[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 9) Odzyskiwanie nadziei

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

[Harry Potter] Prawda o Harrym (rozdział 9) Odzyskiwanie nadziei

Post#1 » 1 year temu

To było dla Hermiony jeszcze większym zaskoczeniem. I co dziwniejsze, w jednej chwili poczuła się senna. Zasnęła niemal od razu. Gdy się obudziła, znowu było jasno. Wciąż była związana, ale coś się zmieniło. Pozostała w samej bieliźnie, a to naprawdę ją przeraziło, bardziej niż wszystko od chwili, gdy uświadomiła sobie, że została porwana. Nie miała pojęcia czy prócz pozbawienia reszty ubrań zrobił jej coś jeszcze.
- Spokojnie, na razie nie – wciąż stał u stóp łóżka. Jego opanowanie szarpało nią od środka. Z trudem utrzymała nerwy na wodzy. – Ale mogę zrobić więcej, jeśli ty nie zrobisz tego, o co poprosiłem. Teraz robię to po raz ostatni. Grzecznie przyznaj mi rację.
Sytuacja była naprawdę rozpaczliwa. Myślała, że ten „człowiek” nie odważy się na więcej, okazało się jednak, że była w błędzie. Sama przed sobą przyznała, że wcale nie była silna. Od pierwszej chwili, gdy tylko przebudziła się po tym, jak się tu znalazła. Nie zaprotestowała w żaden sposób. Patrzyła mu prosto w oczy i powiedziała:
- Zgoda.
- Zgoda na co? – dobrze wiedział, tylko się z nią drażnił. Nie zamierzała już jednak opierać się w żaden sposób. Przynajmniej od chwili przebudzenia nie nazwał ją szlamą.
- Powiem to – opowiedziała, jednak on bezczelnie dopytywał dalej,
- Co powiesz?
- Szanowny Panie Malfoy, mówił pan prawdę o Harrym Potterze. On nie istnieje.
Tyle mu wystarczyło, ona jednak nie mogła się powstrzymać i mówiła dalej przez łzy:
- Zabił go Lord Voldemort, Czarny Pan – Słowa same wypływały jej z ust. – Syna Jamesa i Lily Potterów nic nie uchroniło, a już na pewno nie miłość matki. Przez całe lata stanowił iluzję i nadal stanowi. Wytworzona przez umierającą duszę całe lata władała ciałem Dracona Malfoya, uwolniła go od siebie dopiero po Bitwie o Hogwart. W szkole magii i czarodziejstwa, a także poza nią, stanowił iluzję wytworzoną na użytek innych osób. Iluzja nadal trwa, trzymając mnóstwo osób w błogiej nieświadomości.
Skończywszy, rozbeczała się jak małe dziecko. Płakała i płakała, a on tylko patrzył, pełen satysfakcji. Nawet podniósł ręce w geście tryumfu. Kiedy w końcu odezwał się, nawet tego nie usłyszała.
- Może powinienem wyryć ci na czole bliznę w kształcie błyskawicy? – zastanawiał się. – To chyba dobry pomysł, prawda?
Do jej uszu nie dobiegło ani jedno z jego słów. Płakała tak głośno, że nic z tego, co teraz mówił, do niej nie docierało. Nie miała nawet świadomości, że coś mówi. Powiedział prawdę o Harrym, ale skłamał. Prawda wcale jej nie wyzwoliła, sprawiła jej tylko większy ból. Nie była też w stanie myśleć o niczym innym, tylko właśnie o tym bólu wywołanym zrozumieniem, że Harry nie istnieje. Że nigdy go nie poznała.
- Chyba załatwię to po mugolsku – powiedział i ruszył w stonę drzwi. Hermiona nawet nie usłyszała, jak się zamykają. Prawda to okrutna rzecz. Już nieraz się o tym przekonywała, ale to, co właśnie do niej dotarło, przekroczyło wszelkie granice. Nawet torturowana przez Bellatrix Lestrange nie czuła się tak źle jak teraz. Wtedy miała nadzieję, że Harry i Ron ją ocalą. Jednakże świadomość, że nigdy nie miała w Harrym przyjaciela, było nie do zniesienia.
Minęło trochę czasu i nagle pojawiła się iskierka nadziei. Draco osiągnął swój cel, powiedziała to, co chciał, a nawet więcej, ale jej uwagę zwrócił teraz pewien szczegół, który mógł świadczyć o tym, że Harry jednak istniał. Śmierć zgredka. I jego pogrzeb. To Harry chował ciało wolnego skrzata. Bez czarów. Łopatą, w pocie czoła, z takim zawzięciem. Tyle w nim było wówczas emocji. Widziała to. To nie mogło być iluzją. Łopata nie może zakopywać niczego samoczynnie, chyba że zaczarowana, ale to raczej było mało prawdopodobne. Zgredka zakopywał Harry. Harry, którego znała. Tamta chwila nie mogła być iluzją.
Nagle w Hermionę wstąpiły nowe siły. Musiała się stąd wydostać natychmiast. Była w samej bieliźnie, ale to się nie liczyło. A właściwie nawet działało na jej korzyść. Ograniczona mniejszą ilością ubrań zaczęła się miotać, aż w końcu, po długiej szarpaninie, udało jej się uwolnić dłonie i stopy z opinających je pasów. Pozostał jeszcze sznur oplatający tułów i łóżko. Nie miała jak go rozwiązać, musiała się więc z niego wyślizgnąć. Byle szybciej, zanim wróci Malfoy. Zaczęła przesuwać ciało w stronę poduszki. Szło jej jednak bardzo powoli. Przesuwała się milimetr po milimetrze. Na chwilę przerwała i rzuciła okiem na to, co udało jej się osiągnąć. Przesunęła się dotąd o jakieś dziesięć centymetrów. Nie tracąc czasu kontynuowała poruszanie ciała w stronę poduszki. Nie wiedziała ile czasu minęło, ale zdawała sobie sprawę, że jej porywacz może wrócić w każdej chwili i to motywowało ją do dalszego działania.
Milimetr więcej. Żadnych dźwięków spoza pomieszczenia. Wciąż było ciemno, jedyne wypowiedziane przez Slizgona zaklęcie podziałało i przeszkadzało jej w osiągnięciu zamierzonego celu, ale przemieszczała się dalej. Jej barki znajdowały się już poza łóżkiem. Nie przestawała. Bolało, ale robiła to, nie mogła się teraz poddać. Sznury, znajdujące się początkowo na wysokości jej tułowia wciąż ją uciskały i obcierały je ciało gdy się przesuwała, ale nie śmiała wydać z siebie jęku protestu. Jej oprawca wciąż nie wracał, ale mógł przyjść w każdej chwili.
Dalej, tylko spokojnie. Musiała się spieszyć, ale nie mogła przesadzić, żeby nie zrobić sobie dodatkowej krzywdy.
W tym momencie wypadła jej z dłoni igła, która napięła się do granic możliwości. Jeśli teraz na skutek upływu krwi straci przytomność, będzie źle. Musiała działać ostrożnie. Była już wolna do pasa i przesuwała się dalej. Kawałek po kawałku. Porywacza wciąż nie było. Musiała teraz działać ani szybko, ani wolno, ustalić odpowiednie tempo, żeby tylko nie zrobić sobie krzywdy. Milimetr po milimetrze, centymetr po centymetrze. Pięć centymetrów więcej.
Krew wypływała z jej ręki. Musiała się uwolnić i ogłuszyć Malfoya, zanim sama straci przytomność. Koncentracja i rozwaga. Ryzyko, które trzeba podjąć. Żeby przeżyć i stąd uciec.
Usłyszała kroki nad sobą. Były śmierciożerca przechadzał się po pokoju nad nią. Chodził w tę i z powrotem. Nic nie wskazywało na to, że zamierza do niej zejść. Wsłuchiwał się w ten powtarzający się co chwilę dźwięk, nie przestawała jednak się przesuwać. Teraz sznur obwiązywał jej nogi i jakby trochę się poluzował. Jeszcze dalej. Przesuwała się. Za daleko zabrnęła w swoich poczynaniach, by się teraz wycofać. Kolejny centymetr. Coraz bliżej, choć jeszcze dość daleko.
Nagle kroki ustały. Gryfonka nie zastanawiała się jednak i manipulując uwolnioną już częścią ciała, uwalniała się dalej z więzów. Traciła coraz więcej krwi. Coraz mniej czasu. Musiała się pospieszyć, jednak nie mogła wykonać żadnego nazbyt wolnego ruchu. Następny kawałek. Skupienie i następny ruch. Teraz sznur obejmował tylko nogi od kolan w dół. Zdecydowanie łatwiej, ale i tak niezbyt łatwo. Tylko nie myśleć o ciemności, która utrudniała sprawę. Ani o tym, że jest jeszcze za słaba, aby po uwolnieniu się, móc od razu się teleportować do domu czy gdziekolwiek indziej poza to miejsce.
Kolejnych kilka centymetrów poza sznurem. Ruch dolną częścią nóg i poluzowanie sznura. Czuła to. Luźniejszy, ale nadal tam był. Wciąż oplatał jej nogi. Spokojnie.
Kawałek po kawałku. Dalej od sznura i coraz bliżej wolności. Ale to i tak była ta łatwiejsza część planu. Z wyjściem z tego pomieszczenia trzeba będzie zaczekać, aż on tu przyjdzie. Do tego czasu musiała jednak całkowicie uwolnić się z tego sznura. I przytrzymać jedną ręką miejsce, z którego powoli, ale jednak wylewała się krew. Jeszcze trochę. Sznur teraz oplatał jej stopy i jeszcze trochę więcej. Właściwie już z górki. Mogła szarpnąć mocniej i uwolnić się od razu, nie zamierzała jednak tego robić. Stopy musiały być tak sprawne, jak to możliwe.
Powoli.
Postanowiła chwilę odpocząć. Wzięła kilka wdechów i wydechów, po czym wróciła do uwalniania się. Do uwolnienia ciała z więzów zostało niewiele. Krótka chwila. Jeszcze tylko kostki i reszta stóp. Powoli.
Uznała, że w tym momencie może jednym ruchem uwolnić obie stopy. Lekko szarpnęła. Uwolniła je, zwisając z łóżka górną częścią ciała. Zabolało.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości