Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Umarły Opowie - Rozdział I

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
MischiefCrime
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 13

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#1 » 25 maja 2017, o 20:40

2007r

Budzę się i rozglądam dookoła. Jestem w samochodzie na przednim siedzeniu pasażera. Nic dziwnego, że usnęłam. Droga dłuży się, jak diabli. Samochód jedzie pewnie przed siebie pustą szosą. Mija pola i łąki. Zerkam na kierowcę, którym jest Stanley.
-Dobrze spałaś? Niedługo będziemy.
-Jasne – zapewniam i wyglądam przez okno.
Jedyne co mijamy to jakieś pola. Oprócz naszego samochodu nikt i nic nie przemieża tej drogi.
-Czuję się jak w Tekasie – mówię.
-Byłaś kiedyś w Teksasie? - Stan marszczy brwi.
-Nie, ale widziałam filmy - śmieję się cicho.
Dociera do mnie, że ciągle rozmawiamy po angielsku. Przez całą drogę ze Stanów tylko raz powiedziałam coś po polsku i to tylko po to, żeby wypożyczyć samochód na warszawskim lotnisku. Trudno mi się przestawić, w końcu urodziłam się w Stanach.
Teraz oprócz pól i łąk teraz widać też stare drewniane domy.
-Jak myślisz w jakim stanie będzie dworek? - pytam po polsku.
Stan się uśmiecha, wzruszając ramionami. Jego mama, tak samo jak moja, urodziła się w Polsce. Znamy się ze Stanleyem od dziecka. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział, że zwiążę się z własnym przyjacielem, pomyślałabym, że zwariował.
-Nie mam pojęcia. Co ci powiedziała twoja babcia?
-Że chce go odremontować. I nic więcej.
-Cóż. Nie może być aż tak źle. Kiedy była tu ostatni raz?
-W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym szóstym, gdy zmarł jej ojciec – odpieram.
-Oh... A potem?
-Chyba już nie...
-Co myślisz, że tam zastaniemy?
-Myślę, że co najmniej dwa wybite okna, odłażące tapety, odlatujący tynk i przeciekający dach...
-Dobrze, że jest lato...
Mijamy tabliczkę z napisem Pogranicze.
-Jesteśmy na miejscu! -Cieszy się Stanley.
Uśmiecham się lekko.
Wjeżdżamy do miasteczka. Rozglądam się ochoczo po okolicy. Kościół, sklep spożywczy i monopolowy, poczta... Wokół są rozsiane różne domki. Większe lub mniejsze. W oddali majaczą pola, na których rośnie zboże, czy inne rośliny. Nigdy nie umiałam tego rozróżnić. Ogół sprawia wrażenie przytulnego.
-Podoba ci się? - pyta Stan.
-Jeszcze nie mam swojego zdania, ale pierwsze wrażenie jest dobre.
Jedziemy dalej w kierunku lasu. Domki pojawiają się już rzadziej. Centrum Pogranicza zostawiamy za sobą.
-Ten domek jest na skraju lasu – przypominam mu. - Skręć w lewo.
-Przecież wiem...
Stan skręca i przed nami widzimy dom. Nasze miejsce pobytu przez najbliższy miesiąc. Jest większy niż się spodziewałam. Ma wysoki parter, piętro i strych. Spadzisty dach, kolumienki przy drzwiach wejściowych podtrzymujące taras... Oczywiście są rozbite okna, których się spodziewałam i psują trochę urok domu. Widzę również odpadający tynk. Dach wydaje się nie być dziurawy. Mimo to, zapiera mi dech w piersiach. Owszem jest ponury i zaniedbany – przecież nikt nie mieszkał w nim od czterdziestu lat. Jednak ma swoją duszę. Czuję to. A domy z duszą lubię najbardziej.
Stan zatrzymuje samochód.
Rozglądam się, wysiadając z auta. Zaledwie kilkanaście kroków dalej rozpoczyna się las. Widzę jeszcze jeden domek. Kilkaset metrów dalej. Jest mniejszy od naszego, ale nie sprawia wrażenia niezamieszkanego. Z otwartego na parterze okna faluje coś białego. Wyostrzam wzrok. To firanka. Więc jednak mamy jakiegoś siąsiada! Chwilę wpatruję się w tamto okno i mogłabym przysiądz, że ktoś właśnie schował się za tą białą firanką. Ale pewności nie mam. Czuję się obserwowana. To nieprzyjemne i dręczące. Radość z sąsiada wyparowała w jednej chwili. Zaczynam czuć niepokój...
Postanawiam o tym nie myśleć, więc zabieram się za wypakowywanie naszych toreb z bagażnika samochodu.

Hol jest przestronny. I zarośnięty kurzem, którego cząsteczki zaczynają fruwać w powietrzu. Kaszlę.
Po lewej jest wejście do kuchni połączonej z jadalnią. Meble wyglądają jak te z lat siedemdziesiątych. Cudownie.
Po prawej półkoliste wejście do salonu. Salon jest wielki. Stary dywan pokryty kurzem, tak jak wszystko w tym domu. Kanapa, fotele i kominek. Wielki kominek. Na stoliku obok stoi nawet wielki stary telewizor.
-To chyba Rubin – mówię Stanowi.
Z holu na wprost wchodzi się na schody prowadzące w górę. Biorę więc swój plecak i ciężką walizkę, i zaczynam wspinać się po stopniach. Są drewniane, a poręcz - pięknie zdobiona. Niestety nie mogę za nią złapać, ponieważ obie ręce mam zajęte.
Stan w tym czasie wnosi resztę naszych pakunków do holu.
Wreszcie daję radę wyjść na piętro. Widzę nie wąski, ale też nie szeroki korytarzyk. Na ścianach odłażąca tapeta oraz stare kinkiety. Mam nadzieję, że działają, bo wyglądają ślicznie.
Pięć par drzwi.
Zaczynam od pierwszych. Pokój jest wielki. Stare łóżko również. Zdecydowanie małżeński. Uśmiecham się. Chyba będzie nasz. Zostawiam tam plecak i walizkę.
Następny. Mniejszy. Wąskie, jednoosobowe łóżko. Na drzwiach widzę napis: Adela. Był mojej babci. Myślę, że babcia będzie zadowolona mogąc tu spać, gdy do nas dojedzie.
Idę więc do trzecich drzwi, na których kiedyś było coś napisane, ale zostało zdrapane. Wzdrygnam się i przesuwam palcami po zdrapanym napisie. Okropne ślady drapania, chyba gwoździem, po starym drewnie. Jakby ktoś chciał wymazać ten napis, pewnie imię, nie tylko z drzwi, ale też ze swojej pamięci. Otwieram pokój.
Jest śliczny. Meble bardzo dziewczęce, chociaż stare, dużo starsze niż te, które widziałam na dole i w poprzednich pokojach, ale spodobają mi się. W kącie stoi nawet zakurzone lustro.
Gdy wychodzę znów na korytarz, myślę o czwartych drzwiach. To jest łazienka, jak przekonuję się, gdy tam zaglądam. Wanna, umywalka... Piąte drzwi zawierają ubikację. Oddycham z ulgą. Przynajmniej nie ma wychodka za domem, którego się spodziewałam.
Przechodzę się po korytarzu i zauważam za rogiem schody prowadzące do drzwi. Wychodzę z ciekawości do góry. Naciskam klamkę, ale drzwi są zamknięte. Napieram na nie mocniej, ale bez skutku.
-Dziwne... - mruczę pod nosem i schodzę na dół.
-Zajęłam nam ogromny pokój z dużym łóżkiem – powiadamiam Stana, podchodząc do niego i zarzucając ręce na jego szyję.
Uśmiecha się.
-To cudownie, skarbie – nachyla się, żeby mnie pocałować.
-Pierwsza noc podobno ma znaczenie – mówię.
-W takim razie musimy się postarać – Stan uśmiecha się szeroko.
-Najpierw musimy się rozpakować – mówię, rozglądając się po holu.
-Zgadłaś z tymi odłażącymi tapetami i odpadającym tynkiem.
-Z wybitymi oknami też.
-Nawet więcej niż dwoma. Jest ich pięć.
Posyłam mu pytający wzrok.
-Zdążyłem obejść dom dookoła, gdy ty zwiedzałaś piętro i liczyłem wybite okna – wyjaśnił.
-No dobrze... Bierzmy się do roboty – zarządziłam.
Do wieczora wybite okna zostały oklejone folią, a wszystkie nasze rzeczy wyniesione z samochodu i przynajmniej częściowo rozpakowane. Na szczęście zabraliśmy ze sobą przenośną lodówkę, bo ta w domu, pomijając fakt, że ma czterdzieści lat, nie działa. Reszta rzeczy jednak okazała się sprawna: rury doprowadzające wodę i stary Junkers oraz piekarnik gazowy. Nawet stary Rubin.
Na koniec pokazuję Stanowi zamknięte drzwi.
-To pewnie strych – stwierdza, gdy stoimy oboje pod drzwiami.
-Po co ktoś miałby zamykać strych na klucz? - zastanawiam się, a potem sama sobie odpowiadam:
-Może są tam jakieś wartościowe przedmioty.
Stan wzrusza ramionami i ziewa.
-Chodźmy już spać – proponuje. - Jutro będziemy się dalej zastanawiać.

Tagi:

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1738

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#2 » 25 maja 2017, o 21:26

Najpierw zacząłem czytać, a potem zwróciłem uwagę, że opowiadanie w częściach, no ale skoro zacząłem. Sprawnie piszesz, jednak do zachwytu daleko. Tak, czy inaczej do następnych nie siądę - nie lubię tekstów niedokończonych. Jak opublikujesz całość, albo jakiś konkretny w miarę zamknięty kawałek, daj znać. Poniżej nieco uwag do obu wrzuconych części. Może coś wniosę.

Wie tylko, że musi tam szybko dotrzeć, a na samą myśl, że tego nie zrobi ogarnia ją paniczny strach i ciarki przechodzą jej po plecach. Nie czuje chłodu, choć ma na sobie tylko białą sukienkę.
"ją - jej" - powtórzenie.

Nagle słyszy jakiś hałas.
Słowo "jakiś" sprawia, że ten hałas taki kiepski się zrobił.

Nagle słyszy jakiś hałas. Zatrzymuje się, pomimo swoich wcześniejszych myśli.
Słucha.
Ktoś idzie przez las. Słyszy szelest liści i łamanych gałęzi. I to całkiem niedaleko. Czy to on? - myśli. Przecież już się pożegnali...
Jednak jeden człowiek nie zrobiłby tyle hałasu. Jest ich więcej.
Zawraca natychmiast i biegnie na oślep. Nic nie rozumie.
Nagle rozlega się strzał. A potem następny. Potem wszystko zostaje zamazane przez jej łzy i słyszy swój krzyk.
Cały ten fragment jest niedobry. Dwa powtórzenia: "Nagle" - przeszkadza, natomiast:
A potem następny. Potem wszystko zostaje zamazane
Powtórzone "potem" Szczepanowi się podoba.

...za dużo gadania. To ma być szybka akcja, jednak kilka nadmiarowych słów sprawia, że nie jest. Napisałbym tak:

Hałas uderza jak grom. Zatrzymuje się, pomimo swoich wcześniejszych myśli.

Słucha.

Ktoś idzie przez las. Słyszy szelest liści, trzask łamanych gałęzi. I to całkiem niedaleko. Czy to on? Przecież już się pożegnali... Nie, jeden człowiek nie zrobiłby tyle hałasu. Jest ich więcej.

Zawraca natychmiast, biegnie na oślep. Niczego nie rozumie.

Nagle rozlega się strzał. Potem następny. Potem wszystko zostaje zamazane przez łzy. Słyszy swój krzyk.


przemieża
Łojezu!

Ogół sprawia wrażenie przytulnego.
Słowo "ogół" nie pasuje.

Jedziemy dalej w kierunku lasu. Domki pojawiają się już rzadziej. Centrum Pogranicza zostawiamy za sobą.
-Ten domek jest na skraju lasu – przypominam mu. - Skręć w lewo.
"Domek" - powtórzenie.

Stan skręca i przed nami widzimy dom. Nasze miejsce pobytu przez najbliższy miesiąc. Jest większy niż się spodziewałam. Ma wysoki parter, piętro i strych. Spadzisty dach, kolumienki przy drzwiach wejściowych podtrzymujące taras... Oczywiście są rozbite okna, których się spodziewałam i psują trochę urok domu.
"Spodziewałam" - powtórzenie.

przysiądz
przysiąc.

Dywizy w dialogach zamień na pauzy, a po pauzie obowiązkowo spacja.

Szczepan miłego pisania i weny życzy.

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#3 » 25 maja 2017, o 21:45

szczepantrzeszcz pisze:Najpierw zacząłem czytać, a potem zwróciłem uwagę, że opowiadanie w częściach. Tak, czy inaczej do następnych nie siądę - nie lubię tekstów niedokończonych. Jak opublikujesz całość, albo jakiś konkretny w miarę zamknięty kawałek, daj znać.


A moją ptasią opowieść przeczytałeś, mimo że nie jest dokończona!
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1738

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#4 » 25 maja 2017, o 21:47

Twierdzisz, że dałem się nabrać ? ;))

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#5 » 25 maja 2017, o 22:00

Nie, zamieściłam informację, że ciąg dalszy nastąpi. A ty sam prosiłeś żebym dokończyła, więc chyba ci nie przeszkadzało, że jest niedokończone, ba, chyba nawet się podobało.
;)
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1738

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#6 » 25 maja 2017, o 22:07

I słusznie, niewiasto, czynisz, że dokończyć zamierzasz. Jeszcze lepiej zrobisz, kiedy dokończysz (bajka wygląda naprawdę obiecująco). Ja wybaczam kobietom niedokończone opka (z definicji kobiety wybaczam), jednak twierdzę, że dama nic ze swej kobiecości nie traci, jeżeli wzorem faceta opowiadanie kończy :))

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#7 » 25 maja 2017, o 22:13

Więc daj szansę temu opowiadaniu, zamiast pisać, że do następnych części nie siądziesz :) koleżanka nieźle sobie radzi i udało się jej zaciekawić przynajmniej mnie.
Pisz dalej kobito! :P
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1738

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#8 » 25 maja 2017, o 22:13

Głodzia ma rację. Pisz dalej kobito.

Kusy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 95

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#9 » 25 maja 2017, o 22:22

Nie będę wpisywał się pod prologiem, wpiszę się tu. Całkiem obiecujący początek. I ważniejsze od tego, że umiesz budować napięcie jest to, że udało Ci się zbudować psychologicznie wiarygodną relację pomiędzy postaciami. Jest tutaj chemia. Plus dobre dialogi. Jesteś drobiazgowa, tworzysz bogate tło dla akcji, ale nie nużysz czytelnika, oby tak dalej. Czekam na kolejne części. Pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Umarły Opowie - Rozdział I

Post#10 » 25 maja 2017, o 22:27

Dokładnie tak jak napisał Kusy. Nie lubię kryminałów, ale ten mi się podoba. W powitalnym poście napisałaś, że jesteś początkująca w pisarstwie - jak widać nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, jak długo ktoś pisze.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość