Z daleka (tom 1, rozdział 6)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 6)

Post#1 » 5 maja 2017, o 12:20

- Kurwa mać! – te słowa powtarzał sobie raz za razem, rozkuwając się po omacku. – Kurwa mać! To poniżenie. Tak go zaskoczyli. Ten chłopak był strasznie szybki. Miecz, tak, to był na pewno miecz, który ten chłopak przystawił mu do gardła, pojawił się znikąd. Przedtem patrzył uważnie na całą ich czwórkę i nie widział tego miecza. Dziewczyna swój łuk też wyciągnęła znikąd. Jakby stosując magiczną sztuczkę, tak to właśnie wyglądało. Nie, to niemożliwe. Nonsens.
Rozmasował nadgarstki, a następnie podszedł po magazynek i pistolet. Włożył magazynek do pistoletu, a pistolet do kabury.
Zabrali mój samochód, do jasnej cholery! Mogli zostawić go gdziekolwiek.
Ruszył powolnym krokiem w stronę, w którą odjechały tajemnicze dzieciaki. Był wściekły, na siebie i na nie. Nie rozumiał, co tu jest grane. Prawdopodobnie odjechały spory kawał i porzuciły samochód. Kryją się w tym lesie. Jeśli uda mu się wyjść cało z kłopotów, w jakie właśnie się wpakował, będzie musiał zorganizować grupę poszukiwawczą. Drugą kwestią pozostanie brak łączności przez pewien czas. Na niekorzyść może zadziałać również jego krótka rozmowa z Mariuszem. Pytań z rodzaju: gdzie byłeś przez tyle czasu? albo Czemu tak długo nie było z tobą kontaktu? niestety uniknąć się nie da. Będzie musiał im wcisnąć na poczekaniu jakąś historyjkę, która na pewno nie okaże się zbyt wiarygodna.
Bardzo zaskoczył go widok jego samochodu zaledwie sto metrów od stacji benzynowej. Stał porzucony przy drodze. Nie było ani dzieciaków, ani zwierząt. Ile stracił? Na oko jakieś pięć minut. Wsiadł i zawrócił na stację benzynową, po czym zawiadomił kogo trzeba o kolejnym morderstwie.
Ani słowa o dzieciakach. Na razie.

Jeleń był przepyszny. Jedli ze smakiem, czuli się lepiej. Tak jakby. Pozostała jednak kwestia picia, a dwa najbliższe miejsca, gdzie można było ją zdobyć, były stacje benzynowe, na których dokonano morderstw. No i ta ostatnia kwestia. Chcieli zapobiec morderstwu, a popadli w konflikt z prawem, omal nie zabili policjanta prowadzącego śledztwo, ubezwłasnowolnili i poniżyli, a na koniec jeszcze ukradli jego własność. Na dodatek wszystko ich bolało. Jazda wozem bez koni też nie należała do przyjemnych wrażeń, o ile jakiekolwiek z tych, które doznali w tym świecie można było takimi nazwać. Wszak w ogóle nie chcieli się tu znaleźć. Coś ich tu zabrało i odkąd tylko ich tu ten dziwny tunel czasoprzestrzenny, czy cokolwiek to było, przeniosło, tęsknili za swoim światem. Bez niczyjej pomocy mogli sobie poradzić jedynie polując lub kradnąc.
Woda. Wciąż chciało im się pić. Nie mieli jednak żadnego płynu. Woda, mleko, cokolwiek z tego, co było im znane w ich świecie, tu nie było dla nich do zdobycia w sposób legalny. Trzy dni bez wody.
- Cholera, chce mi się pić! – wrzasnął chłopak, połykając ostatni kawałek jelenia.
- Potrzebujecie pomocy? – usłyszeli za sobą głos. Z pewnością należał do osoby dorosłej. Odwrócili się jednocześnie. Wyciągnęli broń.
Przed nimi stał chłopak trochę od nich starszy. Był to szczupły, trochę od nich wyższy blondyn o podłużnej twarzy i dobrze zbudowanym ciele. Widok broni w rękach tej dwójki zaskoczył go. Nie przestraszył się, raczej zaniepokoił. Nie potrafił jednak się ruszyć.
- Kim jesteś? – Spytała dziewczyna.
- Nazywam się Marcin. – Odpowiedział. –Dla przyjaciół Sarge.
- Marcin? – zdziwił się chłopak. - Co to za dziwne imię?
Przez chwilę Marcin nie wiedział co powiedzieć, ale zdecydował się wyrazić najprościej.
- Polskie.
- Co znaczy: Polskie? – dopytywał się chłopak.
- To wy nie wiecie – pomyślał Marcin na głos.
- Czego nie wiemy? – w głosie dziewczyny dało się wyczuć niecierpliwość.
- Nie wiecie gdzie jesteście – uściślił chłopak.
- W innym świecie – wypalił chłopak. Dziewczyna nie skomentowała tego. Miała ochotę mu przyłożyć, ale nie chciała ryzykować.
Sarge zdawał się wcale nie zauważać Suwadana i Ruwrizy. Patrzył na chłopaka i dziewczynę, jednak choć wilk stał u boku nastolatka, a Ruwziza siedziała na ramieniu dziewczyny, w ogóle ich nie dostrzegał.
- No cóż… - tu Sarge zawiesił głos. – Szczerze to po prostu wyglądacie na takich, co nie radzą sobie w nieznanym otoczeniu. Wierzę, że jesteście z innego świata, o czym świadczą choćby u waszego boku obecność wilka i orła. A może to samica orła, nie wiem. W każdym razie przyjaźnicie się z nimi, skoro jeszcze mnie nie zaatakowały. No i wyglądacie na tak samo zaskoczonych, jak ja.
- Mówiłeś o czymś polskim – przypomniała mu dziewczyna.
- Tak. Kraj, w którym się znajdujemy nazywa się Polska – uściślił Sarge. - A jak nazywa się wasz kraj?
- To nieistotne – odparował chłopak.
- W porządku, rozumiem. – Sarge wyciągnął rękę w uspokajającym geście. – Nie musicie mówić. Ale z tego co usłyszałem, brakuje wam wody. Nie martwcie się, coś wam przyniosę.
- Jeśli nas wydasz… - zaczęła dziewczyna, jednak Sarge jej przerwał.
- Spokojnie, nic z tych rzeczy. Wyglądacie na porządnych ludzi, a na ludziach się znam. Możecie liczyć na moją dyskrecję. Do zobaczenia.
Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i odszedł. Chłopak i dziewczyna stali bez słowa, niepewni tego, co może przynieść rozmowa z nieznajomym. Gdy się oddalił na dostateczną odległość, schowali broń. Ciszę przerwała dziewczyna.
- Nie podoba mi się to. Powinniśmy natychmiast przenieść się gdzie indziej.
- On jest naszą jedyną szansą na przeżycie – zaoponował chłopak. – I nie wygląda na takiego, co mógłby komuś powiedzieć.
- A skąd wiesz? – Tym razem dziewczyna poczuła, że jej przyjaciel zaczyna tracić rozsądek.
- Po prostu wiem – odrzekł chłopak. – Czy kiedykolwiek się myliłem? Poza tym nie chcę kraść. Ty zresztą też nie, prawda?
- Tak czy inaczej wygląda na to, że wiemy o tym świecie jeszcze mniej niż przypuszczaliśmy.
Chłopak opadł sztywno na pień leżący przy dogasającym ognisku, a dziewczyna usiadła na ziemi, dwa metry dalej, po drugiej stronie. Niepewność – to słowo było teraz najbardziej odpowiednie. Nie wiedzieli, co czeka ich, ale musieli ryzykować, zwłaszcza że nie mieli dokąd iść. Kolejną kwestią było, czy i kiedy tajemniczy osobnik wróci.

Sznycki patrzył na Trońskiego, ale nie musiał nic mówić. Dobrze wiedział, a Troński wiedział, że Sznycki wie. Siedzieli w kawiarni naprzeciwko komisariatu i popijali kawę z ciastkiem. Sytuacja była bardzo niezręczna, wręcz bez wyjścia. Pytanie, jakie zadawał sobie śledczy, brzmiało: jak długo będzie mnie krył? Od tego przecież zależało powodzenie śledztwa. W całym mieście nie było policjanta, który nadawał się do tej roboty lepiej niż on, a jeśli zostanie odsunięty od sprawy, nie tylko poniesie konsekwencje. Bez niego jeszcze trudniej będzie ująć tego psychopatę. Póki patolog go nie wydał, musi działać. Jak najszybciej i tylko korzystając z najściślejszych znajomości złapać te dzieciaki razem ze zwierzętami. Tylko więżąc zwierzęta i fortelem pozbawiając je broni zmusi je do współpracy.
- Musisz dać mi czas – nie wytrzymał. – Te kobiety giną jedna za drugą i potrzebuję tej dwójki.
- Każdy z nas coś ryzykuje. – Odpowiedź Mariusza była na wpół tajemnicza.
- Normalnie poprosiłbym o tydzień – kontynuował Sławomir, jakby nie zwracając uwagi na słowa przyjaciela. – Ale przez ten czas za dużo może się wydarzyć. Wystarczą mi trzy doby. Masz moje słowo, że przez ten czas ujmę te dzieciaki i ich zwierzęta.
Przyłapał się na tym, że mówi do patologa prawie jak do szefa. Chciał prosić go o przysługę, a tymczasem w jego głosie dało się słyszeć niemal służalczy ton. Odniósł przy tym wrażenie, że nie podobało się to żadnemu z nich i nie mylił się.
- Mogę dać ci tyle, ale przekonaj mnie, dlaczego nie miałbym ci dać mniej czasu – usłyszał w odpowiedzi.
- Czy nie wyraziłem się dość jasno, stary? – Zdziwił się policjant.
- Dobra, niech ci będzie – zgodził się patolog. Ale pamiętaj, jeśli schrzanisz, nie mieszaj mnie do tego.
- Zgoda.

Minęło dziesięć godzin, a Sarge nie wracał. Chłopak i dziewczyna zaczęli wątpić, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczą. Dziewczyna już miała zacząć prawić przyjacielowi kazanie, gdy usłyszeli kroki wśród drzew. Odruchowo wyjęli broń. Po chwili rozpoznali zbliżającą sylwetkę. Marcin wracał. W prawej ręce niósł duże naczynie o dziwnym kształcie i strukturze. Podszedł do nich, postawił je na ziemi i powiedział:
- Przyniosłem wam wodę – oznajmił.
Schowali broń.
- Dziękujemy – powiedział chłopak. – Ale w czym ją właściwie przyniosłeś?
Sarge zrobił zdziwioną minę.
- W butelce.
- To jest butelka? – nie mogła uwierzyć dziewczyna.
- Tak, ale nie szklana, tylko plastikowa – wyjaśnił Sarge.
- Co to jest plastik? – Dopytywał się chłopak.
- Rany, wam naprawdę trzeba sporo wyjaśnić – uznał nieznajomy. – Rzeczywiście jesteście nie z tego świata.
- Jesteśmy ci wdzięczni – oświadczyła dziewczyna. – Czego chcesz w zamian?
- Niczego. – Sarge wzruszył ramionami. – Ale jeśli naprawdę nie jesteście z tego świata, to może opowiedzilibyście mi trochę o nim. Za to ja, jeśli można to tak nazwać, wprowadzę was do swojego.
Tak jak się spodziewał, nie usłyszał odpowiedzi. Jego wzrok błądził od chłopaka do dziewczyny i z powrotem. Siedzieli niewzruszeni. Żadne z nich nie wzięło ani jednego łyka z butelki. Tak bardzo chciał usłyszeć coś o ich świecie. W końcu spojrzał na zegarek. Był tu już od godziny. Czuł, że nie usłyszy więcej. Postanowił wstać i odejść, jednak w tym momencie chłopak gwałtownie przewrócił się do tyłu. Cały się trząsł. Sarge pomyślał, że to z niedopicia, ale dziewczyna wiedziała, że to co innego. Jej przyjaciel właśnie wyczuł, że kolejna kobieta zostanie wkrótce zamordowana, albo że już nie żyje. Powinni teraz pozbierać się i udać czym prędzej we wskazanym kierunku, albo zaryzykować ujawnienie się i przekazanie policji wszystkiego, czego byli świadkami. Nie mogli jednak tego zrobić w obecności chłopaka. Jego nie chcieli w to mieszać. Przynajmniej jeszcze nie teraz, póki nie mieli pewności, że mogą mu w pełni zaufać.
- Nic mu nie jest? – Sarge niemal spanikował.
- Nie, nic – próbowała uspokoić go dziewczyna. – Przytrzymaj mu głowę, a ja spróbuję doprowadzić go do porządku.
Sarge kucnął przy chłopaku i wziął w dłonie jego głowę. Podniósł ją lekko. Dziewczyna dała mu gestem znać, by przytrzymał go w tej pozycji.
- To się już stało. – Te słowa dziewczyna skierowała do chłopaka, kucając z jego lewej strony. – Nie cofniemy tego. Nie możesz się obwiniać, rozumiesz?
- Co…ty…wiesz – jęknął chłopak, a Sarge błądził wzrokiem od chłopaka do dziewczyny, nic nie rozumiejąc.
- Byliśmy tam, teraz jesteśmy tu – kontynuowała dziewczyna. – Musimy się przyzwyczaić. Oboje musimy być silni i dobrze to wiesz. Inaczej tu nie przetrwamy. Otrzymaliśmy pomoc – to mówiąc zerknęła na Sarge’a. – Niemal bezinteresowną. Skup się na przetrwaniu. Oboje tęsknimy, ale musimy skupić się na tym, co jest tu i teraz. Utknęliśmy tu i musimy przetrwać razem. Ci, których straciliśmy, chcieliby tego.
Dopiero ostatnie słowa dziewczyny sprawiły, że chłopak zaczął dochodzić do siebie. Miała rację. Nikt, kogo znał wcześniej nie chciałby widzieć go w takim stanie. Był wojownikiem w swoim świecie i jest wojownikiem tutaj. Wojownicy są twardzi, silni i nic nie jest w stanie ich złamać.
Powoli podniósł się do pozycji siedzącej. Mrugnął i spojrzał najpierw na przyjaciółkę, a potem na Sarge’a. Nie wiedział, komu powinien być bardziej wdzięczny – Sarge’owi za to, że unieruchomił mu głowę i zredukował narastający ból wywoływany drgawkami, czy dziewczynie za to, że go nie dotknęła. To co powiedziała nie tylko miało sens. Mówiła szczerze, ale brutalnie zarazem i to w pewnym stopniu go uspokoiło. Czegokolwiek by nie zrobiła, ból po stracie bliskich nie opuści jego serca.
Pół godziny później oboje siedzieli na powalonym pniu naprzeciw ogniska. Po drugiej stronie, na ziemi z podkurczonymi rękami siedział Sarge. Tak chciał się dowiedzieć o świecie, z którego pochodzą. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że zrobią to dopiero, gdy będą chcieli, a więc nie wcześniej niż jutro. O jego świecie nie wiedzieli prawie nic i nagle poczuł się w obowiązku opowiedzieć im jak najwięcej. Jedyne, co łączyło ich ze światem mu znanym były ubrania – chłopak nosił niebieskie dżinsowe spodnie i dżinsową kurtkę. Dziewczyna również miała na sobie dżinsowy strój, tyle że czarny. Jego ubiór od ich różnił się jedynie tym, że spodnie miał w innym odcieniu niebieskiego, koszulę zdobiło logo jego ulubionego zespołu muzycznego, a sportowe buty zdawały się lżejsze od noszonych przez nich. Z tego, co usłyszał oboje stracili rodziców. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić jak to jest, bo oboje jego rodzice żyli i wciąż byli sobie wierni. Należeli do ludzi, którzy siłą ducha pokonają wszelkie zło, jeśli kiedyś ich napotka. Kochali siebie nawzajem, jego i jego siostrę. A on kochał ich wszystkich równie mocno.
Kto z tej dwójki był silniejszy? Chłopak czy dziewczyna? Trudno było rozstrzygnąć. Choć gotów był postawić na dziewczynę, ale mógł natrafić na scenę wyrwaną z kontekstu i dokonać złej interpretacji.
Popatrzyli na niego znacząco. Wiedział, czego oczekują. Opowieści. Wszystkiego, co wie o tym świecie. Nie zwlekał dłużej. Opowiedział im wszystko, co uznał za stosowne. Jego opowieść trwała ponad godzinę. Gdy skończył, przyjrzał im się uważnie. Siedzieli cali zesztywniali i niemal pobladli. Zwierzęta też zdawały się niespokojne.
Nic nie mówili, o nic nie pytali. Czekał aż które z nich coś powie. Milczenie zdawało się trwać wieki. W końcu po kilku minutach posypały się pytania. Pierwsze zadał chłopak. Sarge nie zdążył na nie odpowiedzieć, bo gdy tylko chłopak skończył, zaczęła dziewczyna i tak przez blisko kwadrans. Sarge miał mętlik w głowie. Teraz musiał zając się jeszcze dodatkowymi wyjaśnieniami i nie miał pojęcia, od czego zacząć.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Anonim
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Z daleka (tom 1, rozdział 6)

Post#2 » 11 maja 2017, o 02:18

Cześć :)
Po lekturze twojego tekstu mam właściwie dwa spostrzeżenia (Nie linczuj mnie, jeśli się mylę).
Spostrzeżenie nr1. Jesteś bardzo młody/młoda.
Spostrzeżenie nr2. Lub nie odłożyłeś/łaś tekstu na bok i nie ochłonąłeś/łaś przed publikacją.
Skąd takie spostrzeżenia? Bo mnie też one dotyczą. No, jedno już nie dotyczy, ale dotyczyło. Okay, wybacz dygresję, do rzeczy. Chodzi o, to że tekst zaczyna się całkiem nieźle, ale im dalej posuwa się czytelnik tym więcej uderza go naiwności. (Zaznaczam, że czytam to jako wyrywek(Widzę, że to rozdział 6(lubię nawiasy))).
*Spojler?*
No bo niby dlaczego ten cały Marcin im pomaga? Bo tak? Bo ma "Oko do ludzi"? Trochę to dziwne. Cała ich znajomość wydaję się sztuczna. Zupełnie jakby była tam... No bo fabuła... Chyba, że ma to później jakieś wyjaśnienie.
Niestety moje zastrzeżenia, co do naiwności na tym się nie kończą. Dlaczego przybysze z innego świata mówią po polsku? Jak oni się porozumiewają z Marcinem?
Radzę tekst przeczytać po pewnym czasie jeszcze raz. Wtedy łatwiej wyłapiesz takie pierdoły.
Aha, no i dialogi. Wydają się dość sztuczne. Niestety w tej kwestii mogę poradzić ci niewiele, bo sam mam z tym problem. Podobno pomaga czytanie ich na głos. Kiedy musisz coś powiedzieć "naprawdę" łatwiej zauważyć, kiedy zaczyna to brzmieć nienaturalnie.
Ogólnie tekst zapowiada się jednak ciekawie. Pomysł jest, czuć to. Jest jakiś klimat, też fajnie, ale na razie całość obrazu psuta jest przez naiwność i sztuczne dialogi. Słowem tekst wymaga paru poprawek, ale ogólnie na plus :)

PS: Trochę się tu rozpisałem, ale w żadnym razie nie chciałem, żeby wyglądało, to jakby tekst był kiepski. Nie chciałem, żeby to wyglądało jak wytykanie mu wad. To takie moje spostrzeżenia, które pomogą ci poprawić całość (Mam nadzieję).
PS2: I jak to śpiewało Bon Jovi: Have a nice day :)

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Z daleka (tom 1, rozdział 6)

Post#3 » 11 maja 2017, o 11:43

Polecam przeczytać poprzednie pięć części i wrócić do tej. Części od 3 - 5 nie mają jeszcze ani jednego komentarza. Co do porozumiewania się w innym języku, to zastanów się, przeczytawszy całość. Kto powiedział, że przybysze ze świata równoległego nie mogą mówić w naszym języku? Poza tym to fantastyka i literacka fikcja. Słyszałeś o licentia poetica? Dla ścisłości - wbrew dostępnym w przeróżnych słownikach wyjaśnieniom, tyczy się to również prozy, nie tylko poezji. Innymi słowy - swoboda twórcza.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Anonim
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Z daleka (tom 1, rozdział 6)

Post#4 » 11 maja 2017, o 21:36

Poprzednie części postaram się przeczytać, bo lektura tej mnie zachęciła :)
Co do języka... Nie zrozum mnie źle, nie zabraniam nikomu "swobód twórczych" . Po prostu mówię ci jakie mam odczucia jako czytelnik. Miałem nadzieję, że pomoże ci to w przyszłych projektach. Wydaję mi się, to po prostu naciągane. Jako czytelnik poczułem, że to zwykłe przeoczenie, nie celowy zabieg. Jeśli jest, to celowe, to może warto, to jakoś zaznaczyć?

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości