[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 8) Iluzja?

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 8) Iluzja?

Post#1 » 4 maja 2017, o 19:11

Ciągle w jej głowie brzmiało słowo „Iluzja”. I niestety, to się nie zgadzało do końca. A może na szczęście. W końcu wszystko zależy od punktu widzenia. Kolejnym dowodem na to, że Harry istnieje była ciąża Cho. Była ona już bardzo widoczna, nie mogła być iluzją. Poza tym Harry nawet pokazał jej nawet rentgen i widziała płód. To stanowiło naukowy dowód przynajmniej na prawdziwość życia, jakie w sobie nosiła, a przecież nie wzięło się znikąd. Jedyną możliwością, dla której całość nie stanowiłaby prawdy mogła być zdrada, ale Cho nie była typem osób niewiernych. Jeśli szukać osób, które zawsze i pod każdym względem były przy kimś, na kim im zależało, to z pewnością należała właśnie do nich. Harry nie wspominał o jakielkolwiek kłótni, a przecież zwierzał jej się ze wszystkiego. Tyle jej mówił. I tyle dla niej robił. Tak wiele razy w dzieciństwie i później musieli polegać na sobie, że brak materialnego istnienia któregokolwiek z nich był po prostu niemożliwy. Jeśli coś było iluzją, to tylko wmawianie sobie przez Malfoya, że zdoła ją przekonać, że uda mu się ją złamać.
- Cho jest wierną żoną! – niemal wykrzyknęłaa.
- Nie możesz mieć pewności – usłyszała. Znowu stał u stóp jej łóżka. Znowu tam był i uśmiechał się, spokojnie i złowieszczo zarazem. – Za to ja nie należę do tych, którzy kłamią. Już nie.
- Zabij mnie! – tym razem krzyknęła.
- Słucham?
- Nie uwierzę ci, więc możesz mnie zabić.
- A co by mi to dało?
- Powiedziałeś mi co chciałeś – przypomniała mu. – Nie jestem ci już potrzebna.
- A kto powiedział, że nie jesteś? – Tego nie mogła wiedzieć. Nawet o tym nie pomyślała.
-Tak sobie myślałem – kontynuował - o iluzji. Mogę pokazać ci coś, co nie jest iluzją. Myślę, że to dobry pomysł.
Mówiąc to, pocierał przez chwilę dłoń o dłoń, a następnie zbliżył każdą z osobna do głowy Gryfonki. W połowie drogi zatrzymał jednak ręce. Wciąż się uśmiechał. To było nie do zniesienia, ale nie zamierzała nic mówić. Niech ją sobie dotyka, jeśli chce. Niech sobie ulży. Tchórzliwy, zły i zboczony zarazem. Zachowanie pożałowania godne, ale nie w jego przypadku. Za dobrze go już znała. Wydarzenia z Bitwy o Hogwart niczego go nie nauczyły. Wstrętny arystokrata zawsze pozostanie na wierzchu. I nawet nie zamierza się z tym kryć. Świadomość tego i zrozumienie w jakiej sytuacji się znalazła, dawało jej siłę. I w tej właśnie chwili zupełnie zapomniała jak i po co się tutaj znalazła, widziała tylko jego dłonie, zbliżające się do jej głowy. Gdy już prawie dotarły do celu, znowu się zatrzymały. A ich właścicielowi uśmiech z ust nie zszedł ani na chwilę. Stał tak pochylony, bezczelny, chcący dopiąć swego.
- Uważasz, że to też jest iluzja? – powiedział nagle. – Czy moje dłonie mają dojść do końca swojej wędrówki, żebyś się przekonała? A może wierzysz mi już teraz?
- Rób co chcesz! – odparowała. – Mam to gdzieś!
- A niech to, szlama robi się nerwowa – w głosie Malfoya nie dało się odczuć większych emocji, choć mogła usłyszeć lekką kpinę zmieszaną z nutką irytacji. Jego wyraz twarzy wciąż był taki sam. – Nie bój się.
- Myślisz, że się boje, diabelski pomiocie?! – wrzasnęła.
- No proszę, nie spodziewałem się usłyszeć od ciebie takiego komplementu – trudno było uwierzyć, ale mówił to zupełnie poważnie. – Zresztą genialnie to ujęłaś. W końcu imię mojego ojca oznacza diabła, prawda? Tak, jestem diabelskim pomiotem, Antychrystem. Na mnie i na mojego ojca nie ma mocnych na tej ziemi.
-Bredzisz! – te słowa niemal wypluła. Nie dość, że uczynił wiele zła, to jeszcze chełpi się plotąc trzy po trzy. Wykorzystuje jej słowa, aby się z nią drażnić. Zaczynała myśleć, czy nawet Voldemort nie był mniej zły i lepiej wychowany, niż Malfoy. – Nic nie zdziałasz takimi tekstami.
- A tak zdziałam? – jednocześnie dotknął dłońmi jej włosów. – Czy to według ciebie jest iluzja?
- Wypchaj się z tą twoją iluzją! – Wezbrała w niej nowa siła. Nie była w stanie się poruszyć, ale czuła się już nie taka słaba, jak od chwili, gdy ją uwięził. – Czegokolwiek nie zrobisz, nigdy ci nie uwierzę, zboku jeden!
- Czyżby? – zakpił i pociągnął ją za włosy. – Jak ci się podoba taka iluzja? A może to jednak nie iluzja, jak sądzisz?
- Jesteś żałosny – powiedziała spokojnie. – I zawsze będziesz.
Nawet nie zauważyła, kiedy jej oprawca zabrał ręce. Znów stał wyprostowany u stóp łóżka. I wciąż się uśmiechał. Jej słowa w ogóle nie docierały do jego uszu. Albo po prostu je lekceważył. Jedno musiała mu przyznać – był nieprzewidywalny. Nie wiedziała, jaki będzie jego kolejny krok, ale miała nadzieję, że nie taki, jaki byłby oczywisty w naturalnym porządku takiego postępowania. Zresztą, co z tego, że ją dotknął. To nie była iluzja, nie znaczyło to jednak, że Harry również był iluzją. Jeśli Draconowi zależało na przekonaniu jej, to słabo się starał, choć i tak powoli zaczynała wątpić. I nic nie mogła na to poradzić.
- Myśl co chcesz – spokój w jego głosie był przerażający, ale nie dawała za wygraną i nie pokazała, że się boi. – Ale musisz oswoić się z prawdą. I oswoisz się, prędzej niż myślisz.
- Możesz sobie pomarzyć! – odkrzyknęła. Chciała go opluć, ale na tą chwilę zupełnie zapomniała, że nie może się ruszyć i ślina skapnęła jej z powrotem na twarz.
- I kto tu jest żałosny? – zapytał, biorąc się pod boki. – Przez swoja zaciętość upokarzasz sama siebie.
Miał rację. Nie panowała już nad sobą, nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi. To na pewno nie była iluzja. I to, co mówił na temat Harry’ego, mogło być prawdą. Jeśli było, to tego nie zniesie. W takim razie winna mu była wdzięczność, a to było nie do przyjęcia. Mało tego, on odczytywał jej myśli. Także w tej chwili. Stał tu i wsłuchiwał się w każdą najmniejszą zgłoskę wytwarzaną przez jej umysł. Znał każde pomyślane słowo. Póki przebywa z nią w tym samym pokoju, nie powinna myśleć nad planem ucieczki. Cholera! Tamto zdanie też słyszał. I wciąż się uśmiechał. Jak na razie niczego nie komentował. Tylko patrzył, a wyraz jego twarzy nie kurczył się ani nie poszerzał nawet o milimetr. A żeby go tak uderzyć z całej siły i wybić wszystkie zęby. Po mugolsku, tak jak mówił. Po to, by bardziej bolało.
-Masz ochotę na jeszcze coś, co nie jest iluzją? – powiedział to tak nagle, że serce zaczęło jej bić znacznie szybciej. Może była o krok od zawału.
- Ach, wy mugole – skomentował. – Zawsze podejrzewacie najgorsze. Nie żebyście nigdy nie mieli racji. Naprawdę się boisz, nie zaprzeczaj.
- Nie boje się! – wrzasnęła.
- Teraz ty kłamiesz – stwierdził Ślizgon. – To już nie pożałowania godne, tylko śmieszne. Im krócej będziesz się bronić, tym lepiej dla ciebie. I przestań się wydzierać, zanim znowu osłabniesz. Patrzysz mi w oczy? To dobrze. To patrz i powiedz wyraźnie: Wierzę we wszystko, co powiedział mi pan o Harrym Potterze, Panie Malfoy.
- Nigdy!
- Niegrzeczna szlama, tylko sobie szkodzi – teraz Hermiona nie mogła już tego znieść. Odwróciła głowę w lewo i zamknęła oczy. Ślizgon jednak nie ustępował.
- Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię.
Nie wytrzymała. Powoli odwróciła głowę i spojrzała mu prosto w oczy, nic jednak nie powiedział. Zapadła pełna napięcia cisza, której żadne z nich nie chciało przerwać. W końcu jednak przemówiła Hermiona.
- Czego ode mnie chcesz?
- Przecież już mówiłem, idiotko – ciekawe, nagle nazwał ją po prosu idiotką. – Chcę, abyś grzecznie przyznała, że zrozumiałaś prawdę. Jak mówią, prawda cię wyzwoli.
-Teraz ty jesteś śmieszny – odparowała. – Więzisz mnie, traktujesz jak zboczeniec i jeszcze masz czelność mówić, że prawda mnie wyzwoli?
- A co innego mogłoby tego dokonać? – właściwie miał rację. Jeśli tu pozostanie, a tak najpewniej będzie, nie miało to większego znaczenia.
- Nie licz na to – wciąż się broniła. Mimo wszystko nie chciała pozwolić, żeby wygrał. Jest silna i nawet jeśli mówi prawdę, to nie zmusi jej, by wymówiła zdanie, którego od niej zażądał. On zaś zrozumiał, że przynajmniej w tej chwili nie usłyszy od niej tego, co chce. Niespodziewanie wyciągnął różdżkę i powiedział: Nox.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości