mimo że przyjezdni, wydają się tam bardzo... na miejscu. Ale mało, nie wiem, co jeszcze dodać. Pisz dalej, o :P
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Elvellon
Relikt przeszłości
Posty: 137

Noc wendetty

Post#7 » 5 years temu

Sam początek średnio mi przypadł do gustu. Opisów dość dużo i praktycznie niewiele się dzieje więc trudno się przebić do ciekawszych fragmentów. Nawet perspektywie całości początek przynudza.
Jeśli o bohaterów chodzi to Terrant w ogóle mnie do siebie nie przekonał. Niby ma jakąś historie, problemy, dramaty ale mi wydaje się trochę miałki i ciężko się zainteresować jego historią.
Ale za to Aleis Ci się udała. Barwna, nawet ciekawa postać więc ratuje bezosobowość Terranta i jest fajnym kontrapunktem. Moim zdaniem możesz trochę też popracować nad tymi fragmentami, w których robi mu na złość bo mają potencjał i w następnych rozdziałach można by było się na nią porządnie wkurzyć :).
Samej fabule brakuje tego "czegoś" co by zmuszało do jej bardziej wnikliwego śledzenia. Nawet śmierć Louretera nie robi większego wrażenia bo czytelnik raczej nie zdąży się przywiązać do celu jakim jest jego uciupanie. W takich wypadkach można wydłużyć to o parę rozdziałów, niech bohaterowie starają się do niego jakoś dotrzeć, zbierają informację męczą się etc. etc. a tu sru, ktoś inny go zabija. Albo zrobić jak u Kinga, wprowadzić atmosferę spokoju, normalności a później to wszystko zburzyć ( chociaż akurat w świecie fantasy to się może nie sprawdzić ;P )
Skupiłem się głównie na wadach bo one są w sumie najważniejsze. No i co Ci będę słodzić ;)
Zło i niedobro.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4817

Noc wendetty

Post#8 » 5 years temu

Bardzo, bardzo dziękuję wam za opinie.
agrafko, co miałaś na myśli, pisząc, że znalazłaś mnie kolejny raz? :)
Elv, dzięki za sugestie, wprowadzę je przy redakcji całości. Ten tekst z zamierzenia miał być oparty na sztampowych motywach (lubię się nimi bawić, choć rozsądniej byłoby chwycić się innego założenia), ale jak widać to mu niekoniecznie służy ;)
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Noc wendetty

Post#9 » 2 years temu

Bardzo mi się podoba klimat tekstu, tylko nie za bardzo ogarniam, po co tak długi opis mgły na samym początku? Ale może to tylko takie chwilowe wrażenie. :) W ogóle pierwsze akapity nasuwają na myśl kryminał i gdyby nie wstawka o oparach bogów, to nie zorientowałbym się, że to fantastyka.
Dalej coraz bardziej mi się podoba i stwierdzam, że się wciągnąłem! Błędów nie zauważyłem. Życzę weny!

Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4817

Noc wendetty

Post#10 » 2 years temu

Dzięki, Graf. Opowiadanie mam napisane do końca, więc nic nie stoi na przeszkodzie, bym wrzuciła wkrótce kolejną część :mrgreen: To taki quasi-kryminał, tak naprawdę, ale umieszczony w moim świecie (jak większość tekstów zresztą), który zdecydowanie jest fantastyczny, tylko akurat tutaj tych elementów zbyt wiele nie ma.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości