[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 2) Gra

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 2) Gra

Post#1 » 17 kwie 2017, o 12:44

- O czym ty mówisz? – Hermiona prawie podniosła głos.
- W pewny sensie – uściślił Draco. – A teraz zostawię cię tutaj na trochę, byś oswoiła się z tym. Potem wrócę i powiem ci więcej. Ale jeśli zobaczę choćby jeden fałszywy ruch gdy wrócę – mówiąc to wziął do ręki obie różdżki i schował swoją do kieszeni – na sam początek złamię twoją. Nie słucha mnie, ale da się przełamać.
Schował jej różdżkę do kieszeni, po czym odwrócił się i ruszył do drzwi. W Hermionie wezbrało coś, czego nigdy by się po sobie nie spodziewała. Nie chciała, żeby Draco wychodził. Nie teraz, gdy już powiedział to, co powiedział. Cokolwiek oznaczały jego słowa o Harrym, musiała się dowiedzieć, może potem sama ocenić, czy to prawda, czy nie. Zaintrygował ją, a właściwie zrobiły to jego słowa. Jak już zaczął to niech nie przerywa. Niech powie wszystko już teraz.
- Nie, czekaj! – zawołała za nim, on jednak nie odwrócił się od razu. Gdy przystanął, trzymał już klamkę. Chciała to powiedzieć inaczej, jakoś bardziej…godnie. Ale teraz to się już nie liczyło. Niech tylko powie, wyjaśni.
- Jeszcze nie wyszedłem, a ty już za mną tęsknisz? – Ironia w jego głosie budziła w niej wstręt, ale stłumiła go w sobie i spojrzała mu głęboko w oczy, nic nie mówiąc.
- Odpowiadaj jak do ciebie mówię – on również patrzył jej w oczy, a słowa wypłynęły z jego ust prawie ze spokojem. Nie było w jego głosie słychać choćby małej irytacji. Był to ton rozkazujący, a ten spokój wprost przerażał.
- Nie. – Odpowiedziała krótko, siląc się na odwagę. Jeszcze przed chwilą, chcąc tylko usłyszeć to, co Ślizgon ma jej do opowiedzenia naprawdę chciała, aby tu został, żeby nie wychodził, byleby wyjaśnił. A teraz, po tych zaledwie kilku słowach nie było już w niej pewności siebie, którą zachowała mimo sytuacji, w jakiej się znalazła. Cała się trzęsła w środku. – Nie tęskniłam, ale chcę, abyś mi powiedział.
- Co mam ci powiedzieć? Że Harry nie istnieje i nie istniał? Mam ci to wyjaśnić?
- Tak – odpowiedziała krótko Hermiona, starając się opanować drżenie, modląc się w duchu, żeby nie zauważył, jak się boi.
- Więc przekonaj mnie, dlaczego mam to zrobić – zażądał, splatając ręce na piersi i przybierając lekko złośliwy wyraz twarzy.
- W końcu mnie tu sprowadziłeś, no nie? – przypomniała mu, jednocześnie pragnąc szarpnąć się na krześle. Sama się sobie dziwiła że mimo wszystko nie próbowała się jeszcze uwolnić. Była gotowa się założyć, że w pierwszej chwili Malfoy spanikuje, a ona zyska szansę na to, by odebrać mu różdżkę. O ile ma ją w kieszeni.
- Powiem ci – oświadczył. – Jeśli ładnie poprosisz.
- Co? – Gryfonce w jednej chwili wróciła odwaga.
- Słyszałaś.
Nie wierzyła własnym uszom. Ten drań porwał ją, związał i przetrzymuje ją tutaj wbrew jej woli, a ona ma go prosić? O nie, niedoczekanie! Nie poprosi, choćby świat się walił. Będzie się patrzyć mu prosto w oczy, z godnością, uporem, milcząco. Nie odezwie się, nie poprosi. Ciekawe kto pierwszy się złamie. Stawiała na Dracona, albowiem zawsze był tchórzem i uważała za oczywiste, że to on pęknie pierwszy. Myśli teraz, że ma pełnie władzy nad nią, ze względu na pełną swobodę ruchów i różdżkę. Obie różdżki. Bez własnej sama nic nie zdziała, ale jeśli on zmięknie, może usunie choć część więzów, a dalej już sobie poradzi. Weźmie swoją różdżkę i używając odpowiednich zaklęć wydostanie się stąd.
Układała sobie w głowie plan, jednak z zamyślenia wyrwał ją głos Ślizgona:
- Nie poprosisz? Dobrze. W takim razie wychodzę.
Obrócił się na pięcie i spokojnym krokiem ruszył do wyjścia. Otworzył drzwi na jakieś pół metra, wyszedł i zamknął je od zewnątrz. Znowu została sama. Nie dane jej było usłyszeć tego, co porywacz chciał jej przekazać, ale zachowała godność.
Nagle poczuła głód i pragnienie. Musiała się przede wszystkim napić. Czy zdoła zmusić się do poproszenia o to, czego w tej chwili jest jej najbardziej potrzebne? Przecież to też będzie jak poniżenie. Zwrócenie się z prośbą do tego gada. Dzielni Gryfoni się do tego nie zniżają. Tak uważała do tej pory. Nigdy jednak nie była w takiej sytuacji. Nie wykluczone, że będzie musiała dokonać paru przewartościowań w swoim kodeksie moralnym. Zrobić to czy nie? Bo ile właściwie już tu przebywa? Czuje głód i pragnienie, ale przecież to nie musi wcale zależeć od tego, jak długo tu jest, ale od nadmiaru wrażeń. Porwanie, uświadomienie sobie kto ją porwał, pierwszy szok, dziwne zachowanie porywacza i wreszcie te jego dziwne słowa o Harrym. Chce jej to powiedzieć, widać, że chce, ale żąda, aby go poprosiła. Czy naprawdę chcę usłyszeć, co ma jej do powiedzenia. Może wyrażenie „Nikt nigdy nie widział go żywego” to metafora lub blef. Czegokolwiek chce, musiała mu przyznać, że naprawdę ją zaciekawił. Nie mogła zignorować tych słów. Nie przesłyszała się, ale choć chciała dowiedzieć się więcej, uznała, że na razie nie będzie przyjmować tego do wiadomości. Bo jak Harry mógł nie istnieć? W końcu był Chłopcem, Który Przeżył. Ona go widziała, Ron go widział, wszyscy go widzieli, Draco też. Mówienie, że Harry Potter, który oprócz Albusa Dumbledore’a i Remusa Lupina nie bał się w swoim czasie wymawiać imienia Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, nie żyje, było śmieszne i absurdalne. Żaden zapchlony arystokrata z Domu Węża nie wmówi jej, że jest inaczej. Przecież kiedy się widziała z nim po raz ostatni, w jego własnym domu, siedzieli obok siebie na kanapie, ona płakała, a on mocno ją przytulił i pocieszał. Był tam, trzymał ją w swoich objęciach. Wypowiadał słowa otuchy, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży. Nawet teleportował się z nią na chwilę do jej domu. Widziała, jak podchodzi do Neville’a, który ze złości walił głową w ścianę i wziął go na stronę. Neville więc też na pewno potwierdziłby materialność Harry’ego. Nie wiedziała, co jej mąż usłyszał, ale już po chwili przepraszał ją na kolanach. Potem jeszcze Harry uśmiechnął się i teleportował z powrotem do swojego domu, a ona w końcu kazała tej łamadze wstać i udała się do łazienki, gdzie wzięła długą, gorącą kąpiel. Położyła się do łóżka, ale nie kochała się z Nevillem. Nie była jeszcze gotowa znów połączyć się z nim w sposób najintymniejszy po tym, jak zdradził ją z Hanną Abbott. Wtedy, w łóżku, przez chwilę jeszcze myślała, czy nie odesłać go choćby na jedną noc na kanapę w salonie, ale jednak się nad nim zlitowała. Nie połączyła się z nim ponownie w akcie miłosnym, a teraz była tutaj, by wysłuchać jakichś dyrdymałów. Zaczęła żałować, że nie pozwoliła Neville’owi na zbliżenie. Wszystkie myśli już kłębiły się jej w głowie, latały w jej środku bez ładu i składu.
Z zamyślenia wyrwał ją charakterystyczny dźwięk. Spojrzała w stronę drzwi, które zaczęły się powoli otwierać. Malfoy wrócił, ale nie wszedł. Po kilku sekundach drzwi zamknęły się ponownie. Ten drań po prostu z nią pogrywał. Najprawdopodobniej przejrzał ją i chciał złamać. Niewiele brakowało, aby od razu poprosiła o wodę, gdyby tylko znowu się pojawił. On jednak wcale nie miał takiego zamiaru. Droczył się z nią. Bawił się w perfidną grę. Postanowił sprawić, że to ona pierwsza się podda, bezczelnie na to liczył. Gdyby tylko mogła dosięgnąć naplułaby mu w twarz. Może ją tu więzić, ale nie złamie jej ducha.
- Śmiało, uchyl znowu te drzwi – powiedziała do siebie i w tym samym momencie drzwi się otworzyły. Ale to nie Draco był pierwszym, co zobaczyła. Owszem, pojawił się, ale pchał przed sobą szpitalne łóżko i kroplówkę.
- Możesz milczeć – oświadczył. – Ale kiedyś będziesz musiała jeść i pić. Jeśli będziesz dalej się tak zachowywać, to w odpowiedniej chwili rozwiążę cię, rzucę drętwotę, przywiążę do łóżka i podłączę kroplówkę. Nie chcę, żebyś mi tu wykitowała.
Ustawił łóżko i kroplówkę cztery metry na prawo od niej. Pierwszą jej myślą było „Działa systematycznie. Będzie jeszcze trudniej niż się spodziewałam”.
-Widzisz? Wszystko po mugolsku – zaczął. - Prędzej czy później poprosisz mnie przynajmniej o pożywienie, zapewniam cię – powiedział. – I tu rodzi się pytanie, czy dam ci je tak po prostu, czy też z miejsca podłączę do kroplówki. A co ty obstawiasz?
Milczała. Cisza trwała z pół minuty, aż w końcu nie wytrzymał, zbliżył się całkowicie do krzesła i uderzył mocno w prawy policzek.
- Odpowiadaj, jak do ciebie mówię. – Zażądał, jednak jego głos wciąż był spokojny. Czyżby miał w sobie odwagę ograniczoną tym, iż ją porwał i skrępował, aby nie mogła mu zrobić krzywdy?
- A jakie to ma znaczenie? – powiedziała w końcu. – I tak zrobisz jak zechcesz. Nie ja tutaj decyduję, więc równie dobrze mogę dać sobie spokój.
- Nie mądrzyj się! – ton jego głosu był minimalnie podniesiony. Jednocześnie uderzył ją w drugi policzek. Naprawdę bolało. – Najlepsze wyniki w nauce nie dają ci prawa do takiego zachowania.
- A ty nie miałeś prawa mnie porywać! – wrzasnęła, a otwarta dłoń Ślizgona znowu uderzyła ją w policzek.
- Uważaj co mówisz – ostrzegł ją. – Moja cierpliwość ma swoje granice. Gdyby nie to, że mam ci do powiedzenia coś ważnego, już byś nie żyła.
[/czesc-nastepna]Odwrócił się na pięcie i znalazł się przy drzwiach szybciej niż myślała. Odwrócił się do niej i wywrócił kieszenie koszuli i spodni na lewą stronę. Nie miał różdżki.
- Widzisz? – Powiedział z łobuzerskim uśmiechem. – Mógłbym tak się bawić bez końca. Po mugolsku. Ale nie zamierzam za bardzo zniżać się do twojego poziomu.
Raz jeszcze odwrócił się, wyszedł i zamknął za sobą drzwi, aby zostawić Hermionę samą z jej własnymi myślami. Nie przejmował się jej losem. Wiedział, że jeśli usłyszy całą prawdę to od razu mu uwierzy i się załamie. I że już nigdy nie spojrzy na Pottera tak jak do tej pory. Chłopiec Który Przeżył stanie się dla niej Chłopcem, Który Nie Istnieje. Ale będzie ubaw!

Tagi:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości