Trzy pytania

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 107

Trzy pytania

Post#1 » 12 cze 2017, o 13:24

Trzy pytania


[.] oni zaprosili piękną blondynkę Pati do turnieju wiedzy ogólnej, organizowanego przez Urząd Miasta w Kalitach. Miała wejśc na scenę, uśmiechnąć się, ukłonić, może zatańczyć, przedstawić, zrobić sympatyczne wrażenie na widowni. Tak się stało.

kim są oni?

Pati weszła na scenę, oświetloną promieniami majowego słońca, które wznosiło się wysoko nad kalitowskim niebem. Pierwszy rząd gapiów, złożony z najmłodszych widzów i jednego smutnego pana, opiekuna dziewczynki jeżdżącej na wózku inwalidzkim, do którego ktoś przyczepił zielony balonik, zaczął krzyczeć i wiwatować: Pati, Pati, Pati ….!

Drugi rząd gapiów, na który skłądała się młodzież gimnazjalna obu płci, rozochocona wolnym dniem i świąteczną, niecodzienną atmosferą w miasteczku, falowała miarowo w rytm muzyki disco, lecącej z bocznych głośników. Natężenie jej nadawał pan Kantor, lokalny Dj z dyskoteki „Las Vegas”. Dalej, za młodzieżą szkolną, znajdowali się dorośli, o znudzonych twarzach, szarych od ciężkiej i monotonnej codziennością swej pracy. Oni nie zwracali uwagi na blond Pati. Przynajmniej nie taką, jak pierwszy i drugi rząd widzów.

Starszy pan w spranym garniturze koloru indygo, kupionym jeszcze przed transformacją ustrojową w 1989 roku, pomachał w stronę sceny, ale zaraz opuścił nisko głowę, skarcony wzrokiem swej małżonki, która stała w grupie pań z kółka modlitewnego w parafii św. Jana od krzyża i miała na wszystko baczenie.

- No co …? – mruknął pod nosem mężczyzna i poczłapał do stoiska z odpustowymi kogucikami, zrobionymi z lipowego drewna, w które ogonki można dmuchać i wydają wtedy piszczący dźwięk, jak z fujarki. Sprzedawcą na straganie był jego stary znajomy, z którym przepracował siedemnaście lat w cegielni, na etacie zaopatrzeniowca.

wracaj do Pati, autorze. co nas obchodzą emeryci

Pati stała na środku sceny, uśmiechnięta i zadowolona z życia. Kochała być w centrum uwagi. Tu, kilkanaście par oczu, wpatrywało się w każdy jej ruch, każdy gest, oczekując na jakikolwiek podmuch wiatru, który poruszyłby nieznacznie skrawkiem jej białej sukienki, odsłaniając tym samym zgrabne uda dziewczyny.

Wiatru nie było.

Zerkała co chwila w bok, gdzie siedzieli przedstawiciele Urzędu Miasta, w osobie zastępcy burmistrza i sekretarza powiatu. To oni mieli zadawać pytania, moderować dyskusją, która mogłaby nieświadomie i znienacka wybuchnąć wśród gapiów zgromadzonych na placu przed sceną.

Ukłoniła się, dygnęła leciutko, jak jej pokazała kilka minut temu pani animatorka z Domu Kultury i zastygła w milczeniu, z twarzą skierowaną lewym profilem do jury. W obiektywnym mniemaniu dziewczyny, był to ten jej lepszy profil.

- Zachęćmy tą panienkę oklaskami! – powiedział do mikrofonu pan w kolorowej marynarce i niebieskiej koszuli, który był głównym prowadzącym imprezy, dumnie noszącej nazwę „Dni Kalit”.

Kilka osób zareagowało, klaszcząc bez entuzjazmu. Młodzież w ogóle nie wzięła w tym udziału.

- Zapraszamy naaaaa … – prowadzący przeciągnął samogłoskę „a” do granic możliwości swego oddechu – konkurs wiedzy ogólnej! Przed państwem zwyciężczyni eliminacji, duma i chluba miasteczka, panna Patrycja Chleb.

Kawaler, w czarnej czapeczce na głowie, zagwizdał głośno i krzyknął coś w stronę sceny, czego nikt nie zrozumiał. Potem odwrócił się do kolegi i zaśmiał mu się w twarz, wydając przy tym rechoczący i brzydki dla ucha odgłos paszczowy.

- Proszę się przedstawić publiczności – rzekł prowadzący, zapominając już, iż przed zaledwie paroma sekundami podał imię oraz nazwisko dziewczyny. Może stres tak na niego działał, lukami w pamięci? Albo brak profesjonalnych umiejętności konferansjerskich, połączonych z tanią amatorszczyzną i dyletanctwem? Licho wie.

- Chleb Patrycja – panienka raz kolejny ukłoniła się i dygnęła przed publicznością.

- Jeszcze raz zabijmy jej brawo! – krzyknął konferansjer, podnosząc w górę ręce, jakby chciał dyrygować tłumem, nielicznie tu przybyłym.

Zastępca burmistrza wstał, pokazując wszystkim swój obwisły brzuch, zakryty ledwie dopinającą się na pępku białą koszulą i głośno zaklaskał. Pati poczerwieniała ze wstydu na buzi. Czuła teraz lekką tremę i pewną odpowiedzialność. Bo jak nie ona, to kto? Takie słowa usłyszała dziś rano od sąsiadki, panny Jurczyńskiej, która, dawno temu, przekroczyła Bug razem z Armią Czerwoną i osiadła na stałe w Kalitach.

- Pierwsze pytanie. Proszę państwa, zacznijmy od razu, bez zbędnych ceregieli, bo nam się dziewczyna zapeszy i nic z tego nie będzie. Dobrze? – prowadzący imprezę zwrócił się do mieszkańców miasta oraz pobliskich gmin, bawiących na „Dniach Kality”. Ci odpowiedzieli obojętną ciszą. Nie byli widownią skorą do interakcji. Stanowili tło i szarą masę, wbitą w stereotypy, które mówiły im, by się nie wychylać i siedzieć cicho, bo inaczej zostaniesz zauważony, a potem wytknięty palcami.

- Dawaj Pati! – krzyknęła Andżelika, koleżanka Patrycji z jednego bloku. Dumna posiadaczka najwiekszego biustu w dzielnicy Nadrzecznej, zaniedbanego blokowiska miasta Kality. – Jesteś debest! – podniosła w górę dwa kciuki, symbolizujące w mniemaniu dziewczyny zwycięstwo, upór i sporą szansę powodzenia. A potem zaczerwieniła się jak dżem w pączku, spąsowiała i skryła głowę w kurtce, którą trzymała przy sobie.

- Oho, mamy tu sympatyka naszej mądrej Patrycji – konferansjer wskazał w jej kierunku. – Brawa dla niej!

Ale nikt nie zaklaskał.

- Dobrze. Hmm – chrząknął zastępca burmistrza, siedzący do tej pory cicho za stołem jury. Podniósł do ust mikrofon i powiódł wzrokiem po swoim elektoracie. – Zacznijmy więc ten turniej, bo widzę, że emocje już sięgają zenitu. Czy panna Patrycja jest gotowa?

Patrycja kiwnęła głową. Była gotowa. Od tygodnia pilnie studiowała wiedzę ogólną, informacje czerpiąc z gazet, telewizji i rozmów z mieszkańcami miasta. Niektórzy z nich szczycili się rozległymi horyzontami intelektualnymi i otwierali Patrycji oczy na wiele, nieznanych jej wcześniej, spraw.

(Witamina C nie tylko jest w cytrynach, ale również i w wodzie; Pierogi nie są tylko i wyłącznie polskim daniem, lecz znają go również indianie z Ameryki, a także prawie cały świat; Ewa Demarczyk żyje i ma się dobrze – to Danuta Rinn umarła; Największym dopływem Warty jest Noteć; Chrzest Polski był w 966 roku, nie 996, jak niektórym się wydaje; Miasto Radom nie leży nad żadną rzeką, to rzeka Radomka leży w Radomiu; Ostatnik polskim klubem w elitarnej, piłkarskiej Lidze Mistrzów był łódzki Widzew. Te i inne fakty układały się w głowie Patrycji Chleb, tworząc solidne fundamenty jej wiedzy ogólnej o świecie.)

- Zadaje pierwsze pytanie. Uwaga. Proszę o ciszę! – zastępca burmistrza, nie ruszając się zza stołu, zwrócił się do Patrycji. – Jak miał na nazwisko major kawalerii Wojska Polskiego i Armii Krajowej o pseudonimie „Łupaszko”?

Oczy wielu ludzi zwróciły się na drobną postać stojącej na scenie dziewczyny. Ta, w słonecznej poświacie, z zamkniętymi oczami i skupioną twarzą, wyglądała niczym święta postać z obrazków rozdawanych przez księży, podczas ich wizyt duszpasterskich w domostwach parafian.

- Ma pani jeszcze trzy minuty na odpowiedź – szepnął konferansjer, przysuwając się bliżej uczestniczki.

- Zygmunt Szendzielarz. Urodzony w Stryju na Ukrainie, zmarły w Warszawie. Skazany na osiemnastokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowskim. Było to z początkiem 1952 roku, dokładnie w lutym.

Patrycja otworzyła oczy i spojrzała przed siebie. Zobaczyła rozdziawione buzie, niedowierzanie i szok na twarzach wielu z gapiów. Daleko z tyłu, tuż przy budynku klubowym KS Kalita Orzeł, stał jej tato, ubrany w biało-czerwony garnitur, z małą różą przypiętą do klapy marynarki. Nawet z takiej odległości widziała łzę, jaka spływała mu po policzku. Major Szendzielarz był jego ciotecznym dziadkiem, chlubą rodzinnych opowieści, niezłomnym Żołnierzem Wyklętym. Patronem tutejszego Technikum Mechanicznego i honorowym obywatelem miasteczka Kality.

- Znakomita odpowiedź. Znakomita! – sekretarz powiatu poderwał się ze swojego krzesła i począł wymachiwać dłonią w stronę Patrycji. Jakby machał albo odganiał muchy z czoła. Taki nieskoordynowany gest wykonał, szczerze poruszony patriotyczną wiedzą tej młodej osoby. – Od razu dajmy pani pięć punktów.

- Uspokój się, Jakub – szepnął do niego zastępca burmistrza. – Co ci odbiło?

Pociągnął go za łokieć, by usiadł i nie robił z siebie widowiska. Już wystarczający popis dał wczoraj, gdy obalił się, niezupełnie trzeźwy, na Agnieszkę Chylińską, gwiazdę pierwszego dnia „Dni Kalit” i zdarł z niej cekinową bluzeczkę, pod którą miała ona tylko swoje kolorowe tatuaże. Dobrze, że działo się to za kulisami głównej sceny, a nie przed wszystkimi widzami.

- Odpowiedź poprawna. Oczywiście zaliczamy. Pora przejść do drugiego pytania. W którym roku odbyła się wielka bitwa pod Kalitami, w której brały udział wojska pruskie i niezwyciężone oddziały polskie? Bitwa ta przeszła do historycznego kanonu sławnych potyczek polskich.

Patrycja znów przymknęła oczy, by skupić się lepiej na odpowiedzi. Wiedziała, gdzie bitwa miała miejsce, bo chodziła tam na spacery z babcią, gdy jeszcze uczęszczała do podstawówki. Takie wielkie pole, zarośnięte dziko rosnącymi krzakami i nigdy nie koszoną trawą. „Uroczysko” – mówiono o tym miejscu na mieście. Ale w którym roku to było?

- 1550 rok. W maju, na błoniach kalitańskich, doszło do bitwy – poprawna odpowiedź, niczym strumień skondensowanego dobra w osadzie elfów, popłynęła z ust młodej dziewczyny, po raz drugi zadziwiając tym publiczność. Ktoś mógłby pomyśleć, że ten konkurs jest ustawiony, bo pytania znane były wcześniej uczestniczce. I pewnie znalazły się takie osoby pod sceną, które widziały różnego rodzaju spiski za każdym rogiem ulicy. Ale to nieprawda. Patrycja Chleb to mądra, inteligentna dziewczyna, z porządnego, patriotycznego domu, w którym krzyż wisiał w każdym pomieszczeniu.

- Tak! To jest dobra odpowiedź! – krzyknął zastępca burmistrza, a konferansjer poklepał po plecach dziewczynę. – Tysiąc pięćset pięćdziesiąty rok. Brawo! Jeszcze jedna prawidłowa odpowiedź i przejdziemy do finałowego etapu, w którym nagrodą główną jest wyjazd do dowolnie wybranego pensjonatu grupy turystycznej „Bałtyk” nad polskim morzem, zasponsorowany przez Urząd Miasta Kality i Radio „Hit”.

Patrycja Chleb poprawiła sukienkę, strzepując z niej niewidzialne pyłki. Dumnie podniosła głowę, wysiliła się na sztuczny uśmiech i spojrzała po twarzach, zgromadzonych pod sceną. Przeważały tam proste oblicza autochtonów, bez śladów głebokich myśli, czy zadumy. Jej tato wciąż stał tam, gdzie widziała go po swojej odpowiedzi na pierwsze pytanie. Rozmawiał z jakimś siwym mężczyzną, panowie mocno gestykulowali rękami, widocznie był to spór o zabarwieniu politycznym.

- Jest panienka gotowa na trzecie, ostatnie w tej rundzie pytanie? – prowadzący podetknął jej mikrofon pod usta.

- Tak. Jestem gotowa – odparła dziewczyna. Ścisnęła mocno kciuki. Bardzo chciała wygrać wycieczkę nad Bałtyk.

- Uwaga. Czytam pytanie – zastępca burmistrza oparł się pięścią o stolik, w lewej dłoni zaś dierżył kartkę, z której teraz czytał.

- Ile liter „t” znajduje się w wyrazie Bonanza?

Zmarszczka przebiegła po czole Patrycji, jakby jakaś złota myśl ulotna, która uderzyła w jej mózg i tam już pozostała. Zamknęła oczy.

Drugi rząd gapiów (młodzież gimnazjalna i ta starsza), zgromadzonych pod sceną, podniósł w górę głowy znad ekranów telefonów, ciekaw, jak na to pytanie odpowie uczestniczka.

Konferansjer z uwagą patrzył na Pati, wzrok jego błądził po ciele dziewczyny. Wszyscy, którzy usłyszeli pytanie i wykazywali wcześniej zainteresowanie przebiegiem konkursu, wyczekiwali na odpowiedź.

- Siedem.

- He? – zdziwił się zastępca burmistrza. – Jak to? Skąd taka liczba?

- Bo to tak leci: tamtaramtamtamtamtamtam BONANZA! – odparła Patrycja. Cała zadowolona i uśmiechnięta, gdyż udało jej się wybrnąć z opresji podchwytliwego pytania.

Przez chwilę zapanowała zupełna cisza wśród zgromadzonych, a pierwsza zaśmiała się dziewczynka na wózku inwalidzkim, znajdująca się tuż obok sceny. Jej śmiech był tak zaraźliwy, perlisty i szczery, że zaraz po niej ryknęli gromko pozostali. Chłopy tubalnym głosem rechotali, dziewczęta chichotały głośno, uważając, by nie zmyć sobie makijażu pod oczami. Wielka, potężna fala śmiechu uderzyła w Patrycję, która aż zatoczyła się do tyłu, potknęła o kabel i upadła wprost na pośladki, aż drewniana scena huknęła, niczym wystrzał z moździerza. Konferansjer zasmarkał się na usta i brodę, chrząkał głośno, próbując złapać oddech. Na nic to. Śmiech ma to do siebie, iż jest niesamowicie zaraźliwy. Jak fala, przetacza się po ludziach, którzy nie mogą przestać trząść się w spazmach.

Kwadrans później na scenę weszli członkowie zespołu „Macho Boys”, grający skoczne rytmy disco-polo. Ich zaczerwienione oczy oraz rozmasowane policzki świadczyły o tym, że też słyszeli odpowiedź Patrycji Chleb, która wywołała na nich piorunujące wrażenie.

- Jak się bawicie? – krzyknął w tłum wokalista i pomachał do dziewcząt, piszczących z wrażenia pod sceną. – Dobrze? Zaraz rozniesiemy ten festyn na strzępy naszą muzą!!! Jedziemy chłopaki!

” jesteś taka piękna

jak banknot pięćsetzłotowy …..”

zaczął śpiewać pierwszy ze swoich hitów. Publicznośc szalała, skacząc, tupiąc i drąc się w stronę zespołu. Wszystkiemu przypatrywali się strażacy, stojący spokojnie obok pompy wodnej. Gdyby komuś przyszło do głowy coś więcej, niż tylko taniec, mieli uruchomić węże i lać wodą po rozgrzanych od emocji głowach.



A co z Pati?

Nie do końca wiedziała, skąd taki wybuch radości nastąpił po jej odpowiedzi. Lecz gdy już zeszła ze sceny, gdzie dopadła ją grupka znajomych, przekrzykując się nawzajem różnymi przymiotnikami, dotarła do niej absurdalność swego czynu. Kwaśno uśmiechnęła się tylko pod nosem, a potem poszła po piwo z sokiem malinowym, które sprzedawano przy stoisku z wielkim, niebieskim balonem. Pełna naburmuszenia na świat.



Koniec
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

witka
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 868

Trzy pytania

Post#2 » 12 cze 2017, o 15:40

Hej spodobało mi się,
hej jak w Elektromisie.

Oczywiście.

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 107

Trzy pytania

Post#3 » 12 cze 2017, o 16:42

witka pisze:Hej spodobało mi się,
hej jak w Elektromisie.

Oczywiście.


dzięki
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

witka
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 868

Trzy pytania

Post#4 » 12 cze 2017, o 18:07

Anegdotycznie.
Przypomniało mi się.
Ośmioletnia bratanica pytana o ulubione piosenki wymieniła Mister Ej

Chodziło o
Mister Ej Pancerni
powrócimy wierni

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2100

Trzy pytania

Post#5 » 10 lut 2019, o 12:55

... no to poodgrzewajmy kotlety.

Nikt nie chce w oczach innych być śmieszny. Każdy w oczach innych chce być mądry. Między mądrością i śmiesznością cienka czerwona linia.



Kilka gorszych miejsc do wziecia pod rozwagę.

poczłapał do stoiska z odpustowymi kogucikami, zrobionymi z lipowego drewna, w które ogonki można dmuchać i wydają wtedy piszczący dźwięk, jak z fujarki.
Niedobre zdanie.


wracaj do Pati, autorze. co nas obchodzą emeryci
?. Wielką literą byłoby lepiej. Kursywą też byłoby lepiej.


skrawkiem jej białej sukienki
Jak wyrzucisz "jej", tekst bedzie nadal zrozumiały i zyska.


zapominając już, iż przed zaledwie
"Już-iż-przed" niedobrze brzmi. W okolicy nie ma "że". Można śmiało napisać, "zapominając, że".


Autentyk: dziecko moje zażyczyło sobie, aby przeczytac mu bajkę o siedmiorze. O jakim siedmiorze? Okazało się, że chodzi o piękny tekścik Jana Wiktora Lesmana (bardziej znanego jako Jan Brzechwa) "Tydzień dzieci miał siedmioro".

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość