Ukryte zabójstwo cz. 7

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
burak
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Ukryte zabójstwo cz. 7

Post#1 » 5 mar 2017, o 09:04

Część pierwsza
Część poprzednia

Rozdział V − Zamach

− Kamizelki, broń! − krzyknął Kowalski. − Czip, walizki, Laluś, Nowocień, pomóżcie mu, wszyscy do busa!
Natychmiast rzucili się do szaf po kamizelki, nie nakładali ich na siebie. Pierwszy z pokoju wybiegł Kowalski, on miał swoją na krześle. Po drodze z wiszącej szafki wyrwał z uchwytu radiotelefon. Na korytarzu panował spory ruch, kilku oficerów wybiegło z pokoi i wróciło do swoich, kilkunastu ubierało się w kamizelki i kurtki.
− Baśka, uruchom samochód, będziesz prowadziła, poczekaj na wszystkich i włącz koguta. Ja zaraz dołączę − wydał instrukcje i wbiegł do sekretariatu, a następnie do gabinetu naczelnika.
− Jedziemy do centrum monitoringu i obstawiamy wyjazd − głośno powiedział i opuścił gabinet. Po kilkunastu sekundach wskoczył do busa. Komisarz Balicka natychmiast ruszyła, brama wyjazdowa była otwarta. Dyżurni zatrzymali ruch na ulicy, mogli natychmiast wyjechać na główną trasę.
− Baśka, podjeżdżasz do lewego pasa wyjazdowego z parkingu, ustawisz samochód tak, aby można było filmować wszystkie pojazdy i pasażerów samochodów. Drab, zostajesz w samochodzie i ustawiasz co najmniej trzy kamery. Czip, daj mu je. Nowocień, biegniesz do bramy wyjazdowej i robisz to samo, weź dwie kamery. Laluś, obstawiasz lewe wyjście z centrum i filmujesz wszystkich wybiegających. Baśka, Czip, ze mną do centrum monitoringu. Nagrywamy to, co będzie widać na monitorach. Mamy przewagę pięciu minut, potem ABW nas wywali. Rejestrujemy do końca pobytu.
Czip już otworzył walizki i rozdawał kamery. Pozostali nakładali kamizelki i kabury z pistoletami. Tylko Balicka nie była odpowiednio ubrana. Jechali na sygnale, czasami komisarz używała dodatkowo klaksonu i świateł, pomimo że przed nimi jechały cztery radiowozy policyjne.
Po trzech minutach zobaczyli parking przed centrum. Balicka natychmiast zjechała na lewy pas i postawiła busa na trawniku tuż przy krawężniku. Wyskoczyli z samochodu poza Drabem, który już ustawiał trzy kamery tuż pod szybą.
Zobaczyli ludzi wybiegających z centrum. Obrotowe drzwi zablokowały się, na szczęście ochroniarz zdążył otworzyć awaryjne. Aspirant sztabowy Nowocień podbiegł do stojącego najbliżej wyjścia samochodu i ustawił na nim dwie kamery. Z jedną przeszedł na drugą stronę i nagrywał.
Kowalski dotarł do drzwi służbowych znajdujących się w połowie budynku. Tymi też pojedynczo uciekali klienci centrum. Wbiegł do środka, skręcił w prawo, a następnie wpadł do dyżurki.
− Policja − krzyknął, widząc dwóch spanikowanych ochroniarzy.
Za nim pojawili się Balicka i Czip. Szrama spojrzał na monitory i zapytał:
− Dlaczego te trzy są ciemne?
− Oddali strzały do kamer i je zniszczyli, mamy podgląd tylko z powieszonych w głębi pasażu.
− Odtwórzcie nagranie, począwszy od minuty przed atakiem − mówiąc to, spoglądał na ekrany pokazujące obraz z korytarzy centrum.
Nie zauważył żadnych klientów, nikt nie przebiegał, nikt się nie czołgał. Dopiero po chwili spstrzeegł, że w stoiskach stojących na pasażu ekspedienci leżeli na podłodze. Za dwoma ukryło się też parę osób.
− Już jest obraz − powiedział starszy z ochroniarzy, obsługujących na co dzień monitoring. Jednocześnie komentował: − Zaatakowali w miejscu, gdzie są wszystkie restauracje. Oddali strzały do ludzi siedzących przy stolikach, a potem walili do kamer. Tutaj stoją. − Pokazał napastników na ekranie monitora.
Zobaczyli troje ludzi z naciągniętymi kapturami. Dwóch mężczyzn i jedną kobietę z dużym brzuchem, która trzymała przed sobą dziecinny wózek. Wszyscy stali z boku. Podeszła do nich pracownica ochrony, coś powiedziała i usiłowała zajrzeć do dużego wózka. Ciężarna zasłoniła go i pchnęła w kierunku mężczyzn, ci natychmiast nachylili się nad nim i wyciągnęli karabiny maszynowe. Coś krzyczeli i machali bronią. Po kilku sekundach jeden z nich odwrócił się do tyłu i zaczął strzelać w górę, drugi strzelał już do ekspedientów barów. Potem oboje oddali kilkanaście strzałów do klientów po drugiej stronie. Parę osób zostało postrzelonych i spadło z krzeseł. Nagle przestali przenieśli ogień w kierunku kamer. Po kolei gasły poszczególne monitory.
− Tak to się zaczęło. Nie wiemy, co się dzieje. Nikt z tamtego miejsca nie wyszedł, prawdopodobnie trzymają ich na muszce.
− Niech pan puści jeszcze raz.
Kowalski upewnił się, że Balicka i Czip nagrywają, sam też miał powieszony telefon na klatce piersiowej. Gdy skończyło się nagranie, do dyżurki weszło trzech antyterrorystów w pełnym uzbrojeniu, a za nimi dwóch cywili w kurtkach z napisem ABW.
− ABW, przejmujemy dowodzenie. − Starszy cywil spojrzał na Kowalskiego. − Policja kryminalna, szybcy jesteście, ale musicie już opuścić to pomieszczenie.
Nagle usłyszeli potężną eksplozję. Na monitorach zobaczyli obłoki dymu i kawałki spadającego sufitu. Do wybuchu doszło w aneksie restauracyjnym.
Dopiero teraz Kowalski uruchomił radiotelefon i ustawił kanał, na którym pracowała Komenda Główna.
− Meldować, co się stało − usłyszał głos Maniusia.
Zastępca Komendanta Głównego w sytuacjach kryzysowych sprawował bezpośredni nadzór nad służbami.
− Komisarz Kowalski, jestem w centrum monitoringu. Prawdopodobnie zamachowcy wysadzili siebie i zakładników. Odmeldowuję się.
− Proszę wyjść, przeszkadzacie − powiedział cywil i kiwnął głową w kierunku uzbrojonych antyterrorystów.
− Wychodzimy − powiedział komisarz. − To nie jest nasza działka.
− Słusznie, potem porozmawiamy i wyjaśnicie nam, co tu robiliście.
Kowalski nie zareagował. Wyszli na zewnątrz. Na parkingu znajdowało się już kilkadziesiąt pojazdów policyjnych, kilkanaście karetek pogotowia, trzy wozy strażackie. Nad centrum krążył helikopter policyjny.
− Baśka, spróbuj na naszym wydziałowym kanale złapać Nowocienia. Niech nagrywa, dopóki go nie odsuną. Potem idź do Lalusia. A my wracamy do Draba. Czip, wyjmij wszystkie karty pamięci i załaduj czyste.
− Po co? − zapytał ze zdziwieniem.
− Na wszelki wypadek. ABW ma oryginalne nagrania i nie powinno szukać naszych. Nigdy nic nie jest w stu procentach pewne. Będą chcieli z nami porozmawiać, do tego czasu skopiujemy i ponownie włożymy do kamer.
W momencie, gdy dotarli do samochodu, nastąpiła kolejna eksplozja. Tym razem wyleciały okna w pomieszczeniu monitoringu.
− Kurwa − zaklął Szrama. − Mamy szczęście.
Natychmiast pobiegli z powrotem. Komisarz podbiegł do okna i zajrzał do środka. Zerwana wybuchem czujka uruchomiła system zraszania. Ogień szybko dogasał. Na podłodze leżały ciała dwóch pracowników ochrony oraz agentów ABW. Jedynie antyterrorysta żył, usiłował wydostać się spod przewróconego biurka.
− Do środka! − krzyknął do Balickiej, która stała z pistoletem w dłoni przy drzwiach.
Weszli, na korytarzu leżało dwóch policjantów. Zostali wyrzuceni przez szybę oddzielającą dyżurkę od korytarza. Jeden z nich podnosił się, drugi leżał bez ruchu. Kowalski wszedł do pomieszczenia i nachylił się nad rannym.
− Gdzie? − zapytał.
− Noga, poza tym jestem cały.
Wspólnie z Balicką podnieśli biurko i zobaczyli ranę na udzie, miał wbity kawałek metalu.
− Możesz wstać?
− Tak. − Ranny spojrzał na nogę, złapał blachę i wyrwał z uda. Powoli wstał.
Balicka przyglądała się pozostałym ofiarom. Przez okno zaglądało dwóch policjantów.
− Niech ktoś wyłączy ten spryskiwacz! − Szrama wrzasnął w ich kierunku.
Usłyszał, jak porozumiewali się przez radiostację z dowódcą.
− Baśka, wychodzimy, oni nie żyją. − Chwycił ją i siłą wyciągnął z pokoju, ranny już stał w korytarzu. Zjawili się kolejni policjanci, a zaraz po nich lekarze pogotowia. Przez wybitą szybę woda lała się również na korytarz. Kowalski trzymał za rękę Balicką i pociągnął na zewnątrz budynku, dopiero tutaj ją puścił. Ponownie uruchomił radiostację i zameldował:
− Komisarz Kowalski, przed chwilą nastąpił wybuch w pokoju monitoringu. Zginęło pięć osób, dwaj operatorzy kamer, dwóch funkcjonariuszy ABW oraz jeden antyterrorysta. Powtarzam: centrum monitoringu zostało doszczętnie zniszczone.
Wyłączył i zwróci do Balickiej:
− Idziemy do Draba, chodź.
− Już idę, gdybyśmy byli tam jeszcze pięć minut, to...
− Ale nie byliśmy, idziemy.
− Dlaczego przerywasz kontakt z dowództwem?
− Przekazałem najważniejsze informacje, to wystarczy, i nie mam zamiaru słuchać pierdół czy wykonywać durnych poleceń. Już nic nie mogę zrobić − odpowiedział dosyć spokojnie. Balicka zauważyła, że intensywnie myślał, nie zwracał uwagi na otoczenie.
Po przyjściu do samochodu Kowalski zapytał Draba:
− Czy kazali ci odjechać?
− Nie, widzą migającego koguta. Przyjechali po nas sześć minut i od razu pod drzwi. Ustawili się i powoli wchodzili do centrum. Gdy doszło do wybuchu, zatrzymali się, a teraz nastąpiła ta druga eksplozja. Chyba nie wiedzą, co robić.
− Na pewno zaraz ruszą, więcej detonacji nie będzie. Przynajmniej mam taką nadzieję − stwierdził Kowalski. Spojrzał na przemokniętą komisarz.
− Baśka, nałóż kurtkę firmową, weź aparat i pomóż Lalusiowi. Filmujcie wszystkich do momentu, aż ostatni cywil opuści centrum. Nie dajcie się spławić. Zaraz tam przyjdę.
Zlecił jej nowe zadanie, aby przestała myśleć o śmierci, a zajęła się konkretną pracą.
− Ok, ale potem mi wytłumaczysz, po co to robimy.
Gdy zbliżyła się do budynku, antyterroryści zaczęli wchodzić do środka. Po minucie w drzwiach pojawili się pierwsi ewakuowani klienci. Funkcjonariusze ABW, których było już kilkudziesięciu, nie pozwolili im się rozejść. Kierowali ich do specjalnie wydzielonej strefy z dala od budynku i rozpoczęli przesłuchania. Były to krótkie rozmowy ograniczające się do zebrania danych personalnych i paru pytań: gdzie byli i co widzieli w chwili rozpoczęcia ataku. Nie wszystkich spisano. Ratownicy pogotowia kręcili się wśród nich i zadawali pytania o stan zdrowia. Nagle musiała paść komenda wzywająca lekarzy do środka. Natychmiast pobiegli do budynku.
Zgoła inaczej przebiegała akcja ratownicza w dyżurce. Tam od razu zaczęto wynosić zabitych. Ułożono ich pod ścianą i przykryto czarną folią. Zginęło pięć osób, przeżyło dwóch antyterrorystów, byli odpowiednio zabezpieczeni. Po chwili teren ten został zasłonięty przenośnymi kotarami.
− No to sytuacja jest opanowana, skoro wezwano lekarzy − stwierdził Czip.
− My nadal nagrywamy.
− Szrama, o co chodzi? − teraz zapytał Drab.
− Piątek, zaatakowali o czternastej. Przecież to nie jest szczyt ruchu. Dlaczego? Później pogadamy, nagrywajcie, a ja pójdę do Baśki i Lalusia.
Podszedł do Lalusia.
− Gdzie ustawiłeś kamery? − zapytał.
Podkomisarz Śliwiński odwrócił głowę i powiedział:
− Na tym granatowym passacie. Jeszcze stoi, zapewne samochód pracownika. Zaczną ewakuować personel i zamykać sklepy, to się pojawi właściciel auta. Mamy czas.
Sanitariusze zaczęli wchodzić z noszami. Przybywały kolejne karetki oraz jednostki straży pożarnej. Cały teren został już dokładnie otoczony przez mundurowych policjantów. Pojawiły się wozy stacji telewizyjnych, ale nie wpuszczono ich na parking.
− Spróbuję wejść do środka − poinformował Kowalski.
Bez problemu wszedł na pasaż, dziesięć metrów dalej w kierunku miejsca eksplozji ustawili się już funkcjonariusze oddziału specjalnego i przepuszczali tylko lekarzy i sanitariuszy. Z zamkniętej strefy nikt nie wychodził poza jednym starszym mężczyzną ubranym w podniszczoną kurtkę. Na głowie miał czapkę, spod której wystawały siwe włosy. Kulał, prawą nogę miał sztywną i opierał się na lasce. Staruszka prowadził antyterrorysta w hełmie na głowie. Miał zasłoniętą twarz
− Znalazłem go w ubikacji, dziesięć metrów od pierwszego fast fooda. Mówił, że był tam już dziesięć minut przed strzelaniną i nie wychodził z toalety. Nic nie widział − poinformował dwóch oficerów ABW, którzy ich zatrzymali.
Komisarz, choć niewyraźnie, ale słyszał rozmowę. Tylko przez moment przyglądał się cywilowi. Starał się zobaczyć pasaż na wysokości zaułka z restauracjami. Lewą ręką trzymał na piersi aparat i nagrywał. Musiał się trochę przesunąć na bok, rozmawiający zasłonili mu widok.
− Dobrze, niech idzie do domu.
Gdy przechodził obok, Kowalski poczuł zapach moczu. Za chwilę z aneksu restauracyjnego wyjechały pierwsze nosze z ranną kobietą. Była podłączona do kroplówki. Obok niej szedł lekarz i dwóch sanitariuszy.
− Szybciej − poganiał lekarz. − Jest ciężko ranna.
W sumie na noszach wywieziono sześć rannych osób. Na miejsce tragedii ściągnięto grupy techników. Kowalski podszedł do funkcjonariuszy ABW, pokazał legitymację i poprosił o przepuszczenie go. Spotkał się z odmową.
Powrócił do Balickiej. Poczekali jeszcze kilkanaście minut. Przez ten czas wyprowadzono personel sklepów i wszystkich klientów. Minął kolejny kwadrans i Kowalski zarządził odwrót. Gdy odchodzili, granatowy passat nadal stał na miejscu. Policja mundurowa na polecenie prowadzących akcję przystąpiła do usuwania samochodów. O dziewiętnastej cały plac przed Akwarium został opróżniony, część samochodów przetransportowano na policyjny parking.
W drodze powrotnej nie rozmawiali. Po przybyciu do wydziału zastali już większość pracowników.
− Czip, wiesz, co masz robić. Idę do naczelnika.
W gabinecie Baranowskiego oprócz obu naczelników byli już także kierownicy sekcji.
− Komisarzu − zaczął naczelnik − dlaczego mieliście wyłączone radiotelefony?
− W tym pośpiechu tylko ja zabrałem i zameldowałem o wybuchu komendantowi Piechurowi.
− Inni jakoś zdążyli zabrać, a wy nie.
− Ale dotarli na miejsce kilka minut po nas. Zdążyliśmy zobaczyć nagrania z kamer, nim się wysadzili. Było ich troje, dwóch mężczyzn i kobieta. Zaatakowali tam, gdzie są zlokalizowane restauracje. Rozwalili kamery i kilka minut później zdetonowali ładunki. Po kolejnych pięciu minutach wyleciało w powietrze centrum monitoringu. Wszystkie nagrania szlag trafił. Tyle wiemy. A co ustalili koledzy, którzy posiadali radiostacje? − zapytał i spojrzał na naczelnika.
− Nie mogliście temu zapobiec?
− W kamizelkach i z pistoletami? Nie mogliśmy, niestety. Wiemy też, że sześć osób przeżyło wybuch w restauracji, dwóch w dyżurce. Będzie można ich przesłuchać, ale ABW nas pogoniło − wyjaśnił, patrząc na Baranowskiego bez najmniejszego mrugnięcia powieką.
− Bo to jest ich sprawa. Napiszcie raport z tego, co tam robiliście tyle godzin.
− Oczywiście, czy są jakieś informacje?
− Jeszcze jest blokada. Pracujemy dzisiaj do dwudziestej czwartej. Jeżeli otrzymamy jakieś zadania do wykonania, to możecie liczyć na nocną zmianę. Teraz wracajcie do sekcji, ja idę do komendanta, za dziesięć minut mamy naradę.
Komisarz wrócił do biura i natychmiast zapytał Czipa:
− Skopiowałeś wszystko?
− Jeszcze nie.
− Teraz mnie posłuchajcie. ABW wie, że byliśmy w pomieszczeniu monitoringu. Będą nas przesłuchiwać. Wszystkich, całą sekcję. Nikt nie ma prawa wygadać się, że coś nagraliśmy. My tam tylko oglądaliśmy bieżący przekaz z czynnych jeszcze kamer. Przyszli oficerowie ABW i nas grzecznie wyprosili, potem nastąpił wybuch. − Spojrzał na Balicką, a potem na Czipa. − Nie wspomnicie o odtworzeniu nagrania, zrozumieliście? − Odczekał chwilę, aż potwierdzili kiwnięciem głowy.
− Dlaczego − nie wytrzymał aspirant Czekalski. − Dlaczego mamy ukrywać to, co zobaczyliśmy?
− Bo coś mi tu śmierdzi. W jaki sposób troje nastolatków, bo to byli gówniarze, podłożyło ładunek wybuchowy w pomieszczeniu, w którym dwadzieścia cztery godziny na dobę siedzi dwóch ochroniarzy? I to nie byle jaki, to mogło być C4. Dlaczego wysadzili się w powietrze, skoro według ich planu monitoring nie powinien działać? Rozpoczęli akcję za wcześnie. Tylko przez przypadek pracownica ochrony chciała zajrzeć do wózka. I to spowodowało ich reakcję. Skąd gówniarze mieli broń i ładunki wybuchowe? Skoro to był tak dobrze zorganizowany zamach, to dlaczego wybrano tę godzinę ataku? O tej porze w centrum jest niewielu klientów.
Milczeli. Czip poprosił o wszystkie aparaty, którymi nagrywali i przystąpił do kopiowania.
− Obejrzymy nagrania − kontynuował Kowalski. − Jeżeli będziemy przekonani, że nie ma nic podejrzanego, to przekażemy materiały ABW. Jeżeli natomiast znajdziemy, zastanowimy się, co z tym fantem zrobić. W takim wypadku porozmawiam z Maniusiem i poczekam na jego decyzję. Teraz muszę napisać raport. Czip, zrób po kilka kopii.
Komisarz usiadł przy biurku i zaczął pracować nad raportem. Umieścił w nim krótką informację o pobycie w dyżurce. Stwierdził, że po wejściu do pomieszczenia część monitorów nie odtwarzała żadnego obrazu. Dowiedział się od obsługujących monitoring, że zamachu dokonały trzy osoby, kobieta i dwóch mężczyzn. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu ataku zniszczyli kamery będące w ich zasięgu. Na pozostałych monitorach widoczny był pasaż. Po dwóch minutach nastąpił wybuch, do eksplozji doszło w aneksie restauracyjnym. Przybyli funkcjonariusze ABW i grzecznie ich wyprosili. Kilkadziesiąt sekund po opuszczeniu budynku nastąpiła kolejna eksplozja, tym razem w pomieszczeniu ochrony. Przybiegł tam razem z komisarz Balicką. Weszli do środka i zobaczyli ofiary wybuchu. Pomogli rannemu, a następnie ponownie opuścili budynek. Po kilku minutach, gdy ochłonęli, udali się pod główne wejście i obserwowali akcję.
Gdy skończył, poprosił Balicką, aby przeczytała uważnie raport.
− Tylko tyle napisałeś? − zapytała.
− Wystarczy, im mniej informacji, tym trudniej złapać na kłamstwie. Oczywiście możesz napisać więcej, ale nie informacji, tylko opisów sytuacji.
Zadzwonił telefon. Szrama podniósł słuchawkę i zameldował się:
− Komisarz Kowalski.
Szrama − usłyszał głos sekretarki zastępcy komendanta głównego policji. − Masz się natychmiast zameldować u komendanta.
− Tak jest. − Odłożył słuchawkę i poinformował:
− No to się zaczęło. Gdy skończycie kopiować, niech każdy ma w gaciach nagrania. Zajmijcie się Sawickim. Ja idę do Maniusia.
Szybko opuścił pokój i prawie pobiegł do gabinetu nadinspektora Piechura. Wchodząc do sekretariatu, uśmiechnął się do sekretarki i od razu otworzył drzwi do gabinetu. Przebywali w nim wszyscy naczelnicy wydziałów komendy głównej.
− Komisarz Kowalski melduje się na rozkaz. − Stanął, przyjmując pozycję zasadniczą.
− Komisarzu, byliście kilka minut w pomieszczeniu monitoringu. Opowiedzcie, co zobaczyliście.
Szrama zrelacjonował dokładnie to, co napisał w raporcie. Gdy zakończył, nastąpiła kilkunastosekundowa cisza. Przerwał ją nadinspektor.
− Czyli niewiele zobaczyliście. O napastnikach wiecie tylko z relacji ochroniarzy.
− Tak jest, panie komendancie − odpowiedział, patrząc prosto w oczy przełożonego.
− No to mamy tylko zeznanie naocznego świadka. Pracownik KFC widział, jak zaczęli strzelać. Najpierw mierzyli po bufetach, potem do siedzących, a następnie do kamer. Tych, co przeżyli zagonili na środek. Wtedy z wózka wyciągnęli dwa pasy z ładunkami. Dziewczyna miała już wcześniej założone ładunki. W trakcie, gdy dwóch nastolatków nakładało uprząż, nastąpił wybuch.
Kowalski nie okazał zdziwienia, słysząc relację komendanta. Zastanowił się, dlaczego o tym informował. Odniósł wrażenie, że mówił to specjalnie do niego.
− Komisarzu, możecie wrócić do sekcji. − Nadinspektor spojrzał na Kowalskiego, jakby dopiero zauważył, że jego obecność na tej naradzie była zbyteczna.
Szrama odmeldował się i wyszedł do sekretariatu. Zamyślony nie zwrócił uwagi na Teresę, opuścił pokój bez pożegnania. Wracając do swojej sekcji, analizował słowa komendanta. Po przyjściu zastał wszystkich mocno dyskutujących. Ustawili jeden z laptopów tyłem do drzwi wejściowych i oglądali nagrania. Podszedł do nich.
− Odtwórzcie nagranie z monitoringu − polecił.
− Oglądaliśmy już dwa razy − stwierdził Laluś.
− Będziemy oglądać do skutku, puszczaj.
Aspirant ponownie uruchomił nagranie. Przyglądali się w milczeniu. Gdy się skończyło, przełączył na zapis z innej kamery. Powtarzali to kilkakrotnie, aż obejrzeli wszystkie ujęcia. W pewnym momencie Kowalski wydał polecenie:
− Zatrzymaj ten kadr.
Na ekranie laptopa zobaczyli, jak jeden z klientów siedzących na sali został postrzelony w głowę. Odrzuciło go do tyłu i spadł na podłogę, przewracając krzesło. Kowalski przyniósł stojak z kartonami czystego papieru i zaczął na nim rysować. Jednocześnie komentował:
− Narysuję szkic sytuacyjny. Tutaj mamy całą salę, po bokach są boksy poszczególnych restauracji. Napastnicy stoją blisko siebie w rogu sali i strzelają.
Mówiąc to, narysował proste ilustrujące tory lotu pocisków.
− Spójrzcie, tutaj siedzi pierwsza ofiara. − Narysował sylwetkę osoby. − Co widzicie?
Do rysunku podszedł Drab.
− Upadł do tyłu, strzał musiał paść z tego miejsca. − Nadkomisarz Drabiński narysował kreskę, która minęła miejsce, skąd według Kowalskiego strzelali napastnicy. − To jest niewielka różnica, prawie niezauważalna.
− Niewielka, ale jest. Puść dalej, jakieś pięć sekund. Zatrzymaj w momencie, gdy drugi klient przy tym samym stoliku zostanie postrzelony.
Tym razem siedzący został trafiony w plecy na wysokości serca. Padł na stolik i już się nie ruszał. Drab ponownie podszedł do kartki i narysował identyczną linię, jak poprzednio.
− Kurwa! Strzał padł z tego samego miejsca, co poprzednio. Widzimy już, jak cała trójka strzela w kierunku sali. Przedtem tylko jeden.
− Czip, cofnij wszystko z powrotem i poczekaj chwilę. Najpierw coś powiem. Patrzcie na zamachowców, zwróćcie uwagę na tych, którzy strzelają. Starajcie się jednocześnie patrzeć gdzie lecą pociski i kogo trafiają. Puszczaj.
Przyglądali się z uwagą. Czip jeszcze dwukrotnie odtworzył nagranie.
− Słucham ¬ − powiedział Kowalski.
− Lepiej dać to nagranie ekspertom z kryminalistyki. Oni dokładnie wszystko pomierzą − zaproponował Nowocień.
− Masz rację, gdyby to było nasze śledztwo, gdybym nie czuł tu potężnego smrodu − odpowiedział Kowalski.
− Jeszcze nie mierzyli w tamtym kierunku, gdy zginął ten od strzału w głowę. Dopiero gdy zaczął padać, przenieśli tam ogień. Drugi dostał w plecy, gdy już strzelali. Mogli go trafić.
− Mogli i zapewne trafili, ale co jeszcze widzicie?
− Kula przebiła czaszkę i wbiła się w ścianę na wysokości jednego metra. Strzał padł z góry − stwierdziła Balicka. − Kurwa, to jest morderstwo, a ten zamach to przykrywka.
Nastąpiła cisza, przerwał ją Kowalski:
− Wyjmij kartę i schowaj. Koniec oglądania. Teraz porozmawiamy na temat, co robimy z tą sprawą.

Tagi:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość