Z daleka (tom 1, rozdział 5)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 5)

Post#1 » 24 kwie 2017, o 22:57

Na dachu samochodu Trońskiego pobłyskiwał kogut, a z głośnika brzmiał sygnał pościgowy. Ani chwili do stracenia.
Stacje benzynowe dzieliło pięć kilometrów. Nie wiedział czemu, ale czuł, że morderca wróci na miejsce pierwszej zbrodni. Albo że nawet tam zabije ponownie. Żeby tylko zdążyć na czas. Teraz to było najważniejsze. Ale nawet jeśli nie dotrze tam w porę, to najprawdopodobniej będzie miał świadków. Te dzieciaki. I zwierzęta. Nie zdąży wezwać odpowiednich służb. Musi działać sam, choćby za cenę własnego życia. Miał pewność, że lada moment może dojść do kolejnego zabójstwa i tylko on mógł to powstrzymać. Mijał samochody niebezpiecznym slalomem, mimo iż kierowcy ustępowali mu pierwszeństwa. Byle szybciej. Musiał zdążyć.

Tymczasem chłopaka i dziewczynę od celu dzieliło jeszcze sto metrów. Nadal biegli najszybciej jak mogli i powoli opadali z sił.
- Dasz radę! – krzyczała dziewczyna. – Wszystkim nam się uda!
Nic nie odpowiedział. Nie miał zamiaru marnować powietrza, które jeszcze pozostało mu w płucach. Teraz musiał dać z siebie wszystko. Już niedaleko. Potem przyjdzie tylko ustalić, jak przedostać się do budynku z wieżyczkami wypełnionymi jakimś płynem. Całą czwórką. Wozy bez koni będą przemieszczać się tamtędy na pewno, pytanie tylko w jakiej ilości i jaka je będzie dzielić odległość. Jeszcze tylko kawałek.
Stanęli na wprost zagadkowego budynku. Nikogo nie zauważyli. W środku najpewniej jest jedynie handlarz, gdyby był ktoś jeszcze, na zewnątrz byłby przynajmniej jeden wóz bez kół.
Pochylili się oboje, łapiąc oddech. Suwadan cały dyszał, a nadmiar wrażeń z ostatnich kilkunastu minut sprawił, że o mało nie uganiał się za własnym ogonem, jak najgorszy kundel, a Ruwriza żałośnie piszczała.
- Nasi rodzice – wyszeptał chłopak. - Ona nie może tak skończyć i nieświadomie usiadł, a dziewczyna zrobiła to samo.
- Mamy jeszcze chwilę – powiedziała. Starali się ocenić sytuację. Na zewnątrz nie widzieli nikogo. To, że morderca chciał zaatakować tutaj, było nie do uwierzenia. Z taką zuchwałością spotkali się po raz pierwszy w życiu. Powoli wstali. Chłopak rozmasował sobie szybko tylną stronę ud, które w tej chwili bolały go najbardziej. Bieg był wykańczający, ale czas już było ruszać dalej.
Zaczęli powoli schodzić po piaszczystej skarpie. W połowie drogi chłopak i dziewczyna przewrócili się i gwałtownie sturlali na sam dół. Upadli twarzami do ziemi. Przez dłuższą chwilę nie byli w stanie wykonać choćby najmniejszego ruchu. Ostatecznie udało im się usiąść. Ruwriza ostrożnie wylądowała na ramieniu dziewczyny, a Suwadan przytulił się lekko do boku chłopaka. Tylko zwierzęta wyszły bez szwanku z tego etapu podróży.
Spojrzeli na cel swojej wędrówki. Do miejsca przeznaczenia zbliżał się niewielki wóz bez kół. W kolorze zielonym. Po chwili przez to, co mogli bez wątpienia nazwać drzwiami, tyle że znajdującymi się po drugiej stronie, wysiadła młoda kobieta. To na pewno ona miała się stać ofiarą.
Zrobili kilka kroków w stronę szosy. Mieli szczęście. Nie wiedzieli czemu, ale z żadnej strony nikt nie nadjeżdżał. Ruszyli przed siebie, niemal kuśtykając. Tylko zwierzętom ruch nie sprawiał problemu. Szli powoli, choć nie było chwili do stracenia. Gdy przebyli już prawie połowę drogi, pod stację benzynową podjechał samochód holowniczy. Kierowca ustawił go dokładnie w jednej linii z autem kobiety, wciągnął je na naczepę i odjechał kawałek, po czym wysiadł. Ubrany był w kominiarkę zakrywającą całą głowę, czarny sweter mocno przylegający do ciała, obcisłe skórzane spodnie, sportowe buty, spod których wystawały czarne skarpety. Na dłoniach miał parę białych, gumowych rękawic.
Dokładnie sekundę później jego ofiara wyszła, a on natychmiast rzucił się na nią z nożem kuchennym. Nie zdążyła wydać żadnego odgłosu. Moment przerażenia, odzwierciedliły jedynie jej oczy. Morderca wbił narzędzie zbrodni go jej w serce powodując natychmiastową śmierć, po czym zaczął ciachać ją po rękach i nogach. Nie miał pojęcia, że ktoś obserwuje jego poczynania.
Otworzył jej torebkę, wyjął portfel i wsadził do tylnej kieszeni spodni, a następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Kiedy ruszał, chłopak i dziewczyna stawali u stóp zamordowanej. Wszystko trwało jakieś pół minuty. Żadne z nich nie zdążyło wyciągnąć swojego oręża.
- Niech to szlag! – krzyknął nastolatek. - Ile jeszcze?
Kopnął leżący obok kamyk. Wzniósł głowę do góry, nie zobaczył jednak nieba, lecz dach przykrywający dystrybutory. Zaczął tupać nogą w miejscu.
- Przestań, proszę! – Dziewczyna nie mogła patrzeć na to, jak cierpi. Również ubolewała nad śmiercią tej niewinnej osoby, jednakże nie aż tak bardzo jak jej przyjaciel. Czyżby i nad stratą swoich bliskich cierpiała mniej niż on?
Chłopak opadł bez sił i uderzył plecami w dystrybutor. Bolało go ciało i dusza, jeszcze bardziej, niż do tej pory. Oboje z rozmyślań wyrwał jednak tajemniczy dźwięk. Dziewczyna stanęła na baczność, a chłopak zerwał się na równe nogi. Spojrzeli w stronę, z której pochodził nieznany odgłos. Do budynku zbliżał się kolejny wóz bez konia. Na dachu miał dziwny, błyskający przedmiot, a dźwięk dochodził też mniej więcej z tego miejsca; tak to przynajmniej wyglądało na pierwszy rzut oka. Mężczyzna zahamował bez ostrzeżenia pięć metrów przed nimi.

Przybył za późno. Ujrzał to, czego się obawiał, ale cała sytuacja przedstawiała się inaczej. Nad zwłokami młodej kobiety zuchwale pozbawionej życia w miejscu pierwszej zbrodni stały dzieci. Nastolatki. Chłopak i dziewczyna. Towarzyszyły i wilk i orzeł, tak jak mówił mu patolog.
Zamarł ze strachu. Nie miał pojęcia, co robić, nie potrafił podjąć żadnej decyzji. Fakt, że to nie te dzieciaki były mordercami był dla niego niezaprzeczalny. Widział przemykający obok samochód, który z pewnością należał do mordercy, ale widział go tylko przez chwilę i nie potrafił rozpoznać nawet marki, bo bardziej zwracał uwagę na stacje benzynową, gdzie u stóp tych nastolatków leżała ofiara. Już ze środka pojazdu ujrzał rany na jej ciele – identyczne jak w pierwszych dwóch przypadkach. Ten sam sposób działania. Jedyne, czego jeszcze nie był pewien, to element kradzieży, albowiem zabita wciąż miała torebkę i z tego punktu widzenia nie dało się zauważyć, czy miała ona rozpięty, czy też zapięty zamek. Tak czy inaczej, napastnik najwyraźniej się spieszył i nie dostrzegł świadków zajścia. Lepiej dla tych dzieciaków, bo mogły już nie żyć. Jeśli ten człowiek był zdolny do takich paskudnych czynów, to zabicie dwóch osób zaraz po załatwieniu jednej, nie zrobiłoby mu różnicy i nie wywołało wyrzutów sumienia.
Ta dwójka jednak wciąż stanowiła zagadkę. Nie miał pewności co nastąpi, jeśli teraz wysiądzie. Postanowił chwilę pomyśleć. Nie rób niczego pochopnie, Troński. Te dzieciaki są świadkami i mają za towarzyszy dzikie zwierzęta, a ty jesteś sam. Zastanów się, nie rób nic głupiego.
Rozpiął pas i sięgnął do klamki, ale jej nie nacisnął. Przez cały czas patrzył na dzieciaki. Ani one, ani zwierzęta nie wykonały ani jednego ruchu. Nadal znajdowały się pięć metrów od samochodu i stały niemal na baczność, przyglądając mu się uważnie. Kim były i czemu tym razem podeszły aż tutaj? Mogły mu pomóc, ale rozmowa z nimi nie będzie należała do łatwiejszych. Jeśli jednak chciał ująć mordercę, musiał działać i zaryzykować. Zostawiwszy silnik na chodzie, nacisnął klamkę i powoli otworzył drzwi. Dzieciaki nie ruszyły się z miejsca, zwierzęta też okazywały dziwny spokój. Nie podobało mu się to.
Zrobił pięć kroków. Teraz od dzieciaków dzieliły go jakieś trzy metry. On milczał i dzieciaki też. Nagle dziewczyna wykonała dziwny ruch ręką i w jej rękach znikąd pojawił się łuk. Napinała strzałę, mierząc w niego. Chciał się odezwać, ale nie dał rady. Zamurowało go. Jego wzrok przeskakiwał z dziewczyny na chłopaka i z powrotem.
- My tego nie zrobiliśmy. – Chłopak odezwał się pierwszy. Zero emocji, nic. Oczy obojga aż go świdrowały. Śledczy czuł, że jeśli wykona jeszcze jeden…
Nie zdążył dokończyć swojej myśli, bo chłopak zrobił to za niego.
- Jeden fałszywy ruch, a moja przyjaciółka strzeli panu prosto w serce. Albo zaatakuje pana wilk. Radzę podjąć właściwa decyzję.
- Kim jesteście? – Zapytał.
-To nieistotne. – Odparł chłopak. – Ważne jest to, żeby pan teraz zrobił „w tył zwrot”, wsiadł i odjechał.
- Słuchajcie, wiem że tego nie zrobiliście, ale jesteście świadkami, ale potrzebuję waszej pomocy. Wszystko co widzieliście tutaj, przyda mi się aby ująć mordercę tej kobiety.
Dziewczyna cały czas mierzyła do niego z łuku. Przez chwilę patrzył tylko na nią i nie zorientował się, jak chłopak przeszedł obok niego, stanął za nim i przyłożył mu coś ostrego do gardła.
- Nie mieszaj się – usłyszał. Jednocześnie poczuł, jak nastolatek wyjmuje mu z kabury pistolet i rzuca do dziewczyny, chowającą łuk i strzałę tak dziwny sposobem, że jedno i drugie w mgnieniu oka stało się niewidzialne. Bez większego trudu złapała jego broń.
- A więc także w ten sposób zabijacie?
Troński nie miał pojęcia, co powiedzieć. Stał z mieczem na gardle, w końcu jednak się przemógł.
- Słuchajcie, jesteście tu sami – starał się, aby jego głos brzmiał spokojnie. - Zaatakowaliście funkcjonariusza publicznego, za co możecie stanąć przed sądem, ale nie ma tu nikogo innego i zdaje się, że kierownik stacji niczego jeszcze nie zauważył, więc będzie słowo przeciwko słowu. Potrzebuję tylko waszych zeznań. Jak wygląda morderca, jakim samochodem się porusza, wszystko, co mi się przyda w śledztwie.
- Możesz sobie pomarzyć. – Chłopak nie zamierzał wcale mu pomagać. Policjant nabierał pewności, że prędzej go zabiją, niż cokolwiek mu powiedzą. Poczuł, jak ostrze oddala się od jego szyi i zaczął myśleć nad następnym ruchem, ale chłopak mu przeszkodził. Szybko wykonał krok w tył, powalił go kopniakiem w plecy na ziemię, wyjął kajdanki i skuł mu ręce, a następnie zabrał kluczyki. Dziewczyna wyjęła magazynek z jego pistoletu i rzuciła w jedną stronę, a pistolet w drugą.
- To coś, co chyba otwiera to srebro, zamieram – oznajmiła. – Rzucę je na szosę. Jest pan dobrym człowiekiem, ale nie zamierzamy ryzykować kolejnego spotkania.
- Sami znajdziemy mordercę. – uzupełnił chłopak. – A potem znikniemy i nigdy więcej nas pan nie zobaczy. Jeśli znowu spróbuje pan znowu się zjawić, pożałuje pan. Żadne wsparcie panu nie pomoże. Nasi towarzysze dawali radę całym tuzinom osób młodszych i lepiej zbudowanych. Proszę zaniechać śledztwa i dać nam robić swoje.
Odwrócili się i podeszli do jego auta.
- Zabieramy też wóz bez koni – dodał. – Radzę się modlić, abyśmy się więcej nie spotkali.
Dziewczyna zamachnęła się i rzuciła kluczyki od kajdanek daleko na szosę, po czym otworzyła tylne drzwi, przez które natychmiast wskoczyły do środka zwierzęta, a następnie zatrzasnęła je i wsiadła na siedzenie pasażera. Chłopak zajął miejsce za kierownicą. Zanim zorientował się, że coś bloku odjazd minęła dłuższa chwila. Tym czymś był hamulec ręczny. Pociągnął go do siebie, następnie zaś namęczył się nieco ze znalezieniem pedału gazu i rozpoznaniem jego zastosowania. Ruszył gwałtownie, z trudem wykręcając na szosę kierując auto przed siebie.
W Trońskim uczucie poniżenia mieszało się z zaciekawieniem. Te dzieciaki nazwały jego samochód „wozem bez koni”, nie miały też najwyraźniej pojęcia, jak zabrać się za prowadzenie jego samochodu. Ich język, uzbrojenie i sposób postępowania świadczył prawdopodobnie o tym, że pochodzą z innych czasów. A jeśli tak, skąd się tu wzięli? To jakieś szaleństwo.
Dźwignął się powoli na kolana. Wziął trzy głębokie wdechy i wydechy. Z trudem dźwignął się na nogi i ruszył w stronę szosy, aby znaleźć kajdanki. Wiedział jedno – póki nie znajdzie porzuconego gdzieś prawdopodobnie swojego samochodu, będzie zmuszony działać sam. Prawdziwy problem pojawi się, jeśli ktoś znajdzie zwłoki zanim on dotrze do swojego auta.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Z daleka (tom 1, rozdział 5)

Post#2 » 13 maja 2017, o 14:08

Co ja właśnie przeczytałem?
Teraz to stało się prawdziwą fantastyką:
Nastolatkowie wychowani w innym świecie (a'la średniowiecze) nie będące w stanie przebiec dwóch kilometrów w mniej niż kilkanaście minut. Toż nawet ja mam lepszą kondycję i uganianie się trzech kilometrów (truchtem, bez przymusu) po chaszczach zajmuje mi piętnaście minut (były palacz i astmatyk).
Dziecko z innego świata wie do czego służy pistolet, wie jak go rozładować, do tego potrafiło nałożyć komuś kajdanki i prowadzić samochód z manualną skrzynią biegów (nie kojarzę by radiowozy były w automatach).
Czy można wyłączyć kamery na stacji paliw? Najwidoczniej można, zwłaszcza jeśli w pobilżu niedawno popełniono morderstwo, bo jak inaczej możnaby wytłumaczyć niezainteresowanie się obsługi stacji tym co się dzieje dookoła. Tym samym możnaby uzyskać numer rejestracji lawety, którą przyjechał morderca.
Policjant musi starannie odnotowywać każde użycie sygnałów dźwiękowych i świetlnych, raczej nie aktywuje ich, ze względu na przeczucie, że będzie popełnione morderstwo, ale pal sześć to, znalazł się na miejscu zbrodni w chwilę po dokonaniu morderstwa, więc jakoś by się wytłumaczył, ale ze starcia i obezwładnienia przez dwójkę nastolatków?
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości