[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 6) Opowieść Dracona

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 6) Opowieść Dracona

Post#1 » 1 year temu (25 kwie 2017, o 22:41)

Nawet nie zauważyła, kiedy wyszedł. Zamrugała trzy razy i zobaczyła go. Siedział z jej lewej strony, tuż przy głowie. Uśmiechał się. Teraz już wiedziała. To on miał rację. Przegrała. Była słaba, bezbronna i musiała go wysłuchać.
- Nie byłaś dla mnie miła. Nie poprosiłaś, ale i tak zrobię ci tę przyjemność. Od czego by tu zacząć? – W głosie Draco usłyszała coś w rodzaju figlarności. – Masz jakiś pomysł?
Przerwał na chwilę i spojrzał jej w oczy. Następnie zaśmiał się. Nie mogła odpowiedzieć.
- No tak, oczywiście że nie masz – zdecydował. - Szlamy nie miewają pomysłów.
Powiedział to. Zastanawiała się, kiedy te słowa padną z jego ust. Już zwątpiła, że to usłyszy, ale jednak ją zaskoczył.
- Zwłaszcza ty – mówił dalej. – No ale ja nie o tym. Chodziło o Pottera, pamiętasz? O to, że nigdy nie żył. No…tak jakby.
Hermiona nie mogła się powstrzymać. Nie wyzwała Malfoya, ale zdołała zapytać.
- Jak to?
- Lord Voldemort go zabił, ale coś się stało i zniknął. Tego samego dnia, kiedy wszyscy myśleli, że Potter stał się Chłopcem, Który Przeżył. I wszystko byłoby fajnie, ale z tego powodu cierpiałem przez wiele lat. Tuż przed odejściem dusza Pottera wytworzyła iluzję, która jest utrzymywana aż do dziś. Potter dorastał w domu wujostwa niekochany przez nich, nieświadomych, że przez pierwszych dziesięć lat wychowują mnie. Od dnia śmierci tego sukinsyna moja dusza żyła w iluzji powłoki Pottera, a moi rodzice wychowywali iluzję mojej osoby. Sztuczną powłokę bez duszy. Po raz pierwszy spotkałem iluzję siebie samego w sklepie Madame Malkin, gdzie rozpocząłem z nim rozmowę. Wtedy wyczułem swoją duszę z bliska. Następnym razem widzieliśmy się w pociągu do Hogwartu. Do Gryffindoru Tiara przydziału wysłała jego iluzję. Ta iluzja była tak przekonująca, że wszelka dotykowa styczność z nią nie pozwalała wątpić, iż ma się do czynienia z żywą osobą. To iluzja wielokrotnie pakowała się w kłopoty, sama i razem z tobą i tym głupim zdrajcą krwi. I istnieje do dziś. Nienawidzę jej, ale nie dlatego, iż tuż przed śmiercią jej prawdziwa cielesna forma ochraniana przez rzekomą miłość matki pokonała Voldemorta, lecz dlatego, że przez dziesięć lat mojego życia ci głupi mugole mnie wychowywali. Wracałem do nich w każde wakacje, a do mojego domu rodzinnego wędrowało wówczas wyobrażenie mojej osoby. I tak było aż do końca Bitwy o Hogwart. Gdy Voldemort popełnił samobójstwo jak idiota mierząc w lustro, dusza wróciła do mojego ciała, a moja zewnętrzna powłoka przestała być iluzją. Stałem się znowu prawdziwym Draconem Malfoyem. Człowiekiem z krwi i kości, czarodziejem czystej krwi. Dzięki wieloletniemu przebywaniu w iluzji Harry’ego Pottera nauczyłem się więcej niż mógłbym jako prawdziwy ja. Ja jestem teraz prawdziwy, a gdzieś tam w Londynie czy gdziekolwiek indziej włóczy się iluzja Pottera. Biedna Cho, nie ma pojęcia, że poślubiła kogoś, kto nie istnieje i że każdej nocy jedynie wydaje jej się, że jest blisko z mężem, a jej ciąża jest urojona. Roztyła się i tyle. Iluzja, iluzja, iluzja. A w tym przypadku dość oryginalna czarna magia. Dziś nawet mnie to bawi.
Spojrzał na nią uważnie. Łez w oczach było jeszcze więcej niż wcześniej. Osiągnął swój cel. Powiedział jej prawdę, a teraz, gdy już ją znała, nie było dla niej ratunku. Ona zaś wiedziała, że jej nie okłamał, zwierzył się jej ze swojej największej tajemnicy, zdejmując z siebie największy ciężar, jednocześnie obarczając nim ją. Przy okazji, mówiąc o jej mężu i przyjaciołach, był tak brutalny nie tylko w doborze słów, że była pewna, iż wiążąc ją właściwie uratował jej życie. Gdyby miała wolne ręce, to spróbowałaby się podnieść, wzięłaby z jego kieszeni różdżkę i kładąc ją sobie na gardle wypowiedziała trzecie z niewybaczalnych zaklęć. Jak tchórz odeszłaby z tego świata. Jego by nie tknęła, odeszłaby z tego świata na własnych warunkach. Tak właśnie by było. Ten śmieć już wygrał. Śmieć, drań! Wcale mu nie współczuła. Zwłaszcza że o tym, co go spotkało mówił z takim opanowaniem. Minęły trzy lata od Bitwy o Hogwart, jego dusza zdążyła się już zadomowić z powrotem w jego własnym ciele. Teraz, gdy usłyszała całą jego historię, odechciało jej się żyć. Wygrał. Teraz była już tego pewna.
- Nie złamię twojej różdżki – przerwał jej rozmyślania. – Będziesz żyć z wiedzą, że ją mam i nie będziesz mogła nic zrobić. Gdy wydobrzejesz, nic nie wskórasz. Wymyśliłem specjalne zaklęcie, którym wymazałem wszystkim, którzy cię widzieli lub choćby o tobie słyszeli, pamięć o tobie. W szpitalu, w którym przyszłaś na świat, nie ma śladu po twoich narodzinach. I pomyśleć, że twoja matka rodziła cię ponad trzy doby - tu ujrzał kolejne zdziwienie w jej oczach – tak, wiem o tobie wszystko. Odkąd przyjęli cię do Hogwartu, zacząłem badać całe twoje żałosne życie, całą twoją przeszłość. I znałem przyszłość, dzięki pomocy profesor Trelawney. Pomagała mi, sama o tym nie wiedząc. Już wcześniej wiedziałem o jej manii prześladowczej i nerwicy, która sprawiała, że straszyła wszystkich uczniów na pierwszych zajęciach z Wróżbiarstwa i sobie tylko znanym sposobem wykorzystałem ją.
Z tymi słowami położył na łóżku, na poziomie jej pasa, jej własną różdżkę.
- Będzie tu leżała – oznajmił. – A ty nic nie zrobisz. – Jedyne, co ci pozostaje, to patrzeć na nią i płakać. Od początku wiedziałem, że będziesz chciała poznać prawdę. Poznałaś ją i ponosisz tego konsekwencje.
Zamilkł na kilka sekund i odezwał się znowu.
- A może sprowadzę tutaj iluzję Pottera? Co ty na to? Chciałabyś z nim porozmawiać? Nie odpowiadaj. Wiem, że tak.
Wstał i odwrócił się, a następnie dziarskim krokiem wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi i śmiejąc się w duchu. Był wolny, a ona cierpiała. Czas pójść się napić czegoś mocniejszego. Zaprosi Crabbe’a oraz Zabiniego i będą chlali na umór. Nie powie im jednak o tej szlamie Granger. Zachowa ją tutaj dla siebie. Przyjdzie czas, kiedy sama mu się odda. Z rozpaczy pójdzie w jego ramiona. Nie od razu po tym, ak się wykuruje, ale zrobi to.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość