Artysta [...] - Rozdział 13

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#1 » 21 sty 2017, o 21:06

Część poprzednia
Rozdział 13
Noc zapowiadała się ładnie. Subtelny blask księżyca, lekki wiatr i zaczynający się deszcz stwarzały idealny do pisania nastrój. Szkice podsumowujących rok pracy komisariatu raportów miały być gotowe na jutro rano. Zarządzenie dyrekcji wprawiło wszystkich w ponury nastrój, ale cóż zrobić. Nawet rozległe znajomości głównego komendanta okręgu nie zapewniały jego podwładnym całkowitego spokoju od najróżniejszych kontroli. Dość, że dzięki „zaufanym” osobom pozyskiwano informacje na temat tego, kiedy i gdzie uderzy NIK. Wiadomość o zbliżającej się wizytacji nadchodziła z reguły trzy dni przed przewidywaną wizytą, lecz tym razem „łącznik” nie zdążył przekazać informacji na czas. Nie pozostawało więc nic innego, jak tylko zakasać rękawy, rzucić się w wir bezładnych notatek i stworzyć z nich w miarę składne raporty przesłuchań.
W normalnych warunkach uporządkowanie porozrzucanych zapisków zajęłoby Lejce dwie, trzy godziny, teraz jednak, po przejściach z Lewijem i Agatą, nie miał on najmniejszej chęci do działania. Siedział, bezmyślnie gapiąc się na targaną podmuchami nocnego wiatru jabłoń za oknem i rozmyślał nad tym, co robić.
Nie, nie zastanawiał się nad zalegającymi biurko papierami. Mylił się każdy, kto patrząc na inspektora myślał, że jest on pochłonięty układaniem raportu. Myśli policjanta krążyły daleko poza ścianami komisariatu.
„Agata… Muszę do niej pojechać. Dziś już za późno, a jutro będę musiał być na tej cholernej inspekcji… To może potrwać cały dzień…”
- Niechże się pan nie martwi. Agata jest bezpieczna. – Nieprzyjemnie syczący głos rozbrzmiał tuż nad uchem zamyślonego Lejki.
Inspektor podskoczył ze strachu, klnąc machinalnie. Miał cichą nadzieję, że będzie to Samael, bo jego obecność w komisariacie o tej godzinie byłaby do wytłumaczenia za pomocą śladowo logicznych argumentów. Jeśli natomiast byłby to Lewij…
Inspektor wzdrygnął się na samą myśl o tym, jak miałby sam sobie wytłumaczyć fakt, że psychiatra wszedł do budynku przez zamknięte na trzy zasuwy drzwi. Dla własnego bezpieczeństwa starał się rozgraniczać postacie obu mężczyzn, choć domyślał się, że ich wzajemne podobieństwo nie jest bez znaczenia. Nie był jednak gotów na bezkrytyczne przyjęcie tego stanu rzeczy. Odwrócił się ostrożnie i podniósł głowę. Zielone, świecące w półmroku tęczówki nie miały charakterystycznego dla ślepców wyrazu nieobecności.
„Lewij” – zagrzmiało w myślach.
- Przestraszyłem pana? – Przyjazny ton obudził w inspektorze przeczucie podstępu. Postanowił jednak nie okazywać strachu przed ewentualną zemstą za zajście z Sarą i zachowywać się w zwyczajnie.
- Nie, skądże! Przyzwyczaiłem się ostatnio do pańskich niespodziewanych odwiedzin.
Ordynator przytaknął z zadowoleniem i rozejrzał się po pomieszczeniu. Oczy rozbłysły mu dziwacznym ogniem nadchodzącego natchnienia.
- Pracuje pan nad raportami? – spytał, ledwo zauważalnie pocierając drobne, zadbane dłonie.
- Próbuję się skupić.
Psychiatra uśmiechnął się i przysiadł na pustym kawałku blatu. Policjant poczuł bijący od niego zapach tytoniu i kawy. Dziwne uczucie osaczenia podpełzło mu pod krtań.
- Pomóc panu? – zapytał lekarz, patrząc na leżący przed policjantem wykaz częstotliwości zatrzymań.
Lejka odsunął się wraz z krzesłem, zaskoczony nagłą propozycją. W odpowiedzi na pytanie, jak profesor psychiatrii może pomóc policjantowi w statystykach, usłyszał śmiech.
- Bardzo prosto. Wykształcenie medycznie nie jest objawem głupoty. Mogę zrobić obliczenia, a pan te wyniki ubierze w profesjonalne wyrazy i raporty będą gotowe za jakąś godzinę.
Inspektor żachnął się i zagryzł wargę. Biorąc pod uwagę niecodzienną osobowość nagłego gościa, przystanie na propozycję pomocy mogłoby pociągnąć za sobą wiele nieprzewidywalnych konsekwencji. Z drugiej strony jednak odwalenie całej roboty w godzinę oznaczało więcej czasu na snucie planów ratowania Agaty. Lejka nie miał złudzeń, że po skończeniu pracy nie uśnie. Był zbyt zdenerwowany tym, że dawno nie widział siostry.
- Dobrze, skoro pan jest tak miły, to proszę… - Podsunął przybyszowi pękającą w szwach teczkę z ogromnym napisem „StatKrym’16”. – Trzeba wyliczyć średnią ilość zatrzymań z każdego miesiąca.
Psychiatra bez słowa kiwnął głową, zeskoczył z biurka, wziął do rąk teczkę i podszedł do okna. Odwiązał opasujący papiery sznureczek i wpatrzył się w pierwszą stronę.
- Łatwizna - skitował, nie patrząc na inspektora. – Ma pan długopis?
Policjant w milczeniu rzucił cienkopis w kierunku lekarza. Zwykł tak podawać rzeczy swoim kolegom, którzy z czasem wrobili sobie dzięki temu refleks, godny najlepszych śledczych świata. Dopiero w chwili, gdy długopis pofrunął do góry, Lejka uświadomił sobie, że psychiatra może nie być przyzwyczajony do tego rodzaju dostaw. Już miał przeprosić, gdy usłyszał ciche i jasne „Dziękuję”.
- Złapał pan? Nie spodziewałem się tego…
- Przyzwyczaiłem się – odpalił profesor, nie podnosząc wzroku znad kartek. - Na zajęciach z chirurgii pewien wykładowca nagminnie rzucał przedmiotami w stronę studentów. Kto nie złapał, miał kłopot... „Refleks – powtarzał - panowie, refleks!” – Uśmiechnął się i przewrócił stronę. – Mieliśmy szczęście, że nie miotał skalpelami…
- Nie przeżyłbym studiów medycznych.
- Nie gadaj pan z łaski swojej! – syknął Lewij, kładąc przed inspektorem zapisaną drobnym maczkiem kartkę z obliczeniami. – Wykres też pan chcesz?
Lejka bez słowa kiwnął głową. Nie mieściło mu się w głowie, jak można w tak zawrotnym tempie zestawić dane z minionych jedenastu miesięcy. W przeciągu minuty wykres był już gotowy, opisany i przejrzysty jak kropla wody. Inspektor patrzył z niedowierzaniem na równiutkie wiersze tabeli, pięknie zarysowane szkice słupków i idealnie proste słupki obliczeń.
- Jak pan to robi? – wykrztusił w końcu.
Psychiatra przerwał bezmyślną obserwację jabłoni za oknem i odparł, że normalnie.
- Ale jak? – dociekał policjant. – Bez linijki, bez kalkulatora…
Profesor westchnął, wyraźnie znudzony natrętnością rozmówcy.
- Tajemnica zawodowa – odpalił, siadając na parapecie. – Zapali pan?
Lejka w milczeniu przyjął papierosa z podsuniętej pod nos eleganckiej papierośnicy. Przyjemnie piekący dym zaczął napełniać pomieszczenie.
***
Przejmujący chłód przeszył rozleniwione snem ciało z prędkością i okrucieństwem padającej znienacka błyskawicy. Niespodziewany strumień zimnej wody zwalił się na biedną głowę policjanta.
- Panie, pożar pan chcesz wywołać, czy jak?! – Oficer dyżurny, nie wiedzieć czemu wystrojony w mundur galowy, potrząsnął trzymanym w ręku wiadrem i wyłowił z zalanej popielniczki jakiś żałosny niedopałek. – Ile razy komendant ma powtarzać, żeby nie palić w nocy za biurkiem?!
Zamoczony papier z niedokończonym raportem ze stycznia zaczynał broczyć atramentem. Lejka półprzytomnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Woda ściekała z biurka, w kałuży pod nogami dyżurnego walały się jakieś nadpalone dokumenty.
- Co się stało?
Ciemne źrenice oficera zabłysły jasnym blaskiem z trudem hamowanej wściekłości.
- Zasnął pan, niedopałek spadł na raport, zaczęło się jarać. Dobrze, że akurat byłem w łazience i zdążyłem złapać za wiadro… Wycierać tego nie będę. – Tknął mokrym palcem w idealnie uprasowaną, galową marynarkę. – Masz pan tu ścierkę i proszę to ogarnąć.
Inspektor niechętnie schylił się po szmatę. Na szczęście, wody nie było zbyt wiele. Widocznie, wiadro nie było pełne. Mokre, gdzieniegdzie nadpalone dokumenty rozłożył dokładnie na szerokim parapecie, odkręcił kaloryfer na tyle, na ile się dało. Nie miał nadziei, że zdążą wyschnąć do zapowiedzianej na pierwszą kontrolę. Zupełnie wściekły i załamany, pojechał do domu przebrać się w galowy mundur. Wrócił na komisariat, nie mając najmniejszej ochoty do życia.
- Panie inspektorze, dzwonili z NIK’u. „Przyjaciel” powiedział, że kontrola będzie za tydzień. Terminy mu się pomyliły! – zakrzyknął wielce rozradowany dyżurny.
Lejka drgnął. Niepokój ścisnął mu serce. Domyślał się, czemu ma zawdzięczać niespodziewane opóźnienie terminu, ale nie cieszyło go to. Nie wierzył w szczęśliwe zbiegi okoliczności. Strach o siostrę podpełzł mu do gardła, powodując nieznośną, duszącą suchość.
***
Chora już drugą noc nie mogła usnąć. Dręczyły ją straszne sny o stale powtarzającym się schemacie.
Za każdym razem, gdy zamykała oczy, widziała samą siebie, siedzącą w knajpie, z kieliszkiem wina w dłoni. Podchodził do niej jakiś nieznajomy mężczyzna o martwych, nieobecnych oczach i kładł jej rękę na czole. Zamykała oczy i widziała siebie, pijącą wino w tej samej obskurnej knajpie. Ten sam mężczyzna podchodził do stolika, zamykał jej oczy i wszystko powtarzało się od nowa, dopóki nie budziła się, zlana zimnym, klejącym się potem.
Nieznajomy ze snu dziwnie przypominał jej kogoś, kogo spotkała podczas swego pobytu w Paryżu. W mieście występku mieszkała przez pół roku, studiując śpiew i chłonąc z życia to, co najbardziej francuskie. Wyjechała z konieczności, rażona wiadomością o śmierci matki. Miała nadzieję wrócić. Niestety, nie mogła…
Swoją ostatnią noc w stolicy miłości Agata postanowiła spędzić jak prawdziwa francuska kobieta na skraju rozpaczy: pijąc ohydne wino, paląc drapiące gardło papierosy i tępo gapiąc się na moknący w deszczu bulwar.
Drzwi nocnej kawiarni „Polny kwiat” przy ulicy Poignard zawsze stały tworem. Dobywające się w wnętrza zapachy nie zachęcały do wejścia, ale Agata nie miała innego wyboru. Musiała wejść do tej znanej w całym Paryżu enklawy rozpusty, pijaństwa i upadku. Musiała zanurzyć się w brudzie paryskich nizin, nasiąknąć nim i pić błoto kielichami, by nie utonąć w zalewającej ją fali łez i buntu.
Stojąc w dusznym hallu nocnej kawiarni, panna Lejka zawahała się. Nie była pewna, czy jest gotowa do rzucenia się w wir wielkiego miasta w tak ohydnym miejscu, ale czuła, że to tu zacznie się jej wielka podróż. Lepiej nie mogła wybrać. „Polny kwiat” słynął z rekordowej liczby uprowadzeń młodych, samotnie pijących kobiet.
Pomieszczenie było niskie i wąskie. W głębi, na wprost drzwi stał długi na całą szerokość kawiarni bar, za którym krzątał się niewysoki grubasek o jowialnym wyrazie twarzy. Wokół niego, wsparci o lśniący, dębowy blat, tłoczyli się klienci.
Przezwyciężywszy strach, Agata powoli podeszła do baru. Gdy szła, siedzący przy niewielkich stolikach mężczyźni odwracali się, bezczelnie taksując ją fachowym spojrzeniem wytrawnych znawców kobiecego piękna. Jeden ze stojących przy blacie klientów odsunął się na bok z lubieżnym uśmiechem na bezzębnych, szerokich wargach. Odpowiedziała mu pełnym pogardy spojrzeniem i wsparła się łokciami o kontuar. Niziutki grubasek zwrócił się do niej zachrypłym, przyjemnym barytonem:
– Czego madame sobie życzy?
– Chenin Blanc poproszę – odpowiedziała, okropnie kalecząc nazwę trunku.
– Coś do tego? Może jakiś ser? Mamy pyszne zestawy. – Podsunął jej wytarte na rogach menu.
– Nie teraz. Może później… – szepnęła, odchodząc od baru.
Usiadła przy stoliku pod oknem, wyjęła z torebki pudełko papierosów, włożyła jeden z nich do ust, zapaliła i kaszlnęła. „Są tak paskudne, że będą w sam raz na samotne pijaństwo” – pomyślała. Usłużny grubasek postawił przed nią butelkę wina i duży, obtłuczony kieliszek.
– Żeby nie musiała pani przemęczać ręki – powiedział z uśmiechem i zniknął.
Wino było tak ohydne, że w pierwszej chwili chciała je wylać do stojącej za nią doniczki z obeschniętym fikusem, ale powstrzymała się, myśląc, że tak obrzydliwy trunek szybciej uderzy jej do głowy niż jakikolwiek inny francuski specjał. Nie zastanawiając się już nad niczym wychyliła dwa półpełne kieliszki, zamówiła jeszcze jedną butelkę oraz deskę serów i pogrążyła się w bezmyślnej obserwacji paryskiej ulicy.
Drzwi kawiarni praktycznie się nie zamykały. Do wnętrza nieustannie wchodzili klienci, zamawiali piwo lub wino, opróżniali napełnione trunkiem szkła przy barze, płacili i wychodzili prędkim, skradającym się krokiem. Na ulicy zapadał zmierzch, o szyby zaczynał bębnić przyjemny, nocny deszcz. W powietrzu zapachniało mokrym asfaltem, a serce studentki śpiewu napełniło się smutkiem. Uważny barman podszedł do niej i ostrożnie włączył wiszący nad stolikiem głośniczek. Kąt pod oknem wypełniło charakterystyczne, trochę ochrypnięte francuskie „r”. Prawie jednocześnie z pierwszymi akordami melodii w tym samym kąciku rozległ się cichy, budzący zaufanie głos:
– Madame, proszę wybaczyć, że zakłócam jej samotność, ale czy mógłbym się dosiąść?
Agata wzdrygnęła się, słysząc ojczysty język. Podniosła zamglone winem spojrzenie i ujrzała niewysokiego, filigranowej budowy mężczyznę o dużych, nienaturalnie zielonych oczach. Nieznajomy w jednym ręku trzymał elegancką laskę z czarnego drewna, w drugim ściskał ociekający wodą kapelusz z wąskim rodem. Ubrany był w ciemny, przedwojennego kroju płaszcz. Między rozpiętymi połami palta widniał brzeg czarnej marynarki, nienagannie wyprasowany kołnierzyk białej koszuli i wystający spod niego ciemny, jedwabny krawat.
– Tak, proszę – odparła, wskazując mu wolne krzesło przed sobą.
Nieznajomy uśmiechnął się i ostrożnie wyciągnął rękę, widocznie szukając krzesła. Znalazłszy oparcie, zdjął płaszcz, powiesił go i usiadł.
„Jest ślepy” – z nieuzasadnioną trwogą pomyślała Łęcka i odsunęła się instynktownie.
– Ma pani rację, madame. Ale nie od zawsze… – Uśmiechnął się znowu połową wąskich, krwistoczerwonych warg i kilkakrotnie westchnął. – Chenin Blanc? – zapytał i, nie czekając na odpowiedź, dodał: – I polskie papierosy… Dziwne połączenie, nie sądzi pani?
– Nie. Co w tym dziwnego? – spytała zaczepnie, odrzucając głowę do tyłu. Była w połowie drugiej butelki i ohydne wino zaczynało już powoli mącić jej w myślach.
– Nie wydaje się pani to nierozsądne? Samotna, piękna, sądząc po głosie, kobieta, pijąca o północy wino w „Polnym kwiecie”? Nie boi się pani porywaczy?
– Jeżeli pan jest jednym z nich, to nie mam nic przeciwko takiemu porwaniu – zażartowała, kokieteryjnie mrużąc oczy.
– O, nie dość, że piękna, to i jeszcze żądna przygód. – Zaśmiał się cichym, złowrogim śmiechem i dorzucił: – Daleko mi do porywaczy, pani. Jestem tylko psychiatrą.
– Wobec tego może mi pan porwać duszę – odpowiedziała, czując, że opuszczają ją resztki zdrowego rozsądku.
– Chyba pomyliły się pani kompetencje. Porywaniem dusz zajmuje się diabeł, nie psychiatra.
– Nie mam nic przeciwko temu, by tego wieczoru to właśnie psychiatra porwał mi duszę. Diabeł śmierdzi siarką… – wypaliła bezczelnie, nachylając się w jego stronę. – A od pana bardzo przyjemnie pachnie… jakby koniakiem… – Jej ładną, zaczerwienioną od wina twarz rozjaśnił ohydny, lubieżny uśmieszek kobiety zepsutej. Nie wyczuwała bijącego od niego zapachu podstępu. – Zapali pan? – zapytała, podsuwając mu pudełko pod sam nos.
Odsunął się z wyraźnym obrzydzeniem i prychnął:
– Co za paskudztwo! Niechże pani to schowa, na litość boską!
Śmiejąc się, włożyła papierosy z powrotem do torebki.
– Ma pan coś lepszego?
Bez słowa skinął głową, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął z niej elegancką, przedwojenną chyba papierośnicę. Zaśmiała się, widząc połyskujące w długich, szponowatych palcach nieznajomego srebro i w milczeniu sięgnęła po papierosa. Był bez filtra i pachniał jakimiś ziołami.
– Czyżby z dodatkiem? – spytała, ostrożnie podsuwając końcówkę cygaretki do migotliwego płomyczka zapałki, którą jej podał.
– Tak, pani. Siarka – Uśmiechnął się i sięgnął do kieszeni po raz drugi. Wyjął zeń niewielką, czarną cygarniczkę, włożył do niej papierosa i zapalił.
– Naprawdę? – Nachyliła się przez stół i wbiła półprzytomne oczy w martwe źrenice tajemniczego rozmówcy.
Śmiejąc się, zaprzeczył ledwo zauważalnym ruchem głowy. Palili chwilę w milczeniu. Nocny wiatr przyniósł echo wybijających drugą dzwonów z wieży Notre Dame. Uprzejmy grubasek zbliżył się do stolika i szeptem oświadczył, że obsłudze należy się przerwa.
- Hubercie, zamów taksówkę dla pani. Zapłacę jutro – szepnął nieznajomy i mrugnął porozumiewawczo do barmana.
Grubasek uśmiechnął się ze zrozumieniem i zniknął w głębi zaplecza. Chwilę później rozległ się cichy szum podjeżdżającego samochodu. Nieznajomy wstał, bez słowa podał jej płaszcz i wziął ją pod rękę.
– Tylko spokojnie… – warknął ostrzegawczo, gdy zachwiała się, podchodząc do drzwi.
Chodnik przed Agatą chwiał się nieustannie, latarnie niespodziewanie wyrastały spod ziemi, gwiazdy w niezrozumiały dla pijanego mózgu sposób przemieszczały się po niebie niczym brokat w kalejdoskopie. Czarny kontur stojącego na ulicy samochodu przeraził ją, przywołując wspomnienie jakiegoś niedawno obejrzanego horroru, ale dała się do niego wsadzić bez większego oporu.
– Gdzie pani mieszka? – zapytał barman, opierając się o drzwiczki taksówki.
– Nieważne… – wybełkotała. – Wieźcie mnie, gdzie chcecie. Nie mam domu, nie mam rodziny… Wieźcie biedną sierotę w siną, paryską dal… Mam to w dupie, gdzie się jutro… jutro… obudzę… Mało tego, guzik mnie obchodzi, czy się obudzę! – Zaśmiała się i zaczęła nucić jakąś dziwaczną składankę francuskich piosenek.
Szofer wymienił z grubaskiem pełne współczucia spojrzenie, a na ustach ślepca pojawił się dziwny, dwuznaczny uśmieszek. Szerokim gestem zamknął drzwiczki samochodu i odsunął się na skraj chodnika. Agata została sama, na łasce dziwacznie uśmiechającego się taksówkarza. Uspokoiła się jednak prędko na myśl o tym, że przynajmniej ze strony ślepca nie spotka ją nic złego…
Gdyby wtedy wiedziała, jak bardzo się myli… Gdyby wiedziała…
Obudził ją mdlący zapach środka dezynfekującego. Nad łóżkiem stał on, zielonooki potwór i anioł w jednym.
- Jak się pani czuje? Znów krzyczała pani przez sen…
Szarpnęła się, wrzeszcząc. Po policzkach popłynęły jej krwawe, gorzkie łzy. Nie chciała go widzieć, nie miała już siły na codzienne zmaganie się z nienawistnym widokiem. Strach zawładnął każdą komórką jej ciała.
Czyjeś dłonie mocno oplotły jej przedramię, na obnażonej skórze poczuła zimno nasączonej spirytusem gazy. Nastąpiło ukłucie, powoli wstrzykiwany płyn rozpełzł się po ciele, wywołując nieprzyjemne odrętwienie, z którym nie miała sił walczyć. Agata szarpnęła się po raz ostatni. Zimna dłoń spoczęła jej na czole, ktoś coś szeptał, ale słowa nie dochodziły już do odurzonej lekiem świadomości. Wszystko runęło w lepką, duszącą ciemność.
Część następna
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1513

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#2 » 21 sty 2017, o 21:32

Moją opinię i uwagi już znasz. Podtrzymuję, że można by zrobić coś z tym początkiem i fragmentem, gdzie pojawia się Lewij - nie podoba mi się, że Lejka nazywa go demonem, to poniekąd daje czytelnikowi znak, że Lejka jest pewny drugiej tożsamości doktora. ;)
Poza tym życzę weny, żeby 14 szybko się ukazała. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#3 » 21 sty 2017, o 21:40

Widzę, że zmieniłeś nieco rozmowę Lejki z Lewijem i w tej formie podoba mi się ona dużo bardziej - zdradza, że tak naprawdę ma mocno niepewny stosunek do psychologa, a sam też jest świadomy, że Lewij ma powód, by go nienawidzić lub chcieć się w jakiś sposób na nim zemścić. Jedyne, co mnie zastanawia, to to, jak Karen wspomniała, że Lejka zdaje się być pewien, że Lewij tak naprawdę jest demonem, co nie do końca wynika z jego zachowania.

Co sobie przypomniałam - masz zwyczaj kończenia fragmentów wielokropkami, co jest zbędne i raczej kojarzy się z niewprawnymi autorami. Możesz śmiało z nich rezygnować.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#4 » 21 sty 2017, o 21:54

Dziękuję ogromnie za tak błysakwiczne kometarze. :)
Zdanie w demonem usunąłem, może będzie lepiej.
Pozdrawiam i weny życzę!
Graf
PS Cam, kimże jestem, by uważać się za wprawnego autora... :) Niemniej jednak nad wielokropkami pomyślę.
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#5 » 22 sty 2017, o 15:08

Grafoman pisze: Subtelny blask księżyca, lekki wiatr i zaczynający się deszcz stwarzały idealny do pisania nastrój.

Zamieniłbym zaczynający się deszcz, na zaczynający padać deszcz.

Grafoman pisze:Nie pozostawało więc nic innego, jak tylko zakasać rękawy, rzucić się w wir bezładnych notatek i stworzyć z nich w miarę składne raporty przesłuchań.

Bezwładnych notatek. Chyba o to ci chodziło.

Grafoman pisze:- Bardzo prosto. Wykształcenie medycznie nie jest objawem głupoty. Mogę porobić obliczenia, a pan te wyniki ubierze w profesjonalne wyrazy i raporty będą gotowe za jakąś godzinę.

Porobić? Może lepiej wykonać, zrobić lub dokończyć. Porobić mi tu nie pasuje.

Grafoman pisze:- Dobrze, skoro pan jest tak miły, to proszę… - Podsunął przybyszowi pękającą w szwach teczkę w ogromnym napisem „StatKrym’16”. – Trzeba wyliczyć średnią ilość zatrzymań z każdego miesiąca.

...w szwach z ogromnym napisem.

Grafoman pisze:Nie miał nadziei, że zdążą wyschnąć do zapowiedzianej na pierwszą kontrolę.

Kontroli.

Stojąc w dusznym hallu nocnej kawiarni, panna Lejka zawahała się. Nie była pewna, czy jest gotowa do rzucenia się w wir wielkiego miasta w tak ohydnym miejscu, ale czuła, że to tu zacznie się jej wielka podróż.

Niby to nie jest jakiś wielki błąd, ale podwójne w blisko siebie. Ja staram się unikać takich powtórzeń.

W powietrzu zapachniało mokrym asfaltem, a serce studentki śpiewu od napełniło się smutkiem.

Jakiej studentki? Śpiewu od? Chyba coś tu nie pasuje ;)

A teraz podsumuję rozdział: Omamy, sny i inne rzeczy niedziejące się na jawie. Coraz to bardziej przypomina mi fantastykę, zamiast typowej prozy, nie powiem, żeby mi się to nie podobało. ;)
Ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#6 » 22 sty 2017, o 19:37

Dziękuję za komentarz, Dural.
Poprawki naniosę. Co do notatek, to one miały być bezładne (nieuporządkowane).
Cieszę się, że Ci się podobało (chyba),
Dziękuję raz jeszcze!
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#7 » 22 sty 2017, o 19:39

Tak, podobało mi się.
Mam kolejne słowo do mojego słowniczka, bezładny :D
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#8 » 22 sty 2017, o 20:01

Poprawki nasniosłem, Dural! :)
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#9 » 23 sty 2017, o 10:14

Siedział, bezmyślnie gapiąc się na targaną podmuchami nocnego wiatru jabłoń za oknem i rozmyślał nad tym, co robić.
Nie, nie zastanawiał się nad zalegającymi biurko papierami. Mylił się każdy, kto patrząc na inspektora myślał, że jest on pochłonięty układaniem raportu. Myśli policjanta krążyły daleko poza ścianami komisariatu

Za dużo tych myśli.

Nachyliła się przez stół i wbiła półprzytomne oczy w martwe źrenice tajemniczego rozmówcy

Właściwie dość często piszesz o źrenicach, a tak naprawdę, kto patrząc komuś w oczy, patrzy w źrenice, a nie w oczy w całości?

Podoba mi się ta rozjaśniająca się historia Agaty. Po tym rozdziale jeszcze bardziej interesuje mnie postać psychiatry. Zastanawiam się, czy naprawdę jest demonem, czy to wszystko tylko urojenia chorych umysłów Agaty i jej brata, hm...

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Artysta [...] - Rozdział 13

Post#10 » 23 sty 2017, o 18:13

Dziękuje za komentarz, Echo.
Szybko czytasz... :)
Poprawki naniosę już przy poprawianiu jakiejś większej całości.
Dzięki jeszcze raz.
Pozdrawiam,
Graf
PS Mam nadzieję, że Sara już całkiem nie jest dla Ciebie istotą demoniczną? ;)
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości