Ukryte zabójstwo cz. 6

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
burak
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Ukryte zabójstwo cz. 6

Post#1 » 1 year temu

Część pierwsza
Część poprzednia

Rozdział IV − Pierwsze ustalenia

Za piętnaście ósma komisarz Kowalski podszedł do drzwi sekcji zabójstw. Zauważył, że plomba została zerwana. Ostrożnie je otworzył i wszedł do środka. Zobaczył Balicką, czytającą akta.
− Cześć.
Baśka gwałtownie podniosła głowę i spojrzała w jego kierunku.
− Witam, po wczorajszym spotkaniu trochę myślałam o rodzinie Sawickiego, zaczęłam dokładnie przeglądać informacje na jej temat. − Podniosła do góry aplik papierów. − Przeprowadzono rozmowę jedynie z ojcem i stryjem Karola. Oficer prowadzący sprawę we wnioskach z rozmowy ze starym Sawickim napisał: skonfrontować z żoną i córką. Jednakże do przesłuchania żony nie doszło.
− Czy jest uzasadnienie?
− Tak, zabito już mordercę. Uznano, że były to porachunki i nie ma, czego szukać.
− A co chciał skonfrontować?
− Chyba wszystkie uzyskane informacje, nie napisał konkretnie.
Kowalski rozebrał się, kurtkę powiesił na wieszaku, zdjął też kaburę z paska i włożył do pierwszej szuflady. Nie był zadowolony z odpowiedzi Balickiej. Uważał, że zbyt pobieżnie potraktowała tę notatkę. Skoro oficer napisał, to znaczy miał jakiś powód, który niekoniecznie chciało mu się uzasadniać. Postanowił zwrócić uwagę Balickiej w inny sposób.
− Zróbmy harmonogram zdarzeń − zaproponował. Zabrał z kolejnej szuflady flamaster i podszedł do stojaka z arkuszami papieru. − Karol zginął osiemnastego października trzy lata temu, między godziną dwudziestą drugą a dwudziestą drugą trzydzieści. Został zastrzelony. Kula przebiła czaszkę. Na włosach były ślady prochu, a więc oddano strzał w tył głowy z bardzo bliskiej odległości. Nie znaleziono łuski.
Na kartonie zapisał datę i godzinę śmierci.
− Zajmujemy się rodziną. Brat zadzwonił do starego dziewiętnastego października o godzinie dziesiątej rano naszego czasu.
Ponownie zapisał godzinę i datę, ale trochę niżej.
− Cała trójka powróciła do kraju dwudziestego pierwszego wieczorem. Dlaczego tak późno? − Postawił przy dacie powrotu znak zapytania.
Odszedł od tablicy, spojrzał na nią, chwilę się zastanowił, a po chwili kontynuował.
− Dwa dni później, dwudziestego trzeciego, w samo południe zostaje zabity Majcher i jego kumpel. Jak on się nazywał?
− Zych, Marek Zych pseudonim Wytrych.
− Kiedy rozmawiano z ojcem ofiary?
Balicka zajrzała do akt. Do pokoju pojedynczo przychodzili kolejni pracownicy i siadali przy swoich biurkach. Zarówno Balicka, jak i komisarz witali ich jedynie skinieniem głowy.
− Tego samego dnia o godzinie dziesiątej − odpowiedziała, czytając dokument. − Rozmowę przeprowadzono w jego biurze.
− Syn leżał w kostnicy, a ojciec poszedł do biura? − zastanowił się Kowalski, jednocześnie powyżej ostatniego zapisu umieścił czas i godzinę przesłuchania przy inicjałach ZS. − To wiemy z akt, już z nim nie porozmawiamy na ten temat. Powiedziałaś, że przesłuchano stryja. Czy powiedział coś interesującego?
Komisarz odszukała protokół z przesłuchania, chcąc dokładnie go zreferować.
− O zabójstwie usłyszał rano w lokalnych wiadomościach i od razu zadzwonił do brata. Rozmawiał bardzo krótko, poinformował go, że Karol został zastrzelony przed swoim domem. To wszystko. Nie zadano żadnych innych pytań. Przesłuchanie trwało pięć minut. Brat Sawickiego, Jan, sam zgłosił się na policję. Powiedział, że jest stryjem zabitego i że brat z rodziną przebywa w Stanach, a on już ich poinformował. Powinni jutro przylecieć. Na protokole jest data: dziewiętnastego października godzina jedenasta trzydzieści.
− Z jego zeznania wynika, że rodzina powinna przylecieć dzień wcześniej. − Komisarz postawił drugi znak zapytania. − Skąd wiemy, że bracia nie rozmawiali ze sobą? Czy ktoś znalazł jakiś dokument potwierdzający tę informację?
− Ja. − Zgłosił się aspirant sztabowy Nowocień. − Gdzieś to przeczytałem, zaraz poszukam.
Otworzył teczkę i zaczął przeglądać dokumenty.
− Jacek, przygotuj sprzęt, zaraz pojedziemy na cmentarz. − Balicka poprosiła Czipa.
− Ok, daj mi piętnaście minut. − Wstał i otworzył swoją szafę. W dole stały równo ustawione cztery nesesery, wyjął jeden i zaniósł na biurko. Otworzył, sprawdził poszczególne urządzenia i zamknął z powrotem. Poszedł po drugą walizkę. Zrobił to samo i spojrzał na Balicką.
− Mam − powiedział Nowocień. − W brukowcu napisano, że rodzinę zabitego poinformował wujek ofiary. Potem w złym świetle przedstawiono starego Sawickiego. Namalowano obraz konfliktowego, despotycznego tyrana zarówno w pracy, jak i w rodzinie. Syn opuścił dom, brat nie utrzymywał kontaktów. Tylko tyle. Na dobrą sprawę to nie są sprawdzone informacje. Kolejny kandydat do rozmowy − zakończył Nowocień.
Balicka przyglądała się zapisom szefa. Ten odsłonił je, aby mogła dokładnie przeczytać.
− Wracając z cmentarza, podjedziemy do stołecznej, zobaczymy, czy zakończyli śledztwo, czy jeszcze je ciągną. Musimy dowiedzieć się wszystkiego na temat grupy, do której należał młody Sawicki. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów, które sugerowałyby motyw zabójstwa. Jakim cudem koledzy Karola tak szybko zorientowali się, kto zabił? Musieli mieć czas na zorganizowanie zamachu i przygotowanie ucieczki z kraju. To wszystko zostało bardzo szybko wykonane.
− Za szybko − wtrącił się Drab. − Oni wszyscy zostali prowadzeni jak dzieci. Ktoś nimi sterował i to bez ich wiedzy. Tylko że nie bardzo można to przypisać staremu Sawickiemu i jego żonce.
− Te dwa znaki zapytania są kluczowe − stwierdziła Balicka.
− Dlaczego tak uważasz? − zapytał Kowalski. − Wytłumacz.
− Opóźniony powrót, praca ponad uczucia − tak może zachowywać się jedynie robot, nie człowiek.
− Brukowiec tak go właśnie opisał, robot − nie dawał za wygraną Szrama. − Jego charakter odpowiada czynom.
− Nie, Bronek. Nie pasuje mi to z jednego powodu. Miał dwie żony i dwoje dzieci. Roboty nie mają żon i dzieci.
Kowalski już nie odpowiedział, lekko skrzywił usta. Tym razem był zadowolony z odpowiedzi Barbary.
− Jedziemy na cmentarz, tak ustaliliśmy wczoraj. Chodź − zwróciła się do Czipa.
Czip chwycił obie walizki i po chwili opuścili biuro. Kowalski zauważył, że Drab intensywnie mu się przyglada.
− Drab, tylko bez komentarza, mógłbyś mi pomóc, a nie przyglądać się z boku.
− O co chodzi? − zapytał Laluś.
− O nic − odpowiedział nadkomisarz Drabiński. − Właściwie to pora, abym się zajął tobą i trochę pogonił do roboty.
− Muszę zapalić − stwierdził Szrama. − Czy ktoś zrobi kawę?
Wszyscy zapalili papierosy, żaden oficer nie miał zamiaru zrobić kawy.
− Zadzwoń do stołecznej. − Drab zwrócił się Szramy. − Nie znają tam Baśki i mogą ją olać. Nie będzie przecież powoływała się na Maniusia.
− Nie mogę jej bez przerwy prowadzić za rączkę − odpowiedział.
− To nie jest prowadzenie, to mała pomoc. Szybciej wróci.
− I szybciej będziemy zapieprzać. To nie jest pilna sprawa. Trzy lata sobie leżała w archiwum i nic nie wskazuje na to, że trzeba przyspieszyć.
− A kto wczoraj mówił coś o statystyce?
Kowalski spojrzał na Draba i machnął ręką. Podniósł słuchawkę i wykręcił numer do naczelnika wydziału kryminalnego stołecznej. Odebrała sekretarka.
Wydział kryminalny, słucham.
− Dzień dobry, pani Jagodo. Padam do nóżek.
− Szrama, padniesz do mych pięknych stóp, gdy się tutaj pojawisz. Mam połączyć ze starym?[/akapit]
− Już mnie spławiasz? Trudno.
Nie spławiam. Wiesz, że moje serce bije tylko dla ciebie.
− Na odległość. Gdy jestem w pobliżu, pokazujesz mi fotki męża i dzieci.
Nie usłyszał już odpowiedzi.
Cześć, Szrama, kiedy wpadniesz w odwiedziny? − zapytał inspektor Morawski.
Komisarz Kowalski kilkakrotnie pomagał stołecznej w trudnych sprawach. Znali się od kilkunastu lat. Morawski był jednym z najdłużej piastujących stanowisko naczelnika w swojej komendzie. W opinii Kowalskiego należał do najlepszych naczelników wydziałów kryminalnych w kraju. Z tego też powodu chętnie z nim współpracował.
− Wpadnie do ciebie komisarz BB.
Po co?
− Czy zakończyliście sprawę porachunków młodych wilczków? To było trzy lata temu.
Tę, w której zginął zabójca młodego Sawickiego?
− Tak.
Niestety, zamknęliśmy bez sukcesu. Nie było nawet podstaw do wystawienia listów gończych, żadnych dowodów, tylko marne poszlaki. Cała trójka zwiała z kraju, nawet nie wiemy, w jakim kierunku. Może wam się poszczęści.
− Inspektorze, nie chcemy wznawiać, wznowiliśmy naszą, a komisarz BB chce zajrzeć do waszej. Na pewno znajdziemy to, co nas interesuje. Czy może je wypożyczyć na parę dni?
Dobrze, zaraz poproszę archiwum. Tego jest kilkanaście akt.
-Dadzą sobie radę. Przyjedzie też aspirant Czekalski.
Twój specjalista od...?
− Tak, skąd wiesz o nim?
Kowalski był zdziwiony, że o Czipie wiedział naczelnik kryminalnego stołecznej. Czekalski nigdy dla nich nie pracował, poza tym dbał o to, aby jak najmniej osób wiedziało o umiejętnościach młodego elektronika.
Jacuś się nie wygadał, to mój siostrzeniec, sam go do tobie podrzuciłem. Wisisz mi litra.
− Koniaku, chyba nie zmienił ci się gust.
Oczywiście, że koniaczku.
− Masz jak w banku. Dziękuję.
Trzymaj się, Szrama.
Odłożył słuchawkę.
− Dadzą jej? − zapytał Drab.
− Tak, wyciągną z archiwum. No to załatwiłeś sobie i kolegom kilkanaście tomów do przestudiowania. A teraz zorganizuj litr koniaku, nie ma nic za darmo.
− Ja?
− Ty. Chciałeś, abym zadzwonił, co prawda nie uprzedziłem cię o tym, że Morawski zażąda za przysługę flaszki.
− Coś mi tu nie gra... − zaczął Nowocień. Nie dokończył, widząc błysk w oku szefa.
− Co ci nie gra? − podchwycił Drab.
− Koniec przerwy, później sobie wyjaśnicie wątpliwości. Jeszcze przez kilka godzin jestem tu szefem, po śledztwie też będę. Mówię to, abyście pamiętali − zakończył, spoglądając na Nowocienia.

Po godzinie przebijania się przez miejskie korki dotarli na parking przy Cmentarzu Wolskim. Pojechali sekcyjnym samochodem operacyjnym, Fordem Transitem. Wykorzystywali go, udając się na miejsce zbrodni lub gdy zachodziła konieczność zorganizowania obserwacji czy podsłuchu.
− Idziemy z tymi walizkami? − zapytała Balicka.
− Nie, poczekaj − zaprzeczył, otwierając pierwszą z walizek. − Wezmę dwie kamerki oraz detektor ruchu, oraz nasadki na detektor. One pozwolą ograniczyć pole „widzenia”. Dzięki tym urządzeniom nagramy wszystkie osoby przebywające w pobliżu grobu. Niestety akumulatorki mogą zapewnić zaledwie dwadzieścia cztery godziny ciągłej pracy kamer. Tylko detektor ruchu będzie pracował non stop, wytrzyma tydzień.
− Jeżeli ktoś przyjdzie, to najwyżej na kilkanaście minut, ale nie będziemy o tym wiedzieli.
− Mógłbym zamontować kolejne urządzenie wysyłające na przykład informację o uruchomieniu nagrywania, ale to nie ma sensu. Nie będziemy tu przyjeżdżać na każdy alarm.
− Trudno, nie uruchomimy wydziału obserwacji, brak podstaw.
− Baśka, właściwie to co chcesz osiągnąć? − zapytał Czip. − Załóżmy, że kogoś nagramy, ale jak go rozpoznamy?
− Tutaj jest monitoring. − Wskazała na dwie kamery ustawione na słupkach bramy wjazdowej. − Mają podgląd na parking i na przystanek autobusowy. Czy kamery będą rejestrowały datę i godzinę nagrania?
− Tak. − Z drugiej walizki wyjął detektor i powiedział: − Możemy iść.
Wysiedli i poszli do kancelarii cmentarza. Po kilku minutach uzyskali informację o lokalizacji grobu Karola Sawickiego. Był w kwadracie małych grobów z urnami.
− Nie jest dobrze − stwierdził Czip. − Tam będzie gęsto i nagramy wiele osób.
Na miejscu okazało się, że miał rację. Długo szukał odpowiedniego miejsca na zamontowanie urządzeń. W końcu detektor zaczepił na drzewie stojącym pięć metrów od grobu. Zamontował na nim tulejkę, obok przymocował kamerkę, a drugą po przeciwnej stronie. Mogły nagrywać z obu stron. Kilkakrotnie przerywał pracę ze względu na kręcących się w pobliżu odwiedzających grobowce.
W tym czasie Balicka oglądała płytę. Na ziemi zobaczyła zdmuchniętą przez wiatr wyschniętą łodygę róży.
− Tu ktoś położył kwiat, ale bardzo dawno. Jestem rozczarowana. Jego ojciec umarł rok temu i spodziewałam się, że zostaną pochowani razem.
− Widocznie żona starego nie wyraziła zgody.
− Stary Sawicki długo chorował, zapewne przygotował sobie grobowiec, a może został pochowany w rodzinnym. Jeżeli tak, to dlaczego syn leży tutaj? − Po chwili oceniła: − Ten pomnik jest wykonany z drogiego granitu, to jest szwed, czarny, bez żył.
− Znasz się na granitach?
− Trochę, płyta jest gruba. Nie oszczędzano. Ciało zostało skremowane, dowiemy się, kto zlecił i zapłacił za grobowiec. Skończyłeś?
− Tak, możemy wracać.
Balicka oceniła pracę kolegi. Kamerę i detektor bez trudu zlokalizowała na drzewie, drugiej kamery nie mogła znaleźć. Czip obserwował ją i powiedział:
− Tutaj ludzie nie patrzą w górę, a pod nogi. Ty zobaczyłaś, bo wiedziałaś, czego szukać.
Pół godziny później weszli do sekretariatu naczelnika wydziału kryminalnego komendy stołecznej.
− Dzień dobry − przywitała się Balicka. − Czy możemy porozmawiać z naczelnikiem?
− Dzień dobry − odpowiedziała sekretarka. Komisarz zauważyła, że była lustrowana od stóp do czubka głowy. − W jakiej sprawie?
− Komisarz Balicka z Komendy Głównej, chcę porozmawiać z inspektorem na temat prowadzonego śledztwa.
− Proszę wejść.
Komisarz spojrzała na Czekalskiego. Była zaskoczona tak szybką możliwością rozmowy z naczelnikiem.
− Szrama − skomentował Czip. − Na pewno uprzedził o naszej wizycie. Idź, ja poczekam tutaj.
Zapukała i weszła do środka.
− Komisarz Barbara Balicka − zameldowała się.
Inspektor spojrzał na nią i zaśmiał się na cały głos.
− Proszę mi wybaczyć, ale pani szef powiedział mi, że przyjdzie komisarz BB. Spodziewałem się mężczyzny, a nie kobiety. Dowcipniś. Gdzie pani zgubiła partnera?
− Czeka w sekretariacie.
Inspektor znowu, ale tym razem delikatnie uśmiechnął się do siebie. Zrozumiał, że siostrzeniec nie chce ujawnić swoich koneksji rodzinnych.
− Mam już te akta u siebie. Mogę zapewnić, że śledztwo przeprowadziliśmy zgodnie z wszelkimi arkanami sztuki kryminalnej. Niestety, ta grupa była genialnie zorganizowana. Zaraz po zamachu przekroczyli granicę w Świecku i wszelki ślad po nich zaginął. Nigdy nie wrócili do kraju. Nie mamy pojęcia, gdzie pojechali dalej, nic nie wiemy. Nie możemy postawić im żadnych zarzutów, brak jakichkolwiek dowodów. Są jedynie poszlaki, a właściwie jedna. Znali ofiarę zabójstwa, młodego Sawickiego. To nie może być podstawą do postawienia zarzutów.
− Nas bardziej interesuje Majcher.
− Mam nadzieję, że znajdziecie w aktach istotne informacje. Cała grupa została rozbita, część zapuszkowana, kilku uciekło z kraju.
− Dziękuję. Akta oddamy za parę dni.
Inspektor kiwnął głową i podniósł słuchawkę interkomu.
− Poproś oficera, dziewczyna nie uniesie akt.
Do pokoju wszedł Czip.
− Aspirant Jacek Czekalski − przedstawił się.
− Aspirancie, na tym stoliku. − Wskazał małe biurko w rogu pokoju. − Leżą interesujące was akta. Pokwitujcie odbiór i możecie je zabrać do siebie.
Inspektor nie zdradził się, że wydał polecenie siostrzeńcowi. Czip sprawdził zawartość dwóch kartonów, a inspektor prowadził luźną rozmowę z Balicką. Gdy formalności zostały zakończone, odmeldowali się, zabrali kartony i opuścili gabinet.
Kwadrans po dwunastej przybyli do biura, w którym toczyła się ostra bitwa na kółka z dymu.
− Wywietrzyć! Dlaczego nie pracujecie? − zapytała Balicka.
Kowalski spojrzał na Lalusia i powtórzył pytanie:
− Dlaczego?
− Nie było rozkazu. Pani komisarz nie wydała nam żadnego rozkazu − odpowiedział z niewinną miną.
− Przecież to oczywiste, że powinniście przeglądać akta i nanosić uwagi.
− No tak, to już zrobiliśmy. Innych rozkazów nie było. − Udał wielce obrażonego za niesłuszne oskarżenie.
Zobaczyła, że wszyscy patrzyli na nią i powstrzymywali się przed gromkim śmiechem. Odwróciła głowę do tablicy i od razu zobaczyła, że znacznie powiększyła się ilość uwag. Postawiła karton, który przyniosła, na biurku Kowalskiego.
− Podziel uczciwie na pięć kupek.
− Uczciwie to będzie na sześć − odpowiedział.
− Ja już mam swój przydział. Streszczenie sprawy.
Zobaczył jej promienny uśmiech. Balicka podeszła do ściany i zaczęła analizować wszystkie uwagi, szczególnie te ze znakami zapytania. Komisarz przeglądał akta i rozdzielał na dwie kupki. Zaskoczył tym współpracowników. Zabrał trzy teczki, a pozostałe odsunął na bok.
− Podzielcie sobie sami. Ja poczytam o Majchrze.
Starszy komisarz Drabiński powstrzymał Lalusia, który chciał sobie wybrać akta.
− Nie pchaj się, teraz ja sobie wybiorę te, w których rozpracowują grupę, wy możecie poczytać sobie pozostałe.
Piętnaście minut wybierał i zatrzymał pięć teczek. W końcu wszyscy zaczęli wertować akta.
− W tych nie wyrywamy − uprzedził Kowalski. − To nie jest nasza sprawa.
Rozejrzał się po kolegach, zobaczył, że Śliwiński miał najmniej sztuk.
− Laluś, przywieź kserokopiarkę. Nie będziemy biegać do sekretariatu. Tylko wróć za godzinę.
− Tak jest − odpowiedział bardzo zadowolony. Miał okazję pożartować z Bożeną, kochanką naczelnika. Wiedział, że Baranowski był zazdrosny, ale nie mógł oficjalnie tego okazywać. Dla Lalusia stanowiło to wyzwanie i sprawiało mu niewątpliwą przyjemność, mógł dokuczyć naczelnikowi.
Balicka chciała zadać kilka pytań, ale zrezygnowała, widząc, że wszyscy pilnie studiowali akta. Komisarz co chwilę darł czystą kartkę i robił z niej zakładki, które wkładał pomiędzy inne. Drab natomiast przewracał otwartą teczkę i brał się za następną. Nowocień i Czip robili notatki i czytali dalej. W pokoju było słychać jedynie szelest papierów.
W pół do drugiej do pokoju wszedł Laluś, ciągnąc za sobą na wózku kserokopiarkę.
− Udało się − stwierdził.
− Przecież widzę − skomentowała Balicka.
− Nie to, Baran nie wytrzymał śmiechów Bożenki i wyrzucił mnie z sekretariatu. Był mocno wkurzony.
Ustawił i podłączył urządzenie.
− Kto pierwszy?
− Ja − zgłosił się Kowalski. − Mam coś bardzo interesującego. Podczas przeszukania mieszkania Majchra znaleziono pod zlewem kawałek karteczki. Śmieci trzymał w wiadrze, ale ta musiała wylecieć znacznie wcześniej. Nie była w worku, lecz przyklejona do dna pojemnika.
Szrama wyjął z akt koszulkę z włożonym kawałkiem nadpalonej kartki. Położył na kserokopiarce i zrobił sześć kopi. Po chwili każdy trzymał jedną z nich.
− Jakie macie pomysły? − zapytał.
− Mały skrawek − pierwszy wypowiedział się Czip. − Przeczytam: ...brylant o masie 2.1 ct, czystość SI, barwa H, osadzony w platynie, wart... To wszystko. Moim zdaniem to jest wycena pierścionka z ponad dwukaratowym brylantem. Sprawdzę, ile może kosztować.
− Tak, to na pewno, nie musisz sprawdzać. Stołeczna to zrobiła, wartość pierścionka oceniono na dwieście tysięcy złotych. Powiedzcie, co sądzicie o tej karteczce? − ponownie zapytał Kowalski.
− Spalił kartkę i wrzucił do kosza, dowiedział się, ile jest wart i zniszczył wycenę. Wiemy, że pochwalił się o otrzymanym zleceniu. To może być forma zapłaty za robotę. Szkoda, że nie wiemy, kto dokonał wyceny.
− Stołeczna sprawdziła, żaden jubiler nie przyznał się do niej. Odwalili kawał roboty, pobrali wzory drukarek wszystkich znanych zakładów i złotników. Nic nie znaleźli. Zrobili ekspertyzę papieru i druku. Eksperci wydali opinię. Kartka została wydrukowana w przedziale czasowym jednego miesiąca, nie później niż sześć tygodni przed jego zabójstwem. Sprawdzono wszystkie zgłoszenia o kradzieży, porównano z listą skradzionej biżuterii w wyniku włamań. Nie znaleziono żadnej informacji. Z tego wynika jeden wniosek: jeżeli ten pierścionek miał być zaliczką, to otrzymał go prawie półtora miesiąca przed zamordowaniem Sawickiego. Kto posiadał tak drogi brylant? Kto mógł go posiadać?
− Grupa, do której należał Majcher, dokonywała włamań do sklepów jubilerskich. Brylant mógł być skradziony, ale wtedy każdy jubiler, przynajmniej bardziej uczciwy, wykazałby stratę − stwierdził Drab. − Tego jednak nie było na liście skradzionych. Nikt o tak drogim pierścionku nie zapomni. To trzeba wyjaśnić.
− Biorąc pod uwagę nasze śledztwo − wtrąciła Balicka − tylko żona Sawickiego mogłaby posiadać taki brylant. Dała go Majchrowi i dlatego nie zgłosiła kradzieży. On sprawdził jego wartość i przyjął zlecenie. Musiała mu obiecać zapłatę za wykonanie roboty i to znacznie większej wartości, inaczej zwinąłby zaliczkę i powiedział: bye bye.
− To się trzyma kupy. Trzeba je...
Usłyszeli sygnał alarmu i komunikat oficera dyżurnego:
„Wszystkie jednostki natychmiast do galerii Akwarium. Zamach terrorystyczny”

Część następna

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 968

Ukryte zabójstwo cz. 6

Post#2 » 1 year temu

Dobrze napisane; pomimo że nic specjalnego się nie dzieje – trzyma w napięciu. Czyta się lekko i bardzo płynnie. Zgrabne i przeważnie dość naturalne dialogi, aczkolwiek miejscami wymagają dopracowania. Język i styl dobrze dopasowane do charakteru opowieści (kryminał).

Za piętnaście ósma komisarz Kowalski podszedł do drzwi sekcji zabójstw. Zauważył, że plomba została zerwana. Ostrożnie je otworzył i wszedł do środka. Zobaczył komisarz Balicką, czytającą akta.

Usunąłbym „komisarz” przed Balicką. W tym wypadku, uwzględniając charakter opowiadania nie traktowałbym tego powtórzenia jako błąd, ale jednak trochę razi. A przecież wiadomo z przebiegu akcji, że wymieniona osoba musi być funkcjonariuszem, a precyzowanie stopnia nie jest niezbędne (wprowadza wspomniane powtórzenie).

Zobaczył komisarz Balicką, czytającą akta.
(…)
Podniosła do góry akta.

Sytuacja analogiczna. Ale tutaj drugie „akta” łatwo zmienić (np. Podniosła /choć napisałbym „Uniosła”/ do góry plik papierów.” Chociaż z drugiej strony, i jedno i drugie, to trochę tautologia. Nie podnosi się w dół/do dołu. To może tylko: Uniosła plik akt.

Na włosach były ślady po prochu, a więc oddano strzał w tył głowy z bardzo bliskiej odległości.

Usunąłbym „po”.

Komisarz odszukała protokół z przesłuchania, chciała dokładnie go zreferować.

Napisałbym: „Komisarz odszukała protokół z przesłuchania, chcąc dokładnie go zreferować.

− Jacek, przygotuj sprzęt, zaraz pojedziemy na cmentarz − Balicka poprosiła Czipa.

− Jacek, przygotuj sprzęt, zaraz pojedziemy na cmentarz. − Balicka poprosiła Czipa.

Jakim cudem koledzy Karola tak szybko zorientowali się, kto zabił? Musieli mieć czas, aby się przygotować i zorganizować ucieczkę z kraju. To działo się bardzo szybko.
− Za szybko − wtrącił się Drab.

Za dużo „się”.
Może: Jakim cudem koledzy Karola tak szybko zorientowali się (wpadli na pomysł), kto zabił? Musieli mieć czas na przygotowania i organizację ucieczkę z kraju. To działo się bardzo szybko.
− Za szybko − wtrącił Drab.

− Koniec przerwy, później sobie wyjaśnicie wątpliwości. Jeszcze przez kilka godzin jestem tu szefem, po śledztwie też będę. Mówię to, abyście pamiętali. − Zakończył, spoglądając na Nowocienia.

− Koniec przerwy, później sobie wyjaśnicie wątpliwości. Jeszcze przez kilka godzin jestem tu szefem, po śledztwie też będę. Mówię to, abyście pamiętali − zakończył, spoglądając na Nowocienia.

Niestety akumulatorki mogą zapewnić dwadzieścia cztery godziny ciągłej pracy kamer.

Dodałbym, że „zaledwie” dwadzieścia cztery godziny...

Tylko detektor ruchu będzie pracował non stop, wytrzyma tydzień.
− Jeżeli ktoś przyjdzie, to najwyżej na kilkanaście minut. Tylko że nie będziemy o tym wiedzieli.

Powtórzone „Tylko.” Może: ...minut, ale nie będziemy...

Mogły nagrać z obu stron.

Napisałbym: „Mogły nagrywać...

− Komisarz Balicka z komendy głównej, chcę porozmawiać z inspektorem na temat prowadzonego śledztwa.

„Komenda Główna” to jednak nazwa własna; chyba wypadałoby dużymi literami.

Zobaczyła, że wszyscy patrzyli na nią, i powstrzymywali się przed gromkim śmiechem.

Usunąłbym przecinek przed „i”.

Balicka chciała zadać kilka pytań, ale zrezygnowała, widząc, że wszyscy pilnie studiowali akta. Komisarz co chwilę darł czystą kartkę i robił z niej zakładki, które wkładał pomiędzy kartki. Drab natomiast przewracał otwartą teczkę i brał się za następną. Nowocień i Czip robili notatki i czytali dalej. W pokoju było słychać jedynie szelest przewracanych kartek.

„Kartki” razy trzy. Może: W pokoju było słychać jedynie szelest papierów.

burak
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Ukryte zabójstwo cz. 6

Post#3 » 1 year temu

Dziękuję za cenne uwagi, które naniosłem.
Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Ukryte zabójstwo cz. 6

Post#4 » 1 year temu

Ech, jak Gorgiasz przejdzie, to już nie ma co wytknąć. :)
Tekst czytało się przyjemnie i lekko. Akcja się zagęszcza trochę i zaczyna być naprawdę interesująco. Dialogi lepsze, niż w poprzedniej części.
Czekam na ciąg dalszy!
Pozdrawiam,
Graf
PS W jedym miejscu masz nieusunięty napis [akapit ]. To jedyne, co mi zgrzytnęło. :)
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości