Nocni Łowcy (fragment)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
JakubY
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Nocni Łowcy (fragment)

Post#1 » 12 cze 2017, o 21:05

Tajemniczy człowiek wszedł do klubu cygarowego na skrzyżowaniu North bridge z West Hampton. Nosił przyciemniane okulary, skórzany płaszcz oraz obcisłe, ciemne spodnie. Recepcjonista spojrzał na niego z lekkim zmieszaniem.
To jeden z naszych klientów, zapytał siebie z niedowierzaniem w myślach.
Tajemniczy mężczyzna podszedł do recepcji, był blady niczym mleko a włosy miał szare, przypominające kolorem popiół.
Wyciągnął z przedniej kieszeni swojego płaszcza mały, żółty kluczyk z wyrzeźbionym na głowicy numerem “32”.
Recepcjonista znał właściciela tej skrytki i w żadnym razie nie był to dziwoląg, który teraz stał naprzeciw niego.
- Pan wybaczy, ale ten klucz należy do Edwarda Howeya, a pan mi go nie przypomina. Jeśli nie chce pan kłopotów, radzę oddać klucz i udać się ze mną do mojego przełożonego, by wyjaśnić, jak ten klucz znalazł się w pańskim posiadaniu.
- Edward Howey – powtórzył mężczyzna, co spodowało złe przeczucie u recepcjonisty. - Edward Howey nie żyje, jego zwłoki znaleziono wczoraj wieczorem w jego willi. Został uduszony, a potem poćwiartowany. Ten klucz znajdował się w sejfie, który swoją drogą został okradziony. Zabrano wszystko, oprócz tego klucza.
Recepcjonista zupełnie sie nie przejął tym, co właśnie usłyszał, za to patrzył na mężczyzne tak, jakby oczekiwał jakiegoś dowodu na poświadczenie jego słów.
Mężczyzna wyjął z tej samej kieszeni, co wcześniej klucz, odznakę FBI.
Wszystko jasne, pieprzeni federalni nawet nie powiedzą, o co chodzi, tylko od razu wchodzą jak do siebie, jeszcze wyglądają jak dziwolągi, pomyślał recepcjonista.
- Proszę za mną, zaprowadzę pana do skrytki.
Recepcjonista wskazał dłonią drzwi, prowadzące w głąb klubu. Przeszli prosto aż do korytarza, który wychodził na niższe piętro, przedtem mijając sale bilardowe po obu stronach, gdzie bogaci, otyli i wpływowi dżentelmeni rozkoszowali się dymem swoich cygar.
W końcu doszli do dużego pomieszczenia, w którym mieściły się skrytki z numerami od 1 do 100. Numer 32 znajdował w dolnym rzędzie, na szczęście nie potrzebowali drabiny, by go otworzyć.
Recepcjonista wskazał na drzwiczki od skrytki i pokiwał porozumiewawczo głową w stronę agenta.
Agent podszedł do skrytki, wsadził klucz do zamka i przekręcił. W środku znajdowała się jedynie okrągła, zardzewiała, miedziana pieczęć z podobizną lamparta.
- Co to jest? - zapytał zaciekawiony recepcjonista.
- Trop. - Odparł Agent, po czym skierował się do wyjścia.















Rozdział 1

Jonathan siedział wygodnie w fotelu, obserwując pieczęć z wyrzeźbionym lampartem, od czasu do czasu podrzucając nią jak monetą. Naprzeciw niego siedziała Caroline, jego partnerka życiowa, z którą dzielił wszystkie sekrety.
- A więc – zaczęła jego kobieta – mamy martwego biznesmana, który ponadto został okradziony, a jego morderca jedyne, co zostawił na miejscu zbrodni, to klucz do skrytki, w której znalazłeś tę pieczęć. Dosyć dziwne, nieprawdaż?
Jonathan pokiwał twierdząco głową. Oboje przypuszczali to samo.
- Myślisz, że był goetą? - zapytał Caroline.
- Ja to wiem. - Odpowiedziała pewnym, przekonującym tonem. - Musimy porazmawiać z Tonym, może jego dochodzenie wskaże coś ciekawego.
- Odkąd nas wyrzucili z FBI, Tony nie dzieli się chętnie informacjami. Wątpię, że powie coś godnego uwagi.
Caroline, blondynka z powoli siwiejącymi włosami, blada jak jej partner, ale również piękna, niebieskooka kobieta, umiała wykorzystywać swoje wdzięki, aby zdobyć informacje.
- Ma do mnie słabość. - Stwierdziła Caroline.
Jonathan spojrzał na nią przenikliwym spojrzeniem, a na jego pociągłej, miwo siwych włosów, młodo wyglądającej twarzy, można było zauważyć lekki grymas.
- Ja też mam do Ciebie słabość, a mimo to, nie wykorzystujesz swoich...
- Przestań. Przecież nie pójdę z nim do łóżka, po prostu miło sobie porozmawiamy. Muszę mieć pewność, że ten Edward Howey był goetą.
Jonathan westchnął.
- W takim razie porozmawiaj z Tonym, a ja poszukam coś na temat tego lamparta. Musimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia.
Jon podszedł do stojaków na broń, które znajdowały się w rogu salonu. Chwycił dwa posrebrzane noże i schował do pochw. Przywiązał pas myśliwski, przyczepił pochwy, założył białą koszulę, a na to czarny, skórzany płaszcz.
- Uważaj na siebie. - Powiedziała Caroline, podchodząc do niego i całując go w policzek, na którym pozostawiła ślad czerwonej szminki.




















ROZDZIAŁ 2

- A więc – zaczął Jonathan – co o tym sądzisz? Wskazał na miedzianą pieczęć, znajdującą się na stoliku.
Starszy, łysy mężczyzna skierował na nią wzrok, po czym pogładził sie po brodzie. Nosił okulary z okrągłymi oprawkami, co dodawało mu dziesięć punktów do inteligencji.
- Sam nie wiem. Na moje oko staracie się znaleźć problem na siłę. Moim zdaniem, to po prostu był napad rabunkowy, dokonany przez sadystów.
- W takim razie dlaczego zostawili tylko kluczyk?
- Bo nie chciało im się ryzykować spotkania z policją? Takie miejsca zawsze są obstawiane, są tam kamery, a ktoś, kto przychodzi z kluczem zamordowanego kilka godzin wcześniej gościa, jest potencjalnym podejrzanym, nieprawdaż? Wogóle nie rozumiem, dlaczego mieszasz się do spraw FBI.
- Wciąż mam licencję detektywa. I podrobioną odznakę. - Wyjął z przedniej kieszeni odznakę, którą wcześniej pokazał recepcjoniście.
- No to nieźle. A ten klucz skąd masz?
- Od znajomego policjanta, który poprosił mnie o pomoc. Mordercy nie zostawili żadnych śladów poza odciskami palców, których nie ma w żadnej bazie danych.
Starszy facet popatrzył na Jonathana przenikliwym wzrokiem.
- A więc twierdzisz, że było ich kilku? Dlaczego.
Jonathan, który stał do tej pory, usiadł na fotelu, naprzeciw rozmówcy.
- Edmundzie, kto jak kto, ale ty najlepiej znasz mój analityczny umysł. Twierdzę tak dlatego, że były tam odciski dwóch osób. - Uśmiechnął się szyderczo do Edmunda.
- Durniu, mogłeś mi to powiedzieć od razu, a nie zgrywać Holmesa.
Jonathan lekko się zaśmiał.
- A więc, przeanalizujmy to jeszcze raz. Zamordowany był goetą, który starał się przyzwać demona, co mu się udało, lecz przypadkiem mógł przybyć jeszcze jeden, który się go nie słuchał i zabił swojego przyzwańca. Naprawdę twierdzisz, że mamy dwa demony na wolności? Szczerze w to wątpię. Odkąd jesteś łowcą, wysłańcy piekła nie zaglądają do Westwolf City.
- Piekło nigdy nie śpi, Edmundzie.
Edmund westchnął zirytowany.
- Ty i Caroline wytępiliście setki pomiotów, i wybiliście wszystich goetów. To był zwykły mord, pogódź się z tym.
- Może masz rację. Zobaczymy, do czego dojdzie Caroline.
- Jest tak samo uparta jak ty. Nawet nie chcę myśleć, na co możecie wpaść wspólnymi siłami.
Jonathan Crey uśmiechnął się I rzekł:
- Lepsi dwaj uparci łowcy niż szatan wędrujący po mieście.


















ROZDZIAŁ 3

Caroline oparła się o ścianę budynku komendy policji, w alei w New's Town. Pogoda była paskudna: niebo pokrywały szare chmury, wiał nieprzyjemny, chłodny wiatr. Zapowiadało się na burzę.
Umówiła się tu z Tonym, mieli spotkać się z jednym z komisarzy w sprawie morderstwa Edwarda Howeya. Przeczucie Caroline mówiło jej, że zamordowany był goetą, a życia nie odebrał mu człowiek.
Po jakiejś chwili pojawił się Tony. Był to wysoki brunet o piwnych oczach i kwadratowej szczęce oraz przystojnych rysach twarzy. Miał szerokie ramiona i wąską talię. Caroline lubiła go, właściwie od zawsze jej się podobał i gdyby nie to, że zakochała się w Jonathanie, zrobiłaby wszystko, by być z Tonym.
Tony nosił modną kurtkę, sprane dżinsy oraz tenisówki marki NIKE.
- Witaj Caroline.
- Cześć Tony. Jak zdrówko?
- Wszystko w porządku. Rozumiem, że nie przyszłaś rozmawiać o moim samopoczuciu?
- Kiedy przyjdzie komisarz Kane? - Zapytała prostu z mostu Caroline.
Tony przypatrzył się Caroline. Zastanawiał się, jak to możliwe, że tak młodo wyglądająca z twarzy kobieta, mogła mieć już siwe włosy, a na dodatek spotkało to samo jej męża.
- Nie wiem, czy jest sens mieszać w to detektywów. Ta sprawa przechodzi w ręce FBI, wątpię, że macie większe szanse od nas.
Samochody przejeżdzały obok, zagłuszając lekko rozmówcę Caroline. Było grubo po godzinie szczytu, każdy chciał jak najszybciej dostać się lub wydostać z pracy.
- Nie doceniasz naszych umiejętności.
Tony lekko się uśmiechnął.
- Znam za to waszą wścibskość. Gdyby nie to, że jesteście moimi przyjaciółmi, już dawno kazałbym was przyskrzynić.
Caroline uśmiechnęła się i przybliżyła się do niego, delikatnie muskając dłońmi jego klatke piersiową.
- Przecież nie chcemy zaszkodzić. - Powiedziała to ponętnym głosem. - A wręcz przeciwnie, chcemy pomóc.
Tony pokiwał głową, jego twarz dalej była bezuczuciowa, lecz Caroline znów wygrała. On po prostu lubił być przez nią adorowany.
Po chwili z komendy wyszedł Komisarz Garry Kane. Był już facetem po pięćdziesiątce, który kompletnie wyłysiał, ale wciąż nosił wąsy i brodę. Nosił jasnobrązowy, brzydki płaszcz oraz ciemny kapelusz.
- Witaj Tony.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, po czym Kane przywitał się z Caroline, którą poznał już wcześniej, przy okazji innych morderstw.
- Może przejdziemy do kawiarni na Castle Street? To niedaleko, a podają tam genialną, mrożoną kawę. - Zasugerował Garry Kane.
Caroline i Tony zgodzili się na tę propozycję. Cała trójka przeszła parę ulic dalej, do małej kawiarenki na rogu. W środku nie było za dużego ruchu, ale kelnerka która ich obsługiwała, nie należała do najmilszych.
Kane zamówił mrożoną kawę, wcześniej powiesił płaszcz na wieszaku oraz zdjął kapelusz, który położył na stoliku. Tony i Caroline zamówili po szklance wody.
- A więc – zaczął Garry – chodzi o tego poćwiartowanego?
- Dokładnie tak. - odparł Tony.
- Cóż, moim skromnym zdaniem, ta sprawa to niezły kanał. Widzicie, Edward Howey nie należał do najbardziej lubianych ludzi w mieście. Wręcz przeciwnie. Prowadził brudne interesy z tutejszą mafią. Prał im pieniądze, oczywiście każdy, kto coś na ten temat wiedział, albo znikał, albo dostawał propozycję nie do odrzucenia. Był kanalią, ale niestety, także przyjacielem burmistrza Stone'a. To komplikuje sytuację, bo to burmistrz nalegał, by sprawę przekazać FBI. Za wszelką cenę chce znaleźć mordercę.
- Mówisz tak, jakbyś nie chciał, żeby go złapano.
Garry Kane pokiwał twierdząco głową.
- Owszem. Nie żałuję gościa i z chęcią bym to olał. Ale burmistrz nalega. Oficjalnie za dwa dni będzie to sprawa federalnych. - Skierował wzrok na Tonego. - Nie wiem, czy jest sens mieszać w to prywaciarzy.
- Caroline Crey to najlepszy detektyw, jakiego znam. - Tony spojrzał na nią tak, jakby szukał w jej spojrzeniu podziękowania, które faktycznie znalazł. - Może mi pomóc w odnalezieniu mordercy. A ty musisz nam pomóc, nawet jeśli tego nie chcesz.
- Nie chcę, ale pomogę. Na miejscu zbrodni znaleziono obce odciski palców dwóch osób, potencjalnych zabójców. Okradziono cały dom, również sejf, który należał do najnowocześniejszej amerykańskiej myśli bezpieczeństwa. A to oznacza, że zamordowany musiał podać im szyfr, bo inaczej na pewno by tego nie odgadli. Ciężko stwierdzić, czy był torturowany, ale biorąc pod uwagę okoliczności jest to bardzo pradopodobne. Lecz jeśli nie, to znaczy, że sprawcy znali Howeya. Inaczej nie poznaliby szyfru.
- Potencjalni podejrzani? - zapytała Caroline.
Garry Kane westchnął.
- Niestety, jedyny możliwy świadek, gosposia w domu Howeya, tego dnia miała wolne. Była w szoku, kiedy ją odwiedziliśmy i powiedzieliśmy, co się stało. Wątpię, by miała coś wspólnego z tą sprawą, ale gdybyście chcieli z nią porozmawiać, mieszka na Jersey Street, mieszkanie 72. Aha. I kolejna niewyjaśniona sprawa, to brak śladów włamania. Zupełnie tak, jakby Howey znał swoich zabójców i otworzył im drzwi, podał szyfr, pozwolił się udusić, a na koniec poćwiartować. Dla mnie to porachunki z mafią. Wkurwił nie tego,co trzeba.
- A kartoteka Howeya? Był w coś zamieszany oficjalnie? - spytał Tony.
Garry Kane spojrzał na Tonego, potem na Caroline widocznie zmieszany. Chyba nie spodziewał się, że prywatny detektyw oraz agent FBI będa mieli tak znikomą wiedzę na temat ofiary.
- Kiedyś był podejrzany w sprawie o morderstwo na tle seksualnym. Ktoś zgwałcił, a potem zabił studentkę, która u niego pracowała. Zwłoki znalazł jej ojciec, który twierdził, że to na pewno sprawka Howeya.
- Dlaczego tak twierdził? - spytała zaciekawiona Caroline.
- Podobno rozmawiali przed śmiercią i dziewczyna powiedziała, że ma już dośc Howeya i jego zalotów, że raz próbował ją obmacywać, że klepie ją po tyłku, gada sprośne żarty i takie tam. Ale testy DNA wykazały, że zrobił to mąż dziewczyny, zazdrosny buc. Sprawa ucichła. Howey został oczyszczony i dalej mógł prowadzić swoje brudne interesy.
- Chyba za bardzo go nie lubiłeś. - zasugerowała Caroline.
- Oczywiście, że nie. Pomagał mafii, która jest odpowiedzialna za pięćdziesiąt procent przestępczości w tym mieście.
- W każdym razie za dużo się nie dowiedzieliśmy. - oznajmił Tony z rozczarowaniem w głosie.
- Powiedziałem wszystko, co wiem. Za dwa dni będziecie mieli całkowity wgląd w sprawę. Może wy znajdziecie coś więcej. Ale tak jak powiedziałem, śmierć Howeya dla mnie nic nie znaczy.
Garry Kane odsunął krzesło od stołu, pożegnał się z Tonym i Caroline, założył swój kapelusz i wyszedł. Po krótkiej chwili to samo zrobili pozostali.
- Jeśli pozwolisz – zaczęła Caroline – to porozmawiam z tą gosposią. Może czegoś się dowiem.
- Nie ma problemu, ale macie tylko dwa dni. Potem FBI nie będzie tolerowało wolnych strzelców, czy to jasne?
- Jak słońce.
Pożegnali się buziakiem w policzek i gdy już odeszli kawałek od siebie, Caroline zawołała:
- Jak zawsze miło było cię widzieć, Anthony.

Dodano po 5 minutach 30 sekundach:
Przepraszam, ale chyba zrobił się jakiś błąd, bo nie pojawiły się akapity :(

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Nocni Łowcy (fragment)

Post#2 » 12 cze 2017, o 22:29

Po informację o akapitach zapraszam pod poniższy adres: viewtopic.php?f=84&t=2035
Po wtóre, sugerowałbym rozdzielenie postów: Każdy rozdział (lub ich para, jeśli są krótkie) możnaby umieścić w oddzielnym wątku. Będzie łatwiej je znaleźć. :)
To tyle opiekunowskiego ględzenia, do tekstów wrócę w wolniejszej chwili.
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Nocni Łowcy (fragment)

Post#3 » 12 cze 2017, o 22:56

Znalazłam kilka błędów. Są też literówki.


To jeden z naszych klientów, zapytał siebie z niedowierzaniem w myślach.


To jeden z naszych klientów?, zapytał siebie z niedowierzaniem w myślach.

Jonathan spojrzał na nią przenikliwym spojrzeniem, a na jego pociągłej, miwo siwych włosów, młodo wyglądającej twarzy, można było zauważyć lekki grymas.


Jonathan spojrzał na nią przenikliwym spojrzeniem, a na jego pociągłej twarzy, wyglądającej młodo mimo siwych włosów, można było zauważyć lekki grymas.

Wogóle nie rozumiem, dlaczego mieszasz się do spraw FBI.


W ogóle...

- A więc twierdzisz, że było ich kilku? Dlaczego.


- A więc twierdzisz, że było ich kilku? Dlaczego?

Tony przypatrzył się Caroline. Zastanawiał się, jak to możliwe, że tak młodo wyglądająca z twarzy kobieta, mogła mieć już siwe włosy, a na dodatek spotkało to samo jej męża.


Tony przypatrzył się Caroline. Zastanawiał się, jak to możliwe, że tak młodo wyglądająca kobieta, mogła mieć już siwe włosy. Zupełnie tak samo, jak jej mąż.

Dobre dialogi, takie swobodne.
Ogólnie może i ciekawe dla kogoś, kto lubi takie kryminalno-horrorystyczne klimaty, jednak mi nie przypadło do gustu.
I jak dla mnie to postacie są zbyt "idealne".
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

JakubY
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Nocni Łowcy (fragment)

Post#4 » 12 cze 2017, o 23:08

Z tymi postaciami się zgodzę, mam problem z kreacją głównych bohaterów, co do dialogów dziękuje :D Jeśli chodzi błędy to przepraszam, widocznie nie udało mi się wszystkich wyłapać:P. Osobiście uważam że moim największym mankamentem są opisy lokacji czy wyglądu bohaterów.

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Nocni Łowcy (fragment)

Post#5 » 12 cze 2017, o 23:14

Nie masz za co przepraszać, błędy się zdarzają. Mi też :P
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Ewelina

Nocni Łowcy (fragment)

Post#6 » 13 cze 2017, o 05:13

Czytam i tak sobie myślę, o szykuje się niezły kryminał, aż tu nagle... Co? Demony. A potem mnie olśniło, że to dział z fantastyką. Gdybyś tak zmienił te demony na jakichś złych, tajemniczych gości, z którymi denat był umówiony... Radziłabym nie łączyć kryminału z fantastyką, ale oczywiście to twoja decyzja.
Konstrukcja postaci ok, akcja płynie wartko, jak dotąd.

JakubY
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Nocni Łowcy (fragment)

Post#7 » 13 cze 2017, o 11:59

Szczerze też się zastanawiałem czy to dobry pomysł z demonami ale w zamyśle jest to horror z elementami kryminału i fantasy, więc tak już wybrałem. I oczywiście dziękuje za opinie :)

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości