Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 7) Wyparcie

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 7) Wyparcie

Post#1 » 27 kwie 2017, o 10:55

To nie było możliwe. Harry był jej najlepszym przyjacielem. Znali się dziesięć lat. To był Chłopiec, Który Przeżył, Wybraniec, to on pokonał Lorda Voldemorta. Doskonale pamiętała tamtą chwilę w Hogwarcie, ponad trzy lata temu. Powiedział do niego „Tomie Riddle”, a Voldemort odpowiedział „Jak śmiesz?”. Wkrótce potem Voldemort rzucił niewybaczalne zaklęcie, ale nieopatrznie wycelował w lustro i oberwał rykoszetem. Harry – ostatni Horkruks, przeżył, choć według słów Dumbledore’a miał zginąć, aby zginął Voldemort, przez śmiercożerców nazywany Czarnym Panem. Tyle się wówczas wydarzyło. Mnóstwo działo się przez tamtych siedem lat, odkąd się poznali. Przez następne trzy działo się mniej, ale większość jej przyjaciół ułożyła już sobie życie, Dean Thomas i Parvati Patil mieli już nawet dziecko. Tymczasem ona miała męża. Męża, który ją zdradził. Z tą głupią Hanną Abbott, frajerką z Hufflepuffu.
Z Harry’m widywała się bardzo często. Ułożył sobie życie z Cho Chang, która obecnie była w szóstym miesiącu ciąży. Z Ronem widywała się rzadziej, ze względu na niechęć do jego drugiej połówki, Fay Dunbar, która też pewnie nie była wierną osobą. Nie mieli jeszcze dzieci.
Pomyśleć, że Harry mógł zostać Ślizgonem. Tak się bał, kiedy profesor McGonagall włożyła mu na głowę Tiarę Przydziału. Widziała to. Wszyscy obecni w Wielkiej Sali to widzieli. Spotkała go już w pociągu. I już wtedy z nim rozmawiała. Początkowo w szkole nie dogadywała się z nim i z Ronem, ale sytuacja uległa zmianie, gdy uratowali ją przed śmiercią z rąk górskiego trolla, przy okazji zdobywając dwadzieścia punktów dla Gryffindoru. Pamiętała, co spotykało ich pod sam koniec każdego roku. Ich rozmowy w pociągach w jedną i drugą stronę, kłótnie, wspólne spiski w dobrej wierze, jak się wspólnie pocieszali i to, jak widziała się z Harrym po raz ostatni. Był z nią. Czuła jego dotyk, gdy ją obejmował, gdy mówił do niej słowa pociechy. Był w pełni materialny. Zawsze. Ratowali sobie wielokrotnie nawzajem życie. Pomoc przy ucieczce, stawanie w obliczu zła, wspólnych wrogów i tak dalej – nie obywało się wówczas bez objęcia, chwycenia za ramię. Odwiedzała go w szkolnym szpitalu na pierwszym i drugim roku. A on wraz z Ronem wiele razy odwiedzili ją na drugim. Najpierw, gdy przez wypadek z eliksirem wielosokowym cierpiała na skotowacenie, a potem, gdy została spetryfikowana. Tyle razy wspólnie z Ronem Harry jej pomógł. Pod koniec roku i wcześniej. Ta jego materialność, taka bliskość. To nie mogła być iluzja tworzona rzekomo przez ostatnie siły jego duszy. Ten bezczelny Ślizgon ją okłamał i tyle. Może opanował oklumencję i legilimencję, niech blokuje swoje myśli i czyta jej własne. Proszę bardzo. Myślał, że się poddała. Nic z tych rzeczy. Jest słaba, leży podłączona do kroplówki. Ale on nie wygra. Niech sobie nie myśli, że jego bajeczkę o nieistniejącym Harrym przyjęła do wiadomości.
Ale jeszcze przed chwilą czuła, że mówił prawdę. Tak było, kiedy znajdował się jeszcze w tym pomieszczeniu. To on miał coś w sobie. Co prawda stanął po właściwej stronie w Bitwie o Hogwart, ale nie zmienił się ani na jotę. Już zawsze pozostanie taki sam. Nie jest już śmierciożercą i o ile wiedziała, nikogo od tamtej pory nie zabił, jednakże zło pozostanie w nim już na zawsze. A opowieść o mieszkaniu w domu Dursleyów nie trzymała się kupy. Na pewno nie było czegoś takiego, jak iluzja, która za sprawą siły umierającej duszy przez ponad siedemnaście lat władała ludzkim życiem. Malfoy był po prostu chory psychicznie. Harry istniał. Nie umarł. Żył. Uratowała go matczyna miłość. Największy ze złych czarodziejów nie dał rady go zabić. Harry Potter uczęszczał do Hogwartu i został Aurorem, tak jak chciał. Od ponad roku pełnił to chlubne stanowisko w Ministerstwie Magii i ona też. Widywała go tam, gdy tylko Wizengamot się zbierał, a na korytarzu często się mijali, zatrzymując na kilka minut by porozmawiać na różne tematy. I odwiedzali się wzajemnie.
Widywali się. On mówił, ona mu odpowiadała. Ona mówiła, on odpowiadał jej. Tak to wyglądało. Nie mogło być inaczej. Twierdzenie, że Harry nie istniał było po prostu śmieszne. Ta wstrętna żmija może jej mówić cokolwiek, ale w życiu mu nie uwierzy. Niech nie liczy na to. Jak tylko wydobrzeje, pochwyci swoją różdżkę, rzuci Petrificus totalus i przedsięweźmie następne kroki. Ale na razie musi wypocząć. Prześpi się, wypocznie i za jakiś czas ułoży szczegółowy plan działania.
- Nie uda ci się, nie ma mowy – usłyszała. Zamrugała i spojrzała uważniej. U stóp łóżka stał jej oprawca. – A wiesz dlaczego?
Hermiona nie miała jednak nawet siły poruszyć głową, choć domyślała się, co zaraz nastąpi. Jej podejrzenia sprawdziły się. Malfoy wyjął z kieszeni jej różdżkę i przełamał ją równo na pół, po czym rzucił w kąt.
- Widzisz? – pokazał dłonią resztki tego co zostało z jej różdżki – Nic nie zdziałasz. – Nawet jeśli zostawiłbym to tutaj, a tobie udałoby się ją skleić tak jak temu zdrajcy krwi na drugim roku, to byłaby jeszcze mniej przydatna niż jego ustrojstwo, bo umiem łamać różdżki lepiej niż urzędnicy ministerstwa. Pożegnaj się z szansą na wolność.
Nagle Gryfonce przyszło do głowy, żeby o coś zapytać, ale była jeszcze za słaba. Jak Malfoy mógł wyjaśnić to, że Harry zasiadł przez Wizengamotem oskarżony o użycie zaklęcia Patronusa w obecności mugola? Czy wtedy też rzekomo był iluzją?
- Zgadza się – odpowiedział. – Wtedy też. – W zasadzie to, w jaki sposób potoczyły się jego przygody ze szkołą magii i czarodziejstwa jest bez znaczenia. Liczy się to, że przez cały ten czas nie żył, choć iluzja miała moc.
Nie, to nieprawda, Harry żyje! Istnieje! Jest moim najlepszym przyjacielem i już.
- Wypieranie nie ma sensu – odezwał się znów Ślizgon. – Szkodzisz sobie nie tylko mówiąc, ale i myśląc za dużo. – Przyjmij prawdę do wiadomości, tak będzie dla ciebie najlepiej. Ale największą głupotą z twojej strony jest sentyment do tej plugawej iluzji, którą przez całe lata brałaś za rzeczywistość.
On naprawdę przeginał. W głębi cała się gotowała, chciała zrobić cokolwiek, nie pozwolić, aby ją dłużej tak traktował. Nie zaprzeczy jej znajomości i przyjaźni z Harrym. Za dużo się wydarzyło, żeby teraz przyjmować na wiarę to, co słyszała z rąk tego cholernego idioty. Co on wie? Co sobie wyobraża? Za kogo w ogóle się w ogóle uważa, żeby ją więzić i chcieć sprzedać taką głupią historyjkę?
-To nie jest bzdura – usta Malfoya poruszały się we wrednym uśmiechu. – Zapytaj kogo chcesz? Mogę zadzwonić z telefonu stacjonarnego. Wszystko po mugolsku. A może powinienem raczej powiedzieć: po szlamowatemu.
Dalej musiała znosić wszystkie wyzwiska. Postanowiła jednak się wyłączyć. Pomyśleć o czymś innym. Czymś przyjemniejszym. Emocjonalnie uciec daleko stąd. I nigdy tu nie wrócić. Przynajmniej w ten sposób, bo już wiedziała, że zostanie tu na zawsze, chyba że jakimś cudem ją wypuści. Na to jednak nie miała co liczyć.
- Mam zadzwonić? A może wysłać list mugolską pocztą? – zapytał. – Taka możliwość też istnieje. Zastanów się. Ale przecież i tak już wiesz, że nie kłamię. Potter nie istnieje i musisz się z tym pogodzisz. A pogodzisz się prędzej czy później, to pewne jak śmierć Czarnego Pana.
Powiedział to. Nazwał największego magicznego zbrodniarza wszechczasów mianem używanym przez śmierciożerców. Ale to niczego nie dowodziło. To nadal same bzdury, głupie próby zastraszenia. Poza tym on i tak nigdzie nie zadzwoni. Nie zdradzi, że ją porwał. Jest zły, ale nie jest głupi. I jeszcze nazywa jej myśli wypieraniem, jakby znał się na psychologii. W tej kwestii tylko się ośmiesza. Wciąż próbuje ją złamać. Nie da mu tej satysfakcji. Niech gada zdrów i próbuje do woli. Może ją tu trzymać do śmierci, ale nie da jej rady. Nie wygra, choćby ją zabił. Mówił, że nie zamierza jej zabijać, ale nie wykluczone, że kłamał. Tak jak kłamał o Harrym. To wszystko jedno wielkie kłamstwo. O tym, w jaki sposób Neville ją zdradził, też. Jej mąż był zbyt wielkim tchórzem, by posunąć się tak daleko.
-T ak, wypieraj dalej! – nienawidziła tego głosu. Nienawidziła od dziesięciu lat. – Złamałem już nie jedną i złamię też ciebie. I żadnej nie żałuje.
- Ale żałujesz… – wydusiła i znów zaniosła się kaszlem.
- Ojej, szlama się odezwała – patrzył na nią bezczelnie. – Tak, żałuję, że nie zabiłem tego dziada Dumbledore’a. I już nic nie mów, bo zaczniesz mi tu odpływać. Przecież żadne z nas tego nie chce. I skończ z wypieraniem, wtedy może szybciej wydobrzejesz. Zrelaksuj się, spróbuj zasnąć. Nie będę tu wchodził.
Odwrócił się i doszedł do drzwi. Otworzył je, ale obrócił się jeszcze i powiedział:
- Może powinienem życzyć ci wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, ale na po nie licz, szlamo. – To mówiąc trzasnął drzwiami.
Dzisiaj są jej urodziny! Czyli jest tu już od czterech tygodni. I co najmniej od dwóch podłączona do kroplówki. Przez to wszystko straciła rachubę czasu. Nie, to się nie dzieje. Na pewno już jej szukają. A mając odpowiednie metody, powinni ją niedługo znaleźć. Chyba że Malfoy nałożył na to miejsce jakieś specjalne zaklęcia. Musiała się liczyć i z taką możliwością.
Nie poddawaj się Hermiono – myślała. - Nie jesteś słaba. Jesteś silna i sprytna. Gdy tylko poczujesz się lepiej, uciekniesz z tego pokoju, a potem zajmiesz się tym draniem. Bez różdżki, ale zrobisz to. Załatwisz ten śmierciożerczy pomiot, a potem stąd uciekniesz.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość