Ukryte zabójstwo cz. 3

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
burak
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Ukryte zabójstwo cz. 3

Post#1 » 17 lut 2017, o 09:48

Część poprzednia

Rozdział II – Śledztwo w sprawie zabójstwa Sawickiego.

Zbliżała się godzina ósma, pierwszy zjawił się aspirant Czekalski zwany Czipem. W wydziale pracował od roku. Ukończył studia, wydział elektroniki, i był sekcyjnym specjalistą od sprzętu elektronicznego. Oprócz realizowania zadań wynikających z kręgu zainteresowania sekcji zabójstw zajmował się także zakładaniem podsłuchów i podglądu. Oficjalnie tego nie prowadził, ale Kowalski uznał, że nim pozałatwia wszystkie niezbędne papiery, to będzie już musztarda po obiedzie. Wydział techniki nie reagował zbyt szybko na zgłaszane przez komisarza potrzeby. Czip miał dwadzieścia pięć lat i wyglądał jak na swój wiek bardzo młodo. Typowy przedstawiciel kujonów, nosił okulary i miał wiecznie potargane blond włosy. Nie używał grzebienia.
– Cześć, jak minął dyżur? – zapytał zaraz po wejściu.
Usiadł przy swoim biurku, na którym oprócz monitora komputera leżało kilka urządzeń. Nikt nie miał prawa dotykać jego zabawek.
– Spokojnie, musieliśmy wyjechać na interwencję.
– Interwencję? – zapytał, a po chwili szeptem kontynuował: – i Szrama się zgodził? Obudzili go i tam bez awantury pojechał? Dziwne.
– Widocznie miał lepszy humor – odpowiedziała Balicka. – Chociaż coś podejrzewam, że wykorzystał ten wyjazd w innym celu.
Do pokoju sekcji razem weszli nadkomisarz Drabiński i aspirant sztabowy Nowocień. Drab był najstarszym oficerem w sekcji i najdłużej pracującym w wydziale. Zbliżał się do pięćdziesiątki. Wysoki, prawie metr dziewięćdziesiąt, potężnej postury. Łysy jak kolano, na twarzy nosił zawsze kilkudniowy zarost. Posiadał kolosalną wiedzę na temat świata przestępczego stolicy i wielu informatorów.
Nowocień służył ponad osiem lat. Po skończeniu wydziału ekonomicznego postanowił pracować w policji. Ponieważ w czasie studiów należał do kadry dziesięcioboistów, wylądował w wydziale zabójstw. Szybko okazało się, że idealnie nadawał się do tej pracy. Wyróżniał się zmysłem obserwacji i dedukcji. Jego wadą był brak cierpliwości i organizacji pracy. Tworzył parę z Drabem, idealnie się dogadywali.
Punktualnie o ósmej pojawił się podkomisarz Śliwiński zwany Śliwą lub Lalusiem, partner Czipa. Jego biurko także stało obok miejsca pracy Czipa.
– Cześć, jestem skonany i dzisiaj odpoczywam. Uprzedzam, żeby nie było wątpliwości.
– Dobra była? – zapytała Balicka.
– Popatrz na niego. Oczy podkrążone, ślady na szyi, siniaki na przegubach. Za dobra była dla niego, wykończyła nam Śliwkę – odpowiedział Drab. – Szrama, trzeba coś z nim zrobić, może wysłać go na tydzień do klasztoru?
– Niezła myśl – ucieszył się podkomisarz.
– Będziesz tylko się oblizywał, może to cię wyprostuje.
Podkomisarz wiecznie uganiał się za kobietami. Szczególnie za mężatkami. Miał własną teorię na ten temat. A że był elokwentny i w miarę przystojny, odnosił na tym polu spore sukcesy. Do sekcji trafił trzy lata temu, przerzucono go z wydziału obserwacji.
– Ósma piętnaście, narada – ogłosił Kowalski. Przydział zadań: Laluś zaniesie akta do Maniusia, reszta robi to co zawsze, a ja idę pod prysznic. Koniec odprawy.
Od dwóch tygodni wyglądało to tak samo. Nie mieli żadnej sprawy do rozwiązania. Szef wyciągnął z biurka akta sprawy, którą ostatnio referowała Balicka. Wyjął kartkę z uwagami, przewrócił na drugą stronę i napisał kilka zdań. Śliwa spokojnie czekał, aż skończy. W tym czasie poprawiał fryzurę.
– Masz, wróć przed jedenastą.
Wstał i wyszedł z pokoju, zaraz za nim podkomisarz. Ledwo drzwi się za nimi zamknęły Drab spojrzał na Baśkę.
– Sądzę, że przed dziesiątą zadzwoni sekretarka Maniusia i poprosi cię na dywanik. Szykuj się, skocz do fryzjera, zrób malowanie i wróć w galowym garniturku.
– Chyba żartujesz.
– Drab ma rację, lepiej go posłuchaj, potem nie zdążysz, a my będziemy mogli obejrzeć w pełnej krasie twoje nóżki – stwierdził Nowocień z szerokim uśmiechem na twarzy.
– O czym wy pierdolicie, moich nóżek nie zobaczycie. Mieliście swoją okazję trzy lata temu i na tym koniec. Po co mam zasuwać do Maniusia?
– Laluś zaniósł akta, które referowałaś Szramie. Nic nie powiedział, więc całkowicie się zgadzał z twoimi sugestiami. Teraz dał je komendantowi, ten przejrzy i zleci wznowienie śledztwa.
– Czemu ja?
– Ty zaproponowałaś, aby je wznowić, więc je poprowadzisz. I wiesz, co jest najciekawsze w tym wszystkim?
– Co?
– Pomoże ci twój partner – odpowiedział, a wszyscy zaczęli rechotać. – To będzie zabawne – dodał po chwili.
– Nie mogę iść w ciuchach cywilnych?
– Pewnie, że możesz. Tylko jest jedno „ale”. Sekretarka nie wpuści cię do gabinetu. Chyba marzyłaś o własnej sprawie.
Kowalska przyjrzała się dokładnie kolegom. Czip zajął się już jakimś urządzeniem i przestał istnieć dla innych. Nowocień i Drab wytrzymali jej spojrzenie bez mrugnięcia okiem. Wyjęła lusterko i oceniła swoją fryzurę. Doszła do wniosku, że jednak wymaga małej korekty, makijaż po nocnym dyżurze nie prezentował się najlepiej. Widząc jej nagłe zainteresowanie własnym wyglądem, Drab mrugnął do partnera. Komisarz nie zauważyła i zapytała:
– O której mam wrócić?
– Przed dziesiatą. Maniuś nie lubi odkładać roboty, na pewno już czyta twoje wnioski.
– Wychodzę, wrócę za pięć dziesiąta. Jeżeli mnie podpuściliście, to jaja wam pourywam.
– Czy już mam je wyjąć? – zapytał Drab.
– Spadaj, idę.
Balicka chwyciła małą torebkę i wybiegła na korytarz. Dziesięć minut później wrócił Kowalski. Ledwo przekroczył próg, zapytał Czipa:
– Zrobiłeś?
– Oczywiście.
– To puszczaj, musimy ocenić twoją robotę.
– Gdy oddasz słuchawkę Baśce, wtedy puszczę to.
„Komisarz Balicka?” – usłyszeli z głośników komputera głos sekretarki komendanta. „Za pięć minut proszę zameldować się w gabinecie komendanta Piechura. Oczywiście w mundurze galowym. Dziękuję”
– Świetnie, dobra robota. Myślę, że przerwa czasowa jest idealna – podsumował Kowalski. – O której ma wrócić?
– Za pięć dziesiąta.
Komisarz spojrzał na zegarek.
– Sekretarka Maniusia zadzwoni za godzinę. Każe jej przyjść na dziesiątą. Drab, co słychać na mieście?
– Wyjątkowa cisza, każdy pilnuje swojego interesu i nie pcha się na cudze podwórko.
– Dawno nie mieliśmy takiej laby, mam złe przeczucie. Statystyka nie kłamie. Nie chcę krakać, ale możemy mieć kilka śledztw na raz. Jedno Baśka zaraz otrzyma, dojdą dwa trupy i... lepiej nie wywoływać wilka z lasu.
– Jesteś pewien, że Maniuś wznowi śledztwo?
– Tak, będziemy je prowadzić pod jego osobistym nadzorem, poza wiedzą Barana.
Naczelnik wydziału, młodszy inspektor Baranowski zwany Baranem, nie należał do cenionych przez Kowalskiego przełożonych. Swoje stanowisko piastował od dwóch lat, od momentu zmiany komendanta wojewódzkiego. Przyszedł do wydziału pół roku przed awansem i to od razu na zastępcę naczelnika. Nadzorował śledztwo w sprawie zabójstwa syna znanego biznesmena, powiązanego z jedną z mniejszych grup mokotowskich. Rodzice, a raczej macocha i ojciec, odcinali się od nieudanego ich zdaniem potomka. W ocenie Kowalskiego śledztwo zakończyło się połowicznym sukcesem. Ustalono, kto zastrzelił młodego Sawickiego, ale nie aresztowano mordercy – zginął w porachunkach młodych, agresywnych grup. Baranowski nie chciał skorzystać z pomocy sekcji Kowalskiego, mimo że Drab przekazał interesującą informację na temat śmierci mordercy. Ta sprawa nie została wyjaśniona.
– Dlaczego wyciągnąłeś tę sprawę z archiwum?
– Bo została skopana. Baran chciał jak najszybciej ją zakończyć, źle wyglądałby awans przy spierdolonym śledztwie.
– Narażasz Baśkę na konflikt z Baranem.
– Nie, Maniek doskonale wie, co jest grane. Mało to już prowadziliśmy spraw poza wiedzą naczelników? Oni też nie mówią, co robią, chyba że potrzebna jest pomoc. Każdy pilnuje swojej działki i tak jest najlepiej. No, panowie, kto chce fajki po osiem złociszy?
Drab i Czip podnieśli ręce.
– Najpierw kasa – stwierdził Kowalski.
Wysupłali drobne i podeszli do biurka szefa, a ten oderwał dwie paczki.
– Otwórzcie okno i palimy.
Gdy tylko Balickiej nie było w pokoju, wszyscy momentalnie chwytali za papierosy. Przy niej też palili, ale nie było to zbyt przyjemne. Baśka rozpylała wtedy damskie, bardzo intensywne perfumy. Sama potrafiła zapalić, gdy była zdenerwowana. Walczyła jednak z dymem papierosowym tworzonym przez współpracowników.
Na biurku Kowalskiego zadzwonił telefon. Szybko złapał słuchawkę.
– Komisarz Bronisław Kowalski, słucham.
Bronek, od kiedy tak ładnie się przedstawiasz?
– Zawsze gdy ty zadzwonisz, Teresko. Jak zdróweczko?
Doskonałe, dawno nie zaglądałeś do mnie.
– Chętnie odwiedziłbym cię, ale Maniuś powiedział, abym mu się przynajmniej przez pół roku nie pokazywał na oczy.
Ilekroć pojawisz się u Maniusia, to potem ma robotę i musi się mocno gimnastykować, aby ukryć twoje „pomysły”. Powiedz komisarz Balickiej, aby stawiła się u Maniusia o dziesiątej.
–Teresko, mam nadzieję, że ciągle jesteś oazą spokoju.
Mów, o co chodzi?
– Mam prośbę, nie komentuj wyglądu Balickiej, gdy się zjawi.
W słuchawce dał się słyszeć śmiech sekretarki zastępcy komendanta głównego.
[/akapit]– Domyślam się, że wbiłeś ją w garniturek. Wpadnij kiedyś.
[akapit]
Kowalski odłożył słuchawkę i poinformował współpracowników:
– Załatwione, teraz czekamy na naszą gwiazdę.
Sam wygodnie usiadł i wypuszczał kółka dymu. Rozpoczęła się rywalizacja, czyje będzie najokazalsze. W powietrzu unosiło się ich kilka.
Dziesięć minut przed dziesiątą usłyszeli pukanie w drzwi, a po chwili głos komisarz Balickiej:
– Wywietrzyć pokój i mordy w kubeł!
Szybko zgasili papierosy, a niedopałki wyrzucili przez okno. Wylądowały w kubłach postawionych tam przez sprzątających wewnętrzny parking.
Weszła Balicka i wszyscy na nią spojrzeli. Drab zagwizdał.
– Ale laska – wymknęło się Czipowi.
Tuż za nią do pokoju wpadł Laluś.
– Kurczę, zobaczyłem z daleka super towar wchodzący do nas. Cholera, to nasza panna, a już myślałem, że...
– Zamknij się! Nie dla psa kiełbasa.
– A dla kogo? – zapytał Nowocień.
– Nie dla was, koniec dyskusji.
Drab kolejny raz gwizdnął, a za nim pozostali. Balicka nałożyła przepisowy mundur. Spódniczka była może zbyt krótka, wszyscy patrzyli na jej zgrabne nogi. Szybko usiadła przy swoim biurku, trzymając dolną krawędź materiału.
– Masz dwie baretki, przybędzie ci trzecia – stwierdził Czip. – Pozwól, że przyjrzę im się z bliska.
– Siedź na dupie i się nie ruszaj.
Czip odwrócił się i chwycił telefon komórkowy. Zadzwonił telefon na biurku Kowalskiego.
– Słucham.
Przez pół minuty słuchał, a potem uśmiechnął się do słuchawki i powiedział:
– Oczywiście, pani Tereso, już oddaję.
Wyciągnął słuchawkę w kierunku komisarz:
– Do ciebie.
Wstała i podeszła do biurka, tym razem usłyszała cmoknięcie Draba.
– Komisarz Balicka... Tak...
Oddała słuchawkę i natychmiast wyszła z pokoju. Do gabinetu komendanta dotarła po minucie. Zapukała i weszła do sekretariatu. Była tutaj pierwszy raz. Za biurkiem zobaczyła starszą kobietę w wieku około sześćdziesięciu lat. Sekretarka spojrzała na nią i na zegar wiszący na ścianie obok.
– Komisarz Balicka?
– Tak.
– Proszę usiąść, szef zaraz panią poprosi.
– Dziękuję.
Usiadła w fotelu i rozejrzała się po sekretariacie. Poza biurkiem pani Teresy, znajdowało się kilka foteli, dokładnie pięć. Przed nim stał długi niski stolik, na którym leżały czasopisma branżowe. Na ścianie z zegarem wisiało dziesięć fotografii w ramkach. Były to zdjęcia wszystkich poprzednich zastępców komendanta. Brakowało jedynie fotografii obecnego. Na drugiej ścianie stał regał pełen segregatorów, szafa oraz drzwi do aneksu kuchennego.
Zabrzęczał interkom.
– Jeżeli jest już komisarz Balicka, niech wejdzie.
– Proszę wejść – oznajmiła sekretarka.
Komisarz wstała, obciągnęła spódnicę i weszła do gabinetu. Nadinspektor spojrzał na nią i lekko zmieszany wstał z fotela. Ręką wskazał krzesło przy małym stole konferencyjnym. Chwycił akta sprawy pod kryptonimem „Synalek”, wyszedł zza biurka i usiadł naprzeciwko pani oficer.
– Nie spodziewałem się, że w sekcji zabójstw pracują tak piękne kobiety. Jestem pod wrażeniem. Świetnie pani wygląda w mundurze – mówiąc to, uśmiechnął się pod nosem. – Teraz rozumiem ten dopisek Kowalskiego do pani uwag. No dobrze, wracajmy do sedna. Dlaczego chce pani wznowić śledztwo?
– Panie komendancie, śledztwo ograniczyło się do ustalenia, kto zabił i stwierdzenia, że morderca nie żyje. Jako motyw zbrodni uznano porachunki mafijne. Nie uwzględniono istotnej informacji uzyskanej przez nadkomisarza Drabińskiego, niedbale szukano prawdziwego zleceniodawcy morderstwa.
– A pani wie, kto zlecił?
– Nie wiem, ale skupiono się jedynie na tym, kto zyskał na śmierci młodego Sawickiego. Powinno się sprawdzić, kto nie stracił na jego śmierci. Czasami morderstwo ma zapobiec stracie. Oczywiście w większości wypadków chodzi o pieniądze, ale tutaj oprócz tego możemy dopatrywać się utraty imienia, zaufania, wiarygodności. Należałoby sprawdzić tę hipotezę.
– Wiem, do czego pani zmierza. Wznowicie śledztwo, pani je poprowadzi, a Kowalski pomoże. W tej sprawie jest do pani dyspozycji – po chwili dopowiedział – mam nadzieję. Bronek poprosił mnie, abym przyznał pani odznakę komara. Nie znam takiej – mówiąc to, dokładnie przyglądał się Balickiej. Wytrzymała spojrzenie i ostatkiem sił woli nie zalała się rumieńcem. – O co chodzi z tym medalem?
Teraz zauważył lekkie zmieszanie dziewczyny. Powstrzymał ją, podnosząc palec.
– Znam Szramę dwadzieścia lat – rozpoczął, wygodnie opierając się o oparcie. – Każdemu nowemu pracownikowi przed przydzieleniem śledztwa robi swojego rodzaju test, tylko po to, aby zapamiętał „pierwszą sprawę”. Wiedział, że otrzyma pani tę szansę dzisiaj. Akcja „Komar” musiała mieć miejsce wczoraj, dlatego poprosił oficera dyżurnego, notabene swojego kumpla, o zlecenie interwencji na mieście. „Nie zawsze należy mówić wszystko przełożonemu” – to zapewne też już pani powiedział. Niech w temacie „komar” tak zostanie – uśmiechnął się do Balickiej.
– Dziękuję, panie komendancie, za wznowienie śledztwa.
– Korzystaj, dziewczyno – pozwolisz, jesteś taka młoda – z nauk komisarza Kowalskiego tak długo, jak długo wytrzymasz w sekcji zabójstw. Lepszego mentora w kraju nie znajdziesz. Możesz odejść i powiedz na stronie Bronkowi, że oczekuję na rewanż. Przestudiowałem kilka otwarć Karpowa, niech ma to na względzie.
– Odmeldowuję się.
Komisarz Balicka zabrała akta, które podsunął jej komendant, wstała i wyszła z gabinetu. Gdy tylko zamknęła drzwi, usłyszała sekretarkę:
– Kto ci kazał przyjść w mundurze? – zapytała z poważną miną.
– Już ja się z nimi policzę – odpowiedziała z uśmiechem. Miała swoją pierwszą sprawę i to się tylko dla niej teraz liczyło. Biegiem wróciła do pokoju. Rzuciła akta na biurko i nachyliła się nad Czipem.
– Puść to jeszcze raz, ale na głośniki. Nie masz wyboru, puszczaj.
Ponownie wysłuchali zmontowanego przez Czipa nagrania.
– Dobry jesteś, ale trochę skopaliście. Ja się przedstawiłam, a niby sekretarka ponownie podała moje nazwisko. Idę się przebrać.
Gdy wyszła, Drab skomentował:
– Widzieliście, jaka jest szczęśliwa? Ma swoje pierwsze śledztwo i ma podwładnego – kończąc zaczął się śmiać. – Nareszcie Szrama będzie zagoniony do roboty, i to przez kobietę.
Kowalski jedynie uśmiechnął się pod nosem.
– Co to za sprawa? – zapytał Laluś.
– Zabójstwo młodego Sawickiego – odpowiedział Kowalski. – Zresztą poznasz szczegóły.
Wszyscy spojrzeli po sobie, zorientowali się, kto będzie odwalał główną robotę za Szramę.
– Muszę skoczyć do betki – stwierdził nagle Laluś, pozostali też podnieśli się z krzeseł.
– Siadać, nigdzie nikt nie musi iść.
Drab podniósł rękę do góry.
– Czego?
– Szefie, ja muszę skoczyć do kibla.
– Ni chuja. Siedzicie i czekacie na przydział zadań. Potem możecie się rozejść.
Czekali godzinę, nim wróciła Balicka z wózkiem pełnym akt. Podprowadziła go do biurka Kowalskiego i wszystkie ustawiła w stosie na blacie.
– Nareszcie wygląda tak, jak powinno. Komisarzu, przejrzyjcie akta i wynotujcie wszystko na temat rodziny Sawickiego.
– Tak jest, komisarzu. Słyszeliście? To teraz możecie podejść, podzielę tę kupkę na pięć części, aby było sprawiedliwie.
Zaczął przeglądać poszczególne teczki i odkładał na mniejsze stosiki. Gdy zakończył, okazało się, że cztery liczył po sześć teczek, a piąta jedną, spis pozostałych. Możecie zabrać te cztery. – Spojrzał na podległych pracowników.
Pierwszy podszedł podkomisarz Śliwiński i zabrał najniższy stos. Ostatni, największy, przypadł aspirantowi Czekalskiemu. Balicka obserwowała z boku i nie skomentowała. Mogła się domyślić, że tak zakończy się próba zmuszenia Kowalskiego do zagłębienia się w papierach.
– Bierzcie się do roboty, a ja udaję się na naradę kierowników sekcji. Może ktoś chce mnie zastąpić?
Wszyscy otworzyli akta i zaczęli je wertować. Nasiadówki u naczelnika wydziału nie należały do przyjemnych. Baranowski prowadził je codziennie w samo południe i zazwyczaj trwały do trzynastej.
Komisarz Kowalski wyjął z szuflady notatnik i opuścił pokój. Sekretariat naczelników wydziału zlokalizowano na końcu korytarza. Niekwestionowaną władczynią przedsionka do obu gabinetów szefów wydziału była pani Beata. Do pomocy miała drugą sekretarkę, Bożenę. Beata, czterdziestodwuletnia, korpulentna blondynka, od ponad dwudziestu laty dzierżyła wszystkie sprawy i pracowników w swoich rękach. Bożena przyszła do wydziału zaraz po nominacji Baranowskiego. Oficjalnie to ona była jego sekretarką, ale faktycznie nad całością pełną kontrolę posiadała starsza z kobiet. Bożena tydzień temu skończyła trzydzieści dwa lata, wszyscy wiedzieli, że utrzymywała bardzo bliskie kontakty z naczelnikiem. Oczywiście starali się utrzymać to w tajemnicy, ale nie mieli szans. Pracowali bowiem w wydziale kryminalnym, w którym pełniło służbę blisko stu funkcjonariuszy w ośmiu sekcjach.
Kowalski wszedł za pięć dwunasta i przywitał się z sekretarkami.
– Padam do nóżek szanownym damom. W jakim nastroju jest boss?
– Cześć, Szrama, w normalnym.
– Dzięki, to lepiej już wejdę. Czy można zamówić kawkę?
– Nie.
Zawsze prosił o kawę, ale nigdy jej jeszcze nie otrzymał. Bez tego pytania uważał wizytę w sekretariacie za nieudaną. W gabinecie byli już wszyscy kierownicy sekcji.
– Dzień dobry – przywitał się i usiadł na końcu stołu konferencyjnego.
Naczelnik Baranowski spojrzał na komisarza i stwierdził:
– Skoro jesteśmy już w komplecie, to zaczynamy. Pięć minut temu zadzwonił Zastępca Komendanta Głównego nadinspektor Marian Piechur i poinformował mnie, że komisarz Kowalski wraz ze swoim zespołem ma wznowić śledztwo pod kryptonimem „Strata”. Oczywiście ani ja, ani dyrektor biura i jego zastępca nie prowadzimy nadzoru nad śledztwem. Nie wiem, Kowalski, i nie chcę wiedzieć, co to za sprawa, ale skoro zostaliście wyłączeni z prac wydziału, to możecie opuścić naradę i zająć się tą sprawą.
– Tak jest, panie naczelniku.
Kowalski wstał, zabrał notatnik, którego nie zdążył otworzyć, i opuścił gabinet. Nie omieszkał okazać, jak bardzo był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Blizna na policzku ukryła się w szerokim uśmiechu.
– O, już wyszedłeś, a to oznacza, syneczku, że masz śledztwo pozawydziałowe. – Sekretarka Beata do ulubionych oficerów zwracał się per syneczku. Odebrała telefon od nadinspektora i domyśliła się, z jakiego powodu dzwonił osobiście do naczelnika.
– Tak jakoś wyszło, pani Beato. – Kowalski nie pozwalał sobie na poufałość w rozmowie z sekretarką, szanował ją i zawsze okazywał szacunek mimo próśb o kawę. – Pożegnam śliczne panie, robota czeka. Do widzenia.
Wyszedł i zapalił papierosa. Niezbyt przestrzegał zakazu palenia na korytarzu, ale przez najbliższą godzinę nie było nikogo, kto mógłby mu zabronić tej przyjemności. Z papierosem w ustach wszedł do pokoju sekcji zabójstw.
– Dlaczego uważasz, że morderstwo zleciła żona, a nie na przykład córka? – zapytał Czip.
Kowalski nie spodziewał się, że od razu przystąpią do pracy. Usiadł przy biurku i przysłuchiwał się dyskusji.
– Wcale tak nie uważam. Oczywiście mogła to zorganizować córka, ale miała wtedy piętnaście lat. Trochę mała jak na tak doskonale zaplanowaną akcję.
– Widziałaś ją? – nie ustępował Czip.
– Nie, w tych aktach, a to tylko streszczenie, nie było jej zdjęcia.
– No to popatrz. – Czip podszedł do niej z wyjętym z akt sprawy zdjęciem nastoletniej córki Sawickiego. – To jest Magda Sawicka w dniu pogrzebu przyrodniego brata. – Podał fotografię.
– O, kurczę – wyrwało się Balickiej. – Ona wyglądała na osiemnastkę. No dobrze, wyglądała poważniej, ale nic nie wiemy na temat jej charakteru, posiadanej wiedzy, umiejętności. I wielu innych informacji, mamy czego szukać.
– Cała rodzina miała alibi w dniu morderstwa. Ojciec, żona i córka dziesięć dni przed zabójstwem wyjechali do Stanów. Wrócili dwa dni po morderstwie na wiadomość przekazaną przez brata Sawickiego. O nim też nic nie wiemy, jest tylko mała wzmianka, że nie utrzymywał kontaktów z bogatym braciszkiem − powiedział Nowocień.
– Miał do niego telefon, a nie utrzymywał kontaktów? – zauważyła Balicka.
– To niczego nie dowodzi, ja też mam mnóstwo numerów osób, z którymi już nie rozmawiam. Kolejny podejrzany? – zapytał Laluś. – Jeszcze pół godziny i na liście podejrzanych umieścimy wszystkich członków rodziny. Przyjmując za wiarygodne twój motyw zbrodni: „kto nie straci”. Powinniśmy wziąć pod uwagę pracowników firmy, kontrahentów, kluczowych odbiorców i wielu innych.
– Powinniśmy. – Nie dawała się zbić z tropu. – Rozszerzymy krąg podejrzanych.
– Szrama, dlaczego już wróciłeś? – zapytał Drab.
– Maniuś zadzwonił do Barana, a ten wygonił mnie z narady. Mam zająć się śledztwem. I teraz mam dylemat.
– Jaki? – zapytała komisarz, a po chwili dodała: – Nie, nie masz żadnego dylematu. Maniuś jest zastępcą komendanta i on wydał decyzję. Masz się zająć śledztwem pod moim kierunkiem.
– Komisarz Balicka, ja nie neguję twojej przewodniej roli. Ja mam tylko dylemat, czy podołam oczekiwaniom wszystkich przełożonych, nawet jeżeli niektórzy z nich są tymczasowi – odpowiedział z pełnym skrzywieniem ust.
Zareagowała lekkim uśmiechem. Odwróciła się do Czipa.
– Wyszukaj w Internecie wszelkie informacje o Sawickich i firmie. Rok temu zmarł stary Sawicki, a firmę przejęła żona. O ile pamiętam, to była naturalna śmierć i nie prowadzono żadnego śledztwa. Podano jedynie, że od kilku lat zmagał się z rakiem. Wcześniej nie informowano o tym, bo podobno zabronił.
– Baśka, gdzie nas dzisiaj zaprosisz na imprezkę? – zapytał Laluś. – Właśnie wydałaś pierwsze polecenie służbowe w ramach pierwszego, podkreślam jeszcze raz, pierwszego śledztwa. Tamto z komarem się nie liczy.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, po chwili dołączyła do nich Balicka.
– Ok, zapraszam was do knajpki „Pod śledzikiem” na Litewskiej. Będę miała blisko do domu. Spotykamy się o dwudziestej. A teraz, chłopaki do roboty.

Część następna

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Ukryte zabójstwo cz. 3

Post#2 » 17 lut 2017, o 14:02

Przeczytałem z przyjemnością już jakiś czas temu. Podoba mi się klimat tekstu, dobrze odmalowujesz koleżeńskie relacje między bohaterami. Język jest "łatwoprzyswajalny", przekombinowanych zdań nie wyłapałem.
Jedno małe powtórzenie rzuciło się w oczy:
Wyszukaj w Internecie wszelkie informacje o Sawickich i firmie. Rok temu zmarł stary Sawicki, a firmę przejęła żona. O ile pamiętam, to była naturalna śmierć i nie prowadzono żadnego śledztwa. Podano jedynie, że od kilku lat zmagał się z rakiem. Wcześniej nie informowano o tym, bo podobno tego zabronił.

I jeszcze:
Wydział techniki nie reagował zbyt szybko na potrzeby, jakie zgłaszał komisarz.
Zmieniłbym na: Wydział techniki nie reagował zbyt szybko na zgłaszane przez komisarza potrzeby.
Lecę czytać następne części!
Pozdrawiam,
Gr
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

burak
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Ukryte zabójstwo cz. 3

Post#3 » 17 lut 2017, o 14:17

Dziękuję za uwagi.
Poprawki naniosłem.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość