Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Proza marca: Złodziej wspomnień - prolog | Poezja marca: cztery pory odpustów

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”!
Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Zamek Światów - Rozdział 1

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
IwaNow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Zamek Światów - Rozdział 1

Post#1 » 2 sie 2017, o 03:32

Część poprzednia

Rozdział 1


Skończyło się tak, jak się rozpoczęło. Nagle i boleśnie. Wszechmocny, czemuż do tego dopuściliśmy? Miasto umarło, ludzie umarli, lecz ich Wspomnienia żyją we mnie”.
Wspomnienie ukryte w pękniętym pierścieniu. Uszkodzone, próbka niezdatna do użytku i niegodna większej uwagi.
*
Batrand, Szczur z Navaru, Władający Wspomnieniami, Złodziej, zeskoczył gładko z wysokiego muru, przeturlał się na bok i dobył ostrza. Dwóch strażników, nadal nieświadomych jego obecności, rozmawiało beztrosko, pilnując wejścia, które właśnie przekroczył. Z posiadłości dochodziły odgłosy balu, śpiewów i muzyki. Grała głośna orkiestra sprowadzona ze stolicy przez samego Hyrodona Lenara, jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi we wschodniej części miasta.
Batrand, Szczur z Navaru, oddalił się od strażników, ostrożnie podążając cieniem. Jego ostrze, co jakiś czas mieniło się światłem, rozjaśniając mrok przed nim, kiedy tego potrzebował. Ludzie chodzili po ogrodzie, Batrand omijał ich, nie zwracał na siebie najmniejszej uwagi, wciąż pozostając w ukryciu. W końcu schował miecz, rozejrzał się bacznie i kiedy uznał, że nikt go nie zobaczy, wyszedł z cienia. Szybko podszedł do ściany budynku.
Wyciągnął z kieszeni odpowiedni kryształ Wspomnień, spojrzał na niego i pobrał magię. Wypełniło go Wspomnienie. Przestał być sobą, stał się człowiekiem zręcznym, zdolnym wchodzić nawet na pionowe mury bez najmniejszego problemu czy pomocy. Batrand cofnął się o krok, oczy zaczęły lekko piec od dłuższej chwili niemrugania i krążącej w jego ciele magii. Nie mógł mrugnąć, jeśli nie chciał, żeby Wspomnienie go opuściło. Wziął rozpęd i pobiegł po pionowej ścianie, jakby stała się jego drugą podłogą, ale niestety nie trwało to długo. Nigdy nie trwało. Kilka sekund, a moc mniejszych kryształów się wyczerpywała. Batrand odbił się od ceglanej ściany i chwycił balustrady balkonowej, po której się wspiął szybko i wszedł do środka.
— A cóż to?! — zawołał mężczyzna ubrany w kolorową kamizelkę i obcisłe, niebieskie spodnie. Miał długie wąsy zakręcane przy końcach, rumianą twarz i zaczesane na lewy bok blond włosy. Jego palce zdobiły pierścienie.
Na szczęście mężczyzna był sam. Batrand, Szczur z Navaru, podszedł do niego szybko, chwycił za dłoń i wykręcił, a ten pisnął przerażony.
— Na Popiół! — zawołał mężczyzna cienkim głosem. Batrand zdążył już zdjąć wszystkie cztery pierścienie, z czego jeden złoty. — To skandal! Złodziej!
W następnej chwili uderzył go w twarz. Mężczyzna obrócił się wokół własnej osi i padł nieprzytomny na balkon. Skoro i tak musiał to zrobić, mógł go też okraść, prawda? Spojrzał w stronę balu, na szczęście nikt go nie dostrzegł. Sam Hyrodon Lenar tańczył i poklaskiwał w dłonie na parkiecie. Szczur ściągnął z siebie czarną kurtkę, ukazując niebiesko-białą kamizelkę, idealną na taką okazję. Założył skradziony złoty pierścień na palec i wszedł na przyjęcie, otwierając drzwi balkonu. Od razu uderzyła go głośna muzyka, wcześniej przygłuszona przez szklane drzwi. Ludzie krzyczeli, przepychali się i bawili. Przyjęcie jak każde inne, tylko nieco większe, bo ludzie wypełniali całą salę po brzegi, a stoły nadal pełne były potraw i win. Kilku strażników stało pod ścianami, ale nie zdawali się niczym przejmować.
Szczur z Navaru wszedł między gości, wyławiając wzrokiem jeden mieszek i porywając go z głębokiej, luźnej kieszeni jakiegoś mężczyzny. Przeszedł wokół parkietu, jego miecz nieco się wyróżniał, w końcu na takie przyjęcia niewielu przynosiło broń, ale mógł sobie to wybaczyć. Tłum ludzi przy schodach prowadzących do drugiej części posiadłości był gęstszy i tym razem nie obyło się bez wykorzystania łokci. Szturchnął jednego mężczyznę, później drugiego, przepychając się dalej wpadł na jakąś kobietę, aż w końcu dotarł na schody. Zszedł szybko, nie oglądając się za siebie.
Łatwa robota. Jednak, według niego, tej nocy wszystko szło zbyt łatwo. Wejście nie było jak zwykle utrudnione nadmiarem strażników, niewielu zwracało na niego większą uwagę, a sam gospodarz, jako jeden z najbardziej wpływowych ludzi tej części miasta, powinien mieć lepszą ochronę. A tymczasem tańczył beztrosko na parkiecie, niczego się nie spodziewając. Batrand, Szczur z Navaru, zaczął mieć złe przeczucia.
Droga na dół była niemal pusta. Dziwne. Dostanie się do skarbca powinno być, chociaż minimalnie utrudnione, a tymczasem szedł spokojnie, środkiem korytarza, przyglądając się obrazom powieszonym na ścianach. Straży nigdzie nie było widać.
Szczur skręcił w lewy korytarz. Plan posiadłości znał na pamięć, teraz skręt w prawo, a później kolejnymi schodami w dół. Powoli zaczynał czuć wilgoć i stęchliznę podziemi. Ani żywej duszy. Część piwnicy, w której znajdował się skarbiec, prawie nie była oświetlona. Batrand wyciągnął miecz, pozwolił mu rozświetlić sobie drogę, aż w końcu doszedł na miejsce. Po bokach nie było już zakrętów, znalazł się w ślepej uliczce. Spojrzał za siebie, widocznie naprawdę nikt go nie śledził. Zdziwił się, ale wolał nie roztrząsać, a raczej korzystać z okazji. Wrócił spojrzeniem do krat.
Duże. Wysokie na ponad dwa metry, szerokie na trzy, ale zamek jak zawsze malutki. Szczur wyciągnął kilka wytrychów i raz-dwa się z nim uwinął. Kraty nigdy nie sprawiały mu problemów, gorzej z faktycznym zamkiem skarbca i jego zabezpieczeniami, które obchodził z trudem. Nagle pomyślał, że w sumie dobrze, że nie zwrócił na siebie większej uwagi. Strażnicy nie będą szukać człowieka, który wtargnął na przyjęcie, a Hyrodon Lenar nie będzie się denerwował o swój majątek. Mogą, co najwyżej, szukać złodzieja, który ukradł kilka pierścieni jednemu z gości. Batrand jednak nie sądził, że ten już odzyskał przytomność.
Stanął przed wrotami skarbca. Przyjrzał się im dokładnie, uchwycił każdy detal. Miał dwa zamki, zabezpieczenia działały na zasadzie ”masz jedną szansę, jeśli szczęście ci dopisze, to dwie”. Szczur z Navaru zaklął pod nosem. Wolał, żeby zamki się nie zatrzasnęły na stałe, kiedy nie miał przy sobie odpowiedniego do ich cofnięcia sprzętu.
Nie mógł ryzykować. Wyciągnął z kieszeni większy kryształ Wspomnień. Już drugi, który wykorzysta tej nocy, ale nie miał wyboru. Trzymał go właśnie na taką okazję. Kryształy Wspomnień zawsze go fascynowały, niewielu mogło ich używać, a jeszcze mniej ludzi wiedziało, jak z nich prawidłowo korzystać. Prawdopodobnie było tylko kilka osób w całym królestwie Es, które potrafiliby otworzyć tak skomplikowany zamek. Spojrzał na kryształ, skupił się, pobrał wspomnienie, czując jak przepełnia go magia. Oczy momentalnie zaczęły go piec i szczypać, kiedy zrozumiał, jak wiele jej pochłonął. Ale jeśli uda mu się otworzyć, nie będzie to miało znaczenia. Nie mógł tylko mrugnąć.
Podszedł do wrót, przyjrzał się zamkowi i przyłożył do niego rękę. Nie było to łatwe, musiał się wysilić, ale nie za bardzo, bo magia mogła nagle go opuścić, a przy większym wysiłku nie zadziałać odpowiednio. Zębatki po krótkiej chwili trzasnęły, ale ustawienie ich w odpowiedniej pozycji zajęło mu kilka naprawdę długich chwil. Musiał uważać, żeby nie przesadzić, bo jeśli by przez przypadek je uszkodził, wszystko poszłoby na marne. Delikatne posługiwanie się magią nie należało do jego atutów. Przez to tracił wiele cennych sekund. Z drugim, wiedząc już, co robić, poszło łatwiej. Kilka kolejnych chwil i wrota skarbca były otwarte. Pociągnął je do siebie i wszedł do środka, mrugając kilkukrotnie, by wyrzucić z siebie nadmiar magii.
Nie przesadziłby, jeśli powiedziałby, że w skarbcu niemal wszystko mieniło się od złota i srebra. Ale głównie srebra. Wszedł głębiej, najmniejsze i najcenniejsze przedmioty pakował do kieszeni. Reszta go nie obchodziła, przyszedł głównie w jednym celu. Podszedł do gabloty pod jedną ścianą, otworzył ją ostrożnie i sięgnął po kulę umieszczoną w środku. Była mała, spokojnie mógł zmieścić ją w dłoni czy kieszeni. Mała i bezcenna.
Batrand, Szczur z Navaru, Władający Wspomnieniami, uśmiechnął się do siebie i schował kulę do wewnętrznej kieszeni kurtki. Miał ją. Tak łatwo, że niemal w to nie wierzył. Przez chwilę myślał, że to tylko sen, a on obudzi się zaraz w lochach, bo tak naprawdę został złapany i zamknięty. Ale nie został. Przeszedł ochronę, której prawie nie było, otworzył skarbiec i ukradł najprawdopodobniej najcenniejszy przedmiot w całym Navarze. Rozejrzał się jeszcze za jednym, ważnym przedmiotem. Jeśli miał być szczery, po kulę przybył tylko przy okazji, dostał zlecenie na coś całkowicie innego.
Głupi pracodawca nie był Władającym, raczej człowiekiem próżnym, nieznającym wartości skarbów, które mógłby zdobyć. Szczur z Navaru spojrzał na księgę, której okładkę pokrywały dziwne glify. Zajął się zamkiem i otworzył ją na pierwsze stronie. Język był mu nieznany, całkowicie obcy i dziwny, nieczytelny. Szczur pomyślał, że jego pracodawca to naprawdę głupi człowiek. W końcu, kto każe ukraść książkę w innym, niezrozumiałym języku, skoro może kazać ukraść tą w ojczystym? Nie wiedział, ale nie chciał też się głębiej nad tym zastanawiać. Schował ją do tej samej kieszeni, co kulę i wyszedł.
Czas wracać.
Wyszedł przez wrota i odruchowo wstrzymał oddech. Przed nim stało sześciu strażników, czterech w ciężkich, płytowych zbrojach i z szerokimi mieczami. Dwóch za nimi w lekkich kurtkach, z włóczniami.
— Poddaj się i złóż broń — powiedział jeden, unosząc miecz — a być może darujemy ci życie.
Szczur wolnym, ostrożnym ruchem sięgnął po ostrze, a drugą ręką po skradzioną ze skarbca kulę. Nie mógł pozwolić, by go złapali, musiał się też spieszyć. Podejrzewał, że lada chwila przyjdzie ich więcej. Ale skąd się o nim dowiedzieli? Może planowali to od początku?
— Nie ruszaj się! — krzyknął strażnik, kiedy Szczur dobył ostrza i spojrzał na kulę.
Strażnicy ruszyli na niego, nieświadomi, że biegną na śmierć. Walka skończyła się, kiedy Szczur z Navaru tylko spojrzał na kulę i pobrał jej moc. Wszystko było przesądzone.
Pierwszy w pełnej ciężkiej zbroi uniósł miecz i zaczął krzyczeć rozdzierająco, kiedy jego pancerz zaczął się topić, po tym, jak Szczur z Navaru dobiegł do niego nadzwyczaj szybko i zwyczajnie dotknął. Drugi pchnął mieczem, Szczur chwycił go gołą ręką, złamał i ciął własnym, tnąc pancerz jakby był niczym. Dwóch włóczników skoczyło na niego jednocześnie, żołnierz w zbroi płytowej przygotował się do ataku, a Szczur odskoczył. Chwycił drzewiec jednej włóczni i pchnął ostrzem, przebijając serce włócznika.
Pozostała trójka zaatakowała jednocześnie, Batrand zawirował między dwoma ostrzami i włócznią, tnąc bezlitośnie. Miecz błysnął oślepiającym światłem, a dwóch strażników padło bez życia. Włócznik zasłonił oczy, Szczur chwycił go za twarz, a mężczyzna nie zdążył nawet krzyknąć. Jego ciało zapłonęło, padł na ziemię, ale nie wił się ani nie krzyczał. Już był martwy.
Bartrand, Szczur z Navaru, Władający Wspomnieniami, zamrugał kilkukrotnie i wszystko ustało. Magia opuściło jego ciało, ale dzieło, którego dokonał, pozostało. Wszystko trwało krótką chwilę, nawet nie minutę. Wyrwał się z transu i szoku własną mocą, pobiegł w kierunku wyjścia. Piwnica nadal była pusta, kolejni strażnicy pojawili się dopiero na schodach. Batrand, już nawet nie patrząc nawet na kulę, pobrał jej wspomnienie i stał się kimś innym. Unosił się, był lekki niczym dym, był dymem. Skoczył, czwórka strażników obserwowała go z szokiem wymalowanym na twarzach. Szczur z Navaru wylądował gładko między rozbieganymi i przerażonymi ludźmi. Nie czekając na nic pobiegł dalej, nadal nie mrugnął, jego zmysły były wyostrzone. Właśnie zrozumiał różnicę między kryształem, a tym, co zyskał.
Lawirował płynnie między ludźmi, nie dotykając ich, zatapiając się w mocy. Przejścia między nimi były tak wąskie, że nie wiedział czy przeciska się pod postacią człowieka, czy naprawdę był dymem. Nigdy tego nie wiedział. Nauczyciel powtarzał mu, że potrafi Władać Wspomnieniem na najwyższym poziomie, manipulując, czym tylko zechce. Czy tyczyło się to też jego własnego ciała?
Po chwili znalazł się na parkiecie.
— To Szczur z Navaru! — wrzasnął ktoś, a tym kimś był właśnie Hyrodon Lenar, którego straż nie pilnowała dostatecznie skarbca. — Złapać go! Straż! Złapcie tego Szczura!
Batrand dziękował mu w myślach. Gdyby nie głupota tego człowieka, prawdopodobnie by się nie udało. To dzięki niemu Szczur z Navaru mógł dostać się do skarbca i go okraść. Bogacz sam był sobie winny.
Szczur wbiegł na balkon, mężczyzna, którego powalił wcześniej, leżał oparty o ścianę i przykryty jego kurtką. Chyba ktoś pomyślał, że za dużo wypił. Batrand założył ją szybko i skoczył. Wylądował na trawie, przeturlał się na bok i pobiegł. Dwójka strażników z halabardami, która wcześniej pilnowała wejścia, zagrodziła mu drogę. Unieśli je do ataku. Szczur z Navaru ślizgnął się po ziemi, chwycił ich za nogi i wtopił w podłoże. Mężczyźni stracili równowagę, padli na plecy, a kiedy zobaczyli, co stało się z ich stopami, zaczęli wrzeszczeć. Szczur spojrzał na najwyższą część muru okalającego posiadłość. Wcześniej ledwo wspiął się na najniższy, teraz nawet ten nie był wyzwaniem.
Rozpędził się, odbił się od ławki i skoczył. Wylądował na murze, ale nie spostrzegł, jak jeden strażnik rzuca się w jego stronę. Chłopak powalił go, podcinając mu nogi.
Batrand wywalił się z łoskotem, spojrzał w brązowe oczy włócznika, który przyciskał drzewiec do jego szyi, i zrozumiał, że moc go opuściła. W którymś momencie musiał mrugnąć, momentalnie zaczął się dusić. Podniósł pięść i z całej siły walnął chłopaka w policzek. Przewalił go na bok i szybko wstał, kaszląc ciężko i nieświadomie pobierając moc kuli. Włócznik zerwał się na nogi, jego oczy nagle zaszły mgłą, ale Szczur z Navaru nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Zeskoczył z muru i uciekł w ciemne ulice miasta, znikając w ich mroku.
Młody włócznik natomiast zachwiał się, mrugnął, zakręciło mu się w głowie i spadł, przeżywając przypadkiem skradzione Wspomnienie.
* * *
Batrand, Szczur z Navaru, Złodziej, Władający Wspomnieniami, wszedł do jednego z paskudniejszych domów w dzielnicy wozów. Był brudny, pajęczyny zdobiły rogi ścian, sufit pokryty był pleśnią, kurz osadził się na wszystkim, na czym mógł. Drewno butwiało, a cegły się kruszyły. W powietrzu unosił się obezwładniający smród.
Jednak nie miał zamiaru tutaj zostać. Przyszedł tylko oddać księgę i wziąć zapłatę. Wszedł po schodach, które jęczały, kiedy tylko postawił na nich stopę, a później skierował się do umówionego pokoju. Zastanawiało go, czy strop się nie zawali i czy w razie takiej ewentualności zdążyłby uciec.
Otworzył drzwi i wszedł do środka. Na środku leżał wysoki mężczyzna o jasnych włosach, a wokół niego była zaschnięta kałuża krwi. Szczur z Navaru podszedł do niego, uklęknął i wyciągnął księgę. Pracodawca był martwy.
Spojrzał na niego z urazą i westchnął.
— I kto mi teraz zapłaci? — szepnął słabo do samego siebie, ściskając księgę w dłoniach.
— Batrandzie! — rozległ się niespodziewany krzyk. Batrand wstał i rozejrzał się, trzech mężczyzn stało w przejściu, a dwóch przy oknie. Zdziwił się i cofnął o krok, dobywając ostrza, jednak na nich nie zrobiło to wrażenia. Nawet nie drgnęli. Po chwili mężczyzna, stojący najbliżej, kontynuował. — Szczurze z Navaru, Władający Wspomnieniami, synu Gyrionoena, zostałeś dostrzeżony. Udaj się z nami…
— Jeśli chcecie żyć — przerwał mu — lepiej się stąd wynoście!
Niebieskie oczy mężczyzny nagle przepełniły się wspomnieniem. Szczur to wiedział i sam również pobrał własne, akurat wtedy, kiedy koniec ostrza nieznajomego miał rozpłatać mu gardło. Ćwierć sekundy spóźnienia i byłby równie martwy, co swój pracodawca.
— Szczurze z Navaru, Władający Wspomnieniami…
— Daruj sobie pełny tytuł — warknął, przyjmując pozycję wody, skupionej na obronie, ale mężczyzna nie zaatakował.
— Dobrze — odpowiedział tylko i cofnął się do swoich towarzyszy. — Chodź z nami, Szczurze z Navaru. Zostałeś dostrzeżony.
— A jeśli odmówię?
— Nas jest pięciu, ty sam. Nie ważne, jak potężne Wspomnienia posiadasz, nie wygrasz. Nie martw się, nie pragniemy twojej śmierci. Chcieliśmy cię tylko sprawdzić. Posiadasz księgę Wspomnień, ten mężczyzna — wskazał na trupa — nie był godzien, by na nią spojrzeć. Jednak ciebie, Szczurze z Navaru, obserwowaliśmy od dawna. Nasz Mistrz pragnie się z tobą spotkać.
— Mistrz? — powtórzył cicho. — Kim wy jesteście? Wszyscy potraficie Władać?
— Oczywiście…
Szczur zaklął pod nosem. Nigdy nie widział tylu Władających w jednym miejscu. Kiedyś był on i jego nauczyciel. Teraz byli też inni.
— Kim jesteście? — zapytał znowu.
— Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. Jednak chodź już, nie możemy tracić czasu.
— Dlaczego miałbym z wami pójść?
Mężczyzna uniósł nieco podbródek i przechylił głowę, uśmiechając się lekko.
— Batrandzie, Szczurze z Navaru, naprawdę sądzisz, że Hyrodon Lenar nie posiadał straży strzegącej skarbca? Postanowiliśmy nieco ci pomóc w osiągnięciu celu, który pomoże również nam. A ty wykonałeś swoje zadanie. Chcemy tylko ci pomóc, gdybyśmy pragnęli twojej śmierci, nie rozmawialibyśmy teraz.
Batrand ze złością pokręcił głową. Od początku wiedział, że coś było bardzo nie tak, że poszło mu za łatwo. Jednak nie spodziewał się, że ktokolwiek mógłby jego przeszkody usunąć wcześniej. Schował miecz i niechętnie ruszył za nimi, pozwalając sobie mrugnąć, by magia go opuściła. Nie ufał im i postanowił, czego by nie usłyszał z ich ust, mieć się na baczności.
* * *
Włócznik spojrzał w rozgwieżdżone niebo, miał wrażenie, że migoczące gwiazdy próbują mu coś powiedzieć, ale nie potrafił stwierdzić, co. Po chwili zrozumiał, że nadal leży na ziemi, na miękkiej, zielonej trawie. No tak, przypomniał sobie, spadłem. Wokół niego leżały szczątki drewnianego stołu, który musiał zamortyzować upadek.
Mur był dość wysoki, miał nieco ponad cztery metry i Seg naprawdę cieszył się, że przeżył. Mógł skończyć z przetrąconym karkiem, a tymczasem bolały go tylko plecy. Ale dlaczego spadł? Ostatnim, co pamiętał, był cios, który wymierzył mu znany wszystkim Szczur z Navaru, a później pustka. Zamrugał kilkukrotnie, potarł oczy i wstał.
— Seg! — krzyknął strażnik, przyjaciel Sega. — Nic mi nie jest, Luis — odpowiedział, rozglądając się za swoją bronią. Pewnie została na murze. Nieopodal siedziało dwóch innych strażników, którzy nie wyglądali na rannych, a obok nich medycy z przejętymi minami. — Co im się stało?
Luis spojrzał na nich i westchnął smutno.
— Miałeś wielkie szczęście, Seg — powiedział. — Szczur z Navaru wtopił ich nogi w ziemię.
— Wtopił? Jak to ”wtopił”? Co to znaczy?
— To znaczy, że ich nogi są teraz… no nie wiem, w ziemi. Są z nią tak jakby połączone.
Seg nie wiedział jak to możliwe, ale słyszał kiedyś, że za pomocą magii można było dokonać wszystkiego. Widocznie była to prawda.
— Spotkałeś go? — zapytał Luis.
— Kogo?
— Szczura! Podobno zwiał przez twoją część muru!
— A, tak, spotkałem go. Seg potarł nerwowo czoło, zamyślając się na moment. — Ale mnie zrzucił.
Luis wciągnął powietrze ze świstem i przyjrzał się przyjacielowi.
— O dziwo jesteś cały — przyznał po chwili. — Jesteś pewny, że go spotkałeś, a nie tylko spadłeś z tego muru? Wszyscy, którzy mieli z nim kontakt, są albo martwi, albo w podobnym stanie, co tamta dwójka. No, może poza mną, bo jak szliśmy do piwnicy, to ten nad nami po prostu przeleciał. Jak jakiś ptak, albo co. Ledwo go widziałem.
— Naprawdę go spotkałem — odparł, próbując przypomnieć sobie jego twarz. Jak on wyglądał? Był młody czy stary? Wspomnienie uciekało mu z pamięci w zastraszającym tempie, próbując nie pozostawić po sobie żadnego śladu. Jednak Seg nadal pamiętał jedno. Wskazał swój policzek, który powoli puchnął. — Przyłożył mi… — szepnął.
— No nieźle. Chodź. Każdy, kto miał z nim kontakt, ma stawić się przed Hyrodonem Lenarem.
Seg westchnął. Niezbyt lubił Lenara, choć pracował u niego od trzech lat. Hyrodon, mimo swojego podłego charakteru, był człowiekiem dobrym. Nie był skąpy, Seg wiele razy widział, jak przeznacza masę złotych talentów tym, którzy ich potrzebowali. Wspomagał dwa sierocińce i jedną placówkę medyczną we wschodniej części Navaru, choć wcale nie musiał. Wyczyścił ulice wokół swojej posiadłości z biedaków i żebraków, dając im pracę. Niektórzy ludzie go kochali, inni potępiali.
Przyjęcie się skończyło, choć nadal wielu gości pałętało się po sali. Niektórzy byli zbyt pijani, żeby utrzymać się na nogach. Była to trzecia uczta, w ciągu trzech tygodni, wydana z powodu kaprysu Hyrodona Lenora. Pewnie dlatego stracił czujność.
Hyrodon Lenor siedział przy stole, jadł i popijał czerwonym winem. Pilnowało go kilku strażników, dwóch innych odchodziło. W końcu ich dojrzał i przywołał skinieniem dłoni.
— Przyprowadziłem go, panie — powiedział Luis.
— Świetnie! Seg, spotkałeś tego złodzieja?
— Tak, panie. Widziałem go przez krótką chwilę, jednak szybko mnie pokonał.
— Tak, domyślam się — powiedział, przegryzając kawałek mięsa i mrużąc oczy. — Jednak nie to chcę wiedzieć. Mów, jak wyglądał. Nikt z będących tu gości, którzy byli świadkami zdarzenia, nie spojrzało mu w twarz. A ja widziałem tylko jego plecy.
Seg przełknął ślinę. Nie pamiętał. Nie pamiętał nic, dzięki czemu mógłby pomóc. Wiedział, że spojrzał na niego, stanął z nim twarzą w twarz, ale nic poza tym. Starał się sobie przypomnieć, ale nie potrafił.
— Ja — zaczął ostrożnie — spotkałem go, ale nie widziałem twarzy, panie. Szybko mnie obezwładnił, a później zrzucił — skłamał. Widział, że Szczur nie zrzucił go z mostu. Sam spadł, ale nie mógł tego wyjaśnić. Jeśli powiedziałby, że go widział, zanik pamięci wyjaśnił szokiem, a ta by nie wróciła, Hyrodon Lenar mógłby się wściec. A kiedy się wściekał, nikt nie mógł przewidzieć, jakie decyzje podejmie.
— Bzdura — powiedział szybko. — Nie wierzę… Musiałeś go widzieć! — krzyknął, uderzając wielką pięścią w stół. — Chociaż przez chwilę! Najwidoczniej jesteś jedynym, który stanął z nim oko w oko i przeżył, a przynajmniej nie doznał obrażeń. Innych moich ludzi zabił, a nad drugimi przeleciał niby nietoperz czy inne dziwo. Musisz sobie to przypomnieć, chłopcze!
— Tak, panie.
— A teraz odejdź, mam dość nadszarpanych nerwów na dzisiaj.
Seg oddalił się, przeklinając w myślach swoje szczęście. Luis podszedł do niego i spojrzał pytająco.
— Naprawdę go nie widziałeś? — spytał.
— To… skomplikowane. Dziwne. Nie pamiętam jego twarzy, nic z tamtej walki. Tylko to, że mnie uderzył, a później spadłem.
— Rzeczywiście, dziwne.
— A Szczur? Co zrobił?
— Otworzył skarbiec i coś ukradł. Dopiero robią spis przedmiotów.
Seg skinął głowę. Skoro Szczur wtargnął i okradł jednego z najbardziej wpływowych ludzi, musiało być to coś cennego. Tylko, co? Nie wiedział, nie potrafił się nawet domyślić. Szczur z Navaru zawsze kradł bogactwa wpływowym ludziom, chodziły słuchy, że ukradł sam klejnot z korony pana miasta, ale plotki nigdy nie zostały potwierdzone. I mimo tych wszystkich zbrodni i przestępstw, nie został ujęty. Nie wystawiono też za nim listu gończego, ponieważ nikt nie wiedział, jak wygląda. Seg zaczął domyślać się, dlaczego.
Razem z Luisem wyszli na zewnątrz. Medycy nieśli na noszach dwóch strażników, których stopy wyglądały jak zmiażdżone. Były powykręcane, brudne, pełne grudek ziemi.
— A oni? — zapytał. — Nie widzieli twarzy Szczura?
— Nie. Majaczyli tylko, że pełzł po ziemi niczym wąż czy coś takiego.
Seg westchnął. Wszystko spadło na niego. Wrócił na mur, licząc, że przypomni sobie coś z tamtego zdarzenia, ale na próżno. Nie pamiętał. Podniósł włócznie i oparł się na niej. Zastanawiało go, dlaczego Szczur go nie zabił, ani nie zrobił żadnej krzywdy. Było to dziwne. Wszyscy byli ranni, a on nie. Jako jedyny.
I czuł, że przysporzy mu to problemów.

Tagi:

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 330

Zamek Światów - Rozdział 1

Post#2 » 5 sie 2017, o 20:46

Hmm, jakieś tam błędy są, nieco bym poprawiła, ale zwyczajnie mi się nie chce. Przynajmniej w tym momencie. Jednak przyznam, że ten rozdział jest ciekawszy od prologu i lepiej napisany.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości