W cieniu arkad, rozdział II

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 227

W cieniu arkad, rozdział II

Post#1 » 20 lip 2017, o 11:41

Rozdział II
Kraków – pierwsza dekada dwudziestego pierwszego wieku
Łucja


Część 1.

Weszła na schody zwane „mostkiem westchnień” i nagle uderzyła ją myśl, że przecież właśnie tutaj, gdzieś pod stopami, być może w ożebrowaniu stropu znajdującej się poniżej Sali, powinna znajdować się wskazówka, lub - w co mocno chciała wierzyć - nie tylko sama wskazówka, ale też zaginione fragmenty niezwykłego manuskryptu, których szukają od stuleci. O tym rękopisie i jego zaginionych kartach usłyszała po raz pierwszy, gdzieś około tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego siódmego roku, od profesora Estreichera*[1], ówczesnego kierownika Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius. Pewnego dnia profesor, jak to miał w zwyczaju, snując jedną ze swoich interesujących opowieści - tym razem o odnalezionym pod progiem zamku w Niedzicy inkaskim kipu*[2], podczas przeprowadzanych tam w tysiąc dziewięćset czterdziestym ósmym roku prac konserwatorskich - wspomniał również i o tym dziwnym - napisanym do dnia dzisiejszego nieodczytanym pismem - rękopisie. Nazwał Manuskryptem Voynicha, co Łucji wówczas nic nie mówiło. Słuchała z ciekawością, kiedy tak barwnie o nim opowiadał, twierdząc, że jest on jednym z najbardziej tajemniczych rękopisów średniowiecznych, powstałych prawdopodobnie (bo i co do jego datowania są wątpliwości) w pierwszej połowie piętnastego wieku. To przez badaczy nazwany został „Manuskryptem Voynicha”, ponieważ to właśnie Voynich - a właściwie Michał Habdank Wojnicz - Amerykanin polskiego pochodzenia, kolekcjoner i antykwariusz, nabył go w roku tysiąc dziewięćset dwunastym od Towarzystwa Jezusowego mającego wówczas swą siedzibę w Willi Mondragone we Frascati pod Rzymem.

Ta oprawna w skórę pergaminowa księga, o wymiarach 15 cm x 22,5 cm, składająca się ze stu trzydziestu sześciu welinowych kart, dwustronnie zapisanych, numerowanych, pokrytych różnymi rysunkami, wykresami oraz nieznanym pismem, nie zachowała się w całości. Dzisiaj pozostało ich sto dwadzieścia, czyli - gdzieś w zakamarkach dziejów - przepadło szesnaście kart. I kto wie, czy właśnie nie najistotniejszych dla zrozumienia oraz wyjaśnienia zagadki tego tajemniczego rękopisu.

Profesor stwierdził, że w roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym dziewiątym manuskrypt przekazany został do Uniwersytetu Yale w United States of America. Nadal jest tam przechowywany, w Bibliotece Rzadkich Ksiąg Beinecke`a, pod numerem katalogowym MS 408. Pamięta go dokładnie, bowiem miał przyjemność trzymać tę księgę we własnych rękach podczas swojej niedawnej wizyty Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Wprawdzie były przesłanki - aczkolwiek nikłe, ale jednak były - że przywiezione do Krakowa, w pierwszej ćwiartce szesnastego wieku, kilkanaście kart tego manuskryptu, ukryte zostały gdzieś w murach, albo stropie budowanej w tym czasie uniwersyteckiej biblioteki. A schody, które właśnie pokonywała, od początku wydawały się jakieś dziwne. Nie, nie same schody, ale wyczuwalna, przynajmniej przez nią, panująca tu atmosfera. Z komunikacyjnego punktu widzenia były wygodne, bowiem tworzyły bezpośrednie połączenie z drugą częścią muzeum. Właściwie pierwszą, mieszczącą najważniejsze gabinety i pracownie. W drugiej to było jej „królestwo” – magazyny i gabinet, Do pierwszej części udawała się tylko wtedy, gdy była do tego zmuszona, lub jakaś czynność wymagała jej obecności. A i tak, gdy tylko dana sprawa nie wydawała się pilna, wybierała drogę okrężną. Kłopotliwą, czasochłonną, z biegiem lat coraz bardziej męczącą, ale wolała to. Korytarz, klatka schodowa, tzw. „studencka” - pięćdziesiąt siedem drewnianych stopni, za każdym razem liczyła, jakby ich liczba mogła ulec zmianie, dwa piętra w dół, kolejny korytarz, dziedziniec arkadowy oraz ponownie schody na drugie piętro. Najpierw szerokie, „rektorskie”, składające się z dwudziestu trzech kamiennych stopni, następnie cztery kroki po krużgankach pierwszego piętra i krótka wspinaczka po tych siedemnastu, również z piaskowca, zakręconych, niewygodnych, wiodących do ważnych pomieszczeń drugiego piętra, tak zwanej „góry”. Nazwana tak w opozycji do „muzealnych dołów”, miejsca, gdzie ona obecnie pracowała, pomimo, że znajdowało się na tym samym poziomie drugiego piętra. Ale to była tradycja. Określenie powstało dawno temu, gdy jej magazyn i pracownia były obok tak zwanego „muzealnego ciągu”, czyli sal ekspozycyjnych udostępnianych do zwiedzania, usytuowanych na pierwszym piętrze. W jej dawnej pracowni, obecnie podziwiać można kolekcję sakralnej rzeźby średniowiecznej, w tym między innymi Madonnę z Prandocina, rzeźbę polichromowaną, z około tysiąc czterysta dziesiątego roku, jedną z tak zwanego cyklu „pięknych madonn” oraz jej ulubioną - Matkę Boską Bolesną*[3] – drewnianą figurę niezwykłej urody. Cała postać, a szczególnie załamane ręce i zrozpaczona twarz, stanowiły kwintesencję bólu i smutku. Dla Łucji była to wyjątkowa rzeźba. W ciężkich chwilach zwątpienia i rozpaczy, przybiegała do tej Madonny - matki, będącej świadkiem bólu i śmierci swego syna - po ratunek, siły do dalszej walki oraz pociechę oraz co najważniejsze; nadzieję. Ponadto, w sali tej, po włączeniu odpowiedniego przycisku, rozlegała się muzyka Hilderardy z Bingen. Kiedy po raz pierwszy ją usłyszała, zrobiła na niej ogromne wrażenie. Z uwagą i wzruszeniem słuchała podniosłych i natchnionych antyfon i hymnów skomponowanych przez tę niezwykłą świętą, na początku dwunastego wieku. Po wstukaniu w wyszukiwarkę internetową hasła Hilderarda z Bingen przeczytała takie słowa:

Za panowania Henryka IV w Świętym Cesarstwie Rzymskim żyła w Galii Bliższej dziewica słynąca ze szlachetnego urodzenia i świętości. Na imię jej było Hildegarda. Jej rodziciele Hildebert i Mechthylda, choć ludzie możni i ze sprawami światowymi obeznani, mieli na względzie dary należące Stwórcy, oddali przeto córkę w służbę Bogu. Jeszcze w dziecięctwie od spraw ziemskich się odsunęła, odgrodzona od nich przedziwną czystością.

W ważnych dla niej momentach przychodziła również do kaplicy św. Jana Kantego - która niegdyś była jego skromnym mieszkaniem, raczej ciemną izbą z jednym niewielkim oknem wychodzącym na ulicę, wtedy zwaną Żydowską (dzisiaj św. Anny) - i zapałała świecę temu uniwersyteckiemu świętemu. Była przekonana, że Collegium Maius oraz ludzie tu pracujący są otoczeni jego szczególną opieką. To samo myślała o św. Jadwidze Królowej, oraz o profesorze Karolu Estreicherze młodszym, zaraz po jego śmierci. Łucja, mając tak różnych oraz możnych protektorów, zawsze w tych murach czuła się bezpieczna.

Tak skrupulatnie licząc schody, jakie gdziekolwiek pokonywała, nie przeliczyła jeszcze innych, bocznych, bardzo wąskich, ulokowanych po zachodniej stronie dziedzińca, łączących krużganki z płytą dziedzińca. Właściwie dlaczego? Musi je koniecznie przeliczyć. Jak i te znajdujące się na południowej pierzei, wsparte o ścianę Izby Wspólnej i biegnące od krużganków na drugie piętro. Co za niedopatrzenie!

Kiedy przechodziła „mostkiem westchnień”, czuła, jak ogarnia ją dziwne uczucie; uczucie niepokoju, lekkiego mrowienia wzdłuż kręgosłupa, jakiejś niedookreślonej energii, „gęsiej skórki” wywołanej jakby śladem czyjejś obecności i jeszcze czegoś, czego właściwie nie umiała nazwać. Cienia? Czasami nawet, ale tylko wtedy, gdy była już bardzo zmęczona, ulegała złudzeniu, że słyszy jakieś szepty. Przez wargi przebiegł jej ledwo dostrzegalny uśmiech, kiedy przypomniała sobie żart primaaprilisowy zrobiony przez Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego kilka lat temu. Otóż pierwszego kwietnia, w lokalnej prasie ogłoszono, że podczas prowadzonych właśnie remontów na dziedzińcu i w podziemiach Collegium Maius odkryto - drugi w Krakowie, po wawelskim - czakram. Pomimo późniejszego wyjaśnienia, że był to tylko, zwyczajowy przecież w tym czasie żart, przez dłuższy czas, przechodząc, o różnych porach pod krużgankami dziedzińca, spotykała ludzi opartych plecami o ścianę budynku. Kiedyś podeszła do tak przytulonego do muru mężczyzny z uduchowionym, prawie nieobecnym spojrzeniem i wyrywając go z zadumy spytała dlaczego to robi. Kiedy w końcu dotarło do niego, że stojąca przed nim kobieta domaga się odpowiedzi - z pobłażliwym obliczem, zapewne z powodu całkowitej i beznadziejnej ignorancji interlokutorki - wyjaśnił, że ładuje energię od znajdującego się w podziemiach tej starej budowli czakramu. I że właśnie tu czerpie oraz odczuwa jeszcze większą emanację mocy, niż od tego bliźniaczego kamienia z wawelskiego wzgórza.

I jeszcze coś, o czym starła się już od lat nie myśleć. To miejsce, a w szczególności pomieszczenie znajdujące się pod stopami, piętro niżej, było świadkiem tak wielu zdarzeń, jednak ona myślała o tym jednym, jedynym, osobistym, na wspomnienie którego - nawet jeszcze dzisiaj - oblewała się rumieńcem, a słodka fala gorąca zalewała brzuch. Nie, nie wolno jej do tego wracać. Przecież to sobie zakazała, a ona zazwyczaj dotrzymuje danego sobie słowa. Chociaż aż takiej władzy nad sobą, niestety, nie miała.

Łącznik zbudowano nad jedną z muzealnych sal, w kształcie litery L, o pięknym późnogotyckim sklepieniu*[4]. Istotnie, przywodził na myśl jeden z tych uroczych weneckich, wysklepionych mostków, złożonych głównie ze wznoszących się i opadających stopni przerzuconych nad kanałem. Ten, był współczesną konstrukcją nad starą biblioteką – Librarią, która przez stulecia pełniła zaszczytną i niezbędną funkcję „serca i krwiobiegu” uczelni. Łącznik składał się z dwunastu stopni z jednej strony i jedenastu z drugiej połączonych ze sobą podestem.

Przystanęła, jak zawsze, przed jedynym nierównym stopniem, wyższym niż pozostałe i oparła się o ścianę. Tak, dokładnie pod nią jest najwyższy punkt sklepienia znajdującego się piętro niżej pomieszczenia. Sali, gdzie przechowywana była, secretum library (sekretna biblioteka), o czym wiedzieli tylko nieliczni. Dwadzieścia jeden wykluczonych ksiąg - libri haeretici - zakazanych przez uniwersytecką cenzurę oraz uznanych przez Kościół za heretyckie, nieprawdziwe i w żadnym razie nie do pogodzenia z jego nauczaniem. Dostęp do nich był szczególnie ograniczony. Generalny Inkwizytor tylko niektórym wybranym wydawał specjalne zezwolenie na korzystanie z zasobów tej tajnej biblioteki. A i to na ściśle określony czas.

Brakowało jej tchu, przycisnęła dłoń do piersi, gdzie nagle gwałtownie, szybko i tak jakoś boleśnie zabiło serce, westchnęła głęboko chcąc uspokoić oddech, a wspomnienia, wbrew woli, rozwijały się jak rolka starego negatywu fotograficznego, których już tyle tysięcy przeszło przez jej ręce. Renzo - pierwsze spotkanie - ten błysk i iskra między nimi.

postawiła przed sądem
skazała na śmierć
rozstrzelała …

zmartwychwstaną moje marzenia?

Ile razy myślała o tym, wydawałoby się nareszcie zapomnianym, ale tak jakoś niewybrzmiałym jeszcze uczuciu, przychodził jej do głowy ten czterowiersz, ułożony w chwili bezradności, właśnie tam w marmurowych kamieniołomach Carrary, kiedy zrozumiała, że pomimo łączącej ich namiętności, a może właśnie przez nią, nigdy nie będą razem. Tam też, leząc na złocistej plaży w Marina di Carrara i patrząc ponad zieloną linią palm, na śnieżnobiałe, będące - tak się przynajmniej wydawało - na wyciągniecie reki, marmurowe góry napisała wiersz o rzeźbie „Dawida”, znajdującej się we Florencji, dłuta genialnego Michała Anioła Buonarrotiego:

un progioniero*[5]

ja – Dawid
zamknięty w marmurze
wyrwany z łona karraryjskiej matki
czekam
czterdzieści lat
może więcej – już nie liczę
zapomniany i uwieziony
w lochach Signorii

ja – Dawid
otwieram oczy
jestem nagi
ściskam w dłoni ten kamyk
który czeka na swoje
przeznaczenie
nie słyszę krzyku
jest już daleko

ja – Dawid
chcę poczuć Twoje dłuto
uwolnij mnie – proszę
Michale Aniele


Dla Renzo najważniejsza była jego sztuka oraz Londyn, gdzie mieszkał i miał możliwość artystycznej realizacji, a dla Łucji jej syn oraz Collegium Maius. Więc ich drogi mogą przecinać się tylko na chwilę, okazjonalnie. I … przynajmniej w tym życiu… nic więcej.
---------------------------------
1. Prof. dr hab. Karol Estreicher młodszy (1906 – 1984), profesor historii sztuki, pierwszy i wieloletni kierownik Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius. Po II wojnie światowej przywiózł do Polski dużą cześć zrabowanych przez Niemców dzieł sztuki, w tym wykonany przez Wita Stwosza Ołtarz Najświętszej Marii Panny w kościoła Mariackiego w Krakowie, oraz jedyny w Polsce obraz Leonarda da Vinci, Damę z gronostajem.

2. Kipu – „pismo węzełkowe”, słowo pochodzi z języka Indian Keczua z przedkolumbijskiej Ameryki Południowej. Jest to trójwymiarowy zapis wykonany z kolorowych sznurków z powiązanymi węzełkami, z wełny lamy lub alpaki. Podobno niedzickie kipu zawiera informacje o miejscu ukrycia skarbów. Zamek „Dunajec”, to średniowieczna warownia wzniesiona na wyniosłej skale o wysokości 566 metrów, na prawym brzegu Dunajca, obecnie Zalewu Czorsztyńskiego, w Zamagurzu - Pieninach Spiskich. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1325 roku. Przez kilka wieków należał do rodu Berzewiczych. Jej ostatnimi właścicielami, od połowy dziewiętnastego wieku, był węgierski ród Salomonów. Ciekawostką jest to, że w dobrach należących do zamku aż do 1931 roku zachowane były szczątkowe formy pańszczyzny. Po II wojnie światowej zamek przeszedł na własność Stowarzyszenia Historyków Sztuki i urządzono tam Dom Pracy Twórczej.

3. Matka Boska z grupy Ukrzyżowania, Małopolska, 1 ćwierć XVI w., drewno lipowe, polichromowane. Ta rzeźba, ustawiona jest dokładnie w tym miejscu, gdzie przez ponad dwadzieścia lat przy biurku (niegdyś należącym do profesora Henryka Hoyera) pracowała Łucja.

4. Krzyżowo – żebrowe, późnogotyckie, tzw. sieciowe sklepienie Librarii składa się z trzydziestu malowanych w ciemno błękitne freski pól. Freski te, przedstawiające firmament niebieski, będące ilustrowaną alegorią „lepszego świata”, do którego można się dostać tylko przez naukę i wiedzę czerpaną z przechowywanych właśnie tutaj ksiąg – domalowano znacznie później, początkiem lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. W tym czasie Muzeum UJ kierował prof. Karol Estriacher młodszy, pomysłodawca i realizator kompleksowego odnowienia Collegium Maius w latach 1949 - 1964. Z jego inicjatywy z najstarszych uniwersyteckich budynków zdjęto „ neogotycką szatę”, nadaną im podczas przebudowy Collegium Maius właśnie w tym stylu, w latach 1840 – 1870.

5. Un prigioniero (z włoskiego) – uwięziony)

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

W cieniu arkad, rozdział II

Post#2 » 20 lip 2017, o 12:41

Serdeczna prośba od OP: Proszę zatroszczyć się o wcięcia akapitowe. Zrobić to można w oknie forumowego edytora tekstu, poprzez wybranie komendy: [p] [/ p]( bez spacji) na początku każdego akapitu.
Ułatwi to znacznie lekturę tekstu.
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

W cieniu arkad, rozdział II

Post#3 » 24 lip 2017, o 11:26

Podobnie jak w pierwszym rozdziale - za dużo niepotrzebnych wiadomości z historii, historii sztuki itp.
W tym wszystkim gubi się wątek powieści.

"od prof. dr. hab. Estreichera" - wystarczyłoby "od prof. Estreichera".
Przy całym szacunku dla profesora, nie jest potrzebne wymienianie wszystkich jego tytułów. To nie jest praca naukowa.

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 227

W cieniu arkad, rozdział II

Post#4 » 24 lip 2017, o 20:12

Grafomanie,
dziękuję za podpowiedź. Akapity wprowadziłam.

Marianie,
miło mi, że zechciałeś zajrzeć pod moje "Arkady". Masz racje z tytułami - pewnie z rozpędu i przyzwyczajenia użyłam pełnego, pisząc o Karolu Estreicherze juniorze. To kwestia przyzwyczajenia, jak się całe życie związało z Uniwersytetem Jagiellońskim - "wlazło w krew".
Myślę, że nie do końca właściwe zakwalifikowałam swoją powieść. Ale sama nie wiem jak ją określić. Bez wątpienia jest powieścią historyczną, której akcja toczy się na przestrzeni wielu stuleci, ale także obyczajową i sensacyjną. Jest także swoistym, indywidualnym "przewodnikiem" po historii, tradycji i skarbach najstarszej polskiej uczelni. Wprawdzie akcja toczy się w wielu miejscach w Europie, ale zawsze ma to jakiś związek z Krakowem.
A wszechwiedzący jest narrator powieści, nie bohaterowie.
Zmieniłam więc jej opis z obyczajowej na historyczną, wydaje mi się to bardziej adekwatne, iż każdy rozdział (a jest ich kilkadziesiąt) opatrzony jest obszernymi przypisami odnoszącymi się do faktów historycznych, tym bardziej, iż fabuła (w znacznej mierze) jest moją imaginacją, chociaż przeważnie jej źródło jest autentyczne. Z pewnością nie jest to lektura dla wszystkich, ale miłośnicy historii i tajemnic znajdą w niej smaczne kąski.
Serdecznie Panów pozdrawiam i zapraszam do kolejnych "odsłon".

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

W cieniu arkad, rozdział II

Post#5 » 24 lip 2017, o 21:11

Jeśli można – ta ja w formie dyskusji (w innej formie miałem przyjemność już wcześniej się wypowiadać).

Uwaga Mariana ("za dużo niepotrzebnych wiadomości z historii, historii sztuki itp." ) jest bardzo interesująca i do pewnego stopnia słuszna, a na pewno zgodna z prawdą, z tym, że dyskusyjnym pozostaje określenie „niepotrzebnych”. W moim odczuciu, te wiadomości są jej największą zaletą. Rzeczywiście, można powiedzieć, że wątek powieści się gubi; ja wprawdzie użyłbym sformułowania, że ma drugorzędne znaczenie. I mnie to jak najbardziej odpowiada. Wątek fabularny jest w przeważającej mierze odbiciem inwencji autora, i właściwie stanowi układankę puzzli złożonej z tych samych elementów (np.: miłość, pieniądze, zbrodnia, ucieczka), poukładanych w różnych konfiguracjach, ale ponieważ ich liczba, tudzież liczba kombinacji, pomimo iż jest bardzo duża, to jednak ograniczona i volens nolens się powtarza, tak więc w tym obszarze bardzo trudno zaskoczyć czytelnika. Dlatego w prozie szukam głównie autentyzmu, wnikliwej, przemyślanej obserwacji (co znajduję np. u Mariana) oraz wiedzy, której nie posiadam, a która w jakimś stopniu mnie interesuje, a jeśli nawet nie, to o ile jest podana w umiejętny, literacki sposób na wysokim poziomie artystycznym (tak jak w tym przypadku), to z przyjemnością czytam taki tekst. Natomiast akcja, jest dla mnie jedynie spoiwem, żeby nie powiedzieć „wypełniaczem”, niezbędnym wprawdzie (no bo w końcu to beletrystyka) i jak najbardziej absorbującym część uwagi, ale jednak nie najważniejszym.

A to jest jak najbardziej powieść historyczna, i jako taka, może (a nawet powinna) być okraszona dowolną ilością przypisów.

Oczywiście, wszystko powyższe stanowi nader subiektywne odejście, po części dlatego, że bardziej mnie zajmuje literatura popularno-naukowa czy stricte naukowa, niż klasyczna beletrystyka.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

W cieniu arkad, rozdział II

Post#6 » 24 lip 2017, o 21:34

Jak wrzucisz trzeci rozdział, to przeczytam. Na razie przeczytałem przypisy i wzbudziło zainteresowanie.

Masz jakieś plany co do długości tekstu, czy samo się pisze?

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 227

W cieniu arkad, rozdział II

Post#7 » 25 lip 2017, o 12:09

Szczepanie,
przypisy to ważna, istotna część mojej powieści. Właśnie im poświęcam większość czasu, jaki przeznaczyłam na jej pisanie. Bardzo zależy mi na osadzeniu akcji w realiach. To one spowalniają fabułę, bowiem czasami sprawdzenie jakiegoś faktu, zdarzenia powoduje dosyć żmudne dotarcie do źródeł. Nic więc dziwnego, że jestem do nich przywiązana, skoro tak wiele ode mnie wymagają.
Powieść piszę – jakby to nazwać – skokami. Przyznam, że dopóki w realnej perspektywie było jej rychłe wydanie, praca posuwała się stosunkowo szybko. Chęć ujrzenia jej w wersji książkowej znakomicie mnie dopingowała. Wprawdzie mam na swoim koncie kilka wydanych pozycji, ale nie beletrystykę, powiedzmy popularno – naukową. Niestety, jakiś czas temu wydawca wycofał się z powodu zmiany zainteresowań z wydawniczych na tylko reklamowe. Mój zapał i chęć dokończenia tekstu... znacznie osłabły, co – oczywiście – mam sobie za złe. Jak każdy autor chciałabym widzieć i moje „Arkady” na księgarskich półkach, ale nic na siłę, a wydawnictwa, które proponują samofinansowanie mnie nie interesują, bowiem im zależy tylko na zarobku. Skoro już dostaną pieniądze od autora, reszta już znacznie mniej ważna.
Zakładałam i nadal zakładam, że „W cieniu arkad” (to w dalszym ciągu tytuł roboczy), jako powieść historyczna z elementami sensacji (Gorgi ma rację pisząc o tzw. „stałych elementach” niemal każdej fabuły) będzie obszerna i wielowątkowa. Powinna zamknąć się na około 400 – 600 stronach. Zakres widełek zależny jest od mojej cierpliwości, wytrwałości, inwencji i chęci. Gotowych jest ponad 20 rozdziałów, jednak „im dalej w las, tym trudniej”, do tego stopnia, że zaczynam powątpiewać, czy kiedykolwiek powieść otrzyma ostateczną, zadowalającą mnie formę. Mówię sobie, że gotowy jest I tom i to nieco łagodzi wyrzuty sumienia – bo bohaterowie powieści (żyjący już swoim immanentnymi sprawami, często sami narzucają mi sposób ich przedstawiania), „wiercą mi dziurę w brzuchu”. Muszą jednak trochę poczekać, bowiem teraz (zawodowo) zajmuję się trudnym okresem w naszej (szczególnie Krakowa i jego uniwersytetu, tj. latami 1655 – 1770), czyli potopem szwedzkim, okupacją (prawie dwuletnią Krakowa), dewastacją miasta i bibliotek klasztornych, mniej – na szczęście - akademickiej, oraz stanem Uniwersytetu Krakowskiego (Jagiellońskim nazwano go dopiero w XIX wieku) przed reformą kołłątajowską. Z wykształcenia nie jestem historykiem, więc tym bardziej staranie i z pokorą biorę się za tę „materię”.

Gorgi,
Tobie należą się szczególne podziękowania za zainteresowanie tym tekstem i niemałą pracę, jaką włożyłeś w jego dotychczasową korektę. Bardzo i z całego wdzięcznego serca Ci dziękuję.

Wszystkim, którzy zechcą zatrzymać się w przyjaznym cieniu arkad dziękuję oraz ślę pozdrowienia.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

W cieniu arkad, rozdział II

Post#8 » 25 lip 2017, o 17:05

nebbia pisze:przypisy to ważna, istotna część mojej powieści. Właśnie im poświęcam większość czasu, jaki przeznaczyłam na jej pisanie.
Ryzykowne. Łatwo zagubić coś ważniejszego.

nebbia pisze:Bardzo zależy mi na osadzeniu akcji w realiach. To one spowalniają fabułę, bowiem czasami sprawdzenie jakiegoś faktu, zdarzenia powoduje dosyć żmudne dotarcie do źródeł.
Mistrz-od-Jakuba, niejaki Andrzej Pilipiuk zwykł określać ten problem sumaryczną długością półek, jakie zajmują źródła.

nebbia pisze:Nic więc dziwnego, że jestem do nich przywiązana, skoro tak wiele ode mnie wymagają.
Ale mimo wszystko ryzykowne.

nebbia pisze:Powieść piszę – jakby to nazwać – skokami.
Ja też, chociaż niekiedy "pełzanie" byłoby w moim przypadku określeniem właściwszym. :))

nebbia pisze:Mój zapał i chęć dokończenia tekstu... znacznie osłabły
...a powinny zostać bez zmian. Szkoda.

nebbia pisze:chciałabym widzieć i moje „Arkady” na księgarskich półkach, ale nic na siłę
Na tym u amatorów polega profesjonalizm.

nebbia pisze:a wydawnictwa, które proponują samofinansowanie mnie nie interesują
...a na tym rozsądek.

nebbia pisze:...bowiem im zależy tylko na zarobku. Skoro już dostaną pieniądze od autora, reszta już znacznie mniej ważna.
A mimo wszystko ludzie się pchają jak ćmy do ognia. Ech, te sny o wielkości... ;))

nebbia pisze:będzie obszerna i wielowątkowa. Powinna zamknąć się na około 400 – 600 stronach.
Sugeruję podział na dwa tomiki. Jedno opasłe tomiszcze częściej zniechęca niż zachęca.

nebbia pisze:Gotowych jest ponad 20 rozdziałów,
No to wrzucaj, na co czekasz. Ja, parszywy sybaryta, czytam dla przyjemności, a jaka przyjemność czytać kawałek?

nebbia pisze:jednak „im dalej w las, tym trudniej”
Im dalej wlazł, tym głębiej siedzi. Po zakończeniu powieści napić się trzeba :))

nebbia pisze:...do tego stopnia, że zaczynam powątpiewać, czy kiedykolwiek powieść otrzyma ostateczną, zadowalającą mnie formę.
Myślę, że tak, jak większość.

nebbia pisze:Mówię sobie, że gotowy jest I tom i to nieco łagodzi wyrzuty sumienia – bo bohaterowie powieści (żyjący już swoim immanentnymi sprawami, często sami narzucają mi sposób ich przedstawiania), „wiercą mi dziurę w brzuchu”.
Hi, hi, hi, skąd ja to znam. Kiedyś napisałem ponure a ckliwe opko, które w założeniach miało być pornolem, kiedy natomiast zaczynałem "Najcenniejsze", zamierzałem opisać jedynie przygodę głównego bohatera w szpitalu. Tak to już jest, widzę, że nie tylko u mnie.

nebbia pisze:...teraz (zawodowo) zajmuję się trudnym okresem w naszej (szczególnie Krakowa i jego uniwersytetu, tj. latami 1655 – 1770), czyli potopem szwedzkim, okupacją (prawie dwuletnią Krakowa), dewastacją miasta i bibliotek klasztornych, mniej – na szczęście - akademickiej, oraz stanem Uniwersytetu Krakowskiego (Jagiellońskim nazwano go dopiero w XIX wieku) przed reformą kołłątajowską.
Mościa Panno, konia z rzędem za artykuł na temat... mniej naukowy, bardziej osobisty. Mamy taki dział: Publicystyka. Ja wprawdzie jestem średniowieczny, ale chętnie przeczytam.

nebbia pisze:Z wykształcenia nie jestem historykiem, więc tym bardziej staranie i z pokorą biorę się za tę „materię”.
Bycie nie-historykiem daje dodatkowe możliwości, przynajmniej w kategori "proza"

Dziękuję za miłą odpowiedź. Fajnie czasem pogadać.

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 227

W cieniu arkad, rozdział II

Post#9 » 25 lip 2017, o 20:19

Miło mi i także dziękuję z a ciekawą rozmowę.
Zachęciłeś mnie, więc niebawem, jak tylko "odkopię" w archiwum, zamieszczę we wskazanym przez Ciebie dziale mój esej dotyczący tematu poważnego, ale potraktowanego przeze mnie lekko, by nie rzec humorystycznie. Ten tekst, sam będący cytatem, nosi tytuł: "Dziwne igrzysko losu i przeznaczenia".
Pozdrawiam

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości